Biskupia Kopa – najwyższy szczyt Gór Opawskich

Dzisiejszy dzień to ukoronowanie naszego pobytu w Górach Opawskich. To kolejny szczyt należący do Korony Gór Polski. Biskupia Kopa (890 m n.p.m.) to najwyższe wzniesienie polskiej części Gór Opawskich i najwyższy szczyt województwa opolskiego. Pasmo to po czeskiej stronie znane jest jako Zlatohorska vrchovina i zaliczane jest do pasma górskiego Jesioników. Na szczycie Biskupiej Kopy znajduje się czeska kamienna wieża widokowa (poza sezonem wejścia tylko w weekendy), umożliwiająca podziwianie bardzo rozległej panoramy na pasmo Jesioników i Opolszczyznę. Continue reading

Skalne wychodnie i Gwarkowa Perć – perełki Gór Opawskich

Przepiękny, niedługi, chociaż miejscami całkiem trudny szlak, w sam raz dla całej rodziny. Atrakcje pojawiają się co chwilę! Idziemy w zmieniającej się scenerii malowniczego otoczenia przełomowego odcinka Złotego Potoku w Górach Opawskich. Kilka wychodni skalnych, pozostałości starych kamieniołomów, romantyczne jeziorko, a nawet wymagająca nieco odwagi Gwarkowa Perć. To wszystko na jednym szlaku na odcinku zaledwie 7,5 km!  Poniżej opis nieco skróconej wersji szlaku, przetestowanej przez nas z dzieciakami w wieku od 4 do 12 lat.

Przez Karolinki, Żabie Oczko, Gwarkową Perć, Piekiełko i Karliki – niebieskim szlakiem wokół Jarnołtówka – piękny szlak Gór Opawskich

Jeszcze podczas planowania parodniowego wypadu w Góry Opawskie wypatrzyliśmy informację o Gwarkowej Perci. Szukając jej na mapie, znaleźliśmy niepozornie wyglądający niebieski szlak, poprowadzony wokół Jarnołtówka i Pokrzywnej. Tymczasem okazało się, że kryje on prawdziwe perełki Gór Opawskich! Trasa prowadzi po grzbietach opasujących od północy i południa uroczą dolinę Złotego Potoku. Mając kwaterę w Jarnołtówku, nie musimy nawet podjeżdżać nigdzie samochodem, bo szlak biegnie tuż pod naszym domkiem!

Informacje praktyczne

Wędrówkę niebieskim szlakiem można rozpocząć z Jarnołtówka (okolice mostu na Złotym Potoku), ale też z okolicy Parku Edukacji i Rozrywki „Zaginione Miasto” w Pokrzywnej oraz z parkingu u wylotu doliny Bystrego Potoku (mniej więcej w połowie drogi między powyższymi punktami). Przebycie całej pętli wokół przełomowego odcinka Złotego Potoku wymaga pokonania 10,5 km oraz ok. 400 m przewyższenia. Według mapy zajmuje to niespełna 4 godziny. Aby dopasować trasę do możliwości najmłodszego członka naszej rodziny, skracamy wycieczkę o 3 kilometry, omijając wschodni, najmniej ciekawy fragment szlaku.

Wychodzimy z Jarnołtówka i po dotarciu do Żabiego Oczka cofamy się kilkaset metrów szlakiem do leśnej drogi sprowadzającej w okolice wspomnianego parkingu przy wylocie doliny Bystrego Potoku. Stamtąd idziemy dnem tejże dolinki w stronę Gwarkowej Perci i dalej ponownie niebieskim szlakiem przez Piekiełko i Karliki z powrotem do Jarnołtówka. Nasza skrócona wersja trasy to 7,5 km i 300 m przewyższenia. Pokonujemy ją w 4,5 godziny, poświęcając ponad godzinę na dwa dłuższe postoje.

Cały dzisiejszy szlak jest cudownie kameralny, a jednocześnie niebanalny i bardzo różnorodny. Co kilkaset metrów zaskakuje nowymi atrakcjami. Mimo niewielkich przewyższeń bywa miejscami męczący i wymaga dobrego obuwia i odrobiny górskiego obycia (szczególnie Gwarkowa Perć). Na wycieczce poradzą sobie sprawne czterolatki i wszystkie starsze dzieciaki. Gwarkowej Perci i odcinka między Piekiełkiem a Jarnołtówkiem nie polecamy dla rodziców z dziećmi w nosidełku ze względu na znaczne ryzyko poślizgnięcia się.

Jarnołtówek – Karolinki – Żabie Oczko

Ruszamy prosto z naszego domku i idziemy drogą, a potem ścieżką północnym brzegiem Złotego Potoku. Za ostatnimi zabudowaniami szlak skręca ostro w lewo i stromym (ale krótkim) podejściem wprowadza na zalesiony grzbiet. Od tego miejsca aż do Żabiego Oczka trasa prowadzi przeuroczą grzbietową leśną drogą, zasypaną miejscami grubym dywanem jesiennych liści. Takie szlaki bardzo kojarzą nam się z Beskidami. Tutaj jednak otaczają nas nie buki, ale dęby, oraz inne gatunki drzew – pięknie prezentują się zwłaszcza modrzewie oraz pięknie rozgałęzione sosny!

Wchodzimy na zalesiony grzbiet.

Liście sięgają nam prawie do kolan.

Czy można się oprzeć pokusie.

Grzbiet wznosi się łagodnie, a przed nami odsłaniają się pierwsze wychodnie skalne. To właśnie Karolinki, grupa urokliwych skał na zboczu Krzyżówki. Przez kilkaset metrów mijamy malownicze skałki zbudowane z łupków. Miejscami z większych wychodni skalnych odsłaniają się widoki na południowe zbocza doliny Złotego Potoku i dalej na Biskupią Kopę z wieżą widokową na wierzchołku. Powykręcane wiatrem gałęzie niewielkich dębów i sosen potęgują piękno widoków odsłaniających się przed nami w jesiennym słońcu!

Karolinki – jedna z pierwszych skalnych wychodni.

Jak na ambonie!

Pięknie widać Biskupią Kopę i zabudowania Jarnołtówka.

Przed nami przełom Złotego Potoku.

Jesienny pejzaż.

Na szlaku towarzyszy nam dzisiaj grający ślimaczek.

W malowaniu pejzaży pomaga słońce.

Łupkowe skały mają przedziwne kształty.

Biskupia Kopa czeka na nas – jutro tam idziemy!

Szlak często prowadzi samym grzbietem.

Pierwszy minipostój.

A może by tak przesadzić taką sosnę na Sokolicę…

Starsi chłopcy zadziwiają się budową łupków.

Jakie te łupki cienkie!

A my wciąż słuchamy ślimaczka.

Skały Karolinki mają prawie czarną barwę

Szczyt Kazalnicy (432 m n.p.m.) nie jest wybitny i łatwo go przegapić

Listopad w takich barwach mógłby trwać i trwać…

Dalej szlak przez około kilometr to wznosi się, to opada w pięknym, głównie dębowym otoczeniu. Po godzinie od naszego wyjścia z domu skręcamy za znakami szlaku w lewo i po kolejnych kilkuset metrach docieramy do wyrobiska dawnego kamieniołomu. Żabie Oczko to niewielki stawek wypełniający stare wyrobisko. Otaczają je imponujące, kilkunastometrowe skalne ściany. My jeszcze przed oglądaniem stawu siadamy w pobliskiej, mocno podniszczonej wiacie i zabieramy się za drugie śniadanie! Dopiero potem zaglądamy nad wodę. Podobno zwykle jego toń pokryta jest rzęsą, ale dzisiaj pokrywają ją głównie… złote liście!

Niebieskim szlakiem wędrujemy wciąż grzbietami na wschód

Rezerwat ‚Olszak’ chroni m.in. rzadkie gatunki ciem, motyli i nietoperzy

Nieopodal znajduje się czynny zakład wydobycia i przemiału łupków

Żołądź-sowa – takie cuda na szlaku!

Szlak odbija w lewo i wiedzie w kierunku Żabiego Oczka

Staw Żabie Oczko to pozostałość starego kamieniołomu

W wiacie nieopodal urządzamy sobie pierwszy dłuższy postój.

Żabie Oczko – dolina Bystrego Potoku

Po wrzuceniu do wody obowiązkowych kamieni (ach, ten Grześ!) zawracamy za niebieskimi znakami z powrotem. Po kilkuset metrach opuszczamy szlak wyraźną leśną drogą, która trawersując stok, sprowadza nas zakosami aż do głównej szosy biegnącej przez Jarnołtówek i Pokrzywną w pobliżu granicy między miejscowościami. Po przejściu stu, może dwustu metrów szosą na wschód skręcamy znowu na południe w węższą drogę doprowadzającą do parkingu Pokrzywna. Zaraz za parkingiem wchodzimy na polanę Cicha Dolina z kaplicą polową i miejscem na ognisko. W kaplicy w Wielką Sobotę można poświęcić pokarmy, w wakacje o 19:00 są polowe msze św., a w Wigilię o 22:00 odbywa się uroczysta Pasterka.

Wracamy ponownie obok rezerwatu, tym razem kierujemy się w dół stokówką.

Polana Cicha Dolina z kaplicą i wiatami.

Kapliczka na polanie.

Jakże trafny cytat Jana Pawła II.

Idziemy dalej na południe szutrową drogą dnem doliny Bystrego Potoku. Z lewej dołączają się niebieskie znaki, które będą nam znowu towarzyszyły już do końca naszej dzisiejszej wędrówki. Po kilkuset metrach po lewej mijamy kolejną atrakcję. To pozostałości skoczni narciarskiej z lat 30. Obecnie trzeba dopatrywać się w terenie jej śladów, ale to cała frajda! Wszyscy już z niecierpliwością wypatrujemy skrętu na Gwarkową Perć. Po prostu nie możemy się doczekać tej wielkiej drabiny, którą oglądaliśmy dotąd tylko na zdjęciach! Idziemy więc dalej i po kolejnych paruset metrach docieramy do upragnionego drogowskazu.

Idziemy w stronę Gwarkowej Perci.

Grześ nawet nie chce słyszeć o nosidle, idzie sam już czwarty kilometr.

Zarysów progu i buli dawnej skoczni narciarskiej można się tylko domyślać

Nareszcie! Przed nami Gwarkowa Perć.

Gwarkowa Perć – Piekiełko – Karliki – Jarnołtówek

Po skręcie w prawo trasa od razu robi się ambitniejsza. W końcu nazwa zobowiązuje ;-). Gwarkowa Perć pnie się całkiem stromo po łupkowych skałach. A my nadal wypatrujemy drabiny. Momentami czujemy się trochę jak na szlaku w Słowackim Raju. Po obu stronach skalne ściany wąwozu. To jednak nie jest naturalny kanion, tylko sztuczne odsłonięcie skał na terenie dawnego kamieniołomu łupków fyllitowych. Te rzadko występujące skały wykorzystywano dawniej do pokrywania dachów i okładania ścian domów. Chłopaki zachwycają się, jak cienkie i regularne kształty przybierają te skały!

Mijamy coraz więcej odsłonięć skalnych.

Ślimaczku, zobacz, co tam jest!

Ta skalna ściana zaraz się na nas przewróci!

Szlak robi się naprawdę stromy.

Drabina budzi słuszny respekt, bo wznosi się na wysokość 11 metrów. Z duszą na ramieniu po kolei wchodzimy na górę. Tymo samodzielnie, Sebuś ze wsparciem mamy, a Grześ z asystą taty. Drabinka ma 35 stopni i wygodne poręcze. Nie sprawia realnych trudności technicznych (zwłaszcza w porównaniu z tymi ze Słowackiego Raju!), ale świadomość powiększającej się ilości powietrza pod nogami robi na chłopakach wrażenie! Osoby z większym lękiem wysokości mogą ominąć tę przeszkodę po lewej stronie, chociaż podejście do wygodnych nie należy.

Przed nami wyrasta 11-metrowa drabinka.

35 stopni pomaga pokonać strome ściany dawnego kamieniołomu.

Prawie jak w Słowackim Raju.

Grześ pokonuje drabinę jak stary wyga.

Tata tylko zabezpiecza tyły.

Ślimaczku! Dobrze, że nie patrzysz w dół!

Gwarkowa Perć jest bardzo emocjonująca, ale też bardzo krótka. Kilkadziesiąt metrów za drabiną robimy sobie postój na długim pniu zwalonej brzozy. Kolejny termos z herbatą i domowe batoniki pokrzepiają nas na ostatni odcinek trasy. Teraz podejście nie jest już takie strome, ale szlak nadal wznosi się, aż do samego… Piekiełka!

Zasłużony postój na brzozowej kłodzie.

Piekiełko to najwyżej położony punkt naszej dzisiejszej trasy.

Piekiełko to pozostałość po kolejnym kamieniołomie łupków fyllitowych. Nie próbujemy nawet oprzeć się pokusie zejścia do czarciej siedziby. Ciemne ściany skalne po obu stronach imponują. Na dnie Piekiełka jednak nie gotuje się smoła, tylko leży grupy dywan z liści! Kolejna atrakcja dzisiejszej trasy bardzo podoba się i chłopcom, i nam!

Pionowe skały dawnego kamieniołomu wznoszą się na kilkadziesiąt metrów.

Schodzimy na dno piekieł.

A na dnie zamiast smoły dywan z liści.

Stare wyrobisko pozwala zajrzeć do brzucha góry.

Wydawało się nam, że po wyjściu z piekieł nie czeka nas już nic strasznego, tylko spokojne zejście do punktu wyjścia. Nic bardziej mylnego. Początkowo wprawdzie szlak miło trawersuje niezbyt mocno nachylone stoki Bukowej. Po chwili jednak stoki robią się znacznie bardziej strome i trawersowanie po usuwających się spod nóg liściach przestaje być wygodne. Mijamy ostatnie już wychodnie skalne, Karliki. Są mniej spektakularne niż Karolinki, widoki też są mniej imponujące. Przyjemnie jednak spojrzeć na przeciwległy stok doliny Złotego Potoku, pięknie pomalowany jesiennymi barwami, szukając wspomnianych Karolinek. Może to zmęczenie materiału, a może faktycznie ten odcinek szlaku jest stosunkowo niewygodny. Faktem jest, że zejście sprawiło nam chyba najwięcej kłopotów technicznych.

Grześ cały czas dzielnie maszeruje ze swoim ślimaczkiem.

Jesienne barwy są ucztą dla oczu.

Można też złapać zająca, ale liście są jak miękka poduszka.

Koniec trasy coraz bliżej, a my nadal mamy siłę na wygłupy!

Karliki – jedna z wychodni skalnych.

Karliki – punkt widokowy.

Z okolic Karlików też pięknie widać otoczenie doliny Złotego Potoku.

Pod koniec szlak robi się całkiem trudny.

Wszyscy chłopcy byli dzisiaj cudowni, jednak szczególne pochwały należą się Grzesiowi. Nasz czterolatek przeszedł na własnych nogach siedem kilometrów bardzo zróżnicowanego szlaku. W nosidle zagościł tylko dwa razy, za każdym razem dosłownie na kilka minut.

Nasza dzisiejsza trasa.

Lackowa, Eliaszówka, Jaworzyna – trzy rodzinne wycieczki w okolicy Krynicy Zdroju

Lackowa, Eliaszówka, Jaworzyna Krynicka i Hala Łabowska. To wszystko w soczystej beskidzkiej zieleni, z przyjaciółmi, dziećmi – wszyscy razem! Czterdzieści stóp i stópek. Nie do wiary, ale już czwarty raz nasza dzielna ekipa pięciu zaprzyjaźnionych rodzin wspólnie wyrusza na podbój górskich szlaków. Tym razem w nieco okrojonym składzie, bo najmłodsza Amelka została razem z mamą, żeby walczyć z zapaleniem płuc 🙁 . Zamieszkaliśmy w kameralnym Tyliczu, pozostającym w cieniu sąsiedniej Krynicy Zdroju. Udało nam się razem zdobyć parę szczytów i przejść razem kilkadziesiąt kilometrów. A szlaki są tutaj bardzo beskidzkie i niezbyt zatłoczone mimo długiego weekendu. A jak było? Tylko popatrzcie! Continue reading

Jaworzyna – Hala Łabowska – Łomnica

 

Jaworzyna – Hala Łabowska – Łomnica: jedna z najpiękniejszych tras Beskidu Sądeckiego

Piękna beskidzka trasa, dzięki wykorzystaniu kolejki gondolowej na Jaworzynę nieforsująca i dostępna dla każdego turysty z przeciętną kondycją. Odcinek do Hali Łabowskiej prowadzi czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim. Zejście do Łomnicy niebieskim szlakiem z pięknymi widokowymi polanami i stromym odcinkiem zejścia (po deszczu może być ślisko). Trasa przecina cały masyw Jaworzyny, dając wrażenie bycia w samym środku Beskidów.

Continue reading

Eliaszówka z Obidzy

Wieża na Eliaszówce – świetny punkt widokowy w Beskidzie Sądeckim

Górski spacer dla leniwych, krótka rodzinna wycieczka czy przystanek w dłuższej włóczędze? Eliaszówka zadowoli (prawie) każdego! Wychodząc z Obidzy, mamy do pokonania niewielkie przewyższenie, a trasę da się przejechać nawet terenowym wózkiem dziecięcym. Podziwianie rozległych widoków (sięgających nawet Pienin i Tatr) z zacnej wieży widokowej na szczycie będzie świetnym zwieńczeniem wędrówki.

Continue reading

Lackowa – najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego

Lackowa szlakiem z Izb

Ile to piosenek górskich napisano o Lackowej! Najwidoczniej jest coś w tym szczycie coś, co czaruje.  Lackowa (dawna łemkowska Łackowa, od imienia Łacko) to najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego. Z racji swojej wysokości (997 m n.p.m.) bywa nazywana „szczytem policyjnym”:) Nie imponuje wysokością ani widokami, ale w jakiś tajemniczy sposób chwyta za serce. I nie szczędzi wrażeń! Od podejścia najstromiej nachylonym szlakiem w polskich Beskidach po wędrówkę przez nieistniejącą już łemkowską wieś Bieliczna z pięknie zachowaną cerkwią św. Michała Archanioła.
Piękna, niezbyt długa, urozmaicona wycieczka.

Continue reading

Łysica szlakiem ze Świętej Katarzyny

 

Łysica – najniższa z najwyższych

Łysica (612 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – to jednocześnie najniższy szczyt Korony Gór Polski. Od niej 11 lat temu zaczęliśmy przygodę z KGP, na nią kolejny raz wracamy – z kolejnymi dziećmi. Za każdym razem wrażenia z wycieczki są wspaniałe. Łysica to żelazny punkt podczas pobytu w Górach Świętokrzyskich. W partiach szczytowych doskonale widać charakterystyczne dla tego pasma gołoborza. Szlak wiedzie przez piękne drzewostany bukowe i jodłowo-bukowe, szczególnie malownicze jesienią i wczesną wiosną. Mimo niepozornego przewyższenia zdecydowanie wskazane obuwie turystyczne, dla dzieci najlepiej za kostkę, bo znaczna cześć trasy jest kamienista. Szlak niedostępny dla wózków, nawet terenowych. Dla sprawnych piechurów to pewnie około półtorej godziny w obie strony. Z kilkulatkami spacer trochę się przeciąga, ale w wiosennym słońcu i w otoczeniu zieleniących się buków wycieczka się nie dłuży. Trasa jest nietrudna (choć w kamienistych partiach szczytowych trzeba bacznie patrzeć pod nogi)i niedługa – idealnie nadaje się na rozpoczęcie rodzinnej przygody z Koroną Gór Polski.

Continue reading

Czupel

Czupel – najwyższy szczyt Beskidu Małego

Beskid Mały pokryty jest stosunkowo gęstą siecią szlaków. Na Czupel można dostać się z kilku kierunków. My wybieramy chyba najkrótsze wejście z Przełęczy Przegibek.

Nazwa pasma wiąże się z jego niewielką powierzchnią. Tymczasem Beskid Mały był dla nas jak dotąd przede wszystkim mało… znany! Do tej pory byliśmy tylko niespełna 10 lat temu na górze Żar, ale… kolejką. Chętnie zapoznaliśmy się dzisiaj z grupą Magurki Wilkowickiej – zachodnią częścią Beskidu Małego. Continue reading

Zimowy Park Rozrywki Snowlandia, Zakopane

Śnieżny Labirynt, Śnieżny Zamek i Pałac Królowej Śniegu – Zimowy Park Rozrywki Snowlandia w Zakopanem

Po powrocie ze szlaku, nacieszeni górskimi panoramami, jesteście w pełni usatysfakcjonowani planem pobytu, ale dzieciaki narzekają na brak atrakcji? Warto zabrać je do Zimowego Parku Rozrywki Snowlandia w Zakopanem. Poszukiwanie wyjścia z największego na świecie labiryntu śnieżnego, zdobywanie śnieżnego zamku i przechadzka po magicznych, rzeźbionych w śniegu i lodzie komnatach Pałacu Królowej Śniegu to zdecydowanie lepszy pomysł dla spragnionych rozrywki niż błąkanie się od kramu do kramu po hałaśliwych Krupówkach. Zajrzeliśmy tam z pewną nieśmiałością, bo zasadniczo nie lubimy atrakcji nastawionych na wyczyszczenie turystom portfeli, ale trzeba przyznać, że wychodzimy usatysfakcjonowani. Szczególnie podobały nam się piękne lodowo-śnieżne rzeźby w najnowszej atrakcji kompleksu – Pałacu Królowej Śniegu.

3 marca 2018, sobota

Snowlandia zadebiutowała w sezonie 2015/2016 r. Pod Wielką Krokwią zbudowano największy na świecie labirynt ze śniegu. Atrakcja zdobyła duże uznanie turystów. Poza poszukiwaniem wyjścia z lodowego labiryntu możemy też zdobyć śnieżny zamek i wspiąć się na jego 16-metrowe baszty, odwiedzić minizoo i poszaleć na torze saneczkowym. W tym roku kompleks wzbogacił się o nową atrakcję – Pałac Królowej Śniegu. O mały włos byśmy tu nie zajrzeli, a byłby to wielki błąd – to wg nas najciekawsza rzecz w całej Snowlandii. W śnieżnych komnatach eksponowane są rzeźby ze śniegu i lodu, wykonane przez artystów z Podhala i Słowacji. Naprawdę warto tam zajrzeć. Szczegóły (ceny biletów, godziny otwarcia itp.) sprawdzicie na stronie http://www.snowlandia.pl/

Chłopakom najbardziej podobał się śnieżny labirynt – znalezienie wyjścia to wcale nie taka łatwa sprawa, a M. – Pałac Królowej Śniegu. Ogólnie świetna rodzinna atrakcja.

Zaczynamy zabawę od zwiedzenia Śnieżnego Zamku.

Śnieżne korytarze prowadzą do śnieżnych komnat.

Znaleźliśmy nawet salę tronową!

Śnieżny zamek jest cały zbudowany… oczywiście ze śniegu!

Kulminacją budowli są 16-metrowe baszty.

Z górnej kondygnacji świetnie widać całość kompleksu wraz ze słynnym labiryntem śnieżnym.

Ściany zamku zdobią śnieżne płaskorzeźby.

Skoro już wdrapaliśmy się na baszty, możemy schodzić na dół.

Przed nami kolejna atrakcja – śnieżny labirynt – największy na świecie!

Śnieżny labirynt pierwszy raz zbudowano w sezonie 2015-2016.

Pierwotnie miał powierzchnię ok. 2500 m kw., obecnie – 3000 m kw.

Jak stąd wyjść? – może na górze znajdzie się jakaś podpowiedź.

Nareszcie znaleźliśmy wyjście, ale zabawa była przednia!

Dwa Minotaury unieszkodliwione.

A na deser – Pałac Królowej Śniegu.

To chyba sala reprezentacyjna. Idealna do przyjmowania gości.

Królowa łaskawie wysłuchała interesantów.

Sebuś szuka wyjścia – drzwi, niestety, zamknięte…

Znaleźliśmy sypialnię królowej.

Co komnata, inna atrakcja.

Te rzeźby podobały nam się chyba najbardziej.

Ze śniegu zbudowano nawet powóz królowej, zaprzężony w konie!

Przed nami magiczne lustro Królowej Śniegu.

Chyba jeden z jego odłamków wpadł do oka Kaja.

Piękne lodowe dekoracje.

Ciekawe, dokąd też prowadzą te drzwi?

Na koniec trafiliśmy do lochów.

Więzione są tam śnieżne potwory.

W czasie gdy my oglądamy śnieżne zamki i labirynty, R. odsiaduje swoje na konferencji.

Wieczorem spotykamy się wszyscy na Krupówkach – pierwotnie mieliśmy zajrzeć do Bąkowej Zohyliny na Piłsudskiego, ale nie było wolnych miejsc, więc poniosło nas do Sabały. Oscypki z żurawiną, borowikowa w chlebku i deser z pysznych naleśników na słodko były naprawdę przepyszne (choć niestety niezbyt tanie:/) – w sam raz na pożegnalną kolację.

Dolina Kościeliska zimą

Dolina Kościeliska – zimowy spacer z dziećmi do schroniska Ornak

Kto był w Tatrach i choć raz nie wędrował Doliną Kościeliską? My też wędrowaliśmy nią niezliczoną ilość razy, najczęściej jednak traktując ją jako „podejściówkę” – rozgrzewkę przed wycieczkami w wyższe partie Tatr Zachodnich, i irytując się na nieprzebrane tłumy turystów, płynące Kościeliską w sezonie. Spróbujcie jednak potraktować spacer Doliną Kościeliską jako cel sam w sobie. Wycieczka z dziećmi może być idealnym do tego pretekstem. Najlepiej przyjechać tu poza sezonem – pusta droga będzie o wiele przyjemniejsza – i w innej porze roku niż zazwyczaj. Najpiękniejsza dolina Tatr Zachodnich ukaże się nam wtedy w zupełnie innej odsłonie – niezależnie od tego, ile razy wcześniej ją przemierzaliśmy.

3 marca 2018, sobota

Słońce, do -10 stopni – piękna zima!

Wycieczka Doliną Kościeliską to żelazny punkt rodzinnego pobytu w Tatrach. Spacer jest bardzo łatwy – dostępny nawet dla terenowych wózków dziecięcych – i niezwykle malowniczy. Schronisko Ornak, w którym można ogrzać się i zjeść coś pysznego – stanowi dodatkowe ułatwienie dla rodziców wędrujących z maluszkami czy osób starszych. Cała wycieczka niespiesznym tempem zajmuje ok. 4 godziny (półtorej godziny w górę, nieco mniej w dół plus postoje fotograficzne i dłuższy odpoczynek w schronisku).

Z parkingu w Kirach ruszamy o 9:30. Idzie się bardzo wygodnie i przyjemnie. Chętnie oglądamy Kościeliską w zimowej odsłonie – byliśmy tu wiele razy w różnych porach roku, ale jakoś do tej pory nie trafiliśmy na słoneczny, mroźny dzień. Zmiana dekoracji sprawia, że nawet miejsca, które doskonale znamy, wydają się nam inne.

Przechodzimy przez Niżnią Bramę.

Prawie jak lodospad.

Chętnie pokazujemy dzieciom wszystkie znane nam miejsca. Niżnia Brama, Wyżnia Kira Miętusia, Stare Kościeliska ze zbójnicką kapliczką, Brama Kraszewskiego, Hala Pisana – odpowiednie fragmenty Nyki same otwierają się w naszej głowie. W słonecznej pogodzie doskonale prezentuje się skalne otoczenie doliny. Jedyna zmiana, jaką zauważamy, to ogromne ubytki w drzewostanach – efekt huraganowych halnych z 2013 i 2014 r. Drzewa leżą na stokach jak zapałki – aż żal patrzeć. No ale trudno, prędzej czy później przyroda zrobi z tym porządek.

Najpierw idziemy przez Wyżnią Kirę Miętusią.

Na horyzoncie majaczy zaśnieżony Błyszcz.

Kapliczka zwana zbójnicką na polanie Stare Kościeliska.

Idąc przez polanę Stare Kościeliska nasycamy oczy promieniami słońca.

W nocy spadła odrobina świeżego śniegu.

A teraz góry spowite są słońćem.

W drodze do góry zatrzymujemy się na chwilę na Hali Pisanej. Nie żebyśmy byli jakoś bardzo zmęczeni, ale miło tak się nie spieszyć i posiedzieć sobie z gorącą herbatką na zaśnieżonych ławach. Po takim odsapnięciu ostatnie pół godziny do schroniska Ornak mijają nie wiadomo kiedy.

Dla takich chwil warto tu przyjechać!.

Postój na Hali Pisanej.

Nawet na postoju słoneczko przyjemnie nas dogrzewa.

Wschodnie otoczenie Hali Pisanej.

Na skale można dopatrzeć się starych napisów – dlatego Hala Pisana!.

W skałach Raptawickiej Turni chłopcy dopatrzyli się ludzkiej twarzy i sfinksa.

Schronisko Ornak (1108 m n.p.m.) to jedno z naszych ulubionych tatrzańskich schronisk. Nie za duże, nie za małe, malowniczo położone na Małej Polance Ornaczańskiej i takie ładne! Siadamy w ciepłej jadalni i zjadamy wczesny obiad, poprawiony szarlotką. Do tej pory byliśmy przekonani, że ta z Ornaku jest najsmaczniejsza w całych Tatrach, ta dzisiejsza jednak nie była najlepsza – ale to jedyne, na co możemy narzekać. Zupa gulaszowa jest wspaniała, słońce mocno przygrzewa przez okna – jak wiosną!

Schronisko Ornak, w tle skały Raptawickiego Muru.

A na południu majaczy Błyszcz.

Wracamy tą samą drogą. Niestety, o tej porze Kościeliską wędruje już dużo więcej turystów niż dwie godziny wcześniej, co trochę psuje wrażenia ze spaceru. Chłopcom jednak to najwyraźniej nie przeszkadza, starają się nawet zjeżdżać na jabłuszku na co stromszych odcinkach szlaku. Jabłuszka w końcu lądują w plecaku – chłopaki testują dziki stromy zjazd na Hali Pisanej, co nie kończy się zbyt dobrze – Tymo zalicza bolesny wjazd z wybiciem do śnieżnego dołka. Obolały, resztę spaceru zalicza na nogach.

Czas schodzić, chociaż ciągnęłoby nas jeszcze gdzieś dalej…

Jabłuszkowe harce skończyły się dzisiaj niegroźnymi potłuczeniami.

W Kirach jesteśmy dość wcześnie – ok. 14.00. Planowaliśmy jeszcze wypad na Stoły, ale w końcu z bólem serca rezygnujemy – R. musi jeszcze po południu stawić się na konferencji. Trudno, pójdziemy innym razem – najchętniej zimą. Wycieczka i tak była bardzo udana – taka nieambicjonalna, rodzinna, słoneczna.

Nasz czas: 9:30-14:00, 12 km w obie strony i tylko 170 m przewyższenia.