Nałęczów

Park Zdrojowy w Nałęczowie

2008.05.25

 

Na trasie Zwierzyniec-Warszawa urządzamy sobie dwugodzinny postój w Parku Zdrojowym w Nałęczowie.

Park jest bardzo rozległy, a zabytkowe budynki sanatoryjne (XVIII, XIX w.) pięknie poodnawiane. Oglądamy barokowo-klasycystyczny pałac Małachowskich (XVIII w.), zatrzymujemy się przy urokliwym parkowym stawie z łabędziami. Musi być tu naprawdę przyjemnie w słoneczny dzień (dziś, niestety, jest deszczowo, wietrznie i zimno). Palmiarnia z pijalnią sympatyczna, choć niewielka.

Park Zdrojowy w Nałęczowie - wchodzimy.

Park Zdrojowy w Nałęczowie – wchodzimy.

Park Zdrojowy w Nałęczowie - wchodzimy.

Park Zdrojowy w Nałęczowie – wchodzimy.

W Palmiarni.

W Palmiarni.

W Palmiarni.

W Palmiarni.

Park Zdrojowy w Nałęczowie.

Park Zdrojowy w Nałęczowie.

Park Zdrojowy w Nałęczowie.

Park Zdrojowy w Nałęczowie.

Głodni, szukamy sensownej restauracji na obiad, ale szybko okazuje się, że mamy prosty wybór: albo jedzenie dań z grilla na dworze z wysokim ryzykiem przelotnego deszczu, albo wydanie bajońskich sum w jedynej parkowej restauracji. W końcu lądujemy w pijalni czekolady Wedla. Trochę odstrasza cenami (niewielki kawałek ciasta za 15 zł), ale raz na jakiś czas można zaszaleć. Czekolada jest naprawdę pyszna, a przy tym to miejsce z klimatem. Tymo siedzi za stołem szczęśliwy, cały umorusany czekoladą. Wsuwamy sernik, szarlotkę i dalej w drogę!

Pijalnia czekolady Wedla.

Pijalnia czekolady Wedla.

Czekoladowy Tymuś.

Czekoladowy Tymuś.

Kampinoski Park Narodowy, spacery

Kampinos, 4 października 2013

Pierwszy ładniejszy dzień od dłuższego czasu, rano -1 st., w dzień do 10 st. i piękne słońce

Od kilku miesięcy planowaliśmy, żeby wybrać się na dłuugi spacer do lasu tylko we dwoje , ale ciągle nie było okazji… Dzisiaj nareszcie stwierdziliśmy, że praca poczeka, a taki ładny dzień nie może się zmarnować i zaraz po odprowadzeniu dzieci do „placówek” ruszyliśmy na spacer po Puszczy Kampinoskiej.

Na dzisiaj wybieramy pętelkę szlaków w okolicy Kampinosu. Podjeżdżamy w okolice dawnej miejscowości Narty (obecnie pustoszejącej, jak większość dawnych puszczańskich przysiółków, trwa bowiem wykup gruntów na rzecz KPN) i ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku Zamczyska.

Ruszamy z miejscowości Narty.

Ruszamy z miejscowości Narty.

Idziemy skrajem obszaru ochrony ścisłej (OOS) „Nart”. W tym miejscu można zobaczyć, jak wyglądały puszczańskie lasy przed masowymi wyrębami i zalesianiem monokulturą sosnową. Tutejszy las został z trudem uratowany przed wyrębem w czasie II wojny, polski nadleśniczy nawet przekonał Niemców do założenia tutaj już w 1940 r. rezerwatu! Szczególnie podobają nam się tutaj ogromne okazy sosen (200-letnich) i grabów (nawet 300-letnich!).

Wkraczamy w Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Wkraczamy w Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Aż się w głowie kręci.

Aż się w głowie kręci.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Kampinoska wydma w pełnej krasie.

Kampinoska wydma w pełnej krasie.

Po kilkudziesięciu minutach docieramy do samego Zamczyska, czyli pozostałości po plemiennym grodzisku z ok. XI-XII w. Do dzisiaj przetrwały wyraźnie zaznaczone wały ziemne i fosy otaczające uformowany fragment wydmy. Na grodzisko wchodzimy po trochę podniszczonych schodkach, myśląc sobie, że na pewno bardzo podobałoby się tutaj chłopcom. To chyba zboczenie każdego rodzica. Przy dzieciach marzy się o chwili dla siebie, bez dzieci zaraz tęskni się za nimi…

Miejsce odpoczynku w Zamczysku.

Miejsce odpoczynku w Zamczysku.

Wczesnośredniowieczne grodzisko - pozostałości fos.

Wczesnośredniowieczne grodzisko – pozostałości fos.

Miejsce miało duże walory ochronne.

Miejsce miało duże walory ochronne.

Strażniczka Zamczyska.

Strażniczka Zamczyska.

Brzegi grodziska są bardzo strome.

Brzegi grodziska są bardzo strome.

Po krótkim odpoczynku w wiacie przy rozstaju szlaków (warto było zabrać termos z gorącą herbatką i coś słodkiego!) idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Górek Kampinoskich. Zatrzymujemy się na chwilę refleksji przy pozostałościach sosny, na której w czasach Powstania Styczniowego powieszono schwytanych powstańców.

Z Zamczyska do Górek.

Z Zamczyska do Górek.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Kapliczka w Górkach.

Kapliczka w Górkach.

Miejsce pamięci w Górkach.

Miejsce pamięci w Górkach.

Ostatnią część trasy pokonujemy ok. 5-kilometrowym odcinkiem zielonego szlaku prowadzącego do Granicy. Podobnie jak podczas całego dzisiejszego spaceru, jest tutaj bardzo spokojnie, spotykamy tylko furmankę. W pewnym momencie słyszymy jednak gdzieś z boku trzask łamanej gałęzi, dzięki któremu udaje nam się zobaczyć dwa dorodne łosie przebiegające pomiędzy drzewami! Niestety, biegną zbyt szybko i są za daleko (i za drzewami…), żeby zrobić im zdjęcie. Na koniec, docierając już do samochodu, widzimy wijącego się na środku drogi zaskrońca (nawet syczy na nas).

Takie widoki niedługo odejdą w niepamięć.

Takie widoki niedługo odejdą w niepamięć.

Warto patrzeć pod nogi...

Warto patrzeć pod nogi…

Witaj, zaskrońcu.

Witaj, zaskrońcu.

Udało nam się dziś podejrzeć trochę puszczańskich zwierząt. Z przyjemnością przypomnieliśmy też sobie specyfikę kampinoskiego krajobrazu, w którym przeplatają się pasy zarośniętych lasem wydm oraz bagien. To był zdecydowanie udany spacer!

 

Izabelin, 28 października 2012

Słonecznie, ale niewiele ponad 0 stopni

Nieoczekiwana zmiana pogody na zimową okazała się sporą atrakcją dla chłopców. Wczorajszy śnieg utrzymał się i ranek powitał nas zupełnie zimową aurą. Tymek chciał nawet wyciągać sanki i lepić bałwana… Postanowiliśmy więc zobaczyć, jak taka jesienna zima wygląda w naturalnych warunkach. Wybraliśmy Izabelin, ponieważ mogliśmy zajrzeć na obrzeża Puszczy, a jednocześnie ogrzać się w ośrodku dydaktycznym urządzonym w budynku siedziby KPN.

Pierwszym etapem naszej wycieczki był niedługi spacer leśną drogą do Leśnego Ogródka Botanicznego KPN. Na parkingu w Izabelinie powitała nas zupełna zima. Większość drzew nie zdążyła jeszcze pogubić liści, więc las wyglądał bardzo oryginalnie z jesiennymi barwami pokrytymi świeżym puchem. Właściwie sam ogródek był dla nas tylko pretekstem – najbardziej zależało nam na chwili spaceru po lesie. Tymek rzucał śnieżkami, Rega biegała, Sebuś dreptał z R. Przeszliśmy ścieżką w poprzek ogródka – całość przypomina mini-ogród botaniczny urządzony na naturalnym leśnym terenie. Można pospacerować leśnymi dróżkami i jednocześnie wypatrywać tabliczek z nazwami mijanych drzew i krzewów. Wróciliśmy tą samą drogą.

Parking w Izabelinie. Wita nas zima.

Parking w Izabelinie. Wita nas zima.

Droga do Leśnego Ogródka Botatnicznego KPN.

Droga do Leśnego Ogródka Botatnicznego KPN.

Są jeszcze jesienne liście.

Są jeszcze jesienne liście.

Jesień i zima zarazem.

Jesień i zima zarazem.

Dochodzimy do Leśnego Ogródka Botanicznego.

Dochodzimy do Leśnego Ogródka Botanicznego.

Leśny Ogródek Botaniczny KPN.

Leśny Ogródek Botaniczny KPN.

Niektóre tabliczki wystają spod śniegu.

Niektóre tabliczki wystają spod śniegu.

Bomby bomby.

Bomby bomby.

Po spacerku podjechaliśmy pod siedzibę dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego w Izabelinie. Mieści się ona w obszernym, nowoczesnym budynku, mieszczącym zaplecze administracyjne, sale konferencyjne i ośrodek dydaktyczny. Wokół duży, ładnie utrzymany teren, obok stylowa restauracja. Chłopaków zainteresowały tablice przedstawiające zdjęcia-wizytówki polskich parków narodowych.

Jedziemy do dyrekcji KPN w Izbelinie.

Jedziemy do dyrekcji KPN w Izbelinie.

Siedziba dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, Izabelin.

Siedziba dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, Izabelin.

Rozpoznajemy znane nam parki narodowe.

Rozpoznajemy znane nam parki narodowe.

Ośrodek dydaktyczny KPN w Izabelinie okazał się dla nas zupełnym zaskoczeniem. Nie spodziewaliśmy się niczego spektakularnego, może jakiejś małej salki z tradycyjnymi gablotkami, a tu jaka miła niespodzianka! Dla zwiedzających udostępniona jest niewielka, ale interesująco zaaranżowana, interaktywna wystawa przedstawiająca florę i faunę KPN. Jak mniejsza wersja Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. Nie tylko jest tu co oglądać, ale i dotykać (rękaw „zgadnij co to”), słuchać (specjalne miejsca w ścianie z rozlegającymi się z nich odgłosami Puszczy), można nawet sprawdzić swoją wiedzę przyrodniczą w interaktywnych grach i quizach prezentowanych na ekranach dotykowych. Pobyt tu był bardzo interesujący i dla nas, i dla chłopców. Polecamy!

Ośrodek dydaktyczny KPN - makieta Parku.

Ośrodek dydaktyczny KPN – makieta Parku.

Przepytujemy chłopców z rozmieszczenia parków narodowych.

Przepytujemy chłopców z rozmieszczenia parków narodowych.

Ośrodek dydaktyczny KPN - chłopcy oglądają borsuka.

Ośrodek dydaktyczny KPN – chłopcy oglądają borsuka.

A tu pamiątki z okresu wojny.

A tu pamiątki z okresu wojny.

Mamy i rysia.

Mamy i rysia.

Chłopcy głowią się, co to za dziwne zwierzę.

Chłopcy głowią się, co to za dziwne zwierzę.

Interaktywna zabawa - rozpoznajemy liście.

Interaktywna zabawa – rozpoznajemy liście.

Tam musi być coś ciekawego.

Tam musi być coś ciekawego.

O, warchlak!.

O, warchlak!.

Można nawet posłuchać odgłosów przyrody.

Można nawet posłuchać odgłosów przyrody.

Tymo sprawdza się w quizie dla dzieci.

Tymo sprawdza się w quizie dla dzieci.

 

Wólka Węglowa, 2010.10.24

Jesień zawsze, przynajmniej w pewnym stopniu, usidla nas w domu. Bo i pogoda nie ta, i żeby wyjść, i trzeba poubierać chłopaków, a to nie jest proste…

Mimo wszystko mobilizujemy się i wybieramy się na spacer po Puszczy Kampinoskiej. Tym razem wybór pada na okolice Wólki Węglowej: na mapie wypatrujemy pętelkę odpowiedniej dla nas długości.

Po drodze, wbrew prognozom pogody, zaczyna kropić. Po chwili wahania zapada decyzja: do odważnych świat należy. Idziemy.

Krople deszczu miały być chyba odstraszaczem, bo gdy tylko wysiadamy z samochodu, przestaje padać. Mimo pochmurnej, wilgotnej aury, jesienny las jest po prostu przepiękny.

Sebuś chwila moment zasypia w wózku, a Tymo jest zachwycony, bo idziemy chwilę wzdłuż Absolutnie Fascynującej Linii Energetycznej.

Zataczamy około półtoragodzinne kółeczko. Tymo szura liśćmi pod nogami i nawet nie woła, że chce na barana. Na koniec urządzamy sobie postój na polanie turystycznej Opaleń. Sebuś wsuwa słoiczek, a my mamy herbatę i coś słodkiego, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Sebuś w Puszczy Kampinoskiej.

Sebuś w Puszczy Kampinoskiej.

 

Truskaw, 2009.04.05

Korzystając z pierwszych wiosennych dni, jedziemy na przemiłą wycieczkę do Puszczy Kampinoskiej. Chcemy tak naprawdę POCZUĆ wiosnę. Uznajemy, że nie da się tego zrobić przez okna w domu!

Urządzamy sobie ok. 3-kilometrowy spacer czarnym szlakiem z Truskawia. Po podmokłych miejscach trasa wiedzie po drewnianych kładkach, co chyba najbardziej podoba się Tymusiowi. Przez dużą część trasy towarzyszą nam estetycznie wykonane tablice ścieżki edukacyjnej.

T. przez zimę wyrósł na fajnego kompana. Biegnie sam po mostkach, śpiewa piosenki o swoich maskotach, zagaduje do napotkanych ludzi („Pani, jak się nazywa to zwierzątko?”)

Wycieczkę kończymy oczywiście na placu zabaw przy parkingu. Prawdę mówiąc, przydałby mu się remont, ale dobrze, że w ogóle jest!

Po spacerze uznajemy, że możemy pozwolić sobie bez wyrzutów sumienia na niedzielny obiad (…i deser) u Dziadków!

 

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

 

To samo miejsce odwiedzamy rok później, już w pełniejszym składzie – z półrocznym Sebusiem. Trudno się wybrać całą ekipą, ale – jak zwykle – warto!

Widzimy ogromny przeskok w rozwoju Tyma w porównaniu z zeszłym rokiem: przechodzi już sam cały spacer, i to własnymi ścieżkami.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Kładki to jest to co lubię!

Kładki to jest to co lubię!

Przystojniak w Puszczy

Przystojniak w Puszczy

Sebuś pierwszy raz w Puszczy!

Sebuś pierwszy raz w Puszczy!

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

 

Wał Wiślany k. Zakroczymia, 2006.10.21

Mimo drugiej połowy października jest piękny, ciepły dzień – trzeba to wykorzystać!

Wybieramy się na spacer wałem wzdłuż Wisły: jesienne widoki na porośnięte, dzikie brzegi rzeki i okoliczne łąki są po prostu przepiękne.

Przemiły, słoneczny szlak, tylko trochę mylnie oznaczony. Uwaga! Jesienią, nawet mimo słonecznej pogody, trawa na wale jest bardzo mokra.

Warto zejść nad sam brzeg Wisły. Jest cudnie. Z mostu roztacza się bardzo ciekawy widok z twierdzą Modlin w tle.

Tymuś, nakarmiony w samochodzie przed spacerem i przewinięty, większość czasu śpi w wózku. Rega natomiast daje upust wszystkim swoim psim instynktom i szaleje, oj szaleje.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Twierdza Modlin

Modlin

2013.11.23

Pochmurno i mgliście, 8 stopni

Twierdza Modlin działała na naszą wyobraźnię od dawna, ale jakoś wybieraliśmy się do niej jak sójka za morze. W piątek, planując sobotnią wycieczkę, miejsce to jednak od razu przyszło nam na myśl – chęć zobaczenia budynków fortecznych w mglistej jesiennej aurze nadała kształt naszym spacerowym planom.

Budynki ponad dwustuletniej, sięgającej czasów napoleońskich, twierdzy zapewne najlepiej zwiedzać w grupie zorganizowanej z przewodnikiem. Z uwagi na ograniczoną cierpliwość naszego najmłodszego Turysty postanawiamy jednak na pierwszy raz wybrać się tam po prostu na spokojny spacer – całą rodziną, łącznie z psem. Rano pakujemy do plecaka termos z gorącą herbatą, małe co nieco na ząb i wskakujemy do samochodu.

Zaopatrzeni w szczegółową mapę twierdzy (Wyd. Rajd, polecamy – nieoceniona przy samodzielnej włóczędze), bez problemu docieramy do serca twierdzy – parkujemy pod budynkiem koszarów na wysokości Wieży Tatarskiej. Rozmiary budynku już od pierwszego spojrzenia robią ogromne wrażenie – razem ze swoimi  2300 m długości stanowi on ponoć najdłuższy budynek w Europie!

Największą ochotę mamy na obejrzenie imponującej panoramy  z Wieży Tatarskiej – punkt widokowy okazuje się jednak zamknięty (trzeba przyjechać w sezonie, V-IX, sobota i niedziela). Pozostaje nam więc obejść się smakiem – zamiast podziwiania widoku połączenia Wisły i Narwi (to szczególne usytuowanie Modlina o zawsze stanowiło o wyjątkowych walorach obronnych twierdzy) i wypatrywania malowniczych ruin spichlerza u styku rzek, podchodzimy tylko pod Wieżę Tatarską. Po drodze po prawej stronie wypatrujemy malowniczą Bramę Poniatowskiego (XIX w.) z kolumnami toskańskimi.

Twierdza Modlin - imponujący budynek koszarów.

Twierdza Modlin – imponujący budynek koszarów.

Brama Poniatowskiego (XIX).

Brama Poniatowskiego (XIX).

Chłopakom spacer od początku się podoba – jest tajemniczo, błotniście, kałuża goni kałużę, w dodatku mama obiecała lizaka na pokrzepienie sił. Następnie decydujemy się kierować w stronę Korony Utrackiej, zahaczając o drodze o co cenniejsze budynki twierdzy. Po zerknięciu na mapę stwierdzamy, że najszybciej byłoby przejść przez Wał Napoleoński. Od razu wypatrujemy wdrapującą się nań stromo wąską ścieżkę. Pomysł okazuje się jednak kompletnym niewypałem – po błotnistej ścieżce ledwo wchodzimy na górę tylko po to, żeby stwierdzić, że przejść przez wał w tych warunkach atmosferycznych się nie da – musimy zejść z powrotem. Mądrzejsi o to doświadczenie cofamy się do samochodu, a następnie idziemy aż do napotkania znaków niebieskiego szlaku (które to towarzyszyć nam będą przez całą dzisiejszą wycieczkę).

Budynek koszarów z Wieżą Tatarską.

Budynek koszarów z Wieżą Tatarską.

Wieża Tatarska z punktem widokowym.

Wieża Tatarska z punktem widokowym.

Chłopcy wypatrują znaków szlaku i odgadują, które budynki stanowią pozostałości budowli twierdzy, a które to współczesne bloki mieszkalne. Mijamy m.in. efektowną półokrągłą działobitnię Dehna, ceglane bloki podoficerskie (sąsiadujące ze współczesnymi blokami mieszkalnymi), drewniany kościół mieszczący się w dawnym budynku lazaretu.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Bloki podoficerskie.

Bloki podoficerskie.

Celem naszego spaceru jest panorama Wisły z tzw. Korony Utrackiej, gdzie wały są najwyższe i z których widok pozwala docenić ogrom prac włożonych w budowanie twierdzy. Ścieżka pnie się stromo w górę, po czym wypłaszcza się – idziemy już grzbietem wałów. Po chwili docieramy do miejsca, z którego nareszcie odsłania się szerszy widok. Dostrzegamy krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych. Chłopcy regenerują siły ciepłą herbatą z termosu i małym co nieco. Mgła niestety bardzo ogranicza widoczność, ale – co trzeba przyznać – tworzy tajemniczą atmosferę.

Wchodzimy na Korone Utracką.

Wchodzimy na Korone Utracką.

Wysokie wały na Koronie Utrackiej.

Wysokie wały na Koronie Utrackiej.

Wisła z Mostem Obrońców Modlina.

Wisła z Mostem Obrońców Modlina.

Korona Utracka.

Korona Utracka.

Krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych.

Krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych.

Wracamy tą samą drogą. Dużym urozmaiceniem jest spacer udostępnionym tunelem prowadzącym pod wałami aż do Muru Carnota z otworami strzelniczymi. Jest ciemno i tajemniczo, chłopakom bardzo się  podoba. Z pomocą mapy identyfikujemy najcenniejszą budowlę twierdzy – pozostającą w ruinie Redutę Napoleona. Ten najstarszy murowany obiekt twierdzy zaprojektował ponoć sam Napoleon Bonaparte.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Wracamy z powrotem pod wałami.

Wracamy z powrotem pod wałami.

Pod wałami w kierunku Reduty Napoleona.

Pod wałami w kierunku Reduty Napoleona.

W kierunku Reduty Napoleona.

W kierunku Reduty Napoleona.

Reduta Napoleona (pocz. XIX) - zaprojektowana przez n. Bonapartego.

Reduta Napoleona (pocz. XIX) – zaprojektowana przez n. Bonapartego.

Po powrocie do samochodu podjeżdżamy jeszcze pod Klub Garnizonowy – ten XIX-wieczny klub oficerski jest chyba najbardziej reprezentacyjnym budynkiem twierdzy.

Klub Garnizonowy - klub oficerski z XIX w.

Klub Garnizonowy – klub oficerski z XIX w.

Wracając do domu, obiecujemy sobie, że do Modlina jeszcze wrócimy w ciepłej porze roku. Koniecznie musimy obejrzeć wspaniałą panoramę ze szczytu Wieży Tatarskiej i z tarasu Kojca Meciszewskiego, chętnie też odwiedzimy Muzeum Twierdzy Modlin. To miejsce ma jakąś niepowtarzalną tajemniczą atmosferę, skłaniającą do rozmyślań o zawikłanych losach historii – chce się tu wracać.

Chłopcy po przejściu 4 km i spędzenia ponad 2 godzin na świeżym listopadowym powietrzu od razu odpadają w samochodzie.

Po przejściu ponad 4 km chłopcy padli.

Po przejściu ponad 4 km chłopcy padli.

Trzy lata później kończymy realizację planów – udaje nam się wejść na Wieżę Tatarską, zobaczyć z góry połączenie Wisły i Narwi oraz obejrzeć ruiny pięknego spichlerza J.J.Gaya. Było warto! Link do relacji poniżej:

Twierdza Modlin, wrzesień 2016 r.

Łowicz

Zwiedzamy Łowicz

2013.11.17

Pochmurno, po południu mżawka, 4 stopnie

Listopadowa aura sprawia, że mamy wielką ochotę nieco ubarwić naszą codzienność.

Pierwotnie myślimy, by wybrać się do kolorowego muzeum ludowego rodziny Brzozowskich w Sromowie – pamiętamy, jak bardzo ruchome dzieła artysty ludowego Jana Wewióra w Olsztynie pod Częstochową podobały się kilkuletniemu Tymusiowi. Niestety, obiekt okazuje się zamknięty – wydaje się, ze trzeba się tu wybrać w sezonie. W związku z tym, aby pozostać w ludowym klimacie, decydujemy się odwiedzić Łowicz, słynący z bogatej ludowej spuścizny kulturalnej (na marginesie: gdy powiedzieliśmy chłopcom, że jedziemy do Łowicza, myśleli, że będziemy zajadać dżemy – zresztą pewnie nie mieliby nic naprzeciw:). Wizja sprawnego dojazdu autostradą potwierdza nas w słuszności naszego wyboru. Na wycieczkę dają się namówić Dziadkowie, więc jedziemy w mocnym składzie.

Parkujemy na Starym Rynku, tuż przed barokowym gmachem seminarium misjonarzy, stanowiącym obecnie siedzibę łowickiego muzeum.

Barokowy gmach pomisjonarski (kon. XVII w).

Barokowy gmach pomisjonarski (kon. XVII w).

Wchodzimy do łowickiego muzeum.

Wchodzimy do łowickiego muzeum.

Pierwsze piętro mieści wystawę historyczną – eksponaty związane z dziejami tego regionu. Na drugim piętrze znajduje się to, co w Łowiczu najcenniejsze – ekspozycja prezentująca przebogatą spuściznę kultury ludowej regionu. Od strojów i wycinanek nie możemy oderwać oczu. Gdy dowiadujemy się, że wycinanki tradycyjnie wykonywano siermiężnymi nożycami do strzyżenia owiec, nasze zdziwienie nie zna granic. Na parterze można obejrzeć ciekawą wystawę czasową – współczesne, ale inspirowane tradycją dzieła twórców ludowych.

Wizyta w muzeum bardzo nam się podoba. Szczególnie w pamięci zostaje nam rozbudowany dział etnograficzny – feeria barw łowickich strojów i wycinanek to świetne antidotum na jesienną szarzyznę. Obiekt przeszedł niedawno gruntowny remont, muzealne wnętrza są przestronne i ładnie zaaranżowane. Brakuje tylko choć odrobiny interaktywności – ciągłe komunikaty „nie wolno dotykać” nie ułatwiają zwiedzania z dziećmi. Na szczęście kolorowe haftowane poduszeczki kupione chłopcom na odchodnym sprawiają, że z muzeum zadowoleni wychodzą i duzi, i mali.

Barokowa kaplica św. Karola Boromeusza, freski Michała Anioła Palloniego.

Barokowa kaplica św. Karola Boromeusza, freski Michała Anioła Palloniego.

Zwieńczenia kościelnych dachów.

Zwieńczenia kościelnych dachów.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Wyposażenie łowickiej chaty.

Wyposażenie łowickiej chaty.

Tradycyjny strój łowicki - piękne pasiaki.

Tradycyjny strój łowicki – piękne pasiaki.

Tymo na łowickiej łące....

Tymo na łowickiej łące….

U prząśniczki siedzą (a raczej stoją)...

U prząśniczki siedzą (a raczej stoją)…

Czepce były zachwycające.

Czepce były zachwycające.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Stroje są bajecznie kolorowe.

Stroje są bajecznie kolorowe.

Pająki zadziałały na chlopców hipnotyzująco.

Pająki zadziałały na chlopców hipnotyzująco.

Łowickie ręcznie wykonane ozdoby.

Łowickie ręcznie wykonane ozdoby.

Wycinanki robiono nożycami do strzyżenia owiec.

Wycinanki robiono nożycami do strzyżenia owiec.

Przydrożne kapliczki...

Przydrożne kapliczki…

Twórczość współczesnych łowickich artystów.

Twórczość współczesnych łowickich artystów.

Kolędnicy - twórczość współczesnych łowickich artystów.

Kolędnicy – twórczość współczesnych łowickich artystów.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Po wizycie w muzeum wybieramy się na krótki spacer po centrum Łowicza. Zaczynamy od dokładniejszego rozejrzenia się po starym rynku – oglądamy budynek klasycystycznego (XIX w.) ratusza, po czym podchodzimy pod imponującą bryłę łowickiej bazyliki (przeb. XVII). Wnętrze skrywa mauzoleum kilkunastu prymasów Polski i wiele cennych zabytków. Późnobarokowy kościół pijarów znajdujący się tuż obok jest obecnie w trakcie remontu. Zabytkowe świątynie jednak za grosz nie interesują chłopców, więc ruszamy dalej przed siebie. Po obu stronach Ulicy Zduńskiej stoją niskie domki, przydające okolicy wiele malowniczości. Idąc prosto, dochodzimy aż do oryginalnego – bo trójkątnego –  Nowego Rynku otoczonego ładnymi kamieniczkami. Chłopaki biegają wreszcie przez nikogo nie strofowani i co chwila przeganiają stado gołębi. Musi tu być naprawdę malowniczo na wiosnę – widać, że na środku rynku jest ładnie urządzona kompozycja kwiatowa i fontanna. Na koniec spoglądamy jeszcze na pozostałości tzw. baronii – zespołu romantycznego z XIX w.

Klasycystyczny ratusz (XIX).

Klasycystyczny ratusz (XIX).

Barokowa Bazylika Wniebowzięcia - mauzoleum prymasów Polski.

Barokowa Bazylika Wniebowzięcia – mauzoleum prymasów Polski.

Twórcze nawiązania do łowickich zdobień - aż miło popatrzeć.

Twórcze nawiązania do łowickich zdobień – aż miło popatrzeć.

Widać, że jesteśmy w Łowiczu.

Widać, że jesteśmy w Łowiczu.

Latarnie cieszą oczy.

Latarnie cieszą oczy.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Łowicki parkometr.

Łowicki parkometr.

Pozostałość romantycznego zespołu Gen. Klickiego.

Baszta – pozostałość romantycznego zespołu Gen. Klickiego.

Listopadowy chłód zniechęca nas od dłuższego spaceru, więc po krótkim spacerze wracamy prosto do samochodu.

Ogólnie miasto zaskakuje nas bardzo pozytywnie – piękne zabytki, odnowione rynki – Nowy i Stary, elementy nawiązujące do łowickiej kultury zgrabnie wkomponowane we współczesną rzeczywistość (kogutki pod latarniami czy pasiaste znaki parkometrów). Do tego możliwość kontaktu z autentyczną ludową sztuką  – czy to w łowickim muzeum, czy podczas uroczystych obchodów święta Bożego Ciała – Łowicz ma wiele do zaoferowania. Na pewno wybierzemy się jeszcze do nieodległych Maurzyc i Sromowa.

Opinogóra

Rezydencja Krasińskich w Opinogórze

2013.07.12

Momentami chłodno, 19-22 st. C, przelotne deszcze i przebłyski słońca

Zespół pałacowo-parkowy w Opinogórze to położona na trzech wzgórzach rezydencja rodu Krasińskich. Dzisiejszy wygląd parku i budynków to głównie efekt przeprowadzonej w XIX w. przebudowy. Matka sławnego poety, Maria Radziwiłłówna, chciała stworzyć tutaj romantyczną rezydencję, wzorując się między innymi na Puławach, wykreowanych przez Izabelę Czartoryską. Do dzisiaj nie przetrwał stary drewniany dwór, główne rodzinna siedziba Krasińskich. W 2008 r. zrealizowano jednak plan budowy innego dworu, którego projekt pochodzi dokładnie przed stu lat i w założeniu ma nawiązywać do tradycyjnych dworów polskich. Dzisiaj budynek jest siedzibą dyrekcji oraz mieści część ekspozycji Muzeum Romantyzmu. Tuż obok nowego budynku można podziwiać jedyny w Polsce pomnik „trzeciego wieszcza”, wykonany również już w czasach współczesnych.

Zespół parkowo-pałacowy w Opinogórze.

Zespół parkowo-pałacowy w Opinogórze.

Kupujemy bilety.

Kupujemy bilety.

Dworek zbudowany w 2008 r. wg projektu sprzed stu lat.

Dworek zbudowany w 2008 r. wg projektu sprzed stu lat.

Dworek i oficyna.

Dworek i oficyna.

Pomnik Krasińskiego - jedyny w Polsce.

Pomnik Krasińskiego – jedyny w Polsce.

Starszym, XIX-wiecznym pochodzeniem, może się wykazać oficyna oraz zameczek. Oba neogotyckie budynki dzisiaj mieszczą pozostałą część ekspozycji muzeum. Sam zameczek (bardziej adekwatna byłaby może nazwa pałacyk, ale „romantyczna” wieżyczka i „średniowieczny” ceglany mur nadały mu „zamkowego” charakteru), niegdyś prezent ślubny dla Zygmunta i Emilii Krasińskich, letnia rezydencja rodziny, do dzisiaj jest wizytówką tego miejsca.

Budynek oficyny.

Budynek oficyny.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Są nawet mury obronne.

Są nawet mury obronne.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Ostatni rzut oka.

Ostatni rzut oka.

Wnętrza mieszczą Muzeum Romantyzmu.

Wnętrza mieszczą Muzeum Romantyzmu.

Całe założenie pałacowo-parkowe jest wymarzonym miejscem na romantyczny spacer. Widać, że trwają tu intensywne prace mające na celu upiększenie terenu i przywrócenie mu dawnego blasku. Obecnie budowana jest neogotycka oranżeria, powstają woliery dla ptaków, trwają prace na terenie parku. Sporo pracy wymagają jeszcze dalej położone alejki parkowe i okolice stawów, ale i tak spacer alejkami parku urządzonego niegdyś w stylu angielskim jest przemiły. Podobnie jak w innych założeniach parkowych z tego okresu, także i w Opinogórze można znaleźć wiele kamiennych, stylizowanych na stare rzeźb, mebli ogrodowych itp. Miały one podkreślać romantyczny charakter tego miejsca. Dzisiaj części z nich nie mogliśmy znaleźć (prawdopodobnie są właśnie poddawane renowacji). Na szczęście bez trudu odnaleźliśmy najbardziej romantyczne miejsce w Opinogórze, kamienną ławeczkę z napisem „Niech pamięć moja zawsze Ci będzie miła”. Mebel ten umieściła tutaj Amelia Krasińska, daleka krewna i jednocześnie pierwszy obiekt romantycznych westchnień i uniesień młodego Zygmunta oraz adresatka wielu jego wierszy. Kto usiądzie na tej ławce, ten na pewno się zakocha (lepiej więc uważać!…)

Mozaika parkowa.

Mozaika parkowa.

Kamienny krzyż w parku.

Kamienny krzyż w parku.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Jedno z trzech opinogórskich wzgórz.

Jedno z trzech opinogórskich wzgórz.

Ławeczka Krasińskiego i jego muzy, Amelii.

Ławeczka Krasińskiego i jego muzy, Amelii.

Zaliczyliśmy również smaczny obiad w Gościńcu Ogrodnika – restauracji mieszczącej się w dawnym domku ogrodnika. Na koniec obejrzeliśmy ekspozycję muzealną, z której szczególnie zainteresowało nas polskie malarstwo z epoki romantyzmu i pamiątki z okresu napoleońskiego. Można tu znaleźć także liczne pamiątki po poecie. Małych i dużych chłopców zainteresuje z kolei wystawa ołowianych żołnierzyków. Nie zdążyliśmy tylko odwiedzić pobliskiego kościoła, w którego podziemiach zwiedzić można mauzoleum rodziny Krasińskich wraz z grobem Zygmunta i wielu innych członków rodu.

Dawny domek ogrodnika.

Dawny domek ogrodnika.

...z restauracją Gościniec Ogrodnika.

…z restauracją Gościniec Ogrodnika.

Oglądamy malarstwo polskiego romantyzmu.

Oglądamy malarstwo polskiego romantyzmu.

Kolekcja ołowianych żołnierzyków.

Kolekcja ołowianych żołnierzyków.

Wycieczkę do Opinogóry zaliczamy do bardzo udanych, właściwie można by spędzić tutaj cały dzień, my „zmieściliśmy się” w trzech godzinach (dodatkowe trzy zajmuje dojazd z Warszawy – prawie 110 km w jedną stronę). Szczególnie polecamy to miejsce zakochanym, ale też wszystkim poszukującym chwili zatrzymania w codziennym pośpiechu. My odwiedziliśmy to miejsce z okazji okrąglutkiej rocznicy naszego ślubu:)

Nieborów

Poniedziałek Wielkanocny w Nieborowie

2013.04.01

0oC, wokół biało i prószy mokry śnieg – pogoda zrobiła żart primaaprilisowy

Wspominając zeszłoroczne święta i miło spędzony czas na grach i zabawach wielkanocnych w skansenie w Sieprcu, od dłuższego czasu planujemy wspólną wycieczkę i w tym roku w drugi dzień świąt. Od kilku dni przeglądaliśmy strony internetowe różnych atrakcji w okolicy Warszawy, które można by odwiedzić w Poniedziałek Wielkanocny. Większość muzeów i skansenów w okolicy jest jednak zamknięta w ten dzień, a część przesunęła terminy otwarcia ze względu na utrzymującą się zimę (np. skansen w Maurzycach, czy Muzeum Ludowe w Sromowie). Nie poddajemy się jednak i w końcu znajdujemy coś, co jest otwarte – pałac w Nieborowie. Na wycieczką daje się namówić nawet Babcia.

Nieborów wita primaaprilisową aurą.

Nieborów wita primaaprilisową aurą.

Magnacka rezydencja w Nieborowie jest jedną z nielicznych, które w dobrym stanie przetrwały zarówno II wojnę światową, jak i czasy komunizmu. Nie mogliśmy tylko w pełni docenić uroków przykrytego śniegiem parku, otaczającego budynki rezydencji. Zwiedziliśmy jednak barokowy płac z przełomu XVII i XVIII w. Pięknie urządzone wnętrza pałacowe dają pewne wyobrażenie na temat codziennego życia wyższych sfer sprzed paruset lat. Już od wejścia zadziwia nas niezwykle oryginalna klatka schodowa wyłożona holenderskimi kafelkami. Potem chłopcy domyślają się przeznaczenia kolejnych pomieszczeń „pałacu Kopciuszka.” Oglądamy salę białą, żółtą, zieloną, czerwoną, piękną bibliotekę, buduar. Właściwie przy każdym meblu można by się zatrzymać na dłużej. Nas szczególnie zaskakuje harmonika szklana – wyjątkowy instrument złożony jakby z nałożonych na siebie szklanych miseczek, na których grano mokrymi palcami – oraz ogromny globus i druga kula – przedstawiająca niebo – oba eksponaty z końca XVII w. Pałac w Nieborowie, zwłaszcza w połączeniu z romantyczną Arkadią, to wspaniały cel krótkiej wycieczki z Warszawy, tym bardziej, że od czasu wybudowania A2 dojazd jest naprawdę niekłopotliwy.

Brama do pałacu w Nieborowie.

Brama do pałacu w Nieborowie.

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pawilon.

Pawilon.

Dzielnych turystów nie zraża pogoda.

Dzielnych turystów nie zraża pogoda.

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Tymo szuka odśnieżonych ścieżek.

Tymo szuka odśnieżonych ścieżek.

Taaaaka latarnia.

Taaaaka latarnia.

Sień.

Sień.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Sala Żółta.

Sala Żółta.

A może przejśc pod barierką...

A może przejść pod barierką…

Sypialnia Wojewody.

Sypialnia Wojewody.

Sala zielona.

Sala zielona.

Biblioteka.

Biblioteka.

Globus z XVII w.

Globus z XVII w.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Tymo w dekoracji sufitowej.

Tymo w dekoracji sufitowej.

Sypialnia Księstwa.

Sypialnia Księstwa.

Buduar.

Buduar.

Gabinet Biblioteczny.

Gabinet Biblioteczny.

Schemat zespołu parkowo-pałacowego w Nieborowie.

Schemat zespołu parkowo-pałacowego w Nieborowie.

Pałac w Nieborowie od strony ogrodu.

Pałac w Nieborowie od strony ogrodu.

Urody ogrodów możemy się tylko domyślać.

Urody ogrodów możemy się tylko domyślać.

Czasem spod śniegu coś się wyłoni.

Czasem spod śniegu coś się wyłoni.

Nasz następny cel - panów na pewno zainteresuje.

Nasz następny cel – panów na pewno zainteresuje.

Otrębusy i Pa-Ta-Taj

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach, 2013.03.23

Nie do wiary: rano siarczysty mróz (-14), a potem piękne słońce, ale też śnieg i duży mróz

Chłopcy coraz bardziej domagają się „wyprawy”. Dzisiejsza pogoda nie pozwala na dłuższą wycieczkę w plener. Początkowo chcemy jechać do Smardzewic popodglądać żubry, ale zdecydowanie zimowa aura krzyżuje nasze plany. Decydujemy się więc na wypad do położonego niedaleko Warszawy Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach.

To prywatne muzeum ma już prawie 20-letnia historię i naprawdę bogate zbiory. Dla naszych chłopaków to wielka gratka. Nie doceniają może wagi eksponatów, ale ważne, że wokół prawie wszystko ma koła, lusterka i reflektory. Tymo ze zdziwieniem zauważa, że prawie w żadnym aucie nie ma pasów bezpieczeństwa. Sebuś długo przygląda się malowniczym starym bicyklom z ogromnym przednim kołem. My na dłużej zatrzymujemy się przy kabriolecie Stalina, przepięknej, pomarańczowej sportowej Syrenie (tej sylwetki nie powstydziłaby się nawet dziś!), pięknym różowym Chevrolecie de Luxe i pojeździe, w jakim jeździł Elvis Presley i Marilyn Monroe. Ze wzruszeniem rozpoznajemy znane nam z dzieciństwa eksponaty z okresu PRL-u: lampowe telewizory i radia, pralkę Franię, stare rowery. M. z ciekawością ogląda kolekcję starych wózków dziecięcych – to dopiero był design!

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach - wchodzimy.

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach – wchodzimy.

Zaczyna się ciekawie!.

Zaczyna się ciekawie!.

To się nazywa muzeum!.

To się nazywa muzeum!.

To dopiero sztuka jeździć na czymś takim!.

To dopiero sztuka jeździć na czymś takim!.

Jest na czym oko zaczepić.

Jest na czym oko zaczepić.

Pancerny Cadillac PRL-owskich oficjeli.

Pancerny Cadillac PRL-owskich oficjeli.

Sportowa Syrena - ale cacko!.

Sportowa Syrena – ale cacko!.

A to kabriolet Stalina.

A to kabriolet Stalina.

Sztuka w motoryzacji.

Sztuka w motoryzacji.

Coś dla pań - klimaty Marilyn Monroe.

Coś dla pań – klimaty Marilyn Monroe.

Auto brytyjskiej rodziny królewskiej.

Auto brytyjskiej rodziny królewskiej.

Są tu eksponaty nawet z XIX w!.

Są tu eksponaty nawet z XIX w!.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

Wow! Jest i czołg!.

Wow! Jest i czołg!.

Szkolny autobus w pełnej urodzie.

Szkolny autobus w pełnej urodzie.

Który model autobusu wybrać...

Który model autobusu wybrać…

Kolekcja prezentowana w Otrębusach należy ponoć do najbogatszych w Europie. Aż szkoda, że brakuje jej stosownej oprawy. Nie ma wystarczająco dużej powierzchni wystawowej i odpowiednich pomieszczeń, w których można by prezentować co cenniejsze eksponaty – wszystko sprawia wrażenie lekkiej prowizorki. A takie ciekawe… Dobrze przynajmniej, że kasę muzeum wzbogaciliśmy naszymi biletami za wstęp.

Po zwiedzeniu muzeum szukamy miłego miejsca na obiad – szkoda marnować tak pięknej soboty na stanie przy garach! Wybór pada na karczmę w ośrodku Pa-Ta-Taj w Kaniach Helenowskich. To miejsce szczyci się szkołą jeździecką z długimi tradycjami. Chłopcy oglądają konie w stajniach i wspólnie obiecujemy sobie, że w przyszłości całą rodziną przyjedziemy tutaj na lekcje. Karczma, znajdująca się w budynku stajni, to miejsce z niepowtarzalną atmosferą – nam przypominają się klimaty schronisk górskich. Grzejemy się przy ciepłym kominku i pałaszujemy smakowite pierogi i placki z jabłkami. Miło być w miejscu, w którym przebywają ludzie z pasją. Dobrze, że można je znaleźć tak blisko Warszawy!

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Arkadia

Park w Arkadii, 2012.10.07

Czuć już chłód jesieni, 10 stopni i pochmurno

Nasze pierwotne plany pojechania na jeden dzień na działkę legły w gruzach po obejrzeniu wieczornej prognozy pogody. Wyciągnęliśmy więc nasze „plany wypraw” i zdecydowaliśmy się przyjąć azymut na Arkadię – położony niedaleko Nieborowa piękny park krajobrazowy, założony przez Helenę i Michała Radziwiłłów w XVIII wieku. Przypuszczaliśmy (i słusznie), że to miejsce może wyjątkowo malowniczo prezentować się w jesiennych barwach, a jednocześnie było jeszcze dość ciepło, żeby wybrać się dalej do miejsca bez zaplecza gastronomicznego.

Droga – w przeważającej części autostradą – minęła jak bajka. 80 km (wliczając w to wyjazd z Warszawy) przejechaliśmy w 40 minut. I jaki komfort jazdy…

Cel naszej dzisiejszej wycieczki okazał się trafiony w 100 procentach. Chłopcom wzięliśmy jednoślady, więc mieliśmy przyzwoitą prędkość przelotową i mogliśmy zajrzeć do każdego zakamarku parku. Kręte zadrzewione alejki okazały się dla nich świetnym miejscem do rowerowych wyczynów. Pełni szczęścia dopełniły kasztany, którymi gęsto zasłane były parkowe alejki. Chłopaki wypakowali kasztanami torby przyczepione do rowerów. Na zakończenie spaceru pozwoliliśmy im powrzucać całą tę „amunicję” do parkowego stawu. To dopełniło ich szczęścia.

W Arkadii chłopcy od razu poczuli się jak w raju.

W Arkadii chłopcy od razu poczuli się jak w raju.

Jesienny rowerzysta.

Jesienny rowerzysta.

Kapitel - po prostu kapitalny.

Kapitel – po prostu kapitalny.

Ale fajnie! Można przejechać przez tunel!.

Ale fajnie! Można przejechać przez tunel!.

Jej, znów można pod czymś przejechać!.

Jej, znów można pod czymś przejechać!.

Sebuś zbiera kasztany.

Sebuś zbiera kasztany.

Czas na podładowanie akumulatorów.

Czas na podładowanie akumulatorów.

Rega, nie zjadaj kasztanów!.

Rega, nie zjadaj kasztanów!.

Na łuku grackim chlopcy odkryli ściankę wspinaczkową...

Na łuku grackim chlopcy odkryli ściankę wspinaczkową…

Trudno ich było stąd ściągnąć...

Trudno ich było stąd ściągnąć…

A to zajmuje chłopaków - z górki na pazurki!.

A to zajmuje chłopaków – z górki na pazurki!.

Teraz kilka słów o Arkadii z naszej perspektywy: to niezwykle romantyczne, piękne miejsce, gdzie natura i mała architektura tworzy harmonijną całość i pieści zmysły. Jesienne barwy liści sprawiły, że M. trudno było choć na chwilę schować aparat fotograficzny. Przypominaliśmy sobie Puławy, które odwiedziliśmy w zupełnie innej porze roku z małym Tymusiem, i próbowaliśmy odtworzyć przepis na oświeceniowe założenie parkowe.

Arkadia jest rozległym parkiem krajobrazowym w stylu angielskim, więc cechuje się więc niewymuszoną naturalnością. Mała architektura – gdy zna się ówczesną konwencję: modę na antyk itp.– naprawdę cieszy oczy. Można ją odbierać na serio, ale nie trzeba; tak czy inaczej jest na co popatrzeć. Najbardziej imponująca jest naśladująca budowlę starożytną Świątynia Diany, malowniczo położona nas stawem powstałym w wyniku spiętrzenia wód niewielkiej rzeczki – Skierniewki, ale mniejsze obiekty: Łazienki, Domek Gotycki, Akwedukt czy Dom Murgrabiego – mają może jeszcze więcej uroku. Ich detale można by studiować godzinami.

Staw powstały w wyniku spiętrzenia Skierniewki.

Staw powstały w wyniku spiętrzenia Skierniewki.

Akwedukt (zrekonstruowany 50. XX w).

Akwedukt (zrekonstruowany 50. XX w).

Świątynia Diany (2. poł. XVIII w).

Świątynia Diany (2. poł. XVIII w).

Świątyni strzegą sfinks i lew.

Świątyni strzegą sfinks i lew.

Chłopaków bardziej zafascynował sfinks.

Chłopaków bardziej zafascynował sfinks.

'Jutrzenka wyprowadzająca rumaki Apollina', Norblin.

‚Jutrzenka wyprowadzająca rumaki Apollina’, Norblin.

Wnętrza Świątyni Diany - Gabinet Etruski.

Wnętrza Świątyni Diany – Gabinet Etruski.

Wnętrza Świątynii Diany.

Wnętrza Świątynii Diany.

Chłopaki szaleją na rowerach, my podziwiamy detale.

Chłopaki szaleją na rowerach, my podziwiamy detale.

Łazienki, czyli Przybytek Arcykapłana.

Łazienki, czyli Przybytek Arcykapłana.

'Nadzieja karmiąca Chimerę' - płaskorzeźba na ścianie Łazienek.

‚Nadzieja karmiąca Chimerę’ – płaskorzeźba na ścianie Łazienek.

Mimo braku słońca, kolory są bajkowe.

Mimo braku słońca, kolory są bajkowe.

Dom Murgrabiego.

Dom Murgrabiego.

Studnia kryta późnobarokową kratą.

Studnia kryta późnobarokową kratą.

Jest na czym zaczepić oko.

Jest na czym zaczepić oko.

Łuk grecki - oprawa Świątynii Diany.

Łuk grecki – oprawa Świątynii Diany.

Domek gotycki.

Domek gotycki.

Imponujące głazy narzutowe Groty Sybilli.

Imponujące głazy narzutowe Groty Sybilli.

Na Karuzelu - prawie jak wyścig rydwanów.

Na Karuzelu – prawie jak wyścig rydwanów.

Rzut oka na akwedukt z drugiej strony.

Rzut oka na akwedukt z drugiej strony.

Ruiny dawnej Bramy Klasycystycznej.

Ruiny dawnej Bramy Klasycystycznej.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Arkadia to wspaniałe miejsce na półdniową wycieczkę z dziećmi – maluchy mają się gdzie wyszaleć, a dorośli znajdą wiele interesujących rzeczy dla siebie. Dobrze, że całe założenie parkowe – podobnie jak pałac w Nieborowie (który koniecznie musimy odwiedzić niebawem) – przetrwały niemal nienaruszone do naszych czasów.

Cały spacer zajął nam około 2 godzin (plus po 45 min w każdą stronę komfortowego dojazdu z Warszawy) – akurat, by zgłodnieć na niedzielny obiad.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Lasy Chojnowskie

Uroczysko „Zimne Doły” w Lasach Chojnowskich, 2012.09.23

 

To nasz pierwszy od kilku tygodni weekend spędzany w Warszawie, bez wyjazdu na działkę. Jak należało się spodziewać, nie wytrzymaliśmy w domu i ruszyliśmy zeksplorować coś nowego (zgodnie z oczekiwaniami Tymka, który wczoraj zakomunikował, że musimy pojechać na jakąś daleką wyprawę, tylko koniecznie tam, gdzie jeszcze nie byliśmy…)

Niespełna 20 lat temu (w 1993 r.) utworzono tutaj Chojnowski Park Krajobrazowy, który obejmuje 7 tys. ha powierzchni i ma dość gęstą sieć szlaków i ścieżek rowerowych.

My przeszliśmy dzisiaj ok. połowę trasy (2 z 4 km) ścieżki przyrodniczej prowadzącej częściowo przez rezerwat „Uroczysko Stephana”.

Zaparkowaliśmy na parkingu obok sporego kompleksu turystycznego (o zastanawiającej nazwie Zimne Doły) z wielką wiatą z miejscem na ognisko (z ławkami na ok. 100 osób!).

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Komu w drogę, temu czas.

Komu w drogę, temu czas.

Trasa naszego spaceru prowadziła brzegiem uroczej rzeki Zielonej wśród rozlewisk, pozostawianych przez rzeczkę po wiosennych roztopach. Przez większą część trasy towarzyszyły nam tablice ścieżki edukacyjnej, informujące o napotykanych gatunkach drzew, tropach zwierząt, życiu lasu. Na pewno muszą być ciekawe dla dzieciaków w wieku szkolnym. Prawdę mówiąc, my mieliśmy nieco inne zajęcia niż czytanie tablic: z uwagi na upodobania Sebka, idąc ścieżką, musieliśmy co chwilę zbaczać, żeby wrzucać kamyczki do wody. Z kolei wracając, kopaliśmy po drodze dzikie jabłka – cóż, uroki spaceru z małymi chłopcami!

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Kolorowi na Zielonej.

Kolorowi na Zielonej.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Oto turyści z prawdziwego zdarzenia.

Oto turyści z prawdziwego zdarzenia.

Tymo buszuje w Lasach Chojnowskich.

Tymo buszuje w Lasach Chojnowskich.

Ale fajne drzewo - można się pod nim schować!.

Ale fajne drzewo – można się pod nim schować!.

Już widzimy dobre miejsce na odpoczynek.

Już widzimy dobre miejsce na odpoczynek.

Ciepła herbatka czyni cuda!.

Ciepła herbatka czyni cuda!.

Skoki z kamieni to świetna atrakcja na koniec.

Skoki z kamieni to świetna atrakcja na koniec.

Wracając, konstatujemy, że Lasy Chojnowskie to bardzo przyjemny cel odpoczynku w pobliżu Warszawy (nawet z naszej dość odległej Woli dojechaliśmy tu w ok. 45 minut).

Pomimo niezbyt zachęcającej pogody kilkakrotnie spotykaliśmy turystów spacerujących, biegających i jeżdżących na rowerach; oznaczonych tras jest tutaj naprawdę sporo.

Dodatkową zachętą do odwiedzenia tego miejsca przy bardziej sprzyjającej aurze może być pobliski ośrodek rekreacyjny w Zalesiu Górnym z basenami i stawami powstałymi przez spiętrzenie wód rzeczki Zielonej (można nawet wypożyczyć sprzęt pływający).

Sierpc

Poniedziałek Wielkanocny w Sierpcu, 2012.04.09

Piękne wiosenne słoneczko, 9oC

Po wczorajszym całodziennym świątecznym obżarstwie z radością witamy możliwość aktywnego spędzenia drugiego dnia Świąt.

Już jakiś czas temu M. wypatrzyła, że Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu organizuje w Poniedziałki Wielkanocne specjalne atrakcje dla zwiedzających: tradycyjne gry i zabawy wielkanocne. Uznajemy to za wspaniałą inicjatywę i idealny pomysł na spędzenie świątecznego dnia w wyjątkowej atmosferze, na świeżym powietrzu. Decyzja zapada szybko: jedziemy! Na wyprawę dają namówić się też Dziadkowie, więc jedziemy zadowoleni, że będzie i aktywnie, i świątecznie, i rodzinnie.

Mimo 126 km dzielących Warszawę od Sierpca, dystans nie daje się we znaki. Siódemka i dziesiątka w świąteczny dzień są bardzo przepustowe i – co najważniejsze – wolne od TIR-ów.

Sierpecki skansen z nawiązką spełnia nasze oczekiwania.

Wszędzie widać rękę dobrego gospodarza. Placówka reklamuje się bodajże od samego Płońska. Dyrekcja ma rzeczywiście pomysł na skansen. Regularnie organizowane są w niej różnego rodzaju imprezy – od „niedziel w skansenie” z zespołami ludowymi po większe cykliczne atrakcje, np. na święta czy Dzień Dziecka. Widać dbałość o każdy szczegół ekspozycji. Wnętrza chałup są bardzo starannie zaaranżowane, różnie w zależności od pory roku. Obsługa jest niezwykle miła, przyjazna dzieciom; pracownicy skansenu chętnie opowiadają o obiektach. Zwiedzający czuje się tu naprawdę mile widzianym gościem. Widać, że skansen tętni życiem – na polach przed chałupami odbywają się prace gospodarskie, w zagrodach żyją zwierzęta. Wszystko (nawet toalety) jest bardzo estetyczne i utrzymane w klimacie dawnej wsi. Mimo że skansen nie wyróżnia się może jakąś imponującą liczbą obiektów, jego cały charakter jest naprawdę szczególny, tak że ma się ochotę przyjechać tu raz jeszcze.

Dzisiejsza impreza – „Gry i zabawy wielkanocne” – jest wprost wymarzona dla rodzin z dziećmi. Zwiedzanie skansenu nie było dziś po prostu chodzeniem od zagrody do zagrody, jak można by się było tego spodziewać. Przed niemal każdą zagrodą została bowiem przygotowana specjalna atrakcja – gra czy zabawa, w którą dawniej bawiono się w okresie wielkanocnym.

Nasi chłopcy byli naprawdę zachwyceni. Zaczęli od gry w toczenie drewnianych jaj z górki. Potem przyszła kolej na zabawę ze śmigusową sikawką z strzelanie wodą do celu (no, to był naprawdę hit dla dzieciaków i nie tylko), grę w jajka, w kręga, toczenie obręczy, chodzenie na szczudłach i huśtawkę wielkanocną. Dobrze się bawiły i dzieciaki, i my: wszyscy chętnie próbowaliśmy swoich sił w dawnych zabawach, Dziadek próbował nawet stanąć na szczudłach. Było dużo śmiechu i dobrej zabawy. Brawo dla organizatorów!

Muzeum Wsi Mazosieckiej w Sierpcu.

Muzeum Wsi Mazosieckiej w Sierpcu.

Ustalamy plan gry.

Ustalamy plan gry.

Witamy się z sierpeckimi gospodarzami.

Witamy się z sierpeckimi gospodarzami.

.... i oglądamy dawny młyn.

…. i oglądamy dawny młyn.

Czyje jajo potoczy sie dalej, ten wygrywa.

Czyje jajo potoczy sie dalej, ten wygrywa.

Kościół z Drążdżewa, XVIII w.

Kościół z Drążdżewa, XVIII w.

Tymek i Mirek-Euro 2012 też tu byli.

Tymek i Mirek-Euro 2012 też tu byli.

Chłopcy nie dali się odciągnąć od płotka.

Chłopcy nie dali się odciągnąć od płotka.

...chowamy się za róg chałupy - może pójdą za nami.

…chowamy się za róg chałupy – może pójdą za nami.

Dyngusowe sikawki.

Dyngusowe sikawki.

Nikt nie mógł się im oprzeć.

Nikt nie mógł się im oprzeć.

Ale najlepiej szło Sebusiowi.

Ale najlepiej szło Sebusiowi.

... i Tymusiowi.

… i Tymusiowi.

Ach, ten błękit.

Ach, ten błękit.

Przygotowania do Wielkanocy.

Przygotowania do Wielkanocy.

Tu była gra w jajka - Tymo wygrał.

Tu była gra w jajka – Tymo wygrał.

Piękna wierzbowa aleja.

Piękna wierzbowa aleja.

18. Ta kapliczka też nas urzekła.

To gołębnik - Tymo poznał - i chyba lamus.

To gołębnik – Tymo poznał – i chyba lamus.

Jak to drzewiej bywało.

Jak to drzewiej bywało.

A tak wyglądało śniadanie wielkanocne.

A tak wyglądało śniadanie wielkanocne.

Święcono potrawy w chacie najbogatszego gospodarza.

Święcono potrawy w chacie najbogatszego gospodarza.

Gra w kręga.

Gra w kręga.

U R. widać pełne zaangażowanie.

U R. widać pełne zaangażowanie.

Tymo próbuje swoich sił w toczeniu obręczy.

Tymo próbuje swoich sił w toczeniu obręczy.

Chodzenie na szczudłach naprawdę nie jest łatwe.

Chodzenie na szczudłach naprawdę nie jest łatwe.

Choć tak się każdemu wydaje...

Choć tak się każdemu wydaje…

Tymo po instruktażu dał radę.

Tymo po instruktażu dał radę.

R. nie chciał być gorszy.

R. nie chciał być gorszy.

Kierunek wiatrak.

Kierunek wiatrak.

Widok na dawną wieś mazowiecką.

Widok na dawną wieś mazowiecką.

Jedna z zagród w sierpeckim muzeum.

Jedna z zagród w sierpeckim muzeum.

Huśtawka wielkanocna.

Huśtawka wielkanocna.

Lepsza niż na placu zabaw.

Lepsza niż na placu zabaw.

Można odpocząć w stylowej XVIII-wiecznej karczmie.

Można odpocząć w stylowej XVIII-wiecznej karczmie.

W ogóle wszystko jest stylowe.

W ogóle wszystko jest stylowe.

Chłopców zaczarowała kapela.

Chłopców zaczarowała kapela.

Wizytę w Sierpcu zakończyliśmy szybkim obejrzeniem sierpeckich zabytków (po odpowiednim, hmmm, przygotowaniu chłopców – wybiegani siedzieli w samochodzie i ze stoickim spokojem znosili postoje na zdjęcia:): kościoła benedyktynek (kon. XV w.) z barokowym klasztorem, późnogotyckiego kościoła farnego z masywną, wyróżniającą się wieżą, niewielkiego kościoła Świętego Ducha (pocz. XVI w.), zbudowanego niegdyś jako kaplica szpitalna, i sympatycznego XIX-wiecznego ratusza, mieszczącego część zbiorów Muzeum Wsi Mazowieckiej.

Ratusz (XIX) w Siercpu.

Ratusz (XIX) w Siercpu.

Późnogotycki kościół farny, Sierpc.

Późnogotycki kościół farny, Sierpc.

Kościół benedyktynek (kon. XV).

Kościół benedyktynek (kon. XV).

Po powrocie do domu jednogłośnie uznaliśmy, że mieliśmy w tym roku przemiłe, rodzinne Święta!

Wycieczka kończy się  jak zazwyczaj.

Wycieczka kończy się jak zazwyczaj.