Suwalszczyzna, tydzień II

 18 sierpnia 2007, sobota

Poranki już chłodne, po południu słonecznie, 22 stopnie

Kontynuujemy pobyt z Dziadkami.

Rano wybieramy się na wspólny spacer do pobliskiej stadniny koni. Sielskie widoki, spokój, jezioro przebłyskujące w oddali. Widzimy myszołowa. Po drodze zahaczamy o wzniesienie zwane Górką Różańcową, na której znajdują się groby żołnierzy niemieckich i radz. z okresu I wojny św.

W południe Tymo ucina sobie drzemkę pod opieką Babci, a my z Dziadkiem płyniemy dostępnym na naszej kwaterze rowerkiem na wycieczkę po jeziorze. Ambitne plany spalają na panewce. Rowerek wodny to konstrukcja hand-made i mimo szaleńczego pedałowania przemieszczamy się niewiele do przodu. Zapada decyzja o przesiadce na łódź wiosłową – nareszcie wiosłowanie idzie szybko i sprawnie. Opływamy połowę jeziora. Za galerników robią R. w 80% i M. z Dziadkiem po 10%.

Po obiedzie zabieramy Dziadków do Wigier na zwiedzanie zespołu pokamedulskiego. Tymo szaleje z nowozakupioną piłką, cieszy się na widok kaczek i kolorowych rybek. Jest bardzo sympatycznie.

Wieczorkiem zajeżdżamy po raz kolejny na stację kolejki w Płocicznie. Tymuś rozpoznaje swoje ulubione miejsce, cieszy się na nadjeżdżającą ciuchcię. My pijemy herbatkę na miłych ławkach-huśtawkach.

Podczas wizyty Dziadków nie odwiedzamy wielu nowych miejsc, ale za to spędzamy bardzo przyjemne, spokojne dwa dni. Nasi goście wyjeżdżają następnego dnia po śniadaniu.

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Jezioro Długie

Wigry

Wigry

Wigry

Wigry

19 sierpnia 2007, niedziela

Rano chłodno, potem słonecznie i do 22 stopni

Góra Cisowa i okolice Smolnik (8:55-13:55)

Wytęsknieni za wycieczkami, wybieramy się dziś na dłuższą wycieczkę do Suwalskiego Parku Krajobrazowego.

Nasze przystanki to po kolei:

Góra Cisowa

Tajemniczo regularne wzniesienie, nazywane suwalską Fudżijamą, jest symbolem Suwalszczyzny. Wznosi się na wysokość 256 m n.p.m. i mimo charakterystycznego kształtu przypominającego wulkan, obecnie jest uważane za utworzone przez morenę czołową.

Wspięcie się na Górę Cisową powinno być żelaznym programem wszystkich wycieczek po Suwalszczyźnie. Zaskakuje nas już samo strome nachylenie zboczy, a widok ze szczytu też wart jest wysiłku. Podjeżdżamy wózkiem ile się da, a dalej Tymo wchodzi sam na własnych nóżkach.

Smolniki

To przyjemna wieś letniskowa, znana z kręcenia tu filmu „Pan Tadeusz”, o czym przypomina punkt widokowy (bilety 1 zł). Niespektakularnie, ale miło.

Ścieżka poznawcza „Wokół Jeziora Jaczno”

Zaczynamy od nakarmienia Tyma, potem pakujemy go do wózka, gdzie Młody na 1,5 godz. zasypia, a my mamy możliwość dłuższego spaceru naszym tempem. Przechodzimy ok. połowę trasy. Mimo dziur i wszechobecnych wertepów bez problemu można ją pokonać wózkiem na pompowanych kołach. Polodowcowy krajobraz jest zachwycający. Uderzają duże różnice wysokości względnych (nawet ponad 100 m), z dwóch miejsc piękny widok na (naprawdę zielone!) Jezioro Jaczno.

Po południu i wieczorem odbywamy spacery po naszej okolicy. Po kolacji Tymuś pada, nie daje się nawet wykąpać, zasypia przed 20:00. A nam … psuje się komputer. Ratunku!

Góra Cisowa (258 m.n.p.m.)

Góra Cisowa (258 m.n.p.m.)

Widoki z Góry Cisowej

Widoki z Góry Cisowej

Widoki z Góry Cisowej

Widoki z Góry Cisowej

Piknik w SPK pod białą Fabią

Piknik w SPK pod białą Fabią

Ścieżka wokół J. Jaczno

Ścieżka wokół J. Jaczno

Jezioro Jaczno

Jezioro Jaczno

Punkt widokowy 'U Pana Tadeusza' w Smolnikach

Punkt widokowy ‚U Pana Tadeusza’ w Smolnikach

Tymo model

Tymo model

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

20 sierpnia 2007, poniedziałek

Dzień pochmurny i chłodny, z przelotnymi opadami deszczu, 16 stopni

Po wczorajszym przegonieniu Tymcio śpi w nocy bite 11 godzin i budzi się w szampańskim humorze.

Po śniadaniu plany spaceru krzyżuje nam deszcz, przewracamy się we trójkę po pokoju. Podczas drzemki Tyma czytamy sobie książkę, cudowny odpoczynek…

Wycieczka do Suwałk, 14:30-16:30

Centrum miasta ogranicza się właściwie do jednej ulicy (Kościuszki) i właśnie po niej się kręcimy. Wokół jest bardzo estetycznie – odnowione kamieniczki, donice z kwiatami na ulicach. Oglądamy m.in. kościół ewangelicki pod wezwaniem św. Trójcy (XIX), budynek, w którym spędziła dzieciństwo Maria Konopnicka (obecnie muzeum poetki), ratusz i odwach (XIX). Tymusiowi najbardziej się podoba zabawa w miłym Parku Konstytucji 3 Maja – biega za piłką, znajduje „kam”, czyli pomnik-głaz. Na pożegnanie R. kupuje sękacze.

Wieczorem spacerujemy po Krasnem. Napawamy się widokiem prawdziwej wsi, która bezpowrotnie odchodzi w zapomnienie – domami z gliny, stadami krów, pasącymi się końmi, przydrożnymi kapliczkami (Tomuś woła: ”o, bozie!”). Dziś naprawdę odpoczęliśmy…

Kościół Św. Aleksandra, Suwałki

Kościół Św. Aleksandra, Suwałki

Ulica Kościuszki

Ulica Kościuszki

Ratusz

Ratusz

Dworek Marii Konopnickiej

Dworek Marii Konopnickiej

Okolice Krasnego - i znów na spacer

Okolice Krasnego – i znów na spacer

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

21 sierpnia 2007, wtorek

Po nocnej burzy bardzo ładny, słoneczny dzień, 27 stopni

Wycieczka w okolice Suwalskiego Parku Krajobrazowego, 9:10-15:40

Góra Zamkowa: spacer z Szurpił

Spacer ścieżką turystyczną zaczynamy z Szurpił – ładnie położonej wioski letniskowej. Trasa w większości wiedzie drogą żwirową, co jest wygodne dla rodziców z maluchami w wózkach. Dopiero na Górę Zamkową wspinamy się w pojedynkę po schodkach. To morenowe wzniesienie znane jest z pozostałości średniowiecznego grodziska. Równie atrakcyjne są nad wyraz malownicze widoki, które można podziwiać ze szczytu – dookoła rzeźba polodowcowa i piękne jeziora, na tle zieleni dużo krów i koni.

Tymo śpi tylko pół godziny w wózku, więc decydujemy się zahaczyć jeszcze o Stańczyki.

Stańczyki

Ta miejscowość słynie przede wszystkim ze spektakularnych (o niemal 40-metrowej wysokości) zabytkowych wiaduktów kolejowych. Ich widok i spacer na górze naprawdę robią wrażenie.

Wracamy okrężną, krajoznawczą trasą. Zahaczamy o Puszczę Romincką z mokradłami, przejeżdżamy przez Wiżajny i Sejny. W tych okolicach pusto i pięknie, dusza aż wyrywa się na wycieczkę rowerową.

Z Szurpił na Górę Zamkową

Z Szurpił na Górę Zamkową

Jeziorko wytopiskowe

Jeziorko wytopiskowe

Z Szurpił na Górę Zamkową

Z Szurpił na Górę Zamkową

Jezioro Kluczysko

Jezioro Kluczysko

Góra Zamkowa

Góra Zamkowa

Widoki z Góry Zamkowej

Widoki z Góry Zamkowej

Z Góry Zamkowej do Szurpił

Z Góry Zamkowej do Szurpił

Wiadukty kolejowe, Stańczyki

Wiadukty kolejowe, Stańczyki

Wiadukty kolejowe, Stańczyki

Wiadukty kolejowe, Stańczyki

22 sierpnia 2007, środa

Piękny, upalny dzień

Po śniadaniu spacerujemy po okolicach Krasnego. A po obiedzie czas na atrakcję dnia:

Przejażdżka Wigierską Kolejką Wąskotorową (15:00-19:00, w tym sama przejażdżka 16:00-18:00)

To atrakcja głownie dla najmłodszych – naszemu małemu turyście bardzo się podobało! W kolejce siedzi spokojniutko i od czasu do czasu gwiżdże jak pociąg. Trasa kolejki wiedzie głownie przez las, ale dużym urozmaiceniem są leśne postoje – można wyjrzeć na jezioro, rozprostować kości. Przez cały czas boimy się o burzę – w oddali wciąż słychać jej pomruki, a od czasu do czasu kropi, ale jakoś omija nas bokiem. Przejażdżkę kończymy wizytą na placu zabaw w Płocicznie.

Spacer po Krasnem

Spacer po Krasnem

Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe

Dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe

Wigierska Kolej Wąskotorowa

Wigierska Kolej Wąskotorowa

Jezioro Wigry

Jezioro Wigry

Wigierska Kolej Wąskotorowa

Wigierska Kolej Wąskotorowa

Wigierska Kolej Wąskotorowa

Wigierska Kolej Wąskotorowa

23 sierpnia 2007, czwartek

Pochmurny poranek przeradza się w jeden z najpiękniejszych dni, 31 stopni

Dzień zaczął się niezbyt dobrze: Tymo wstał po 5:00, a na spacerze Rega wytarzała się w krowim łajnie. Ale potem było już tylko lepiej.

Przed południem wrzucamy na luz: spacerujemy (m.in. po położonej nieopodal wiosce Gremzdy) i kąpiemy się w naszym jeziorze. Na wycieczkę wybieramy się dopiero po obiedzie.

Puńsk, 17:30-19:30

Puńsk jest obecnie silnym ośrodkiem kultury litewskiej. Napisy po litewsku spotkać można niemal na każdym kroku. Spacerujemy po urokliwym centrum, podziwiając malownicze drewniane domy; zahaczamy o neogotycki Kościół Wniobiwzięcia NMP (XIX). Puszczamy z Tymciem bańki.

Za Puńskiem zatrzymujemy się przy małym skansenie – odtworzona zagroda daje wyobrażenie o tutejszej architekturze wiejskiej –oraz w Trakiszkach, znanych z pięknego, drewnianego budynku dworca kolejowego. Tymo niezadowolony, że nie przejeżdża żaden „popo”, ale ostatecznie zadowala się samymi torami.

 

Krejwiany

Krejwiany

Kościół w Puńsku, XIX w.

Kościół w Puńsku, XIX w.

Puńsk, XIX w

Puńsk, XIX w

Puńsk

Puńsk

Skansen pod Puńskiem

Skansen pod Puńskiem

Skansen pod Puńskiem

Skansen pod Puńskiem

Stacja Trakiszki, XIX w - coś dla miłośników kolei

Stacja Trakiszki, XIX w – coś dla miłośników kolei

Badamy stan torów

Badamy stan torów

24 sierpnia 2007, piątek, dzień pożegnalny

W nocy wielka burza, w dzień gorąco i parno

Na nasz cel pożegnalny wybieramy siedzibę Wigierskiego Parku Narodowego – Krzywe

Krzywe, 9:10-12:10

Ekspozycja przyrodnicza mimo swoich niewielkich rozmiarów naprawdę nam się podoba, nasz niespełna półtoraroczny turysta też jest zadowolony. To właściwie tylko jedno pomieszczenie, ale naprawdę ciekawie zaaranżowane. Wielu rzeczy można samemu dotykać, układać ruchome układanki itp. Na odchodnym kupujemy Tymusiowi kilka drewnianych zwierzątek. Od razu zapałał miłością do malutkiego ślimaczka.

Po drugim śniadaniu, zjedzonym na ławeczce na dworze, idziemy na przechadzkę ścieżką dydaktyczną Suchary, pozwalająca zapoznać się z osobliwością przyrodniczą Suwalszczyzny – „suchymi” (bezrybnymi) jeziorami z wodami nasyconymi tzw. kwasami humusowymi, powstałymi z rozpadu substancji organicznych: drobnych gałązek i liści, igliwia; obrośniętymi roślinnością torfowiskową.

Sama ścieżka jest bardzo ciekawa, ale spacer okazuje się niewypałem: trasa jest trudna do przejechania wózkiem – do głównych atrakcji musimy podchodzić pojedynczo. Życia nie ułatwia nam też koszmarna plaga komarów, które zjadają nas i za nic mają sobie moskitierę na wózku. W efekcie Młody już po pół godziny budzi się z płaczem i wracamy biegiem do domu.

Po południu wybieramy się z Regą na spacer nad pobliskie Jezioro Żubrowo – Tymuś odsypia w wózku, a my delektujemy się spacerem w pięknej okolicy. Od połowy drogi ściga nas groźna, czarna chmura. Deszcz łapie nas na szczęście dopiero w Krasnem. Tymo po raz drugi na tym wyjeździe widzi tęczę.

Wieczorem nieuniknione pakowanie do domu.

 

Wystawa przyrodnicza WPN, Krzywe

Wystawa przyrodnicza WPN, Krzywe

Jak w prawdziwym lesie

Jak w prawdziwym lesie

Przed budynkiem WPN, Krzywe

Przed budynkiem WPN, Krzywe

Suchar III

Suchar III

Nad Sucharem IV

Nad Sucharem IV

Suchar IV

Suchar IV

Jezioro Żubrowo

Jezioro Żubrowo

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

25 sierpnia 2007, sobota

Rano chłodno, potem wietrznie, do 25 stopni

Krasne-Tykocin, 9:00-11:15 (w tym 20 min postoju w Krzywym, gdzie dokupujemy drewnianych zwierzątek dla Tyma)

Spory ruch, zwł. w okolicy Augustowa. Na drodze plaga traktorów, które trzeba wyprzedzać. W chęcią omijamy Białystok, by zajechać do Tykocina na dłuższy postój.

Tykocin, 11:15-13:30

To miasteczko znane z pięknej barokowej zabudowy i najstarszego (po kolumnie Zygmunta) świeckiego pomnika (60. XVIII) hetmana Stefana Czarnieckiego, czarujące wyjątkowym klimatem. Warto tu zajrzeć przede wszystkim ze względu na piękny barokowy zespół kościoła Świętej Trójcy (XVIII), niską, sięgającą XVIII w zabudowę dookoła rynku, barokową Wielką Synagogę (XVII), alumnat wojskowy – dom żołnierzy-weteranów (XVII).Dziś wizytę uatrakcyjnia nam Podlaska Biesiada Miodowa – okolice rynku pełne są straganów, jest turystycznie i wesoło. Kupujemy Tymciowi traktor – zabawkę, a nam – jak mogło by być inaczej – miód pitny. Jemy obiad w żydowskiej Restauracji Tejsza nieopodal synagogi, oferującej spory wybór tradycyjnych żydowskich potraw, np. cymesu – gulaszu z kaszą gryczaną i miodem. Cały postój obfituje we wspaniałe wrażenia.

Tykocin-Warszawa, 13:30-15:50

Znaczny ruch, ale ogólnie przejeżdżamy nienajgorzej. Wieczorem z trudem opanowujemy cały bałagan. Przygoda z komputerem kończy się happy endem. Przypominamy sobie, jak w Tykocinie jacyś turyści zwracają uwagę na Regę, a jakiś chłopiec mówi: „O, pudel! Nie, to chyba PUDELNICA!”

Zamek w Tykocinie

Zamek w Tykocinie

Najstarszy świecki pomnik

Najstarszy świecki pomnik

Barokowy kościół w Tykocinie

Barokowy kościół w Tykocinie

Tykocin

Tykocin

Tykocińska uliczka

Tykocińska uliczka

Synagoga, XVII w

Synagoga, XVII w

Żydowska restauracja

Żydowska restauracja

Pora do domu...

Pora do domu…

Suwalszczyzna, tydzień I

 11 sierpnia 2007, sobota

Rano pochmurno i mgła, potem upał i burza

Warszawa-Nowogród, 7:20-10:00

Nasz Skarb pospał dziś aż do …6:30. Grzechem byłoby zrywać go wcześniej. Po szybkim śniadaniu ruszamy. Mimo weekendu droga zatłoczona, jedzie się niespecjalnie. Na szczęście Tymo 2,5 godziny grzecznie jedzie w samochodzie.

Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie

Z chęcią zatrzymujemy się na dłuższą przerwę. I to jaką! Zajeżdżamy do niezwykle malowniczego Skansenu Kurpiowskiego w Nowogrodzie, położonego na skarpą nad Narwią vis a vis ujścia Pisy. To wspaniałe miejsce na postój z dzieckiem podczas podróży na północny-wschód Polski.

Będąc realistami, kupujemy bilety spacerowe (po 2,5 zł) i oglądamy główne atrakcje spaceru. Dla Tymcia to po prostu cudowne miejsce na pobieganie po malowniczych alejkach. Zwiedzanie kończymy wczesnym obiadem w przyskansenowej karczmie. Zamawiamy – jakże by mogło być inaczej – regionalne cepeliny i ogórki małosolne. Jest przemiło.

Nowogród-Krasne, 11:30-14:00

Po takiej przerwie z chęcią ruszamy dalej. Jakoś nawet mniej przeszkadzają nam przestoje spowodowane ruchem wahadłowym. Tymo podsypią. Na końcowym odcinku błądzimy nieco w poszukiwaniu kwatery, ale objazd tutejszej wsi też ma swój urok. Wieczorem z nosidłem eksplorujemy najbliższą okolicę.

Dolina Narwi, Nowogród - piękne miejsce na postój

Dolina Narwi, Nowogród – piękne miejsce na postój

Skansen kurpiowski

Skansen kurpiowski

Skansen kurpiowski

Skansen kurpiowski

Zaliczamy regionalny posiłek

Zaliczamy regionalny posiłek

Tymo szaleje...

Tymo szaleje…

Dojechaliśmy na miejsce. Krasne - okolice

Dojechaliśmy na miejsce. Krasne – okolice

Jezioro Dlugie i Rega

Jezioro Dlugie i Rega

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

12 sierpnia 2007, niedziela

Po wczorajszej burzy poranek rześki, ale potem słońce i 25 stopni

W związku z tym, że nasze dziecko zazwyczaj wstaje przed 6:00… (dziś 5:30), dzień mamy długi. Dziś, jak i w późniejszych dniach, zaczynamy od wspólnego spaceru z Regą po najbliższej okolicy. Nie obywa się bez przygód. Najpierw napada nas żarłoczne stado komarów w okolicy tutejszych bagien, potem jesteśmy ścigani przez nieprzewidywalnego źrebaka. Tymuś biegnie, kopiąc piłkę, zatrzymuje się na dłużej tylko przy zdechłej żabie.

Wigry

Wybór pierwszego celu naszej wycieczki nie sprawił nam żadnych kłopotów. Pokamedulski zespół klasztorny (kon. XVII) jest w końcu znany nawet tym, którzy nie zwiedzali bliżej tej okolicy. Oglądamy kościół, eremy zakonników (które obecnie można wynająć na nocleg, ale podobno w przyszłości ma to się zmienić), wchodzimy na wieżę zegarową (Tymo dokonuje tego wyczynu zupełnie sam), skąd rozciąga się piękny widok na okolicę. Podziwiamy wyjątkowe położenie klasztoru. Na całej wycieczce towarzyszy nam ślimaczek-zabawka, ku uciesze Tyma wygrywający non stop hałaśliwe melodyjki…

Wracając, zachodzimy jeszcze na pomost, by z bliska przywitać się z Jeziorem Wigry.

Popołudniowe plażowanie nad Jeziorem Krasne

Jest super: trawiasta łączka tylko dla nas, łagodne i piaszczyste zejście do wody. Tymuś ku naszemu zaskoczeniu od razu zachwyca się wodą – chlapie się od stóp do głów, bawi się konewką i piłką. Rega biega jak szalona po największych chaszczach, polując na obsikaną pieluchę Tyma. My wspaniale się relaksujemy. Dla każdego coś miłego.

 

Klasztor kamedułów, Wigry

Klasztor kamedułów, Wigry

Widoki z wieży

Widoki z wieży

Widoki z wieży

Widoki z wieży

Klasztorne zaułki

Klasztorne zaułki

13 sierpnia 2007, poniedziałek

Zachmurzenie umiarkowane, 26-28 stopni, po południu burza

Dziś pora na dalszy objazd okolic:

Wycieczka w okolice Suwalskiego Parku Krajobrazowego, 8:50-14:40

Jedziemy bocznymi, dziurawymi drogami, ale za to jest spokój i możemy podziwiać prawdziwe piękno tutejszej przyrody. Okolice SPK są wyjątkowo malownicze dzięki naprawdę sporym pagórkom morenowym, wpływającym na znaczne zróżnicowanie krajobrazu.

Nasze przystanki to po kolei:

Wodziłki

Po drodze tutaj jedziemy przez wioski, o których czas zapomniał, o wdzięcznych nazwach typu Głęboki Rów. Droga miejscami w stanie katastrofalnym, mamy wrażenie, że jedziemy na koniec świata. I o to chodzi! Urocza molenna staroobrzędowców (niestety, zamknięta na cztery spusty) warta jest tej drogi. Podchodzimy też pod banię u sołtysa. Wokół chałupy z gliny kryte strzechą. Wszystko razem tworzy żywy skansen. Po powrocie z wyjazdu zdjęcie z Wodziłek natychmiast ląduje na ścianie…

Głazowisko Bachanowo

Łąka pokryta głazami narzutowymi stanowi zapewne zazwyczaj sporą atrakcję dla dzieci, tym razem jednak Tymo jest już marudny, kilkusetmetrowe dojście i skakanie przez dziwny płotek dodatkowo go zniechęcają.

Turul – siedziba SPK

To miły, kameralny zakątek; dyrekcja SPK i IT oraz pokoje gościnne w zabudowaniach dawnego gospodarstwa. Karmimy Tymcia na ławce w towarzystwie miłego kotka domagającego się pieszczot. Potem czas na krótki spacerek: oglądamy pozostałości młyna nad Czarną Hańczą i wchodzimy na punkt widokowy. Ścieżka przyrodnicza wzdłuż Czarnej Hańczy, podobno bardzo interesująca, jest niestety niedostępna dla wózka.

W drodze powrotnej zahaczamy o Przerośl, zerkając na „dom ziemi” ze słomy i gliny, i podjeżdżamy na chwilę na brzeg najgłębszego w Polsce Jeziora Hańcza (ponad 106 m).

Wieczorem wszyscy razem idziemy jeszcze na spacer w stronę jeziora położonego za Krasnem. Tymo przechodzi ponad pół km na własnych nóżkach. W nocy śpi jak zabity 😉

 

Wodziłki

Wodziłki

Wodziłki

Wodziłki

Tradycyjna bania

Tradycyjna bania

Głazowisko Bachanowo

Głazowisko Bachanowo

Czarna Hańcza - spiętrzenie

Czarna Hańcza – spiętrzenie

Jezioro Hańcza

Jezioro Hańcza

Tymo - turysta

Tymo – turysta

14 sierpnia 2007, wtorek

Pochmurno, ale ciepło, do 23 stopni

Była już architektura, była przyroda, więc czas na atrakcję dla dzieci:

Płociczno, stacja kolejki wąskotorowej

Idealne miejsce dla rodzin z kilkulatkami. Teren bardzo dobrze zagospodarowany turystycznie: nie licząc głównej bohaterki: kolorowej ciuchci sapiącej parą, mamy tu konduktorów w stylowych czapkach, plac zabaw z drewnianym pociągiem, stara lokomotywy, wieżę widokową, zaplecze gastronomiczne.

Tymo zachwycony. Krzyczy „ko[min]”, „wa[gon]”. Machamy odjeżdżającemu pociągowi i postanawiamy, że przyjedziemy tu raz jeszcze, tym razem na przejażdżkę.

Po południu miał być tylko spacer nad jezioro, ale skończył się spacerem z kąpielą Tyma i szaleństwami Regi.

Sejny

Wieczorem wybieramy się na wycieczkę do Sejn. To magiczne miejsce krzyżowania się kultur, o czym przypomina budynek fundacji Pogranicze… Oglądamy zespół kościelno-klasztorny dominikanów (XVII/XVIII) i frapującymi drewnianymi rzeźbami dookoła, kapliczkę Św. Agaty, Nowy i Stary Rynek z ratuszem oraz piękną XIX-wieczną (ale wymagającą remontu) Białą Synagogę.

Na koniec wynagradzamy Tymciowi przydługi spacer w nosidle: M. rysuje z nim kredą po chodnikach, a w tym czasie R. zaopatruje nas w tradycyjny sękacz i „mrowisko”.

 

Kolejka Wigerek

Kolejka Wigerek

Atrakcje w Płocicznie

Atrakcje w Płocicznie

Kościół i klasztor dominikanów w Sejnach

Kościół i klasztor dominikanów w Sejnach

Kościół i klasztor dominikanów w Sejnach

Kościół i klasztor dominikanów w Sejnach

Dom ośrodka Pogranicze...

Dom ośrodka Pogranicze…

Dom ośrodka Pogranicze...

Dom ośrodka Pogranicze…

Biała Synagoga (XIX )

Biała Synagoga (XIX )

Rynek w Sejnach

Rynek w Sejnach

15 sierpnia 2007, środa

Rano deszczowo, potem piękne słońce, 26 stopni

Augustów

Tymo śpi po drodze prawie półtorej godziny, a my w tym czasie polnymi, koszmarnie dziurawymi drogami jedziemy zobaczyć Rospudę; widzimy też później ogrodzony teren budowy obwodnicy Augustowa i ochroniarzy…

Wizytę w Augustowie zaczynamy oczywiście od Portu Żeglugi Augustowskiej, gdzie szybko kupujemy bilety i zaokrętowujemy się na półtoragodzinny rejs po Kanale Augustowskim i Jeziorze Necko. Dla nasz oczywiście główną atrakcją są śluzy i sam kanał, na Tymusiu jednak największe wrażenie robią łabędzie i kaczki: ogólnie cała impreza bardzo mu się podoba, co chwilę głośno krzyczy „plum”, „bul bul” i „sta[tek]”. Na rejs trzeba było trochę poczekać, ale nie stanowi to problemu – można przyjrzeć się obrotowej poczekalni czy skorzystać z możliwości dedykacji piosenki, poprzedzonej wesołym komentarzem obsługi. Dla naszego młodego turysty też się znalazła atrakcja – małe białe kamyczki leżące na ziemi.

Po rejsie zaglądamy jeszcze na całkiem przyjemny augustowski rynek.

Wracamy z wycieczki w stu procentach usatysfakcjonowani.

Zwieńczeniem dnia jest wieczorna kąpiel w naszym Jeziorze Długim. Czego chcieć więcej…

Rospuda

Rospuda

Port w Augustowie

Port w Augustowie

Śluza Augustów

Śluza Augustów

Tymo na statku

Tymo na statku

Jezioro Necko

Jezioro Necko

... w Augustowie

… w Augustowie

Kościół w Augustowie

Kościół w Augustowie

Augustowski rynek

Augustowski rynek

Okolice Krasnego - popołudniowy spacer

Okolice Krasnego – popołudniowy spacer

16 sierpnia 2007, czwartek

Pogoda cudna, upał

Krzywe

Po śniadaniu odwiedzamy siedzibę Wigierskiego Parku Narodowego z niewielką, ale przyjazną dzieciom ekspozycją przyrodniczą. Zaciekawiają nas konstrukcje przypominające ule z gliny, które okazują się „domkami” dla owadów mieszkających w glinie.

Potem wybieramy się na spacer ścieżką dydaktyczną Las. Bez problemu można pokonać ją wózkiem, nastawiwszy się jednak na kilka „przeniosek”. Nam najbardziej uprzykrzają życie stada wygłodniałych komarów, dostających się jakimś cudem do wózka mimo zaciągniętej moskitiery. Gdyby nie to, spacer byłby arcymiły. Najpierw ścieżka prowadzi przez urocze kładki przerzucone nad podmokłym terenem, tablice informują o mijanych różnych rodzajach lasu; potem wiedzie obok zrekonstruowanego szałasu łowców reniferów, ale największą atrakcją jest suchar, do którego podchodzi się po drewnianym mostku.

Po południu idziemy na spacer do stadniny koni, położonej nieopodal naszej kwatery. Piękne polne drogi i zero ludzi. To lubimy… Potem czas na kąpiel w jeziorze. Tymo zajęty głownie siedzeniem w … dętce od traktora.

Wieczorem robimy krótki wypad do Starego Folwarku

Znajdujące się tu schronisko PTTK czasy swojej świetności zdecydowanie ma już za sobą. Warto jednak odwiedzić to miejsce przede wszystkim na bajkowy widok na klasztor kamedułów, oddzielony błękitnymi wodami Jeziora Wigry. Wyjątkowe walory widokowe tego miejsca pozwala docenić wieża widokowa (Tymo wchodzi zupełnie sam!). Atutem Starego Folwarku jest też bardzo dobrze zorganizowana plaża z placem zabaw, boiskami i wypożyczalnią sprzętu wodnego.

 

Krzywe

Krzywe

Ścieżka ''Las''

Ścieżka ”Las”

Suchar I

Suchar I

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Okolice Krasnego

Nasza Słodycz

Nasza Słodycz

PTTK, Stary Folwark

PTTK, Stary Folwark

Na platformie widokowej

Na platformie widokowej

17 sierpnia 2007, piątek

W nocy i rano leje, po południu słonecznie, 23 stopnie

Rano – z uwagi na deszczową aurę – urządzamy sobie samochodowy objazd okolic (że też niektórzy nie mogą spokojnie usiedzieć w miejscu…). Przejeżdżamy przez Maćkową Rudę z przepływającą przez nią Czarną Hańczę, Wysoki Most (węzeł szlaków turystycznych, ścieżka poznawcza „Puszcza”, z mostu piękny widok na wijącą się Czarną Hańczę), Rosochaty Róg (w okolicy pętla szlaków ze ścieżką przyrodniczą „Płazy”).

Ok. 11:00 odwiedzają nas Dziadkowie, bawiący na wakacjach nad morzem. W związku z tym luzujemy nieco nasz plan turystyczny. Tymuś obskakuje Babcię i Dziadka, a my … wymykamy się cichaczem na opłynięcie kajakiem naszego Jeziora Długiego. Bardzo uroczo i spokojnie, w trakcie 6-km pętli spotykamy tylko dwóch wędkarzy i nurkującego perkoza. Podpływamy pod dwa wielkie głazy, wystające ponad taflę jeziora.

Wieczorem wyciągamy Dziadków na małą przejażdżkę na platformy widokowe w okolicy Leszczewa.

Platforma II znajduje się nad Jeziorem Pierty. Bardzo trudno do niej trafić – musimy pytać się kilku osób, a po dojechaniu samochodem trzeba jeszcze podejść ok. 400 m, ale widok wart jest wysiłku – dzikie Jezioro Pierty, otoczone lasami i trzcinami i ozdobione wyspą, jest bardzo malownicze. Tymo przez większą część drogi chce iść sam – i rzeczywiście: wraca na rękach dopiero w drodze powrotnej.

Platforma I jest widoczna już z samochodu; oferuje widok na Stary Folwark i Wigry z klasztorem kamedułów. Widok jest chyba mniej spektakularny niż ten w Starym Folwarku, ale zawsze to przyjemny cel wycieczki.

Na szlaku...

Na szlaku…

Czarna Hańcza

Czarna Hańcza

Okolice Rosochatego Rogu

Okolice Rosochatego Rogu

Widok na Jezioro Pierty

Widok na Jezioro Pierty

Platforma w Leszczewie

Platforma w Leszczewie

Platforma w Leszczewie

Platforma w Leszczewie

Suwalszczyzna, 2007.08

Kiedyś w pewnym magazynie podróżniczym zobaczyliśmy krainę jak z bajki: pofałdowany trawiasty krajobraz, ozdobiony błękitem jezior, oprawiony w głazy narzutowe. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Decyzja nie mogła być inna: jedziemy!

Z perspektywy czasu wakacje z półtorarocznym dzieckiem nad jednym z tamtejszych jezior wspominamy jako jedne z najbardziej udanych. A to wszystko przez wyjątkową atmosferę, wszechobecny spokój i przepiękną przyrodę.

Szczegóły oczywiście poniżej…

Suwalszczyzna, tydzień I

Suwalszczyzna, tydzień II

Góry Świętokrzyskie, 2007.04-05

Na nasz pierwszy weekend majowy we troje szukaliśmy miejsca, które oferowałoby wiele możliwości spacerów w przyrodzie, obfitowało w atrakcje turystyczne, było nie za daleko od Warszawy i jednocześnie było przyjazne dla rodziców z małymi dziećmi. Góry Świętokrzyskie wydawały się idealnie wpisywać w nasze założenia. I rzeczywiście, wyjazd doskonale spełnił nasze oczekiwania – było pięknie, ciekawie, wygodnie i nie za daleko. Polecamy te okolice na wakacje z dzieciakami w każdym wieku!

27 kwietnia, piątek

Bardzo ładnie i ciepło, ok. 25 stopni

…tło historyczne…

Dzień wcześniej R. obronił pracę mgr (hura!), po czym poszedł na dyżur. W piątek rano M. jeszcze była na uniwersytecie, a R. prosto z dyżuru zaczął pakowanie. Na szczęście Ciocia Andzia zajęła się Tymusiem, więc udało nam się sprawnie zgarnąć i wyjechać o 14.30.

Warszawa-Radom-Lechów

Wbrew oczekiwaniom przez Warszawę przejechało nam się nie najgorzej. Dalej szło nam znacznie wolniej – budowa dwupasmówki do Radomia skutecznie wydłużyła nam przejazd – przejechanie 80 km zajęło nam … 3 godziny.

Za Radomiem skręciliśmy na drogi wojewódzkie i skończyły się uciążliwe przestoje. Na miejsce dojechaliśmy o 14.30.

Tymo w samochodzie szybko zasnął i – na szczęście – przespał znaczną część remontów. Na postoju wesoło biegał dookoła stolików w knajpie, chowając się przed nami. Później już nie zasnął, więc po przyjeździe na miejsce był trochę zmęczony. W dodatku przydarzyła się niespodziewana przygoda toaletowa – nie będę opisywać szczegółów, grunt że powiem, że cały obywatel razem z ubraniem kwalifikował się do prania. No tak, kto ma pszczoły, ten ma miódJ

Regusia to – jak zawsze – cudowny pies i bezproblemowy towarzysz podróży. Jak trzeba, to zostaje w samochodzie, a na miejscu od razu znajduje zaciszny kąt, idealny na posłanie.

Ogólnie droga nie była tak zła, jak by się mogło wydawać (początek długiego weekendu).

Nasza meta (przyjemna agroturystyka w Lechowie, urządzona z pomysłem przez młode małżeństwo) zaskoczyła nas bardzo pozytywnie. Życzymy powodzenia Gospodarzom!

Tu mieszkaliśmy

Tu mieszkaliśmy

Na wypadek, gdybyśmy spotkali czarownice

Na wypadek, gdybyśmy spotkali czarownice

Lechów - okolice

Lechów – okolice

Nasza Smoczyca

Nasza Smoczyca

Bukowe lasy wiosną są przepiękne

Bukowe lasy wiosną są przepiękne

28 kwietnia, sobota

Przed południem lato, do 25 stopni, potem się ochładza i na wieczór zaczyna padać

Przed południem M. pracuje nad korektą książki, a R. z T. idą na spacer z Regą – trochę niebieskim szlakiem, trochę po prostu leśnymi drogami, podziwiając przepiękny bukowy las w jasnozielonych, wiosennych barwach (tak, zdecydowanie wiosna i jesień są najbardziej malowniczymi porami roku). Po południu wszyscy razem ruszamy na wycieczkę.

Szydłów

To bardzo atrakcyjne turystycznie średniowieczne miasteczko ze wszech miar zasługuje na odwiedzenie. Najciekawsze są oczywiście doskonale zachowane mury obronne (dzięki którym Szydłów nazywany bywa „polskim Carcassonne”) z bramą, ale wart obejrzenia jest też kościół pokutny Kazimierza Wielkiego (p.w. Św. Władysława) i w ogóle warto przespacerować się urokliwymi uliczkami Szydłowa.

Tymo przeszedł ok. pół kilometra na własnych nogach z liściem kasztanowca w ręku. Zabytki oczywiście nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, ale te wielkie liście (i mrówki) – owszem.

Po zwiedzeniu Szydłowa następnym punktem programu są

Kurozwęki

To naprawdę wymarzone miejsce dla rodziców z małymi dziećmi. Dla każdego jest coś interesującego – starsi mogą obejrzeć pałac (zamek zbudowany w XIV w, w XVII przebudowany na pałac) położony w ładnym, XVIII-wiecznym parku, a dla dzieciaków jest masa innych atrakcji: atrakcyjny plac zabaw, i – przede wszystkim – najprawdziwsze w świecie stado bizonów! Wprawdzie Tymo nie docenił egzotyki tych zwierząt – bardziej podobały mu się kury, perliczki i pawie (hodowane w przypałacowym minizoo), ale my z chęcią obejrzeliśmy te egzotyczne dla nas zwierzęta (a także wielbłądy i strusie).

Po zaliczeniu wszystkich atrakcji siadamy w pałacowej restauracji przy stolikach na dworze, a Tymo – będąc cały czas na naszych oczach – może sobie hasać po zielonej trawce do woli. Tak właśnie wyglądają restauracje przyjazne rodzinom. Pyszne lody dopełniają naszego szczęścia.

Tymo, zadowolony, najedzony i wyhasany, zasypia od razu w drodze na Łysą Górę. Podjeżdżamy do Huty Szklanej i stamtąd pieszo wchodzimy na górę. Wyasfaltowana nawierzchnia sprawia, że spacer nie stanowi żadnego problemu dla wózka – raz dwa i jesteśmy na szczycie. Tymo śpi, a my oglądamy gołoborza z wałem kultowym sprzed ponad 10 wieków i zwiedzamy (niestety, tylko pobieżnie) słynny Święty Krzyż – opactwo benedyktynów z relikwiami Krzyża Świętego.

Wieczorem R. spędza upojne chwile z T. na buju.

Zgodnie stwierdzamy, że dzień był ze wszech miar udany – kto powiedział, że nie da się zwiedzać z małym dzieckiem i to tak, żeby obie strony były zadowolone? Oczywiście nie zawsze rzeczywistość wpisuje się w plany, ale dziś wszystko udało się nam rewelacyjnie. Dni takie, jak ten, wynagradzają cały wysiłek.

 

Szydłów - przenosimy się w inny świat

Szydłów – przenosimy się w inny świat

Kosciół Św. Władysława - Szydłów

Kosciół Św. Władysława – Szydłów

Brama Krakowska - Szydłów

Brama Krakowska – Szydłów

Polskie Carcassone

Polskie Carcassone

Kurozwęki - platany

Kurozwęki – platany

Zespół parkowo-pałacowy w Kurozwękach

Zespół parkowo-pałacowy w Kurozwękach

Ale fajna zielnona trawka!

Ale fajna zielnona trawka!

Bizony w Kurozwękach

Bizony w Kurozwękach

Minizoo - Kurozwęki

Minizoo – Kurozwęki

Gołoborza na Łysej Górze

Gołoborza na Łysej Górze

Na Łysej Górze

Na Łysej Górze

Klasztor Benedyktynów na Łysej Górze

Klasztor Benedyktynów na Łysej Górze

29 kwietnia, niedziela

Po nocnej burzy znacznie się ochłodziło, do 15 stopni i wiatr

Przed południem R. z T. i Regą znów dwie godziny buszują po okolicy (T. śpi, a Rega szaleje), a M. pracuje nad korektą. Potem długo zastanawiamy się, co będziemy robili i w jakiej kolejności, aż wreszcie decydujemy się na

Wycieczkę na Łysicę

Tymo w nosidle (szlak wejściowy jest kamienisty i nie nadaje się dla wózka) całkiem nieźle „zniósł” drogę, na szczycie bawił się butelką z wodą, w drodze powrotnej już trochę marudził, ale przecież nie może być za słodko.

My wizytą na Łysicy – najwyższym szczycie Gór Świętokrzyskich – rozpoczynamy inaugurację rodzinnego zdobywania Korony Gór Polski – do tematu będziemy jeszcze wracać w kolejnych wyprawach. To świetna inicjatywa, stanowi dobrą rodzinną motywację do aktywnego spędzania czasu oraz sprawia, że odwiedza się urokliwe miejsca, w które inaczej zapewne by się nie zajrzało (kto słyszał o Górach Orlickich ręka do góry). Gorąco polecamy wszystkim aktywnym rodzinom! (szczegóły można znaleźć na stronie internetowej http://kgp.amos.waw.pl/).

Po południu Tymo zdrzemnął się w domu, a my pojechaliśmy na drugą wycieczkę: do kieleckiej Kadzielni. To wapienne wzgórze, objęte ochroną rezerwatową, jest ze wszech miar warte zobaczenia. Podziwiamy urokliwe jeziorko w wyrobiskach po kamieniołomie i malownicze skałki (pod spodem podobno kryją się jaskinie). Oglądamy też ładnie wkomponowany w otoczenie amfiteatr. Tymo dziś pokazuje różki – za wszelką cenę chce iść sam, a przepaściste fragmenty wymagają trzymania go za rączkę. Cóż, negocjacje nie zawsze są łatwe.

W drodze powrotnej „zwiedzamy” Kielce niestety tylko z okien samochodu – robi się już późno – ale dobre i to.

Nasz czas: 1. 12:20-14:40; 2. 17:00-19:40

Nasz dzisiejszy kierunek

Nasz dzisiejszy kierunek

Kapliczka Św. Franciszka

Kapliczka Św. Franciszka

Tymuś wchodzi na Łysicę

Tymuś wchodzi na Łysicę

Gołoborze na Łysicy

Gołoborze na Łysicy

Na Łysicy

Na Łysicy

Na Łysicy

Na Łysicy

Święta Katarzyna

Święta Katarzyna

Kadzielnia w Kielcach

Kadzielnia w Kielcach

30 kwietnia, poniedziałek

W nocy temperatura spadła do -4 stopni, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom! W dzień piękne słońce, ale zimne powietrze, 9 stopni.

Przed południem R. z T. i Regą znowu robią piękny spacer po okolicznych bukowych lasach, potem wybieramy się na współną wycieczkę:

Jaskinia Raj – próba 1.

Okazuje się, że wejście do Jaskini Raj w okresie długiego weekendu majowego może być nie lada wyzwaniem. Na szczęście udaje nam się dorwać dwa miejsca, z których ktoś zrezygnował. Tymczasem termin zwiedzania nieuchronnie się zbliża, a mu tkwimy w gigantycznym korku w Kielcach. Podchodzimy pod Jaskinię tylko po to, żeby dowiedzieć się, że nasza grupa już weszła i że nie mamy szans na kupno biletu ani na dziś, ani na jutro. Co robić – zadowalamy się kupieniem książeczki ze zdjęciami. Na szczęście otoczenie Jaskini Tymusiowi bardzo się podoba – asfaltowy chodniczek pełen ludzi, szyszek i kałuż spełnia funkcje atrakcji turystycznej dla roczniaka. T. przechodzi sam ok 300 m, a w drodze powrotnej odkrywa uroki skoków-gigantów.

Chęciny

Nieusatysfakcjonowani turystycznie wybieramy się na osłodę do nieodległych Chęcin. Ruiny średniowiecznego zamku królewskiego, niegdyś przepięknie położonego na wzgórzu, robią na nas duże wrażenie. Tymo oczywiście, zmęczony wrażeniami spod jaskini Raj, już śpi, więc przekładamy go do wózka i w drogę. Niestety, kamieniste podejście zmusza nas do rozłączenia się – jedno lula śpiącego Tyma, a drugie ogląda zamek, po czym zmiana. Ruiny są dobrze zachowane, z baszty rozciąga się piękna panorama okolicy, obojgu nam bardzo się podoba, starsze dzieci na pewno też byłyby usatysfakcjonowane. Szkoda tylko, że nie zadbano o lepsze zrobienie z Chęcin profesjonalnego produktu turystycznego – pod zamkiem są pojedyncze stragany, każdy sobie rzepkę skrobie, aż prosiłoby się połączyć siły, zbudować porządniejsze zaplecze turystyczno-gastronomiczne itp.

Po zwiedzeniu zamku schodzimy lesistą ścieżką ze śpiącym Tymem na chęciński rynek (b. miły spacer) i wracamy na parking.

Chcąc ominąć kieleckie korki, na kwaterę wracamy bocznymi drogami. Niestety, kiepskie oznakowanie sprawia, że trochę błądzimy.

Nasz czas: 12:40-17:40

 

Pod Jaskinią Raj

Pod Jaskinią Raj

Nie ma miejsc... Musimy tu wrócić.

Nie ma miejsc… Musimy tu wrócić.

Co zrobić, wracamy do samochodu

Co zrobić, wracamy do samochodu

Zmiana pieluchy w przerwie

Zmiana pieluchy w przerwie

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Zamek w Chęcinach (XIV w)

Na zboczu Góry Zamkowej

Na zboczu Góry Zamkowej

1 maja, poniedziałek

Rano … -2 stopnie, potem tylko do 8 stopni, po południu znów zimniej i nawet pada śnieg!

Tymo jak zwykle budzi nas przed 6:00 (o rety… ale za to długi dzień mają rodzice małych dzieci!). Po śniadaniu (o 8:00) jesteśmy gotowi do drogi.

 

Nowa Słupia, Pielgrzym

Nowa Słupia, Pielgrzym

Muzeum Starożytnego Hutnictwa

Muzeum Starożytnego Hutnictwa

Muzeum Starożytnego Hutnictwa

Muzeum Starożytnego Hutnictwa

Zamek w Bodzentynie

Zamek w Bodzentynie

Zamek w Bodzentynie

Zamek w Bodzentynie

Zamek w Bodzentynie

Zamek w Bodzentynie

Stareńkie Góry Świętokrzyskie to niezwykle atrakcyjny cel podróży z dziećmi. Mnóstwo tu atrakcji i turystycznych, i przyrodniczych; i dla dużych i dla małych. Dystanse do pokonania są niewielkie, baza noclegowo-gastronomiczna dobra. Na pewno jeszcze tu zawitamy (mamy nadzieję, że w większym składzie;-)!

Słowacja – Wysokie Tatry, 2007.02

Od ostatniego dłuższego wyjazdu minęło już dobrych kilka miesięcy i z utęsknieniem czekaliśmy na zimowy wyjazd w góry – miały to być pierwsze ferie Tymusia! Wszystko było dopięte na ostatni guzik, ambitne plany spisane, bagaże spakowane, a tu klops – kilka dni przed wyjazdem Tymek dostał wysokiej temperatury. Żadnych innych objawów poza rosnącymi trzonowcami. Pediatra obejrzał Tymka i stwierdził, że nie ma się czym martwić. Rzeczywiście, po lekach przeciwgorączkowych przechodziło jak ręką odjął. Złożyliśmy więc wszystko na karb ząbkowania i – w nerwach bo w nerwach – zdecydowaliśmy się wyjechać.

 9 lutego 2007, piątek

Pogoda w kratkę, 2 stopnie, od mżawki po bezchmurne niebo

Zamiast planowanego wyjazdu o świcie, z Warszawy wyruszyliśmy dopiero o 9.30 – do ostatniej chwili obserwowaliśmy uważnie samopoczucie Tymka.

Z punktu widzenia kierowcy droga była wymagająca, ale minęła dość gładko – oczywiście jak na nasze realia: spory ruch i kilka świateł w Warszawie, tiry na katowickiej i mały korek za Częstochową, potem w miarę płynnie na Zakopiance i na deser zmrożona nawierzchnia Oswalda Balzera i zupełnie białe drogi na Słowacji. Dojeżdżamy późno, ok. 22.30, ale jednak dystans był spory (530 km) i trzeba się było zatrzymać na trzy godzinne odpoczynki.

Dużo bardziej martwiliśmy się zdrowiem Tymusia. Pierwsza część podróży minęła bardzo dobrze, był wesoły, bawił się, ale po południu znów złapała go temperatura – skończyło się – jak to u Tyma – wymiotowaniem na fotelik samochodowy i nerwami, zwłaszcza M. Po leku przeciwgorączkowym znów wszystko wróciło do normy. Późnym wieczorem chrzęszczący pod kołami lód budził Tyma, ale M. śpiewała trochę kolędy, trochę kołysanki i tak jakoś dojechaliśmy na miejsce.

10 lutego 2007, sobota

Rano bajkowo, błękitne niebo, potem chmury, 2 stopnie

Dzień zaczynamy od ogarnięcia całego bałaganu, który zostawiliśmy poprzedniego dnia wieczorem, co nie jest łatwe z marudzącym dzieckiem (a bardzo pomaga nam Babcia Urszula, która mieliśmy przyjemność ze sobą porwać).

Tymek ciągle falami gorączkuje, a my się denerwujemy. Skoro plany aktywnego wypoczynku z dzieckiem spaliły na panewce, staramy się chociaż wyrwać na chwilę we dwoje – robimy trzygodzinny wypad na narty na Solisko. Warunki świetne, trasa b. przyjemna – pod tym względem nic się nie zmieniło. Na górze pracują armatki śnieżne, robiąc klimat rodem z marcowej Goryczkowej. Sporo ludzi – widać ogromną różnicę między sezonem a marcem – ale kolejka szybko się przesuwa.

Po południu Tymo czuje się lepiej, mimo to jeszcze nie bierzemy go ze sobą na spacer. Tylko M. z U. ucinają sobie wieczorną przechadzkę do Nowego Szczyrbskiego Jeziora.

Narty na Solisku

Narty na Solisku

Wspominamy letnie wyprawy...

Wspominamy letnie wyprawy…

 11 lutego 2007, niedziela

W nocy około zera i niewielki śnieg, w dzień 4 stopnie i przebłyski słońca

Nareszcie z Tymusiem zauważalnie lepiej, więc wybieramy się wszyscy czworo na niedługi spacer po Szczyrbskim – nie chcemy przesadzić. Docieramy na dworzec kolejki zębatej i „elektryczki”, oglądamy „areał” narciarski, podchodzimy pod skocznie i wyciągi. Tymo oczywiście cały spacer przespał.

Po południu pogoda jest nieco gorsza. Wymykamy się we dwoje na narty na Solisko – tym razem w górę udało nam się złapać skibusa – to jednak znaczne ułatwienie. Szkoda, że chmury zasłaniały Patrię i resztę pięknego górskiego otoczenia.

 12 lutego 2007, poniedziałek

B. ładny, słoneczny dzień, zwłaszcza po południu, 2-3 stopnie

Po ciężkiej nocy (Tymo budził się kilkanaście razy) zarzucamy plan wczesnorannej wyprawy na narty i wstajemy dopiero po 8.00. Na narty (Solisko) uciekamy dopiero po spokojnym wspólnym śniadaniu, przed 10.00. W dodatku skibus nie przyjeżdża i musimy iść pieszo – w rezultacie zaczynamy jeździć już po 11.00.

Po południu wychodzimy na spacer wszyscy czworo. Tymuś dopiero od niedawna nie gorączkuje, więc nie porywamy się na żadne dłuższe wyprawy (które wcześniej planowaliśmy). R. z T. spacerują po prostu w okolicach drogi do Popradzkiego Stawu, potem podchodzą pod wyciągi na Solisko. M. i U. w tym czasie wjeżdżają wyciągiem na Solisko – widoki są dziś naprawdę przepiękne, a chcemy, żeby Babcia też miała trochę frajdy z wyjazdu.

Wieczorem jemy wspólną kolację w regionalnej karczmie – gulasz z dziczyzny z knedlem. Pycha.

Solisko

Solisko

Czas coś zjeść

Czas coś zjeść

 13 lutego 2007, wtorek

Śnieg z deszczem na zmianę z deszczem ze śniegiem…

Wobec – delikatnie mówiąc – niezachęcającej pogody rezygnujemy ze wspólnej wycieczki z Tymusiem do Popradzkiego Stawu. Tymo nareszcie czuje się świetnie, najada się jak bąk i wesoło baraszkuje, więc decydujemy się na dłuższy wypad we dwoje.

9.45-15.15 Wycieczka do Chaty Plesnivec ( ok. 500 m, 14 km)

Zbójnickim Chodnikiem do Kieżmarskich Żłobów

Parkujemy na płatnym parkingu przy Białej Wodzie. Dojście asfaltem do wyjścia szlaku jest mało przyjemne, ale na szczęście krótkie. Z ulgą docieramy do Zbójnickiego Chodnika. Tu małe rozczarowanie: szlak jest zupełnie nieprzetarty. Ciężko brniemy w mokrym, przepadającym śniegu. Taak, nasze masochistyczne przyjemności. Co chwila zapadamy się w śniegu po kolana. Dodatkowo klimat psuje nieprzyjemna, mokra mżawka. Szczególnie w drodze powrotnej ten odcinek dał na popalić – R. chciał tu nawet nocowaćJ

Żółtym (dolinnym) szlakiem do Chaty Plesnivec

Ścieżką szło przed nami kilka osób, więc jest o wiele wygodniej. Otoczenie niezwykle malownicze – dróżka malowniczo wije się przez las: cudownie jest znów wędrować w dzikiej przyrodzie! Cały czas idziemy dnem doliny. Dopiero ostatni odcinek jest stromy i w warunkach zimowych stanowi pewne wyzwanie. Na szczęście na końcu drogi czeka na nas ciepłe schronisko.

W Chacie Plesnivec („Szarotce”) jesteśmy jedynymi gośćmi, więc klimat jest nieporównanie bardziej górski w porównaniu z naszą ostatnią wizytą (szczyt sezonu i zlot myśliwych…). Grochówka popita herbatą smakuje nieziemsko!

Powrót zielonym (trawersującym) szlakiem to zdecydowanie wygodniejszy i częściej uczęszczany wariant dojścia do schroniska, idzie się naprawdę wygodnie. Przed 16.00 wracamy do Szczyrbskiego.

Wieczorem, już po naszym powrocie, wybieramy się wszyscy razem na spacer po Szczyrbskim.

Zimowe impresje

Zimowe impresje

Ruszamy do Schroniska Szarotka-Chaty Plesnivec

Ruszamy do Schroniska Szarotka-Chaty Plesnivec

My przed Szarotką, mgły pod nami

My przed Szarotką, mgły pod nami

Odpoczęliśmy, czas wracać

Odpoczęliśmy, czas wracać

W górach nie ma brzydkiej pogody

W górach nie ma brzydkiej pogody

Nasza kaczuszka czeka na nas w domu

Nasza kaczuszka czeka na nas w domu

 14 lutego 2007, środa

Rano prószy śnieg, potem piękne słoneczko

Przedpołudnie spędzamy na nartach na Solisku. Na stoku jesteśmy tuż po 9.00, ale to już za późno – przy wyciągach szybko robi się tłok. Z podsłuchanych rozmów kolejkowych wiemy, że w niżej położonych ośrodkach (nawet na dolnych stacjach Chopoku) brakuje śniegu i można jeździć tylko na Łomnicy i w Szczyrbskim… Wytrzymujemy do południa i wracamy do Tymusia.

Po wspólnym obiedzie dzielimy się na podgrupy: chłopaki spacerują dookoła zamarzniętego Szczyrbskiego Jeziora, podziwiając pięknie oświetlone słońcem tatrzańskie szczyty, a dziewczyny biorą samochód i jadą popluskać się w termalnych wodach Aquacity Poprad (przyjemność jest jeszcze większa zimą niż w lecie…). Zauważamy, że gospodarze postarali się o przewijaki i krzesła dla dzieci, jest również brodzik i plac zabaw dla maluchów. Wrócimy tu jeszcze z Tymkiem! Wracamy (z małym pobłądzeniem…) wygrzane i w szampańskich humorach.

Ale rano jest wesoło

Ale rano jest wesoło

Narty na Solisku

Narty na Solisku

 15 lutego 2007, czwartek

Rano ładnie, od południa się zachmurza, po południu śnieg, około zera

Tymuś kończy 10 miesięcy!

Tym razem udaje się nam dotrzeć na stok dostatecznie wcześnie i już o 8.30 jesteśmy na nartach (ułatwił nam to Tymo, wstając o 5.30 po przespanej nocy). Dzięki temu możemy cieszyć się doskonałymi warunkami i brakiem kolejek. Koło południa wracamy, bo robi się coraz bardziej tłoczno (na Chopoku już podobno nie da się jeździć).

Po południu wychodzimy na spokojny spacer z Tymusiem. Jemy bardzo smaczny obiad w karczmie nad jeziorem i z pełnymi brzuchami ruszamy na spacer. Okrążamy całą taflę jeziora, idąc cały czas wzdłuż przygotowanego toru dla narciarzy biegowych. Sceneria jest przemiła. Tymo oczywiście przesypia całą wycieczkę.

Wieczorem wyskakujemy we dwoje jeszcze raz na narty. Na początku jeździ się świetnie, ale potem wypłasza nas padający intensywnie mokry śnieg.

I znów na narty

I znów na narty

I ziuuuu!

I ziuuuu!

Wokół Szczyrbskiego Jeziora

Wokół Szczyrbskiego Jeziora

 16 lutego 2007, piątek

Niebo zachmurzone, ale wysoki pułap chmur, niewielki mróz w okolicy zera

Spokojne spacery z dzieckiem są niezmiernie miłe, ale bardzo ciągnie nas w góry. Po raz kolejny korzystamy więc z towarzystwa nieocenionej Babci i urządzamy sobie wspaniałą zimową wycieczkę.

Drogą Kieżmarską do Zelenego Plesa

Wędrówka tą trasą to sama przyjemność. Idziemy po cienkiej warstwie świeżego, dziewiczego śniegu i oddychamy pełną piersią. Jest bardzo wygodnie: do schroniska dojeżdża skuter śnieżny i szlak jest doskonale widoczny i dobrze ubity. Gdyby Tymo był na sto procent zdrowy, wybralibyśmy się tu z sankami. Zauważamy, że końcowy odcinek szlaku biegnie inaczej niż w lecie, nie dnem doliny, ale trawersując zbocze (wzdłuż kabli telefonicznych). Naszą uwagę przyciąga grupa taterników, wspinających się na lodospady.

Jest pięknie, ale widoczność mizerna. Cokolwiek odsłania się dopiero w okolicach Chaty przy Zielonym Stawie. Robimy kilka zdjęć i wchodzimy się ogrzać do środka. Pałaszujemy przepyszny zestaw z wyprażanym serem. Mniam… Atmosfera kameralna, zresztą zawsze lubiliśmy to schronisko, oprócz nas przewijają się jeszcze tylko ze dwie, trzy osoby.

Na drogę powrotną pierwotnie planowaliśmy obrać inny szlak, przez Białe Stawy, ale zdecydowanie lepiej była przetarta ścieżka na Jagnięcy, co zmyliło nas i przez co zapędziliśmy się bez sensu ok. 150 metrów w górę. W końcu, pokonani, wracamy tę samą trasą. Wracając, spotykamy zdecydowanie więcej turystów (głównie skitourowców).

W drodze powrotnej zahaczamy samochodem o znaną nam dobrze Szczyrbę i zadziwiamy się, jak szybko postępuje budowa autostrady.

Wieczorem M. zostaje z Tymusiem, a R. z kochaną Teściową wybierają się na miłą – a jak! – wycieczkę do Smokowca. Wjeżdżają kolejką na Hrebienok i zjadają pyszne bryndzowe haluszki w Bilikovej Chacie. W kolejce dużo saneczkarzy, ale na Hrebienoku ciemno, pusto i … ślisko.

Drogą Kieżmarską do Zelenego Plesa

Drogą Kieżmarską do Zelenego Plesa

Postój nr 1. Gorąca herbata - bezcenna

Postój nr 1. Gorąca herbata – bezcenna

Widać już Chatę przy Zielonym Stawie

Widać już Chatę przy Zielonym Stawie

Chata przy Zielonym Stawie

Chata przy Zielonym Stawie

... w iście majestatycznym otoczeniu

… w iście majestatycznym otoczeniu

Chcąc nie chcąc, wracamy

Chcąc nie chcąc, wracamy

 17 lutego 2007, sobota

Pogoda jak z folderów reklamowych: błękit nieba i -5 stopni

Ostatni dzień pobytu udał się nam jak na zamówienie. Po pierwsze: pogoda była iście bajkowa i po drugie: udało nam się odbyć wycieczkę, którą ze względu na niesprzyjającą aurę musieliśmy kilka razy przekładać.

Zimowy spacer do Chaty przy Popradzkim Stawie (9.15-14.45, w tym 1,5 h w schronisku; ok. 12 km i 250 m przewyższenia).

Trasa, która w warunkach letnich i bez dziecka była dla nas jedynie pierwszym etapem wycieczki, teraz – z 10-miesięczym Tymusiem i w zimie – stała się wspaniałym celem sama w sobie.

Długo myśleliśmy, jak przetransportować Tyma. Wózek mógł się nie sprawdzić na zaśnieżonej górskiej drodze, a w sankach takiemu maluchowi jak nasz Tymuś, śpiącemu przez znaczną część spaceru, mogłoby być nie dość bezpiecznie i wygodnie. Idealnym połączeniem byłyby wózko-sanki… Od myśli do czynu droga krótka i już po chwili mieliśmy przygotowany idealny pojazd na dzisiejszą wycieczkę: górę dziecięcego wózka przymocowaliśmy do sanek. Dodatkowo pojazd wyposażyliśmy w dwie liny: jedną z przodu, do ciągnięcia, i drugą z tyłu – do hamowania, na powrotną drogę, z góry. Mimo że wehikuł wyglądał dość nietypowo i zwracał powszechną uwagę, sprawdził się znakomicie.

Tymo zapewne był nieświadomy niezwykłości pojazdu, a którym przyszło mu podróżować, ale zafascynowały go ośnieżone drzewa: przez niemal połowę drogi leżał z otwartymi oczami i jak zaczarowany patrzył na otoczenie.

Dla nas też cała trasa była po prostu zachwycająca: pogoda i doskonała widoczność sprawiły, że dookoła nas przesuwały się widoki jak z pocztówek. Przy schronisku widzieliśmy ludzi wchodzących na Osterwę – ech, w taki dzień też chciałoby się tam być… Przypominaliśmy sobie nasze wszystkie „wysokotaterne” bezdzieciowe tury. Ale dziś czuliśmy się chyba nawet szczęśliwsi.

W Schronisku przy Popradzkim Stawie zatrzymaliśmy się na długi, półtoragodzinny odpoczynek, głównie żeby wybiegać i nakarmić Tyma. Było nam bardzo wygodnie. W środku nie było tłumu, więc zajęliśmy cały stolik i okoliczne ławy, zalazło się nawet krzesełko do karmienia.

Droga w dół minęła sprawnie i szybko. Dobrze, że z tyłu przyczepiliśmy drugą linę, bo inaczej Tymo ciągle by nas wyprzedzał 😉

Po południu, jeszcze przed pakowaniem, dziewczyny (M. i U.) wyskoczyły na ostatni szybki spacer. Kupiły chłopakom tatrzańskie koszulki w Informacji Turystycznej i podziwiały piękny widok znad brzegów Szczyrbskiego Jeziora.

 

Wyruszamy do Chaty przy Popradzkim Stawie

Wyruszamy do Chaty przy Popradzkim Stawie

Jest po prostu bajkowo

Jest po prostu bajkowo

Nasz cel przed nami

Nasz cel przed nami

Chciałoby się wejść na Osterwę

Chciałoby się wejść na Osterwę

Jeszcze krótka sesja foto

Jeszcze krótka sesja foto

W schronisku przy Popradzkim Stawie

W schronisku przy Popradzkim Stawie

Za oknem pięknie

Za oknem pięknie

Tymusiowy wehikuł - wart Nobla

Tymusiowy wehikuł – wart Nobla

Tak właśnie szliśmy. Patent do polecenia!

Tak właśnie szliśmy. Patent do polecenia!

EPILOG. Po powrocie z wyjazdu okazało się, że gorączka Tymka była spowodowana najprawdopodobniej zapaleniem układu moczowego. W związku z podejrzeniem u niego refluksu, czekały nas długie badania i potem wieloletnie leczenie. Po tych problemach zostało już tylko wspomnienie, ale na zawsze uwrażliwiliśmy się na potrzebę wykonania badania moczu u dziecka w przypadku temperatury niewiadomego pochodzenia. Uczulamy więc na to też innych Rodziców!

Poznań, 2006.11-12

Pretekstem do rodzinnego zwiedzania Poznania była konferencja R. organizowana w tym właśnie mieście. Uznaliśmy, że oto nadarza się świetna okazja na wycieczkę: po pierwsze: nie znaliśmy jeszcze dokładnie Poznania (a wiedzieliśmy, że jest piękny), a po drugie: chcieliśmy wykorzystać ostatnie miesiące, w których Tymo jeździ w wózku i na spacerach zasypia – wbrew pozorom w pierwszym roku życia dziecko jest bardzo wdzięcznym towarzyszem wędrówki: można z nim oglądać, na co tylko przyjdzie ochota, a pociecha nie marudzi (hmm, z reguły …), nie neguje rodzicielskich planów, nie ma jeszcze kłopotów z karmieniem. Wyjazd był bardzo udany – udało nam się złapać przepiękne wczesnozimowe słońce i magiczną atmosferę.

30 listopada, czwartek

Ok. 6 stopni, mżawka i mgła, ale po południu mamy już słońce!

Warszawa-Poznań (5:50-10:20)

Mimo że wyruszamy raniutko, wyjazd z Warszawy jest koszmarny: ciemno i dżdżysto, duży ruch na drodze i nasza upiorna tłusta plama na szybie (…która nie chce się niczym zmyć…). Pełno tirów i różnych dziwnych „mechanizmów” typu pilotowana kolumna pojazdów wiozących wielkie metalowe konstrukcje i jadących pod prąd przez rondo.

Po zjeździe na Piątek robi się pusto, choć droga wąska.

Końcowe 160 km to nareszcie luksus (szkoda, że dość drogi…) – autostradą kilometry uciekają nie wiadomo kiedy.

Tymo zachowuje się super, najpierw śpi, a potem aż przez półtorej godziny się bawi. Problemy mamy tylko z jego rozpraszaniem się przy jedzeniu.

Zaraz po przyjeździe szybko rozpakowujemy się w wygodnym lokum – wynajęliśmy małą kawalerkę w nowym bloku, niedaleko miejsca konferencji R.

Po południu R. przypomina sobie, po co tu przyjechał, czyli udaje się na konferencję, a w tym czasie M. z T. bawią się w domu.

Wieczorem udaje się nam jeszcze całą trójką wyrwać na szybki spacer po poznańskiej starówce. Oglądamy ładnie podświetlony, obszerny rynek z przepięknym renesansowym ratuszem (b. ładna iluminacja), wąskimi kamieniczkami – domami budniczych, fontannami w czterech rogach i słynną figurą Bamberki. Poznań od pierwszego spaceru robi na nas bardzo dobre wrażenie – zabytkowe centrum jest ładnie odnowione, zadbane i bardzo atrakcyjne turystycznie.

Powitanie z Poznaniem

Powitanie z Poznaniem

Nasze lokum

Nasze lokum

 1 grudnia, piątek

Ok. 7 stopni i piękne słońce

Przedpołudnie R. spędza na konferencji, a M. z T. bawią się w domu. Po powrocie R. jemy szybko obiad i w drogę!

Spacer Centrum – Targi Poznańskie – Park Wilsona obfituje w atrakcje turystyczne. Oglądamy imponującą bryłę zamku, stylowe budynki uniwersyteckie: Colegium Maius i Colegium Minus, Teatr Wielki, Plac Mickiewicza z pomnikami samego wieszcza i ofiar czerwca 1956, Filharmonię. Wejście na teren Targów Poznańskich i słynne „szklane domy” w dzisiejszych czasach nie robią już tak dużego wrażenia (przydałby się remont?), ale dobrze je zobaczyć na własne oczy. Spacer kończymy w Parku Wilsona z amfiteatrem, dużą palmiarnią, stawami i alpinarium.

Wracając, wymieniamy wrażenia: Poznań to atrakcyjne miasto o wielkomiejskim charakterze. Przejezdny widzi dużo okazałych, poodnawianych budynków. Poza starówką toczy się normalne miejskie życie, z całym dobrodziejstwem inwentarza (korki itp.). Przez chwilę chcemy porównać Poznań do jakiegoś znanego nam miasta, ale po namyśle stwierdzamy, że ma on swoją niepowtarzalną atmosferę.

Zadziwiają nas dziwnie zsynchronizowane światła – przez jedną ulicę musimy przechodzić aż na cztery raty!

Tymo wszystkie atrakcje przesypia. Jest nieświadomy nawet tego, że jego pojazd znów łapie gumę (mimo że był wulkanizowany dwa dni przed wyjazdem). A my jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się choć na chwilę przełamać rutynę i wyrwać z domu.

Zamek

Zamek

Colegium Maius

Colegium Maius

Colegium Minus

Colegium Minus

Teatr Wielki zw. Operą

Teatr Wielki zw. Operą

Akademia Muzyczna

Akademia Muzyczna

My spacerujemy, Tymuś śpi

My spacerujemy, Tymuś śpi

Targi Poznańskie

Targi Poznańskie

Palmiarnia w Parku Wilsona

Palmiarnia w Parku Wilsona

 2 grudnia, sobota

Słońce, ale powietrze już zimowe, ok. 4 stopni

Nareszcie od początku do końca razem spędzony dzień, bez żadnych konferencji.

Rano wybieramy się na spacer nad Jezioro Malta przez Ostrów Tumski

Chcemy wyjść wcześniej, ale rano zaspaliśmy do 7:30, a potem w TV był półfinał MŚ w siatkówce (wygrany mecz z Bułgarią), więc nad Jezioro Malta pędzimy prawie biegiem, naiwnie sądząc, że o 10:00 będzie uruchomiona fontanna (no co, tak zapewniał przewodnik…). Oczywiście na miejscu okazuje się, że w zimowych porach roku  tego typu atrakcje są nieczynne. Mimo to i tak spacer nad Maltą sprawia nam wiele radości. Okolica jest bardzo malownicza: dookoła tereny rekreacyjne, ścieżki rowerowe, stok narciarski, lodowisko, kolejka wąskotorowa. Zwracamy uwagę na tor regatowy wioślarzy na jeziorze, obserwujemy chwilę trenujących kajakarzy i kanadyjkarzy (… ale niewygodnie!).

W drodze powrotnej zahaczamy o Ostrów Tumski otoczony wodami Warty i Cybiny. Na brzegach widać pozostałości śluzy i umocnień. Na wyspie oglądamy niezwykle imponującą Katedrę Piotra i Pawła (w środku kilkanaście kaplic; kryptę z grobami pierwszych władców Polski można zwiedzać tylko z przewodnikiem – my nie mogliśmy, bo organista hukiem organów obudził nam Tyma), Pałac Arcybiskupi oraz Akademię Lubrańskiego z pomnikiem Jana Kochanowskiego przed nią.

Wracamy przez rynek ulicą Żydowską, po drodze odnajdujemy budynek synagogi. Na rynku pstrykamy jeszcze kilka zdjęć w słońcu i wracamy do domu.

Na obiad zamawiamy pizzę na telefon – ale wygoda z małym dzieckiem! Tymo trochę poszalał, więc wybieramy się na kolejny spacer: do Parku Cytadela.

Po drodze oglądamy przestronny Plac Wolności, Muzeum Narodowe, Bazar, Bibliotekę Raczyńskich i Teatr Ósmego Dnia. Do parku idziemy dalej Alejami Marcinkowskiego i przez Wzgórze Św. Wojciecha: znajdujemy kościoły Św. Wojciecha i Św. Józefa, Pomnik Armii Poznań i Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan.

Na teren Parku Cytadela wchodzimy stromym zboczem wzgórza pomiędzy cmentarzami (gł. wojskowymi). Obok Muzeum Uzbrojenia wypatrujemy niewielką plenerową ekspozycję czołgów i samolotów – spodobałoby się Tymowi, gdyby był większy. Największe wrażenie robi na nas jednak plenerowa kompozycja „Nierozpoznani” autorstwa Abakanowicz – 112 postaci odlanych z żeliwa skłania do chwili refleksji.

Wracamy przez rynek, gdzie robimy ostatnie zdjęcia i kupujemy obowiązkowe rogale marcińskie na dzisiejszą kolację – mniam! Na pożegnanie oglądamy też ciekawie zaprojektowane, budowane właśnie Centrum Kulturalno-Handlowe Stary Browar.

Jezioro Malta z torem regatowym

Jezioro Malta z torem regatowym

A ciuchcią pojedziemy, jak Tymuś podrośnie

A ciuchcią pojedziemy, jak Tymuś podrośnie

Katedra św.św. Piotra i Pawła

Katedra św.św. Piotra i Pawła

Psałteria i Kościół NMP in Summo

Psałteria i Kościół NMP in Summo

Poznański rynek

Poznański rynek

Rynek i domy budniczych

Rynek i domy budniczych

Fontanna Neptuna

Fontanna Neptuna

Arkadia

Arkadia

Biblioteka Raczyńskich

Biblioteka Raczyńskich

'Nierozpoznani' Abakanowicz

‚Nierozpoznani’ Abakanowicz

'Stary Browar'

‚Stary Browar’

I tak kończy się nasz weekendowy wypad do Poznania. Nam dostarczył mnóstwa miejskich wrażeń, a Tymo, zapytany o wrażenia, na pewno odpowiedziałby: „świetnie mi się spało” – w ramionach Morfeusza spędził wszystkie nasze spacery🙂

Tatry, 2006.09

Po powiększeniu się naszej rodziny najtrudniej nam było przyzwyczaić się do braku górskich wyjazdów. My, którzy dotąd w każdej wolnej chwili wyrywaliśmy się w góry, którzy znaliśmy niemal każdy odcinek polskich i słowackich tatrzańskich szlaków, nagle musieliśmy wejść w rolę rodziców wydeptujących z wózkiem znaną trasę po parkowych alejkach. Nuda… Oczywiście znaleźliśmy szybko nowy konik – aktywną turystykę krajoznawczą z dziećmi – ale góry zawsze były i są dla nas miejscem wyjątkowym.

Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł dwóch całodniowych tatrzańskich wypraw tylko we dwoje – grunt, że haczyk szybko został połknięty. Pewnym utrudnieniem było karmienie pięciomiesięcznego Tymka – Młody jadł tylko i wyłącznie mleko mamy. Ale na wszystko znalazła się rada. Po pierwsze: Babcia zgodziła się pojechać z nami i zaopiekować się T. w czasie naszych wycieczek. Po drugie: odpowiednio wcześniej zadbaliśmy o zebranie odpowiedniego zapasu ściągniętego mleka (potem trzeba było tylko dopilnować tego, by zapasy dojechały na miejsce nierozmrożone). I po trzecie: musieliśmy zaakceptować laktator jako nieodłącznego towarzysza naszych górskich postojów.

Cały wyjazd udał się nam wspaniale, choć trzeba przyznać, że wymagał sporo wysiłku i dużego samozaparcia (wykończeni po całodziennej wycieczce w nocy musieliśmy wstawać do dziecka, a M. cały czas karmiła, więc czuła się – delikatnie mówiąc – zmęczona). Za to ściąganie mleka warczącym laktatorem na Przełęczy Zawrat pozostaje niepowtarzalnym przeżyciem 😉

Podsumowując: grunt to solidna organizacja (i oczywiście pomoc otoczenia – gorące podziękowania dla Babci), a to, co wydaje się nierealne z maluchem, może się udać. Continue reading

Gdynia część II – Gdańsk, Sopot i Puck

21.01.2015, środa

Pochmurno i przelotny śnieg z deszczem, ok. 1 st.

Ośrodek Kultury Morskiej w Gdańsku

Z racji utrzymującej się kiepskiej pogody wybieramy na dzisiaj kolejną zadaszoną atrakcję. Odpowiednio wyekwipowani (wyprawa z dojazdem zajmie nam ponad pięć godzin, więc niezbędne będzie karmienie, przewijanie, ściągania mleka itp…) ruszamy w drogę. Parkujemy na Podwalu Staromiejskim i szybciutko kierujemy się do celu, gdyż właśnie mija 12:00, a właśnie o pełnych godzinach są wejścia na najciekawszą, interaktywną ekspozycję Ośrodka Kultury Morskiej. Continue reading

Gdynia część I – z podwodnego świata do krainy kaktusów

15.01.2015, czwartek

Całkiem ładnie, ok. 5 st.

Wyjazd zaplanowaliśmy na wczesne popołudnie – Sebuś jeszcze dzisiaj w przedszkolu miał bal karnawałowy, na który bardzo chciał pójść. Był przebrany za króla i prezentował się naprawdę okazale.

Dzięki bardzo intensywnym wysiłkom podejmowanym od wczoraj wyrabiamy się z pakowaniem około południa. Babcia z Dziadkiem odbierają chłopców i po nakarmieniu Grzesia wyruszamy około 13:40.

Dzisiejsza droga przebiega w 95% autostradą, więc mija nam szybko i spokojnie. Chłopcy są świetnymi kompanami w podróży – i to wszyscy! Grześ ok. 2/3 czasu przesypia, a resztę grzecznie siedzi i rozgląda się, rozdając uśmiechy. Sebuś przesypia pierwszą część trasy, a potem miło trajkocze. Tymuś wspaniale pomaga kierowcy z nawigacją i dbaniem o oprawę muzyczną podróży. Słuchamy Czesława i Happysada, a chłopcy – nowej płyty Arki Noego. Continue reading

Gdynia i okolice, 2015.01

Wyjazdy zimowe zazwyczaj nieodłącznie kojarzą się z górami i sportami zimowymi. Czy jednak można ciekawie spędzić czas nad morzem w zimnej porze roku? Oczywiście. Co prawda wyjazd do mniejszych miejscowości może wiązać się z tym, że zastaniemy wszystkie lokale gastronomiczne i obiekty interesujące dla turysty zamknięte na cztery spusty, ale większe ośrodki, a w szczególności Trójmiasto, otwierają swe podwoje dla przyjezdnych przez cały okrągły rok. W dodatku – co ważne dla osób poszukujących spokoju – poza sezonem nie spotkamy tu tłumów, co umożliwi spokojne zwiedzenie najpopularniejszych atrakcji turystycznych i cieszenie się kameralną atmosferą. Spacer pustą plażą, tu i ówdzie przyprószoną śniegiem, ma w sobie bardzo dużo uroku. Widok morza zawsze uspokaja i jest źródłem refleksji, zimą tym bardziej. Dla nas wyjazd do Trójmiasta był doskonałym wyborem – potrzebowaliśmy przede wszystkim rozległych terenów spacerowych łatwo dostępnych dla wózka. Wyjazd z pięciomiesięcznym niemowlęciem i dwojgiem starszych dzieci to duże wyzwanie organizacyjne, ale bilans zysków i strat zdecydowanie wychodzi na plus – oderwaliśmy się od codziennej rutyny i mieliśmy możliwość spędzić wiele czasu razem. Nie zawsze było cukierkowo – nasza rodzina ciągle dociera się w nowym składzie – ale na pewno nie było nudno!

 

 

Widok na Kanał Portowy.

Gdynia część I – z podwodnego świata do krainy kaktusów

 

05. Molo w Sopocie

Gdynia część II – Gdańsk, Sopot i Puck