Luisenburg – granitowy labirynt skalny

Ilu z nas myśli, gdzie zabrać dzieci, żeby wspólnie spędzić czas? Żeby było rodzinnie, ciekawie, najlepiej na łonie przyrody. I może żeby to nie była kolejna wizyta na placu zabaw w najbliższym parku. Labirynt skalny Luisenburg zafascynuje każde dziecko, od dwulatka po nastolatka! A dodatkowo będzie to przyjemny rodzinny czas! Zobaczcie, jak tam jest fajnie!

Continue reading

Görlitz – po drugiej stronie Nysy Łużyckiej

O tym, że granice bywają czymś najzupełniej sztucznym, świetnie można się przekonać, spacerując po mieście granicznym Görlitz-Zgorzelec. Do 1945 r. oba miasta stanowiły jeden organizm. Od kilkudziesięciu lat funkcjonują jako dwa miasta w dwóch państwach z granicą na Nysie Łużyckiej. Oba bardzo ciekawe turystycznie. Tym razem spacerujemy po części niemieckiej – Görlitz. To drugie pod względem wielkości miasto Saksonii zachowało rekordową ilość zabytków z różnych epok – aż 3,5 tysiąca (!) budynków figuruje w rejestrze zabytków. Miasto po prostu nie zostało zniszczone podczas II wojny światowej. Dzięki temu obecnie jest bardzo atrakcyjne turystycznie – można cieszyć się niezmienionym dawnym układem przestrzennym i przeplatanką stylów architektonicznych – od gotyku przez renesans i barok aż po modernizm.

Görlitz – niemiecka część miasta granicznego Görlitz-Zgorzelec

1 sierpnia 2018

Zapewne niewielu turystów wybierze Görlitz jako cel sam w sobie, ale miasto to świetnie może sprawdzić się jako turystyczny przerywnik w podróży – jeśli komuś akurat będzie po drodze ;-). My zajechaliśmy do Görlitz przy okazji podróży na nasze rodzinne wakacje do Frankonii i nad Jezioro Bodeńskie (pełna relacja z wycieczek po tym arcyciekawym regionie już wkrótce wyląduje na stronie!).

Mieliśmy wyjechać raniutko, skoczyło się jak zwykle – start około południa. Z rodzinnym pakowaniem nikt chyba jeszcze do końca nie wygrał;) Jazda autostradami – choć nużąca – mijała dość szybko. Zatrzymaliśmy się tylko raz w okolicach Wrocławia na obiad w sympatycznym (i już wcześniej sprawdzonym przez nas) barze Es8 i potem na dotankowanie jeszcze przed granicą.

Obsuwa z wyjazdem miała jednak swoje plusy – w Görlitz, gdzie zaplanowaliśmy turystyczny postój, stawiamy się późnym popołudniem. O tej porze nie jest już gorąco (a upał tego dnia był niemiłosierny) i światło jest lepsze do zdjęć, no i nawet za parking nie musimy płacić! Ha, takie z nas cwaniaki! Cały spacer po Görlitz zajmuje nam tylko nieco ponad godzinę. Wszyscy chętnie prostujemy nogi, a Grzesiek nawet jeździ trochę na rowerku biegowym.

Samochód zostawiamy zaraz za obwarowaniami dawnego miasta, tuż obok kościoła św. Piotra (po 18.00 parking bezpłatny). Stąd tylko kilka minut i jesteśmy na starym mieście, a i na plac zabaw blisko, ale to zostawiamy sobie na deser ;-).

Spacer po Görlitz

Sceneria spaceru jest wyjątkowo urokliwa – po renowacjach z ostatnich lat zabytki Görlitz prezentują się wyjątkowo wspaniale. Można się tylko domyślać, jak bogate było to miasto w minionych stuleciach – dobrobyt zawdzięczało handlem urzetem barwierskim – niepozorną, ale bardzo cenną rośliną z rodziny kapustowatych, z której pozyskiwano niegdyś niebieski barwnik indygo.

Pamiątką dawnych czasów jest magazyn rośliny barwierskiej (magazyn naturalii, dom urzetu) – jeden z najstarszych budynków miasta. Już w XIV w mieścił się tu browar, potem szkoła, drukarnia, w następnych latach dalej zmieniał swoje przeznaczenie. Od XVI w. funkcjonował jako miejski magazyn urzetu właśnie.

Najstarszy świecki budynek w Görlitz – dom urzetu.

Stare miasto w Görlitz

Zaczynamy od dokładniejszego przyjrzenia się okazałej sylwecie późnogotyckiego kościoła św. Piotra, funkcjonującego od XIV w. jako główny kościół miejski. Wyróżnikiem kościoła są jasne, neogotyckie wieże ze sztucznego kamienia, zbudowane w 1891 r. Naszą uwagę jednak bardziej niż wieże przyciąga piękny XIII-wieczny portal zachodni (pierwotnie romański, przebudowany w stylu późnogotyckim).

Kościół św.św. Piotra i Pawła od XV w. funkcjonował jako głowny kościół miejski.

Piękny portal zachodni.

Portal powstał na miejscu dawnego, romańskiego.

Został przebudowany na późnogotycki.

Neogotyckie wieże zostały dobudowane dopiero pod koniec XIX w.

Spod kościoła przechodzimy na Dolny Rynek. Po drodze mijamy piękny neorenesansowy budynek Nowego Ratusza z pocz. XX w. oraz oryginalną, starą wagę miejską z trzema renesansowymi piętrami.

Kierujemy się w stronę Dolnego Rynku.

Po drodze podziwiamy okazały Nowy Ratusz.

… i starą wagę miejską

Dolny Rynek – dawny plac handlowy – to prawdziwe serce Görlitz. Rozległy, otoczony ze wszystkich stron pięknymi kamienicami bogatych mieszczan. Na środku fontanna Neptuna, na wprost – dawny XIV-wieczny ratusz z wysoka wieżą. W okolicy mnóstwo knajpek i restauracji, w tym co najmniej kilka z polską kuchnią (pyzy, pierogi, łazanki…) – spokojnie można zaplanować tu obiad.

Görlitz

Dolny Rynek – Untermarkt – serce Görlitz.

Charakterystyczna wieża ratusza.

Każdego turystę interesuje zapewne co innego…

XVI-wieczne schody otaczają posąg Sprawiedliwości.

Po prawej herb Macieja Korwina, króla Węgier.

Rynek otaczają mieszczańskie kamienice z arkadami.

Kamienice wokół rynku po renowacji błyszczą.

Muzeum miejskie mieści się w pięknej barokowej kamienicy.

Inne kamienice też są bogato zdobione.

Uwagę zwracają nawet bramy!

Prosto z Dolnego Rynku idziemy na Górny Rynek (Obermarkt) – znacznie mniej reprezentacyjny, ale również sympatyczny. Na Górnym Rynku wyróżnia się kościół pw. Świętej Trójcy – dawny XIII-wieczny kościół zakonny, przebudowywany w kolejnych trzech stuleciach. Tu kończymy nasz spacer. Choć właściwie jeszcze nie do końca.

Z Dolnego Rynku przeszliśmy na Górny Rynek.

Görlitz

Oba rynki są połączone deptakiem.

Wzrok przyciąga smukła wieża kościoła Trójcy Świętej.

Sebuś nawiązuje nowe znajomości.

Ostatni rzut oka na mieszczańskie kamieniczki i wieże kościoła św.św. Piotra i Pawła.

Nad brzegiem Nysy Łużyckiej

Na zakończenie idziemy w miejsce równie atrakcyjne, choć z zupełnie innych powodów;-) – na pomysłowy plac zabaw przy brzegu Nysy Łużyckiej. Chłopaki szaleją na zjeżdżalniach, zaaranżowanych na średniowieczne zamczysko, a my patrzymy na malowniczą panoramę polskiego Zgorzelca tuż za rzeką.

Ostatni punkt programu podczas wizyty w Görlitz.

Takiej huśtawki jeszcze nie widzieliśmy. Głaz na linie – buja się że hej!

Spacer wzdłuż granicznej Nysy Łużyckiej spodoba się każdemu.

Jedno miasto, dwa państwa… Dziwnie się czasem historia toczy…

Po zrealizowaniu takiego planu do samochodu zadowoleni wsiadamy wszyscy – i my, i dzieci. Bardzo dobrze zrobił nam taki postój po kilku godzinach monotonnej jazdy samochodem. Teraz jeszcze dwie i pół godziny i powinniśmy stawić się na naszej mecie we Frankonii ( i rzeczywiście, o 21.30 byliśmy na miejscu, po 9 godzinach od wyruszenia z domu i przejechaniu 815 km).

Görlitz  to świetny cel turystycznego spaceru, nawet z dziećmi. Starówka nie jest rozległa – właściwie wszystkie najciekawsze zabytki skupiają się wokół dwóch placów. Na małych turystów czekają pomysłowo zaaranżowane place zabaw (w okolicy starówki widzieliśmy co najmniej dwa – oba drewniane, „średniowieczne”). Całej rodzinie na pewno spodoba się spacer malowniczym brzegiem granicznej Nysy Łużyckiej – polski Zgorzelec widać stąd jak na dłoni!

Nikiszowiec – dawne osiedle górnicze Katowic

O tym, jak układ urbanistyczny może zaczarować przestrzeń, czyli spacerkiem po Nikiszowcu

20 lipca 2018, piątek

Nikiszowiec jest miejscem, które pokazuje, że układ architektoniczny może zaczarować rzeczywistość. Niesamowicie spójne, przemyślane, a przy tym jakże funkcjonalne! Cieszące oko konsekwentną stylistyką dawne osiedle górnicze mogłoby inspirować wielu współczesnych deweloperów. Aż trudno uwierzyć, że te stylowe budynki z czerwonej cegły z jaskrawoczerwonymi obramowaniami okien zostały niegdyś zbudowane jako mieszkania robotnicze. Cały układ urbanistyczny Nikiszowca figuruje w rejestrze zabytków i od 2011 r. jest chroniony jako Pomnik Historii.

Nikiszowiec – dawny Nikischschacht – został zaprojektowany przez Emila i Georga Zillmanów jako osiedle mieszkaniowe dla pracowników tutejszej kopalni. Nikiszowiec został zbudowany ponad sto lat temu przez koncern górniczy Giesche.

Na osiedle składa się dziewięć trzykondygnacyjnych bloków po ok. 165 mieszkań w każdym z nich. Bloki tworzyły wieloboki z wewnętrznymi dziedzińcami. Nazywane „familiokami” budynki z czerwonej cegły z jednolicie czerwonymi obramowaniami okien układały się w harmonijne kwartały.

Układ osiedla był starannie zaplanowany. Mieszkańcom miało zostać dostarczone wszystko, co niezbędne do życia. W podwórzach budynków urządzano chlewiki, stawiano nawet piece chlebowe. Poza blokami w osiedlu zbudowano dodatkowo szkołę (budynek pełni swoje funkcje do dziś) i szpital. Całość stworzyła niespotykany, bardzo spójny układ architektoniczny. Jego niespotykana wartość została potwierdzona wpisem do rejestru zabytków. Od 2011 r. Nikiszowiec jest też chroniony jako Pomnik Historii.

Spacer warto zacząć od odwiedzin w punkcie informacji turystycznej, usytuowanym w budynku filii Muzeum Historii Katowic przy ulicy Rymarskiej. Można bezpłatnie wypożyczyć audioprzewodnik po Nikiszowcu, obowiązkowo trzeba poprosić o plan osiedla Nikiszowiec wraz z miniprzewodnikiem i planem ścieżki edukacyjno-spacerowej.

My też tak robimy, ale głód kieruje nas najpierw na obiad do restauracji Śląska Prohibicja. Tanio nie jest, ale jedzenie jest pyszne, wystrój też wysmakowany, niegryzący się z klimatem dawnego Nikiszowca. Zraz wołowy z kluskami śląskimi i modrą kapustą – byłoby grzechem zjeść coś innego, będąc w takim miejscu! Najedzeni z dziką radością oddajemy się przyjemności spaceru po Nikiszowcu.

Nikiszowiec. Przed oddaniem się przyjemności spaceru postanawiamy najpierw coś zjeść.

Rolada wołowa z kluskami śląskimi i modrą kapustą – w takim miejscu grzechem byłoby zjedzenie czegoś innego.

Sercem Nikiszowca jest Plac Wyzwolenia. Pełni funkcję nieformalnego nikiszowieckiego rynku. Dominantą placu jest ceglany kościół św. Anny z 1927 r. Budulec jest taki sam jak otaczających budynków, co pogłębia wrażenie niesamowitej spójności. Przed dalszym spacerem warto podejść do wagonika górniczego znajdującego się tuż kościołem. Najciekawszy jest jednak nie sam wagonik, ale to, co stoi na nim – maleńka makieta Nikiszowca. Dopiero patrząc na osiedle z lotu ptaka, widzimy, w jak niezwykle harmonijny i przemyślany sposób zostało zbudowane. Widziane z góry, przypomina amfiteatr ze „sceną” w miejscu kościoła św. Anny. Dzięki takiemu rozplanowaniu z każdego zakątka osiedla można było szybko dostać się na centralny plac.

Nikiszowiec

Sercem Nikiszowca jest przestronny Plac Wyzwolenia.

Kościół św. Anny – duchowe serce Nikiszowca – został zbudowany w 1927 r.

Kościół św. Anny podobnie jak otaczające go familoki zbudowany został z czerwonej cegły.

Warto podejść do wagonika stojącego przed kościołem.

Nikiszowiec

Na makiecie widać niezwykły „amfiteatralny” układ osiedla

Plac Wyzwolenia był niegdyś centrum handlowym – odbywały się tu jarmarki, w arkadowych podcieniach mieściły się sklepy – zresztą są tu także dziś i nawet mają dopasowane do całości witryny – szacun! Ciąg sklepów pod arkadami nazywany był potocznie „komzonami”.

Sklepy w arkadowych podcieniach placu nazywane są „komzonami”.

Będąc na Placu Wyzwolenia, koniecznie trzeba zwrócić uwagę na budynek poczty. Odnajdziecie go na pewno, by wyróżnia go jeden z najbardziej charakterystycznych motywów Nikiszowca. O czym mowa? Oczywiście o słynnej mozaice z secesyjnymi różami, obecnej na chyba wszystkich materiałach informacyjnych o Nikiszowcu.

Poczta mieści się w budynku dawnej karczmy

Nikiszowiec

Mozaikowe secesyjne róże to jeden z najczęściej fotografowanych detali w Nikiszowcu.

Z Placu Wyzwolenia warto skierować się na południowy zachód, w ulicę św. Anny. To chyba najbardziej znana ulica Nikiszowca – ma już na swoim koncie nawet kilka ról filmowych. Jej perspektywę zamyka sylweta nikiszowicekiego kościoła Św. Anny. Idąc w drugą stronę, ulica wyprowadzi nas poza osiedle, na ulicę Szopienicką. Warto tak właśnie pójść.

Kościół św. Anny tak jak całe osiedle został zaprojektowany przez Emila i Jerzego Zillmannów.

Ulicą św. Anny można dojść poza obręb osiedla, na ul. Szopienicką.

Bloki były połaczone ze sobą zadaszonymi nadwieszkami, przerzuconymi nad ulicami.

W Nikiszowcu wybudowano dla górników i ich rodzin dziewięć trzykondygnacyjnych bloków – ‚wielobloków’

Przy ulicy Szopienickiej mieści się bowiem kolejny zabytkowy zespół obiektów – szyb „Pułaski”, obejmujący m.in. nadszybie z wieżą wyciągową i inne budynki, m.in. warsztat, sortownię i łaźnię. Szyb jest wykorzystywany do dziś jako główny szyb kopalni Wieczorek. To jeden z szybów, z których powodu wybudowano osiedle górnicze. Górników z Nikiszowca i pobliskiego Giszowca do pracy nieodpłatnie dowoziła wąskotorowa kolejka Balkan. Ulgowe przejazdy przysługiwały również rodzinom pracowników – na niespełna czterokilometrowej trasie kolejka przewoziła kiedyś dziennie nawet ponad 8 tys. pasażerów! Balkan kursował aż do 1977 r. Przed szybem „Pułaski” stoją dziś dwa zachowane wagoniki kolejki.

Zabytkowy zespół obiektów szybu Pułaski.

Dwa zachowane wagoniki dawnej kolejki Balkan, wożącej niegdyś robotników do pracy.

Nie zdążyliśmy zobaczyć budynku modernistycznego dawnego ratusza z 1931 r., dawnej siedziby urzędu gminy Janów, do której należał Nikiszowiec. Kilkaset metrów dalej, przy ul. Oswobodzenia mieści się Galeria Szyb Wilson – największa prywatna galeria sztuki współczesnej w Polsce. W budynku byłego szybu kopalni „Wieczorek” odbywa się wiele koncertów, przedstaiwń, targów i oczywiście wystaw. Właśnie teraz odbywa się tam Art Naif Festiwal, na którym prezentowane są prace malarzy nieprofesjonalnych z całego świata!

Odnosimy wrażenie, że właśnie w takich miejscach jak Nikiszowiec bije serce Śląska. Jeśli przejeżdżacie koło Katowic, warto zaplanować tu przerwę w podróży. Nikiszowiec jest też dobrym miejscem na spacer dla rodzin z maluchami – po osiedlowych uliczkach prawie nie jeżdżą samochody, w zacienionych dziedzińcach można znaleźć place zabaw. Cudowna jest spójna stylistyka – wszystkie obramowania okien są odmalowane na świeży czerwony kolor. Informacja turystyczna jest dobrze zorganizowana i działa sprawnie. Opracowano ścieżkę spacerową, do której można dostać mapkę. Jest też przyzwoite zaplecze gastronomiczne, Widać, że Nikiszowiec zaczyna być rozpoznawalny i przyciągać turystów – spotykaliśmy dziś grupę turystów anglojęzycznych. Pojawiają się też inicjatywy kulturalne – miejsce naprawdę żyje!

Nadwieszka, czyli zadaszony mostek łączący sąsiadujące ze sobą bloki.

W osiedlu panuje niesamowity ład i harmonia architektoniczna

Wyróżnikiem osiedla są pomalowane na czerwono obramowania okien.

Zamykamy oczy i przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz…

Kwiaty pięknie ubarwiają surowość czerwonej cegły.

Jeden z zaułków Nikiszowca.

A przy okazji kolejnego przejazdu przez Śląsk planujemy wizytę w Giszowcu – pobliskim osiedlu mieszkalnym zaprojektowanym w nawiązaniu do idei miasta – ogrodu!

Busko-Zdrój – miejsce na rodzinny spacer

Kameralne uzdrowisko, malowniczo położone wśród zielonych pofalowań Ponidzia. Rozległy park zdrojowy to idealne miejsce na spacer w upalny dzień. Busko-Zdrój ma też swoją perłę. To klasycystyczny budynek łazienek – obecnego sanatorium Marconi, zaprojektowany przez Henryka Marconiego. Koniecznie zajrzyjcie do środka – wnętrza robią jeszcze większe wrażenie – i spróbujcie leczniczych wód siarczkowych i jodowo-bromkowych. Dla dzieci plac zabaw w parku zdrojowym i fontanna na rynku, dla każdego kawiarnie i spokój uzdrowiska. Zapraszamy!

10 lipca 2018, wtorek

Słonecznie, ale burzowo, do 28 stopni

Busko-Zdrój. Spacer po deptaku i parku zdrojowym

Jak przystało na sędziwe małżeństwo przygotowania do 15. rocznicy ślubu rozpoczynamy w … uzdrowisku Busko-Zdrój! Najwyższy czas się ustatkować, żadnych tam górskich wspinaczek i szalonych włóczęg! Stateczny spacer po alejkach parku zdrojowego, łyczek leczniczej wody w sanatorium Marconi i kawka na kawiarnianym tarasiku. Chi, chi, naprawdę tak zrobiliśmy!

No dobra, powiemy, jak było naprawdę – do Buska zajechaliśmy przy okazji przejazdu na trasie Warszawa – Rzeszów – Tatrzańskie Zręby. Spacerek był bardzo miłą przerwą w podróży.  To już drugi raz, kiedy odwiedzamy Busko w niedługim czasie. Ostatnio zajrzeliśmy tu, wracając z chłopcami w czerwcowego wyjazdu w Beskid Sądecki i Niski, ale wtedy udał nam się tylko spacer po parku zdrojowym – z Buska wygoniła nas burza. Teraz nadrabiamy zaległości.

Polskie uzdrowiska mają swój klimat i urok. Nie warto czekać z odwiedzinami aż zostaniemy tam skierowani jako kuracjusze sanatoryjni! 🙂 Rodziny z dziećmi znajdą zwykle miejsce na spacer, są deptaki, parki zdrojowe, a i lody przy deptaku też się znajdą! Zapraszamy na relacje z naszych spacerów po innych polskich miejscowościach uzdrowiskowych:

Ciechocinek – postój w drodze nad morze

Inowrocław – jedna z atrakcji naszego wyjazdu na Pałuki

Spacer po Konstancinie

Duszniki-Zdrój, Polanicę i Kudowę-Zdrój odwiedziliśmy podczas naszego wypadu w Góry Stołowe

Busko Zdrój jest uzdrowiskiem o niemal dwustuletniej tradycji. Było niegdyś jednym z największych uzdrowisk w Królestwie Polskim. Tutejsze wody siarczkowe i bromkowo-jodkowe może nie mają wybitnych walorów smakowych, ale lecznicze – zdecydowanie tak.

Busko Zdrój – uzdrowisko o niemal dwustuletniej tradycji

Historia miejscowości sięga jednak znacznie dalej w przeszłość. Pierwsze wzmianki o Busku pochodzą z XII w., a prawa miejskie nadane zostały w 1287 r. przez księcia Leszka Czarnego. Kroniki zakonne wspominają też o tym, że w 1393 r. królowa Jadwiga zażywała kąpieli w tutejszej solance. Ta informacja znacznie podnosi rangę uzdrowiska, prawda?

Dodatkowo pod koniec XVIII w. wydobywano w Busku na skalę przemysłową solankę i do czasu zajęcia miasta przez Austriaków warzono tutaj sól.

Malowniczo położone między zielonymi pagórkami Ponidzia Busko-Zdrój pozostaje dzisiaj nieco zapomniane na turystycznej mapie Polski, a tymczasem zdecydowanie warto zajrzeć tutaj nie tylko w celu odbycia kuracji sanatoryjnej! Spacer po miejskim deptaku i parku zdrojowym to świetna atrakcja dla każdego, a na pewno warto ją polecić rodzinom z dziećmi, na przykład w drodze do Krynicy-Zdroju.

Parkujemy na parkingu w pobliżu skrzyżowania ulicy 1 Maja i Kopernika. Kolejny parking jest nieco dalej na zachód. Stąd dosłownie 100 m dzieli nas od willi „Bristol”, pochodzącej z pocz. XX w. Obecnie to chyba najlepszy ośrodek SPA w mieście. Tutaj też skręcamy w lewo (na północ), w Aleję Adama Mickiewicza, czyli bardzo sympatyczny buski deptak.

Willa ‚Bristol’ została zbudowana na początku XX w.

Spacer Aleją Adama Mickiewicza

Deptak prowadzi lekko pod górę aż do rynku. Po lewej mijamy budynek centrum kultury, przed którym stoi ławeczka Wojtka Belona – lidera Wolnej Grupy Bukowina. Artysta był bardzo związany z Buskiem – tu chodził do szkoły i mieszkał przez wiele lat, tu też jest pochowany, a wspomniane centrum kultury nosi jego imię. Nieco dalej po prawej widzimy pomnik księcia Leszka Czarnego, któremu Busko zawdzięcza nadanie praw miejskich przed ponad 700 laty.

Aleja Adama Mickiewicza łączy centrum Buska z parkiem zdrojowym.

Ławeczka Wojtka Belona – centrum kultury również nosi jego imię.

Wojtek Belon chodził do szkoły w Busku, tu mieszkał też przez wiele lat.

Mijamy pomnik Leszka Czarnego, który w XIII w. nadał Busku prawa miejskie.

Po kilkuset metrach mijamy po prawej piękną drewnianą willę, mieszczącą dzisiaj Muzeum Ziemi Buskiej i galerię sztuki BWA „Zielona”. Stąd już dosłownie parę kroków i meldujemy się na buskim rynku, którego niewątpliwym centrum jest bardzo sympatyczna fontanna – ale szkoda, że nie ma z nami chłopaków! Tak, tak, już za nimi tęsknimy!

Rynek zdobi sympatyczna fontanna.

Teraz czas na park zdrojowy, zawracamy więc i teraz kierujemy się Aleją Adama Mickiewicza na południe. Aleja jest nieźle zacieniona przez liczne drzewa, a do tego miejscami obsadzona pięknymi kwiatami. W kilku miejscach zdobią ją nowoczesne rzeźby. To naprawdę miły spacer! Teraz dobrze widać, że deptak jest osią architektoniczną miasta, mającą swoje przedłużenie w głównej alei parku zdrojowego.

Aleją Adama Mickiewicza wracamy w kierunku parku zdrojowego. Deptak tworzy piękną oś kompozycyjną.

Park zdrojowy w Busku-Zdroju.

Po przekroczeniu ul. 1 Maja wchodzimy na teren parku. Ten piękny, rozległy na kilkanaście hektarów teren porasta kilka tysięcy drzew – dostojne lipy, klony, jesiony, graby. Wzdłuż alejek spacerowych są piękne rabaty kwiatowe.

Park zajmuje teren kilkunastu hektarów.

Park ozdabiają piękne rabaty kwiatowe.

Busko-Zdrój

Głowna aleja doprowadza do budynku sanatorium Marconi.

Po chwili Busko-Zdrój ukazuje nam swoją perłę. Przed nami wyłania się przepiękny budynek sanatorium Marconi – dawne uzdrowiskowe łazienki. Ten klasycystyczny budynek został zbudowany w 1836 r. wg projektu Henryka Marconiego. Sanatorium pięknie prezentuje się także wewnątrz. Z jednej strony część lecznicza, z drugiej – hotelowa. Idąc na wprost, wchodzimy do przestronnej sali koncertowej – dawnej sali balowej. Jest też niewielka pijalnia wód, z której postanawiamy ochoczo skorzystać. Latka lecą, więc zdrowiu trzeba pomóc! W recepcji kupujemy plastikowe kubeczki i lecimy!

Busko-Zdrój

Budynek został zaprojektowany w 1836 r. przez Henryka Marconiego.

Szukamy naszego nazwiska na parkowej Alei Gwiazd:)

Budynek sanatorium pełnił niegdyś funkcję uzdrowiskowych łazienek.

Busko-Zdrój

Klasycystyczna bryła budynku jest prawdziwą ozdobą parku.

Podchodzimy pod główne wejście.

…i podziwiamy wnętrza sanatorium Marconi – one naprawdę zachwycają!

W okazałym holu znajduje się pijalnia wód.

Piękne kolumny w głównym holu sanatorium

Z holu wchodzi się do przestronnej sali koncertowej – dawnej sali balowej.

Z napełnionymi kubeczkami zasiadamy pod kolumnadą w sanatoryjnej kawiarni. Czekając na kawkę, rozpoczynamy degustację zdrowotnych buskich wód leczniczych… Ten smak powala! Dosłownie! Nie daliśmy rady wypić więcej niż po jednym łyku obu rodzajów wód: siarczkowych oraz bromkowo-jodkowych. Obie wody śmierdzą strasznie, a do tego ta druga wygląda jak woda wytopiona z brudnego śniegu. No cóż, może ogrodowym kwiatkom nie zaszkodzi 😉 Może lepiej, żeby Busko-Zdrój nie kojarzyło nam się z wodą mineralną… Kawa i serniczek smakują za to wybornie i nastrajają nas optymistycznie przed dalszą częścią naszej podróży w Tatry!

Między kolumnami przysiadła sanatoryjna kawiarenka.

Nie mogliśmy nie przysiąść w takim malowniczym miejscu!

Woda jodkowa z ujęcia w pijalni – zwróćcie uwagę na kolor. O smaku nie wspomnimy – najlepiej spróbujcie sami!

W parku zdrojowym oglądamy jeszcze neogotycką kaplicę św. Anny z końca XIX w., a także położoną nieopodal Willę Oblęgorek z 1903 r.

Neogotycka kaplica św. Anny w parku zdrojowym

Willa Oblęgorek z 1903 r.

Pora wracać, chociaż senna atmosfera kameralnego uzdrowiska zachęca, żeby posiedzieć dłużej na jednej z ławeczek. Szczególnie podoba nam się doskonale widoczna oś architektoniczna prowadząca od budynku łazienek poprzez cały park zdrojowy i deptak aż na rynek Buska.

Do wizyty w Busku zachęcamy szczególnie rodziny z dziećmi. To świetne miejsce na przystanek w podróży. W parku po zachodniej stronie jest niewielki plac zabaw. Dzieciaki mogą też pochlapać się w fontannie – słupy wody wystrzelające z powierzchni rynku to świetna zabawa w upalny dzień. My zajrzeliśmy tutaj wracając z wyjazdu w Beskid Niski i Sądecki, z okolic Krynicy-Zdroju.

Miesiąc wcześniej byliśmy tu na spacerze całą rodziną!

Też spacerowaliśmy po parku zdrojowym, dodatkowo zwiedzając plac zabaw.

Do sanatorium Marconi z chłopakami tylko zaglądaliśmy.

Piecky i Sokolia Dolina

Przez cieśniawę Piecky i Sokolią Dolinę

Piękna, długa wycieczka dwiema ciekawymi dolinami Słowackiego Raju. Cieśniawa Piecky to niezwykle malowniczy skalny wąwóz, w którym szlak prowadzi ciągiem kładek i drabinek. Na trasie zobaczymy kilka wodospadów, skalne progi, baniory na pieniącym się pod nogami potoku. W drugiej – Sokoliej dolinie – będziemy wspinać się na eksponowanym ciągu drabin wzdłuż najwyższego w Słowackim Raju wodospadu – emocje gwarantowane! Każda z dolin może być oczywiście doskonałym celem sama w sobie. Połączenie ich ze sobą daje możliwość spędzenia wydłużenia wycieczki – Spędzimy cały dzień na szlaku, wśród pięknej przyrody, w scenerii zmieniającej się jak w kalejdoskopie. Obie doliny nie do polecenia dla małych dzieci i osób z lękiem wysokości – wymagają pokonywania kilku odcinków w dużej ekspozycji.

Continue reading

Lewocza – oddech dawnego Spisza

Lewocza to jeden z najważniejszych punktów na turystycznej mapie Spisza – w 2009 r cały lewocki zespół staromiejski został wpisany na listę Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niegdyś kwitnące miasto handlowe, dziś senna i niewielka, wtulona w Góry Lewockie, kusi wspaniałymi pamiątkami historii.

Kiedy w Tatrach pada – Lewocza czeka!

18 lipca 2018, środa

Calusieńki dzień to pada, to kropi, to leje…

Gdy usiądziecie w kościele Jakuba i zapatrzycie się na średniowieczne malowidła ścienne i późnogotykie ołtarze Mistrza Pawła, odniesiecie wrażenie, że przenieśliście się o kilka wieków wstecz… Lewoczę warto odwiedzić przy okazji wizyty w Tatrach czy Słowackim Raju, ale oczywiście jest też godna polecenia jako cel sam w sobie – dla wszystkich turystów lubiących szukać pamiątek przeszłości w pamiętających zamierzchłe czasy zespołach staromiejskich.

Od rana budzi nas szumiący za oknem deszcz. Momentami leje tak bardzo, że M. jeszcze w półśnie, po górskich wrażeniach z ostatnich dni ma wrażenie, że budzi ją szum górskiego potoku. No niestety rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Żaden tam potok, tylko ordynarna ulewa. Pogoda nie pozwala na żadne wyjście w góry, nawet do Słowackiego Raju, a co tu dopiero mówić o Tatrach.

W takich okolicznościach przyrody z trybu góry przestawiamy się na plan zwiedzanie. Nie jest to oczywiście zła opcja – pograniczny Spisz obfituje w zabytki wielkiej klasy, a takie turystyczne pokornikowanie zawsze sprawia nam ogromną przyjemność.

Dziś wybieramy jedno z najcenniejszych miast Spisza – Lewoczę. To niewielkie miasteczko, nazywane  „spiską Norymbergą”, kryje w sobie zabytki o co najmniej europejskiej randze. Bez dzieciaków znacznie łatwiej oddać się przyjemności niespiesznego zwiedzania – jedziemy!

Samochód można zaparkować na płatnych miejscach postojowych dookoła rynku. To oczywiście dość wygodne, ale irytuje nas widok samochodów w sercach turystycznych miejsc – takich jak Lewocza. Nawet najstarszy i najpiękniejszy zabytek straci wiele uroku, jeśli otoczony jest wianuszkiem zupełnie współczesnych parkujących aut. No dobra, już nie narzekamy.

Centralne miejsce na rynku zajmuje ratusz z przyciągającymi wzrok arkadami. Budynek sięga korzeniami XV w. (wieża – dzwonnica miejska została dobudowana 200 lat później). Obecnie mieści się w nim oddział Muzeum Spiskiego. Przemykamy się pod arkady, bo deszcz jak na złość przestać padać nie chce. Jak na głowę nie kapie, człowiek ma znacznie większą ochotę, by porozglądać się dookoła.

Ratusz w Lewoczy (XV-XVII w.)

Freski ponad ratuszowymi arkadami.

Tuż przy ratuszu odnajdujemy opisywaną  w przewodnikach klatkę hańby, datowaną na XVI stulecie. Mimo że jako żywo przypomina nam dawne klatki dla …zwierząt, stosowane w ogrodach zoologicznych kilkadziesiąt lat temu (jedną taką, pamiętającą jeszcze lata 50. można oglądać – jako eksponat oczywiście;) – w płockim zoo),  nazwa „klatka hańby” podpowiada, że ta akurat konstrukcja służyła kiedyś do zupełnie czegoś innego. Można było w niej oglądać skazanych opryszków  oraz …kobiety podejrzane o niemoralne prowadzenie się. Dziś na szczęście stała pusta 😉 – co za ulga!

Tuż obok ratusza stoi jeszcze… wielki poradziecki obelisk! Historia obeszła się z nim łaskawie chyba dlatego, że nie stoi na zbyt poczesnym miejscu…

Obok ratusza stoi XVI-wieczna klatka hańby.

Nieopodal ratusza stoi też obelisk na cześć Armii Radzieckiej…

Zapachniało minioną epoką.

Spod ratusza kierujemy się do najcenniejszego zabytku Lewoczy – XIV-wiecznego kościoła św. Jakuba. Niezajrzenie do środka i niezobaczenie gotyckich ołtarzy Mistrza Pawła byłoby turystycznym grzechem ciężkim!

Lewocza

Tuż obok ratusza stoi XIV-wieczny Kościół Św. Jakuba.

Bryła kościoła nie jest czysto gotycka.

Kościół – jak to często na Słowacji się zdarza – zastajemy zamknięty. Z kartki na drzwiach dowiadujemy się jednak, że zwiedzanie możliwe jest co pół godziny – trzeba wcześniej kupić bilet (3 euro/dorosły) w kasie znajdującej się naprzeciwko wejścia do świątyni. Tak też robimy, ciesząc się, że tym razem podróżujemy bez dzieci, bo tu organizacja zwiedzania jest niezbyt wygodna dla rodzin – ale jeśli nie towarzyszy nam energiczny czterolatek z doborowymi braćmi, poczekanie na odpowiednią godzinę czy wysłuchanie półgodzinnej prelekcji pani przewodnik nie stanowi dla nas żadnego problemu 😉

Przez kratę podglądamy wnętrze północnej kruchty…

Gotycki portal z 1380 r. w kruchcie północnej.

Fresk na ścianie kruchty północnej.

O 12.00 wreszcie kościół opuszcza poprzednia grupa turystów i możemy wejść do środka. Zwiedzanie trwa 30 min i odbywa się w grupach z przewodnikiem, który oprowadza w języku słowackim (można też trafić na równoległą grupę angielską).

Pierwsze, co uderza nas po wejściu do świątyni to jej rozmiar – ale w końcu kościół św. Jakuba to druga pod względem wielkości (po katedrze w Koszycach, którą również już mieliśmy okazję oglądać) gotycka świątynia na Słowacji. Po pierwszym wrażeniu przychodzi pora na dokładniejsze przyjrzenie się wnętrzu świątyni.

Z każdą minutą nasz zachwyt rośnie. 11 późnogotyckich ołtarzy, w tym ten główny, największy późnogotycki ołtarz na świecie. Nastawa ołtarzowa autorstwa Mistrza Pawła z Lewoczy wystrzela 18 m w górę. Po zeszłorocznej renowacji lśni subtelnym złotem i wywiera chyba na wszystkich zwiedzających ogromne wrażenie. Figury Madonny oraz świętych Jakuba i Jana są rozmiarem znacznie większe od postaci ludzkiej.

Ołtarz św. Jakuba autorstwa Mistrza Pawła z Lewoczy jest największą zachowaną gotycką nastawą ołtarzową na świecie!

Po lewej stronie ołtarza odnajdujemy kamienne sakramentarium z XV w formie strzelistej wieży na planie gwiazdy – przechowywano tu niegdyś Najświętszy Sakrament. Na ścianie północnej nawy wzrok przyciągają średniowieczne malowidła ścienne, w tym moralizatorski cykl Siedem skutków grzechu i Siedem skutków miłosierdzia.

W nawie głównej dumnie prezentują się przepiękne stalle – pani przewodnik opowiadała, że to właśnie dla nich niektórzy specjalnie odwiedzali tę świątynię. Niestety, nie mamy pełnej fotorelacji ze zwiedzania świątyni – w środku nie można robić zdjęć. Najlepiej zobaczyć to wszystko na własne oczy.

Po zwiedzeniu kościoła jeszcze chwilę przyglądamy się barwnym kamienicom przy rynku. Lewocza kiedyś kwitła handlem (m.in. handlowano winem z Polską właśnie!), więc wiele rodów kupieckich (np. rodzina Thurzonów) doszło do wielkich majątków. Do dziś zachowało się wiele patrycjuszowskich domów. Nam szczególnie spodobały się dwie kamienice : pokryty pięknymi (choć bardzo zniszczonymi) malowidłami późnogotycki Dom Krupków oraz – po przeciwnej stronie rynku – dom Thurzonów odzobiony attyką i neorenesansowym sgraffitem. Warto też odszukać kamienicę, w której znajdowała się niegdyś pracownia Mistrza Pawła z Lewoczy – średniowiecznego rzeźbiarza, ucznia Wita Stwosza, autora wielu dzieł zdobiących spiskie (i nie tylko spiskie) kościoły.

Późnogotycki Dom Krupków z malowidłami z XVI w.

Wyjątkowe malowidła wymagają odświeżenia…

Podobnie jak arkadowy dziedziniec sąsiedniego domu Máriássych.

Dom Hainów z renesansowym portalem z 1530 r. mieści Muzeum Spiskie.

Renesansowy dom Turzonów we wschodniej pierzei placu Mistrza Pawła.

Dom Mistrza Pawła, obecnie muzeum poświęcone artyście.

W perspektywie jednej z uliczek widać Górę Maryjną.

Nadal pada, więc postanawiamy schować się gdzieś do środka. Tuz przy informacji turystycznej odnajdujemy niewielką pizzerię w klimatycznej dawnej kamienicy. Dość smacznie, w rozsądnej cenie, najedliśmy się, możemy ruszać dalej. Pada? Oczywiście że tak. Pogoda dziś, widać, nie liczy się zupełnie z naszymi planami. No cóż, parasole nad głowę i niech sobie pada, skoro już musi 😉

Wizytę w Lewoczy kończymy spacerem wokół murów miejskich. Do dzisiejszych czasów przetrwały się znaczne fragmenty średniowiecznych murów – idąc wzdłuż nich, można obejść całą starówkę. Niegdyś w murach tkwiło kilkanaście baszt, do dzisiejszych czasów zachowały się tylko trzy. Mieliśmy nieodparte wrażenie, że w ścianach domów – szczególnie tych wybudowanych tuż przy murach – można rozpoznać ten sam budulec, z którego wybudowano baszty i mury… – obyśmy się mylili. O ile ścisłe okolice rynku są zadbane, a elewacje kamienic mienią się kolorami, o tyle tu widać dużo zrujnowanych budynków – nawet tych zabytkowych. Oby udało się uratować choć niektóre z nich…  Kibicujemy gorąco Spiszowi – jak zresztą całej naszej części Europy – aby potrafił wykorzystać te atuty, które ma i dalej rozwijał się turystycznie!

Ulicą Hermana schodzimy do murów miejskich.

Na końcu ulicy zachowana Brama Menhardzka.

Spacer wzdłuż murów uprzykrza nam deszcz.

Zachowane fragmenty murów są imponujące.

Przez Bramę Koszycką wjechaliśmy wcześniej na lewocką starówkę.

Podczas spaceru można zobaczyć takie kwiatki…

Tuż obok placu Mistrza Pawła stoi taki piękny a zaniedbany budynek.

Stary kościół minorytów z XIV w.

Gotycki kościół minorytów mieści się na południowym krańcu ulicy Kláštorskiej

Teren na tyłach murów miejskich w pobliżu dawnych budynków klasztornych były jeszcze niedawno zagospodarowane rekreacyjnie.

Zza murów ciekawie wygląda budynek lowockiego gimnazjum.

Wielkim zabytkom towarzyszą takie zapomniane zaułki.

Lewocza

Bardzo podoba nam się gotycka stylistyka lewockich koszy na śmieci.

Przed ratuszem artysta właśnie rzeźbi w drewnie.

Lewocza

Lewocza niewątpliwie zostanie w naszych wspomnieniach

Wieczorem, już po powrocie z Lewoczy, chcieliśmy jeszcze uciąć sobie mały sentymentalny spacer po Smokowcach (kiedyś, jeszcze bez dzieci, mieszkaliśmy w Dolnym Smokowcu przez tydzień bardzo śnieżnej tatrzańskiej zimy). Deszcz jednak nie odpuszczał. No trudno, ostatni tom Diuny Herberta to godny zastępca spacerowego planu!

Przełom Hornádu i Tomášovskỳ vỳhĺad

Przełom Hornádu i Tomášovskỳ vỳhĺad – must see w Słowackim Raju

Przełom Hornádu (obok wąwozu Suchá Belá) jest niewątpliwie najpopularniejszą atrakcją Słowackiego Raju. Sami sprawdziliśmy dzisiaj, że zupełnie słusznie. Wychodząc wcześnie, uniknęliśmy tłumów, a pogoda utrzymała się mimo niepewnych prognoz, więc wspomnienia mamy wyśmienite.

Niebieski szlak malowniczo wije się wraz z biegiem Hornádu. Ścieżka miejscami prowadzi po słynnych stúpačkach – metalowych platformach . Przejście wymaga pewnej odporności na ekspozycję i uwagi, zwłaszcza gdy metalowe elementy (ale też wyślizgane skały) są mokre po opadach. Przy wszystkich stúpačkach i w większości trudniejszych przepaścistych i śliskich miejsc umieszczono łańcuchy, których można się przytrzymać. Ze szlakiem poradzą sobie starsze dzieci, chociaż potrzebna będzie zdwojona czujność rodziców (kilkulatków i maluszków w nosidłach nie zabieralibyśmy na tę trasę).

Tomášovskỳ vỳhĺad to oczywiście najsłynniekszy punkt widokowy w Słowackim Raju. Wejście na niego i powrót żółtym szlakiem przez pasmo wzniesień wzdłuż przełomu Hornádu pozwalają na dodatkowe ubarwienie wycieczki i uniknięcie dwukrotnego przechodzenia tych samych odcinków trasy.

Continue reading

Ferrata Kysel w Słowackim Raju

Ferrata Kysel i wąwóz Malỳ Kyseĺ

Od sierpnia 2016 r. Horska Zachranna Sluzba udostępniła turystom pierwszą ferratę w Słowackim Raju. Nie jest do szczyt marzeń dla obytych z żelaznymi drogami, ale jak bardzo się tęskni, to dobre i to! Polecamy na ferratowy „pierwszy raz” dla osób oswojonych z ekspozycją (na przykład po przejściu wąwozów w Słowackim Raju). Dla dzieci trasa może być za trudna ze względu na miejsca, które trzeba przejść mocno odchylając się od skały – potrzebna siła rąk – ale nastolatki dadzą radę. Wg nas realne trudności ferraty: B (choć bywa wyceniana na C). A poza wszystkim Kysel to naprawdę piękny, dziki wąwóz i choćby z tego powodu warto go przejść! A jeśli już zdecydujecie się na przejście ferratą, pamiętajcie o sprzęcie autoasekuracyjnym!

Continue reading

Suchá Belá – jedna ze sztandarowych atrakcji Słowackiego Raju

Wąwóz Suchá Belá

Wycieczka przez jeden z najbardziej popularnych wąwozów Słowackiego Raju. Szlak mija pięć pięknych wodospadów. Prowadzi emocjonującymi przejściami przez drabinki, kładki i metalowe stopnie. Na drabinkach przy wodospadach mocno eksponowany – mimo swojej popularności naszym zdaniem nie nadaje się dla dzieci. Fantastyczne formacje skalne wyrzeźbione przez wodę – baniory, skalne okna, wąskie przesmyki skalne. Tu naprawdę można się poczuć jak w raju!

Continue reading