Lackowa, Eliaszówka, Jaworzyna – trzy rodzinne wycieczki w okolicy Krynicy Zdroju

Lackowa, Eliaszówka, Jaworzyna Krynicka i Hala Łabowska. To wszystko w soczystej beskidzkiej zieleni, z przyjaciółmi, dziećmi – wszyscy razem! Czterdzieści stóp i stópek. Nie do wiary, ale już czwarty raz nasza dzielna ekipa pięciu zaprzyjaźnionych rodzin wspólnie wyrusza na podbój górskich szlaków. Tym razem w nieco okrojonym składzie, bo najmłodsza Amelka została razem z mamą, żeby walczyć z zapaleniem płuc 🙁 . Zamieszkaliśmy w kameralnym Tyliczu, pozostającym w cieniu sąsiedniej Krynicy Zdroju. Udało nam się razem zdobyć parę szczytów i przejść razem kilkadziesiąt kilometrów. A szlaki są tutaj bardzo beskidzkie i niezbyt zatłoczone mimo długiego weekendu. A jak było? Tylko popatrzcie!

Lackowa – najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego

Eliaszówka z Obidzy

Jaworzyna – Hala Łabowska – Łomnica

Jaworzyna – Hala Łabowska – Łomnica

 

Jaworzyna – Hala Łabowska – Łomnica: jedna z najpiękniejszych tras Beskidu Sądeckiego

Piękna beskidzka trasa, dzięki wykorzystaniu kolejki gondolowej na Jaworzynę nieforsująca i dostępna dla każdego turysty z przeciętną kondycją. Odcinek do Hali Łabowskiej prowadzi czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim. Zejście do Łomnicy niebieskim szlakiem z pięknymi widokowymi polanami i stromym odcinkiem zejścia (po deszczu może być ślisko). Trasa przecina cały masyw Jaworzyny, dając wrażenie bycia w samym środku Beskidów.

Continue reading

Eliaszówka z Obidzy

Wieża na Eliaszówce – świetny punkt widokowy w Beskidzie Sądeckim

Górski spacer dla leniwych, krótka rodzinna wycieczka czy przystanek w dłuższej włóczędze? Eliaszówka zadowoli (prawie) każdego! Wychodząc z Obidzy, mamy do pokonania niewielkie przewyższenie, a trasę da się przejechać nawet terenowym wózkiem dziecięcym. Podziwianie rozległych widoków (sięgających nawet Pienin i Tatr) z zacnej wieży widokowej na szczycie będzie świetnym zwieńczeniem wędrówki.

Continue reading

Lackowa – najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego

Lackowa szlakiem z Izb

Ile to piosenek górskich napisano o Lackowej! Najwidoczniej jest coś w tym szczycie coś, co czaruje.  Lackowa (dawna łemkowska Łackowa, od imienia Łacko) to najwyższy polski szczyt Beskidu Niskiego. Z racji swojej wysokości (997 m n.p.m.) bywa nazywana „szczytem policyjnym”:) Nie imponuje wysokością ani widokami, ale w jakiś tajemniczy sposób chwyta za serce. I nie szczędzi wrażeń! Od podejścia najstromiej nachylonym szlakiem w polskich Beskidach po wędrówkę przez nieistniejącą już łemkowską wieś Bieliczna z pięknie zachowaną cerkwią św. Michała Archanioła.
Piękna, niezbyt długa, urozmaicona wycieczka.

Continue reading

Łysica szlakiem ze Świętej Katarzyny

 

Łysica – najniższa z najwyższych

Łysica (612 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – to jednocześnie najniższy szczyt Korony Gór Polski. Od niej 11 lat temu zaczęliśmy przygodę z KGP, na nią kolejny raz wracamy – z kolejnymi dziećmi. Za każdym razem wrażenia z wycieczki są wspaniałe. Łysica to żelazny punkt podczas pobytu w Górach Świętokrzyskich. W partiach szczytowych doskonale widać charakterystyczne dla tego pasma gołoborza. Szlak wiedzie przez piękne drzewostany bukowe i jodłowo-bukowe, szczególnie malownicze jesienią i wczesną wiosną. Mimo niepozornego przewyższenia zdecydowanie wskazane obuwie turystyczne, dla dzieci najlepiej za kostkę, bo znaczna cześć trasy jest kamienista. Szlak niedostępny dla wózków, nawet terenowych. Dla sprawnych piechurów to pewnie około półtorej godziny w obie strony. Z kilkulatkami spacer trochę się przeciąga, ale w wiosennym słońcu i w otoczeniu zieleniących się buków wycieczka się nie dłuży. Trasa jest nietrudna (choć w kamienistych partiach szczytowych trzeba bacznie patrzeć pod nogi)i niedługa – idealnie nadaje się na rozpoczęcie rodzinnej przygody z Koroną Gór Polski.

Continue reading

Czupel

Czupel – najwyższy szczyt Beskidu Małego

Beskid Mały pokryty jest stosunkowo gęstą siecią szlaków. Na Czupel można dostać się z kilku kierunków. My wybieramy chyba najkrótsze wejście z Przełęczy Przegibek.

Nazwa pasma wiąże się z jego niewielką powierzchnią. Tymczasem Beskid Mały był dla nas jak dotąd przede wszystkim mało… znany! Do tej pory byliśmy tylko niespełna 10 lat temu na górze Żar, ale… kolejką. Chętnie zapoznaliśmy się dzisiaj z grupą Magurki Wilkowickiej – zachodnią częścią Beskidu Małego. Continue reading

Zimowy Park Rozrywki Snowlandia, Zakopane

Śnieżny Labirynt, Śnieżny Zamek i Pałac Królowej Śniegu – Zimowy Park Rozrywki Snowlandia w Zakopanem

Po powrocie ze szlaku, nacieszeni górskimi panoramami, jesteście w pełni usatysfakcjonowani planem pobytu, ale dzieciaki narzekają na brak atrakcji? Warto zabrać je do Zimowego Parku Rozrywki Snowlandia w Zakopanem. Poszukiwanie wyjścia z największego na świecie labiryntu śnieżnego, zdobywanie śnieżnego zamku i przechadzka po magicznych, rzeźbionych w śniegu i lodzie komnatach Pałacu Królowej Śniegu to zdecydowanie lepszy pomysł dla spragnionych rozrywki niż błąkanie się od kramu do kramu po hałaśliwych Krupówkach. Zajrzeliśmy tam z pewną nieśmiałością, bo zasadniczo nie lubimy atrakcji nastawionych na wyczyszczenie turystom portfeli, ale trzeba przyznać, że wychodzimy usatysfakcjonowani. Szczególnie podobały nam się piękne lodowo-śnieżne rzeźby w najnowszej atrakcji kompleksu – Pałacu Królowej Śniegu.

3 marca 2018, sobota

Snowlandia zadebiutowała w sezonie 2015/2016 r. Pod Wielką Krokwią zbudowano największy na świecie labirynt ze śniegu. Atrakcja zdobyła duże uznanie turystów. Poza poszukiwaniem wyjścia z lodowego labiryntu możemy też zdobyć śnieżny zamek i wspiąć się na jego 16-metrowe baszty, odwiedzić minizoo i poszaleć na torze saneczkowym. W tym roku kompleks wzbogacił się o nową atrakcję – Pałac Królowej Śniegu. O mały włos byśmy tu nie zajrzeli, a byłby to wielki błąd – to wg nas najciekawsza rzecz w całej Snowlandii. W śnieżnych komnatach eksponowane są rzeźby ze śniegu i lodu, wykonane przez artystów z Podhala i Słowacji. Naprawdę warto tam zajrzeć. Szczegóły (ceny biletów, godziny otwarcia itp.) sprawdzicie na stronie http://www.snowlandia.pl/

Chłopakom najbardziej podobał się śnieżny labirynt – znalezienie wyjścia to wcale nie taka łatwa sprawa, a M. – Pałac Królowej Śniegu. Ogólnie świetna rodzinna atrakcja.

Zaczynamy zabawę od zwiedzenia Śnieżnego Zamku.

Śnieżne korytarze prowadzą do śnieżnych komnat.

Znaleźliśmy nawet salę tronową!

Śnieżny zamek jest cały zbudowany… oczywiście ze śniegu!

Kulminacją budowli są 16-metrowe baszty.

Z górnej kondygnacji świetnie widać całość kompleksu wraz ze słynnym labiryntem śnieżnym.

Ściany zamku zdobią śnieżne płaskorzeźby.

Skoro już wdrapaliśmy się na baszty, możemy schodzić na dół.

Przed nami kolejna atrakcja – śnieżny labirynt – największy na świecie!

Śnieżny labirynt pierwszy raz zbudowano w sezonie 2015-2016.

Pierwotnie miał powierzchnię ok. 2500 m kw., obecnie – 3000 m kw.

Jak stąd wyjść? – może na górze znajdzie się jakaś podpowiedź.

Nareszcie znaleźliśmy wyjście, ale zabawa była przednia!

Dwa Minotaury unieszkodliwione.

A na deser – Pałac Królowej Śniegu.

To chyba sala reprezentacyjna. Idealna do przyjmowania gości.

Królowa łaskawie wysłuchała interesantów.

Sebuś szuka wyjścia – drzwi, niestety, zamknięte…

Znaleźliśmy sypialnię królowej.

Co komnata, inna atrakcja.

Te rzeźby podobały nam się chyba najbardziej.

Ze śniegu zbudowano nawet powóz królowej, zaprzężony w konie!

Przed nami magiczne lustro Królowej Śniegu.

Chyba jeden z jego odłamków wpadł do oka Kaja.

Piękne lodowe dekoracje.

Ciekawe, dokąd też prowadzą te drzwi?

Na koniec trafiliśmy do lochów.

Więzione są tam śnieżne potwory.

W czasie gdy my oglądamy śnieżne zamki i labirynty, R. odsiaduje swoje na konferencji.

Wieczorem spotykamy się wszyscy na Krupówkach – pierwotnie mieliśmy zajrzeć do Bąkowej Zohyliny na Piłsudskiego, ale nie było wolnych miejsc, więc poniosło nas do Sabały. Oscypki z żurawiną, borowikowa w chlebku i deser z pysznych naleśników na słodko były naprawdę przepyszne (choć niestety niezbyt tanie:/) – w sam raz na pożegnalną kolację.

Dolina Kościeliska zimą

Dolina Kościeliska – zimowy spacer z dziećmi do schroniska Ornak

Kto był w Tatrach i choć raz nie wędrował Doliną Kościeliską? My też wędrowaliśmy nią niezliczoną ilość razy, najczęściej jednak traktując ją jako „podejściówkę” – rozgrzewkę przed wycieczkami w wyższe partie Tatr Zachodnich, i irytując się na nieprzebrane tłumy turystów, płynące Kościeliską w sezonie. Spróbujcie jednak potraktować spacer Doliną Kościeliską jako cel sam w sobie. Wycieczka z dziećmi może być idealnym do tego pretekstem. Najlepiej przyjechać tu poza sezonem – pusta droga będzie o wiele przyjemniejsza – i w innej porze roku niż zazwyczaj. Najpiękniejsza dolina Tatr Zachodnich ukaże się nam wtedy w zupełnie innej odsłonie – niezależnie od tego, ile razy wcześniej ją przemierzaliśmy.

3 marca 2018, sobota

Słońce, do -10 stopni – piękna zima!

Wycieczka Doliną Kościeliską to żelazny punkt rodzinnego pobytu w Tatrach. Spacer jest bardzo łatwy – dostępny nawet dla terenowych wózków dziecięcych – i niezwykle malowniczy. Schronisko Ornak, w którym można ogrzać się i zjeść coś pysznego – stanowi dodatkowe ułatwienie dla rodziców wędrujących z maluszkami czy osób starszych. Cała wycieczka niespiesznym tempem zajmuje ok. 4 godziny (półtorej godziny w górę, nieco mniej w dół plus postoje fotograficzne i dłuższy odpoczynek w schronisku).

Z parkingu w Kirach ruszamy o 9:30. Idzie się bardzo wygodnie i przyjemnie. Chętnie oglądamy Kościeliską w zimowej odsłonie – byliśmy tu wiele razy w różnych porach roku, ale jakoś do tej pory nie trafiliśmy na słoneczny, mroźny dzień. Zmiana dekoracji sprawia, że nawet miejsca, które doskonale znamy, wydają się nam inne.

Przechodzimy przez Niżnią Bramę.

Prawie jak lodospad.

Chętnie pokazujemy dzieciom wszystkie znane nam miejsca. Niżnia Brama, Wyżnia Kira Miętusia, Stare Kościeliska ze zbójnicką kapliczką, Brama Kraszewskiego, Hala Pisana – odpowiednie fragmenty Nyki same otwierają się w naszej głowie. W słonecznej pogodzie doskonale prezentuje się skalne otoczenie doliny. Jedyna zmiana, jaką zauważamy, to ogromne ubytki w drzewostanach – efekt huraganowych halnych z 2013 i 2014 r. Drzewa leżą na stokach jak zapałki – aż żal patrzeć. No ale trudno, prędzej czy później przyroda zrobi z tym porządek.

Najpierw idziemy przez Wyżnią Kirę Miętusią.

Na horyzoncie majaczy zaśnieżony Błyszcz.

Kapliczka zwana zbójnicką na polanie Stare Kościeliska.

Idąc przez polanę Stare Kościeliska nasycamy oczy promieniami słońca.

W nocy spadła odrobina świeżego śniegu.

A teraz góry spowite są słońćem.

W drodze do góry zatrzymujemy się na chwilę na Hali Pisanej. Nie żebyśmy byli jakoś bardzo zmęczeni, ale miło tak się nie spieszyć i posiedzieć sobie z gorącą herbatką na zaśnieżonych ławach. Po takim odsapnięciu ostatnie pół godziny do schroniska Ornak mijają nie wiadomo kiedy.

Dla takich chwil warto tu przyjechać!.

Postój na Hali Pisanej.

Nawet na postoju słoneczko przyjemnie nas dogrzewa.

Wschodnie otoczenie Hali Pisanej.

Na skale można dopatrzeć się starych napisów – dlatego Hala Pisana!.

W skałach Raptawickiej Turni chłopcy dopatrzyli się ludzkiej twarzy i sfinksa.

Schronisko Ornak (1108 m n.p.m.) to jedno z naszych ulubionych tatrzańskich schronisk. Nie za duże, nie za małe, malowniczo położone na Małej Polance Ornaczańskiej i takie ładne! Siadamy w ciepłej jadalni i zjadamy wczesny obiad, poprawiony szarlotką. Do tej pory byliśmy przekonani, że ta z Ornaku jest najsmaczniejsza w całych Tatrach, ta dzisiejsza jednak nie była najlepsza – ale to jedyne, na co możemy narzekać. Zupa gulaszowa jest wspaniała, słońce mocno przygrzewa przez okna – jak wiosną!

Schronisko Ornak, w tle skały Raptawickiego Muru.

A na południu majaczy Błyszcz.

Wracamy tą samą drogą. Niestety, o tej porze Kościeliską wędruje już dużo więcej turystów niż dwie godziny wcześniej, co trochę psuje wrażenia ze spaceru. Chłopcom jednak to najwyraźniej nie przeszkadza, starają się nawet zjeżdżać na jabłuszku na co stromszych odcinkach szlaku. Jabłuszka w końcu lądują w plecaku – chłopaki testują dziki stromy zjazd na Hali Pisanej, co nie kończy się zbyt dobrze – Tymo zalicza bolesny wjazd z wybiciem do śnieżnego dołka. Obolały, resztę spaceru zalicza na nogach.

Czas schodzić, chociaż ciągnęłoby nas jeszcze gdzieś dalej…

Jabłuszkowe harce skończyły się dzisiaj niegroźnymi potłuczeniami.

W Kirach jesteśmy dość wcześnie – ok. 14.00. Planowaliśmy jeszcze wypad na Stoły, ale w końcu z bólem serca rezygnujemy – R. musi jeszcze po południu stawić się na konferencji. Trudno, pójdziemy innym razem – najchętniej zimą. Wycieczka i tak była bardzo udana – taka nieambicjonalna, rodzinna, słoneczna.

Nasz czas: 9:30-14:00, 12 km w obie strony i tylko 170 m przewyższenia.

Kopieniec i Polana Olczyska

Na Kopieniec i Polanę Olczyską, z Cyrhli do Kuźnic

Łatwa, ale ciekawa wycieczka reglowa. Po drodze urocze polany z zabytkowymi szałasami pasterskimi, jedno z największych w Tatrach wywierzysk, no i oczywiście piękny widok z Kopieńca na cały wachlarz tatrzańskich szczytów. Można spokojnie zabrać tu dzieci o każdej porze roku – z maluchami nie musimy przecież wchodzić na Kopieniec (zejście jest miejscami dość strome), można wybrać wariant przecinający polanę wzdłuż zabytkowych szałasów.

2 marca 2018, piątek

Rano słonecznie, potem pogoda się psuje, od ok. -10 do -5 stopni

 

Toporowa Cyrhla – Kopieniec

Ruszamy z Toporowej Cyrhli. To najwyżej położona dzielnica Zakopanego – leży na wysokości ok. 1000 m. Ciekawie prezentuje się stąd Zakopane, wciśnięte między regle, i pasmo gubałowskie.

Do Cyrhli dojeżdżamy busem. Od przystanku trzeba się cofnąć kilkaset metrów szosą do punktu wyjścia szlaku. Nie bardzo jest tu gdzie na spokojnie zostawić samochód, a przy tym nie będziemy musieli schodzić w to samo miejsce – zejdziemy sobie do Kuźnic.

Ścieżka początkowo mija pojedyncze zabudowania, potem wchodzi w las. Łagodne nachylenie szlaku i piękna zimowa sceneria sprawiają, że spacer to sama przyjemność. Bawimy się w rodzinne układanie absurdalnych historyjek (każdy wymyśla po kawałku, im śmieszniej, tym lepiej;-) i wymyślanie piosenek zawierających słowa na daną literę. Fajnie, że wzięliśmy ze sobą dzieci. Chyba i one cieszą się taką wędrówką przed siebie i byciem razem tak po prostu.

Szlak na Kopieniec opuszcza szosę Oswalda Balzera w Cyrhli.

Początkowo mijamy jeszcze zabudowania gospodarskie.

Niespecjalnie się spieszymy, więc na północnym krańcu Polany pod Kopieńcem stawiamy się dopiero po godzinie od wyjścia. Mamy tu dwie drogi do wyboru: albo łatwy spacer na wprost wzdłuż szałasów pasterskich, albo prawy wariant, wprowadzający na szczyt Kopieńca. Wybieramy tę drugą, bardziej widokową opcję. Chwila postoju na drugie śniadanie i sesję fotograficzną szałasów. Bardzo ładnie zachował się tu dawny układ rzędówki, świetnie widoczny z góry, ze szlaku na Kopieniec.

Droga wspina się coraz stromiej przez pięknie zaśnieżony las.

Na skraju Polany Kopieniec skręcamy w stronę szczytu Kopieńca.

I zasiadamy na popas z pięknym widokiem.

Polana Kopieniec z rzędowo ustawionymi szałasami dawnej wioski pasterskiej.

Na polanie gazduje baca Jan Jasionek.

Warto pomyszkować pomiędzy szałasami.

Jeszcze spojrzenie z górnej strony polany i trzeba wracać do reszty wycieczki.

Polana Kopieniec

A z miejsca postoju widoczek jest bajkowy.

Podejście na szczyt Kopieńca (1328 m n.p.m.) z północnego krańca polany nie jest długie – zajmuje ok. 15-20 minut. Ścieżka jest niemęcząca i przyjemnie nachylona. Szczyt Kopieńca to dobry punkt widokowy – ponoć można tu podziwiać wachlarz tatrzańskich szczytów „od Hawrania po Osobitą”. My, niestety, nigdy do widoku z Kopieńca szczęścia nie mieliśmy. Tradycji widocznie musiało stać się zadość i tym razem – jak tylko wchodzimy na górę, niknie gdzieś bezchmurna pogoda, towarzysząca nam od rana, a niebo zaciąga się mgiełką. Najbardziej uparty jest chyba grzbiet Koszystej, bo on nie chce (ku naszej uciesze) schować się w chmurach – dobre i to!

Wraz z wysokością widok nabiera głębi.

Kopieniec

Szczyt Kopieńca (1328 m n.p.m).

Widoczność się pogarsza, ale Giewont i Nosal jeszcze widać.

Zbocza Nosala i okolice Nosalowej Przełęczy są ogołocone z drzew przez wiatrołomy.

Koszysta artystycznie

Kopieniec – Polana Olczysko

Zejście z Kopieńca na południe jest dużo bardziej strome niż to od północy. W lecie pewnie nie robi to wielkiej różnicy, ale w warunkach zimowych już tak. Raków co prawda nie zakładamy, choć dwa rodzaje tych turystycznych mamy w plecakach, uprawiamy za to kontrolowane zjazdy. My na butach, a chłopaki – hmm – oczywiście na czterech literach. Nie jest przepaściście, nie ma skał, a niech sobie jadą. Gdy szlak się wypłaszcza, dodatkowo wyjmują jabłuszka, przytroczone od rana do plecaków i czekające na właśnie tę okazję. Co tam widoki. Dla chłopaków to właśnie jest atrakcja dnia!

Zaczynamy schodzić (zjeżdżać…) z Kopieńca.

Trasa zjazdu jest całkiem stroma.

Szybko osiągamy górny kraniec Polany Kopieniec.

Zielony szlak skręca na zachód i prowadzi nas prosto do Polany Olczyskiej. Ścieżka wiedzie w dół przez las, okazji do zjazdów na jabłuszkach mnóstwo, droga mija więc nad wyraz sprawnie. Przechodzimy most na Potoku Olczyskim i stajemy na wschodnim krańcu Polany Olczyskiej. Drewniane stoły i ławy czekają chyba specjalnie na nas – czas na mały postój.

I zjeżdżamy dalej w stronę Polany Olczyskiej.

Chłopaki pędzą aż się kurzy!

Prawie jak na torze bobslejowym.

Pył śnieżny pokrył Tyma aż po czubek czapki!

W oddali widać już Nosalową Przełęcz, tamtędy będziemy szli.

Kopieniec

Kopieniec zostaje za nami.

Drugi odpoczynek robimy na ławie przy rozstaju na Polanie Olczyskiej.

Z zaspy jak z drona.

Lubimy wędrować zimą. Wycieczka wymaga oczywiście starannego wyekwipowania i przygotowania, ale to doświadczenie spędzenia całego dnia na powietrzu w zimowej aurze, śniegowych postojów, dorzucania śniegu do kubków z gorącą herbata jest bezcenne. Chłopaki widać też połknęli haczyk, a może endorfiny ich zalały, bo micha śmieje im się od ucha do ucha i żarty się trzymają ich równo.

Polana Olczyska – Nosalowa Przełęcz – Kuźnice

Przecinamy Polanę Olczyską jej południowym skrajem. To miejsce bardzo atrakcyjne dla turysty z powodu (a) dwóch zabytkowych szałasów i (b) wywierzyska – jednego z największych w Tatrach. Nie ma potoku, nie ma potoku i – ta daaam – jest potok! Średnio wypływa stąd 500 l wody na sekundę, a w mokrych okresach roku nawet kilkakrotnie więcej. Zima oczywiście nie jest najlepszym momentem do oglądania wywierzysk. Warto wejść na drewniany pomost, zbudowany w 2005 r. – stąd bardzo dobrze widać głównego bohatera.

Górny skraj Polany Olczyskiej ozdabia uroczy szałas.

Kilkanaście lat temu odpoczywaliśmy na ławce przed nim.

Nieopodal szałasu można podziwiać ze specjalnego tarasu imponujące (szczególnie przy wysokim stanie wód) Wywierzysko Olczyskie.

Z Polany Olczyskiej czeka nas jeszcze niewielkie podejście na Nosalową Przełęcz (1103 m n.p.m.). Szliśmy tym szlakiem kilkanaście lat temu i nie możemy nadziwić się, jak bardzo zmarniał przez ten okres las. Wiatrołomy, korniki – to teraz miejsce nie do poznania. Z jednej strony przykro patrzeć na takie połacie powalonych drzew, z drugiej – widać, że przyroda sama rodzi sobie z problemem. Wszędzie w górę pną się liściaste gatunki – może w końcu monokultura świerkowa zmieni się w mieszany, odporniejszy las. Trzeba też przyznać, że na wiatrołomach szlak zyskał też bardzo pod względem widokowym. Ładnie widać Kopieńce i Nosal, chętnie też patrzymy na Wielką Kopę Królową i szlak przez Boczań.

Kopieniec

Kopieniec (po prawej) został już daleko za nami.

Nieco ponad pół godziny i stajemy na Nosalowej Przełęczy. Nasza ścieżka krzyżuje się tu z nartostradą z Gąsienicowej. My trzymamy się znaków zółtego szlaku i po chwili dochodzimy do niebieskich znaków szlaku przez Boczań. Tam skręcamy w prawo i po chwili stajemy w Kuźnicach.

Nasz czas: 10:00-14:40, 8,5 km, ok. 420 m przewyższenia

W Zajeździe Kuźnickim stajemy na szybki obiad, a potem do busa i do domku!

Po południu R. idzie na konferencję, a M. z chłopcami odrabiają lekcje, ogarniają wszystko itp. Wieczorkiem jeszcze wyrywamy się wspólnie na spacer na Krupówki. Poza sezonem nawet tu jest na swój sposób przyjemnie. Dochodzimy do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę i wracamy z powrotem.

Gęsia Szyja i Rusinowa Polana zimą

Gęsia Szyja i Rusinowa Polana – łatwa wycieczka z prawdziwie wysokogórskim widokiem

To świetna zimowa trasa dla całej rodziny. Krótka, ciekawa, bez trudności technicznych i zagrożenia lawinowego. Wysiłek podejścia rekompensuje prawdziwie wysokogórskimi widokami. Dla rodzin z młodszymi lub mniej wytrwałymi dziećmi polecamy spacer tylko na przepiękną Rusinową Polanę. Można także  wybrać dojście z Wierchporońca (nieco dłuższe, ale z mniejszym przewyższeniem) i Zazadniej przez Wiktorówki.

1 marca 2018, czwartek

Przepiękny dzień, bardzo mroźno, ale na słońcu jest bardzo przyjemnie, do -8 st. (rano -21…)

Rano z duszą na ramieniu próbujemy odpalić naszą brykę… Czy -21 stopni nie okaże się zabójcze dla akumulatora? Tak dobrze pamiętamy zeszłoroczne przejścia z Gór Orlickich… Na szczęście obawy się nie sprawdzają – jedziemy!  Droga Oswalda Balzera całkiem dobrze utrzymana, słoneczko coraz piękniej przygrzewa. Parkujemy na Palenicy Białczańskiej i ruszamy przed siebie – jest pięknie!

Na Rusinową Polanę z Palenicy Białczańskiej

Niebieski szlak na Rusinową Polanę skręca w prawo tuż za punktem poboru opłat za wstęp do TPN. Podejście jest łatwe i wygodne, tylko w paru miejscach nieco bardziej strome. Promienie słońca pomagają nam się rozgrzać w kilkunastostopniowym mrozie, podobnie jak coraz szersze widoki na otoczenie Doliny Białej Wody. Po godzinie docieramy na Rusinową Polanę, a po kolejnych kilkunastu minutach meldujemy się w miejscu spotkania szlaków z Zazadniej i Wierchporońca.

Ruszamy na Rusinową Polanę niebieskim szlakiem z Palenicy Białczańskiej.

Gradacja kornika i wiatrołomy odcisnęły swoje piętno w okolicznych lasach.

…ale dzięki temu możemy cieszyć się pięknymi widokami na otoczenie Doliny Białej Wody.

Na Rusinowej wybieramy sobie jedną z kilkunastu ław i rozkładamy się na dłuższy odpoczynek. Słoneczko grzeje, widoki (i kanapki) przepyszne, czegóż chcieć więcej! Rusinowa Polana słynie z pięknej panoramy – rzeczywiście, widoki na Tatry Bielskie i wschodnią część słowackich Tatr Zachodnich są wspaniałe. Postrzępione szczyty oglądane z tej perspektywy równie dobrze mogłyby uchodzić za pięciotysięczniki, prawda? Doznania potęguje dziewiczy śnieg i przyjemna cisza. Dobrze przyjechać w Tatry poza sezonem i móc się cieszyć samotnością – w lecie maszerowalibyśmy w tłumie, a dziś dopiero tutaj spotykamy pierwszych turystów.

Na wysokości ok. 1200 m dochodzimy do Rusinowej Polany.

Rusinowa Polana to dawne tereny wypasowe.

Obecnie to jeden z najlepszych punktów widokowych na wschodnią część Tatr Wysokich.

Drewniane ławy zachęcają do odpoczynku.

Restauracja Rusinowa – jak moglibyśmy nie skorzystać?!

Uzbrojeni w raczki, na Gęsią, gotowi, start!

Najpierw jeszcze czeka nas pożegnanie z Rusinową Polaną.

Rusinowa Polana – Gęsia Szyja

Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) to jeden z najbardziej atrakcyjnych celów wycieczek w Tatrach, godny polecenia nawet mniej doświadczonym turystom. Bez żadnych trudności technicznych, bez zdobywania oszałamiających wysokości możemy cieszyć się prawdziwie wysokogórskim otoczeniem. To od lat jedno z naszych ulubionych miejsc w Tatrach. Świetna wycieczka dla całej rodziny, również w zimie.

Na Gęsią z Rusinowej Polany wchodzi się – w zależności od kondycji – między pół godziny a godzinę. Przed nami nieco bardziej stromy odcinek, więc zakładamy chłopcom raczki turystyczne. Nie były może niezbędne, ale ułatwiały wchodzenie na pierwszym, najbardziej stromym fragmencie podejścia – letnie drewniane schodki zamieniają się zimą w prawie idealny biały skos. Na środku wyrobiona rynna od tyłkoślizgów – jak tor bobslejowy. Kto wie, czy i my nie skorzystamy z niej w drodze powrotnej;)?

Podejście na Gęsią Szyję rozpoczynamy w południowo zachodnim skraju Rusinowej Polany.

Przed nami prawie 300-metrowe podejście.

Podczas podejścia towarzyszą nam fantastyczne widoki – za nami Tatry Bielskie z kulminacją Hawrania

Drewniane schodki w zimie idealnie kryją się pod śniegiem.

Za to w dół będzie łatwiej – wyraźny tor tyłkozjazdów nie pozostawia wątpliwości co do najpopularniejszej techniki.

Raczki turystyczne były na tym odcinku bardzo przydatne.

Wyżej szlak się wypłaszcza, widoki nikną, za to wchodzimy w piękny zimowy las.

Z wizytą u Królowej Śniegu.

Większość wysokości już pokonaliśmy, jeszcze chwilka i będziemy u celu!

Im dalej, tym upłaz staje się coraz węższy.

Ostatnie podejście wprowadzi nas na kulminację Gęsiej Szyi.

Gęsia Szyja to jeden z najatrakcyjniejszych reglowych szlaków w Tatrach.

Przez cały dzisiejszy dzień czas chłopcy bardzo dzielnie maszerowali, ale podczas tego podejścia przeszli samych siebie. Wchodzili naprawdę sprawnie mimo sporego nachylenia i narastającego zmęczenia. Wysiłek zrekompensował nam piękny widok z „wykończonego” dolomitowymi skałkami wierzchołka Gęsiej Szyi. Po obowiązkowej sesji zdjęciowej na drugiej, bardziej widokowej kulminacji wracamy na dłuższy postój na pierwszy, nieco obszerniejszy wierzchołek. Reszta kanapek, kolejny termos z herbatą i ruszamy w dół.

Na Gęsiej Szyi spotkamy charakterystyczne dolomitowe skałki.

I – hurra! – jesteśmy na Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.)

Gęsia Szyja to jeden z najwspanialszych punktów widokowych w Tatrach.

Panorama z Gęsiej obejmuje ok. 50 tatrzańskich szczytów.

Na horyzoncie majaczą słowackie szczyty z kulminacją Lodowego.

Do Morskiego Oka dzisiaj nie poszliśmy, za to możemy z odległości podziwiać jego piękne otoczenie!.

R. wyskoczył jeszcze na panoramkę.

Z Gęsiej Szyi dobrze widać też Koszystą i Wołoszyn.

Zmiana kierunku to też zmiana techniki marszu. Raczki i kijki lądują w plecaku. Teraz chłopcy testują zbieganie z poślizgiem! Teren jest nieprzepaścisty i bezpieczny, więc tylko z uśmiechem patrzymy na ich szaleńtwa. Największą radość wywołuje… zjazd na pupie! Tymek podpatrzył technikę z użyciem plastikowej siatki, a Sebuś preferuje technikę dowolną… My usiłujemy nadążyć, trenując zjazd figurowy na butach. Śmiechu jest sporo, a wysokość wytraca się sama. Chwila moment i z powrotem stawiamy się na Rusinowej Polanie.

Schodzimy z powrotem na Rusinową.

Zejście z Gęsiej Szyi. Przed nami jak na dłoni Tatry Bielskie i Jagnięcy Szczyt.

Czy to Hawrań, czy Kilimandżaro?

Jeszcze chwila i znów będziemy na Rusinowej Polanie.

Na pierwszym planie Czerwona Skałka.

Zejście na Rusinową. Techniki są różne.

Niektórzy preferują …upozjazd.

Inni idą w ich ślady:)

Widoki na otoczenie Doliny Białej Wody są dzisiaj po prostu oszałamiające. Ponownie okrążając Rusinową, R. ma duże trudności, żeby chociaż na chwilę odłożyć aparat do pokrowca. Poza samymi górami zachwyca nas dzisiaj przepiękne zimowe słońce.

Powrót z Rusinowej Polany do Palenicy Białczańskiej

Wracamy tą samą drogą. Zejście jest już łatwe i naprawdę szybkie. Chłopaki zbiegają i przewracają się w śnieg. Jest cudnie!

Rusinowa Polana teraz zalana jest popołudniowym słońcem.

Obchodząc Rusinową Polanę, trudno odłożyć aparat.

Ostatnie spojrzenie w stronę Gęsiej Szyi.

Po dawnej wiosce pasterskiej pozostały tylko pojedyncze szałasy.

W lecie na Rusinowej prowadzony jest kulturowy wypas owiec.

Z Rusinowej Polany wracamy na Palenicę Białczańską.

Początkowo planowaliśmy nieco dłuższą trasę – przez Gęsią Szyję, Rówień Waksmundzką i Polanę pod Wołoszynem do schroniska PTTK w Dolinie Roztoki. Z powodu bardzo mroźnej aury jednak zdecydowaliśmy, że bezpieczniej będzie na Gęsiej zawrócić. Chłopcy byli bardzo zadowoleni z tego rozwiązania, bo wchodząc, już szykowali się na zjeżdżanie na pupie w drodze powrotnej 😉 A my nie chcieliśmy ich niepotrzebnie przeforsować – rodzinna wycieczka ma być przecież dla wszystkich przyjemnością. Nie ma więc tego złego!

Nasz czas: 10:30–15:45, niespełna 9 km i ponad 500 m przewyższenia