Wąskotorówka Piaseczno – Podróże ze Św. Mikołajem

Piaseczyńsko-Grójecka Kolei Wąskotorowa – podróż ze Świętym Mikołajem

Myślicie, że Mikołaj w grudniu podróżuje przez Laponię w saniach z reniferami? Błąd! Święty jeździ wąskotorówką, a można spotkać go w podwarszawskim Piasecznie! Zapraszamy na relację z „Podróży ze Świętym Mikołajem”.

2 grudnia 2017, sobota

Jeśli mieszkacie na Mazowszu i macie dzieci w wieku przedszkolnym, koniecznie musicie wybrać się na grudniową przejażdżkę piaseczyńską wąskotorówką – nie dość, że jazda ciuchcią będzie atrakcją sama w sobie, to jeszcze będziecie mieć okazję posmakować zimowego pikniku w lesie i spotkać samego Świętego z wielkimi workami prezentów!

Historia piaseczyńskiej kolei wąskotorowej (a właściwie Piaseczyńsko-Grójeckiej Kolei Wąskotorowej) sięga końca XIX w. Linia o prześwicie 1000 mm została zbudowana z przeznaczeniem na obsługę ruchu pasażerskiego do Warszawy i transport towarów z okolicznych cegielni. Ruch pasażerski był utrzymywany na tej linii prawie przez 100 lat – w 1991 r. odbył się ostatni regularny kurs. Wąskotorówka ożyła na nowo kilka lat później. Dzięki staraniom Piaseczyńsko-Grójeckiego Towarzystwa Kolei Wąskotorowej jeszcze w latach 90. wznowiono kursowanie kolejki w celach turystycznych. Obecnie wąskotorówka w Piasecznie to jedna z największych kolejowych atrakcji turystycznych na Mazowszu.

Wąskotorówka w Piasecznie dziś służy głownie celom turystycznym.

Przejazdy tematyczne organizowane są zazwyczaj w niedziele na linii Piaseczno – Tarczyn – Piaseczno, najczęściej zaczynają się o 11.00. Turyści jadą na leśną polanę Runów,  zatrzymują się tam na piknik i wracają z powrotem – cała impreza trwa ok. 4-5 godzin. Warto zapolować na organizowane kilka razy w roku przejazdy tematyczne (jesienne „Pieczenie Ziemniaków”, wiosenne „Topienie Marzanny”,  „Święto Kwitnącej Jabłoni”, przejażdżka na Dzień Dziecka, Sylwestra itp.) – aktualny harmonogram można sprawdzić na stronie kolejki (http://www.kolejka-piaseczno.pl/). Jedną z takich planowych imprez są „Podróże ze Świętym Mikołajem”. Już od dawna mieliśmy w planach przejażdżkę wąskotorówką z Piaseczna i do tej pory pamiętamy fantastyczną imprezę urodzinową jednego z naszych Przyjaciół (pozdrawiamy, Jakubie i Emilko!) – cieszymy się, że wreszcie udało się nam tu wybrać całą rodziną.

Czekając na sygnał do odjazdu

„Podróże ze świętym Mikołajem” cieszą się dużą popularnością i organizowane są tylko w jeden weekend w grudniu (zazwyczaj w okolicy Mikołajek) – najlepiej więc zarezerwować bilety odpowiednio wcześniej. W Piasecznie stawiamy się 15 minut przed odjazdem pociągu. To absolutne minimum, bo trzeba odebrać bilety i przekazać obsłudze upominki, które potem Mikołaj wręczy naszym dzieciom (pamiętajcie o podpisaniu prezentów!). Wąskotorówka już czeka na pasażerów. Usadawiamy się w jednym z pięciu wagonów i – ciuch, ciuch! – w drogę!

Stacja Piaseczno – do jazdy gotowi start!

Przejażdżka jest bardzo komfortowa – wagony są ogrzewane (w środku jest naprawdę ciepło), a obsługa – bardzo sympatyczna. Kierownik pociągu jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – zagląda do każdego wagonu, wypytuje żartobliwie dzieciaki o różne rzeczy i częstuje czekoladowymi mikołajami. Zazwyczaj podróż zajmuje ok. pół godziny. Dziś wszystko trwało nieco dłużej ze względu na konieczność usuwania drzew poprzewracanych na tory – efektu ostatnich opadów śniegu. Nie martwicie się, to tylko tak groźnie brzmi – przejażdżka jest zupełnie bezpieczna, kolejka jedzie odpowiednio wolno, a dodatkowe przestoje są nawet swoistą atrakcją.

Z przyjaciółmi przejażdżka smakuje najlepiej:)

Obowiązkowa kontrola biletów.

Dalszy plan przedstawia się następująco: po dotarciu do miejscowości Runów wysiadamy na polanie piknikowej. Tu pasażerowie mają do dyspozycji kilka zadaszonych wiat piknikowych, rozpalane jest duże ognisko, przy którym można usmażyć kiełbaski (kiełbaski trzeba mieć swoje, na miejscu są szpikulce do pieczenia). Kto chce, może skorzystać z oferty cateringowej – na miejscu można kupić kiełbasę, kaszankę, grochówkę, ciepłe napoje itp.

Postój przy polanie piknikowej w Runowie.

Zawody w pieczeniu kiełbasek gratis:)

Po ok. 40 minutach (akurat tyle, ile trzeba, by upiec i zjeść na spokojnie kiełbaskę) pora na gwóźdź programu – nadciąga Mikołaj. I to nie byle jak, tylko oczywiście na torach! Pomocnicy niosą za nim wielkie worki prezentów – nic dziwnego, w końcu z 80 dzieciaków czeka na swój upominek. Święty wręcza wszystkim prezenty, potem można zrobić sobie z nim zdjęcie, dobrze obejrzeć wagony i lokomotywę i pora wracać.

A tymczasem z oddali…

…nadjeżdża Mikołaj!

Mikołaj ze swoją załogą przystępuje do pracy.

A my nie możemy się doczekać…

…na prezenty!

Zniecierpliwionych dzieci jest zresztą więcej.

Dużo więcej:)

Emocje sięgają zenitu:)

I wreszcie! Pora na Sebusia!

Pamiątkowe zdjęcie z kolejowym Mikołajem.

No dobra, jeszcze jedno ujęcie:)

Postój w Runowie trwa ok. dwóch godzin. Dobrze jest zabrać dzieciom nieprzemakalne ubrania – jeśli (tak jak dziś) leży mokry śnieg, dzieciaki będą miały w lesie milion okazji, żeby się przemoczyć.

Czym mogą się fascynować mali chłopcy? Oczywiście lokomotywą!

Podglądamy warsztat pracy Mikołaja.

Kierownik pociągu czuwa nad wszystkim.

Podróż powrotna mija błyskawicznie (ok. 20 min). Przed 15.00 jesteśmy z powrotem na parkingu w Piasecznie.

Pora wsiadać do pociągu.

Maszynista tylko czeka na sygnał do odjazdu.

Dzisiejsza wycieczka była dla nas wyjątkowo miła, bo towarzyszyli nam nasi Przyjaciele – to był naprawdę przyjemnie spędzony czas. Pozdrawiamy, Aniu, Tomku, Mateuszu i Olku, i dziękujemy za wspólny dzień!

Chłopcom przejażdżka oczywiście bardzo się podobała.  Mimo że to atrakcja kierowana głownie do dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych, nasz Tymo też był bardzo zadowolony – nieważne, ile się ma lat, człowiek zawsze lubi dostawać prezenty, prawda? No a jak można odbyć wycieczkę w towarzystwie dobrego kumpla z klasy, to już zupełnie da się żyć;) Sebuś (8 lat) jest chyba w najlepszym możliwim wieku na atrakcje turystyczne skierowane do dzieci. Grześ (3 lata) też bardzo cieszył się ciuchcią – jedyną niedogodnością w jego przypadku była pora – nasz najmłodszy turysta bardzo hołubi poobiednie drzemki, a dzisiaj nie miał ku temu okazji.

Wracając, zatrzymujemy się jeszcze na chwilę na rynku w Piasecznie. Warto zwrócić uwagę budynek ratusza – co zobaczymy na dachu? Nie, nie kurka, tylko muzłumański księżyc! To pamiątka po XVIII-wiecznej wizycie posła tureckiego sułtana – Piaseczno zadbało o miły akcent na powitanie dostojnego gościa. Piaseczanie tak bardzo przywiązali się to tej niecodziennej ozdoby ratusza, że umieścili go na dachu nowego ratusza, zbudowanego w pierwszej połowie XIX w. W klasycystycznym budynku obecnie mieści się Urząd Stanu Cywilnego. Będąc na rynku, warto też spojrzeć na późnogotycki kościół św. Anny. W Piasecznie jest też dawna mykwa, ale już jej dzisiaj nie szukaliśmy – Grzesiek był tak zmęczony, że po przejażdżce ciuchcią od razu zasnął w samochodzie:)

Rynek i ratusz w Piasecznie, a nad ratuszem – półksiężyc!

Późnogotycki kościół św. Anny

Podróż ciuchcią ze świętym Mikołajem? Oczywiście, że polecamy! Miła, rodzinna atrakcja. Mikołaja w saniach widział każdy. A takiego podróżującego kolejką wąskotorową?

Jadwisin – w poszukiwaniu pałacu Radziwiłłów

Jadwisin – spacer nad Narwią w poszukiwaniu pałacu Radziwiłłów

Jadwisin to niewielka rekreacyjna miejscowość położona nad brzegiem Jeziora Zegrzyńskiego. Kusi miłymi marinami i urokliwymi ścieżkami spacerowymi wzdłuż Narwi. Przez Jadwisin przechodzą szlaki turystyczne, urozmaicone tablicami dydaktycznymi, można tu znaleźć kilka sympatycznych piaszczystych miejsc do odpoczynku nad wodą. W okolicy znajdują się też dwa cenne rezerwaty przyrodnicze – Rezerwat Jadwisin i Rezerwat Wąwóz Szaniawskiego. Ten pierwszy jest, niestety, aktualnie (XI 2017) niedostępny dla zwiedzających, przez ten drugi można bez przeszkód wędrować – ścieżka wiedzie wąwozem erozyjnym wśród lasu grądowego. Kiedyś mieszkał tu i pracował dramaturg Jerzy Szaniawski. Miłośników architektury parkowo-pałacowej przyciąga do Jadwisina ponadstuletni  pałac Radziwiłłów – niestety, również do niego nie ma obecnie dostępu. Miejmy nadzieję, że zmieni się to w najbliższej przyszłości, a jeśli nie – zawsze można pozostać przy niewątpliwie też przyjemnych spacerach nad wodą.

Kto z mieszkańców Mazowsza chciałby choć na chwilę poczuć się jak na Mazurach, powinien przyjechać nad Zalew Zegrzyński, na przykład do Jadwisina. My zawitaliśmy tutaj w pewne niedzielne późnolistopadowe przedpołudnie. Szczerze mówiąc, największą ochotę mieliśmy na zwiedzenie zespołu pałacowo-parkowego Radziwiłłów. Niestety, teren okazał się niedostępny, co bardzo nas rozczarowało. Całkiem niezłym pocieszeniem okazała się jednak arcymiła przechadzka wzdłuż brzegów Jeziora Zegrzyńskiego – dobre miejsce na spacer dla wszystkich wodniaków odliczających dni do kolejnego wypadu na żagle. W ciepłe miesiące nad wodą musi być nad wyraz przyjemnie. My odwiedziliśmy to miejsce w mglisty listopadowy dzień, za to mogliśmy się cieszyć pięknymi okolicznościami przyrody niemal w zupełnej samotności 🙂

Parkujemy samochód tuż przed wjazdem na teren Yacht Klubu Polskiego. Sympatycznie zaaranżowany porcik jachtowy śpi i czeka na cieplejsze wiatry, dziś żywej duszy dookoła – na pewno to miejsce wygląda zupełnie inaczej w cieplejszych miesiącach. Nie dochodząc do zalewu, skręcamy w prawo za znakami żółtego szlaku, przy drogowskazie na rezerwaty Jadwisin i Wąwóz Szaniawskiego.

Skręcamy w prawo za drogowskazami prowadzącymi do rezerwatów przyrody.

Port Yacht Klubu Polskiego w Jadwisinie.

Tablica informuje o granicy Rezerwatu Jadwisin – szkoda, że tam nie zajrzymy.

Rezerwat Jadwisin i pałac Radziwiłłów są we wszystkich źródłach wymieniane jako główne atrakcje turystyczne miejscowości. Park otaczający rezydencję stanowi pozostałość dawnej puszczy serockiej i jest bardzo cenny przyrodniczo – został objęty ochroną rezerwatową.

Sam pałac został zbudowany pod koniec XIX w. dla rodziny Radziwiłłów. Projekt w stylu renesansu francuskiego wykonał francuski architekt. Budynek pałacu odznacza się lekkością, a mimo braku symetrii bryła sprawia bardzo regularne i lekkie wrażenie. Nie możemy się dziś jednak przekonać o tym na własne oczy – oglądamy tylko zdjęcia zamieszczone na tablicach informacyjnych i w Internecie.

O pięknie dawnego pałacu Radziwiłłów możemy dziś wnioskować tylko na podstawie tablic informacyjnych.

Ani nam przez myśl nie przeszło, że ani rezerwatu, ani pałacu zwykły turysta nie może nawet zobaczyć. Na aktualnej stronie http://www.jezioro.zegrzynskie.pl/pl/pr/Jadwisin czytamy: „Obecnie znajduje się tu [w pałacu w Jadwisinie] ośrodek szkoleniowo- wypoczynkowy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, otwarty jednak dla wszystkich zwiedzających”. Pełni nadziei ruszamy więc za znakami szlaku. Wejście na teren parku i rezerwatu wg mapy powinno znajdować się po ok. 200 m od skrętu. Tymczasem cały czas idziemy wzdłuż ogrodzenia. Po chwili orientujemy się, że dróg prowadzących do zespołu pałacowo-parkowego brak.

Przyczyną obecnego stanu rzeczy są zapewne zawirowania zw. ze sprawami własnościowymi. Po II wojnie światowej pałac został przejęty przez państwo, urządzono tu m.in. ośrodek wypoczynkowy Urzędu Rady Ministrów. Od 2007 o zwrot rodowej posiadłości zaczęła starać się rodzina Radziwiłłów. Po prawie 10 latach obiekt został przekazany Konstantemu Radziwiłłowi, obecnemu ministrowi zdrowia. Po niedługim czasie obiekt znów zmienił właściciela – chodzą słuchy, że prywatny inwestor zamierza urządzić tu ekskluzywny hotel

O ile zawirowania zw. z własnością obiektu można zrozumieć, nijak nie pojmujemy, dlaczego niedostępny dla turystów pozostaje cały obszar cennego przyrodniczo rezerwatu. Przecież to obszar chroniony na mocy przepisów państwowych, a nie prywatnych. Czy wielką szkodą dla właściciela byłoby udostępnienie alei przecinającej rezerwat i pozwalającej spojrzeć – choćby z odległości – na budynek pałacu, mający przecież rangę zabytku? Wrrrrr.

Niesmak pozostał, na szczęście nie złościmy się zbyt długo –  wiele przyjemności daje nam spacer sam w sobie – idziemy ścieżką biegnącą tuż nad wodą, nie do wiary, że gwarna aglomeracja warszawska jest tak blisko. Po kilkunastu minutach spaceru już jesteśmy pewni, że do pałacu tędy nie dojdziemy – robimy w tył zwrot i postanawiamy pocieszyć się samą przechadzką nad brzegiem Narwi. Szmer wody, od czasu do czasu ktoś łowi ryby, w oddali przemykają pojedyncze jachty i motorówki. Taki spacer to prawdziwy odpoczynek dla zmysłów.

Pozostaje nam cieszyć się samą przechadzką nad wodą.

Nazwa Jadwisin pochodzi od Jadwigi Radziwiłł (z Krasińskich)

Jesteśmy w strefie strefie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu.

Kiedyś te tereny porastała stara Puszcza Serocka.

Przy szlaku można znaleźć tablice informacyjno-dydaktyczne.

Niektóre zostały pomyślane specjalnie o dzieciach.

Idealne miejsce do odpoczynku nad wodą.

W okolicy są też dobre punkty widokowe.

Jadwisin Asana

Ukojenie zmysłów przed powrotem do codziennego kołowrotku.

Na wysokiej skarpie rozsiadły się ośrodki wypoczynkowe. Jedne – jak ten przy Yacht Clubie – podupadające, inne – przejęte przez prywatnych inwestorów i zamienione w hotele. Po drodze mijamy kilka miejsc idealnych do wypoczynku nad wodą – piaszczyste plaże, wiaty turystyczne, pomosty. Warto tu przyjechać choćby dla samego spaceru brzegiem Narwi. Kto ma trochę więcej czasu, powinien dojść aż do Rezerwatu „Wąwóz Szaniawskiego”.

Na dziś czas mocno goni – musimy na 12:00 wrócić po naszych chłopaków, więc dodajemy Wąwóz Szaniawskiego do naszej listy miejsc do odwiedzenia w najbliższym czasie i wracamy do samochodu. W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze przy skraju kompleksu pałacowo-parkowego od północnej strony, jednak i od północy nie udaje nam się przejść. Choć prawdę mówiąc, nie myszkowaliśmy tutaj zbyt długo – od dłuższych wędrówek zniechęciło nas błoto po kostki na leśnej drodze i konieczność powrotu do chłopaków.

Próbujemy dostać się do parku od strony północnej. Niestety, Radziwiłła widzimy tylko ulicę.

Choć informacje o rezerwacie są, oznaczonych ścieżek pieszych brak.

Nasz dzisiejszy spacer.

Niedosyt pozostał – ale to dobrze, będzie nas ciągnęło, żeby zajrzeć w okolice Jadwisina w przyszłości.

Serock

Serock – średniowieczne grodzisko, gotycki kościół, czy spacer po plaży?

Na mapie Mazowsza to tylko niepozorne miasteczko położone przy połączeniu Bugu i Narwi, przyćmione przez pobliski Pułtusk. Jednak nawet poza sezonem (albo szczególnie poza sezonem – zależy, czego kto poszukuje) oferuje możliwość przyjemnego spaceru. W ciepłej porze roku można tu przyjemnie spędzić cały dzień. Z Warszawy można dopłynąć do Serocka statkiem przez Kanał Żerański lub w ok. 40 min przyjechać samochodem. Na miejscu przyjemna plaża, wodny plac zabaw dla dzieci, boiska do siatkówki plażowej, wypożyczalnia sprzętu wodnego. W Serocku znajdą też coś dla siebie miłośnicy architektury i ładnych krajobrazów.  

Samochód zostawiamy na pustawym rynku. Centrum Serocka jest bardzo zadbane. Centralnym punktem rynku jest sympatyczny ratusz – aż trudno uwierzyć, że został otwarty dopiero 20 lat temu! W Serocku są jednak dobrze widoczne też ślady dawnych dziejów. Do naszych czasów dotrwał na przykład średniowieczny układ ulic oraz stary bruk na rynku – kamienie brukowe pochodzą z XIX w.

Ratusz w Serocku otwarto dopiero 20 lat temu

Z rynku kierujemy się do kościoła pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. To jeden z najcenniejszych i najstarszych zabytków sakralnych na Mazowszu. Świątynia została zbudowana na początku XVI w. jeszcze w stylu gotyckim – widać, jak bardzo Mazowsze pozostawało w tyle za modnymi trendami w architekturze. Warto obejść kościół dookoła, bo ze skarpy na jego tyłach bardzo ładnie widać połączenie dwóch rzek – łączące się Bug i Narew tworzą tu pokaźne rozlewisko.

Kościół pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny.

…to jeden z najcenniejszych przykładów architektury sakralnej na Mazowszu

Świątynia została zbudowana w XVI w. w stylu późnogotyckim

Z tarasu na tyłach kościoła pięknie widać połączenie Bugu i Narwi.

Jak my lubimy takie kwiatki!

Izba Pamięci i Tradycji Rybackich mieści się w budynku XIX-wiecznej szkoły.

Spod kościoła idziemy w kierunku drugiej najbardziej znanej atrakcji turystycznej Serocka – średniowiecznego grodziska Barbarka. Od kościoła najlepiej się tędy dostać urokliwym głębokim wąwozem. Przechadzka musi być bardzo przyjemna w upalny dzień. Ściany wąwozu są wysokie, wzdłuż ścieżki płyną strumyczki wpadające potem do Narwi.

Spod kościoła do grodziska najłatwiej dostać się przez urokliwy wąwóz.

Zupełnie jak w górach!

Wzdłuż ścieżki płyną strumyczki wpadające potem do Narwi.

Rzut oka za siebie.

Samo grodzisko Barbarka nie prezentuje się może szczególnie spektakularnie, ale historię ma zacną. Gród w Serocku istniał już w XI wieku. Makieta leżąca u podnóża grodziska pozwala domyślać się, jak wyglądało to miejsce 10 stuleci temu. Położenie na wysokim tarasie Narwi tuż obok połączenia z Bugiem miało oczywiste walory obronne. Ze szczytu grodziska otwiera się rozległy widok na połączenie obu rzek.

Grodzisko Barbarka przed nami.

Barbarka. Gród w Serocku istniał już w XI w.

Makieta pozwala się domyślać, jaki kiedyś wyglądało to miejsce.

Pięknie stąd widać połączenie Bugu i Narwi.

Położenie grodziska miało oczywiste walory obronne.

Spod Barbarki idziemy prosto nad brzeg Narwi. Zapadający zmierzch sprawia, że przechadzka jest bardzo romantyczna – zdecydowanie polecamy to miejsce wszystkim zakochanym 🙂 🙂 🙂  W kilka minut dochodzimy na plażę miejską. Możemy się tylko domyślać, jak zatłoczone (ale i przyjemne) jest to miejsce w sezonie, bo przyjechać tu zdecydowanie jest po co. Na serockiej plaży znajdziemy to, co tylko do szczęścia nad wodą nam potrzebne – przyjemny piasek i leżaki nad brzegiem, zaplecze sanitarne, wodny plac zabaw dla dzieci, boisko do siatkówki i stoły do ping ponga, wypożyczalnie sprzętu wodnego.

Nad brzegiem Narwi urządzono romantyczną promenadę.

Narew. Serock. Listopad.

Spacerując nad brzegiem Narwi, zapominamy, że jesteśmy w mieście.

Molo przy plaży miejskiej.

W oddali majaczy most przez Narew.

O 16.00 już robi się ciemno – idealnie na dobrą kawę w sympatycznej kafejce.

Ukoronowaniem wizyty w Serocku jest przyjemna chwila w Cafe Filiżanka – Cukierni Pychotka tuż przy rynku. W środku bardzo sympatycznie, słodkości cieszą oko i podniebienie, na ścianie całkiem pokaźna kolekcja filiżanek. Warto kupić lokalny specjał – precel serocki. Z dwoma preclami spakowanymi do kieszeni opuszczamy Serock.

…i jest – sympatyczna Cafe Filiżanka przy rynku.

Ratusz wieczorową porą na pożegnanie Serocka.

Nasz spacer po Serocku.

Popołudniowy spacer był bardzo przyjemny. Po raz kolejny przekonujemy się, że warto zajechać również do miejsc spoza listy topowych atrakcji turystycznych. Szczególnie jeśli są tuż na wyciągnięcie ręki.

XLIV Maraton Pieszy po Puszczy Kampinoskiej

Rokrocznie na jesieni w Puszczy Kampinoskiej jest rozgrywany Maraton Pieszy im. Andrzeja Zboińskiego. Można startować na dystansach 50, 75 lub 100 km, na trasach dziennych lub nocnych. W tym roku po raz pierwszy bierzemy w nim udział – ale na pewno nie ostatni. Kampinoski maraton wpisujemy na stałe w nasz kalendarz imprez! Poniżej nasza relacja oraz spis niezbędnego – naszym zdaniem – ekwipunku. Continue reading

Kampinoski Park Narodowy – spacery 2017

Ścieżka dydaktyczna „Wokół Opalenia”

Są takie szlaki, na które pewnie normalnie nie zwrócilibyśmy większej uwagi, ale odwiedzone o odpowiedniej porze roku potrafią zaczarować. Jednym z nich jest ścieżka dydaktyczna „Wokół Opalenia”. Sama ścieżka ma ok. 4 km i prowadzi zróżnicowanymi terenami – od lasów liściastych po sosnowe i młodniki porastające grunty porolne, a nawet atrakcyjne podmokłe łąki. Ścieżka kończy się na Polanie Opaleń – jednym z najbardziej znanych miejsc odpoczynku w Puszczy Kampinoskiej. Piknik pod jedną z drewnianych wiat może być doskonałym zwieńczeniem wycieczki. Ogromnym atutem tej trasy jest szybki i łatwy dojazd z Warszawy, a jej długość jest niemal wymarzona na rodzinny przedobiedni spacer. Późną jesienią (a zapewne i wczesną wiosną) jest tu wyjątkowo ładnie – najlepiej przekonajcie się sami! 🙂 Wzdłuż ścieżki ustawiono kilkanaście tablic edukacyjnych, m.in. poświęconych różnym ekosystemom leśnym (lasy olszowe, sosnowe, dębowe, młodniki porolne) i projektowi „Motylowe łąki”. Trasa – jak większość szlaków w Puszczy Kampinoskiej – jest dostępna dla terenowych wózków dziecięcych.

22 października 2017, niedziela

Mokro i chłodno, do 9 stopni

Na spacer wybieramy się po leniwym rodzinnym śniadaniu z naszymi miłymi Gośćmi – Babcią Stasią i Dziadkiem Jankiem. Potem Dziadkowie wracają do Rzeszowa, a my szybko wrzucamy termosy do plecaków i wyskakujemy na jesienny spacer. Od rana pogoda jest niezachęcająca, ale wierzcie, że tylko jeśli patrzy się na nią zza okna. Brrrr, najchętniej zostałoby się z ciepłą herbatką w ciepłym domu. Jednak gdy tylko dojeżdżamy do Puszczy i wychodzimy z samochodu, nasze odczucia zmieniają się diametralnie. Wilgoć, zimno? Eee tam, jest pięknie! Dookoła feeria jesiennych barw, nogi szurają w jesieni, liście spadają nam na głowy. Jak dobrze, że zmobilizowaliśmy się do wyjścia z domu!

Witamy w świecie jesieni.

Ruszamy z parkingu przy Wólce Węglowej.

Porządna dawka witaminy N wszystkim poprawia humory!

Polanę Opaleń zostawiamy teraz po prawej stronie – w tym miejscu nasza ścieżka zamknie pętlę.

Co krok – inny dywan.

Idziemy za znakami ścieżki dydaktycznej. Towarzyszy jej kilkanaście tablic edukacyjnych.

Dęby czerwone – wyjątkowo piękne jesienią.

Upamiętnienie poległych żołnierzy AK w Opaleniu.

Mokro, zimno… – nie, pięknie!

Na początku ścieżce towarzyszą znaki szlaku żółtego i drogi rowerowej.

Mimo pochmurnego dnia kolory późnojesiennego lasu są bajkowe!

A pod nogami pięknie wyglądają nawet krople porannej mżawki.

Jesień potrafi zaczarować nawet pochmurny dzień – jakby świeciło słońce, prawda.

Jeden z elfów Pani Jesieni idzie dziś dzielnie razem z nami.

Teraz się zmęczył i wskoczył do nosidła, ale przynajmniej nasza prędkość przelotowa wzrosła.

Przechodzimy obok niewielkiego Jeziorka Opaleń.

Jeziorko jest pochodzenia sztucznego.

Czytamy, że znajdowała się tu kiedyś bażantarnia okolicznego właściciela ziemskiego.

Starsi chłopcy oczywiście maszerują jak starzy piechurzy, ale Grzesiek nie jest dziś dużo gorszy – w nosidle przechodzi tylko ok. ćwierci dystansu. Dzieciom najbardziej podoba się na „motylowych łąkach” – szlak wiedzie tu drewnianymi kładkami, które w przypadku Grześka świetnie sprawdzają się jako inspiracja do zabawy w …. pociągi! Ciuch ciuch, ciuch ciuch – jak fajnie się biegnie! Tylko uwaga, bo ślisko! Pociąg Grzesiowy zaliczył wykolejenie, na szczęście tylko raz:) „Motylowe łąki” to projekt czynnej ochrony przyrody, którego celem jest przywracanie naturalnego stanu łąk podmokłych i ochrona rzadkich gatunków motyli. Na pewno warto przyjechać tu wiosną.

Kładki przerzucone przez podmokłe łąki to jeden z najprzyjemniejszych odcinków dzisiejszego szlaku.

Żyje tu wiele rzadkich gatunków motyli – oczywiście październik to nienajlepszy moment na ich podziwianie.

Łąki są regularnie koszone i odkrzaczane.

… w ramach projektu czynnej ochrony przyrody „Motylowe łąki”

Celem projektu jest utrzymanie naturalnego stanu łąk podmokłych.

Dla dzieciaków kładki to wspaniałe miejsce do zabawy w … pociągi:)

Przecinamy jeden z lokalnych cieków wodnych.

Po opuszczeniu kładek szlak znów wkracza do lasu. Najpierw wiedzie wąską ścieżką, potem znów wprowadza na szersze leśne drogi. Dookoła pełnia jesieni. Miło w takiej scenerii zatrzymać się na łyk gorącej herbaty.

Za łąkami nasza trasa prowadzi wąskimi, malowniczymi ścieżkami.

A co to za przeszkoda – szlaban oczywiście!

Szlaban podniesiony, można pędzić przed siebie!

Sympatyczna wiata w uroczysku Michałówka.

Sebusia zainteresowała tablica poświęcona sosnom.

Ścieżka kończy się po dotarciu do Polany Opaleń.

Opuszczamy Opaleń. Spacer był przepiękny, a pogoda tylko za oknem wyglądała źle!

Przy samochodzie stajemy lekko zmęczeni i porządnie głodni – w sam raz, by wracać na niedzielny obiad:)

Nasz czas: (rodzinnym tempem ok. 2 godziny, 5,5 km (razem z dojściem do parkingu)

Przebieg ścieżki dydaktycznej ‚Wokół Opalenia’

Pętelka z Izabelina

Izabelin – Lipków – Mały Truskaw – Pociecha – Sieraków – Izabelin

13.09.2017, środa

Za niespełna miesiąc planujemy pierwszy start w maratonie pieszym w Puszczy Kampinoskiej (relacja z maratonu tutaj). Zgłoszenia wysłane, trasa już wisi na stronie wydarzenia, czas na trening! Dzisiejsze okienko zawodowo-pogodowe wykorzystujemy na przejście fragmentu planowanej trasy maratonu.

Prawdę mówiąc, nasz dzisiejszy spacer nie prowadzi jakimiś wyjątkowo interesującymi przyrodniczo terenami. Naszym celem jest głównie zapoznanie się z przebiegiem szlaku przed maratonem. A przede wszystkim spędzenie kilku godzin we dwoje na łonie przyrody, co uwielbiamy najbardziej!

Z parkingu obok Centrum Edukacji KPN w Izabelinie ruszamy na wschód. Najpierw trasą ścieżki edukacyjnej a następnie niebieskim szlakiem, który wkrótce zaczyna lawirować po ulicach i leśnych ścieżkach przez Izabelin B. Dobrze, że tu dzisiaj przyszliśmy na rekonesans, bo szlak bardzo kluczy i można łatwo go zgubić, co byłoby prawdopodobne przy emocjach towarzyszących maratonowi ;-).

Izabelin. Stąd startuje ścieżka edukacyjna i tegoroczna trasa maratonu pieszego.

Najpierw ścieżka kieruje się na wschód.

A dalej prowadzą nas znaki niebieskiego szlaku.

Symbol KPN w wersji Minecraft.

Cmentarz wojenny w Lipkowie.

Park narodowy wyszedł na ulice.

Mijamy bardzo zachęcająco wyglądającą polanę turystyczną w Lipkowie – turystyczne grille, wiaty, ogromny plac zabaw – musimy tu przyjechać z chłopcami! Później nareszcie zagłębiamy się w las. Leśną drogą od razu lepiej się idzie. Bliskość Warszawy i okolicznych miejscowości sprawia, że także w środku tygodnia na szlakach jest sporo osób. Dzisiaj pełno tu grzybiarzy, widzimy całe grupy przeszukujące okoliczne zarośla. My oczywiście przykładnie podziwiamy grzyby tylko ze szlaku.

Na szlakach dzisiaj spotykamy wielu grzybiarzy.

Czy nie piękna ta droga?

Na grzyby polujemy dzisiaj tylko aparatem.

Jeszcze lato, ale jesień za progiem.

Przed jesienią trzeba się najeść.

Piękny świecznik rozgałęziony przypomina rafę koralową.

Tam grzyby i tu grzyby!.

Jesienne piękno.

Prawdziwe mrowicho.

A ten czeka na środku drogi!

Czy nie jestem piękny? 😉

Grzyby dzisiaj mamy we wszystkich odsłonach.

W Małym Truskawiu skręcamy na północ w drogę jezdną w stronę Truskawia i dalej, już niebieskim szlakiem, ale nadal drogą, idziemy do Pociechy. Tu skręcamy na wschód i zielonym szlakiem idziemy w stronę Posady Sieraków. Po dwóch kilometrach skręcamy razem z główniejszą drogą lekko w prawo do Sierakowa. Tu znowu spory fragment musimy zasuwać asfaltem, by w końcu czarnym szlakiem wrócić na parking w Izabelinie.

Drogą do Truskawia.

Między Małym Truskawiem a Truskawiem.

Tak, na tej wysepce też są grzyby!

Pierwsze oznaki jesieni.

Dąb w Pociesze – tu skręcamy na wschód.

Teraz zielonym szlakiem.

A czy ten nie jest piękny?

Opuszczamy szlak, kierując się główniejszą drogą do Sierakowa.

Ten odcinek prowadzi drogą pożarową nr 45.

Jesień zbliża się wielkimi krokami – widać to także na naszej trasie. Liście powoli żółkną, a brzozowe nawet już zaścielają leśne dróżki. Jak zwykle szkoda nam odchodzącego lata. Pociesza nas chyba tylko perspektywa pięknych jesiennych plenerów fotograficznych ;-).

Ale śliczne te dzieciaczki!.

Rośnijcie dalej…

Dzisiejszej trasy nie polecamy może jakoś szczególnie miłośnikom dzikiej przyrody, ale świetnie nadaje się na parogodzinny spacer tuż za granicami miasta. Można ją też bez problemu przejechać rowerem albo wózkiem dziecięcym. Dla nas to po prostu dobry rekonesans przed zbliżającym się maratonem pieszym i świetny czas we dwoje.

Nasz czas: 10:00 – 14:00, 19 km

 

Wokół Obszaru Ochrony Ścisłej „Sieraków”

Dziekanów Leśny – Uroczysko Mogilny Mostek – Palmiry – Pociecha – Posada Sieraków – Uroczysko Na Miny – Dziekanów Leśny

28 czerwca 2017, środa

Rano ulewy, potem parny upał, wieczorem burze

Ciężki dzień w pracy? Po południu wsiadajcie w samochód i ruszajcie do Puszczy Kampinoskiej! Porządny 4-godzinny spacer w otoczeniu pięknej przyrody to najlepsze antidotum na stres.

Jedną z naszych ulubionych tras jest ok. 18-kilometrowa pętelka okrążająca Obszar Ochrony Ścisłej Sieraków. To jeden z kampinoskich klasyków. Trasa wiedzie wokół jednego z najcenniejszych i najstarszych puszczańskich rezerwatów – OOŚ Sieraków im prof. Romana Kobendzy. Przecinamy tereny bagienne, wędrując wąskimi trytwami wśród mokradeł, by za chwilę wędrować przez kampinoskie wydmy; po drodze mijamy też wiele miejsc pamięci, w tym cmentarz Palmiry. Nasza dzisiejsza trasa to taka puszcza w pigułce. Jest piękna o każdej porze roku, ale wyjątkowo ładnie prezentuje się naszym zdaniem wczesną wiosną (nasza relacja z marcowego spaceru tutaj), gdy mokradła toną w wodzie i pierwszych wiosennych kwiatach. Dziś też jest pięknie – płyniemy w soczystej zieleni, ale wędrówkę uprzykrzają nam hordy wygłodniałych komarów (mimo repelentów nad każdym z nas krąży czarna bzycząca chmura, zniechęcająca nas od nawet krótkich postojów).  Pewnie to zasługa wyjątkowo wilgotnej aury – rano lało, a i przez cały nasz spacer zbiera się na burzę (która nota bene kulturalnie dopada nas zaraz po wejściu do samochodu). No ale komary to też w końcu jakaś perwersyjna odmiana bliskiego kontaktu z przyrodą. Odpoczywamy dwukrotnie – raz na wydmowym kompleksie Białej Góry za uroczyskiem Mogilny Mostek, raz na polanie Posada Sieraków. Do domu wracamy z ciężkimi głowami, ale z lekką głową. I o to chodziło!

Ok. 18 km, nasz czas: 14:00-18:15

Punkt wyjścia to rozstaj szlaków przy parkingu w Dziekanowie Leśnym

Ruszamy czerwonym szlakiem na południowy zachód

Po 10 minutach pierwsze miejsce odpoczynku – uroczysko Szczukówek

W Szczukówku kontynuujemy marsz na zachód czerwonym szlakiem

Teren robi się podmokły, szlak wprowadza na usypane groble

Pełne zanurzenie w zieleni!

Przymusowy objazd!

Trytwy wśród mokradeł to wyjątkowo urokliwy odcinek szlaku

Nasyp miejscami wznosi się aż metr nad poziomem wody

Przyroda zadbała o najlepsze dekoracje

Po porannych ulewach w powietrzu wisi wilgoć

Ale roślinność mokradeł jest cudownie zielona

Rozstaj szlaków w uroczysku Mogilny Mostek

Dalej ruszamy na południe tzw. Sejmikową Drogą

Odpoczynek w wydmowym kompleksie Białej Góry

Czyżby była tu kiedyś brama – nie mogliśmy znaleźć o tym informacji

Przeplatanka piaszczystych wydm i mokradeł jest charakterystyczna dla puszczy

Długie Bagno przed Palmirami

Z jednej strony bagno, z drugiej – wydmy

Czy można wyobrazić sobie lepszy odpoczynek

Długie Bagno po eksploatacji torfu w latach 1921-24 powoli budzi się do życia

Tutejszy torf był kiedyś wydobywany aż do głębokości 3 m!

Dziś przyroda zagospodarowuje te tereny wg swojego pomysłu

Ten na górze to chyba rusałka kratkowiec

A obok – jak nam się wydaje – dostojki latonie

Te betonowe krzyże to symboliczne mogiły rozstrzelanych więźniów Pawiaka

Miejsce bywa nazywane Palmirską Polaną Śmierci

W Pociesze stoi krzyż upamiętniający odział AK Jerzyki, tzw. Krzyż Jerzyków

Takich urokliwych krzyży i kapliczek przydrożnych jest w puszczy sporo

Posada Sieraków – ostatnio byliśmy tu na jesieni z dziećmi

Przysiadamy tu na postój – niestety komary razem z nami

W imieniu puszczy żegna się z nami urokliwy padalec

Nasza dzisiejsza trasa

Las Kabacki

Rezerwat przyrody „Las Kabacki” im. Stefana Starzyńskiego

24 maja 2017, środa

Od rana się chmurzy, potem lokalne oberwania chmury – jedno ok. 11:00 i jedno ok. 16:00, 17 stopni

Idealne miejsce na randkę we dwoje? Na rodzinny relaks z dziećmi? Las Vegas? Las Palmas? Nie, Las Kabacki! Dojazd jest banalnie prosty: wsiadamy do metra, wysiadamy na ostatniej stacji i … już jesteśmy! Przed nami inny świat!

To, że obecnie tuż obok stacji metra i tętniącego życiem miasta możemy cieszyć się sielską leśną scenerią, zawdzięczamy prezydentowi Warszawy Stefanowi Starzyńskiemu, z którego inicjatywy hrabia Adam Branicki w 1938 r. odsprzedał obszar lasu miastu z przeznaczeniem na użytkowanie publiczne. Las Kabacki, a właściwie rezerwat przyrody „Las Kabacki” im. Stefana Starzyńskiego, pozostałość dawnej Puszczy Mazowieckiej, to obecnie największy rezerwat województwa mazowieckiego – jego długość dochodzi do 5, a szerokość do 3 km.

Dzisiejszą randkę organizujemy spontanicznie i w ostatniej chwili – oboje mamy okazję wyrwania się wcześniej z pracy, a Grzesia od Pani Małgosi zgadza się przejąć Babcia. Dobra nasza! Spotykamy się przy końcowej stacji metra Kabaty. Zaczynamy od porządnego obiadu, bo w planach co najmniej kilkunastokilometrowa przechadzka. Pierogarnia Zapiecek sprawdza się do tego celu znakomicie – jest przyjemnie i smacznie. Potem już szybko zmieniamy buty na sportowe, wrzucamy na plecy plecak i w długą!

Przechodzimy obok stacji techniczno-postojowej pociągów metra, ale to już ostatni bastion miasta. Z każdą chwilą cywilizacja coraz bardziej zostaje za nami. Planujemy leśnymi ścieżkami okrążyć las dookoła, ale w połowie drogi pogoda płata nam figla – rzęsisty deszcz zmusza nas do okrojenia spaceru. W końcu w przybliżeniu pokonujemy pieszo ok. 10-kilometrową trasę biegową. Przez pierwsze dwie godziny pogoda jest jednak całkiem przyzwoita, a jedyne, co przeszkadza, to chmary wygłodniałych komarów – że też nie pomyśleliśmy o jakimś repelencie. Jak przyjemnie tak iść przed siebie! Po porannym deszczu zieleń liści jest nasycona i soczysta. To prawdziwy odpoczynek dla oczu.

Najbliższe stacji metra wejście do rezerwatu.

Przed nami dłuuuga droga. Ale jaka piękna!

Las Kabacki odpoczywa po deszczu.

Kałuże są prawdziwą ozdobą drogi.

Szkoda, że restauracja pusta.

Mogiła nieznanego żołnierza AK

Orientację ułatwiają drewniane drogowskazy.

Ścieżka zdrowia doda.

Oj, doda!

Drzewostany Lasu Kabackiego znacznie ucierpiały podczas wojen światowych. Obecnie trwają prace mające na celu przywrócenie naturalnego składu gatunkowego. Idziemy przez las mieszany, w przeważającej części liściasty – poza sosnami często spotkać można buki, brzozy, dęby, jesiony i klony. W Lesie Kabackim rośnie ponad 220 gatunków roślin, w tym aż 17 gatunków mchów. Kto ma szczęście, może spotkać sarny, zające, dziki, lisy czy łasice. Dużym problemem dla zwierząt jest jednak brak korytarzy ekologicznych, które pomogłyby w różnicowaniu genetycznym potomstwa.

Najpierw kierujemy się na zachód, w kierunku skarpy wiślanej nad dawną pradoliną Wisły. To chyba najciekawszy przyrodniczo fragment lasu. Dobrze widać zachowane naturalne wąwozy. Aż trudno uwierzyć, że cały czas jesteśmy na terenie miasta! Po chwili myszkowania po skraju lasu odbijamy w kierunku Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej Lasów Miejskich Warszawy. To miejsce ze wszech miar warte odwiedzenia z dziećmi.  Obiekt został wybudowany tuż przy zabytkowej drewnianej leśniczówce z 1890 r. Od maja 2015 r. placówka proponuje dzieciom i młodzieży ciekawe programy edukacyjne i cieszy się sporą popularnością! My dziś nie zaglądamy do środka, ale z przyjemnością patrzymy na zagospodarowanie terenu przed budynkiem – kolorowe tablice edukacyjne, ścieżka zmysłów, polanka edukacyjna – klasycznie, przyjaźnie, z pomysłem – musimy przyjechać tu z dziećmi! Wszystkie potrzebne informacje można sprawdzić tutaj: http://lasymiejskie.waw.pl/Centrum_Edukacji

Schodzimy ze skarpy wiślanej.

Zachowały się tu naturalne wąwozy.

Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej zaprasza!

Przestrzeń na zewnątrz jest przyjaźnie i ciekawie zaaranżowana.

Zabytkowa drewniana leśniczówka z 1890 r.

Spod centrum edukacji ruszamy na wschód. Idziemy skrajem polany rekreacyjnej. Pogoda niepewna, środek tygodnia – teraz tu pusto, ale w pogodne weekendy wiaty i miejsca ogniskowe są oblegane przez tłumy. Po chwili polana zostaje za nami, a my idziemy bardzo przyjemnym skrajem lasu. Po prawej las, po lewej pola uprawne – czy my naprawdę jesteśmy w Warszawie? Przyśpieszamy kroku, bo czarna chmura przed nami ciemnieje coraz bardziej.

Po drodze odwiedzamy jeszcze miejsce tragicznej katastrofy lotniczej z 1987 r. Obecnie nie widać już ogromnych zniszczeń drzewostanów, które ponoć są jednak wciąż doskonale widoczne z lotu ptaka. Tablica upamiętniająca, znicze, krzyż, drewniane ławki i wokół szumiące drzewa. Obecny spokój tego miejsca jaskrawo kontrastuje z ogromem katastrofy i bezmiarem ludzkich tragedii.

Polana rekreacyjna to bardzo popularne miejsce w Lesie Kabackim. Dziś z racji pogody świeci pustkami.

My ruszamy dalej taką piękną drogą.

Parada równości.

Idziemy uroczym skrajem lasu.

Grasz w zielone?

Ławeczka dla zakochanych.

Dzisiaj leśne drogi świecą pustkami, ale w ciepłej porze roku to rzadki widok.

Którą drogę wybrać?

Miejsce katastrofy lotniczej z 1987 r.

Kilkanaście dni temu wypadała 40. rocznica tragedii.

Rozpada się? Nie rozpada? No niestety, zaczyna lać. Najpierw idzie się zupełnie nieźle, ale po chwili korony drzew zaczynają przepuszczać ciężkie krople. Ale pada! Uciekamy w gęstwinę i  chowamy się pod parasolami. Postój się przyda, bo idziemy już bez przerwy od ponad 2 godzin. A może zaraz przestanie padać?

Oczywiście nie przestało. Postaliśmy, postaliśmy, aż wreszcie uzbrojeni w kurtki z membraną i parasole z bólem serca ruszyliśmy w stronę samochodu. Szkoda, że nie udało się przejść drugiej części zaplanowanej trasy. No ale nic, uda się następnym razem. Z dzieciakami na rowerach! Od czasu do czasu mijamy przemoczonych do suchej nitki rowerzystów. Ci to dopiero zmokli!

Las Kabacki widziany spod parasola – jest równie pięknie!

Mimo że ciągle pada i pada…

Nam wesoło!

Wracamy na parking w zupełnie przemoczonych butach, ale z szerokimi uśmiechami na twarzach. Ale mieliśmy fajną randkę! To miasto, a tam las – ale to niesamowite! Najbardziej chyba podobało się nam to, że wycieczka do Lasu Kabackiego była jak przejście na drugą stronę lustra. Las przylega do miasta jak kawałek puzzli z innej układanki. Dojeżdżamy na miejsce metrem, ruch na ulicach, centra handlowe, a po kilku krokach dookoła tylko zieleń i drzewa. Przez las przebiegają trzy szlaki turystyczne – czerwony (z Pyr do Powsina), zielony (do Ciszycy) i niebieski (do Zalesia Górnego). Ich przebieg można sprawdzić na geoportalu szlaków turystycznych Mazowsza PTTK (http://szlakimazowsza.gis.geo.uj.edu.pl/). Dodatkowo turyści mają do dyspozycji dwie wyznaczone trasy biegowe (5 i 10 km) oraz dwie ok. 4-kilometrowe ścieżki przyrodnicze z tablicami informacyjnymi i miejscami odpoczynku – jedna zaczyna się przy ulicy Rydzowej, a druga – przy Moczydłowskiej. Dobrzy piechurzy mogą prosto z Lasu Kabackiego przejść do Parku Kultury i Wypoczynku i do Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie. Sieć ścieżek sieka las na niemal idealne kwadraty, jednak wbrew pozorom można się w nim zgubić – na szczęście co kawałek znajdują się mapki i schematy ułatwiające orientację w terenie.

Wiele ciekawych informacji na temat Lasu Kabackiego (np. o tym, że na jego terenie trwały w latach 30. XX w. prace nad złamaniem słynnego kodu Enigmy, o urządzonym tu w XIX w. zwierzyńcu i wiele informacji przyrodniczych) można znaleźć na stronie http://www.haloursynow.pl/artykuly/las-kabacki-925-hektarow-historii-natury-i-przyjem,1576.htm

Warto pamiętać, że z uwagi na dogodny dojazd Las Kabacki jest jednak bardzo popularnym miejscem rekreacji warszawiaków – jeśli poszukujemy ciszy i spokoju, najlepiej wybrać się tu przed południem w środku tygodnia lub … w dzień z brzydką pogodą. Jak my!

Nasza dzisiejsza trasa.

Wielkanoc w Muzeum Wsi Radomskiej

Muzeum Wsi Radomskiej, Poniedziałek Wielkanocny

17 kwietnia 2017

Dość pogodnie, ale zimno, rano przymrozek, w dzień do 8 st.

Nie lubicie długiego biesiadowania przy świątecznym stole? Wybierzcie się na wycieczkę i koniecznie zabierzcie ze sobą całą rodzinę! A do plecaka wielkanocne baby i mazurki. Gotowi? No to w drogę!

Położone na obrzeżach Radomia Muzeum Wsi Radomskiej to świetne miejsce na półdniowy wypad z Warszawy (podróż zajmuje zaledwie nieco ponad godzinę). To też doskonały pomysł na postój w drodze między północą a południem Polski. Radomski skansen należy do najciekawszych, jakie odwiedzaliśmy – wśród zebranych tu obiektów znajduje się wiele perełek niespotykanych gdzie indziej. W Poniedziałek Wielkanocny nie są pobierane opłaty za wstęp, jednak nie wszystkie wnętrza są udostępnione do zwiedzania. Aktualne informacje najlepiej sprawdzić na stronie skansenu. Przed wycieczką warto pobrać aplikację mobilną z opcją pracy offline (np. na tablet) i interaktywną mapką z ciekawostkami o poszczególnych obiektach – bardzo przydatna dla pobudzenia ciekawości starszych dzieci przed wycieczką! Aplikację można pobrać tutaj.

Do Muzeum Wsi Radomskiej zawitaliśmy już pięć lat temu w celu uczestniczenia w obchodach w  Niedzieli Palmowej. Aura spłatała nam jednak wówczas figla: z planów wyszły nici. Krótka relacja tutaj: Niedziela Palmowa w radomskim skansenie. Niedosyt pozostał, więc dziś, kontynuując tradycję wielkanocnych spacerów po mazowieckich skansenach (do tej pory odwiedziliśmy na Wielkanoc m.in. Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu i Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu), zaraz po śniadaniu przyjmujemy azymut na Radom. To przyjemna odmiana po wczorajszym biesiadowaniu. Przy okazji odwozimy kawałek Babcię Stasię i Dziadka Janka, wracających do Rzeszowa. Babcia Urszula i Dziadek Jerzy też dają się namówić na wspólną wycieczkę. Będziemy mieć miły rodzinny spacer, idealny na Święta!

Po niewielkich kłopotach z dojazdem (parking nie znajduje się przy Szydłowieckiej – oficjalnym adresie radomskiego skansenu; trzeba dojechać na ulicę Stawową, wjazd od Krychnowickiej) trafiamy na miejsce ok. 11:00. Muzeum Wsi Radomskiej jest uroczo położone w dolinie rzeki Mlecznej. Dzisiejsze słońce i rozwijające się listki na drzewach tworzą wspaniałą wiosenną atmosferę.

Kwietniowe przedpołudnie w Muzeum Wsi Radomskiej. Istna sielanka.

Radomski skansen powstał 40 lat temu i jest stale rozwijany. Około osiemdziesiąt obiektów pochodzących z okolic Radomia zostało zgrupowanych w kilka części. Największy obszar zajmują wiejskie chaty i zabudowania, tworzące całe zagrody, zróżnicowane pod względem miejsca pochodzenia i − jak to w skansenach (…i nie tylko;)) bywa − zamożności właścicieli. Dzisiaj te „różnice klasowe” można było dostrzec także w wielkanocnych ekspozycjach, zdobiących wnętrza mieszkalne. Z biegiem lat, zwiedzając kolejne muzea na otwartym powietrzu, coraz bardziej lubimy takie podglądanie dawnego życia. Dzisiaj szczególnie zostało nam w pamięci jedno wnętrze, bo… był tam straszny bałagan! Zupełnie tak, jakby ktoś przed chwilą wybiegł stamtąd w pośpiechu! A może byli tu przed nami złodzieje? Albo psotny kot poprzewracał wszystko ze stołu?

Chałupa z Jastrzębi pochodzi z 1870 r.

Drewniane bale pięknie komponują się z błękitem.

Ta maleńka chałupa składała się tylko z sieni i izby.

W takich najprostszych wnętrzach mieszkali biedniejsi chłopi.

Wielkanocny posiłek też był prosty.

XIX-wieczna stodoła z Mąkosów Nowych.

Bróg z zadaszeniem o regulowanej wysokości pozwalał magazynować siano.

Kargul, podejdź no do płota jako i ja podchodzę!

Co tu się mogło stać? Każdy może dopisać własny scenariusz.

Przetak świetnie się sprawdza jako pojemnik na… pisanki!

Mamy wrażenie, jakby dawni gospodarze wyszli gdzieś tylko na chwilę.

Wetknięcie palm w pola miało zapewnić obfite plony.

Nasze zmysły odpoczywają…

Wnętrza skromne, ale odświętne.

To po prawej to nie abażur, tylko chodzik dla dziecka!.

Prawdziwe perełki są oglądamy jednak w dalszej części spaceru. Zaczyna się od ogromnej sześciokątnej (!) stodoły, pochodzącej z połowy XIX w. z Grójca. To pozostałość po majątku ziemskim oficera carskiego. Forma stodoły nawiązuje do konstrukcji stodół wielkoruskich. Potem im dalej, tym ciekawiej. Wchodzimy na niewielkie wzniesienie, na którym znajduje się najstarszy budynek skansenu – uroczy drewniany kościół z Wojanowa, pochodzący z połowy XVIII w. Wyróżnia go kolorowa polichromia imitująca bogato zdobione wnętrze murowanej (!) barokowej świątyni. W pobliżu kościoła na ławeczce zalanej wiosennym słońcem urządzamy sobie miły postój. Herbata z termosów, kanapki, świąteczne baby i mazurki, no i cała rodzina razem – czegóż można chcieć więcej! Im człowiek starszy, tym bardziej docenia takie zwykłe-niezwykłe wspólne chwile:)

Sześcioboczna stodoła jest wzorowana na konstrukcjach wielkoruskich.

Drewniany kościół z Wolanowa pochodzi z 1749 r.

Malowidła ścienne miały imitować bogaty wystrój barokowej świątyni.

Gorąco polecamy taki pomysł na Poniedziałek Wielkanocny!

Idealna harmonia krajobrazu.

Kawałek dalej na zwiedzających czeka stylowa karczma, urządzona w dawnej kuźni. Dzisiaj w domu czeka na nas wielkanocny obiad, więc próbowanie lokalnych specjałów zostawiamy na inną okazję. Jeszcze chwila i docieramy do najdalej położonej części skansenu. Po prawej stronie dróżki stoi aż pięć wiatraków (niestety tylko dwa ze skrzydłami). Po lewej natomiast dumnie prezentują się zabudowania zespołu dworskiego. Najbardziej zadziwia nas nie sam dwór czy mieszkanie ekonoma, ale absolutnie wyjątkowy dwupiętrowy kurnik z gołębnikiem. Murowany kurnik powstał na planie ośmioboku, a na jego piętrze znajduje się gołębnik. Coś cudownego!

Wiatrak koźlak można było obracać drewnianym drągiem – Sebuś sprawdza, czy i jemu się uda ta sztuka.

Z koźlakiem z Grabowca sąsiaduje stuletnia chałupa z Trzemchy Dolnej.

Kolejne koźlaki. W skansenie jest też jeden paltrak.

Don Kichot poszukiwany!

Leciwy modrzewiowy dwór z Brzeziec sięga 2. połowy XVIII w.

Dwór z Pieczysk pochodzi z tego samego okresu.

W środku Wielkanoc w wersji na bogato.

Zmęczeni biesiadnicy mogli odpocząć przy ciastach i dźwiękach muzyki.

Co to za cudo? Kurnik i gołębnik w jednym!

Za zespołem dworskim znajdujemy bardzo ciekawą ekspozycję pszczelarsko-bartniczą. Kolekcja (ok. 200 uli) powstała w latach 60., jeszcze przed założeniem samego skansenu. Potem Muzeum Wsi Radomskiej przejęło kolekcję bartniczą Stefana Rosińskiego z radomskiego Muzeum Regionalnego. Obecnie można tu obejrzeć kilka rodzajów uli. Najstarsze – kłodowe – powstawały w pniach drzew, czasami po prostu przez wycięcie fragmentu drzewa bartnego. Można też zobaczyć słomiane kószki, typowe, choć różnorodne ule ramowe, rzeźbione ule figuralne, a nawet wielorodzinny ul „paśnik”. Bardzo ciekawe są też podobno różne urządzenia pszczelarskie, ale dzisiaj z racji święta nie wszędzie można było zajrzeć.

W skansenie znajduje się bogata ekspozycja bartniczo-pszczelarska.

Najbardziej przyciągają uwagę ule figuralne.

Którędy te pszczoły wlatywały i którędy wylatywały?

Ule kószki wykonywano z plecionej słomy.

Stawy dodają radomskiemu skansenowi wiele uroku.

Wracając, zaglądamy do pawilonu wystawienniczego mieszczącego wystawę maszyn i narzędzi rolniczych. Naszą uwagę przyciągają zwłaszcza kilkudziesięcioletnie ciągniki typu SAM – czyli konstruowane przez samych rolników. Inwencja twórców była rzeczywiście ogromna – niektóre wyglądają jak zabawki, a inne w ogóle nie przypominają typowych traktorów, a bardziej np. maszyny do szycia:).

Pawilon wystawienniczy mieści ekspozycję maszyn i narzędzi rolniczych.

Najbardziej podobały się nam ciągniki marki SAM.

To ciągnik czy maszyna do szycia?

Dzisiaj po macoszemu potraktowaliśmy najnowszą część skansenu – ekspozycję „Zdarzyło się kiedyś nad wodą”. Tartak, dwa młyny i zagroda pochodzą z terenów nadrzecznych i w Muzeum Wsi Radomskiej zostały rozlokowane wzdłuż Mlecznej. W pobliżu jest też ścieżka przyrodnicza z wieżą widokową na brzegu sporego stawu. Musimy tu jeszcze wrócić!

Rzut oka na skansen z trasy ‚Zdarzyło się kiedyś nad wodą’.

Stuletni młyn wodny pracował kiedyś nad rzeką Iłżanką.

Wszyscy Dziadkowie z wnukami. Dziękujemy za wspólną wycieczkę!

Wycieczka udała się znakomicie. Pogoda sprzyjała, dzieciaki zachowywały się na medal, nawet Grzesiek dzielnie towarzyszył nam w zwiedzaniu – przeszedł na własnych nóżkach całą trasę spaceru i cały czas tryskał energią. Oczywiście miał znaczny wpływ na program zwiedzania (M. chyba ze trzy razy wchodziła z nim na górę wiatraka, potem co najmniej kilkanaście razy okrążała koło młyńskie, a potem wytrwale szukała kolejnych kałuż, do których nasz najmłodszy turysta pieczołowicie wrzucał kamyczki), ale ogólnie rzecz biorąc, było zupełnie nieźle. Wróciliśmy do domu z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. I głodni. Jak dobrze zasiąść teraz do świątecznego obiadu!

Rezerwat „Wikliny Wiślane” w Grochalach Nowych

26 listopada 2016, sobota

Ładny dzień, ale z przenikliwym wiatrem, do 3 st.

Rezerwat „Wikliny Wiślane” w Grochalach Nowych

Niewiele osób wie, że tuż za rogiem Warszawy, w okolicy Zakroczymia znajdują się dwa cenne rezerwaty ornitologiczne – „Wikliny Wiślane” oraz „Zakole Zakroczymskie”. Dziś odwiedzamy pierwszy z nich. Tuż obok ruchliwa trasa na Gdańsk, nad nami samoloty z lotniska w Modlinie, a tu inny świat – coś z dżungli, coś z prerii, ptaki, dziki, obok leniwa Wisła. No, jeśli tylko któryś nasz chłopak będzie szukał miejsca na niesztampową romantyczną randkę, od razu będziemy wiedzieli, co mu polecić 🙂

Tuż przed 15:00 meldujemy się w Grochalach Nowych. Skręcamy w prawo za znakami zielonego szlaku naprzeciwko starej kapliczki i drogą z betonowych płyt podjeżdżamy na sam wał wiślany. Zostawiamy naszą brykę wśród kilku innych, należących prawdopodobnie do zapalonych wędkarzy, i ruszamy w długą.

Na wałach nie idziemy zielonym szlakiem w prawo (na wschód), tylko skręcamy w lewo (na zachód), wybierając północne (boczne) odgałęzienie wału wiślanego. Nie ma znakowanego szlaku, ani tablic informacyjnych (sic!), więc docierają tu chyba tylko wtajemniczeni i tubylcy… My znaleźliśmy opis tej trasy w przewodniku Puszcza Kampinoska Lechosława Herza, który przy okazji gorąco polecamy jako inspirację do planowania spacerów po Puszczy! Herz pisze, że oba rezerwaty ornitologiczne „w połączeniu z pobliskim Kampinoskim Parkiem Narodowym tworzą obszar ochronny o randze ogólnoeuropejskiej, z czego mało kto zdaje sobie sprawę”.

Idziemy bocznym wałem odchodzącym od głównego wału przeciwpowodziowego.

Idziemy bocznym wałem odchodzącym od głównego wału przeciwpowodziowego.

Boczny wał doprowadza w głąb rezerwatu "Wilkiny Wiślane".

Boczny wał doprowadza w głąb rezerwatu „Wikliny Wiślane”.

Wiślaną łachę z trzech stron otacza woda.

Wiślaną łachę z trzech stron otacza woda.

Wizyta tutaj to gratka dla ornitologów, którzy od wiosny do jesieni mogą podglądać tu imponującą liczbę skrzydlatych gatunków, a w zimie rzadkie gatunki zimujących tu ptaków ze Skandynawii. My wielkimi znawcami ptaków nie jesteśmy, więc mimo uszu puszczamy informacje o gniazdujących tu 9 gatunkach z rzędu siewkowatych 🙂 i po prostu cieszymy się otaczającą przyrodą. A miejsce jest naprawdę piękne! Już po kilkuset metrach zaczynają nam towarzyszyć widoki na Wisłę i to po obu stronach, bo wał prowadzi łachą wiślaną na kępę z rezerwatem. Podczas pochmurnej pogody byłoby pewnie szaro i smutno, jednak dzisiaj przez pierwszą połową spaceru towarzyszy nam zachodzące słońce, a przez drugą – piękny czerwieniąco-różowiący się zmierzch. Po około kilometrze kończy się wał wiślany i schodzimy na płaski teren wysepki, objęty ochroną rezerwatową. Mamy szczęście, że aktualnie poziom wody jest niski i możemy swobodnie pomyszkować po zakamarkach wyspy. Żywej duszy dookoła. Ale tu fajnie!

O tej porze dnia światło jest bajkowe.

O tej porze dnia światło jest bajkowe.

Już wiemy, skąd projektanci czerpią inspiracje na topowe kolory.

Już wiemy, skąd projektanci czerpią inspiracje na topowe kolory.

Spotykamy dziki. Zupełnie sobie nawzajem nie przeszkadzamy.

Spotykamy dziki. Zupełnie sobie nawzajem nie przeszkadzamy.

Po wyspie można błądzić w dowolny sposób. My robimy krótki wypad w lewo.

Po wyspie można błądzić w dowolny sposób. My robimy krótki wypad w lewo.

Trudno uwierzyć, że tak niedaleko biegnie ruchliwa trasa na Gdańsk.

Trudno uwierzyć, że tak niedaleko biegnie ruchliwa trasa na Gdańsk.

Dochodzimy do południowego brzegu z widokiem na zachodzące nad rozlewiskami słońce. Potem krążymy różnymi odgałęzieniami lokalnych dróżek wyjeżdżonych chyba przez lokalnych kierowców. Krzewy i pożółkłe trawy tworzą pejzaż jak na prerii. W pewnej chwili widzimy nawet… bizony! Po dokładnym przyjrzeniu okazuje się, że to stadko dzików, wyjadających chyba owoce dzikiego bzu spod krzewu. W ten sposób wyjaśniamy tajemnicę zauważanych przez nas wielu miejsc bardzo zrytej ziemi. Wkrótce docieramy nad północny kraniec wyspy. W ostatnich chwilach dnia oglądamy przeciwległy brzeg i nurt pięknej, ostatniej wielkiej nieuregulowanej rzeki Europy.

Po przeciwnej strony Wisły widać kominy cegielni w Mochtach.

Po przeciwnej strony Wisły widać kominy cegielni w Mochtach.

Melancholijny krajobraz idealnie uspokaja.

Melancholijny krajobraz idealnie uspokaja.

Wracamy. Zmienia się tylko kolorystyka w zachodzącym słońcu.

Wracamy. Zmienia się tylko kolorystyka w zachodzącym słońcu.

 Krajobraz Wiklin Wiślanych miejscami przypomina prerię.

Krajobraz Wiklin Wiślanych miejscami przypomina prerię.

Zachód słońca w rezerwacie 'Wikliny Wiślane'.

Zachód słońca w rezerwacie ‚Wikliny Wiślane’.

Ochroną rezerwatową są objęte miejsca gniazdowania wielu gatunków ptaków.

Ochroną rezerwatową są objęte miejsca gniazdowania wielu gatunków ptaków.

Ostatnie chwile listopadowego dnia.

Ostatnie chwile listopadowego dnia.

Nie zwlekamy z powrotem, bo nie chcemy zgubić się w plątaninie dróżek. W nieco ponad godzinę przeszliśmy ponad cztery kilometry, spokojnie podziwiając piękno dzikiej przyrody. Na pewno wrócimy jeszcze w to miejsce w innej porze roku!

Nasz czas: wycieczka tam i z powrotem (po 2 km w każdą stronę) zajmuje ok. godziny. Chyba że ciężko będzie się odkleić od aparatu fotograficznego:) Trasa do przejechania terenowym wózkiem dziecięcym.

Trasa naszej wycieczki zaznaczona na pomarańczowo

Trasa naszej wycieczki zaznaczona na pomarańczowo

Kampinoski Park Narodowy – spacery 2016 – aktualizacja XI 2016

Jesienny spacer ze Starej Dąbrowy do Poleskich Dębów

5 listopada, sobota

Pochmurno, początkowo z przebłyskami słońca, do 6 st.

Północny szlak krawędziowy, zwłaszcza okolice Poleskich Dębów, to jedno z najpiękniejszych miejsc na jesienny spacer po Puszczy Kampinoskiej. W tym roku trochę się spóźniliśmy – piękne barwy na drzewach najlepiej podziwiać w połowie października, ale brodzenie po szeleszczącym dywanie z dębowych liści też miało wiele uroku. Można dojść tutaj od Leoncina, ale my wybraliśmy dłuższą, 22-kilometrową pętelkę Stara Dąbrowa – Posada Cisowe – Poleskie Dęby – Czarna Woda – Stara Dąbrowa. Tą trasą zaczynamy powtarzanie naszych ulubionych kampinoskich spacerów. Przeszliśmy ją – bagatela – 12 lat temu! Czyli w zupełnie innej epoce – bez dzieci, ale za to z naszą psiną Regusią. Teraz było… inaczej, ale też bardzo malowniczo!

Ruszamy z parkingu obok Ośrodka Szkolenia Wolontariuszy ZHP w Starej Dąbrowie. Dojazd zajmuje ok. 45 minut z warszawskiej Woli. Dzisiaj tak jak dwanaście lat temu idziemy bez dzieci, bo trasa dla nich za długa, a my akurat mamy świetną okazję wyrwać się na kilka godzin we dwoje. Tymo pojechał na weekendowy kurs zastępowych, Sebuś spędza dzień z babcią w kinie, a Grzesiem zgodziła się zająć p. Małgosia. A my… ruszamy!

Pierwsze osiem kilometrów pokonujemy niebieskim szlakiem w kierunku zachodnim. Przez ponad kilometr biegnie on razem z żółtym szlakiem, którym wrócimy na miejsce po zamknięciu pełnej pętli.

Głaz upamiętniający wycieczkę profesora Kulwiecia w 1907 r.

Głaz upamiętniający wycieczkę profesora Kulwiecia w 1907 r., uznawaną za początek polskiej zorganizowanej turystyki nizinnej.

Wydmy w okolicach Starej Dąbrowy należą do najokazalszych w Puszczy.

Wydmy w okolicach Starej Dąbrowy należą do najokazalszych w Puszczy. Nasza ścieżka dopiero zaczyna się wspinać.

Na rozgałęzieniu teraz wybieramy niebieski szlak, żółtym wrócimy na koniec wycieczki.

Na rozgałęzieniu teraz wybieramy niebieski szlak, żółtym wrócimy na koniec wycieczki.

Przez pierwsze ok. 3 kilometry mamy niezłą rozgrzewkę, bo trasa prowadzi grzbietami naprawdę okazałych wydm, kilka razy wznosząc się i opadając o dobrych kilkadziesiąt metrów. Do naprawdę świetna trasa na nizinną zaprawę przed wypadem w góry!

Ścieżka szczytami wydm to jedna z najbardziej malowniczych części dzisiejszego szlaku

Ścieżka szczytami wydm to jedna z najbardziej malowniczych części dzisiejszego szlaku.

Kampinoskie wydmy są ewenementem na skalę europejską.

Kampinoskie wydmy są ewenementem na skalę europejską.

Po ok 30 minutach szlak sprowadza z wydm na asfaltową drogę łączącą Starą Dąbrowę z Górkami. Przez chwilę idziemy skrajem lasu. Na szczęście niedługo droga jezdna skręca w lewo do miejscowości Górki, a my idziemy dalej na zachód, trzymając się znaków niebieskiego szlaku.

Chwilę idziemy drogą łączącą Starą Dąbrowę z Górkami.

Chwilę idziemy drogą łączącą Starą Dąbrowę z Górkami.

Od czasu do czasu mijamy osamotnione gospodarstwa

Od czasu do czasu mijamy osamotnione gospodarstwa.

Po około 8 km dochodzimy do rozstaju szlaków Posada Cisowe, gdzie skręcamy w prawo (na północ) i zmieniamy kolor szlaku na żółty. Rozczarowaliśmy się brakiem wiaty lub choćby ławeczki (zwykle można je znaleźć w okolicy punktów węzłowych szlaków kampinoskich). Nogi potrzebują już chwili wytchnienia, więc nie pozostaje nam nic innego, jak tylko znaleźć miejsce na odpoczynek w terenie. Wkrótce znajdujemy odpowiedni pień brzozy i przez dłuższą chwilę delektujemy się gorącą herbatką i pysznymi kanapkami. Przy dzisiejszej temperaturze konieczne było zakładanie dodatkowej warstwy ubrania na czas postoju, podobnie niezbędny był termos z herbatą i odpowiedni zapas dodatkowych kalorii.

Obszar ochrony ścisłej Krzywa Góra

Obszar ochrony ścisłej Krzywa Góra

Zarastające polany są bardzo urokliwe

Zarastające polany są bardzo urokliwe.

Po skręcie na północ w żółty szlak pora na postój. Za nami 8 km.

Po skręcie na północ w żółty szlak pora na postój. Za nami 8 km.

Z zapasem nowych sił przyspieszamy kroku, nasycając się ciszą zakłócaną tylko przez szelest liści pod nogami. Przez ponad pięć godzin wędrówki spotkaliśmy dzisiaj zaledwie kilka osób. To zaleta szlaków bardziej oddalonych od Warszawy. W tej okolicy podobno jest jeden z wielu mateczników puszczańskiej fauny. Nam udaje się wypatrzyć wyraźne ślady łosia (a właściwie dwóch), które szły kilkadziesiąt metrów naszym szlakiem niedługo przed nami.

Na drodze widać wyraźne ślady łosia.

Na drodze widać wyraźne ślady łosia.

Musiał tędy iść niewiele przed nami

Musiał tędy iść niewiele przed nami

Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dochodzimy do kolejnego węzła szlaków. Znowu skręcamy w prawo (na wschód) i zmieniamy kolor szlaku na zielony.

Zaraz skręcimy w prawo w Północny Szlak Krawędziowy (zielone znaki)

Zaraz skręcimy w prawo w Północny Szlak Krawędziowy (zielone znaki)

Pytanie za 100 punktów - co to za grzyb?

Pytanie za 100 punktów – co to za grzyb?

Stąd zaczyna się najpiękniejszy liściasto-jesienny odcinek dzisiejszej trasy

Stąd zaczyna się najpiękniejszy liściasto-jesienny odcinek dzisiejszej trasy

Ten fragment Północnego Szlaku Krawędziowego to najbardziej malowniczy odcinek naszej dzisiejszej wędrówki. Już po kilkuset metrach docieramy do Poleskich Dębów. Ponad dwustuletnie olbrzymy spoglądają na nas dostojnie. Niestety, trudno objąć ich rozmiar i piękno obiektywem… trzeba je po prostu zobaczyć na własne oczy!

Poleskie Dęby w uroczysku Denny Las

Poleskie Dęby w uroczysku Denny Las

Dęby mają ponad 200 lat.

Dęby mają ponad 200 lat.

Kształt drzew wskazuje na to, że kiedyś otaczała je polana

Kształt drzew wskazuje na to, że kiedyś otaczała je polana

Obwody Poleskich Dębów dochodzą do 4 m

Obwody Poleskich Dębów dochodzą do 4 m

Ten odcinek szlaku jest wyjątkowo piękny jesienią, bo otaczają nas urozmaicone drzewostany liściaste. Cały czas brodzimy w liściach, a dodatkowo zmienia się kolorystyka i faktura dywanu po którym kroczymy.

Kto powiedział, że bawić się mogą tylko dzieci?

Kto powiedział, że bawić się mogą tylko dzieci?

Rzut oka za siebie

Rzut oka za siebie

Gdzieniegdzie zachowały się jeszcze piękne kolory jesieni

Gdzieniegdzie zachowały się jeszcze piękne kolory jesieni

Oj, musimy schować aparat, bo daleko nie zajdziemy

Oj, musimy schować aparat, bo daleko nie zajdziemy

Idealny kamuflaż

Idealny kamuflaż

Kolor liści jest tak intensywny, że mamy wrażenie, że świeci na nie słońce

Kolor liści jest tak intensywny, że mamy wrażenie, że świeci na nie słońce

OOŚ Czarna Woda - kiedyś podobno płynęła tędy struga

OOŚ Czarna Woda – kiedyś podobno płynęła tędy struga

Pod nogami dywan dębowych liści

Pod nogami dywan dębowych liści

A w liściach pływają ... krokodyle!

A w liściach pływają … krokodyle!

Dwanaście lat temu było jeszcze ładniej, bo byliśmy tutaj w ostatniej dekadzie października, kiedy jeszcze więcej liści było na drzewach. Ale dzisiaj i tak jest przepięknie. Kilkaset metrów przed kolejną zmianą koloru szlaku i kierunku wędrówki spotykamy miłą ławeczkę, która zachęca do odpoczynku. Nie oponujemy i chętnie zjadamy resztę kanapek, popijając herbatą z drugiego termosu. Chwilo, trwaj!

W Czarnej Wodzie urządzamy sobie drugi odpoczynek

W Czarnej Wodzie urządzamy sobie drugi odpoczynek

Ławeczka jak na zamówienie. Przyda się po 16 km w nogach

Ławeczka jak na zamówienie. Przyda się po 16 km w nogach

Ostatnie kilometry nie są może już tak urocze, bo niebo pokrywa coraz grubsza warstwa chmur. Powoduje to odczucie nadchodzącego zmierzchu (a dopiero dochodzi 15:00). No cóż – uroki listopadowej włóczęgi… Po skręcie w żółty szlak kierujemy się ogólnie na południe, chociaż szlak dość mocno kluczy po różnych leśnych drogach krzyżujących się pod różnymi kątami. Idziemy m.in. Kościelną Drogą (jedną z wielu dróg tej nazwy w Puszczy). Pomiędzy kolejnymi zakrętami szlaku spotykamy zapomnianą opuszczoną leśniczówkę… Aż chciałoby się zajrzeć do środka!

Mijamy opuszczoną leśniczówkę, jak nam się wydaje

Mijamy opuszczoną leśniczówkę, jak nam się wydaje

Szlak poprowadzony jest bardzo wygodnie i sprawnie dochodzimy do znanych już obszarów ochrony ścisłej „Wilków” i „Biela” oraz połączenia z niebieskim szlakiem, którym rozpoczynaliśmy naszą dzisiejszą wędrówkę. Teraz jeszcze tylko nieco ponad kilometr po wydmach i jesteśmy już przy samochodzie. Było naprawdę CUDOWNIE!

Torfowisko obszaru ochrony ścisłej Biela

Torfowisko obszaru ochrony ścisłej Biela

Zbliżamy się do Starej Dąbrowy - zbiegamy ze znajomej wydmy

Zbliżamy się do Starej Dąbrowy – zbiegamy ze znajomej wydmy

Dzisiejsza trasa, którą nazwaliśmy roboczo północną pętlą ze Starej Dąbrowy, jest bardzo ciekawa przyrodniczo, bo prowadzi przez kilka obszarów ochrony ścisłej. Szczególnie warto przejść tędy w drugiej połowie października, kiedy (szczególnie) północny szlak krawędziowy zaskakuje bogactwem kolorów jesiennych liści. Wydaje nam się, że równie pięknie może tu być wiosną – może niedługo to sprawdzimy 🙂

Nasz czas: 10:15–15:30, ponad 22 km.

Dziekanów Leśny – Posada Sieraków

1 października, niedziela

Do 20 stopni, chyba pożegnanie lata

Za oknem piękne kolory jesieni, a pogoda iście letnia. Idealne warunki na spacer po Puszczy!

Półtora roku temu wczesną wiosną przeszliśmy we dwoje sporą pętlę z Dziekanowa przez Palmiry, dzisiaj w jesiennej scenerii i w pełnym dzieciowym składzie zaliczamy fragment tej trasy. Ruszamy z parkingu przy wjeździe do szpitala i pętli autobusowej. Początkowo zielony i czerwony szlak prowadzą drogą wśród brzóz i sosen. Po niespełna kilometrze dochodzimy do pierwszej wiaty i rozstaju szlaków w Uroczysku „Żydowskie”. M z chłopcami chwilę czeka na R. i Grzesia, który przeszedł cały ten odcinek na własnych nóżkach – brawo! Spoglądamy na kamień poświęcony himalaiście Andrzejowi Zboińskiemu, inicjatorowi kultywowanych przez wiele lat maratonów pieszych przez Puszczę Kampinoską.

Ruszamy z Dziekanowa Leśnego za znakami ścieżki dydaktycznej 'Do starego dębu'.

Ruszamy z Dziekanowa Leśnego za znakami ścieżki dydaktycznej ‚Do starego dębu’.

Najpierw dominują brzozy.

Najpierw dominują brzozy.

Spotykamy brzozę czarną - endemit środkowoeuropejski.

Spotykamy brzozę czarną – endemit środkowoeuropejski.

Polujemy na piękne kolory jesieni.

Polujemy na piękne kolory jesieni.

Uroczysko 'Żydowskie' z kamieniem upamiętniającym Andrzeja Zboińskiego.

Uroczysko ‚Żydowskie’ z kamieniem upamiętniającym Andrzeja Zboińskiego.

Grześ dzielnie biegnie na własnych nóżkach.

Grześ dzielnie biegnie na własnych nóżkach.

Nasz zielony szlak i znaki ścieżki edukacyjnej „Do Starego Dębu”, które towarzyszą nam dzisiaj przez cały spacer, skręcają teraz w lewo, a droga zagłębia się w wyraźnie gęstszy las. Wchodzimy w obszar ochrony ścisłej „Sieraków” z urozmaiconymi lasami – bory sosnowe, grądy, olsy i łęgi przeplatają się ze sobą wraz ze zmianami poziomu wilgotności terenu. Na prawo od szlaku rozciągają się tereny bagna Cichowąż. To jeden z głównych mateczników Puszczy Kampinoskiej. Teren ten nigdy nie został odwodniony (jest otoczony wzniesieniami) i z tego powodu zachował swój dziki charakter pomimo bliskości Warszawy.

Kolejny krótki postój (nasze żołądki domagają się kanapek:)) robimy w sporej wiacie w okolicy rozstaju szlaków przy Uroczysku Na Miny. Grześ kipi energią, bo ten odcinek przeszedł u taty na plecach. Fotografujemy kolejny pamiątkowy kamień, tym razem ku czci prof. Witolda Plapisa. Przed nami jeszcze półtora kilometra do celu, więc nie przedłużamy popasu.

Wchodzimy w obszar ochrony ścisłej 'Sieraków'.

Wchodzimy w obszar ochrony ścisłej ‚Sieraków’.

10. Rezerwat nosi imię prof. Romana Kobendzy.

Rezerwat nosi imię prof. Romana Kobendzy.

Kamień upamiętniający prof. Witolda Plapisa w uroczysku 'Na miny'.

Kamień upamiętniający prof. Witolda Plapisa w uroczysku ‚Na miny’.

W uroczysku 'Na miny' stoi solidna wiata turystyczna.

W uroczysku ‚Na miny’ stoi solidna wiata turystyczna.

Ścieżka wiedzie nasypem - wokół podmokłe tereny.

Ścieżka wiedzie nasypem – wokół podmokłe tereny.

Zostawiamy za sobą cenne drzewostany i wkrótce docieramy do Posady Sieraków. To zarastająca polana z pięknym Starym Dębem, do którego doprowadza nasza dzisiejsza ścieżka edukacyjna. Mamy aż trzy wiaty do wyboru, jest też miejsce na ognisko, full wypas. My zadowalamy się kolejnym odpoczynkiem, dojadamy jeszcze co nieco i karmimy Grzesia. Tym razem ubieramy go trochę grubiej z myślą o drzemce w nosidełku w drodze powrotnej. Faktycznie, Grzesiek pomimo początkowego rozbawienia po 10 minutach rytmicznego kołysania zasypia. Wracamy prosto do samochodu tą samą drogą. Spacer był przemiły. Porządna dawka witaminy N dla całej rodziny!

Posada Sieraków - cel naszej dzisiejszej wycieczki.

Posada Sieraków – cel naszej dzisiejszej wycieczki.

Stary Dąb ma ponad 340 cm obwodu.

Stary Dąb ma ponad 340 cm obwodu.

Nasz czas: 10:45 – 13:45 (z postojami), przeszliśmy bez pośpiechu 7 km w obie strony

Granica – Famułki Brochowskie – Famułki Królewskie – Posada Demboskie – Granica

Szukacie miejsca na długaśny spacer w okolicach Warszawy? „Kondycyjny”, taki, po którym zdecydowanie poczujemy, że mamy nogi? Polecamy pętlę z Granicy! Nie dość, że ma słuszną długość (32 km), to jeszcze jest niesamowicie atrakcyjna przyrodniczo. Ścieżka będzie wiła się przez malownicze wydmy po to, by zaraz wkroczyć w pas bagien. Przetniemy obszary ochrony ścisłej: Granica, Czapliniec, Czerwińskie Góry I i II i – jeden z najcenniejszych w Puszczy – OOŚ Krzywa Góra. Spotkamy miejsca pamięci narodowej – cmentarz wojenny w Granicy, dąb powstańców 1863 r., pojedyncze groby nieznanych żołnierzy AK. Zamiast tłumów ludzi na szlakach, spotkamy wsie wysiedlane przez KPN, sędziwe drzewa – np. piękny dąb prof. Kobendzy – i – przy odrobinie szczęścia – dzikich mieszkańców puszczańskich ostępów. A na koniec powitamy brawami widok samochodu na parkingu:) Dajemy słowo!

20 lipca 2016, środa

Po długim paśmie deszczowej aury nareszcie letni dzień z komfortowym 24oC

Starsi chłopcy na wakacjach, Grześ został z Panią Małgosią, nam udało się wygospodarować wolny dzień w pracy, słońce za oknem, a w planach wymagająca dobrej formy wyprawa w Dolomity. Co robimy? Oczywiście idziemy przed siebie. Najlepiej jak najdłużej i jak najdalej, z dala od cywilizacji!

Pętlę z Granicy wypatrzyliśmy na mapie już jakiś czas temu, jednak ze względu na jej długość nie mieliśmy jeszcze okazji wziąć jej na warsztat. Dziś nadarza się ku temu znakomita okazja – grzechem byłoby jej nie wykorzystać!

Granica-Famułki Brochowskie

Dojazd z warszawskiej Woli zajmuje ok. godziny. Parkujemy na nowym, dużym parkingu w Granicy. Zawitamy tu jeszcze na pewno z dziećmi. W Granicy znajduje się tu skansen budownictwa puszczańskiego, mamy też niezbyt długą pętelkę spacerową, atrakcyjny plac zabaw, zaplecze w postaci toalet, miejsce biwakowe – Granica to idealny cel weekendowego wypadu z kilkulatkami. Dziś jednak przyświecają nam bardziej ambitne plany – rzut oka na mapę i bez zbędnej zwłoki ruszamy przed siebie. Mamy ściśle ograniczony limit czasu (Pani Małgosia zgodziła się zostać z Grzesiem do 17:30) – na przejście całości mamy mniej niż 7 godzin, więc jeśli chcemy wygospodarować chwilę na odpoczynki, musimy trzymać równe tempo ok. 6 km/h. Najpierw idziemy za znakami żółtymi i zielonymi. Po kilkuset metrach po prawej stronie spotykamy cmentarz wojenny z okresu II wojny światowej. Pochowanych zostało tu kilkuset żołnierzy, głównie biorących udział w bitwie pod Bzurą we wrześniu 1939 r. Uważny obserwator zauważy, że cmentarz zbudowany został na planie orła. Nad całością założenia góruje intrygujący pomnik – nie znaleźliśmy informacji nt. autora, ale w stylu przypomina nam nieco dzieła Hasiora.

Cmentarz wojenny w Granicy

Cmentarz wojenny w Granicy

Pochowano tu kilkuset żołnierzy biorących udział w II wojnie światowej

Pochowano tu kilkuset żołnierzy biorących udział w II wojnie światowej

Zaraz za cmentarzem nasza ścieżka, oznaczona zielonymi znakami, skręca w lewo. Cały ten kilkukilometrowy odcinek zielonego szlaku (to tzw. Południowy Szlak Leśny) jest niezwykle ciekawie poprowadzony. Prowadzi to w górę, to w dół, wciąż kluczy między wydmami – to chyba najbardziej kręta puszczańska ścieżka, jaką kiedykolwiek przyszło nam iść (uwaga na znaki! Liczne skręty sprawiają, że szlak jest mylny).

A my - ruszamy przed siebie...

A my – ruszamy przed siebie…

...Południowym Szlakiem Leśnym

…Południowym Szlakiem Leśnym

Po ok. 3,5 km od skrętu zatrzymujemy się na chwilę przy Dębie Powstańców, będącym świadkiem straceń z okresu powstania styczniowego.

Dąb Powstańców pamięta tragiczne egzekucje 1863 r.

Dąb Powstańców pamięta tragiczne egzekucje 1863 r.

Przez chwilę idziemy skrajem lasu

Przez chwilę idziemy skrajem lasu

Miła dla oka zmiana dekoracji

Miła dla oka zmiana dekoracji

A pod nogami - kolorowo!

A pod nogami – kolorowo!

Przecinamy pas wydmowy

Przecinamy pas wydmowy

Po kolejnych ok. 2 km ścieżka wprowadza na imponującą wydmę zw. Górą k. św. Teresy, „ozdobioną” wieżą obserwacyjną straży leśnej. Nogi dopominają się o swoje prawa, ale przeciągamy jeszcze 20 min i stajemy na połączeniu szlaków zielonego i niebieskiego. No, 10 km za nami. Jak dobrze wreszcie siąść, zjeść coś, zdjąć buty…

Przecięcie szlaków. Teraz zmienimy kolor znaków na niebieski.

Przecięcie szlaków. Teraz zmienimy kolor znaków na niebieski.

Famułki Brochowskie – Famułki Królewskie

Nie popasujemy za długo, bo czas leci, a ponad 2/3 drogi wciąż przed nami. Siłą woli opuszczamy boską drewnianą ławeczkę i ruszamy dalej.

Zauważyliście, że wędrówka wijącą się ścieżką jest mniej męcząca?

Zauważyliście, że wędrówka wijącą się ścieżką jest mniej męcząca?

Dochodzimy do Famułek Brochowskich

Dochodzimy do Famułek Brochowskich

Podążamy za znakami niebieskiego szlaku aż do drogi asfaltowej łączącej Famułki Brochowskie z Królewskimi. Tu opuszczamy szlak niebieski i idziemy za znakami trasy rowerowej. Patrząc na mapę, z niechęcią witaliśmy perspektywę wędrówki ponad 3 km asfaltem. Nastawialiśmy się na zaciśnięcie zębów i możliwie szybkie przedreptanie poboczem wśród samochodów. Tymczasem asfaltowa droga Famułki Brochowskie-Królewskie to chyba nasze dzisiejsze największe pozytywne zaskoczenie. Samochodów brak, asfalt stary i toczący nierówną walkę z roślinnością, a wokół – jaka piękna przyroda! I jak malowniczo! Po obu stronach rozciągają się bagienne tereny (Famułkowskie Błoto) z typową dla nich roślinnością. Na torfowiskach słabo sobie radzą drzewa – pamiątką przegranej walki są wystające suche kikuty.

Asfaltowa droga łącząca Famułki Brochowskie z Królewskimi

Asfaltowa droga łącząca Famułki Brochowskie z Królewskimi

Nie spodziewaliśmy się, że będzie tu aż tak pięknie!

Nie spodziewaliśmy się, że będzie tu aż tak pięknie!

Podmokłe tereny porasta bujna roślinność

Podmokłe tereny porasta bujna roślinność

Przecinamy Kanał Łasica

Przecinamy Kanał Łasica

Rzut oka w drugą stronę

Rzut oka w drugą stronę

W przyrodzie są wygrani, są przegrani

W przyrodzie są wygrani, są przegrani

Po ok. 2 km marszu po lewej stronie spotykamy pozostałości protestanckiego cmentarza mennonitów, jednak nie zaglądamy tam na dłużej – konieczność powrotu na określoną godzinę motywuje nas do utrzymywania wyśrubowanego tempa. R. zauważa, że idziemy tak samo szybko jak rekreacyjni rowerzyści:) – faktycznie, para urządzająca sobie romantyczną przejażdżkę jedzie tak samo szybko jak my. Asfaltową drogę opuszczamy w Famułkach Królewskich. Wieś przez minione lata była wysiedlana przez Kampinoski Park Narodowy. Teraz panuje tu spokój mącony tylko szczekaniem dwóch kundelków, strzegących swojego obejścia. Tablica z nazwą miejscowości, zniszczona wiata przystanku autobusowego, drewniany przydrożny krzyż, w dawno nieopróżnianym koszu na śmieci sterta butelek po napojach procentowych.

Famułki Królewskie

Famułki Królewskie

Wiata nie jest już odnawiana

Wiata nie jest już odnawiana

Głównym Szlakiem Puszczy Kampinoskiej

W Famułkach Królewskich opuszczamy asfaltowa drogę. Przez 5 min idziemy na wprost trasą rowerową i na pierwszym rozdrożu skręcamy w prawo za znakami czerwonego szlaku. Przypominamy sobie, jak szliśmy tym odcinkiem niemal równo rok temu, próbujemy wypatrzeć znajome miejsca, gdzie to wtedy robiliśmy odpoczynek? Dobrze czymś zająć głowę, bo zmęczenie coraz bardziej daje o sobie znać, a postój zaplanowaliśmy dopiero za niemal 5 km, u podnóża Krzywej Góry.

Głównym szlakiem Puszczy Kampinoskiej

Głównym szlakiem Puszczy Kampinoskiej

Uff, udało się. Kolejne 10 km za nami. Mamy rozstaj szlaków, przyjemną ławeczkę, siadamy. 20 minut na kanapkę, gryz batonika, picie – czas dalej. Oj, nogi czują już dzisiejszy dystans.

Rok temu skręcaliśmy w lewo za żółtymi znakami, dziś podążamy prosto szlakiem czerwonym. Nasza trasa jest niezwykle interesująca przyrodniczo – dekoracje zmieniają się w zależności od tego, w którą stronę patrzymy – po lewej stronie mamy puszczański pas wydmowy, po prawej – pas bagienny. Zaraz za postojem wkraczamy w OOŚ Krzywa Góra, uznawany za jeden z najcenniejszych obszarów ochrony ścisłej w puszczy. W przewodniku Lechosława Herza czytamy, że „niewiele jest szlaków leśnych na polskim niżu, które dorównują temu”. My amatorsko chłoniemy po prostu otaczającą nas przyrodę. W pewnym momencie na naszej drodze spotykamy młodziutką wiewiórkę – prycha, niezadowolona z naszego widoku. Oczywiście od razu dajemy się przestraszyć i każde z nas rusza swoimi ścieżkami.

Przepraszamy Panią, nie będziemy przeszkadzać

Przepraszamy Panią, nie będziemy przeszkadzać

Zagubiony w Puszczy grób polskiego żołnierza z okresu II wojny światowej

Zagubiony w Puszczy grób polskiego żołnierza z okresu II wojny światowej

Po niecałych 2 km od rozstaju szlaków przy drodze stoi dostojny dąb im. prof. Romana Kobendzy – chyba najbardziej znane drzewo w Puszczy. Jego wiek szacowany jest na ok. 400 lat. Kilka zdjęć i dąb zostaje za nami, choć mamy wrażenie, że też chce pójść w swoją stronę – jak Tolkienowski drzewiec.

Dąb prof. Romana Kobendzy

Dąb prof. Romana Kobendzy

...to jedno z najbardziej znanych puszczańskich drzew

…to jedno z najbardziej znanych puszczańskich drzew

Położona nieopodal ławeczka zachęca do odpoczynku

Położona nieopodal ławeczka zachęca do odpoczynku

Kilometrów przez nami jeszcze ponad 10, więc planujemy niż zatrzymywać się aż do kanału Łasica. Tymczasem dzieje się rzecz wyczekiwana przez nas od przedwczoraj – dzwoni Tymo! Hura! Zasięg kiepściutki, ale jakoś się słyszymy. Siadamy na najbliższej kłodzie, włączamy tryb głośnomówiący i z wielką przyjemnością wysłuchujemy relacji naszego syna na temat obozu. Jak to dzisiaj mieli spływ kajakowy Pilicą. Jak wczoraj przygotowywali się do Harcerskiego Biegu Terenowego. Jak w nocy mieli wielkie straszenie w ramach zwyczajowego BISZKOPTA. No, rozmowa z naszym Tymusiem to chyba największa frajda dzisiejszego dnia!

Podnosimy się z kłody i stwierdzamy, że 10 minut mamy w plecy, więc musimy słusznie wyciągać nogi, żeby zdążyć na 16:30 na parking w Granicy. Po rozmowie z Tymem endorfiny buzują, więc idzie nam całkiem nieźle. Na rozstaju szlaków w okolicy Posady Demboskie skręcamy w praco i dalej podążamy na południe za znakami żółtymi.

Posada Demboskie – Granica

7-kilometrowy odcinek znakowany na żółto to ostatni fragment dzisiejszej trasy. Robimy zdjęcie uroczemu budynkowi starej gajówki Demboskie. Szlak wprowadza nas w puszczański pas bagienny. Przyroda tu niezwykle bujna, a wilgoć sprawia, że owady szaleją. Szkoda, że nie wzięliśmy repelentów – ledwo opędzamy się od „bzyczonek” i „gryzionek”, jak to kiedyś uroczo określił Sebuś. Wypatrujemy opisywanych w przewodniku śladów torowiska dawnej wąskotorówki.

Czyżbyśmy szli po torowisku dawnej wąskotorówki?

Czyżbyśmy szli po torowisku dawnej wąskotorówki?

Nieznany żołnierz września 1939 r.

Nieznany żołnierz września 1939 r.

Wokół kobierce konwalii

Wokół kobierce konwalii

Po nieco ponad 20 minutach od rozstaju szlaków docieramy do Kanału Łasica. Do tej pory przekraczaliśmy kanał szerokimi drogami jezdnymi, a tutaj – niespodzianka! Królestwo zieleni i uroczy drewniany mostek przeprowadzający na drugą stronę. Miejsce zachęca do dłuższego odpoczynku, jednak kurczący się czas skłania nas do ograniczenia postoju do kilku łyków wody.

Na drugą stronę Kanału Łasica przeprowadza uroczy drewniany mostek.

Na drugą stronę Kanału Łasica przeprowadza uroczy drewniany mostek.

Kanał Łasica zaadoptowany przez naturę

Kanał Łasica zaadoptowany przez naturę

Wydmy są już tylko wspomnieniem. Weszliśmy w pas bagienny.

Wydmy są już tylko wspomnieniem. Weszliśmy w pas bagienny.

Wilgoć aż czuć w powietrzu

Wilgoć aż czuć w powietrzu

Za kanałem wygodna droga zmienia się w wąziutką ścieżkę, torującą sobie drogę wśród bujnej roślinności porastającej wilgotne tereny.

Wąziutka ścieżka, wokół zieleń i ... komary

Wąziutka ścieżka, wokół zieleń i … komary

Każda nasze wyprawa do Puszczy tu inne wrażenia i inne widoki, ale dziś mamy wrażenie, że scenografia zmienia się jak w kalejdoskopie – za każdym zakrętem szlaku witają nas inne dekoracje. 20 minut marszu i las znowu zmienia charakter. Ścieżka opuszcza pas torfowisk i znów wraca w obszary wydmowe.

Zmęczenie daje o sobie znać – chciałoby się zadać standardowe dzieciowe pytanie „Tato, daleko jeszcze???” – ale przecież po to właśnie tu przyszliśmy! Po dołączeniu się z prawej zielonych znaków wiemy, że do parkingu już tylko rzut beretem – stąd zaczynaliśmy rano dzisiejszą wycieczkę!

Przy samochodzie stawiamy się o 16:35, niecałe 7 godzin od rozpoczęcia marszu. Nogi bolą jak powinny po takim dystansie (…), ale co tam – za dwa dni przestaną:)  Wrażenia z wycieczki przynieśliśmy za to kapitalne. To trasa niezwykle urozmaicona widokowo i przyrodniczo. Mimo imponującego dystansu, żaden odcinek szlaku nie jest podobny do drugiego. Opisaną trasę można też pokonać na rowerze, choć należy się liczyć z kilkoma bardziej kłopotliwymi, piaszczystymi (najczęściej krótkimi) odcinkami – zwłaszcza przy przejeżdżaniu przez pasy wydmowe.

Nasz czas: 9:45-16:35, 32 km

Wycieczka ze Starej Dąbrowy

1 maja 2016, niedziela

Przedpołudnie pochmurne i chłodne, potem słonecznie i 16 stopni

Hura, hura, hura! Jak to dobrze, że operacja Grzesia już za nami! 10 dni temu wróciliśmy do domu z naszym już oficjalnym Jednonerkim Bandytą i całą rodziną próbujemy jakoś wrócić do normalności po tych niezwykle trudnych chwilach.

Dziś nadarza się okazja o jakiej nawet nie marzyliśmy – szansa na wyrwanie się na spacer we dwoje! Starszych chłopców zostawiliśmy wczoraj na działce z Dziadkami, z Grzesiem deklaruje się zostać Pani Małgosia – rety, mamy kilka godzin tylko dla siebie! Termos, kanapki i mapa do plecaka, wskakujemy w samochód i pędzimy do Puszczy Kampinoskiej!

Wczoraj podczas poszukiwania odcinków szlaków, którymi jeszcze nie szliśmy, wypatrujemy pętelkę ze Starej Dąbrowy. Minusem jest nieco dłuższy dojazd z Warszawy, ale za to tutaj, w sercu puszczy, spotyka się dużo mniej osób. I jakie wrażenia na szlaku! Trasa przebiega przez wszystkie pasma puszczańskie, stanowiąc łakomy kąsek dla miłośników przyrody. Zaczynamy!

Zostawiamy samochód na parkingu w Starej Dąbrowie. Przez chwilę zatrzymujemy się przy głazie upamiętniającym pierwszą puszczańską wycieczkę PTK z 1907 r, po czym ruszamy na południe za znakami żółtego szlaku. Po prawej mijamy budynek Ośrodek Szkolenia Wolontariuszy ZHP. Potem skręcamy w prawo w drogę wiodącą do Górek. Po chwili orientujemy się, że na mapie (ExpressMap 1:40 000 z 2015 r.) zaznaczono nieaktualny przebieg szlaku. Znaki nie opuszczają od razu drogi w kierunku południowym, by potem skręcić w prawo wzdłuż Kanału Ł-9, ale wiodą ok. kilometra na zachód wzdłuż asfaltowej drogi, by potem skręcić w lewo w polną drogę wiodącą do centrum Starej Dąbrowy.

Stara Dąbrowa. Głaz upamiętniający wycieczkę PTK z 1907 r. Stąd ruszamy.

Stara Dąbrowa. Głaz upamiętniający wycieczkę PTK z 1907 r. Stąd ruszamy.

Po skręcie robi się ciekawiej. Najpierw idziemy nasypem przez podmokłe łąki i pola, potem wkraczamy w obszar torfowisk niskich północnego pasa bagiennego. Szlak przecina kanał Ł-9, a potem Kanał Łasica z jazem. Czytamy o próbach powtórnego nawadniania osuszanych przez lata terenów. Działania te mają na celu ochronę zanikających ekosystemów bagiennych.

Przecinamy Kanał Ł-9, 'zabierający' wodę z Puszczy.

Przecinamy Kanał Ł-9, ‚zabierający’ wodę z Puszczy.

Jaz na Kanale Łasica.

Jaz na Kanale Łasica.

Kanał Łasica przecina Puszczę ze wschodu na zachód.

Kanał Łasica przecina Puszczę ze wschodu na zachód.

Za kanałem szlak lekko odbija na zachód i wkracza na tzw. Trakt Napoleoński. Czy faktycznie Napoleon prowadził tędy wojska na Rosję, nie wiadomo, pozostała nazwa i tajemnica. Nas urzeka otaczająca przyroda. Idziemy przez obszar ochrony ścisłej „Żurawiowe”. Nazwa wzięła się od żurawi, budujących tu swoje gniazda. Podmokłe tereny kipią życiem budzonej przez wiosnę przyrody. Gdyby tylko dało się sfotografować śpiew ptaków… R. zachwyca się odcieniami wiosennej zieleni, M. urzekają całe kobierce szykujących się do kwitnienia konwalii. Podobno wczesną wiosną jest tu niezwykle dużo zawilców.

Wkraczamy w obszar Ochrony Ścisłej Żurawiowe. Niegdyś był tu dorodny las olszowy.

Wkraczamy w obszar Ochrony Ścisłej Żurawiowe. Niegdyś był tu dorodny las olszowy.

Wiosna, wiosna wszędzie!

Wiosna, wiosna wszędzie!

M. smakuje przyrodę, R. pognał do przodu.

M. smakuje przyrodę, R. pognał do przodu.

Knieć błotna aż prosi się o zdjęcie.

Knieć błotna aż prosi się o zdjęcie.

Rzut oka poza szlak.

Rzut oka poza szlak.

W OOŚ Żurawiowe można spotkać gniazda żurawi.

W OOŚ Żurawiowe można spotkać gniazda żurawi.

Wczesną wiosną jest tu mnóstwo zawilców, teraz - całe łany konwalii.

Wczesną wiosną jest tu mnóstwo zawilców, teraz – całe łany konwalii.

Akcenty wiosenne widać na każdym kroku.

Akcenty wiosenne widać na każdym kroku.

Nie zdążamy się w pełni nacieszyć uroczyskiem Żurawiowe, a już zmieniają się dekoracje. Żółty szlak wkracza w piaszczysty pas wydmowy. Po chwili mijamy skrzyżowanie z zielonym Południowym Szlakiem Leśnym w Babskiej Górze. Jest tu wiata i dogodne miejsce odpoczynku, jednak my urządzamy sobie postój niecałe 2 km dalej, na zarastającej Posadzie Łubiec. Wiata zajęta, więc rozsiadamy się na brzegu drogi. Za nami 8 km, jak dobrze na chwilkę przysiąść. Pałaszujemy kanapki, patrzymy na rowerzystów, tańczących z rowerami na piaszczystej na tym odcinku drodze.

Po postoju opuszczamy szlak żółty i skręcamy w prawo w czerwony Główny Szlak Puszczański. Po chwili ponownie wkraczamy w malowniczy teren wydmowy. Ukształtowanie terenu miejscami przypomina teren górski w miniaturze – czy to dlatego znajdujący się tu obszar ochrony ścisłej nosi nazwę „Karpaty”? Co chwilę wypatrujemy ze szlaku stare, malownicze dęby. Jeden z nich, już uschnięty, ma zupełnie spróchniały pień. Mamy wrażenie, że kikut dostojnego drzewa trzyma się tylko na skrawkach kory. Po ok. 3 km docieramy w okolice pozostałości XIII-wiecznego grodziska „Zamczysko”. Zamczysko odwiedziliśmy na jesieni trzy lata temu i szykujemy się, żeby niebawem przyprowadzić tu chłopców, więc tym razem nie zwiedzamy tej pamiątki dawnych dziejów i idziemy dalej. Szlak skręca na północ i po nieco ponad 2 km doprowadza do uschniętej Sosny Powstańców. Na drzewie tym wieszano za karę powstańców biorących udział w Powstaniu Styczniowym. Odnosimy wrażenie, że ten naturalny pomnik historii zmarniał i zmalał przez te trzy lata. A może to tylko wrażenie?

Obszary podmokłe to już tylko wspomnienie. Teraz kłaniają się nam wydmy.

Obszary podmokłe to już tylko wspomnienie. Teraz kłaniają się nam wydmy.

OOŚ Karpaty. Rzeczywiście, miejscami jak w górach.

OOŚ Karpaty. Rzeczywiście, miejscami jak w górach.

R. zachwycał się wiosennym seledynem w tle.

R. zachwycał się wiosennym seledynem w tle.

Z prawej wydmy, z lewej pas bagienny, czyli to co w KPN najlepsze.

Z prawej wydmy, z lewej pas bagienny, czyli to co w KPN najlepsze.

Bobrza wizytówka.

Bobrza wizytówka.

M. tuż przy szlaku wypatrzyła żeremia.

M. tuż przy szlaku wypatrzyła żeremia.

Dębowa wydmuszka.

Dębowa wydmuszka.

Po okazałym dębie zostało tylko wspomnienie.

Po okazałym dębie zostało tylko wspomnienie.

Po raz kolejny odwiedzamy Sosnę Powstańców.

Po raz kolejny odwiedzamy Sosnę Powstańców.

Za Sosną Powstańców wkraczamy na asfaltową drogę biegnącą przez wieś Górki. To mniej przyjemny fragment wycieczki. Na szczęście krótki. Półtora kilometra, mijamy kościół i skręcamy w lewo. Skręt nie jest nijak oznaczony – chyba wymieniano słupy energetyczne, a wraz ze starymi pozbyto się znaków szlaku. Dobrze, że dokładnie przyjrzeliśmy się mapie. Po chwili droga doprowadza do przecinanego już dzisiaj Kanału Ł-9. Stajemy tu na długi postój. Po 16 km nogi zdecydowanie dopominają się o swoje prawa:)

Postój nr 2. Tym razem nad Kanałem Ł-9.

Postój nr 2. Tym razem nad Kanałem Ł-9.

Ostatni odcinek dzisiejszej wycieczki wiedzie jeszcze przez chwilę szlakiem czerwonym, aż do połączenia się ze znakami niebieskimi. Na skrzyżowaniu skręcamy za szlakiem niebieskim w prawo. Szliśmy tędy 12 lat temu z Regusią, jako młode małżeństwo bez dzieci. Rety, jak ten czas szybko leci…

Kartka z kalendarza.

Kartka z kalendarza.

Na ostatnim odcinku naszej wycieczki czeka na nas smaczny deser. Niebieski Północny Szlak Leśny na odcinku między Górkami a Starą Dąbrową wiedzie ścieżką poprowadzoną szczytami spektakularnych wydm. W przewodniku Lechosława Herza czytamy, że tak wysokich wydm śródlądowych nie ma nigdzie indziej w Polsce. Różnice wysokości zaiste są spektakularne – ścieżka pnie się stromo w górę, potem miejscami w dół. Droga jezdna jest położona kilkadziesiąt metrów niżej – czujemy się zupełnie jak byśmy byli w górach! Po połączeniu z żółtym szlakiem jeszcze chwila i stajemy na punkcie wyjścia – parkingu w Starej Dąbrowie. Zdecydowanie czujemy, że mamy nogi. No tak, przeszliśmy prawie 25 km. Czy to normalne, żeby lubić tak się zmęczyć? Wśród tak pięknej przyrody – zdecydowanie normalne! Wycieczka udała się wyśmienicie.

Niebieski Północny Szlak Leśny. Sosnowy i wydmowy.

Niebieski Północny Szlak Leśny. Sosnowy i wydmowy.

Szlak prowadzi grzbietami imponujących wydm.

Szlak prowadzi grzbietami imponujących wydm.

Po połączeniu z żółtym szlakiem jeszcze chwila i stajemy na punkcie wyjścia – parkingu w Starej Dąbrowie. Zdecydowanie czujemy, że mamy nogi. No tak, przeszliśmy prawie 25 km. Czy to normalne, żeby lubić tak się zmęczyć? Wśród tak pięknej przyrody – zdecydowanie normalne! Wycieczka udała się wyśmienicie.

Nasza dzisiejsza trasa jest absolutnie godna polecenia dla każdego miłośnika leśnych ostępów. Naszym zdaniem najbardziej do polecania wiosną. Nie licząc dwóch czy trzech krótkich fragmentów przebiegających drogami, prowadzi przez niezmiernie zróżnicowane i interesujące przyrodniczo tereny. Każdy odcinek szlaku to inna sceneria. Najpierw obszary torfowiskowe, zatopione w świeżej, wilgotnej wiosennej zieleni, potem piaszczyste wydmy, porośnięte borem sosnowym, potem niezwykle ciekawe okolice Zamczyska – pozostałości grodziska z XIII w., a na deser, między Górkami i Starą Dąbrową spacer prawie-że-górski: ścieżką poprowadzoną szczytami najwyższych w Polsce wydm śródlądowych. Jak reklama Puszczy Kampinoskiej – skrótowo pokazująca, co w niej najlepszego.

Nasz czas: 10:00-16:00 (z dwoma odpoczynkami), ok. 25 km

Pętelka z Dąbrowy Leśnej

3 kwietnia 2016, niedziela

Pierwszy tak ciepły wiosenny dzień: 16 stopni i słońce!

Człowiek cieszy się wiosną chyba niezależnie od wieku, kłopotów czy czegokolwiek innego. Słońce, ciepło i budząca się do życia przyroda co roku działają na nas tak samo – trudno nam usiedzieć w domu. W tym roku jest podobnie – mimo wiszącej nad nami jak gradowa chmura perspektywy operacji Grzesia wiosna jest tak samo piękna jak zwykle. Wszyscy chętnie przystajemy na przedpołudniowy niedzielny spacer po Puszczy Kampinoskiej.

Tym razem jedziemy w pełnym dzieciowym składzie, więc wybieramy niezbyt długą, ok. 6,5-km pętelkę Dąbrowa Leśna – Uroczyska Łuża i Nadłuże – Dąbrowa Leśna. To popularny podwarszawski szlak, w pogodny wiosenny dzień jest więc pełen spacerowiczów, w dodatku prowadzi w przeważającej części przez młodsze, mniej cenne przyrodniczo drzewostany. Nie znaczy to jednak, że jest nieciekawy. Przecina miejsca pamięci związane z wydarzeniami II wojny światowej – we wrześniu 1939 r. toczyły się w tych okolicach wyjątkowo krwawe walki – oferuje też kilka ciekawostek przyrodniczych: można zobaczyć ciekawą sosnę kandelabrową czy endemiczne egzemplarze brzozy czarnej. W dodatku z centrum Warszawy mamy tu wyjątkowo krótki dojazd – 20 minut samochodem i jesteśmy na miejscu.

Ruszamy z parkingu samochodowego w Dąbrowie Leśnej tuż obok Łomianek. Tj. gwoli ścisłości ruszają M. i starsi chłopcy, a R. zostaje w samochodzie z drzemiącym Grzesiem z planem dogonienia nas jak tylko to będzie możliwe.

Ruszamy z parkingu w Dąbrowie Leśnej.

Ruszamy z parkingu w Dąbrowie Leśnej.

Kierujemy się w lewo, za znakami niebiesko-czarnymi. Początkowo idziemy wzdłuż granicy Kampinoskiego Parku Narodowego, a odczucie ciepła zakłóca chłodny wiatr.

Puszcza przed nami - majaczy na końcu drogi.

Puszcza przed nami – majaczy na końcu drogi.

Poszukiwacze wiosny.

Poszukiwacze wiosny.

Oznaka wiosny w powiększeniu.

Oznaka wiosny w powiększeniu.

Po chwili wchodzimy do lasu i od razu robi się cieplej. Szlak czarny skręca w lewo, my kontynuujemy spacer, trzymając się znaków niebieskich. Wszyscy chętnie wypatrujemy oznak wiosny. Tu pączki, tu pierwsze listki. Po chwili dogania nas R. z Grzesiem.

Szlak wprowadza w las i wiedzie wygodną ścieżką.

Szlak wprowadza w las i wiedzie wygodną ścieżką.

Sebuś znalazł jakąś Super-Ważną Korę.

Sebuś znalazł jakąś Super-Ważną Korę.

Musimy się naradzić, jak iść dalej.

Musimy się naradzić, jak iść dalej.

Oznaka wiosny nr 2.

Oznaka wiosny nr 2.

My tu spacerujemy, a wiosna swoje!.

My tu spacerujemy, a wiosna swoje!.

Oznaka wiosny nr 3.

Oznaka wiosny nr 3.

Strach się bać!

Strach się bać!

Jeden groźniejszy od drugiego.

Jeden groźniejszy od drugiego.

Porządny terenowy wózek to jednak była dobra inwestycja. Jeszcze kilka minut drogi i zatrzymujemy się na naszym pierwszym postoju – w okolicy Uroczyska Łuża. Jest tu rozstaj szlaków i wiata turystyczna.

Uroczysko Łuża i wiata już tuż tuż.

Uroczysko Łuża i wiata już tuż tuż.

Uroczysko Łuża.

Uroczysko Łuża.

Grześ, wypuszczony z wózka, chętnie biega to tu to tam, pokonując coraz dłuższe odcinki. Z zaciekawieniem patrzymy, kiedy (i czy w ogóle) się zatrzyma i wróci do nas, czy zdecyduje się pójść w długą z innymi spacerowiczami. Zazwyczaj jednak zawraca zanim jeszcze straci nas z oczu na zakręcie ścieżki. Chłopcy jedzą kanapki, popijamy herbatę z termosu i wystawiamy buzie do słońca.

Niektórzy odpoczywają siedząc, inni chodząc.

Niektórzy odpoczywają siedząc, inni chodząc.

Ciekawe, jak daleko można bezkarnie odejść.

Ciekawe, jak daleko można bezkarnie odejść.

Człowiek może się wreszcie czegoś napić.

Człowiek może się wreszcie czegoś napić.

Następny odcinek naszej trasy wiedzie za znakami żółtymi. Zaraz za wiatą zatrzymujemy się na chwilę przy sośnie kandelabrowej. To niemal stuletnie drzewo ma zaiste niezwykły, trójdzielny kształt. Rolę wierzchołka przejęły kiedyś aż trzy boczne gałęzie, stąd ta niezwykła uroda. Krótki postój na zdjęcia i ruszamy dalej. Po kilkuset metrach ścieżka skręca w prawo i wchodzimy na tzw. Młyńską Drogę. M. idzie przodem, żeby szybciej dojść do następnej wiaty i wypuścić Grzesia na kolejne pobieganie.

Sosna kandelabrowa.

Sosna kandelabrowa.

Sosna kandelabrowa.

Sosna kandelabrowa.

Nasz drugi postój wypada w Uroczysku Nadłuże. Tutaj również znajduje się wiata. My jednak zwracamy uwagę zwłaszcza na Kamień Ułanów Jazłowieckich. Na tablicy informacyjnej czytamy, że głaz upamiętnia pułk Ułanów Jazłowieckich, który we wrześniu 1939 r. słynną szarżą utorował sobie i innym jednostkom drogę do Warszawy. Nazwa pochodzi od uroczej podolskiej miejscowości Jazłowiec, skąd ułani zaczęli swój szlak bojowy. W okolicy jest również ukryty w lesie grób nieznanego polskiego żołnierza z okresu II wojny światowej. Doprowadza do niego w kilkadziesiąt sekund widoczna ścieżka, rozpoczynająca się przy pomniku.

Kamień Ułanów Jazłowieckich.

Kamień Ułanów Jazłowieckich.

Wiata w Uroczysku Nadłuże.

Wiata w Uroczysku Nadłuże.

Aleja Ułanów Jazłowieckich. Nią będziemy wracać.

Aleja Ułanów Jazłowieckich. Nią będziemy wracać.

Mogiła nieznanego polskiego żołnierza jest ukryta w lesie.

Mogiła nieznanego polskiego żołnierza jest ukryta w lesie.

Nasz drugi postój jest jednak dużo mniej przyjemny niż pierwszy. Grzesiek wyje i nikt nie wie, o co mu chodzi. Chyba on sam też nie wie… Nasz najmłodszy turysta jest w trudnym wieku i co chwilę wystawia na próbę nasze rodzicielskie nerwy. Jest południe, więc wokół wielu innych niedzielnych turystów, ciekawie przyglądających się naszemu rodzinnemu przedstawieniu. Wobec tego R. pakuje buntownika do wózka i przyjmuje kierunek na samochód, a M. ze starszymi chłopcami zamykają peleton.

W Uroczysku Nadłuże opuszczamy żółty szlak i skręcamy w prawo za znakami czarnymi. Ostatni odcinek dzisiejszej wycieczki wiedzie tzw. Aleją Ułanów Jazłowieckich. Droga jest piaszczysta i dość tłumnie uczęszczana przez innych turystów. Niewątpliwym jej atutem są jednak brzozy czarne, które wprawne oko łatwo wypatrzy po obu stronach drogi.

Ostatnia prosta. Szukamy brzóz czarnych.

Ostatnia prosta. Szukamy brzóz czarnych.

Chyba się udało.

Chyba się udało.

Kampinoskie wiewióry.

Kampinoskie wiewióry.

Sebuś bawi się patykami do „nawigacji”, od czasu do czasu „ciągnąc tyły”, Tymo ciekawie opowiada o niedawnym wyjeździe harcerskim. Chwila moment i stajemy na parkingu – naszym punkcie wyjścia. Czeka tu na nas R. z Grzesiem. Grzesiowi złość przeszła i teraz humor mu dopisuje. Z zapamiętaniem otwiera i zamyka drzwi do naszego samochodu.

Wracamy do domu nasyceni słońcem i ze zmęczonymi nogami. Obiad u Babci będzie smakował wyśmienicie!

Nasz czas (z dwoma odpoczynkami): 10:00-12:30.

 

Pętla z Truskawia

14 marca, poniedziałek

Rano przymrozek i słońce, potem pochmurno, do 4 stopni

Podobnie jak rok temu, w marcu udaje nam się wygospodarować dzień na długi spacer tylko we dwoje – hura! W planowaniu wycieczek po KPN posiłkujemy się przewodnikiem Lechosława Herza. Dzisiaj przeszliśmy trasę wycieczki nr 5, przedłużoną o pętelkę w okolicy miejscowości Wiersze. Ta trasa przecina wiele narodowych miejsc pamięci zw. z Powstaniem Styczniowym i okresem II wojny światowej, a przy tym oferuje wiele atrakcji dla przyrodników – mamy tu Puszczę Kampinoską w pigułce: trochę mokradeł, trochę terenów wydmowych i piękne naturalne drzewostany w obszarach ochrony ścisłej.

Przed 9:30 ruszamy z parkingu w Truskawiu czarnym szlakiem w kierunku Karczmiska. To chyba najładniejszy odcinek dzisiejszej trasy. Malownicza ścieżka prowadzi przez torfowiska; pokonanie podmokłych fragmentów szlaku ułatwiają kładki. Od razu myślimy o chłopcach – na pewno by im się tutaj spodobało… ale dzisiaj to chwila tylko dla nas!

Ruszamy z Truskawia czarnym szlakiem.

Ruszamy z Truskawia czarnym szlakiem.

Kładki pozwalają na pokonanie podmokłych fragmentów szlaku.

Kładki pozwalają na pokonanie podmokłych fragmentów szlaku.

Szlak na drzewie, szlak na czapce.

Szlak na drzewie, szlak na czapce.

Po chwili wkraczamy w obszar ochrony ścisłej „Cyganka”. Idziemy wśród szczególnie pięknych drzewostanów, szczególnie podziwiamy rozłożyste dęby.

Obszar ochrony ścisłej Cyganka. Co za sosna!.

Obszar ochrony ścisłej Cyganka. Co za sosna!.

Co krok las wygląda inaczej.

Co krok las wygląda inaczej.

Kolejne mokradła na naszej trasie.

Kolejne mokradła na naszej trasie.

Uroczysko Karczmisko. Kiedyś stała tutaj karczma.

Uroczysko Karczmisko. Kiedyś stała tutaj karczma, teraz… wiata.

Za Karczmiskiem idziemy czerwonym Głównym Szlakiem Puszczy Kampinoskiej, który prowadzi tzw. Warszawską Drogą przez bory sosnowe Pohulanki.

Drogą Warszawską.

Drogą Warszawską.

Stary krzyż zakończył już swoją służbę.

Stary krzyż zakończył już swoją służbę.

Po drodze uwagę zwracają piękne wydmowe wzniesienia terenu. Szukając dobrego miejsca na postój, docieramy do cmentarza partyzanckiego z 1944 r. na obrzeżach miejscowości Wiersze. Tutaj czekają na nas wygodne ławki i wiata. Nie marnujemy okazji na popas. Cudownie smakuje kefir, kanapki i herbatka z termosu.

Postój nieopodal cmantarza partyzanckiego.

Postój nieopodal cmantarza partyzanckiego.

Posileni, na chwilę oddajemy się zadumie na cmentarzu powstańczym z 54 grobami żołnierzy AK. Z jednej z pamiątkowych tablic dowiadujemy się, że w okresie wojny późniejszy prymas Polski Stefan Wyszyński był kapelanem Grupy AK „Kampinos”. Czytamy też z tablicy smutną historię walk oddziałów powstańczych w tej okolicy oraz oglądamy odsłonięty w 2004 r. pomnik „Niepodległej Rzeczypospolitej Kampinoskiej”.

Na cmentarzu jest pochowanych 54 żołnierzy AK, zmarłych w 1944 r.

Na cmentarzu jest pochowanych 54 żołnierzy AK, zmarłych w 1944 r.

17. Pomnik upamiętniający Rzeczpospolitą Kampinoską - wolny skrawek ziemi z 1944 r.

Pomnik upamiętniający Rzeczpospolitą Kampinoską – wolny skrawek ziemi z 1944 r.

Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby przedłużyć planowaną trasę o dodatkową 4,5-kilometrową pętlę żółtym i czerwonym szlakiem. Początkowo żółty szlak prowadzi asfaltową drogą przez maleńką miejscowość Wiersze. Po lewej stronie mijamy kolejne stacje Powstańczej Drogi Krzyżowej.

18. Wydłużamy spacer, robiąc dodatkową pętelkę przez wieś Wiersze.

Wydłużamy spacer, robiąc dodatkową pętelkę przez wieś Wiersze.

Gdzieś w Wierszach...

Gdzieś w Wierszach…

Dalej trasa „wraca do lasu” i po niespełna godzinie meldujemy się z powrotem w okolicy cmentarza. Nie zatrzymujemy się już w miejscu poprzedniego odpoczynku, tylko wracamy w kierunku Truskawia, tym razem żółtym szlakiem. Las nie jest tutaj już tak piękny, bo drzewa są znacznie młodsze, nie można mu jednak odmówić walorów krajobrazowych. Wydmowe wzniesienia, które mijamy i przez które ciągle przechodzimy, są bardzo urokliwe.

22. Iść, i iść, i iść prosto przed siebie...

Iść, i iść, i iść prosto przed siebie…

Tuż przed kolejnym rozstajem, umiejscowionym w okolicy Mogiły Powstańców 1863 r., robimy ostatni postój. W miłej wiacie rozpijamy drugi termos herbaty i kończymy kanapki.

23. Mogiła Powstańców Styczniowych.

Mogiła Powstańców Styczniowych.

24. Niedaleko mogiły Powstańców zatrzymujemy się na ostatni odpoczynek.

Niedaleko mogiły Powstańców zatrzymujemy się na ostatni odpoczynek.

Ostatni odcinek naszej trasy znowu wiedzie bardziej podmokłymi terenami. Na pewno w te okolice wrócimy jeszcze raz z chłopcami, może zrobimy wtedy nieco krótsze kółeczko przez zielony szlak łączący Karczmisko z Zaborowem Leśnym.

25. Obszar ochrony ścisłej Zaborów.

Obszar ochrony ścisłej Zaborów.

26. Kolejne urozmaicenie puszczańskiego krajobrazu. A my zamykamy pętelkę - zbliżamy się do Truskawia.

Kolejne urozmaicenie puszczańskiego krajobrazu. A my zamykamy pętelkę – zbliżamy się do Truskawia.

Przeszliśmy dzisiaj 20,5 km w ciągu niespełna pięciu godzin (z odpoczynkami). Kondycja dopisała nam znacznie bardziej niż rok temu, kiedy po 18 km byliśmy wykończeni – to dobry prognostyk przed tegorocznymi wypadami w góry!

Zaraz po dotarciu do naszego samochodu czekającego na parkingu w Truskawiu dostajemy telefon ze szkoły, że Sebusia rozbolała głowa i trzeba go wcześniej odebrać. No tak, powrót do codzienności. Jak dobrze, że udało nam się wyrwać te kilka godzin na leśny spacer i podładować akumulatory. A teraz biegniemy do Ciebie, Sebciu, biegniemy!

 

Palmiry

14 lutego, niedziela

8 stopni i słonecznie, czujemy już wiosnę w powietrzu

Mieszkając tak blisko, grzechem byłoby nie poznać dokładnie Puszczy Kampinoskiej. Taki właśnie przyjęliśmy plan, od kilku lat konsekwentnie wybierając się na coraz to nowe puszczańskie szlaki, czasami z dziećmi, czasami sami. Dziś wybieramy się na spacer całą rodziną. Grzesiek co prawda nie jest ostatnio najlepszym kumplem na wyprawy – za nic nie chce siedzieć w wózku, wypuszczony na nogi idzie (biegnie – może mnie mama nie dogoni) zawsze w inną stronę niż my, najchętniej prosto do kałuży, a wzięty na ręce w celu doprowadzenia do reszty stada – wyje. Postanawiamy jednak nie dać się terroryzować i odważnie jedziemy. Pogoda jest bardzo zachęcająca – słońce rano wygania nas z domu.

Za cel dzisiejszej wycieczki wybieramy nieodległe od Warszawy Palmiry. Uważamy, że to miejsce powinien znać każdy i chcemy pokazać je starszym chłopcom. Na palmirskim cmentarzu-mauzoleum pochowano ponad 2 tys. ofiar zbiorowych egzekucji z okresu II wojny światowej. Wywożono tu m.in. więźniów Pawiaka i więzienia na Rakowieckiej. Znajdują się tu grobu m.in. olimpijczyka Janusza Kusocińskiego, marszałka sejmu Macieja Rataja czy Mieczysława Niedziałkowskiego – działacza PPS. Cmentarz to las ustawionych w długich rzędach krzyży, poprzeplatanych gdzieniegdzie macewami. Nad całością górują trzy białe metalowe krzyże, osadzone ma wydmie. Zmienione proporcje ramion mają symbolizować rozłożone ręce rozstrzeliwanego człowieka. Jest tu też symboliczny ołtarz z urną zawierającą ziemię z miejsc egzekucji. Starszym chłopcom opowiadamy o historii tego miejsca odpowiednio do ich wieku. Grześ po prostu biega beztrosko po alejkach, a potem upatruje sobie kałużę, w której za wszelką cenę chce się wykąpać.

Na palmirski cmentarz wchodzimy od strony wschodniej.

Na palmirski cmentarz wchodzimy od strony wschodniej.

Schodami prowadzącymi od muzeum wchodzimy na teren cmentarza.

Schodami prowadzącymi od muzeum wchodzimy na teren cmentarza.

Na bramie słynny napis, wyryty przez nieznanego więźnia gestapo.

Na bramie słynny napis, wyryty przez nieznanego więźnia gestapo.

Palmirski las krzyży.

Palmirski las krzyży.

Zdarzają się także macewy.

Zdarzają się także macewy.

Grób Janusza Kusocińskiego.

Grób Janusza Kusocińskiego.

Grób Macieja Rataja.

Grób Macieja Rataja.

Nad palmirskim cmentarzem górują trzy wyniosłe betonowe krzyże.

Nad palmirskim cmentarzem górują trzy wyniosłe betonowe krzyże.

R. zabiera Tymusia na wystawę do Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry. To filia Muzeum Warszawy. Wstęp jest bezpłatny; od 2011 r. muzeum działa w nowym budynku. Nie chcemy wchodzić z wszystkimi chłopcami, bo obawiamy się, że mogliby się zetknąć z drastycznymi treściami. Niepotrzebnie. Nowoczesna ekspozycja (wstęp bezpłatny) związana z miejscami masowych egzekucji jest urządzona z dużym wyczuciem, skłania po prostu do przemyśleń i refleksji. Jest odpowiednia nawet do zwiedzenia z dziećmi. Osoby zainteresowane mogą posłuchać relacji świadków, zakładając specjalne słuchawki – to zapewne nie jest polecane dla najmłodszych. Tymo zwraca uwagę przede wszystkim na brzozy, upamiętniające główne miejsca egzekucji, rosnące w budynku muzeum i „wypuszczone” przez dach. Ten oryginalny pomysł bardzo nam się podoba.

Nowoczesny budynek Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry.

Nowoczesny budynek Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry.

Ekspozycja skłania do zadumy.

Ekspozycja skłania do zadumy.

Można zostać dłużej - jest wiele materiałów do słuchania przez słuchawki.

Można zostać dłużej – jest wiele materiałów do słuchania przez słuchawki.

Jedna z brzóz upamiętniających miejsca egzekucji.

Jedna z brzóz upamiętniających miejsca egzekucji.

Po zwiedzeniu muzeum idziemy na ok. 3-km spacer. Najpierw idziemy w kierunku południowym, tak jak wiedzie zakręt głównego czerwonego szlaku Puszczy Kampinoskiej. Towarzyszą nam też znaki czarnego szlaku im. Kazimierza Wójcickiego. To krótki, ale bardzo malowniczy odcinek – droga wiedzie przez wydmy, więc najpierw wspinamy się w górę, potem zbiegamy z górki na pazurki, potem znowu na górę.

Ruszamy na spacer. Mijamy skraj Długiego Bagna.

Ruszamy na spacer. Mijamy skraj Długiego Bagna.

Zachodni skraj Długiego Bagna. Byliśmy tu w zeszłym roku

Zachodni skraj Długiego Bagna. Byliśmy tu w zeszłym roku

Przez wydmy w kierunku Ćwikowej Góry.

Przez wydmy w kierunku Ćwikowej Góry.

Taka droga przed nami - marzenie.

Taka droga przed nami – marzenie.

R. pod górę musiał się trochę namęczyć.

R. pod górę musiał się trochę namęczyć.

Za to potem było w dół.

Za to potem było w dół.

W okolicy Ćwikowej Góry skręcamy w lewo w szlak zielony.

Okolice Ćwikowej Góry.

Okolice Ćwikowej Góry.

Ćwikowa Góra za nami.

Ćwikowa Góra za nami.

To też bardzo urokliwy fragment, bo wiedzie skrajem jednego z najcenniejszych przyrodniczo obszarów puszczy – Obszaru Ochrony Ścisłej Sieraków im. Romana Kobendzy.

Idziemy skrajem obszaru ochrony ścisłej 'Sieraków'.

Idziemy skrajem obszaru ochrony ścisłej ‚Sieraków’.

Taki człowiek mały w tym lesie...

Taki człowiek mały w tym lesie…

Wycieczka - do zdjęcia!

Wycieczka – do zdjęcia!

Na szlabanie przy połączeniu ze szlakiem niebieskim – Palmirskim Szlakiem Łącznikowym – robimy sobie postój na małe co nieco i herbatkę z termosu. Do samochodu już tylko rzut beretem, więc moglibyśmy się nie zatrzymywać, ale dla chłopców taki popas i jedzenie na powietrzu to spora atrakcja, więc stajemy.

Jak by to przejść...

Jak by to przejść…

Postój to to, co chłopcy lubią najbardziej.

Postój to to, co chłopcy lubią najbardziej.

Grześ, wypuszczony z wózka, szczęśliwy eksploruje co najbardziej błotniste miejsca. Pije wodę z butelki z gwinta. Fajny kumpel. Co prawda potem po wsadzeniu do wózka wyje tak, że mijający nas spacerowicze podejrzanie się na nami oglądają, ale spuśćmy na to zasłonę milczenia.

Jak by to otworzyć...

Jak by to otworzyć…

Uff, udało się.

Uff, udało się.

Można pić!

Można pić!

Wracamy niebieskim szlakiem prosto na parking w Palmirach, mijając po prawej krzyże upamiętniające palmirską polanę straceń.

Symboliczne krzyże na Palmirskiej Polanie Śmierci.

Symboliczne krzyże na Palmirskiej Polanie Śmierci.

Spacer puszczańskimi drogami był przemiły. Starsi chłopcy bez wahania wyrazili chęć towarzyszenia nam podczas kolejnych spacerów. Jak to jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im bardziej się człowiek rusza z domu, tym większą ma ochotę na kolejne eskapady… Wieczorem siedzimy więc przy mapie KPN i planujemy kolejne wycieczki.

Twierdza Modlin

Twierdza Modlin – idealne miejsce na jesienny spacer

25 września, niedziela

Złota polska jesień, 18 stopni, a kolory na drzewach bajkowe

W Twierdzy Modlin ostatnio byliśmy tu trzy lata temu w listopadzie – było mglisto i klimatycznie, ale punkt widokowy na wieży tatarskiej był zamknięty. Uznaliśmy, że ostatni weekend września może być zarazem ostatnią w tym roku okazją spojrzenia na połączenie Narwi i Wisły z góry.

Twierdza Modlin to idealne miejsce na spacer dla małych i dużych chłopców. Duża dziewczynka też Modlinem zachwycona:) Zwiedzanie Modlina to wielka gratka dla miłośników historii i dawnych umocnień – już sama ponad 200-letnia historia twierdzy, wielokrotnie rozbudowywanej; służącej najpierw Napoleonowi, potem Rosjanom, by na końcu zostać w polskich rękach – jest niezwykle ciekawa. Ale dzieciaki też na pewno wrócą zadowolone. Działające na wyobraźnię zakamarki, ciemne podziemne przejścia, błądzenie po zapomnianych zaułkach, a do tego szukanie śladów sympatycznej niedźwiedzicy Baśki – który dzieciak nie lubi takich rzeczy?

Rozległy teren twierdzy można zwiedzać z przewodnikiem – dla rodzin z dziećmi ciekawy wydaje się zwłaszcza przeznaczony dla najmłodszych program zwiedzania śladami Baśki Murmańskiej (http://www.baskamurmanska.pl/) – ale można też poruszać się tu całkiem samodzielnie, z mapką w ręku. A spacerować jest tu gdzie, oj jest –Modlin to jedna z największych twierdz w Polsce. Samo przejście obok ścian najdłuższego budynku w Europie – budynku koszar (nawet na chłopcach robi wrażenie te niemal 2,5 km!) to całkiem pokaźna przechadzka! Chyba najlepiej wybrać się do Twierdzy Modlin kilka razy i za każdym razem skupić się na czymś innym.

Dziś parkujemy w tym samym miejscu co trzy lata temu, przy budynku koszar, niedaleko Bramy Poniatowskiego. Wita nas niewielka figurka białego niedźwiadka, upamiętniająca słynną Baśkę Murmańską. Ta oswojona niedźwiedzica przewędrowała z batalionem murmańczyków z północnej Rosji aż do Modlina. Wiodła żołnierskie życie, miała przydzielony wikt, a nawet potrafiła wziąć udział w warszawskiej defiladzie na Placu Saskim i w odpowiednim momencie zasalutować naczelnikowi Piłsudskiemu! Zginęła tragicznie w okolicach Modlina, zabita przez chłopów po pechowej przeprawie przez Wisłę. Niewiarygodna historia.

Wszyscy nasi chłopcy chętnie witają się z Baśką, Grześ z animuszem – rozpoznawszy w Baśce czworonoga – krzyczy ‘hau hau’ i bierze się do głaskania.

Wita nas Baśka Murmańska.

Wita nas Baśka Murmańska.

Dla Grzesia Baśka to wzorcowy przykład 'hau haua'...

Dla Grzesia Baśka to wzorcowy przykład ‚hau haua’…

Tak jak poprzednio najpierw przechodzimy obok Bramy Poniatowskiego.

Tak jak poprzednio najpierw przechodzimy obok Bramy Poniatowskiego.

Po powitaniu z Baśką ruszamy na południowy zachód w kierunku Wieży Tatarskiej (Wieży Czerwonej). Tym razem punkt widokowy jest otwarty – hura! Oznaczenia co prawda żadnego – jeśli ktoś nie wiedziałby, gdzie się udać, zapewne nie trafiłby w dobre miejsce – wita nas tylko tabliczka z napisem ‘Teren wojskowy – wstęp wzbroniony’. Żadnego drogowskazu, strzałki, informacji, że obok jest punkt widokowy. NIC. Aż żal serce ściska, że tak ogromny potencjał turystyczny twierdzy nie jest wykorzystywany! Oby zmieniło się to w przyszłości, bo twierdza Modlin to przecież wspaniała atrakcja turystyczna!

Budynek koszar zakręca na południe i doprowadza do Wieży Tatarskiej.

Budynek koszar zakręca na południe i doprowadza do Wieży Tatarskiej.

Wieża Tatarska pełniła niegdyś głównie funkcję obserwacyjną.

Wieża Tatarska pełniła niegdyś głównie funkcje obserwacyjne

Napisy nie zachęcają do zwiedzania...

Napisy nie zachęcają do zwiedzania…

Mimo niezachęcających komunikatów wchodzimy w otwarte drzwi i – jak się okazuje – trafiamy. Bilety dla nas kosztują nas tylko 10 zł (za dwoje dorosłych, dzieci do 10 lat nie płacą). Wchodzimy dwa piętra w górę i… schody się kończą, a my lądujemy w koszarach! Chodzimy od drzwi do drzwi, a tam same pokoje z żołnierskimi metalowymi łóżkami. Chłopcy z radością przymierzają się do nich, ale przecież my chcieliśmy wejść na wieżę!

Budynek koszar to niekończące się korytarze.

Budynek koszar to niekończące się korytarze.

Koszarowe realia.

Koszarowe realia.

 ... nie odstraszyły chłopaków.

… nie odstraszyły chłopaków.

Dawne toalety.

Dawne toalety.

Wchodzimy na taras widokowy.

Wchodzimy na taras widokowy.

Na szczęście po chwili znajdujemy właściwe przejście i ruszamy kolejną klatką schodową dalej w górę. Ostatnie kondygnacje pokonujemy po metalowych ażurowych schodach, jednak bez trudności – wchodzenie na latarnie morskie bywa o wiele trudniejsze:). Widok z Wieży Tatarskiej jest zdecydowanie wart wysiłku. Jesteśmy kilkadziesiąt metrów powyżej poziomu łączących się pod nami wód Narwi i Wisły, co pozwala docenić walory przyrodnicze tego miejsca. Dodatkowo nieźle widać z góry sporą część samego gigantycznego budynku koszar.

Widok na połączenie Wisły i Narwi oczaruje każdego.

Widok na połączenie Wisły i Narwi oczaruje każdego.

Malowniczy cypel

Malowniczy cypel

... z ruinami spichlerza J. J. Gaya.

… z ruinami spichlerza J. J. Gaya.

Rzut oka w drugą stonę

Rzut oka w drugą stonę

Widok na elewator, w tle bloki podoficerskie.

Widok na elewator, w tle bloki podoficerskie.

Koszary Twierdzy Modlin.

Koszary Twierdzy Modlin.

...to najdłuższy budynek Europy!

…to najdłuższy budynek Europy!

Koszary tworzą zwężający się owal

Koszary tworzą zwężający się owal

Widok na Wieżę Tatarską od zachodu

Widok na Wieżę Tatarską od zachodu

Po zejściu pytamy obsługę przy kasie, którędy dojść do drugiego punktu widokowego (Kojec Meciszewskiego) – na mapie wydaje się, że cały budynek koszar można obejść dookoła. Okazuje się jednak, że bezpośredniego zejścia nad Narew spod Wieży Tatarskiej nie ma. Co robić, musimy od północy objechać samochodem koszary i zaparkować w okolicach Bramy Ostrołęckiej (drugi raz płacąc za bilet…).

Nad Narew nie ma zejścia, więc przenosimy się do samochodu, żeby objechać koszary od północy

Nad Narew nie ma zejścia, więc przenosimy się do samochodu, żeby objechać koszary od północy

M. z Tymem eksplorują jeszcze okolice elewatora zbożowego

M. z Tymem eksplorują jeszcze okolice elewatora zbożowego

Ciekawe, co kryją te wrota...

Ciekawe, co kryją te wrota…

Podjeżdżamy w okolice Bramy Ostrołęckiej

Podjeżdżamy w okolice Bramy Ostrołęckiej

Kiedyś w tej XIX-wiecznej bramie fortecznej mieściła się restauracja, dziś już nie działa. Dojeżdżamy aż pod Kojec Meciszewskiego. Ta działobitnia pierwotnie miała za zadanie bronić budynku koszar, potem, po wojnie, mieściło się tu kasyno żołnierskie. Obecnie taras Kojca stanowi świetny punkt widokowy na ruiny niemal 200-letniego spichlerza J. J. Gaya. Niegdyś jeden z najpiękniejszych budynków Królestwa Polskiego, dziś stoi sobie samotnie na przeciwległym brzegu, stanowiąc niezwykle malowniczy plener. W sezonie letnim można podpłynąć pod ruiny kajakiem wypożyczonym z wypożyczalni sprzętu wodnego w pobliżu Bramy Ostrołęckiej.

Kojec Meciszewskiego

Kojec Meciszewskiego

Na tarasie po wojnie odbywały się imprezy taneczne. Teraz to świetny punkt widokowy

Na tarasie po wojnie odbywały się imprezy taneczne. Teraz to świetny punkt widokowy

... na ruiny spichlerza J. J. Gaya

… na ruiny spichlerza J. J. Gaya

Spichlerz to filmowy Zamek Horeszków z 'Pana Tadeusza'

Spichlerz to filmowy Zamek Horeszków z ‚Pana Tadeusza’

Chłopców bardziej niż widoki fascynuje myszkowanie po opuszczonym budynku kojca. Można z tarasu zejść wewnątrz budynku na dolną kondygnację, a stamtąd wyjść nad wodę. Trzeba tylko koniecznie mieć latarkę, bo wokół ciemno choć oko wykol. To zresztą ogólna uwaga do zwiedzania opuszczonych budynków twierdzy – latarka zawsze powinna być na podorędziu, bo w wiele miejsc można zajrzeć, pomyszkować. Oglądanie tych tworzących przemyślany system pomieszczeń, teraz zupełnie opuszczonych, potrafi przyprawić o gęsią skórkę!

Chłopakom najbardziej podoba się myszkowanie po wnętrzach Kojca

Chłopakom najbardziej podoba się myszkowanie po wnętrzach Kojca

Idealne miejsce na poszukiwanie tajemnic

Idealne miejsce na poszukiwanie tajemnic

Twierdza Modlin - świetna na jesienny spacer

Twierdza Modlin – świetna na jesienny spacer

Z dzisiejszej wycieczki wszyscy wracamy zadowoleni. Starszym chłopcom najbardziej podobało się szukanie tajemnic w opuszczonych zakamarkach, Grzesiowi – zjeżdżanie na pupie po schodach wiodących na taras Kojca Mociszewskiego, na nas największe wrażenie zrobił – jak poprzednio – ogrom całego założenia i piękne nadwiślańsko-nadnarwiańskie widoki. Wszyscy mamy przy tym piękny jesienny spacer.

Link do naszej poprzedniej wycieczki do Twierdzy Modlin:

Twierdza Modlin, listopad 2013