Meersburg – średniowieczne miasteczko i zamek w śródziemnomorskiej scenerii

Tysiącletnie zamczysko z doskonale zachowanymi wnętrzami, położone tuż nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego. Miasteczko z ciasnymi uliczkami i kolorowymi szachulcowymi domami. Dookoła winnice i piękna iście śródziemnomorska roślinność. Co to za miejsce, gdzie znajdziemy to wszystko? To Zamek Morza, czyli Meersburg!

5 sierpnia 2018 r., poniedziałek

Upał, skwar i pełne słońce

Meersburg – średniowieczne zamczysko nad Jeziorem Bodeńskim

Na tegorocznych wakacjach każdego dnia trasę wybiera inny nasz chłopak – z trzech sugerowanych przez nas do wyboru. Dziś wybierał Sebuś. Gdy usłyszał, że będziemy zwiedzali tajemnicze zamczysko, a na deser pójdziemy na superancką plażę nad Jeziorem Bodeńskim, nie miał wątpliwości, którą wycieczkę wybierze;-)

Winnice w okolicy Meersburga

Od czego zacząć – czyli parking, informacja i bilety

Z małymi problemami udaje nam się trafić na duży, zadaszony parking przy ulicy Stefen-Lochner-Strasse. Stąd mamy już tylko 5 minut do punktu informacji turystycznej – poza mapą Meersburga można też dostać tu ulotki z rejonu niemal całego Jeziora Bodeńskiego. My dodatkowo załatwiamy tu jeszcze jedną ważną sprawę – kupujemy Bodensee erlebniskarte – nie jest tania, ale w ramach niej mnóstwo atrakcji w okolicy Jeziora Bodeńskiego będziemy mieli gratis. Dzisiaj „oszczędziliśmy” w ten sposób na biletach do zamku (wejście dla rodziny kosztuje 12,80 euro).

Rodzinny spacer przez rynek na taras Nowego Zamku

Spacer przez Meersburg jest bardzo przyjemny – wąskie, pochyłe uliczki są wręcz idealnym plenerem leniwych, wakacyjnych spacerów. Nasz spacer oczywiście leniwy nie jest – Grzesiek jedzie na rowerku biegowym, a uliczki momentami mocno spadają w dół, więc hajda za Grzesiem, stop, uwaga! Potem znowu musimy podejść w górę, więc siły brakuje itp., itd… Ach, te rodzinne wakacje!

W miasteczku można spotkać wiele szachulcowych domów. W drodze do informacji turystycznej:)

Wiele ulic zamieniono w deptaki piesze.

Meersburg przez wiele lat posiadał status wolnego miasta.

Chowamy się w cieniu przed upałem.

Spacer do spokojnych nie należy, bo Grzesiek ciągle gdzieś odjeżdża na tup tupie.

Gdy zamkniemy oczy, możemy poczuć się tu jak wieki temu…

Z punktu informacji turystycznej idziemy na Marktplatz – serce dawnego Meersburga. Stąd warto jeszcze zajrzeć na taras Nowego Zamku (Neues Schloss)  – barokowego pałacu z różową fasadą, trochę przypominającego nam nasze Kurozwęki. Nie na pałac jednak zwracają się oczy wszystkich zwiedzających, ale to, co jest przed nim – przepyszny widok z pałacowego tarasu na Jezioro Bodeńskie, otoczone wianuszkiem miejscowości o iście śródziemnomorskiej atmosferze. Na podziwianie widoków mamy tu trochę czasu, bo Grześ co chwilę wsypuje sobie do butów małe kamyczki, a potem narzeka, że mu niewygodnie. Potem buty zdejmuje, kamyczki wypadają, a on znowu szura nogami i kamyczki z powrotem wpadają. Więc po raz kolejny siadamy i zdejmujemy buty. Ale reszta wycieczki może w tym czasie odsapnąć i cieszyć oczy naprawdę wspaniałymi widokami.

Barokowy Nowy Zamek (Neues Schloss)

Zamkowa kaplica

Meersburg z tarasu Nowego Zamku

Krótki postój na tarasie Nowego Zamku – czemu by nie!

Meersburg zamek

Stary Zamek

Meersburg zamek

Stary Zamek pięknie prezentuje się z tarasu widokowego Nowego Zamku

Zamek w Meersburgu

Stary Zamek – największa atrakcja turystyczna Meersburga – leży tuż obok Nowego Zamku. Koniecznie musicie zajrzeć do środka (bilety kupuje się w budynku położonym naprzeciwko wejścia do zamku; w ramach Bodensee erlebniskarte wstęp gratis, lub bodajże 12,80 euro bilet rodzinny), bo oglądanie zamku tylko z zewnątrz zupełnie mija się z celem – wygląda w sumie dość niepozornie. A tymczasem wnętrza – świetnie zachowane i niektóre naprawdę stareńkie – dają świetne wyobrażenie o tym, w jakich surowych warunkach żyli niegdyś mieszkańcy takich warowni.

Zamek zamieszkiwali niegdyś książęta biskupi. Nie wiadomo dokładnie, kiedy został ufundowany, ale jedna z najpopularniejszych wersji mówi, że już w VII wieku! Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że warownia pochodzi sprzed 1000 r. – w folderze informacji turystycznej czytamy, że to najstarszy zamieszkały zamek w Niemczech.

Meersburg zamek

Stary Zamek uchodzi za najstarszy zamieszkany zamek w Niemczech!

Zwiedzanie zamku

Spacer po zamkowych zakamarkach wszystkim nam bardzo się podoba. Można pooglądać i reprezentacyjne sale, i lochy, i zamkową łazienkę oraz latrynę, i kuchnię, a także bezdenną zamkową studnię. W komnatach zabytkowe wyposażenie, zbroje rycerskie. Z okien bajkowe (naprawdę bajkowe!) widoki na Jezioro Bodeńskie.

Zamek zwiedza się samemu, podążając za wytyczoną trasą zwiedzania – trzeba wypatrywać czerwonych strzałek (co bardzo podobało się Grzesiowi), ale zgubić się nie sposób. Pomieszczenia, przez które przechodzimy, są oznaczone kolejnymi numerkami i opisane w folderze informacyjnym. Warto kupić taką dodatkową mapkę zwiedzania – kosztuje tylko 1 euro, a jest bardzo przejrzysta (wersje po niemiecku, angielsku, francusku i rosyjsku dostępne w punkcie sprzedaży biletów). Dokładniejsze informacje znajdziecie na stronie internetowej zamku: www.burg.meersburg.de

Przy wejściu XV-wieczny krucyfiks.

Zachowane fragmenty fresków w bramie wejściowej.

Komnata renesansowa pochodzi z XVII w.

Najbardziej zaciekawiła nas zamkowa kuchnia.

Za oknami piękne widoki na Jezioro Bodeńskie.

Malowidła w komnacie z zamkową studnią.

Dziś studnia ma 28 m głębokości.

Z ciekawością przyglądamy się elementom wyposażenia z różnych epok.

Widoki na Jezioro Bodeńskie z zamkowych okien są obłędne!

Obserwujemy promy płynące z Meersburga do Konstancji.

Zamkową łazienkę odtworzono na podstawie starych rycin.

Na zamku zachowało się wiele malowideł naściennych.

Widok z pokoju niemieckiej pisarki, Annette von Droste-Hülshoff.

Hall rycerski.

Zamkowa kaplica z gotyckim ołtarzem i figurą św. Piotra.

Zaglądamy do lochów – tu wrzucano kiedyś niegrzeczne dzieci.

Grzesiu, żartowałam!

Zdjęcie makiety zamku ze sklepu z pamiątkami.

Ostatni rzut oka na Meersburg.

Jezioro Bodeńskie, kąpielisko Aquastadt  w Immenstadt

W drodze powrotnej zatrzymujemy się na bardzo sympatycznym kąpielisku Aquastaadt  w miejscowości Immenstaadt (wstęp gratis w ramach karty Bodensee:)). Ogromna trawiasta plaża, wielgaśne kąpielisko z pływającymi wyspami kąpielowymi, na miejscu jest także kryty basen i brodzik dla dzieci. W pawilonie wejściowym gastronomia (wsuwamy naprawdę smaczną domową pizzę – nasz Google translator zachęca: „teraz domowa pizza z otwartą świeżością ciasto z podłogi cukierniczej” – nie mogliśmy się nie skusić;-) ). Woda w Jeziorze Bodeńskim jest cudownie ciepła, musicie tylko pamiętać, że wejście do wody jest kamieniste – nie ma złocistego piaseczku, znanego z naszych jezior, tylko kamienie, a dalej wodorosty  – w niektórych miejscach może przydać się obuwie kąpielowe. Takiego oczywiście nie mieliśmy – tj. mieliśmy, tylko niezabrane na wakacje zostało w domu;-) Wszyscy pluskamy się z największą przyjemnością. To taka wisienka na torcie naszej dzisiejszej wycieczki.

Plaża Aquastaadt w Immenstaadt.

Teren wydzielony do pływania jest ogromny.

Zaczynamy od pizzy, na głodniaka kąpie się źle!

MiR by Tymo:)

Nidzica – zamek na rubieżach

Nidzica – zamek i nie tylko

Do Nidzicy warto zajrzeć nie tylko dla dostojnego, XIV-wiecznego krzyżackiego zamku. Jest tu też średniowieczny kościół z oryginalnym wnętrzem, pozostałości fortyfikacji miejskich i ciekawa kolejowa wieża ciśnień. To niemal idealne miejsce do postoju turystycznego podczas podróży z centrum Polski nad morze – leży niemal w połowie drogi, a zwiedzanie nie jest specjalnie męczące ani czasochłonne. Spacer na wzgórze zamkowe i obejrzenie zamku, stanowiącego niegdyś jeden z najważniejszych punktów w średniowiecznym systemie obronnym państwa krzyżackiego, będzie świetnym turystycznym przystankiem w podróży. Kto planuje zwiedzić wnętrza zamku, musi pamiętać, że turyści wpuszczani są do środka o pełnych godzinach, a sprzedaż biletów zaczyna się 5 minut przed tym czasem.

Continue reading

Zamek Hohenzollern w Jurze Szwabskiej

Będąc w Badenii-Wirtembergii, koniecznie trzeba odwiedzić gniazdo rodowe Hohenzollernów. Odbudowany w XIX w. zamek miał pełnić głównie funkcje reprezentacyjne – świadczyć o wspaniałości dynastii. Musimy przyznać, że ze swojego zadania wywiązuje się znakomicie. Majestatycznie położony na wzgórzu, zamek Hohenzollern góruje nad okolicą. Najeżony neogotyckimi wieżyczkami, bardziej przypomina baśniową rezydencję niż siedzibę europejskiego rodu. Aby dotrzeć do wejścia głównego, trzeba przejść przez tunel, kilka bram i minąć dostojnych kamiennych strażników twierdzy. Kto odważy się zajrzeć do środka? Continue reading

Litwa – Kiernów, Wilno, Troki

 

 2 lipca 2011, sobota

W Warszawie 18 stopni i deszcz, w Kownie 28 stopni – front jeszcze tu nie dotarł

Warszawa – Szaukszteliszki (Šaukšteliškiai) nad Jeziorem Bebrusai,
7:20-17:20, 530 km

Byliśmy nastawieni na długą drogę z licznymi postojami, a tymczasem przejechało nam się naprawdę świetnie. Przeszkadzały tylko intensywne opady deszczu w pierwszej części drogi. Najpierw drogą na Białystok, potem na Łomżę (z postojem na drugie śniadanie w McD). Potem chłopcy zasnęli, więc udało nam się – o dziwo – pociągnąć aż 250 km i dojechać aż do Kowna. W Kownie zaszliśmy do centrum handlowego przy obwodnicy, gdzie strzelamy sobie pizzę w przyjemnej restauracji obok ogromnego akwarium z morskimi rybami. Ostatni odcinek – przez Wilkomierz (Ukmerge) prowadzi aż na miejsce.

Zakwaterowujemy się w miłym, drewnianym, dużym (i bardzo niedrogim!) domku w Szaukszteliszkach nad Jeziorem Bebrusai. Warto było przewertować setki stron w Internecie przed wyjazdem! W ośrodku takich domków jest więcej, między nimi prowadzą miłe dróżki, jest też plac zabaw nad jeziorem, bardzo przyjemne kąpielisko i … nawet sauna ze zjeżdżalnią prosto do zimnej wody!

Kładziemy chłopców spać i opanowujemy bagaże. Kładziemy się spać zupełnie wykończeni.

Ilankos Sodyba, Szaukszteliszki.

Ilankos Sodyba, Szaukszteliszki.

Ilankos Sodyba, Szaukszteliszki.

Ilankos Sodyba, Szaukszteliszki.

Nasze lokum - wokół zielono

Nasze lokum – wokół zielono

Ścieżka prosto do jeziora.

Ścieżka prosto do jeziora.

Jezioro Bebruszai.

Jezioro Bebruszai.

3 lipca 2011, niedziela

Cały dzień deszcz i 15 stopni – front przyszedł na Litwę za nami. O rety…

Rano wyglądamy za okno i się załamujemy – jest zimno i leje. Na pierwszą wycieczkę wybieramy więc – ta dam – supermarket Maxima pod Moletami (Moletai). I tak na miejscu musimy zrobić zakupy, przynajmniej będzie z głowy. Po powrocie dalej pada, więc wykorzystujemy czas na dokładniejsze zaplanowanie wyjazdu.

Popołudniowa wycieczka do Ornian (Arnionys)

Deszczowo w dalszym ciągu, ale siedzieć w domku jakoś nie potrafimy. Decydujemy się na samochodową wycieczkę do Ornian, żeby zobaczyć pałac Tyszkiewiczów z 1800 r. Na miejscu dalej pada, teren pałacu ogrodzony i zaniedbany, w dodatku chłopcy posnęli nam w samochodzie, więc robimy tylko szybkie zdjęcie z samochodu i zawracamy.

W drodze powrotnej robimy jeszcze zdjęcie drewnianego XVIII-wiecznego kościoła w Intrukach. Cały czas pada… Nieudaną wycieczkę w pewnym stopniu rekompensują nam piękne widoki za oknem – droga z Molet do Ornian jest bardzo malownicza – wszędzie górki i dołki („droga nam się kończy!” – krzyczy Tymuś), zielono, jeziornie i mało ludzi. Do tego kręto i asfalt na jedno koło.

Wieczorem – hura! – wreszcie przestaje padać i udaje nam się pójść na rekonesans nad nasze jezioro. Witamy się z łabędziem. Chłopcy z zapamiętaniem – o zgrozo – grzebią rękami w kałużach.

Palac Tyszkiewiczów, 1800 r, Orniany (Arnionys).

Palac Tyszkiewiczów, 1800 r, Orniany (Arnionys).

Powitanie Jeziora Bebruszai.

Powitanie Jeziora Bebruszai.

A chłopcy grzebią sie w wodzie.

A chłopcy grzebią sie w wodzie.

4 lipca 2011, poniedziałek

Lepiej! 20 stopni i przebłyski słońca

Wycieczka do Kiernowa (Kernave)

Dzisiejszy dzień w pełni wynagradza nam wczorajszy. Całej wycieczce na 5-stopniowej skali atrakcyjności dajemy 5!

Ten ważny dla tożsamości narodowej Litwinów rezerwat archeologiczny obejmuje 5 grodzisk-wzgórz z ok. XI w. Na cztery można wejść po drewnianych schodkach, co bardzo podoba się Tymusiowi. My chcemy wejść tylko na jedno grodzisko, ale Tymo nie przepuszcza okazji – koniecznie musimy wejść na wszystkie. Ale z niego turysta!

Sebuś też spisuje się na medal, choć nieco inne rzeczy go interesują – np. fascynuje się kamyczkami w pozostałościach pierwszego chrześcijańskiego kościoła.

W ogóle same dojazdy samochodem na wycieczki są na Litwie bardzo przyjemne – za oknem jest bardzo zielono i na trasach przelotowych częściej spotykamy bociany niż domy.

Po południu idziemy na spacer na kemping położony niedaleko naszej mety. Sebuś połowę drogi przechodzi na własnych nóżkach! Trudno go tylko odciągnąć od błotnistych kałuż, przy których kuca i do których z namaszczeniem wrzuca kamyczki. A Tymo mu towarzyszy… Ratunku!

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

04. Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

05. Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

06. Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

07. Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

Rezerwat archeologiczny w Kiernowie (Kernave).

08. Tymo 'zaliczył' wszystkie gordziska!.

Tymo ‚zaliczył’ wszystkie grodziska!.

09. Zwieńczenie ośmiobocznej kapliczki z XIX w.

Zwieńczenie ośmiobocznej kapliczki z XIX w.

10. Popołudnie w Ilankos Sodyba.

Popołudnie w Ilankos Sodyba.

 

5 lipca 2011, wtorek

Przed południem do 25 stopni, potem deszcz i do 20 stopni

Wycieczka do Wilna

Ze względu na możliwości naszych najmłodszych turystów zwiedzanie stolicy Litwy planujemy podzielić na dwie części. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę – mamy przyjemną wycieczkę, a nie maraton z wywieszonym językiem i marudzącymi dziećmi. Inna sprawa że – nie oszukujmy się – nasze zwiedzanie w towarzystwie kilkulatków ma charakter mocno okrojony. Ale czy trzeba zwiedzić szczegółowo każdy mijany kościół? Nie zamienilibyśmy na to naszej wesołej gromadki!

Parkujemy tuż obok pięknego „koronkowego” średniowiecznego kościoła św. Anny, oglądamy też stojący przed nim słynny pomnik Mickiewicza. Stamtąd ruszamy spacerkiem dalej. Idziemy ulicą Zamkową z kamieniczkami sięgającymi XIV w (wiele z nich pełniło funkcję domów kanoników). Potem oglądamy wejście na teren Uniwersytetu Wileńskiego i pałac biskupów wileńskich (kon. XVIII, przeb.) – obecną siedzibę prezydenta Litwy. Zatrzymujemy się na dłużej przez białą, obecnie klasycystyczną katedrą św. Stanisława (świątynia gotycka, wielokrotnie przebudowywana, ostatnio w XVIII w). Stąd już krok do Zamku Dolnego (odbudowanego w … 2009 r.!), jednak najbardziej podobają nam się pozostałości Zamku Górnego (XV w) z basztą zw. Wieżą Giedymina. Tuż pod nią urządzamy sobie klimatyczny postój na drugie śniadanie. M. z T. wchodzą na szczyt, skąd podziwiają piękny widok na Wilno z wijącą się Wilią. Zjeżdżamy kolejką linowo-terenową – to duża atrakcja dla chłopców. Inne części miasta planujemy zwiedzić innym razem.

Wilno bardzo nam się podoba. Jest czysto i europejsko.

Chłopaki – dopingowani „ulicą lizakową” i „ulicą mambową” spisują się na medal. Sebcik sporą część zwiedzania przesypia w wózku.

Po południu leje, więc leniuchujemy w domku. I dobrze!

Gotyckie kościoły w Wilnie - Św. Anny i Berndynów.

Gotyckie kościoły w Wilnie – Św. Anny i Berndynów.

Ulicami Wilna.

Ulicami Wilna.

Plac katedralny.

Plac katedralny.

Katedra Św. Stanisława, klasysyzm, XIV, postać z XVIII w.

Katedra Św. Stanisława, klasysyzm, XIV, postać z XVIII w.

Odbudowany zamek dolny, 2009 r.

Odbudowany zamek dolny, 2009 r.

Na Górę Zamkową.

Na Górę Zamkową.

Baszta zamku górnego - wieża Giedymina, XV w.

Baszta zamku górnego – wieża Giedymina, XV w.

Wilno z Wieży Giedymina.

Wilno z Wieży Giedymina.

Zjazd kolejką z Góry Zamkowej.

Zjazd kolejką z Góry Zamkowej.

6 lipca 2011, środa

Po pochmurnym poranku słoneczny i dość ciepły dzień

Wycieczka do Parku Europejskiego (Europos Parkas) pod Wilnem

Pod nazwą „Park Europejski” kryje się muzeum rzeźby współczesnej na wolnym powietrzu. Dzieła zostały stworzone przez artystów z różnych krajów. Sztukę zaprezentowaną w takiej formie można przyjemnie zmieniać nawet z kilkuletnimi dziećmi! Trasa wiedzie przez las, zza drzew co chwilę wyłaniają się różne „dziwy” – jak to mówi Tymuś – np. „drzewo informacyjne” z telewizorów, ogromne krzesło, liście tańczące na wietrze, „niemożliwy” plac zabaw (m.in. z huśtawką na kółkach). Chłopcom bardzo się podoba. Do takich muzeów możemy chodzić nawet codziennie!

Sebuś przez pół godziny idzie na własnych nóżkach; widać, że rzeźby go ciekawią. Tymo przed każdą wyprawą regularnie wręcza wszystkim „bilety” z domina.

Po południu spędzamy miłe chwile na naszym terenie, a potem idziemy na krótki spacer polną drogą przy naszym ośrodku. Sebuś namiętnie poluje na kałuże – nie może przepuścić żadnej z nich! Pierwszy dzień z ciepłym, słonecznym popołudniem odczuwalnie poprawia nam humory.

Park Europejski.

Park Europejski.

Infotree, Litwa - Park Europejski.

Infotree, Litwa – Park Europejski.

Double Negative Pyramid, USA - Park Europejski.

Double Negative Pyramid, USA – Park Europejski.

Drinking Structure..., USA - Park Europejski.

Drinking Structure…, USA – Park Europejski.

Chair-Pool, USA - Park Europejski.

Chair-Pool, USA – Park Europejski.

Park Europejski.

Park Europejski.

Mobile Games, Litwa - Park Europejski.

Mobile Games, Litwa – Park Europejski.

Catch the Wind, RPA - Park Europejski.

Catch the Wind, RPA – Park Europejski.

Popołudnie w Ilankos Sodyba.

Popołudnie w Ilankos Sodyba.

7 lipca 2011, czwartek

Chwilami gorąco, chwilami konwekcyjne ulewy

Wycieczka do Trok (8:40-14:00)

Troki to żelazny punkt programu większości wycieczek po Litwie. Faktycznie, spotykamy tu bardzo wielu Polaków – zarówno turystów, jak i grup zorganizowanych. Czy warto tu przyjechać? – zdecydowanie tak – w Trokach każde miejsce pachnie historią, zamek na wyspie urzeka, wątek karaimski ciekawi, a atrakcje turystyczne są łatwo dostępne dla zwiedzających.

Zaczynamy zwiedzanie od spaceru ul. Karaimską, wzdłuż której rozlokowały się domki karaimów – wyznawców karaimizmu – religii wyłonionej z judaizmu na przełomie VII i VIII w. Karaimi rozproszyli się po świecie, do Trok zostali sprowadzeni w średniowieczu przez Wielkiego Księcia Witolda. Oglądamy XVIII-wieczną kienesę – karaimski dom modlitwy, odnajdujemy Muzeum Karaimskie. Na tym kończymy wątek karaimski – wędrujemy dalej. Oglądamy kościół z XV-XVIII w i pozostałości zamku lądowego (obecnie w odbudowie). Trasa naszego spaceru widzie urokliwym brzegiem trockiego jeziora. Wreszcie docieramy do kluczowego punktu programu – zrekonstruowanego Zamku na wyspie, zbudowanego w XIV w. przez Księcia Witolda. Zamek robi na nas ogromne wrażenie. Dolny zamek oglądamy głównie z zewnątrz, po górnym myszkujemy nieco dłużej. Tymo ochoczo wspina się po drewnianych schodach, Sebuś zażywa rozkoszy ziemskich, grzebiąc się w drobnych kamyczkach na podzamczu.

Planujemy zajść do karaimskiej restauracji na kibiny – rodzaj tradycyjnych karaimskich pierogów, ale w drodze łapie nas deszcz – dość długo przeczekujemy go pod drzewem,
w końcu, trochę mokrzy, rezygnujemy z restauracji.

Wracając, zahaczamy o Landwarów, gdzie oglądamy pałac Tyszkiewiczów (XIX), zbudowany w stylu gotyku angielskiego.

Wieczorem jeszcze mały spacer. Mieszkamy we wspaniale odludnej okolicy, wokół bociany i polne drogi.

Zmęczeni po intensywnie spędzonym dniu chłopcy zasypiają przed 20:00. I o to chodzi!

Troki - zamek na Jeziorze Galwe.

Troki – zamek na Jeziorze Galwe.

Ulica karaimska i domy Karaimów.

Ulica karaimska i domy Karaimów.

Kapliczka Św. Jana Nepomucena (XVII w).

Kapliczka Św. Jana Nepomucena (XVII w).

Brzegiem Jeziora Galwe.

Brzegiem Jeziora Galwe.

Zamek w Trokach XIV-XV w.

Zamek w Trokach XIV-XV w.

Zamek w Trokach

Zamek w Trokach

Na zamku w Trokach.

Na zamku w Trokach.

Pałac Tyszkiewiczów w Landwarowie XIX w.

Pałac Tyszkiewiczów w Landwarowie XIX w.

Drogi 'na jedno koło'.

Drogi ‚na jedno koło’.

Warmia – tydzień II

17 lipca 2010, sobota

Upał, 35 stopni

Wycieczka do Ostródy

Wizytę w Ostródzie zaczynamy od odwiedzenia XIV-wiecznego zamku krzyżackiego. Jest niecharakterystyczny, bez baszty, ale w środku znajduje się ciekawa ekspozycja. Karmimy Sebcia na nastrojowym dziedzińcu.

Potem chcemy wejść na wieżę kościoła ewangelickiego (pocz. XX), szczególnie napalony jest Tymuś, niestety, punkt widokowy okazuje się nieczynny. W przelocie robimy tylko zdjęcie kościołowi św. Dominika Savio (XIV, odbudowany). Potem urządzamy sobie uroczy spacer po deptaku nad Jeziorem Drwęckim i po molo, zakończony piknikiem na kocyku. Tymo dostaje śmiechawki, Seba też w szampańskim humorze, ochoczo wyrusza na poszukiwanie trawy.

Ostróda robi na nas bardzo dobre wrażenie. Nieodparcie przypomina nam Augustów. Zadbane centrum, molo, wyciągi dla narciarzy wodnych, łabędzie, statki i żaglówki… Niezwykle malownicze są też okolice Ostródy, szczególnie w rejonie Taborza – prześliczne lasy, miejsca biwakowe. Rezerwat Sosny Taborskie uznajemy za zeksplorowany z samochodu.

Po południu

Wszyscy troje pluskamy się w naszym jeziorze (Sebuś śpi w wózku). Tymo przerzucił się z dmuchanego smoka-żółwia na rękawki i dziarsko uczy się pływać.

Zamek krzyżacki (XIV w) w Ostródzie.

Zamek krzyżacki (XIV w) w Ostródzie.

Zamek krzyżacki (XIV w) w Ostródzie.

Zamek krzyżacki (XIV w) w Ostródzie.

Muzeum zamkowe.

Muzeum zamkowe.

Molo w Ostródzie (najdłuższe na Mazurach).

Molo w Ostródzie (najdłuższe na Mazurach).

Turysta Tymuś.

Turysta Tymuś.

Jezioro Limajno i my, odsłona VII.

Jezioro Limajno i my, odsłona VII.

18 lipca 2010, niedziela

22 stopnie, przed południem ulewa, potem pochmurno i wietrznie – w sumie miła odmiana od upałów

Rano ulewa, więc na śniadanie chodzimy na zmianę (Sebuś śpi w domu). Ok. 11:00 przyjeżdżają w odwiedziny Babcia i Dziadek i miło wspólnie spędziliśmy czas, spacerując po okolicy. Po obiedzie skwapliwie korzystamy z okazji do wyrwania się na spacer we dwoje do grodziska po drugiej stronie Jeziora Limajno. Przechodzimy ok. 9 km, okrążając Jezioro Limajno od strony Cerkiewnika.

Wieczorem robimy niezbędne pranie i planujemy kolejne wyprawy.

Swobodna.

Swobodna.

Okolice Cerkiewnika - grodzisko Kapelusz.

Okolice Cerkiewnika – grodzisko Kapelusz.

 Spacer na 'drogę ze szlabanem'.

Spacer na ‚drogę ze szlabanem’.

Spacer na 'drogę ze szlabanem'.

Spacer na ‚drogę ze szlabanem’.

19 lipca 2010, poniedziałek

22-25 stopni, małe chmurki na niebie

W związku z ochłodzeniem decydujemy się na wycieczkę do skansenu w Olsztynku. To wielka atrakcja dla dzieci w każdym wieku, dla nas też spacer po terenie skansenu to wielka przyjemność. Skansen jest wspaniale urządzony, rozciąga się na rozległym terenie, sprawia wrażenie żyjącej wsi (uprawiane pola, zwierzęta itp.).

Tymo wszystkim się żywo interesuje, chętnie słucha i bez problemu wytrzymuje cały spacer. Oczywiście wszystko przebija wspinaczka na wiatrak. Sebuś w większości w wózku i w chuście. Najbardziej interesuje go … trawa (zwłaszcza jak może ją badać na siedząco).

Wyjeżdżając z Olsztynka, podjeżdżamy pod zamek krzyżacki (obecnie przerobiony na szkołę), dawny kościół ewangelicki (teraz muzeum) i rynek z ratuszem (pocz. XX w.) i lwem.

Po południu, nie zważając na chłodniejsze powietrze, idziemy się kąpać. Woda nadal cudownie ciepła.

Skansen w Olsztynku - największy w Polsce.

Skansen w Olsztynku – największy w Polsce.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

'Dziadek mojego (Tymusia) kuzyna tramwaja'.

‚Dziadek mojego (Tymusia) kuzyna tramwaja’.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Na wiatrak!.

Na wiatrak!.

Skansen w Olsztynku.

Skansen w Olsztynku.

Dawny kościół ewangelicki (XIV w).

Dawny kościół ewangelicki (XIV w).

Zamek krzyżacki w Olsztynku (ob. szkoła).

Zamek krzyżacki w Olsztynku (ob. szkoła).

20 lipca 2010, wtorek

27 stopni, po południu powraca gorąco

Wycieczka do Głotowa k. Dobrego Miasta

Naszym celem jest Sanktuarium Najświętszego Sakramentu i Męki Pańskiej w Głotowie. Zwiedzamy barokowy kościół Najświętszego Zbawiciela (XVIII w.), ale przede wszystkim Kalwarię Warmińską, czyli zespół 14 neogotyckich (kon. XIX) kaplic drogi krzyżowej w dolinie rzeki Kwieli. Spacer po kameralnych dróżkach Kalwarii Warmińskiej skłania do głębszej refleksji, bardzo podoba się też chłopcom, głównie ze względu na ciekawe ukształtowanie powierzchni (my wiemy, że wiernie naśladuje ono jerozolimską drogę krzyżową).

Popołudnie

Tradycyjnie kąpiel w jeziorze. To żelazny punkt naszego programu.

Barokowy kościów w Głotowie (XVIII w).

Barokowy kościów w Głotowie (XVIII w).

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

Kalwaria Warmińska w Głotowie.

21 lipca 2010, środa

30 stopni, słonecznie

Wycieczka do Reszla

Rano Tymo, zapytany o to, jakie wyprawy lubi najbardziej, odpowiada, że długie. No to mamy długą wyprawę – dziś robimy ponad 140 km.

Warmińskie drogi są bardzo malownicze, choć wąskie i wymagające natężonej uwagi kierowcy. Dużo średniowiecznych kościołów.

Po drodze oglądamy „diabelski kamień” w Bisztynku. To drugi co do wielkości głaz narzutowy w Polsce; rzeczywiście robi wrażenie. Warto pofatygować się (dojazd b. słabo oznaczony…) i podjechać w to miejsce. Tymo biega dookoła głazu, Seba ze stoickim spokojem pozuje do zdjęć.

Potem już prosto do Reszla. Ta miejscowość jest ze wszech miar warta odwiedzenia. Pięknie zachowana starówka (wpisana na listę UNESCO), gotyckie mosty nad Sajną, XIV-wieczny kościół św. Piotra i Pawła (nieopodal niego rozkładamy się na kocyku na popas). Największą atrakcją turystyczną Reszla jest jednak zamek biskupów warmińskich (XIV-XVIII) z charakterystycznymi trzema wieżami. Na jedną z wież wspinają się M. z Tymem – Tyma nie zrażają strome, kręte i ciemne schody. Ale z niego dzielny turysta! Sebuś w tym czasie grzecznie czeka w wózku, z zapamiętaniem zjadając troczki od swojej czapki.

Wracając, zahaczamy o sanktuarium w Świętej Lipce. Niestety, znana barokowa (XVII) świątynia jest obecnie w remoncie.

Po południu wszyscy czworo pluskamy się w jeziorze.

'Diabelski kamień' w Bisztynku.

‚Diabelski kamień’ w Bisztynku.

Popas w Reszlu.

Popas w Reszlu.

Zamek biskupów warmińskich (XIV-XVIII w) w Reszlu.

Zamek biskupów warmińskich (XIV-XVIII w) w Reszlu.

Zamek biskupów warmińskich w Reszlu.

Zamek biskupów warmińskich w Reszlu.

Widok z zamkowej wieży na Reszel.

Widok z zamkowej wieży na Reszel.

Zamek biskupów warmińskich w Reszlu.

Zamek biskupów warmińskich w Reszlu.

Gotycki most (XIV w), Reszel.

Gotycki most (XIV w), Reszel.

Święta Lipka (XVII w).

Święta Lipka (XVII w).

Jezioro Limajno i my - odsłona XI.

Jezioro Limajno i my – odsłona XI.

22 lipca 2010, czwartek

34 stopnie, znowu upał i duszno

Wyprawa na Dylewską Górę (9:50-15:00, ok. 180 km w obie strony)

Po długich dywagacjach: jechać czy nie jechać, wyruszamy – nie możemy przepuścić okazji odwiedzenia najwyższego wzniesienia północno-wschodniej Polski. To morenowe wzniesienie ma 312 m wysokości.

Wybieramy dojazd „krótszą” trasą, przez lasy Parku Krajobrazowego Wzgórz Dylewskich od strony Dylewa – jest niewątpliwie bardzo ładnie, ale trochę błądzimy i w końcu robimy sobie popas w lesie w okolicy Jeziora Francuskiego. Po takim przerywniku wjeżdżamy w końcu od właściwej strony do Wysokiej Wsi. Samochodem wjeżdża się właściwie na szczyt Dylewskiej Góry, po zaparkowaniu robimy sobie jednak jeszcze spory spacer ścieżką dydaktyczną – zdobywamy właściwy szczyt, oglądamy kilka tablic edukacyjnych, zabawiamy chwilę na placu zabaw. Do powrotu do samochodu nakłaniają nas jednak coraz groźniejsze grzmoty i spadające pierwsze krople deszczu. Wracając, stwierdzamy, że PK Wzgórz Dylewskich to tereny wprost stworzone na rowery.

Po południu oczywiście kolejna kąpiel. Ale cudowne wakacje…

Park Krajobrazowy Gór Dylewskich.

Park Krajobrazowy Gór Dylewskich.

Na szczyt Dylewskiej Góry.

Na szczyt Dylewskiej Góry.

Na szczyt Dylewskiej Góry.

Na szczyt Dylewskiej Góry.

Szczyt Dylewskiej Góry.

Szczyt Dylewskiej Góry.

Ścieżką przyrodniczą na Dylewskiej Górze.

Ścieżką przyrodniczą na Dylewskiej Górze.

Ścieżką przyrodniczą na Dylewskiej Górze.

Ścieżką przyrodniczą na Dylewskiej Górze.

Jezioro Limajno i my - odsłona XII.

Jezioro Limajno i my – odsłona XII.

23 lipca 2010, piątek, dzień pożegnalny

Rano 28 stopni, potem pogoda się psuje i zaczyna padać

Poranna kąpiel

Dzień pożegnalny planujemy spędzić leniwie, na miejscu. Rano zaliczamy ostatnią kąpiel w Jeziorze Limajno. Jest bardzo przyjemnie. My przepływamy się po kilkaset metrów, chłopaki siedzą w wodzie ponad godzinę.

Tymuś i jego VIPy.

Tymuś i jego VIPy.

Pożegnanie z jeziorem Limajno.

Pożegnanie z jeziorem Limajno.

Pożegnanie z jeziorem Limajno.

Pożegnanie z jeziorem Limajno.

Chyba wraz z końcem naszego wyjazdu kończy się piękna pogoda – była chyba zamówiona, bo po południu już chmurzy się i zaczyna padać, prognozy zapowiadają też ochłodzenie. Po obiedzie planujemy pożegnalny spacer wzdłuż brzegów Jeziora Limajno, ale nasilający się deszcz krzyżuje nasze plany. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – dzięki temu szybciej pakujemy się do domu. Ogromnie żal nam wyjeżdżać. Wakacje udały się po prostu wspaniale. Słowo „Warmia” na pewno będzie budziło w nas na długo same pozytywne skojarzenia!

Na koniec kilka impresji z naszego ośrodka i okolicy.

Nasz ośrodek nad Jeziorem Limajno.

Nasz ośrodek nad Jeziorem Limajno.

Nasz ośrodek nad Jeziorem Limajno.

Nasz ośrodek nad Jeziorem Limajno.

Próba sprzętu pływającego.

Próba sprzętu pływającego.

Drzewo się do nas uśmiechało.

Drzewo się do nas uśmiechało.

Las otaczający Jezioro Limajno.

Las otaczający Jezioro Limajno.