Beskid Sądecki – Radziejowa, 2012.02

Po powrocie z ferii ciągle nas kusiło, żeby gdzieś znowu pojechać… A że okazja zdarzyła nam się rewelacyjna, bo właśnie M. chwalebnie i z wyróżnieniem obroniła doktorat, a Babcia z Dziadkiem w ramach prezentu zaoferowali opiekę nad naszymi pociechami, to nie mogło się to skończyć inaczej!

24 lutego 2012, piątek

Cudownie: 7oC i mżawka

Warszawa–Owieczka (k. Starego Sącza); 12:15–21:15, 380 km

Droga niezbyt dobra i mocno zatłoczona, zwłaszcza w Warszawie, Radomiu, okolicy Kielc i Nowego Sącza, ale nam było cudnie we dwoje – pomimo dość długiego czasu jazdy nie byliśmy nawet jakoś tragicznie zmęczeni.

Słuchamy sobie świeżo zakupionej Muzyki Końca Lata „PKP Anielina” – dobra, pozytywna muzyka, chyba spodoba się też chłopcom!

Po drodze krótki postój na napojenie Peugeota paliwem i nas kawą, a potem dłuższy popas podczas którego…

Zwiedzamy Kielce

Na pierwszy rzut oka (podczas zwykłego przejazdu samochodem) miasto nie robi dobrego wrażenia (blokowiska, chaotyczna zabudowa), a dzisiejsza pogoda nie pomaga w dobrym odbiorze. Samo centrum jednak poprawia aktualnie swój wizerunek, sporo już jest odnowione, a dalsze prace trwają, więc z każdą chwilą coraz bardziej nam się tu podoba. Zatrzymujemy się na piętrowym parkingu (całkiem „europejskim”) w centrum, blisko rynku, od którego zaczynamy nasz spacer.

Oglądamy:

  • Rynek z Urzędem Miasta i XVIII-wieczną Kamienicą Sołtyków
  • Kielecki deptak – ul. Sienkiewicza
  • Rzeźbę Przysięga miłości i Źródło Biruty wypływające spod Wzgórza Zamkowego
  • Romantyczny Pałacyk Zielińskiego z połowy XIX w.
  • Pałac Biskupów Krakowskich z XVII w. – siedzibę Muzeum Narodowego w Kielcach
  • Bazylikę katedralną, również barokową, z XVII w. z oryginalną Tablicą Komisji Edukacji Narodowej z wzorcami miar, liter i podstawami katechizmu.

Zwieńczeniem spaceru i ukojeniem zgłodniałych żołądków jest pyszny i przeobfity obiad w restauracji Gildia (chyba najlepszej w Kielcach) mieszczącej się w Kamienicy Sołtyków.

Rynek w  Kielcach.

Rynek w Kielcach.

Ulica Sienkiewicza, Kielce.

Ulica Sienkiewicza, Kielce.

Źródło Biruty.

Źródło Biruty.

Romantyczny pałacyk (XIX) Zielińskiego, Kielce.

Romantyczny pałacyk (XIX) Zielińskiego, Kielce.

Pałac biskupów krakowskich, XVII w.

Pałac biskupów krakowskich, XVII w.

Pałac biskupów krakowskich, XVII w.

Pałac biskupów krakowskich, XVII w.

Bazylika katedralna w Kielcach, XVII w.

Bazylika katedralna w Kielcach, XVII w.

Kielecki Urząd Miasta (XIX).

Kielecki Urząd Miasta (XIX).

Kamienica Sołtyków (XVIII) na kieleckim rynku.

Kamienica Sołtyków (XVIII) na kieleckim rynku.

Potem już droga bez postojów. Zatrzymujemy się w gospodarstwie agroturystycznym w miejscowości o wdzięcznej nazwie Owieczka.

25 lutego 2012, sobota 

Rano pochmurno i 30C, ale im wyżej tym chłodniej i ładniej, w południe w górach piękne słoneczko i lekki mróz

Wyprawa na Radziejową: ok. 950 m. przewyższenia i 24 km dystansu, 8:40–18:30. Uff!

Widok na zachmurzone góry nie napawa nas optymizmem, ale ruszamy z zapałem i wkrótce pogoda poprawia się, a przed schroniskiem pojawia się już błękitne niebo! Do schroniska idziemy drogą dojazdową z Gabonia; to dobra trasa na zimę, ale dzisiaj jest bardzo oblodzona po roztopach i ponownym zamarznięciu.

W schronisku na Przehybie zaliczamy absolutnie wspaniałe naleśniki z borówkami (jagodami) i ruszamy dalej.

Droga na Radziejową i z powrotem w sumie bardzo przyjemna, chociaż dość długa i trochę góra-dół, ale dużo miejsc z widokami na Tatry rekompensuje wysiłek. Na szczycie zachwyca nas widok z wieży, chociaż wejście na jej oblodzone schodki dostarcza nam dzisiaj największej ilości adrenaliny…

Podczas powrotnej drogi jemy porządny obiad w schronisku (barszcz, żurek, bigos i… powtórka z naleśników – naprawdę przepyszne) i wraz z zachodem słońca ruszamy na dół. W sumie, pomimo ciemności, nie były nam potrzebne latarki, po drodze widzieliśmy „jak prąd szedł z Gabonia” (robotnicy naprawiali awarię, przez którą nie było prądu w schronisku).

Na widok parkingu z naszym samochodem aż podskakujemy z radości, bo poza słusznym dystansem i wysokością dzisiaj dała nam popalić bardzo śliska nawierzchnia drogi dojazdowej do schroniska i przepadający śnieg na szlaku na Radziejową (nie zliczę ile razy wpadaliśmy w niego do połowy uda…) W głowie jednak pozostaną zachwycające widoki i wspomnienie chyba najładniej położonego schroniska (poza tatrzańskimi oczywiście).

Z Gabonia na Przehybę.

Z Gabonia na Przehybę.

Schronisko na Przehybie.

Schronisko na Przehybie.

Widok z Przehyby na Tatry Niskie.

Widok z Przehyby na Tatry Niskie.

Z Przehyby na Radziejową.

Z Przehyby na Radziejową.

Radziejowa (1262 m n.p.m.) - nasz cel.

Radziejowa (1262 m n.p.m.) – nasz cel.

Radziejowa (1262 m n.p.m.) - nasz cel.

Radziejowa (1262 m n.p.m.) – nasz cel.

Na Radziejowej (1262 m n.p.m.).

Na Radziejowej (1262 m n.p.m.).

Widok z Radziejowej na Przehybę (z przekaźnikiem).

Widok z Radziejowej na Przehybę (z przekaźnikiem).

Widok z Radziejowej na pasmo Jaworzyny Krynickiej.

Widok z Radziejowej na pasmo Jaworzyny Krynickiej.

Widok z Radziejowej na Tatry.

Widok z Radziejowej na Tatry.

26 lutego 2012, niedziela

Chłodniej, cały dzień ok. 0oC, przelotny śnieg, a chwilami słońce

Owieczka – Warszawa; ok. 450 km, 11 godzin z postojami

Po smacznym śniadanku i szybkim spakowaniu (jak to dobrze mieć tak niewiele rzeczy ze sobą) ruszamy w długą. Jedzie się nam przemiło, bo bez pośpiechu i stresu (no… prawie), przy dźwiękach Muzyki Końca Lata oraz Czesia i Gaby.

A po drodze rozwijamy się turystycznie. Przystanki na naszej trasie to:

Nowy Sącz

Z samochodu oglądamy pozostałości zamku z czasów Kazimierza Wielkiego, a w centrum fascynujący ratusz (XIX) z Atlasami, Św. Kingą, orłami itp. oraz gotycką kolegiatę Św. Małgorzaty.

Ratusz w Nowym Sączu (XIX).

Ratusz w Nowym Sączu (XIX).

Gotycki kościól Św. Małgorzaty (XV), Nowy Sącz.

Gotycki kościól Św. Małgorzaty (XV), Nowy Sącz.

Ruiny zamku Kazimierza WIelkiego w Nowym Sączu.

Ruiny zamku Kazimierza WIelkiego w Nowym Sączu.

Bobowa

Szykujemy się na zwiedzanie pięknej synagogi, ale okazuje się, że na zewnątrz jest ona bardzo niepozorna, a żeby zwiedzić wnętrze, trzeba by dzwonić do kogoś (rano w niedzielę nie mamy sumienia…).

Oglądamy więc całkiem „zgrabny” cmentarny kamienny kościół z XV w., robimy zdjęcie koronczarce na fontannie (Bobowa słynie od lat z koronek klockowych), a potem jedziemy na cmentarz żydowski. Bobowski kirkut jest pięknie położony na wzgórzu z beskidzkim widokiem, do środka można dostać się dziurą w ogrodzeniu (a było to konieczne, żeby zrobić ładne ujęcia z macewami), tylko trzeba się liczyć z „bobowską klątwą”, jak ochrzciliśmy miejscowe błoto, a właściwie niesamowicie klejącą się do butów glinę, z którą walczyliśmy chyba z 10 minut przed powrotem do samochodu…

Synagoga w Bobowej (XVIII).

Synagoga w Bobowej (XVIII).

Cmentarz żydowski w Bobowej.

Cmentarz żydowski w Bobowej.

Zalipie

Czyli malowana wieś. Wiele sobie po niej obiecujemy, oczekując chyba czegoś w rodzaju skansenu, gdzie na niewielkiej przestrzeni zobaczymy blisko siebie wiele pięknie pomalowanych domostw.

Rzeczywistość jest trochę inna – domy są rozrzucone na dużej przestrzeni, do tego przemieszane nowe ze starymi, malowane i nie. Ale to wcale nie jest coś złego, bo dzięki temu widać, że to prawdziwa wieś, w której mieszkają ludzie i naprawdę tu żyją.

Same malowidła są rzeczywiście urokliwe, do tego w całej miejscowości utrzymane w spójnym stylu, widać też działania zmierzające do „uturstycznienia” miejscowości – jest wiele drogowskazów, a obok Domu Malarek jest nowiutki i spory plac zabaw!

Zalipie - malowana wieś.

Zalipie – malowana wieś.

Zalipie - malowana wieś.

Zalipie – malowana wieś.

Zalipie - malowana wieś.

Zalipie – malowana wieś.

Przeprawa promowa na Wiśle w Borusowej – Nowym Korczynie

O naiwności. Chcieć przeprawiać się promem w lutym…

Jedziemy tutaj z pewną nutką niepokoju, jak się okazuje – całkiem słusznie. Na miejscu zastajemy zakaz wjazdu i przewrócony przez zwały kry prom – widok wart nadłożenia paru kilometrów do mostu na Wiśle.

Prom w Nowym Korczynie - ofiara zimy.

Prom w Nowym Korczynie – ofiara zimy.

Prom w Nowym Korczynie - ofiara zimy.

Prom w Nowym Korczynie – ofiara zimy.

Przez to wszystko modyfikujemy nieco trasę i ruszamy w kierunku ostatniego punktu na dzisiejszej drodze przez Szydłów (gdzie zaskakuje nas widok kończących się prac przy renowacji średniowiecznych murów obronnych – ostatnio byliśmy tutaj z rocznym Tymusiem) i Góry Świętokrzyskie. Po drodze jeszcze zjadamy obiad w restauracji Baba Jaga k. Św. Katarzyny.

Średniowieczny Szydłów z drogi.

Średniowieczny Szydłów z drogi.

Wąchock

Zwiedzanie zaczynamy od obowiązkowego zdjęcia pomnika sołtysa z kołem, któremu to kołu wg dowcipu wąchocki sołtys zawdzięcza swoją nominację, po czym przechodzimy do głównego punktu programu – opactwa cystersów z XIII w.

Po pewnych kłopotach ze znalezieniem klasztoru docieramy na miejsce i oglądamy najpierw to, co widać z zewnątrz (a szczególnie oryginalny jest kościół „w paski” z dwóch kolorów piaskowca, wydobywanego w tutejszych okolicach). Po krótkim wahaniu decydujemy się też na zwiedzanie wnętrza; początkowo wydaje się, że nic z tego nie będzie, bo nie zauwamy nikogo przy furcie, po chwili jednak zajmuje się nami pani, która bardzo drobiazgowo prezentuje nam ekspozycję z okresu powstań i czasów Polski podziemnej, a potem wysłała nas samopas do pozostałych pomieszczeń.

Tam na szczęście przechwytuje nas pewien miły mnich i pokazuje dwie najpiękniejsze XIII-wieczne romańskie sale – refektarz i kapitularz ( ten drugi uważany jest za najpiękniejsze wnętrze romańskie w Polsce: naszym zdaniem zasłużenie!).

W Wąchocku wita nas sołtys.

W Wąchocku wita nas sołtys.

Romańskie opactwo cystersów w Wąchocku (XIII).

Romańskie opactwo cystersów w Wąchocku (XIII).

Romański klasztor cystersów - refektarz.

Romański klasztor cystersów – refektarz.

Po zwiedzeniu Wąchocka, chcąc nie chcąc, obieramy kierunek dom. Na ostatnim odcinku, niestety, potrącamy sarnę, ale wezwani policjanci dzwonią po weterynarza, więc mamy nadzieję, że zwierzątko przeżyje ten wypadek, albo przynajmniej nie będzie się męczyło…

Wypad trwał w sumie tylko jeden dzień na miejscu, ale był tak bogaty we wrażenia, że mamy poczucie, jak byśmy spędzili na randce z tydzień. Tak, wyjazdy spowalniają bieg czasu. Naprawdę!

Karkonosze zimą – tydzień II

 

 4 lutego 2012, sobota

-12oC na dole, na Śnieżce -20oC, rano prószy śnieżek,
potem słoneczko i chmury nad szczytami

Wyprawa z Tymusiem na Śnieżkę

Dziś mamy wyjątkowy dzień. To nasza najpoważniejsza wyprawa górska z Tymusiem, jaką kiedykolwiek odbyliśmy! Dla nas z kolei to wyprawa przy najniższej jak dotąd temperaturze (na szczycie przez cały dzień było -20
do -22oC, z porywami wiatru dawało to odczucie do ok. 30 stopni mrozu…! Hmmm, mimo to był to jeden z cieplejszych i najmniej wietrznych dni na Śnieżce w ostatnim czasie…)

Wjazd wyciągiem Zbyszek pod szczyt Kopy (podróż nasuwa na myśl pomysł stworzenia żywego muzeum wyciągów krzesełkowych… ale Tymusiowi bardzo się podoba – na kolanach mamy liczy słupy wyciągu i zapamiętuje szczegóły budowy tego i innych wyciągów, aby w domu z zapałem wszystko narysować).

Podejście początkowo łagodne, we mgle i chmurach, do schroniska Śląski Dom (1400 m n.p.m.), tam pijemy herbatę i jemy małe słodkie co nieco.

Właściwe podejście to już zakosy o sporym nachyleniu, które Tymuś pokonuje nadzwyczaj dzielnie. Ostatni odcinek trasy idziemy już w słońcu, podziwiając widmo Brockenu (które dziś jest wyjątkowo kapryśne i nieuchwytne, ilekroć próbujemy je sfotografować, znika) i przecudne widoki na otoczenie Śnieżki.

Na szczycie obowiązkowa sesja foto na potrzeby KGP i szybko do restauracji, gdzie pożywiamy się zupą i kupujemy dla naszego dzielnego turysty Certyfikat Zdobywcy Śnieżki.

Podczas zejścia pogoda jest już łaskawsza, chociaż temperatura daje się we znaki przez podmuchy wiatru. Główny problem stanowi wyślizgany szlak. Jeszcze na krótko przystajemy w Śląskim Domu na łyk herbaty z termosu i idziemy już prosto do wyciągu, zatrzymując się jedynie na kolejne piękne zdjęcia i ostatnie spojrzenia na piękną Królową Karkonoszy.

Zjazd wyciągiem okropnie się dłuży, ale w nagrodę na dole czeka na nas zdjęcie M. i Tymusia na krzesełku (dobry sposób na dodatkowy dochód z wyciągu…)

Tymuś dzisiaj nas absolutnie zadziwia swoją „gotowością turystyczną” – dzielnie znosi trudy wyprawy, a jego radość i duma się nam udzielają… Ale mamy świetnego kompana! – a przecież nie ma jeszcze nawet 6 lat!

Podsumowując: suma podejść ok. 350 m, długość trasy ok. 5 km, czas przejścia pieszego ok. 2,5 godziny, nie licząc postojów w schroniskach.

Wieczorem jeszcze R. wychodzi z chłopcami na krótki spacer na nasz teren
i sąsiedni skwerek; zjeżdżamy na jabłuszku i sankach, biegamy po alejkach. Chorobowych atrakcji ciąg dalszy. Babcia niestety też się rozchorowała na anginę i już jest na antybiotyku…

'Zbyszkiem' na Kopę.

‚Zbyszkiem’ na Kopę.

Jak tu dalej...

Jak tu dalej…

Kopa - Dom Śląski.

Kopa – Dom Śląski.

Dom Śląski - Śnieżka.

Dom Śląski.

Podejście na Śnieżkę.

Podejście na Śnieżkę.

Podejście na Śnieżkę.

Podejście na Śnieżkę.

Śnieżka (1602 m n.p.m.), Karkonosze.

Śnieżka (1602 m n.p.m.), Karkonosze.

Widok na Karkonosze ze Śnieżki.

Widok na Karkonosze ze Śnieżki.

Dom Śląski.

Dom Śląski.

O! Tam byliśmy!.

O! Tam byliśmy!.

5 lutego 2012, niedziela

Rano -12oC i sypie śnieg, potem ładniej, -9oC,

Wyprawa z chłopcami do Siedlęcina i Pilchowic

To dwa bardzo wyjątkowe miejsca, o których mało kto wie. Sebuś trochę się nie poznał i po drodze zasnął, dlatego zwiedzanie w Siedlęcinie musimy robić w podgrupach: zaczyna R. z Tymusiem.

Wieża rycerska/książęca (różnie różni piszą…) pochodzi z czasów Łokietka (1313-1314)! To działa na wyobraźnię. Jej zwiedzanie jest jak zajrzenie w dawne czasy, daje możliwość wyobrażenia sobie, jak mogło wówczas wyglądać życie. Oglądamy m.in. łaźnię, ślady po wykuszach pełniących funkcję latryn, można się pozastanawiać, jakie funkcje pełniły poszczególne pomieszczenia na różnych kondygnacjach. Tymusiowi bardzo podoba się zabawa w zgadywanie przeznaczenia poszczególnych „pokoi” – wymyśla np. „pokój, gdzie przebierała się księżniczka”…

Oczywiście największe wrażenie robią oryginalne freski z połowy XIV w., na dodatek – co niezwykłe – przedstawiające świeckie treści: sceny z opowieści o Lancelocie, rycerzu okrągłego stołu. To zabytek na skalę co najmniej krajową,
a jest zupełnie nie rozreklamowany!

Do zapory w Pilchowicach dojeżdżamy wąziutką i śliską drogą (w ogóle dzisiaj rano jeździło się średnio, bo po nocnych opadach śniegu nie posypali dróg i zrobił się nieprzyjemny lodzik).

Zapora to prawdziwe arcydzieło sztuki inżynierskiej sprzed ponad stu lat i jeden z pierwszych tego typu obiektów w Polsce! Jej rozmiary budzą respekt (zdjęcia tego nie oddają – to druga co do wielkości zapora w Polsce) A przy tym … jest po prostu bardzo ładna (neogotycka, z kamieni łączonych betonem).

Żeby zobaczyć ją w pełnej krasie, musieliśmy zejść zielonym szlakiem miłymi zakosami przez las (po drodze Tymusia zachwycił piękny słup energetyczny:). Szczególnego uroku dodaje konstrukcji mały budynek u stóp zapory, mieszczący urządzenia elektrowni wodnej

Druga lekcja Tymusia na nartach

Tym razem T. już zjeżdża aż pięć razy! Coraz lepiej sobie radzi, powoli zaczyna się uczyć odciążania i dociążania nóg, zbliża się do jeżdżenia równoległego.

W czasie lekcji Tyma R. z Sebusiem stawiają pierwsze kroki na nartach – Sebuś najpierw długo chodzi z kijkami, a potem na kilka minut zakłada swoje odziedziczone po Tymusiu plastikowe nartki i nawet nieźle mu idzie chodzenie na nich! Potem R. i Sebuś chowają się na chwilę przed mrozem w „grzybku” obok szkółki (-15oC…).

Późnym popołudniem M. z babcią jadą do Jeleniej Góry odwiedzić na cmentarzu babcię Marylkę. A wieczorem M. i R. pomimo 20-stopniowego mrozu zaliczają spacer do Kościółka Wang (a co tam, my się zimy nie boimy!).

Wieża rycerska w SIedlęcinie (XIV).

Wieża rycerska w SIedlęcinie (XIV).

Wchodzimy w inny świat...

Wchodzimy w inny świat…

Średniowieczne świeckie malowidła!.

Średniowieczne świeckie malowidła!.

Rycerze przed swoją siedzibą.

Rycerze przed swoją siedzibą.

Zapora na Bobrze w Pilchowicach.

Zapora na Bobrze w Pilchowicach.

Zapora na Bobrze w Pilchowicach.

Zapora na Bobrze w Pilchowicach.

Sebuś też chce jeździć na nartach.

Sebuś też chce jeździć na nartach.

 

6 lutego 2012, poniedziałek

W nocy rekord zimna: -21,5oC, a w dzień słoneczko i ok. -12oC,
wieczorem na stoku -18oC

Wyprawa z Tymusiem na Chojnik

Chcieliśmy tam pójść całą rodziną, ale jednak mróz jest trochę za duży, żeby Sebuś wytrzymał godzinę w nosidle.

Rozpoczynamy nie bez przygód, bo od razu idziemy w złym kierunku (bardzo złe oznaczenie wyjścia z Sobieszowa, a właściwie jego brak…) i musimy się cofać jakieś pół kilometra. Potem kupujemy bilety (5 zł os. dorosła, Tymuś bezpłatnie) i już bez problemów orientacyjnych ruszamy szlakiem (chwilę wahamy się, czy damy radę czarnym, ale ciekawość zwycięża… – i słusznie!).

Czarny szlak, przez Zbójeckie Skały, okazuje się bardzo atrakcyjny, a wcale nie taki trudny, bo śniegu niewiele i nie jest ślisko. Szczególnie podoba się nam samo przejście przez Zbójeckie Skały z jaskinią szczelinową (granitowe ostańce na stoku Chojnika) – Tymo wybiera co trudniejsze przejścia i jest bardzo z siebie dumny, że tak dobrze mu wychodzi wspinaczka! W ogóle podejście przyjemne, w słoneczku, jakoś nie czuć tego kilkunastostopniowego mrozu.

Na szczycie zachwyca nas zamek (XIV w., przeb. XVI) i schronisko w niecodziennej formie (w bastei zamku!). Zaczynamy od konsumpcji pysznego żurku w sali „rycerskiej” (ze zbroją rycerską z XV w., jak na zamkowe schronisko przystało), a potem oglądamy zamek.

Zwiedzanie jest „samoobsługowe”, co bardzo lubimy; można poczytać, jaką funkcję pełniła kiedyś każda część zamku. Zwracamy uwagę na różne detale, świadczące o minionej świetności tego miejsca. Najbardziej podoba nam się chyba widok z wieży (stołpu) zamku.

Na dół właściwie zbiegamy, wspominając jakie kto pamięta wyprawy z tego i innych wyjazdów. Tymuś zadziwia nas tym, jak wiele pamięta. I co pamięta. Na przykład z wyjazdu na Litwę najbardziej utkwiła mu w pamięci wyprawa… do sklepu:)

Trzecia lekcja Tymusia na nartach

Tym razem jedziemy z Tymusiem oboje i w czasie jego lekcji sami jeździmy sobie na nartach; widzimy przy okazji, że od zeszłego roku zrobił ogromne postępy. Właściwie już naprawdę zaczyna jeździć równolegle i świetnie panuje nad nartami, zachowując bardzo dobrą pozycję.

Trasy w kompleksie Biały Jar są może trochę mało ambitne, ale do nauki wymarzone, a infrastruktura robi dobre wrażenie (6-os. kanapy z osłonami, jakoby podgrzewane).

Zjeżdżamy kilka razy sami, a po lekcji wszyscy idziemy na gorącą czekoladę i zjeżdżamy jeszcze kilka razy razem – to naprawdę duża frajda tak pojeździć z synem!

Z Sobieszowa na Chojnik.

Z Sobieszowa na Chojnik.

Zbójnickie Skały.

Zbójnickie Skały.

Na Chojnik przez Zbójnickie Skały.

Na Chojnik przez Zbójnickie Skały.

Odpoczynek - część I.

Odpoczynek – część I.

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Pręgierz.

Pręgierz.

Zamek Chojnik (XIV w).

Zamek Chojnik (XIV w).

Widok z zamkowej wieży.

Widok z zamkowej wieży.

W tle zamek Chojnik - tam byliśmy!.

W tle zamek Chojnik – tam byliśmy!.

W Białym Jarze.

W Białym Jarze.

 

7 lutego 2012, wtorek

-15oC w nocy, a w dzień -12oC (w okolicy Jakuszyc ok. -18oC),
cały dzień prószy śnieg

Wyprawa na Wysoką Kopę

Czas: ok. 8:30–13:00; dystans: ok. 12 km; przewyższenie: ok. 300 m

W planach była wyprawa do schronisk w Górach Izerskich. Gdy dojeżdżamy na Polanę Jakuszycką, okazuje się jednak, że to jeden wielki plac budowy przed mającymi się tu odbyć za 10 dni zawodami Pucharu Świata w biegach narciarskich z Justyną Kowalczyk. Przez to nasz szlak jest prawdopodobnie zamknięty (w każdym razie nie znajdujemy go). Co robić,ruszamy jedynym dostępnym przejściem oznaczonym jako „Trasy turystyczne” (gdy wracamy, już i to przejście jest zamknięte).

Idzie nam się świetnie po dobrze przygotowanych trasach narciarstwa biegowego. Wkrótce orientujemy się, że do schronisk to dzisiaj nie dojdziemy, ale za to zbliżamy się do innego celu, którego nie udało nam się osiągnąć w pierwszym podejściu – Wysokiej Kopy, najwyższego szczytu Gór Izerskich (oczywiście ważnego dla naszej KGP). Jak dla nas bomba!

Po kilku kilometrach na rozstaju szlaków znajdujemy wiatę, w której spokojnie jemy obfite drugie śniadanko. Potem w pełni sił ruszylamy w kierunku celu.

Po kolejnych 2 km z żalem żegnamy przygotowaną trasę narciarską i ruszamy czerwonym szlakiem, którym przed nami w ciągu ponad tygodnia przeszło zaledwie kilka osób. W wyższej części szły prawdopodobnie tylko dwie osoby, idące tak jak my na Wysoką Kopę – gdyby nie było tych śladów, na pewno nie trafilibyśmy do celu, bo znaków szlaku jak na lekarstwo (znajdujemy bodajże trzy).

Początkowo idzie się ciężko, ale miło przez przepiękny zimowy las. Prawdziwa ekstremalna przygoda czeka nas dopiero w końcowej części naszej wyprawy, już po skręcie w kierunku szczytu (w znalezieniu drogi pomaga mała informacja dopisana na znaku szlaku). W szczytowej partii Wysokiej Kopy wieje przeraźliwy wiatr, co przy temperaturze -18oC daje odczucie okrutnego zimna, a do tego ślady idących tędy kilka dni temu ludzi są praktycznie niewidoczne.

Idziemy i idziemy, a kopuła szczytowa jakoś nie chce się skończyć, a jak już wchodzimy na szczyt, to załamujemy się, że nie znajdziemy jakiegokolwiek punktu orientacyjnego, który pozwoli nam udokumentować nasze dokonanie. Na szczęście intuicja pozwala nam znaleźć pień suchego drzewa z maleńką tabliczką z nazwą szczytu, więc możemy zrobić sobie szybko obowiązkowe fotki i zacząć odwrót.

Schodzi się chyba jeszcze gorzej niż wchodzi, bo wiatr wieje prosto w twarz i trudno opanować łzawienie oczu, co bardzo utrudnia poszukiwanie już zawianych naszych śladów. Na szczęście po zejściu między większe drzewa wiatr staje się już mniej dotkliwy i możemy nareszcie docenić nasz dzisiejszy wyczyn!

Powrót tą samą drogą mija już bez przygód, tylko teraz w godzinach południowych na trasach biegowych spotykamy o wiele więcej ludzi (łącznie chyba z 80 osób!).

Cicha Rówień - Wysoka Kopa.

Cicha Rówień – Wysoka Kopa.

Cicha Rówień - Wysoka Kopa.

Cicha Rówień – Wysoka Kopa.

Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.), Góry Izerskie.

Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.), Góry Izerskie.

Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.), Góry Izerskie.

Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.), Góry Izerskie.

Zejście z Wielkiej Kopy w wielkim wietrze.

Zejście z Wielkiej Kopy w wielkim wietrze.

Wycieczka rodzinna do Muzeum Mineralogicznego w Szklarskiej Porębie

  • Prosto po kolejnej lekcji Tymusia całą rodziną ruszamy do Muzeum Mineralogicznego. Wycieczka okazuje się strzałem w dziesiątkę, chłopców bardzo interesują kości i jaja dinozaurów, ale największą furorę robią kolorowe różnorodne kamienie na piętrze i… czarny kotek–tubylec…
  • Na koniec chłopcy wybierają sobie po dwa kamienie w sklepiku na dole, a my małe pamiątki.

 

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Jaja hadrozaura.

Jaja hadrozaura.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Muzeum Mineralogiczne, Szklarska Poręba.

Meteoryt.

Meteoryt.

8 lutego 2012, środa

Nareszcie cieplej: w nocy -15oC, w dzień -9oC, ładny słoneczny dzień

Wyprawa do zamku Grodziec

Dość długi dojazd (ponad 60 km) rekompensują nam urocze widoki, ponieważ przejeżdżamy przez Góry Kaczawskie i „krainę wygasłych wulkanów” na Pogórzu Kaczawskim.

Wjazd na wzgórze (pozostałość po wygasłym wulkanie) to pierwsza przygoda: droga wspina się serpentyną, a tu przed nami babka zatrzymuje się pod koniec podjazdu i ani rusz… W końcu R. po kilku próbach najpierw wyjeżdża jej, a potem naszym samochodem.

Wjeżdżamy na dziedziniec dolnego zamku i przed nami roztacza się widok na śliczny górny zamek, który z chęcią zwiedzamy (zamek pochodzi z XIII w., ostatnia przebudowa na początku XX w.). Można sobie spokojnie samemu obejść cały zamek, pozaglądać w różne zakamarki itp., tylko trzeba uważać na wyślizgane schody i patrzeć uważnie na dzieci, bo niektóre barierki mają duże otwory. Zamek jest bardzo ciekawy, chociaż wyraźnie brakuje mu dobrego gospodarza, bo jeszcze wiele jest do zrobienia pod kątem udostępnienia dla turystów.

Wracając, zaglądamy do Złotoryi, ale z powodu braku czasu M. robi tylko szybko kilka zdjęć. Chyba jeszcze musimy tu wrócić… Nie udaje nam się dojechać też pod Ostrzycę, ale z samochodu widzimy kilka równie „kształtnych” wulkanów.

Zamek Grodziec (XIII-XIV, przeb. pocz.XX).

Zamek Grodziec (XIII-XIV, przeb. pocz.XX).

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamek Grodziec.

Zamkowe wnętrza.

Zamkowe wnętrza.

Złotoryja - gotycki Kościół Narodzenia NMP.

Złotoryja – gotycki Kościół Narodzenia NMP.

Ostatnia lekcja Tymusia

Tym razem od razu dwie lekcje – od 15:00 do 17:00. Tymuś już jeździ na krawędziach, a na koniec ma z instruktorem „jazdę synchroniczną” – „takimi ósemkami”… W czasie lekcji Tyma R. jedzie do Kowar w poszukiwaniu wulkanizacji, bo od kilku dni czujnik pokazuje problem z tylnym lewym kołem. Okazuje się, że już prawie nie mamy tam powietrza. Po Tyma wraca na zapasie, a potem jeszcze sporo czasu zajmuje dokończenie naprawy, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się kończy!

Wieczorkiem jeszcze z R. z Tymem i latarką idą zobaczyć kładkę i pokazują sobie „wodospady” i otwory w lodzie.

 

9 lutego 2012, czwartek

„Ciepło”, ale cały dzień sypie śnieg, -6 do -9oC

Narty na Kopie (z Tymusiem i bez)

Nareszcie ruszamy na narty we troje! Tymuś naprawdę już świetnie panuje nad nartami, często udaje mu się skręcać na krawędziach, zatrzymuje się pługiem lub „zawijką”, nawet jest w stanie zahamować w jeździe tyłem! Po prostu czuje narty, ma do tego talent i sprawia mu to frajdę! Wjeżdżamy 5 razy podwójnym krzesełkiem, ok. 2 godziny jazdy bez przerw.

Potem odwozimy Tymusia, a sami wracamy na stok i objeżdżamy wszystkie trasy, a potem idziemy „zaliczyć” Strzechę Akademicką (zdjęcia, pocztówki, pieczątki itp.) i szybko zjeżdżamy na dół (po świeżo wyratrakowanej trasie jedzie się bosko!)

Ogólnie dzisiaj warunki przeciętne, bo ciągle pada śnieg; na dole jeszcze przyzwoicie, a na górze mleko i śnieg „w kopkach”. Z kolei na „Złotówce” fajny kopny śnieg, a pod spodem przygotowana trasa, więc jedzie się dobrze, tylko nart nie widać;-)

Tymo jeździ na Kopie.

Tymo jeździ na Kopie.

... a Sebuś spaceruje z Babcią.

… a Sebuś spaceruje z Babcią.

Strzecha akademicka.

Strzecha akademicka.

Wyprawa do zamku Czocha (na pożegnalną kolację)

To kawał drogi – ok. 60 km, co przy dzisiejszych warunkach jest dużą wyprawą.

Zamek robi wrażenie (a co by było przy dziennym świetle!), jest zadbany i oryginalny i, co ciekawe, ma zachowane całe przedzamcze! (szkoda tylko, że nie jest podświetlony…). Restauracja Zamkowa klimatyczna, a do tego przystosowana pod dzieci (kelnerka przyniosła kredki i kolorowanki, jest menu dla dzieci i krzesełko do karmienia), no i pozostawia nam przyjemne doznania kulinarne!

Po drodze do domu Tymuś zasypia, a Sebuś też po przebraniu w piżamkę szybko przestaje nas niepokoić swoimi wieczornymi zachciankami (chłopcom robimy „dzień brudasa”).

Zamek Czocha.

Zamek Czocha.

Restauracja w Zamku Czocha.

Restauracja w Zamku Czocha.

Sebuś w Zamku Czocha.

Sebuś w Zamku Czocha.

 

10 lutego 2012, piątek

Znowu zimniej, ale za to pięknie, -12oC

Narty z Tymusiem na Szrenicy (10:00 – 14:15: ponad cztery godziny na nartach!)

To ukoronowanie narciarskich osiągnięć Tymusia w tym roku.

Najpierw zjeżdżamy z nim na zmianę „Puchatkiem”, a w tym czasie druga osoba zjeżdża „Ścianą”. Potem wjeżdżamy na samą górę, podchodzimy z nartami na szczyt do schroniska „Szrenica”, jemy tam pyszną zupę i kupujemy certyfikat dla Tymusia. Na koniec zjeżdżamy spod samego schroniska aż na sam dół przez czterokilometrową Lolobrygidą!

Tymuś to już wspaniały, dzielny narciarz, poradził sobie nawet ze sporym kawałkiem czerwonej trasy!

Pożegnalna rodzinna wyprawa do Parku Miniatur w Kowarach

To duża atrakcja także w zimie. Najpierw przewodniczka oprowadza nas po wystawie pod dachem (część modeli przeniesionych na zimę do hali), a potem chłopcy obchodzą cały teren z pozostałymi modelami.

Trzeba przyznać, że miniatury są najwyższej klasy: ładne, realistyczne i wytrzymałe (leżą pod warstwą śniegu); może warto byłoby tylko pomyśleć o powiększeniu terenu i jakichś atrakcjach dla dzieci (np. ruchome figurki/samochody/pociągi, czy też placyk zabaw).

Robimy m.in. zdjęcie Zamku Czocha, który wczoraj widzieliśmy po ciemku;)

Wyrabiamy się w sam raz, wracamy do samochodu już po 17:00. Wieczorem już tylko pakujemy się i miło wspominamy cały pobyt!

Karkonosze zimą – tydzień I

28 stycznia 2012, sobota

-14 oC do -1oC, piękny zimowy dzień…

Warszawa – Wrocław

Tymuś i my już od dawna nie mogliśmy się doczekać tego wyjazdu! (…Sebuś jeszcze nie za bardzo rozumiał, co to te ferie). Wstajemy zgodnie z planem o 4:30 i przed 6:00 już w komplecie z Babcią ruszamy w drogę.

Katowicka nadal w remontach, a do tego sprawia wrażenie, jakby remonty zamarzły na zimę, więc bez żalu ją opuszczamy i ruszamy na z góry upatrzony postój pod literą M w Bełchatowie. „Ósemkę” do Wrocławia pokonujemy bez problemów i rozpoczynamy „danie główne” dzisiejszego dnia…

Spacer śladami krasnali po wrocławskiej starówce

Starówka we Wrocławiu jest naprawdę imponująca, wrażenie robią zwłaszcza monumentalne gotyckie kościoły oraz ratusz – perła świeckiego europejskiego gotyku i ogromny rynek z kamieniczkami – świadkami różnych epok i stylów od gotyku po secesję. Oglądamy m.in.:

  • Kościół św. Marii Magdaleny (XIV-XV w.)
  • Ulicę Jatki z „pomnikiem” zwierząt rzeźnych (fundacji wdzięcznego konsumenta…)
  • Kościół św. Elżbiety (XIV-XV w.)
  • Domki altarystów: Kamienice Jaś (XVI w.) i Małgosia (XVIII w.)
  • Rynek z blokiem zabudowy pośrodku
  • Gotycki ratusz (XV-XVI w.) – zgodnie uznajemy, że jest to najpiękniejszy ratusz, jaki kiedykolwiek widzieliśmy.

Krasnale najpierw nam się pochowały (chyba przez remont części ulic, na których mieszkały), ale potem już się do nas przyzwyczaiły i chętnie dawały się podziwiać – na razie naliczyliśmy ich 11. Zabawa w szukanie krasnali to naprawdę świetny patent na zwiedzanie Wrocławia z dziećmi!

Spacer kończymy w Piwnicy Świdnickiej, najstarszej restauracji Europy, której początki sięgają 1273 r. (nie wychodzimy z niej głodni, chociaż portfel nieco się odchudził… mimo to polecamy – głównie ze względu na wnętrza, bo jedzenie smaczne, ale nie wyróżnia się jakoś specjalnie).

Chłopcy to już prawdziwi turyści, Tymuś wypatrzył wszystkie krasnale, a Sebuś chciał wszędzie chodzić sam, „za rączkę” (w końcu gdy po obiedzie wzięliśmy go do nosidełka, to zasnął w ciągu dwóch minut „na glonojada”).

Wrocław. Renesansowy Jaś i barokowa Małgosia, gotcki kościół Św.Elżbiety w tle.

Wrocław. Renesansowy Jaś i barokowa Małgosia, gotcki kościół Św.Elżbiety w tle.

Pomnik zwierząt rzeźnych, ul.Jatki.

Pomnik zwierząt rzeźnych, ul.Jatki.

Szukamy krasnali. Jest jeden!.

Szukamy krasnali. Jest jeden!.

Okiem Jasia i Małgosi.

Okiem Jasia i Małgosi.

Wrocławski rynek.

Wrocławski rynek.

Wrocławski rynek.

Wrocławski rynek.

Ten krasnal się Tymusiowi spodobal najbardziej.

Ten krasnal się Tymusiowi spodobal najbardziej.

Najstarsza restauracja w Europie.

Najstarsza restauracja w Europie.

Wrocławski ratusz (XV-XVI w).

Wrocławski ratusz (XV-XVI w).

Wrocławski ratusz (XV-XVI w).

Wrocławski ratusz (XV-XVI w).

Krasnoludzkie latarnie na Oławskiej.

Krasnoludzkie latarnie na Oławskiej.

Sebuś zasnął na glonojada...

Sebuś zasnął na glonojada…

Reszta drogi upływa spokojnie i na 17:00 docieramy na miejsce.

Nasza meta to „Dom natury” w Karpaczu. Wynajęty apartament udaje się nam świetnie przystosować do naszych potrzeb – mamy „sypialnię” i „living”(sypialnię Babci). Dużo miejsca i funkcjonalny rozkład za bardzo przystępną cenę – godne polecenia!

Chłopcy przeszczęśliwi, radośni, długo roznoszą kwaterę, pomagając nam się urządzić i rozpakować (…czasem rzeczywiście pomocni!)

29 stycznia 2012, niedziela

-3 oC, kolejny piękny dzień,
w Karpaczu całkiem ciepło, a w górach silny mroźny wiatr

Rekonesans w Karpaczu

Orientujemy się, co, gdzie i jak. Podchodzimy pod nowy wyciąg Winterpol, kupujemy plastikowe sanki i jabłuszko dla Sebka, robimy małe zakupy
i próbujemy dotrzeć pieszo do snowtubingu i wyciągów, które miały być 200 m od parkingu, a okazało się, że były ok. kilometr dalej, więc musieliśmy zawrócić.

Potem jeszcze podjeżdżamy pod Kościółek Wang, ale Seba już jest za bardzo zmęczony na kolejną wycieczkę, więc zawracamy i jedziemy na obiad. Po długich poszukiwaniach restauracji z miejscem do zaparkowania udało się nam złapać ostatnie miejsca w Restauracji Astoria w centrum i zjeść pyszny obiad. Sebuś wciągnął całą zupę pomidorową, a my drób w różnych formach z różnymi dodatkami.

Po powrocie Tymuś z M. jeszcze testuje na jabłuszku górkę na naszym terenie, w czasie gdy R. pacyfikuje Sebusia.

Narty na Kopie (14:00-16:00)

Udaje nam się odkupić karnety po 10 zł (+kaucja) i ruszamy „Zbyszkiem” na samą górę – wyciąg pamięta chyba czasy Gomułki lub Gierka, ale mozolnie osiąga szczyt.

Na górze naprawdę nieźle wieje, dając odczucie arktycznego zimna, przypominając nam przy tym wyprawę na szczyt Chopoka w 2008 r. Zjeżdżamy dwa razy najwyższym i jednocześnie najciekawszym odcinkiem trasy, a potem po kolei „zaliczamy” wszystkie wyciągi i trasy kompleksu – wyrabiamy się dokładnie na zamknięcie tras – zjeżdżamy na dół już po 16:00.

Miejsce godne polecenia, podobała nam się mała ilość ludzi, różnorodność tras i poczucie bliskości przyrody, widać, że zachowano tu względny kompromis pomiędzy „industrializacją” a zachowaniem przyrody dla następnych pokoleń.

Po powrocie okazuje się, że niestety sielanka zdrowia panującego w naszej rodzinie podczas ostatnich tygodni się skończyła… Sebuś rozłożył się – z katarku rozwinęło mu się obturacyjne zapalenie oskrzeli (co wydatnie pogorszyło naszą jakość snu), a Tymuś zwrócił w domu cały obiad – mamy nadzieję, że to tylko przejedzenie lub małe zatrucie.

Poza tym trochę się martwimy nadchodzącym dalszym ochłodzeniem, ale w sumie, to nie możemy narzekać, bo zima jest przepiękna, a mróz na razie daje się znieść.

... i ziuuu na sam dół!.

… i ziuuu na sam dół!.

... i ziuuu na sam dół!.

… i ziuuu na sam dół!.

Na Kopę.

Na Kopę.

Na Kopie.

Na Kopie.

Strzecha akademicka.

Strzecha akademicka.

Strzecha akademicka.

Strzecha akademicka.

30 stycznia 2012, poniedziałek

-6 oC, znowu piękny dzień, samo słoneczko

W nocy Tymuś niestety potwierdził nasze przypuszczenia i rozchorował się
na anginę, więc rodzinnej wycieczki dzisiaj zrobić nie mogliśmy…

Wycieczka w Góry Izerskie (M. + R.)

Z trudem znajdujemy na zaśnieżonej drodze ze Szklarskiej do Świeradowa miejsce wyjścia szlaku (zasłania je półtorametrowa zaspa). Szlakiem przed nami w ostatnich dniach szła tylko para narciarzy na biegówkach, i to tylko przez kilkaset metrów do pierwszego rozstaju, a dalej ruszamy już przez głęboki dziewiczy śnieg.

Szybko okazuje się, że nasz plan na dzisiaj, czyli wejście na Wysoką Kopę, jest niemożliwy do zrealizowania w tych warunkach, mimo to brniemy jeszcze, zmieniając się na prowadzeniu, przez ok. dwa kilometry (których przejście w tych warunkach zajmuje nam ok. godzinę), zauroczeni bielą, słońcem, ciszą… To trzeba po prostu poczuć! Gdy za kolejnym zakrętem okazuje się, że czeka nas zakręt szlaku, a nie skrzyżowanie, poddajemy się i po małym popasie wracamy na dół.

Pomimo niepowodzenia, dzisiejszy dzień zaliczamy do udanych. Nasze PUT (podstawowe umiejętności turystyczne:)) poszerzyły się o zdolność przecierania szlaków w ciężkich zimowych warunkach.

Z Rozdroża Izerskiego na Wielką Kopę.

Z Rozdroża Izerskiego na Wielką Kopę.

Z Rozdroża Izerskiego na Wielką Kopę.

Z Rozdroża Izerskiego na Wielką Kopę.

Kościółek Wang

Wracając, postanawiamy podjechać jeszcze do Karpacza Górnego, żeby zobaczyć ten unikatowy zabytek. Kościółek Wikingów z XII w. urzeka i budzi podziw dla cieśli sprzed prawie dziewięciu wieków, którzy zbudowali go bez użycia gwoździ. Miejsce, chociaż bardzo popularne, jednak zdecydowanie warte odwiedzenia; zadziwia nas m.in. to, że kościółek naprawdę pasuje do karkonoskiego otoczenia!

Norweski Kościółek Wang (XII w).

Norweski Kościółek Wang (XII w).

Rzeźba Łazarza.

Rzeźba Łazarza.

Bardzo sympatyczne dojście przez zimowy las z górnego parkingu.

Wieczorny spacer (Sebuś z R. i Babcią)

Docieramy do głównej ulicy i kupujemy czapkę dla Tymusia, wypatrując potencjalnych knajp na obiady, wracając robimy małe zakupy. Chłopcy na szczęście już wieczorem czują się trochę lepiej, a my robimy jeszcze krótki spacer po najbliższej okolicy.

31 stycznia 2012, wtorek

-7 oC, w nocy było -14oC, pogoda jw. – pięknie!

Narty na Szrenicy (10:30–14:15 + dojazd)

Ośrodek rewela, tylko ceny dość wysokie, praktycznie nie było kolejek ani tłoku na trasach, zwłaszcza górnych, trudniejszych (na czarnej – najfajniejszej – prawie nie było ludzi).

Bardzo przyjemne schroniska – Na Hali Szrenickiej i Szrenica – w pierwszym jemy żurek, w drugim ciasta i herbatę. Oba z klimatem, chociaż nie zaszkodziłby mały remont (już są w trakcie odnawiania).

Trasy na Hali Szrenickiej bardzo przyjemne, ale trochę nudne (poza możliwością slalomowania między choinkami) – szerokie wypłaszczenie z trzema podwójnymi orczykami. Lolobrygida w górnej części też b. fajna (obok orczyka), dolna część dłuży się, bo jest nudna, plaskata i pełna ludzi. Najbardziej podobała się nam czarna trasa FIS ze „ścianą”, którą M. postanowiła pokonać efektownym ześlizgiem głową w dół (potem słyszy, jak jakaś kobieta instruuje kilkuletniego chłopca: „Jak będziesz się bał zjechać, siądź na pupę i zrób tak jak ta pani”:)

Ogólnie dzisiaj mieliśmy jeden z najfajniejszych dni na nartach – cudowna bliskość przyrody i gór, jeżdżenie w partiach szczytowych, a do tego piękne słońce.

Schronisko na Hali Szrenickiej.

Schronisko na Hali Szrenickiej.

Narty na Szrenicy.

Narty na Szrenicy.

Widok na Łabski Szczyt ze zboczy Szrenicy.

Widok na Łabski Szczyt ze zboczy Szrenicy.

Na szczycie Szrenicy.

Na szczycie Szrenicy.

PTTK Szrenica.

PTTK Szrenica.

PTTK Szrenica.

PTTK Szrenica.

Wycieczka do Muzeum Zabawek w Karpaczu

Przez dwa dni choroby chłopaków zatęskniliśmy za wspólnym wypadem.

Muzeum całkiem fajne, zabawki nawet z XVIII w.(!) pokazane w kilkudziesięciu gablotach. Szczególnie zaciekawiły nas krakowskie szopki, lalki sprzed ponad 100, a nawet ponad 200 lat (inny wzorzec urody…), śliczne domki i gospodarstwa z całym wyposażeniem (zrobione z wielką dbałością o szczegóły i odzwierciedlające prawdziwy, a nie „plastikowy” świat…).

Brakuje odrobiny interaktywności i możliwości zabawy (kończy się ona na dwóch ławkach-zwierzątkach przy wejściu) – trochę to frustruje chłopców, zwłaszcza Sebusia, który ciągle woła „wyjąć!”. Na dłużej zatrzymuje ich szopka z ruchomymi elementami.

Można za to kupić bardzo fajne zabawki z drewna po niewygórowanej cenie. Chłopcy nareszcie zdrowsi, dokazują w domu, musimy jutro ich porządnie przegonić, bo wykończą Babcię…

Muzeum Zabawek w Karpaczu.

Muzeum Zabawek w Karpaczu.

Muzeum Zabawek w Karpaczu.

Muzeum Zabawek w Karpaczu.

To nasz ulubiony eksponat.

To nasz ulubiony eksponat.

Wieczorem kolejny krótki spacerek M. i R. po trzaskającym mrozie.

Choroba chłopaków zmusiła nas do znalezienia alternatywnego źródła pożywienia: wiwat pizza (wczoraj) i catering (dzisiaj)!

1 lutego 2012, środa

-10oC (w nocy -17oC), ale pięknie…

Wycieczka całą rodziną do Świeradowa Zdroju

Świeradów to ładne i kameralne uzdrowisko, podjeżdżamy pod same Domy Zdrojowe. Oglądamy ładne tarasy przed Domami Zdrojowymi, zaglądamy do sztucznej groty, która pełniła w XIX w. funkcję pijalni, i spacerujemy w pijalni – największej drewnianej hali spacerowej w Polsce!

Chłopcom najbardziej podoba się bieganie po pijalni i zabawa dużymi figurami szachowymi.

Kulminacyjnym punktem dnia był jednak wjazd nową kolejką gondolową na Stog Izerski. Kolejka fajna, przestronna (wagoniki 8-osobowe), a parking pod nią duży i bezpłatny.

Z górnej stacji kolejki do Schroniska na Stogu Izerskim jest ledwie dwa kroki, ale i tak zimny wiatr nas dobrze pogonił – pomimo słoneczka. Schronisko miłe, tylko trafiliśmy na ogromną grupę młodzieży z zimowiska, ale wszyscy z apetytem pałaszujemy schroniskowy obiad!

Dla Sebusia to pierwsze takie przeżycie – w kolejce był trochę oniemiały, ale zachwycony, a w schronisku jednak był już w swoim żywiole: spacerował, „badał” choinkę itp. Nie przeszkadzały mu nawet tłumy, wołał: „dużo gwiazdek (na choince), dużo Mikołajów (ozdób na kominku) i dużo ludziów”…

Dla Tymusia to już kolejna kolejka gondolowa po Szyndzielni i Jaworzynie Krynickiej, ale mimo to bardzo mu się podobało; cieszy nas, że już dobrze się czuje!

Wieczorny wypad na narty – znów do Świeradowa

Postanawiamy „załatwić” to miejsce do końca, bo nie chciało nam się już więcej tak daleko jeździć, w dodatku po koszmarnie nierównej drodze.

Trasa narciarska okazuje się bardzo przyjemna, trochę tylko przydługi środkowy plaskaty odcinek – ale to wina ukształtowania terenu.

Ubieramy się grubo jak nigdy dotąd (trzy warstwy na nogach), a mimo to mróz (-15) daje się nieźle we znaki. Na szczęście mamy ze sobą grzałki do rąk, w desperacji udaje nam się też założyć kaptury na kaski, co wydatnie poprawia nam komfort jazdy!

Zjeżdżamy sześć razy z przerwą na gorącą czekoladę (19:00 – 21:20). Wracamy do domu ok. 22.30.

Dom Zdrojowy w Świeradowie Zdroju.

Dom Zdrojowy w Świeradowie Zdroju.

Modrzewiowa hala spacerowa - najdłużdza w Polsce.

Modrzewiowa hala spacerowa – najdłużdza w Polsce.

Świeradowski kuracjusz.

Świeradowski kuracjusz.

Gondolami na Stóg Izerski.

Gondolami na Stóg Izerski.

Gondolami na Stóg Izerski.

Gondolami na Stóg Izerski.

Na Stogu Izerskim.

Na Stogu Izerskim.

Schronisko na Stogu Izerskim.

Schronisko na Stogu Izerskim.

Tata jest najlepszy...

Tata jest najlepszy…

Narty na Stogu Izerskim.

Narty na Stogu Izerskim.

2 lutego 2012, czwartek

-12oC (w nocy -20oC), wciąż pięknie

Nadal życie bardzo utrudniają nam mrozy, co zmusza nas do planowania wycieczek, które nie wymagają długiego przebywania na dworze, zwłaszcza z chłopcami… tym bardziej, że Tymuś ciągle na antybiotyku, a Sebuś jakiś taki niewyraźny (wieczorem sprawa się wyjaśnia – zaraził się anginą…)

 Jelenia Góra i okolice – całą rodzinką

Podjeżdżamy najpierw do Sobieszowa, planując zwiedzanie Muzeum Karkonoskiego PN, ale okazuje się, że teraz wystawa jest przeniesiona (za to kompletujemy zdjęcie kolejnej siedziby dyrekcji parku narodowego). Szybko więc modyfikujemy plany i trafiamy do Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach. Jego zbiory to część prywatnej kolekcji rodziny wieloletnich tutejszych właścicieli ziemskich.

Eksponaty naprawdę imponujące – tysiące wypchanych ptaków i motyli
(a do tego tygrys, kangur, wąż i inne zwierzątka, oczywiście też wypchane). Chłopców szczególnie zaciekawia struś i kuguar.

Potem słuchamy sobie muzyki w samochodzie obok Parku Zdrojowego, a M. biegnie zrobić dokumentację fotograficzną.

Na koniec jedziemy do Jeleniej Góry, oglądamy śliczny rynek z barokowym ratuszem i podcieniowymi kamieniczkami i szukamy odpowiedniej dla nas restauracji. Jemy rosół i kluchy w polsko-włoskiej restauracji.

Cieplice. Pawilon norweski (skopiowany budynek z Norwegii).

Cieplice. Pawilon norweski (skopiowany budynek z Norwegii).

Muzeum Przyrodnicze w Ciepliach.

Muzeum Przyrodnicze w Ciepliach.

Dom Zdrojowy w Cieplicach.

Dom Zdrojowy w Cieplicach.

Barokowy ratusz w Jeleniej Górze.

Barokowy ratusz w Jeleniej Górze.

Na jeleniogórskim rynku.

Na jeleniogórskim rynku.

Wyprawa M. i R. w Góry Kaczawskie na Skopiec

Po drodze oglądamy Dom Tyrolski w Mysłakowicach oraz część Jeleniogórskiej Doliny Pałaców i Ogrodów – pałace w Mysłakowicach, Łomnicy i Wojanowie, obecnie pięknie odnowione i funkcjonujące w większości jako hotele.

Potem jedziemy do naszego celu – na sam koniec wsi Komarno i podchodzimy niebieskim szlakiem na szczyt Skopca.

Niepotrzebnie idziemy starym wariantem szlaku i musimy się przebijać przez głęboki śnieg, obok ujadających psów; później okazuje się, że trzeba było pójść na wprost drogą, która dociera aż na szczyt Barańca do przekaźnika.

Stamtąd już ścieżka przedeptana; bez problemu znajdujemy interesujący nas szczyt. Tam obowiązkowe zdjęcia do KGP i powrót już wygodną drogą.

Podczas zejścia oglądamy zachwycający zachód słońca, z panoramą Karkonoszy ze Śnieżką w tle… niezapomniane!

W samochodzie okazuje się, że jest… -21oC! O kurczę!

Dodatkowo czujniki w kołach wariują i straszą nas, że mamy gumę… Na szczęście alarm jest fałszywy. (PS. Potem okazuje się, że jednak prawdziwy, tylko na tym mrozie opona była tak sztywna, że trudno było to zweryfikować…)

Dom tyrolski w Mysłakowicach (XIX).

Dom tyrolski w Mysłakowicach (XIX).

Neogotycki pałac w Mysłakowicach (XIX).

Neogotycki pałac w Mysłakowicach (XIX).

Pałac w Łomnicy (XVIII).

Pałac w Łomnicy (XVIII).

Pałac w Wojanowie (XVII, przeb.XIX).

Pałac w Wojanowie (XVII, przeb.XIX).

Komarno - Skopiec.

Komarno – Skopiec.

Skopiec (724 m n.p.m.), Góry Kaczawskie.

Skopiec (724 m n.p.m.), Góry Kaczawskie.

W górach Kaczawskich (Skopiec- Komarno). Ale pięknie...

W górach Kaczawskich (Skopiec- Komarno). Ale pięknie…

Zachód słońca nad Karkonoszami.

Zachód słońca nad Karkonoszami.

Karkonosze z Gór Kaczawskich.

Karkonosze z Gór Kaczawskich.

To pokazuje skalę naszego wyczynu.

To pokazuje skalę naszego wyczynu.

 3 lutego 2012, piątek

-11oC (w nocy -20,5oC), wciąż pięknie

Wycieczka do Kopalni Uranu – Sztolnie Kowary

Najpierw ogrzewamy się w restauracji obok wejścia i zamawiamy obiad na później. A potem właściwa część wycieczki – zjazd pod ziemię!

Zwiedzanie bardzo się wszystkim podoba – dla starszych naprawdę ciekawie pokazana praca w kopalni i historia wydobycia uranu na eksport do ZSRR, dla młodszych światełka, piękne kamienie i pokaz laserowy „Hades” (którego nasz dzielny Sebuś się nie przestraszył!).

Przewodnik z wielką wiedzą i pasją opowiada o szczegółach dotyczących pracy górników, minerałach, Walonach itp., ale zupełnie nie ma podejścia do dzieci. Nie zatrzymuje się nawet przy podziemnym akwarium ani nie wspomnia o gwarkach strzegących skarbów.

Chłopcy z zapałem pomagają oświetlić korytarze latarkami i są ogólnie grzeczni. Sebuś połowę czasu spędza w nosidle, resztę na nogach; Tymuś to super-kumpel nie robi z niczego problemu.

Na koniec zjadamy dobry obiad – żurek i kotlety schabowe i zaopatrujemy się u bardzo miłej pani Ewy w nalewkę walońską i wodę Potencjałkę.

Gotowi na wyprawę.

Gotowi na wyprawę.

Sztolnie Kowary - wejście.

Sztolnie Kowary – wejście.

Wybieramy kaski.

Wybieramy kaski.

Kopalnia uranu - sztolnie Kowary.

Kopalnia uranu – sztolnie Kowary.

Markowiny.

Markowiny.

Kopalnia uranu - sztolnie Kowary.

Kopalnia uranu – sztolnie Kowary.

08. Święta Barbara.

Kopalnia uranu - sztolnie Kowary.

Kopalnia uranu – sztolnie Kowary.

Oglądamy pokaz 'światło - dźwięk'.

Oglądamy pokaz ‚światło – dźwięk’.

Lekcja Tymusia na nartach

Szkółka M&M w nowym ośrodku Winterpol w Karpaczu, dojście od parkingu przy drodze pod dolną stacją wyciągów na Kopę.

Tymuś zjechał raz z trasy na wyciągu taśmowym, a potem ruszył na prawdziwe trasy – zjechał trzy razy – wszystkimi trasami w ośrodku! Pomimo temperatury (-15oC) był zachwycony i zapisaliśmy się na kolejnych pięć lekcji.

Pierwsza lekcja Tymusia w Białym Jarze.

Pierwsza lekcja Tymusia w Białym Jarze.

Kotlina Kłodzka – tydzień II

 

 

19 lutego 2011, sobota

-4, gęsta mgła

Tymo wraca z kolejnych lekcji (dziś już piąta!) coraz bardziej z siebie zadowolony,
bo i sukcesy są coraz większe – dziś zjechał normalną niebieską trasą i jeździł wyciągiem krzesełkowym! Potem cały wieczór buduje różne rodzaje wyciągów z klocków.

Planujemy po południu zwiedzić Jaskinię Niedźwiedzią, ale okazuje się, że nie ma już na dzisiaj miejsc. Zmieniamy więc plany.

Narty na Czarnej Górze (M. + R.), 13:15-15:50

Warunki jazdy komplikuje bardzo gęsta mgła; widoczność dodatkowo pogarszają pracujące armatki śnieżne, ale mimo to jeździ nam się bardzo dobrze, choć nie bez przygód. M. w tym mleku zjeżdża przez pomyłkę nieużywaną trasą i musi potem dłuugo jodełkować pod górę. Za to las cały w szadzi wygląda bardzo uroczo.

Piąta lekcja Tymusia.

Piąta lekcja Tymusia.

Relaks narciarza.

Relaks narciarza.

Szaleństwa chłopaków.

Szaleństwa chłopaków.

20 lutego 2011, niedziela

Nareszcie prawdziwa zima: -11 stopni, przebłyski słońca i … biało za oknem!

Dziś mamy bardzo ciekawy dzień!

Rano (do 16:00) wycieczka M. + R., a w niej:

Wejście z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę (ok. 2 godz. 40’ w obie strony)

Oficjalnie zaliczamy kolejny (już trzeci!) szczyt KGP – najwyższe wzniesienie Gór Bardzkich (765 m n.p.m.)! Po drodze różne atrakcje. Początek szlaku wita nas niezwykle stromym podejściem, a my – jak na złość – zapomnieliśmy dziś kijków. Idziemy ze znalezionymi naprędce badylami. Potem gubimy szlak, bo – jak się okazało – złamało się drzewo wskazujące miejsce zakrętu. Ale nie ma tego złego – idziemy piękną, trawersującą zbocze drogą, no i z pomocą mapy inaczej dochodzimy do partii szczytowych szlaku. Na szczycie robimy obowiązkową dokumentację fotograficzną i postój. Cały spacer bez ludzi, w bajkowej, zimowej scenerii.

Potem czas na „część zwiedzaniową” naszej wycieczki. Nasze cele to:

Kamieniec Ząbkowicki

Zadziwiamy się rozmiarem XIX-wiecznego pałacu Hohenzollernów (zbudowanego w bardzo „zamkowym” stylu neogotyckim) i rozmachem całego założenia parkowo-pałacowego. Pozostałości ogrodu i parku świadczą o dawnej świetności tego miejsca.
My mamy przy okazji bardzo miły spacer.

Ząbkowice Śląskie

Żeby obejrzeć krzywą wieżę, nie trzeba jechać do Pizy – wystarczą Ząbkowice Śląskie. Dawna gotycka (XIV w) strażnica jest wyraźnie odchylona od pionu i stanowi wspaniałą atrakcję turystyczną. Dodatkowo w tym urokliwym miasteczku można obejrzeć przepiękny neorenesansowy ratusz na rynku, XIV-wieczny kościół św. Anny (XIV) z renesansowymi epitafiami na ogrodzeniach i ruiny zamku (XIV w) czeskiego rodu Podiebradów.

Ale mieliśmy wycieczkę – bardzo bogatą we wrażenia!

A wieczorem – uwaga, uwaga – idziemy na rodzinne narty z Tymusiem!!! – pierwszy raz możemy we trójkę pojeździć na nartach; dla wszystkich to wielka frajda! Tymo najchętniej by zjeżdżał na krechę pługiem – potem mówi, że „to narty chcą mu jechać prosto”;-)

Zimowa droga przez )( Puchaczówka.

Zimowa droga przez )( Puchaczówka.

Wieża rycerska w Żelaźnie (XIV w).

Wieża rycerska w Żelaźnie (XIV w).

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Z Przełęczy Kłodzkiej na Kłodzką Górę.

Kłodzka Góra (765 m).

Kłodzka Góra (765 m).

Pałac Hohenzollernów w Kamieńcu Ząbkowickim.

Pałac Hohenzollernów w Kamieńcu Ząbkowickim.

Ratusz w Ząbkowicach Śląskich (neorenesansowy).

Ratusz w Ząbkowicach Śląskich (neorenesansowy).

Ząbkowicka krzywa wieża (d. gotycka strażnica).

Ząbkowicka krzywa wieża (d. gotycka strażnica).

21 lutego 2011, poniedziałek

Słońce i -13 stopni

Ostatnia (szósta) lekcja Tyma z p. Kasią

Przez tydzień Tymo nauczył się zjeżdżać i skręcać pługiem, no i jeździć wyciągami: taśmowym, orczykowym i krzesełkowym. Na koniec zajęć Tymuś dostaje profesjonalny certyfikat „zdobycia podstawowych umiejętności narciarskich”! Ale jesteśmy z niego dumni! Przy okazji polecamy szkołę narciarską na Czarnej Górze – jest przyjazna dzieciom (karuzela narciarska, miłe ośle łączki z wyciągami taśmowymi) i dobrze zorganizowana.

Przed obiadem wszyscy mieliśmy iść do schroniska na Iglicznej, ale rezygnujemy
ze względu na Sebusia – jest za duży mróz. Organizujemy więc zajęcia w podgrupach. M., U. i S. spacerują koło domu po pięknym, skrzącym się śniegu, a R. i T. urządzają męską wyprawę na wieżę widokową na Czarnej Górze – wjeżdżają wyciągiem krzesełkowym (ale ziąb!) i podchodzą w śniegu po pas na szczyt. Tymo ze śmiechem przewraca się w śniegu.

Wieczorem po wykąpaniu chłopaków wyrywamy się jeszcze we dwoje na narty.

Sienna w zimowej aurze.

Sienna w zimowej aurze.

ON Czarna Góra w zimowej aurze.

ON Czarna Góra w zimowej aurze.

Zakończenie kursu narciarskiego.

Zakończenie kursu narciarskiego.

Z nart do domu.

Z nart do domu.

Męska wyprawa na Czarną Górę.

Męska wyprawa na Czarną Górę.

Na Czarnej Górze.

Na Czarnej Górze.

07. Na Czarnej Górze.

Na Czarnej Górze.

 

Na Czarnej Górze.

Na Czarnej Górze.

Męska wyprawa na Czarną Górę.

Męska wyprawa na Czarną Górę.

22 lutego 2011, wtorek

Bajkowa sceneria: -11 i słońce, tylko ziiimno!

Babska wycieczka na Czarną Górę (9:15-10:45)

M. i U. nie chcą być gorsze od chłopaków i dziś po śniadaniu same jadą na zdobycie szczytu Czarnej Góry. Krajobraz wyczarowany przez szadź sprawia, że czujemy się jak
w zaczarowanej krainie. Strome podejście na szczyt w głębokim śniegu jest b. mozolne – podziwiamy wczorajszy wyczyn Tyma. Z wieży nie ma dziś widoku, ale i tak świat wygląda jak z bajki.

Po południu: wspólna wyprawa do Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie

Jaskinia Niedźwiedzia to druga (po Jaskini Raj) w Polsce jaskinia z piękną szatą naciekową. Jaskinia wzięła swoją nazwę od znalezionych tu szczątków niedźwiedzia jaskiniowego. Zwiedzanie jest bardzo ciekawe – korytarze jaskini są pięknie podświetlone, można dokładnie obejrzeć szatę naciekową – jest ona może nieco uboższa niż w Raju, ale sama jaskinia jest bardziej przestronna. Są tu też śpiące nietoperze.

R i T. wchodzą o 13:20. W tym czasie M. i U. spacerują z Sebusiem po pawilonie wejściowym, oglądając m.in. wypchanego niedźwiedzia i lwa jaskiniowego. Sebuś koniecznie chce wejść za barierki, ale najbardziej interesują go chyba kluczyki w szafkach w depozycie;-) Potem M. i U. wchodzą na 14:40, a chłopaki wracają samochodem do domu (jest za duży mróz, żeby Sebuś mógł czekać). Po zwiedzaniu dziewczyny nie mają wyboru – wracają na piechotę z Kletna do Siennej – w sumie to kawał drogi, ale mamy piękny, zimowy spacer (15:30-16:45).

Na szczyt Czarnej Góry - teraz idą dziewczyny.

Na szczyt Czarnej Góry – teraz idą dziewczyny.

Szczyt Czarnej Góry.

Szczyt Czarnej Góry.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Do Jaskini Niedźwiedziej.

Do Jaskini Niedźwiedziej.

Do Jaskini Niedźwiedziej.

Do Jaskini Niedźwiedziej.

 Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

Jaskinia Niedźwiedzia, Kletno.

23 lutego 2011, środa

Słońce, -13 stopni

M i R.: wycieczka na Śnieżnik (1425 m n.p.m.), ok. 20 km, ↑500 m, ↓700 m; 10:40-16:30

  1. Czarna Góra – Hala pod Śnieżnikiem

Wjeżdżamy wyciągiem na Czarną Górę. Poinstruowani wcześniej przez GOPR-owca, szybko znajdujemy właściwy szlak. Nasza droga wiedzie szczytami, jest bardzo dobrze oznaczona, mamy jednak spory dystans do pokonania – idziemy ok. 2 godzin. Sceneria wokół jest przepiękna.

  1. Schronisko pod Śnieżnikiem – Śnieżnik

W schronisku tłumy strażników granicznych (nawet w damskim WC:)) – mają jakieś szkolenie. Posilamy się kwaśnicą i kanapkami – to jak ambrozja w taki mróz.

Drogę na Śnieżnik świetnie przetarli nam wojskowi. Szlak prowadzi wygodną ścieżką przez las, a potem wśród karłowatych sosenek. Szczyt Śnieżnika – rozległy, z wyróżniającymi się pozostałościami po pruskiej wieży widokowej (na jej gruzach ławeczki). Hura, zdobyliśmy kolejny szczyt KGP! Widok skutecznie przysłaniały nam chmurki – a szkoda, podobno świetnie stąd widać Śnieżkę.

  1. Hala pod Śnieżnikiem – Kletno

No cóż, prawdziwy turysta nigdy tą samą droga nie wraca… Mimo że mamy bilet na kolej krzesełkową, decydujemy się wrócić inaczej. Nasza ścieżka wiedzie przez piękny las; miejscami wymaga uwagi – jest oblodzona i znacznie nachylona, potem zamienia się
w wygodną drogę. Pod Jaskinią Niedźwiedzią w Kletnie zatrzymujemy się na mały odpoczynek.

  1. Kletno – Sienna szosą

Idzie się wygodnie, samochody prawie nie jeżdżą, ale zmęczenie daje się już nam we znaki. Może jesteśmy masochistami, ale lubimy takie górskie zmęczenie – potem bolą nas mięśnie, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy – człowiek czuje, że żyje!

Czarna Góra - Śnieżnik.

Czarna Góra – Śnieżnik.

Czarna Góra - Śnieżnik.

Czarna Góra – Śnieżnik.

Czarna Góra - Śnieżnik.

Czarna Góra – Śnieżnik.

Widok na Czarną Górę i otoczenie.

Widok na Czarną Górę i otoczenie.

Schronisko PTTK na Śnieżniku.

Schronisko PTTK na Śnieżniku.

Hala pod Śnieżnikiem.

Hala pod Śnieżnikiem.

Szczyt Śnieżnika.

Szczyt Śnieżnika.

Szczyt Śnieżnika.

Szczyt Śnieżnika.

Śnieżnik - Kletno.

Śnieżnik – Kletno.

24 lutego 2011, czwartek

Słońce i -10, piękna szadź cd.

Wycieczka w Góry Opawskie  (10:00-16:40)

Tym razem zabieramy ze sobą niespełna pięcioletniego Tyma – ale fajnie, że mamy już takiego dużego synka! Naszym celem jest Biskupia Kopa (889 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Opawskich, a jednocześnie kolejna gwiazda w naszej KGP (nasza – piąta,
a Tymcia – pierwsza!).

Wybieramy najkrótszy dojazd, przez Czechy (Lądek, Javornik, Zlate Hory), który mimo to zajmuje dość dużo czasu. Ale jest ciekawie – m.in. oglądamy z okien samochodu urokliwy czeski Javornik z renesansowym zamkiem biskupów wrocławskich, malowniczo usytułowanym na wzgórzu. Zwracamy uwagę na odcinek drogi prowadzący granicą – doskonale widać tu, jak umowne są podziały terytoriów.

Zielonym (czeskim) szlakiem na Biskupią Kopę

Wygodny szlak drogą przez las – w sam raz dla Tyma, który raz jest wyciągiem orczykowym, raz taśmowym, raz krzesełkowym. W końcu wsiada na „wyciąg baranowy”
i jedzie na ramionach R.

Na Biskupiej Kopie

Naszą uwagę zwraca przede wszystkim doskonale zachowana pruska wieża widokowa z kon. XIX w – ze szczytu oglądamy mocno zamglony widok. To świetna atrakcja dla dziecka, jakiś „cel”, który zawsze stanowi świetną motywację do górskich wycieczek dla maluchów. Robimy dokumentację foto, dumni jak pawie z Tyma.

Biskupia Kopa – Schronisko pod Biskupią Kopą

10 min z górki na pazurki. Tymo zbiega jak szalony. Schronisko b. przyjemne, z klimatem. W środku można wybić pamiątkową monetę, a nawet obejrzeć … wystawę krawatów. Odpoczywamy przy zupie i kanapkach.

Powrót tą samą drogą. Czas nas trochę pili. Tymo pod górę na „wyciągu baranowym”, w dół zbiega sam. Wracając, rozmawiamy, jak wspaniała jest idea KGP – inaczej pewnie nie odwiedzilibyśmy tego bardzo ciekawego szlaku!

Wieczorem narty R. + T. na oświetlonych krzesełkach. Sebuś, trochę podziębiony, zostaje w domu. Rano pięknie się bawi z Babcią na śniegu przy naszym domku. Jest taki uroczy… Chce robić wszystko to samo, co Tymo – m.in. staje na głowie, robi fikołki i gra w piłkarzyki.

Czeskim szlakiem na Biskupią Kopę.

Czeskim szlakiem na Biskupią Kopę.

Wyciąg orczykowy.

Wyciąg orczykowy.

Biskupia Kopa, pruska wieża widokowa, kon. XIX w.

Biskupia Kopa, pruska wieża widokowa, kon. XIX w.

Na wieży widokowej, Biskupia Kopa.

Na wieży widokowej, Biskupia Kopa.

Na Biskupiej Kopie (889 m n.p.m.).

Na Biskupiej Kopie (889 m n.p.m.).

Do schroniska pod Kopą Biskupią.

Do schroniska pod Kopą Biskupią.

Do schroniska pod Kopą Biskupią.

Do schroniska pod Kopą Biskupią.

08. Turlańce zbiegańce.

Turlańce zbiegańce.

25 lutego 2011, piątek, DZIEŃ POŻEGNALNY

Słońce, -7 stopni, jak tu jutro wyjeżdżać…

Rano wyrywamy się na pożegnalne narty na Czarnej Górze. Doceniamy każdą minutę – jest przemiło. Potem czas na wycieczkę:

Do Marii Śnieżnej i Schroniska na Iglicznej (M., R., T.), 13:15-16:30

Sebuś dalej przeziębiony, więc niestety zostaje z Babcią w domu. Szkoda, bo nasza wycieczka w tak malowniczej zimowej aurze jest naprawdę przepiękna.

Podjeżdżamy do Marianówki i stamtąd podchodzimy żółtym szlakiem pod Igliczną (ok. 45’). Jest stromo i Tymo sporo wjeżdża na „wyciągu baranowym”, ale długie odcinki idzie też sam. Ścieżka przez piękny las, zróżnicowany drzewostan.

Na szczycie oglądamy b. malowniczo położone sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej (XVIII w). Odwiedzamy też schronisko. Prywatny właściciel obecnie je remontuje, w środku jest bardzo przytulnie, gospodarz jest naprawdę miły, a z okien piękny widok – może kiedyś wrócimy tu zanocować?

Schodzimy czerwonym szlakiem – ten wariant jest zdecydowanie łagodniejszy i łagodniejszy jako droga zejściowa. Większą część drogi Tymo może bezpiecznie sobie zbiegać.

Wieczorem pakujemy się do domu, a chłopcy dokazują. Wyjazd był tak bogaty we wrażenia, że z automatu planujemy kolejną wyprawę w Sudety!

Pożegnalne narty na Czarnej Górze.

Pożegnalne narty na Czarnej Górze.

Do Marii Śnieżnej na Iglicznej.

Do Marii Śnieżnej na Iglicznej.

Sanktuarium Marii Śnieżnej na Iglicznej.

Sanktuarium Marii Śnieżnej na Iglicznej.

Schronisko na Iglicznej.

Schronisko na Iglicznej.

Turyści docierają na miejsce.

Turyści docierają na miejsce.

Widok na Masyw Śnieżnika ze zboczy Iglicznej.

Widok na Masyw Śnieżnika ze zboczy Iglicznej.

Z Iglicznej do Marianówki.

Z Iglicznej do Marianówki.

Z Iglicznej do Marianówki.

Z Iglicznej do Marianówki.

Przelęcz Puchaczówka.

Przelęcz Puchaczówka.

Kotlina Kłodzka – tydzień I

 

12 lutego 2011, sobota

Pogoda bajkowa: słońce i -3 stopnie

Warszawa – Sienna, 6:40-18:30, ok. 445 km

Warunki jazdy: duży ruch, ale na szczęście w większości osobowy. Zatrzymuje nas korek (← remont na katowickiej) ok. 125 km od Warszawy – mamy przez to godzinne opóźnienie i dodatkowy postój (przy okazji śniadanie), co znacznie przedłuża nam podróż. Za Częstochową drogi znacznie gorsze, zwł. końcowy odcinek b. męczący – warunki jak w górach, ślisko, kręto, wąsko, tragiczna nawierzchnia. Ledwo w ciemności dostrzegamy naszą kwaterę w Siennej – intuicja R. jest powalająca!

Dzieci za to spisały się na medal. Tymo to prawdziwy kumpel. Sebuś na postojach już drepcze na własnych nóżkach – różnica w porównaniu z zeszłym rokiem jest ogromna!

Trzy postoje: dwa gastronomiczne (śniadanie w hotelu przy katowickiej ok. 125 km od Warszawy; obiad w karczmie k. Opola) i jeden turystyczny: w Nysie.

Postój w Nysie

Nysa zadziwia zabytkami wielkiej klasy i turystycznym charakterem, choć rzeczywiście po wojnie została dość chaotycznie odbudowana. Największe wrażenie robi na nas ogromna XV-wieczna gotycka katedra św. Jakuba i Agnieszki z wolnostojącą dzwonnicą. Po drodze na rynek oglądamy Piękną Studnię (XVII) z bogato zdobioną kratą, a na rynku nowoczesny, ale klimatyczny ratusz i budynek wagi miejskiej z XVIII w. Zadziwia zgrzyt stylistyczny między poszczególnymi pierzejami rynku – jedna pierzeję tworzą piękne kamieniczki, inną toporne bloki. Mimo to Nysa bardzo nam się podoba. Na odchodnym wstępujemy jeszcze na herbatkę i szybkie nakarmienie Sebcia do położonej przy rynku restauracji.

Wieczorem rozpakowujemy się w naszej kwaterze w Siennej. Jest sympatycznie, wygodnie, przestronnie i czysto. Wyżywienie pycha. Z okien widać ośrodek narciarski na Czarnej Górze.

Nyska katedra (XV) i dzwonnica (XVI).

Nyska katedra (XV) i dzwonnica (XVI).

Nyska katedra (XV).

Nyska katedra (XV).

Dom wagi miejskiej, XVII w.

Dom wagi miejskiej, XVII w.

Piękna Studnia, XVII w.

Piękna Studnia, XVII w.

13 lutego 2011, niedziela

Lekki mróz w okolicy zera, słońce za małymi chmurkami

Chłopcy wstają o … 5:20. O nieee…

Poranny rekonesans

W zeszłym roku M. długie godziny przygotowywała się do ważnego egzaminu, w tym roku R. gorączkowo uczy się do egzaminu specjalizacyjnego. W związku z tym często zostawiamy go w domu, ale na szczęście udają nam się wycieczki w pełnym składzie!

Na poranny rekonesans wybierają się M., T. i U.; R. się uczy i zostaje ze śpiącym Sebusiem. Idziemy pod ośrodek narciarski Czarna Góra. Już ogromny bezpłatny (!) parking świadczy o tym, że ośrodek czeka z otwartymi rękami na turystów. Ośrodek wydaje się nowoczesny i dobrze zorganizowany, zauważamy dwie sympatyczne ośle łączki dla dzieci z pełną infrastrukturą (Polany: Kubusiowa i Jędrusiowa). Trochę brakuje chodników na dojście pod wyciągi.

Wracając, zahaczamy o tajemniczy późnobarokowy kościółek św. Michała Archanioła, malowniczo położony na wzgórzu w Siennej (XVIII/XIX). Świątynia, określana dawniej mianem „kościoła pogrzebowego”, sprawia wrażenie opuszczonej – złamany krzyż, wybite szyby, pozostałości nagrobków cmentarnych dookoła. A tak pięknie dookoła…

Tymuś hasa jak szalony na pobliskich pagórkowatych łąkach: zbiega z górek, przewraca się itp.

Popołudniowa wycieczka do Lądka Zdroju

Udaje nam się pojechać w komplecie. Przepiękny rynek ze i przepiękne budynki zdrojowe, ale jakie wszystko dookoła zaniedbane, aż serce boli! Na rynku jest na czym zaczepić oko – uwagę zwraca zwłaszcza rzadko spotykana w Polsce kolumna wotywna z XVII w, oglądamy też imponujący neorenesansowy ratusz i pręgierz. Potem podchodzimy pod późnogotycki most nad Białą i urządzamy sobie spacer po dzielnicy uzdrowiskowej, gdzie głównym punktem programu jest piękna, zwieńczona kopułą budowla zdrojowa (Wojciech) z pijalnią wód i basenem. Drugą część spaceru S. przesypia w wózku, Tymo dzielnie nam towarzyszy.

Ośrodek Czarna Góra - rekonesans.

Ośrodek Czarna Góra – rekonesans.

Tymuś z Babcią wrzucają śnieżki do strumyczka.

Tymuś z Babcią wrzucają śnieżki do strumyczka.

Tu właśnie spędzimy nasze ferie.

Tu właśnie spędzimy nasze ferie.

Neorenesansowy ratusz w Lądku-Zdroju.

Neorenesansowy ratusz w Lądku-Zdroju.

Kolumna wotywna (XVII w) na rynku w Lądku.

Kolumna wotywna (XVII w) na rynku w Lądku.

akład przyrodoleczniczy Wojciech, XVII w.

Zakład przyrodoleczniczy Wojciech, XVII w.

14 lutego 2011, poniedziałek

Pochmurno, -3 stopnie

Rano: pierwsza lekcja na nartach Tymusia

Od 10:00 do 11:00 Tymo stawia pierwsze kroki na nartach z instruktorką – p. Kasią. Robią rozgrzewkę, ćwiczą pług i hamowanie. Sebuś zostaje z Babcią i nieświadomy osiągnięć Tyma, dwie godziny śpi.

Po południu: wyprawa do Międzygórza

To niewielka, ale przyjemna miejscowość, nieodparcie kojarzy nam się z Karpaczem. Robimy sobie wycieczkę do Ogrodu Bajek PTTK (↑35 min, ↓20 min). To piękny spacer prawdziwie górskim szlakiem. Tymo nas zadziwia: sam biegnie przodem – jest wyciągiem, a my wagonikami (nr 24 i 100); z powrotem zbiega – ale ma kondycję! Sebuś w nosidle, po ogrodzie bajek chodzi na własnych nóżkach i wsuwa babcine rogaliki. W drodze powrotnej zasypia w nosidle.

Ogród Bajek w świecie multimedialnych atrakcji może wydawać się przestarzały, ale może to właśnie jest jego atut? Miłe alejki prowadzą wśród drewnianych bajkowych postaci.
W czasie gdy dzieci rozpoznają ulubionych bohaterów, dorośli mogą poczytać sobie wszechobecne tu mądrości życiowe typu: „Brzydki mąż jest jak wrzód na d… Ani go komu pokazać, ani samemu na niego patrzeć”.

W drodze powrotnej zatrzymujemy się przy Wodospadzie Wilczki (ok. 20 m – kiedyś został sztucznie podwyższony). Szczególnie imponująco wygląda surowy, głęboki skalny jar potoku.

Pierwsza lekcja Tymusia na nartach.

Pierwsza lekcja Tymusia na nartach.

Z Miedzygórza do Ogrodu Bajek.

Z Miedzygórza do Ogrodu Bajek.

Ogród Bajek PTTK.

Ogród Bajek PTTK.

Ogród Bajek PTTK.

Ogród Bajek PTTK.

Ogród Bajek PTTK.

Ogród Bajek PTTK.

Wodospad Wilczki, ok. 20 m.

Wodospad Wilczki, ok. 20 m.

15 lutego 2011, wtorek

Zima jak z bajki: słońce, między -6 a -2 stopnie

Rano Tymo odbywa drugą lekcję na nartach – dziś już trzeba go trochę namawiać,
ale post factum jest pełen zapału i zadowolony z siebie.

Potem wyrywamy się we dwoje (M. + R.) na rekonesans narciarski na Czarnej Górze (13:00-16:00)

Chłopcy grzecznie zostają z Babcią. Ośrodek ma wiele atutów – dobrze rozwiniętą infrastrukturę, dość długie trasy i brak kolejek do wyciągów. Niestety, nie wszystkimi trasami możemy pojeździć – tylko połowa ma sztuczne naśnieżanie, ale i tak nartami na Czarnej Górze czujemy się bardzo usatysfakcjonowani.

Wieczorne szaleństwa na śniegu (17:45-19:15)

Od trzech dni chłopcy urządzają nam pobudkę o 5:00, co jest trudne do zniesienia, więc chcemy ich dziś wieczorem porządnie wybiegać. Mamy nadzieje, że przewracanie się na śniegu po (pustej o tej porze) Kubusiowej Polanie spełni swoją funkcję… Z dumą patrzymy na Sebusia, który SAM zbiega w dół, nie przejmuje się upadkami (krzyczy tylko „bach”!) i protestuje, gdy chcemy go brać na ręce.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Ośrodek narciarski Czarna Góra.

Lekarstwo na wstawanie o 5.00 - eksperymentalne.

Lekarstwo na wstawanie o 5.00 – eksperymentalne.

Lekarstwo na wstawanie o 5.00 - eksperymentalne.

Lekarstwo na wstawanie o 5.00 – eksperymentalne.

16 lutego 2011, środa

Niewielki mróz w okolicy zera

Rano trzecia lekcja Tymusia (10:00-11:00)

Tymo z dnia na dzień robi postępy – dziś jeździ już sam, skręca i hamuje pługiem. Dobrze, że dał się namówić na te lekcje.

Wycieczka do Złotego Stoku (12:50-16:20)

Naszym celem jest wyjątkowa atrakcja Kotliny Kłodzkiej – kopalnia złota. Aż trudno uwierzyć, ale historia wydobycia złota w okolicach Złotego Stoku sięga 2000 lat p.n.e. Kopalnia działała aż o lat 60. XX w; obecnie stanowi głównie atrakcję turystyczną.
Nie możemy sobie odmówić wizyty w kopalni złota, choć trochę obawiamy się, jak Sebuś zniesie półtoragodzinne zwiedzanie (jak się potem okazuje – zupełnie niepotrzebnie).

Teren kopalni jest fantastycznie przygotowany na przyjęcie turystów. Już u wejścia witają nas nietoperze z napisem „fotografujcie, ile chcecie”, są też dyby z „dupochlastem”, pajęczyny do wspinania się dla dzieci itp.

Droga do wejścia do kopalni wiedzie obok nieczynnego kamieniołomu. Po krótkim spacerze do wejścia zagłębiamy się w podziemny świat złota. Poza eksponatami związanymi stricte z wydobyciem złota naszą uwagę przyciąga podziemny wodospad. Niezwykłą atmosferę wnętrz kopalni potrafi wspaniale podsycić przewodnik. Na koniec czeka nas jeszcze jedna atrakcja – wyjazd górniczymi wagonikami na powierzchnię. Hałas przy tym niebotyczny, a niespełna półtoraroczny Sebuś wcale się nie boi! Zuch turysta! Tymo to już wytrawny znawca podziemi – zwiedza z latarką, ciekawy, zadowolony. Zwiedzanie kończymy herbatką w przykopalnianej karczmie. Ale było fajnie!

Wieczorem czujemy się, jakbyśmy zdobyli ośmiotysięcznik! Zwiedzanie z dziećmi daje inny rodzaj satysfakcji, ale to naprawdę prawdziwa satysfakcja!

Chłopcy jadą na wyprawę...

Chłopcy jadą na wyprawę…

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Podziemny wodospad !!!.

Podziemny wodospad !!!.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Wyjazd kolejką.

Wyjazd kolejką.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Kopalnia złota w Złotym Stoku.

Rynek w Złotym Stoku.

Rynek w Złotym Stoku.

A wieczorem chłopaki znów dokazują.

A wieczorem chłopaki znów dokazują.

17 lutego 2011, czwartek

1 stopień na plusie, pochmurno

Wraz z dzisiejszym dniem oficjalnie zaczynamy zdobywanie Korony Gór Polski – plan wejścia na najwyższy szczyt każdego z pasm górskich Polski (http://kgp.amos.waw.pl). Gorąco popieramy tę inicjatywę! Książeczki zdobywcy dla wszystkich załatwione, motywacja ogromna, więc do dzieła!

Wycieczka (M. + R.) z Bielic na Rudawiec i Kowadło

  1. Bielice – Rudawiec – Bielice (10:10-12:20)

Zaczynamy od wejścia na Rudawiec (1112 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Bialskich. Miły szlak przez piękny las. Na dole wszędzie brak śniegu, a tu taka piękna zima! W partii grzbietowej dobrze utrzymany szlak dla biegówek. Idzie się nam bardzo sprawnie – śnieg pokrywa nierówności terenu.

  1. Bielice – Kowadło – Bielice (13:30-15:10)

Kowadło (989 m) – najwyższy szczyt Gór Złotych to cel nr 2. Krótki i ciekawy szlak, najpierw drogą jezdną, potem ścieżką przez las, ostatni odcinek grzbietem. Pod szczytem niezwykle malownicze skałki, gdzieniegdzie otwierają się widoki. Uwaga! Szlak zielony jest mylny – w partiach szczytowych najlepiej trzymać się żółtego czeskiego szlaku.

Ogólnie cała podwójna wycieczka poszła nam dość sprawnie i nie była tak forsująca, jak się spodziewaliśmy. A jak pięknie i ciekawie było!

Tymuś i Sebuś zostają z Babcią i (podobno…) grzecznie się bawią.

Wieczorem idziemy z chłopakami na spacer na Kubusiową Polanę (18:00-19:00). Tymuś szaleje na jabłuszku. Widząc to, Sebuś też … siada na jabłuszko i zjeżdża, odpychając się nogami.

Z Bielic na Rudawiec.

Z Bielic na Rudawiec.

Z Bielic na Rudawiec.

Z Bielic na Rudawiec.

Z Bielic na Rudawiec.

Z Bielic na Rudawiec.

Rudawiec - Góry Bialskie.

Rudawiec – Góry Bialskie.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Z Bielic na Kowadło.

Kowadło, Góry Złote.

Kowadło, Góry Złote.

18 lutego 2011, piątek

Zero stopni, mgła

Rano kolejna (czwarta) lekcja Tyma. Kolejny krok milowy – Tymo już zupełnie sam radzi sobie na orczyku krzesełkowym.

Popołudniowa wycieczka do Paczkowa (13:00-17:00)

Od początku nie obywa się bez przygód. Droga samochodem z Lądka do Złotego Stoku przez Góry Złote po nocnych opadach śniegu jest śliska – zupełna szklanka. Tiry
i ciężarówki z drewnem boksujące i tarasujące drogę można było spotkać za każdym zakrętem. Ale jakoś przejechaliśmy. Uff.

Paczków

Paczków, nazywany (podobnie jak Szydłów w Górach Świętokrzyskich) „polskim Carcassonne” z powodu pięknie zachowanych murów obronnych, zwiedzamy w wilgotnej gęstej mgle, co tworzy naprawdę niezwykłą atmosferę. Oj, jest tu co zwiedzać – począwszy od głównej gwiazdy – XIV-wiecznych murów z basztami i wieżami, poprzez imponujący kościół św. Jana Ewangelisty aż po bardzo urokliwy rynek z renesansowym ratuszem. Szkoda, że brak promocji miejsc takich jak to – można by tu zrobić np. muzeum średniowiecznych fortyfikacji z tematycznym placem zabaw dla dzieci. My dziś mamy problem nawet ze znalezieniem lokalu gastronomicznego, w którym można by coś zjeść.

Droga powrotna – znów z dreszczykiem emocji, mimo że tym razem omijamy drogę przez Góry Złote. Udaje nam się jednak pomylić drogę z Bystrzycy Kłodzkiej do Siennej – błądzimy dłuższy czas bocznymi drogami, a na końcu przebijamy się przez mgłę gęstą jak mleko na Przełęczy Puchaczówka.

Wieczorem spacer M. + R. w kierunku Kletna w nastrojowej mgle.

Czwarta lekcja Tymusia.

Czwarta lekcja Tymusia.

Ratusz w Paczkowie, XVI w.

Ratusz w Paczkowie, XVI w.

Paczkowskie wieże obronne, XIV w.

Paczkowskie wieże obronne, XIV w.

Średniowieczne mury obronne w Paczkowie.

Średniowieczne mury obronne w Paczkowie.

Spacer wzdłuż murów.

Spacer wzdłuż murów.

Średniowieczne mury obronne w Paczkowie.

Średniowieczne mury obronne w Paczkowie.

Kościół w Paczkowie, XIV w.

Kościół w Paczkowie, XIV w.

Nasi turyści.

Nasi turyści.

Co by tu zjeść...

Co by tu zjeść…

Kotlina Kłodzka, 2011.02

O ośrodku narciarskim Czarna Góra słyszeliśmy same dobre opinie. Sami musieliśmy sprawdzić ich słuszność! Dodatkową motywacją do odwiedzenia Masywu Śnieżnika była dla nas wielość atrakcji turystycznych w Kotlinie Kłodzkiej – nie dla nas program „ski i after-ski” x 7 lub 14, a tutaj czuliśmy, że będziemy mieli co robić. I rzeczywiście wyjazd w Masyw Śnieżnika okazał się bardzo udany zarówno pod względem narciarskim, jak i turystycznym. Doskonała szkółka narciarska, bardzo przyjazna maluchom, wreszcie zachęciła Tymusia do porządnej nauki jazdy na nartach. Wizyty w tak niezwykłych miejscach jak kopalnia złota w Złotym Stoku czy  Jaskinia Niedźwiedzia na długo pozostaną w naszej pamięci. Na tym wyjeździe udało nam się też zdobyć pięć szczytów z Korony Gór Polskich: Rudawiec, Kowadło, Kłodzką Górę, Śnieżnik i Biskupią Kopę. Wróciliśmy w pełni usatysfakcjonowani.

 

Chłopcy jadą na wyprawę...

Kotlina Kłodzka – tydzień I

 

Widok na Czarną Górę i otoczenie.

Kotlina Kłodzka – tydzień II

Beskid Sądecki – tydzień II

13 lutego 2010, sobota

-2 stopnie, cały dzień sypie, do tego podmuchy zimnego wiatru

Przedpołudniowy spacer po alejkach Parku Zdrojowego, tym razem bez M. We dwoje potem wychodzimy jeszcze raz i odbywamy spacer do dwóch krynickich cerkwi – cerkwi grekokatolickiej (XIX) w Krynicy Dolnej i cerkwi prawosławnej (zbudowana w 1995 r, ale bardzo stylowa).

Po południu wszyscy idziemy do Parku Pułaskiego, ale zawracamy w połowie drogi, bo planowane przez nas przejście przez teren Parku Zdrojowego jest nieoświetlone. Za to oglądamy z mostku kolejkę wjeżdżającą na Górę Parkową, a potem kręcimy się wśród padającego śniegu po oświetlonych alejkach.

Cerkiew grekokatolicka w Krynicy, XIX w.

Cerkiew grekokatolicka w Krynicy, XIX w.

Pijalnia Jana wieczorem.

Pijalnia Jana wieczorem.

Park Zdrojowy nocą.

Park Zdrojowy nocą.

Park Zdrojowy nocą.

Park Zdrojowy nocą.

 14 lutego 2010, niedziela

Dalej sypie śnieg, ale dziś na szczęście z przerwami

Pierwsza lekcja nauki jazdy na nartach Tymusia!

Na pierwszą lekcję umawiamy Tymcia z poleconą przez naszych gospodarzy instruktorką, p. Anią, w ośrodku Azoty w Słotwinach. Spodziewaliśmy się jakiejś oślej łączki, a tu patrzymy, a nasz malutki synek wjeżdża z panią wyciągiem krzesełkowym na sam szczyt Takiej Ogromnej Góry! Pierwsza lekcja ogranicza się do jednego zjazdu, ale najważniejsze, że Tymo wraca z niej uśmiechnięty i zadowolony. Jesteśmy z naszego Skarba bardzo dumni – w tym roku jeszcze nie planowaliśmy nauki!

Po obiedzie my sami wyrywamy się na chwilę na narty. Wielkie dzięki dla Babci! Czasu mamy mało – tyle co przerwa między karmieniami Sebusia – ale lepszy rydz niż nic. Podjeżdżamy znów do ośrodka Azoty i spędzamy bardzo miło czas – to przyjemny rodzinny ośrodek, bez kolejek do wyciągów.

Spacer do Parku Słotwińskiego (bez M.), 16:30-18:30

Po opadach śniegu pokonanie zaplanowanej trasy z wózkiem i sankami wymaga sporo wysiłku, ale przynajmniej potem jest co wspominać. Park Słotwiński jest sympatyczny, oglądamy (zamkniętą) pijalnię Słotwinka z 1808 r. Szkoda, że alejki są tak słabo oświetlone – na cały park działa chyba tylko jedna latarnia.

Wieczorem M. i R. powtarzają dla sportu spacer do Parku Słotwińskiego. Po takim spacerze śpi się znakomicie!

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

Tymuś PIERWSZY RAZ na nartach!.

W Parku Słotwińskim.

W Parku Słotwińskim.

15 lutego 2010, poniedziałek

Pochmurno i przelotny śnieg

Tymo od rana jakiś taki niewyraźny. Mamy nadzieję, że nie zaraził się anginą od M.

Spacer na Górę Parkową (znowu…)

Scenariusz jak zazwyczaj: najpierw wjazd kolejką, potem zbieg w dół… W tym czasie M. ślęczy nad swoją robotą, U. spaceruje z Sebusiem po deptaku.

Przejażdżka do Muszyny (M. + R.)

Odżywają wspomnienia z czasów, kiery byliśmy bardziej mobilni i tak dużo zwiedzaliśmy podczas wyjazdów – ale to wróci! Robimy sobie spacer po Muszynie, oglądając barokowy kościół Św. Józefa (XVII), rynek z kapliczkami św. Jana Nepomucena i Floriana (XVII/XIX), uroczą niską zabudowę. Potem przechodzimy przez most na Popradzie i krętą, poprowadzoną na zboczu wzgórza ścieżką docieramy do ruin zamku starostów Państwa Muszyńskiego z XIV w. To jednocześnie wspaniały punkt widokowy na okolicę. Wracamy tą samą drogą.

Po obiedzie planowaliśmy kolejną lekcję na jazdy na nartach, ale Tymuś jest przeziębiony i kategorycznie odmawia. Cóż, ponowimy próbę w przyszłym roku.

Wieczorem we dwoje idziemy prawie 4 km ul. Pułaskiego do kopca i obelisku ku jego czci. Wracamy przyjemnie zmęczeni. Dobrze tak móc ruszyć w długą…

Zbieg z Góry Parkowej.

Zbieg z Góry Parkowej.

Na Górze Parkowej.

Na Górze Parkowej.

Orzeł na Górze Parkowej.

Orzeł na Górze Parkowej.

Kościół w Muszynie, XVIII w.

Kościół w Muszynie, XVIII w.

Ul. Kościelna.

Ul. Kościelna.

Na Górę Basztę.

Na Górę Basztę.

Ruiny zamku w Muszynie, XIV w.

Ruiny zamku w Muszynie, XIV w.

Widok na Muszynę.

Widok na Muszynę.

16 lutego 2010, wtorek

2 stopnie, przebłyski słońca

Tymo przeziębiony, ale czuje się nieźle, dolega mu głównie katar. Sebuś spisuje się ogólnie świetnie, tylko za nic nie chce uczyć się pić z butelki (niedługo M. będzie musiała wychodzić na dłużej i dobrze by było, gdyby potrafił…) mimo wielokrotnych prób.

Spacer do Zakątka Kraszewskiego (bez M.)

Idziemy do zakątka, przechodzimy całą długość krynickiego deptaka, odwiedzamy zjeżdżalnię lodową. Tymo przy pomocy swojego jabłuszka odśnieża wszystko, co może.

Narty w Słotwinach (M. + R.)

Strzelamy sobie po trzy zjazdy w ośrodkach Azoty i Słotwiny. Jak dobrze móc się nareszcie więcej poruszać!

Wycieczka do Powroźnika i Wojkowej

Jedziemy obejrzeć dwie piękne cerkwie łemkowskie. Cerkiew w Powroźniku pochodzi z XVII w i jest najstarszą cerkwią w Karpatach; ta w Wojkowej, nieco młodsza, jest naprawdę niezwykłej urody. Tymo chętnie wybiera się z nami na kolejną wyprawę – lubi jeździć samochodem, słuchając po drodze muzyki. Fajny z niego Obieżyświat! Uchwalamy, że Sebuś nie ma wyjścia – musi szybko wprawiać się do takiego stylu życia 😉

Tymuś odśnieża Pomnik Mickiewicza.

Tymuś odśnieża Pomnik Mickiewicza.

Nad Kryniczanką.

Nad Kryniczanką.

Narty w ośrodku Słociny.

Narty w ośrodku Słociny.

Cerkiew w Powroźniku, XVII w.

Cerkiew w Powroźniku, XVII w.

Cerkiew w Powroźniku - detal ogrodzenia.

Cerkiew w Powroźniku – detal ogrodzenia.

Cerkiew łemkowska w Wojkowej.

Cerkiew łemkowska w Wojkowej.

Na wzgórzu w Wojkowej.

Na wzgórzu w Wojkowej.

Sebuś

Ale fajnie!

17 lutego 2010, środa

-4 na górze, 5 stopni na dole, słonecznie

U. dziś rano zatrzasnęła się w pokoju tak, ze musieliśmy prosić o pomoc gospodarza, który potem śmiał się z R., że specjalnie uwięził teściową 🙂

Wjazd M., R. i T. na Jaworzynę Krynicką (10:15-12:30)

Po wizycie na Szyndzielni Tymo zakochał się w kolejkach gondolowych. Ta na Jaworzynę Krynicką też sprawia mu wiele radości. Po dojechaniu na szczyt wszyscy razem zbiegamy ok. 10 min. do schroniska PTTK – kupujemy widokówki, przybijamy pieczątki. Potem wracamy szybko na górę (T. na barana u R.), żeby zdążyć na karmienie Sebusia.

Narty na Jaworzynie Krynickiej M. + R. (13:30-15:45)

Po odstawieniu Tymcia i nakarmieniu Sebcia mamy kolejne trzygodzinne okienko. Postanawiamy wybrać się na szybki narciarski rekonesans na Jaworzynie Krynickiej. Ośrodek bardzo nam się podoba. Trasy są ciekawe i zróżnicowane pod względem trudności, ledwo zdążamy wszystkimi się przejechać. Chyba jeszcze wrócimy tu jutro!

Spacer po ciemku

M. zostaje w domu, a reszta wycieczki rusza na spacer po ciemku alejkami Góry Parkowej. Tymowi pozwalamy założyć czołówkę, jest dumny i blady i bardzo podekscytowany. Mała rzecz, a cieszy…

Na Jaworzynę Krynicką.

Na Jaworzynę Krynicką.

Na Jaworzynę Krynicką.

Na Jaworzynę Krynicką.

Na Jaworzynę Krynicką.

Na Jaworzynę Krynicką.

Do schroniska na Jaworzynie Krynickiej.

Do schroniska na Jaworzynie Krynickiej.

Schronisko na Jaworzynie Krynickiej.

Schronisko na Jaworzynie Krynickiej.

Tata- dźwig.

Tata- dźwig.

Na Jaworzynie Krynickiej.

Na Jaworzynie Krynickiej.

Wieczorny spacer po Parku Zdrojowym.

Wieczorny spacer po Parku Zdrojowym.

Wieczorny spacer po Parku Zdrojowym.

Wieczorny spacer po Parku Zdrojowym.

18 lutego 2010, czwartek

-1 na górze, na dole zupełna odwilż

Tymo dziś rano wygłosił wykład o wyciągach – z miną znawcy mówił nam, że wyciągi dzielą się na krzesełkowe, „patyczkowe”, orczykowe i taśmowe, a kolejki – na gondolowe i linowo-terenowe. Hmm, po naszych wycieczkach naprawdę nieźle zna się na temacie.

Dziś w dużej mierze powtarzamy wczorajszy program. Tak więc po śniadaniu pora na wjazd na Jaworzynę Krynicką i odwiedzenie schroniska PTTK, tylko tym razem skład się zmienia – chcemy, żeby Babcia też miała tę frajdę (dziś M. zostaje z Sebusiem), a potem M. i R. znów wyrywają się na narty na Jaworzynie i znów przejeżdżają wszystkie trasy – chętnie tu jeszcze kiedyś wrócimy

Wieczorem wszyscy razem ruszamy na spacer do Pijalni Głównej. W środku spędzamy czas jak rasowi kuracjusze, siedzimy aż do samego zamknięcia pijalni. Tymo biega jak szalony, a Seba bardzo grzecznie ogląda sobie świat.

Garaż dla ratraków!!!.

Garaż dla ratraków!!!.

Na Jaworzynę Krynicką bis.

Na Jaworzynę Krynicką bis.

VIP na topie.

VIP na topie.

Nasi kochani chłopcy.

Nasi kochani chłopcy.

Pożegnanie Pijalni Głównej.

Pożegnanie Pijalni Głównej.

19 lutego 2010, piątek, dzień pożegnalny

Słonecznie, 10 stopni, totalna odwilż

Wycieczka do Kamiannej

Do Kamiannej dojeżdżamy piękną widokowo boczną drogą. Naszym celem jest znany ośrodek pszczelarski. Leży może na uboczu głównych tras turystycznych, ale to miejsce urokliwe i z wyjątkowym klimatem. Oglądamy kościół (dawną cerkiew) i gwóźdź programu – pszczelarski skansen, na który składają się stare ule o przeróżnych kształtach. Na koniec kupujemy najlepszą możliwą pamiątkę z tego miejsca – pięć słoików miodu różnych rodzajów.

Wracając, zatrzymujemy się jeszcze przy dwóch cerkwiach łemkowskich – w Polanach i przy wyjątkowo pięknej cerkwi w Bereście.

Tymo wszędzie nosi ze sobą upominek z Jaworzyny – drewnianą kolejkę gondolową.

Po powrocie wybieramy się na pożegnalną wizytę do jednej z krynickich restauracji. Podsumowujemy pobyt, jest bardzo przyjemnie. Sebcik super kumpel.

Spacer M. + R. na Górę Parkową (13:30-14:50)

Robimy rekonesans, czy wobec odwilży Tymo może na pożegnanie wieczorem zbiec swoją „leśną trasą”. Po drodze patrzymy, jak niewiarygodnie szybko topi się śnieg, który towarzyszył nam przez ostatnie dwa miesiące. Lodowa zjeżdżalnia też niestety płynie. Na górze oglądamy bałwanki i różne inne stwory ze śniegu. Chcieliśmy jeszcze obejrzeć altanę Janina po drugiej stronie góry – nie zdążyliśmy. Będzie po co wracać.

Wieczorem pozwalamy Tymciowi na jego ulubioną atrakcję – zbiegnięcie alejkami Góry Parkowej. W drodze powrotnej Tymo żegna się z Krynicą, mówi pa-pa kolejce, Górze Parkowej, „kapryśniej latarni”, lodowej zjeżdżalni, „mamie-stonodze” (jednej ze świetlnych dekoracji na deptaku).

Wieczorem (o dziwo nad wyraz sprawnie) pakujemy się do domu. Zgodnie przyznajemy, że wyjazd bardzo się udał. Towarzystwo czteromiesięcznego turysty (w dodatku w zimowej porze roku, wymagającej czasochłonnego ubierania przed każdym wyjściem z domu) oczywiście wpłynęło na plan naszego wyjazdu – musieliśmy trochę złamać nasze przyzwyczajenia i więcej czasu spędzać w tym samym miejscu. Ale z drugiej strony pewna powtarzalność bardzo podobała się Tymusiowi. Nieoceniona okazała się też pomoc Babci – mogliśmy kilka razy wyrwać się na spacer tylko we dwoje, co – o czym wie każdy rodzic małych dzieci – jest naprawdę na wagę złota. Na pewno wszyscy przełamaliśmy codzienną rutynę, nacieszyliśmy się zimą i poprzebywaliśmy wiele czasu na świeżym powietrzu. Teraz wypatrujemy wiosny i wiosennych wyjazdów – w ciepłej porze roku jest się zdecydowanie bardziej mobilnym, nawet z niemowlęciem!

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Kamianna.

Cerkiew w Polanach, XIX w.

Cerkiew w Polanach, XIX w.

Cerkiew w Bereście, XIX w.

Cerkiew w Bereście, XIX w.

Beskid Sądecki – tydzień I

6 lutego 2010, sobota

4 stopnie, pogoda spokojna, bez opadów

Warszawa – Krynica-Zdrój (przez Radom, Kielce, Tarnów i Wojnicz), 7:15-17:30, ok. 410 km

Podróż minęła ogólnie bez większych problemów, chociaż w takim składzie … hmmm… zawsze jest wesoło! Do Radomia szybko i sprawnie, zatrzymujemy się w McD na śniadanie. Termin feryjny, więc wszędzie tłumy ludzi, do WC długaśna kolejka.

Dalej jedzie się dużo gorzej, droga jest wąska, ale najbardziej doskwiera brak sensownych lokali na postój . W końcu lądujemy w podejrzanym barze pod lasem – jest brudno, koty sikają pod stołem, na dodatek okazuje się, że nie ma toalety – aż nie do wiary, że mamy XXI wiek. No ale przynajmniej nie ma innych ludzi – siedzimy sami. Wybieramy jakieś w miarę „bezpieczne” menu.

Sebuś domaga się jeszcze trzeciego postoju na karmienie – więc zatrzymujemy się w zajeździe przez Nowym Sączem. Nareszcie ciepło, jasno i czysto; kultura przez duże Qu – jemy barszcz z uszkami żałując, ze nie tu przyszło nam obiadować. Ostatnie 70-80 km drogi jest bardzo widokowe, cieszymy oczy krajobrazami za oknem.

Zaraz po przyjeździe M. nagle bardzo źle się poczuła, dosłownie ścięło ją z nóg. Rano sprawa się wyjaśnia – na ferie przyjechała z nami angina.

7 lutego 2010, niedziela

-5 stopni, co chwilę prószy śnieg

Krynica – spacer powitalny (10:40-12:00) i popołudniowy (16:10-17:50)

Pobyt w uzdrowisku z tradycją sięgającą XVIII w. zobowiązuje – zaraz po śniadaniu idziemy całą rodziną zobaczyć główny deptak i budynki uzdrowiskowe. Dogodnie położenie naszego pensjonatu, pozwalające wszędzie wygodnie dotrzeć na piechotkę, nieco osładza słone ceny za pobyt. Oglądamy Stare Łazienki Mineralne, Dom Zdrojowy, Pijalnię Wód, krynickie wille. Jesteśmy zauroczeni atmosferą tego kurortu. Sebuś smacznie śpi w wózku. Centrum jest bardzo przyjazne dla rodzin z dziećmi, co widać po średniej wieku kręcących się tu turystów. Urzekają nas konstrukcje z lodu – niedźwiedź z lodu i – hit naszego pobytu – lodowa zjeżdżalnia. Specjalnie dla niej przychodzimy tu jeszcze raz na poobiedni spacer z Tymem, już po ciemku. Wieczorem okolice deptaka są przepięknie oświetlone.

Stare Łazienki Mineralne.

Stare Łazienki Mineralne.

Stare Łazienki Mineralne.

Stare Łazienki Mineralne.

Rzeźby z lodu na Bulwarach Dietla.

Rzeźby z lodu na Bulwarach Dietla.

Lodowa zjeżdżalnia, czyli największa atrakcja pobytu.

Lodowa zjeżdżalnia, czyli największa atrakcja pobytu.

Przygotowania do nart.

Przygotowania do nart.

8 lutego 2010, poniedziałek

Od -7 do -5 stopni, chwilami prószy, naprawdę fajna zima!

Spacer do głównej Pijalni Wód (10:30-12:00)

Wybrać się trudno, ale jak już się uda, to jest świetnie! M. nareszcie lepiej się czuje po antybiotyku. Budynek pijalni, postawiony na miejscu starego w 1971, ma naprawdę imponujące rozmiary. W środku spacer umila zieleń – jest mnóstwo roślin doniczkowych. Tymuś szaleje tak, że nie sposób za nim nadążyć. Oczywiście wszyscy kupujemy lecznicze wody: M. i U. łagodna w smaku Słotwinkę, R. odważa się na … hmm… wyrazistą wodę Zuber. Tymusiowi kupujemy kubek wiewiórowy, taki, jaki pamięta jeszcze M. ze swoich kolonii szkolnych wiele, wiele lat temu. Na koniec spaceru oczywiście zahaczamy o zjeżdżalnię – tym razem Tymo zjeżdża na jabłuszku – jest po prostu świetny!

Popołudniami M. niestety musi uczyć się do czekającego ją niebawem poważnego egzaminu, więc często zostaje sama. Reszta wycieczki zazwyczaj ucina sobie w tym czasie kolejny spacer.

Poza tym wszyscy jak jeden mąż walczymy z Sebusiem, żeby nie ssał kciuka. A Sebuś … spokojnie robi swoje. Ale za to bardzo ładnie śpi w nocy, nawet 7-8 godzin bez przerwy. Coś za coś…

Wieczorem M. i R. pierwszy raz wymykają się na wytęskniony spacer we dwoje. Jest bosko!

Pijalnia wód w Krynicy Zdroju.

Pijalnia wód w Krynicy Zdroju.

Pijalnia wód.

Pijalnia wód.

Pijalnia wód.

Pijalnia wód.

Pijalnia wód  - szaleństwa Tyma.

Pijalnia wód – szaleństwa Tyma.

Krynickie wille.

Krynickie wille.

Romanówka - muzeum Nikifora.

Romanówka – muzeum Nikifora.

9 lutego 2010, wtorek

Maksymalnie zero, cały czas lekka zima, przeważnie pochmurno

Wycieczka na Górę Parkową (M., R., T.); 9:40-11:20

Rano sprawnie się zbieramy i pod kolejką jesteśmy przed 10:00 – łapiemy się na pierwszy kurs. Na górze Tymo wbiega i zbiega najpierw na górce dla saneczkarzy (obok wyciągu taśmowego), a na deser zbiega z całej Góry Parkowej, co sprawia mu niewypowiedzianą radość. Schodząc, stwierdzamy, że Góra Parkowa to przyjemne miejsce na spacer – sieć leśnych dróżek umożliwia relaks, można zaczepić oko o XIX-wieczne altanki czy przyjść na chwilę skupienia pod figurą Matki Bożej.

Po południu jeszcze raz, już tylko we dwoje wybieramy się na spacer na Górę Parkową (741 m), ale głównie chodzi nam o poczucie kilometrów w nogach – wchodzimy na szczyt mniej uczęszczaną drogą i momentami nawet czujemy się jak w górach!

Na Górę Parkową.

Na Górę Parkową.

Na Górę Parkową.

Na Górę Parkową.

Na Górę Parkową.

Na Górę Parkową.

Na szczycie Góry Parkowej.

Na szczycie Góry Parkowej.

 Zejście (właściwie zbiegnięcie) z Góry Parkowej.

Zejście (właściwie zbiegnięcie) z Góry Parkowej.

 Zejście (właściwie zbiegnięcie) z Góry Parkowej.

Zejście (właściwie zbiegnięcie) z Góry Parkowej.

Kościół Przemienienia Pańskiego, XIX w.

Kościół Przemienienia Pańskiego, XIX w.

Zejście na Bulwary Dietla.

Zejście na Bulwary Dietla.

Krynica nocą.

Krynica nocą.

10 lutego 2010, środa

Słonecznie, ok. zera

Wycieczka na Górę Parkową bis (U., R., T.), 9:50-11:50

Wycieczka ta sama co wczoraj, tylko skład się zmienia. Tymo zachwycony – dlaczego dzieci tak bardzo gustują w powtarzalności? Tym razem udaje się wjechać drugim kursem (10:15). Tymuś fascynuje się oglądaniem mijanki, wszystko jest jak trzeba. Oczywiście gwóźdź programu to zbieg z góry na sam dół. Babcia za to zjeżdża na sankach.

Spacer na Górę Krzyżową (813 m) M. + R., 13:20-14:30

To miły szlak wyruszający prosto z serca Krynicy. Prowadzi głównie przez las i w przeciwieństwie do ścieżek na Górze Parkowej umożliwia odpoczęcie od tłumów turystów. Po drodze kilka razy odsłaniają się piękne widoki na Krynicę i otoczenie. Jest przemiło, możliwość wyrwania się we dwoje na spacer w przyrodzie jest dla nas bezcenna…

Wieczorny spacer po centrum Krynicy, pod wyciągi i na lodowisko (16:50-18:40)

Po zmierzchu wybieramy się na spacer w pełnym składzie, z sankami i wózkiem. Oglądamy centrum, w tym planty z rzeźbami, Nowe Łazienki Mineralne. Potem podchodzimy pod wyciągi „Henryk”, gdzie Tymuś ogląda sobie wyciąg szkoleniowy i deklaruje chęć nauki jazdy na nartach. Będziemy kuć żelazo póki gorące. Na koniec oglądamy krynickie lodowisko i powoli wracamy.

Późnym wieczorem, już tylko we dwoje, wyrywamy się powłóczyć trochę po oświetlonych alejkach Góry Parkowej.

Na Górę Parkową po raz kolejny.

Na Górę Parkową po raz kolejny.

Na Górę Parkową - już blisko.

Na Górę Parkową – już blisko.

Tymuś z tatą na górce...

Tymuś z tatą na górce…

Wyciąg taśmowy - ale fajnie!.

Wyciąg taśmowy – ale fajnie!.

...na pazurki...

…na pazurki…

Na Górę Krzyżową - widok - Krynica.

Na Górę Krzyżową – widok – Krynica.

Góra Krzyżowa.

Góra Krzyżowa.

Kościół w Krynicy.

Kościół w Krynicy.

Na Plantach.

Na Plantach.

Na Plantach.

Na Plantach.

Po 22.00...

Po 22.00…

11 lutego 2010, czwartek

Zero stopni, przed południem prószy śnieg

Muzeum Nikifora, spacer ul. Pułaskiego, wizyta w Pijalni Czekolady (10:00-12:30)

Wizyta w placówce prezentującej dorobek życia jednego z najbardziej znanych malarzy prymitywistów, nierozłącznie związanego z Krynicą, to obowiązkowy punkt programu, także dla rodzin z dziećmi! Smutne dzieje Nikifora skłaniają nas do refleksji, Tymusiowi podobają się wystawione prace – może dlatego, że ujmują prostotą, naturalnością i świetnym doborem kolorów? Całości dopełniają piękne zdjęcia cerkwi łemkowskich.

Spacer ulicą Pułaskiego taki sobie. Podchodzimy pod „Patrię” (zb. 1931), związaną z Janem Kiepurą, ale podupadający budynek nie sprawia obecnie najlepszego wrażenia.

Za to wizyta w pijalni „Czekolada i Zdrój” okazuje się strzałem w dziesiątkę – jemy czekoladowe fondue z owocami i poprawiamy pączkami. Ale słodko!

Wieczorem we dwoje idziemy do krynickiego kościoła baptystów i podchodzimy pod kirkut.

Muzeum Nikifora w Krynicy.

Muzeum Nikifora w Krynicy.

Nikifor, Hauka i my.

Nikifor, Hauka i my.

Tłusty Czwartek w Starym Domu Zdrojowym.

Tłusty Czwartek w Starym Domu Zdrojowym.

Tłusty Czwartek w Starym Domu Zdrojowym.

Tłusty Czwartek w Starym Domu Zdrojowym.

12 lutego 2010, piątek

W nocy niewielki mróz, w dzień zero, chwilami sypie śnieg

Tymuś codziennie czaruje dwuletnią Natalkę. Ich konwersacje w pokoju zabaw są naprawdę słodkie!

I znowu na … Górę Parkową (M. R. T.), 10:20-12:15

Wjazd na Górę Parkową i zbieganie na dół już nas nudzi, ale stało się ulubioną rozrywką Tymusia. Tym razem M. biegnie z Tymem, a R. zjeżdża prawie całą drogę na sankach. Babcia z Sebusiem w tym czasie spaceruje po deptaku.

Wieczorny spacer po Parku Zdrojowym, 16:30-18:30

Tymo pierwszy raz w życiu zakłada narty i całkiem nieźle sobie radzi, stawiając na nich pierwsze kroki. Nawet w asyście próbuje „zjeżdżać” i wjeżdża na „wyciągu” (za kijki). Jesteśmy z niego bardzo dumni! Powrót na sankach. Jak miło, że trafiła nam się taka fajna zima.

Wieczorem idziemy we dwoje na spacer ul. Szkolną, Zamkową i Piękną. Ładne widoki z góry na oświetloną Krynicę.

M. uczy się, kiedy może. Za to przerwy w pracy ma naprawdę cudowne!

Szaleństwa na Górze Parkowej.

Szaleństwa na Górze Parkowej.

Szaleństwa na Górze Parkowej.

Szaleństwa na Górze Parkowej.

Szaleństwa na Górze Parkowej.

Szaleństwa na Górze Parkowej.

PIERWSZY RAZ NA NARTACH.

PIERWSZY RAZ NA NARTACH.

Góra Parkowa nocą.

Góra Parkowa nocą.

Widok na oświetloną Krynicę z góry.

Widok na oświetloną Krynicę z góry.

Beskid Sądecki, 2010.02

To nasz pierwszy wyjazd z Sebusiem. Nasz niespełna czteromiesięczny turysta w gruncie rzeczy nie sprawia nam żadnych problemów, oczywiście nie licząc nagromadzenia zwykłych obowiązków związanych z pielęgnacją niemowlęcia. Dobrze znów cieszyć się Maluszkiem w domu! Tym razem wybieramy zakwaterowanie w kurorcie, i to w miarę w centrum – za czym generalnie nie przepadamy, nie tylko ze względów finansowych. Chodzi jednak o to, żeby było gdzie pospacerować z wózkiem – odśnieżony chodnik w takiej sytuacji jest na wagę złota. Babcia zgadza się po raz kolejny towarzyszyć nam w zimowej wyprawie. Wesoło w szerszym gronie, ale cieszymy się też na myśl, że będziemy mogli od czasu do czasu wyrwać się gdzieś tylko z prawie czteroletnim Tymusiem, zainteresowanym innymi atrakcjami niż Sebiątko śpiące w wózku.

 

 Zejście (właściwie zbiegnięcie) z Góry Parkowej.

Beskid Sądecki – tydzień I

 

Tata- dźwig.

Beskid Sądecki – tydzień II

Beskid Śląski, część I

 28 lutego 2009, sobota

Całkiem ładny dzień, sporo słońca, przelotny deszcz ze śniegiem, 0-3 stopnie

Warszawa – Olsztyn – Szczyrk

Dzielnie wstajemy o 5:15 i półtorej godziny później już jesteśmy w drodze. Na Katowickiej ruch umiarkowany, bez przestojów, większe natężeniu ruchu przez Śląsk. Trochę nam ciasno w samochodzie, bo M. cudem rano przypomina sobie o nosidle, dopychamy je w ostatniej chwili, ale nie mieści się już w bagażniku i – o radości – jedzie z nami w środku.

Zatrzymujemy się trzykrotnie – raz na śniadanie po przejechaniu ok. 100 km. Drugi postój jest wart dłuższego opisania – zahaczamy o Olsztyn (k. Częstochowy).

Olsztyn (k. Częstochowy), 10:30-12:00

Zaczynamy od spaceru do majestatycznych ruin zamku z XIII-XIV w, znajdujących się na sporym wzgórzu. W przeszłości było tu duże założenie obronne, do dziś zachowała się tylko wieża i ruiny. Wszyscy brniemy w mokrym śniegu. Zamek natychmiast zostaje ochrzczony „zamkiem wichrów” – jak ten z bajki o Śwince Peppie.

Po obejrzeniu zamku czas na nie mniejszą atrakcję – ruchomą szopkę artysty ludowego Jana Wewióra, tworzoną przez artystę od wielu lat i wciąż rozbudowywaną. Większość postaci jest ruchoma i przedstawia sceny z życia mieszkańców tutejszych okolic i z życia Świętej Rodziny. Autorska galeria rzeźbiarza znajduje się w uroczym, pomalowanym na kolorowo starym domu, obok którego stoi chatka na kurzej łapce i czarownica, a także mieszczą się prawdziwe lochy ze swoimi tajemnicami. Tymo jest zachwycony, my także. Na pamiątkę kupujemy trzy przepiękne drewniane anioły. Wychodząc, gospodarz pokazuje nam rzeźbę Św. Idziego i mówi, że Idzi to „święty od dzidzi” – sprzyja narodzinom małych dzieci. Czary to czy nie, ale za kilka dni dowiadujemy się o ciąży M., a nasze myśli od razu biegną do olsztyńskiego Idziego!

Po długim postoju kiszki marsza nam grają, mamy jednak ochotę na obiad w jakimś klimatycznym miejscu, więc podjeżdżamy do nieodległych Biskupic. Można tu znaleźć restaurację urządzoną w zabytkowej XIX-wiecznej chacie, oferującą spory wybór tradycyjnych dań. Dużą salę obsługa przygotowuje na mający się tu odbyć wieczorem … koncert Krystyny Prońko.

Dalsza droga mija sprawnie. Kolejne kilometry umilamy sobie pysznymi pączkami Babci. Tymo to kumpel na medal, rozmawiamy, gramy w oko szpiega. O 15:30 jesteśmy na miejscu. Szczyrk wita nas zimą i niebotycznymi zaspami.

Rozpakowujemy się w naszej kwaterze – mamy wygodny dwupokojowy apartament z aneksem kuchennym – i snujemy plany na jutro.

Zamek w Olsztynie k. Częstochowy, XIII-XIV w.

Zamek w Olsztynie k. Częstochowy, XIII-XIV w.

Zamek w Olsztynie, XIII-XIV w.

Zamek w Olsztynie, XIII-XIV w.

'Zamek wichrów' spodobal się Tymusiowi.

‚Zamek wichrów’ spodobal się Tymusiowi.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

Betlejemowo Jana Wewióra, Olsztyn.

1 marca 2009, niedziela

0-8 stopni, zachmurzenie umiarkowane

Powitalny spacer po Szczyrku (10:00-13:00)

Niemal cały Szczyrk rozciąga się wzdłuż głównej drogi, więc marszruta nie sprawia nam problemów. Zaspy przy chodniku sprawiają wrażenie, że idziemy w białym tunelu, co bardzo podoba się Tymusiowi. Te pozostałości zeszłotygodniowego ataku zimy topią się, niestety, sukcesywnie w kolejnych dniach. Podchodzimy pod kolejkę na Skrzyczne, Tymo dłuższą chwilę ogląda zjeżdżających narciarzy. Spacer kończymy w jednej z tutejszych karczm (porcje ogromne, ale drogo).

Narty na Skrzycznem (COS) M. + R.

W czasie drzemki Tyma wyrywamy się na narty. Ośrodek bardzo nam się podoba. Trasy są zróżnicowane i długie, znajdą tu coś dla siebie narciarze o różnym stopniu umiejętności. Infrastruktura turystyczna, zwłaszcza wyciągi, sprawiają jednak wrażenie nieco przestarzałych. W górze warunki znakomite, dolne trasy niestety spływają. Na szczycie Skrzycznego widzimy „widmo Brockenu” wieży telewizyjnej – bardzo ciekawy widok (jakiś facet na wyciągu mówi: „Patrzę – co to? Trąba powietrzna?”). Chwile z pięknymi przebłyskami słońca rekompensują dzisiejszą odwilż.

Spacer po Szczyrku.

Spacer po Szczyrku.

Spacer po Szczyrku.

Spacer po Szczyrku.

Jak dobrze ogrzać się i coś zjeść...

Jak dobrze ogrzać się i coś zjeść…

Narty na Skrzycznem (COS).

Narty na Skrzycznem (COS).

Narty na Skrzycznem (COS).

Narty na Skrzycznem (COS).

Widmo Brockenu (my).

Widmo Brockenu (my).

2 marca 2009, poniedziałek

5 stopni, panta rei cd.

Narty w ośrodku Czyrna-Solisko M. + R. (10:00-13:00)

Rano wybieramy się na rekonesans do drugiego dużego ośrodka narciarskiego w Szczyrku. To naprawdę dobre miejsce na rodzinne poszusowanie: ośrodek oferuje trasy wszystkich stopni trudności (z przewagą tych łatwiejszych – to dobre miejsce do nauki jazdy dla dzieci). Jazda na dwuosobowych orczykach przy dużych różnicach wysokości jest męcząca, ale urokliwa. Cały dzień eksplorujemy wszystkie możliwe trasy, a i tak przez trzy godziny nie udaje nam się wszystkiego objechać. Mokry śnieg, ale pokrywa bez przerw.

Tymuś w tym czasie na spacerze z Babcią fascynuje się wrzucaniem śnieżek do rzeki.

Wycieczka do Międzybrodzia Żywieckiego (16:00-19:15)

Spędzamy bardzo udane popołudnie. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę na punkcie widokowym: M. robi zdjęcia elektrowni wodnej na Jeziorze Żywieckim. Potem już prosto do na miejsce. Oczywiście naszym głównym celem jest wjazd kolejką linowo-terenową na Górę Żar. Widoki na trasie analogiczne do tych z Gubałówki, a i sam wjazd budzi w Tymusiu podobne emocje – wagonik, lina, mijanka, ale fajnie! Wzdłuż torów kolejki miła trasa narciarska o średnim nachyleniu, na górze orczyk-ośla łączka.

Widok z Góry Żar jest bardzo malowniczy: pagórki Beskidu Małego spowite wieczorną mgiełką… Z zainteresowaniem oglądamy też zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej. W restauracji na górze jemy obiad.

Po powrocie z wycieczki Tymo natychmiast chce budować z klocków kolejkę na Górę Żar, rysuje ją na obrazku, zamawia o niej sen itp. Kto powiedział, że podróże kształcą?

Czyrna - Solisko.

Czyrna – Solisko.

Skrzyczne z Małego Skrzycznego.

Skrzyczne z Małego Skrzycznego.

Jezioro Międzybrodzkie.

Jezioro Międzybrodzkie.

Kolejką na Górę Żar.

Kolejką na Górę Żar.

Kolejką na Górę Żar.

Kolejką na Górę Żar.

Kolejką na Górę Żar.

Kolejką na Górę Żar.

Widoki z Góry Żar.

Widoki z Góry Żar.

Górny zbiornik el. szczytowo pompowej.

Górny zbiornik el. szczytowo pompowej.

3 marca 2009, wtorek

3-5 stopni, mglisto i dżdżyście

Narty Czyrna-Solisko M. + R. cd. (9:30-12:00)

Tym razem jeździmy w górnej części ośrodka. Golgota – stromy, równy stok, ale dość krótki; wyżej przyjemne łagodne trasy w przyjemnym otoczeniu leśnych polan. Po przejechaniu 2-3 razy każdej trasy rezygnujemy, bo cały czas siąpi deszcz. Udaje nam się jednak zeksplorować cały ośrodek.

Wycieczka do Wisły (16:00-19:20)

Bardzo się spieszymy, żeby zdążyć przez 17:00 do Muzeum Narciarstwa, na miejscu jednak całujemy klamkę – okazuje się, że jest otwarte tylko do 16:00. Na szczęście część ekspozycji można oglądać na zewnątrz. Potem odbywamy uroczy spacer deptakiem-bulwarem nad Wisłą naprzeciw Hotelu Gołębiewski, Tymo wrzuca śnieżki do Wisły. Potem przenosimy się do centrum. Deptak jest zadbany, serce Wisły robi b. miłe wrażenie. Wycieczkę kończymy obiadem w Starej Karczmie, urządzonej w zabytkowej chałupie przeniesionej tu 20 lat temu.

W drodze powrotnej zahaczamy o skocznię w Wiśle-Malince; droga prowadzi tunelem pod widownią. Na przełęczy mgła gęsta jak mleko.

Golgota.

Golgota.

A taką śnieżkę widziałaś...

A taką śnieżkę widziałaś…

Tymo na 'rekonesansie'.

Tymo na ‚rekonesansie’.

Muzeum narciarstwa, Wisła.

Muzeum narciarstwa, Wisła.

Wisła w Wiśle.

Wisła w Wiśle.

Ul. 1 Maja, kościół ewangelicki XIX w, Wisła.

Ul. 1 Maja, kościół ewangelicki XIX w, Wisła.

Stara Karczma (chałupa XIX w), Wisła.

Stara Karczma (chałupa XIX w), Wisła.

4 marca 2009, środa

5 stopni, piękna, słoneczna pogoda

Wycieczka do Ustronia (9:00-13:15)

Jak na turystów z kilkulatkiem przystało, wizytę w Ustroniu zaczynamy od odwiedzenia Leśnego Parku Niespodzianek. To miejsce, w którym z dzieckiem można spędzić cały dzień. Są tu i zwierzęta (łanie, sarenki, świnki, dziki, różne gatunki ptaków, żubry), ale też wspaniale pomyślana aleja bajek z domkami (w których po naciśnięciu guziczka ruszają się i śpiewają bajkowi bohaterowie) i atrakcyjny plac zabaw.

Po opuszczeniu Parku Niespodzianek wjeżdżamy na Równicę. Wjazd krętą drogą z ładnymi widokami na Czantorię jest atrakcją samą w sobie. Planujemy zajrzeć na obiad do schroniska PTTK, ale restauracja jest nieczynna, więc idziemy do konkurencji – Zbójnickiej Chaty. To przyjemna knajpa, urządzona z dbałością o szczegóły. W drodze powrotnej z trudem zapobiegamy zaśnięciu Tyma.

Spacer na Kozią Górę z Bielska-Białej (14:00-17:00), M. + R. (↑ szlak czerw. i nieb., ↓ zielony)

Mamy trochę problemów, żeby dotrzeć na parking przy wyjściu szlaków, ale nasza Fabia jest dzielna. Cały szlak to miły, niemęczący spacer przez bukowe lasy. Ciekawy jest zwłaszcza widok na … Bielsko-Białą z góry. Spotykamy tylko jednego turystę. Jest bardzo, bardzo przyjemnie.

Schronisko na Koziej Górze sprawia bardzo miłe wrażenie, mieści się w sympatycznym budyneczku. Bardzo przyjemny drewniany plac zabaw na zewnątrz. Pijemy herbatę i zbiegamy na dół. W drodze powrotnej podziwiamy dawny tor saneczkowy – szkoda, że został tak zaniedbany. Wszędzie widać ślady saren, nawet widzimy ich siedem podczas drogi zejściowej.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Leśny Park Niespodzianek, Ustroń.

Schronisko na Równicy.

Schronisko na Równicy.

Widok spod Równicy.

Widok spod Równicy.

Skocznia w Wiśle.

Skocznia w Wiśle.

Bielsko-Biała - Kozia Góra.

Bielsko-Biała – Kozia Góra.

Widok na Bielsko-Białą.

Widok na Bielsko-Białą.

Schronisko na Koziej Górze (Stefanka).

Schronisko na Koziej Górze (Stefanka).

5 marca 2009, czwartek

Pochmurno, ale bez deszczu, ok. 6 stopni, kontynuacja odwilży

Wycieczka na Klimczok M. + R. (9:15-13:15)

Podjeżdżamy pod szlak do Chaty Wuja Toma i ruszamy zielonym szlakiem w górę (powrót czerwonym i żółtym). Droga w górę leśną drogą przetarta skuterem, mimo to podejście zajmuje nam aż półtorej godziny. Momentami odsłaniają się ładne widoki na Skrzyczne i otoczenie.

Odpoczynek w schronisku Klimczok, znajdującym się tak naprawdę pod szczytem Magury. Pijemy herbatę, patrząc na Klimczok z anteną telefonii komórkowej i wyciągiem. Potem honorowo wchodzimy jeszcze (15 min) na sam szczyt Klimczoka i o 11:45 ruszamy w dół.

Zejście czerwonym szlakiem na )( Karkoszczonkę okazuje się koszmarem – śnieg jest przepadający, co krok, to lądujemy z nogą uwięzioną do wysokości uda. Dość powiedzieć, że przejście szlaku wg mapy powinno zająć 45 min, a nam zajmuje 1 godz. 20 min… Dobrze, że nie wybraliśmy się tutaj z Tymusiem, jak wcześniej mieliśmy w planach – zmieniamy wspólny cel na Chatę Wuja Toma. Widoki na Skrzyczne i spółkę nadal piękne. Przez cały dzień (nie licząc okolic schroniska) na szlakach nie spotykamy nikogo.

W tym czasie Babcia i Tymuś na spacerze robią „kabirynty” w śniegu po pas.

Wjazd dziewczyn na Skrzyczne (14:15-16:15)

R. zostaje z Tymciem aż do jego pobudki, a M. z Babcią wjeżdżają sobie wyciągiem krzesełkowym na szczyt Skrzycznego. Na szczycie wita nas tak gęsta mgła, że – w co trudno uwierzyć – z trudem znajdujemy drogę do schroniska. Na zjeżdżające dziewczyny czekają już R. z Tymusiem, po czym udajemy się na wspólny obiad. Śniegu w mieście wyraźnie mniej, zaspy zmalały o połowę.

Tymuś w Szczyrku.

Tymuś w Szczyrku.

Odpoczynek zawsze potrzebny.

Odpoczynek zawsze potrzebny.

Odpoczynek zawsze potrzebny.

Odpoczynek zawsze potrzebny.

PTTK pod Klimczokiem.

PTTK pod Klimczokiem.

Widok z Klimczoka na Magurę i schronisko

Widok z Klimczoka na Magurę i schronisko

Klimczok-Szczyrk.

Klimczok-Szczyrk.

Skrzyczne we mgle.

Skrzyczne we mgle.

PTTK Skrzyczne. Ledwo je było widać...

PTTK Skrzyczne. Ledwo je było widać…

6 marca 2009, piątek

Deszcz rano i od 14:00, południe dość ładne, do 10 stopni

To wyjątkowy dzień – dowiadujemy się o ciąży M.! Ach, ten święty Idzi!

Wycieczka z Tymusiem na Szyndzielnię (9:30-13:20)

Szyndzielnia oferuje wielką frajdę dla wszystkich małych turystów – możliwość wjazdu kolejką gondolową. Tymusiowi ta atrakcja bardzo się podoba – jest zachwycony przejeżdżającymi wagonikami, cały czas uśmiechnięty i zaaferowany. Do schroniska wnosimy go w nosidle, ale z powrotem zbiega już sam.

Schronisko PTTK na Szyndzielni zadziwia swoją kubaturą, ale mimo imponujących rozmiarów jest bardzo przytulne. W środku pustki (podobno w sezonie – aż nie do wiary – nie ma tu gdzie szpilki wsadzić). W czasie, gdy czekamy na zamówiony obiad, Tymo biega po wszystkich kątach, twierdząc, że jest kolejką gondolową. Wszyscy wracamy z wycieczki bardzo zadowoleni.

Wycieczka na „Trójstyk” M. + R. (15:00-19:00)

Postanawiamy uczcić radosną nowinę we dwoje w jakimś wyjątkowym miejscu. Na mapie wypatrujemy miejsce styku trzech granic – polskiej, czeskiej i słowackiej, zwane „trójstykiem”. Nie zważamy na mgłę i deszcz – jedziemy!

Na Trójstyk podchodzimy od Jaworzynki. Spacer zajmuje ok. 15-20 min. Miejsce styku granic jest bardzo sympatycznie zorganizowane – są tu trzy obeliski, trzy mostki przez granice – i emanuje jakąś taką pozytywną energią. Przy okazji nasze Maleństwo w ciągu kilku minut zalicza wizytę w dwóch obcych krajach!

Na Szyndzielnię.

Na Szyndzielnię.

Dolna stacja KL.

Dolna stacja KL.

Wjazd na Szyndzielnię.

Wjazd na Szyndzielnię.

Wjazd na Szyndzielnię.

Wjazd na Szyndzielnię.

Do PTTK Szyndzielnia.

Do PTTK Szyndzielnia.

Schronisko na Szyndzielni.

Schronisko na Szyndzielni.

Dziarski powrót do kolejki.

Dziarski powrót do kolejki.

 Na Trójstyk.

Na Trójstyk.

Trójstyk (PL,CZ,SK).

Trójstyk (PL,CZ,SK).