Gdynia część I – z podwodnego świata do krainy kaktusów

15.01.2015, czwartek

Całkiem ładnie, ok. 5 st.

Wyjazd zaplanowaliśmy na wczesne popołudnie – Sebuś jeszcze dzisiaj w przedszkolu miał bal karnawałowy, na który bardzo chciał pójść. Był przebrany za króla i prezentował się naprawdę okazale.

Dzięki bardzo intensywnym wysiłkom podejmowanym od wczoraj wyrabiamy się z pakowaniem około południa. Babcia z Dziadkiem odbierają chłopców i po nakarmieniu Grzesia wyruszamy około 13:40.

Dzisiejsza droga przebiega w 95% autostradą, więc mija nam szybko i spokojnie. Chłopcy są świetnymi kompanami w podróży – i to wszyscy! Grześ ok. 2/3 czasu przesypia, a resztę grzecznie siedzi i rozgląda się, rozdając uśmiechy. Sebuś przesypia pierwszą część trasy, a potem miło trajkocze. Tymuś wspaniale pomaga kierowcy z nawigacją i dbaniem o oprawę muzyczną podróży. Słuchamy Czesława i Happysada, a chłopcy – nowej płyty Arki Noego.

Postój spędzamy u cioci i wujka w Nakonowie. Mamy pyszny obiad i miłe towarzystwo, a jednocześnie wspaniałe warunki do nakarmienia Grzesia, a M. do ściągnięcia mleka. Chłopcy bawią się zabawkami młodszego kuzyna,Grześ korzysta z wielkiej maty edukacyjnej – po prostu bajka! Dwie godziny mijają błyskawicznie.

Ostatni odcinek nieco się dłuży, bo podróż przebiega już w ciemności, ale bez problemów docieramy pod nasze „morskie wieże” na Hryniewickiego 6 w Gdyni.

Sea Towers w Gdyni

Tym razem zaszaleliśmy z noclegiem (po zniżkach nie było aż tak źle…). Wynajmujemy apartament Bornholm na 19. kondygnacji niższej z wież Sea Towers. Nasze lokum jest wygodne i przestronne, a sam budynek robi wrażenie. Szybko załatwiamy formalności, ale późna pora (dotarliśmy ok. 20:20) i konieczność położenia chłopców nie pozwalają nam delektować się widokami z okien, które są niewątpliwie największym atutem tej lokalizacji (ale i na to przyjdzie czas).

R. zalicza jeszcze sporą dawkę adrenaliny, z duszą na ramieniu wjeżdżając na parking podziemny pod Sea Towers – obawiamy się o uszkodzenie bagażnika dachowego w naszej bryce. Na szczęście mieścimy się z bagażnikiem, pomimo ograniczenia do 2 m wysokości – hurra! Pomimo dużego wysiłku z ledwością udaje nam się położyć chłopców i przynieść bagaże, o rozpakowaniu nie ma nawet mowy, i tak ledwo żywi kładziemy się spać przed pierwszą w nocy.

 

16.01.2015, piątek

Trochę pochmurno, ale z przebłyskami słońca, jakby było przedwiośnie…, do 8 st.

Za największe osiągnięcie dzisiejszego dnia uznajemy to, że z całą ferajną udaje nam się w końcu rozpakować i zadomowić w naszym mieszkanku. Miejsca wystarcza na wszystko i całkiem dobrze się zagospodarowujemy (trwało to prawie cały dzień z przerwami na spacery…)

Spacer wzdłuż Nabrzeża Prezydenta i dookoła Mola Południowego

Pierwsze nasze kroki kierujemy ku dwu znanym statkom – muzeom. Idąc wzdłuż Nabrzeża Prezydenta oglądamy ORP Błyskawica oraz Dar Pomorza. Niestety, o tej porze roku nie można ich zwiedzać, ale nawet z zewnątrz budzą nasz ogromny podziw. I widzimy je z naszych okien. Ale fajnie!

Bardzo śmieszy nas nazwa cumującego kilkadziesiąt metrów dalej Baru Pomorza, przerobionego ze starego kutra. Wrażeń dopełnia przycumowany na końcu nabrzeża majestatyczny Dar Młodzieży. Szczególnie zachwycają nas oba słynne żaglowce, nie mieliśmy jeszcze okazji oglądać ich z bliska – ich rozmiary naprawdę są imponujące. Chłopcom (zwłaszcza Tymusiowi) też podobają się statki.

Ruszamy na pierwszy spacer.

Ruszamy na pierwszy spacer.

Nasza Sea Towers widoczne niemal zewsząd.

Nasza Sea Towers widoczne niemal zewsząd.

Świetlna fontanna na Skwerze Kościuszki w dzień.

Świetlna fontanna na Skwerze Kościuszki w dzień.

Słynny ORP Błyskawica.

Słynny ORP Błyskawica.

Zasłużony Dar Pomorza. Jaki on duży!.

Zasłużony Dar Pomorza. Jaki on duży!.

Czy to nie piękne...

Czy to nie piękne…

Molo Południowe. W tle Sea Towers.

Molo Południowe. W tle Sea Towers.

Widać pomnik Conrada.

Widać pomnik Conrada.

Patrzymy, jakie statki cumowały w Gdyni.

Patrzymy, jakie statki cumowały w Gdyni.

Dopiero z pewnej odległości można docenić rozmiar żaglowców.

Dopiero z pewnej odległości można docenić rozmiar żaglowców.

Spiesz się, spiesz, Sebuniu.

Spiesz się, spiesz, Sebuniu.

Na główkach portu.

Na główkach portu.

Dalej zaglądamy jeszcze do portu jachtowego. O tej porze roku marina świeci pustkami. Chłopcy interesują się powyciąganymi na brzeg jachtami, a raczej ich „brzuchami” – balasty i stery, których normalnie nie można zobaczyć, zaciekawiają nas wszystkich.

Wracając, próbujemy dodzwonić się do restauracji serwującej dania na wynos, bo kiszki grają już nam marsza z głodu. W końcu zamawiamy obiad (nie-pizzę) w pizzerii Anker i jesteśmy bardzo zadowoleni. Możliwość zamówienia dobrego domowego jedzenia jest wspaniała, jeżeli ma się pod opieką niemowlę. Możemy jeść, a w międzyczasie spokojnie karmić młodego, ściągać mleko itp… Cena też nie jest wygórowana, za niespełna 70 zł mamy dużo jedzenia, którego resztki zostają nam jeszcze na kolację.

Wieczorny spacer

Postanawiamy jeszcze przegonić trochę chłopców i idziemy wieczorem na niedługi spacer. Robimy kółeczko pobliskimi ulicami, m.in. Władysława IV i Armii Krajowej. Przy okazji robimy małe zakupy i oglądamy bardzo ładny nowoczesny budynek Teatru Muzycznego. Starszym chłopcom bardzo podoba się fontanna ze światełek na Skwerze Kościuszki.

Świetlne fontanny na Skwerze Kościuszki w nocy.

Świetlne fontanny na Skwerze Kościuszki w nocy.

Grześ powoli aklimatyzuje się w nowym miejscu, jest trochę bardziej marudny niż zwykle, łatwiej też dekoncentruje się przy jedzeniu. Ogólnie należy mu się jednak piątka z plusem – dopasowuje się do naszej rodziny obieżyświatów!

Sea Towers by Tymo.

Sea Towers by Tymo.

 

17.01.2015, sobota

Rano deszczowo, potem przejaśnia się i ochładza, ok. 4 st.

Poranne opady i zapowiedzi lepszej pogody na kolejne dni skłaniają nas do wybrania na dzisiaj „zadaszonej” atrakcji.

Muzeum Oceanograficzne i Akwarium Morskie

Rozlokowana na czterech kondygnacjach ekspozycja przyciąga uwagę wszystkich. To atrakcja zdecydowanie warta odwiedzenia z dziećmi! Na dwie godziny można zapomnieć o pogodzie na zewnątrz i przenieść się w świat egzotycznych rybek i raf koralowych, a także pogłębić informacje o bałtyckiej faunie i florze. Z ekspozycji muzealnej zaciekawiają nas prezentacje różnych sposobów połowu, konstrukcje platform wiertniczych oraz fauna morska, w tym zwłaszcza olbrzymi jesiotr złowiony u ujścia Wisły w ubiegłym stuleciu.

Pędzimy do gdyńskiego akwarium.

Pędzimy do gdyńskiego akwarium.

Wchodzimy do środka.

Wchodzimy do środka.

Zaczynamy od ekspozycji dydaktycznej.

Zaczynamy od ekspozycji dydaktycznej.

Żółw pozował jak prawdziwy model.

Żółw pozował jak prawdziwy model.

Te trzy okazy wydały się nam znajome.

Te trzy okazy wydały się nam znajome.

Ciekawa jest też niewielka ekspozycja dotycząca Bałtyku (na trzecim piętrze, niestety bez windy). Interaktywna makieta całego akwenu na dłuższą chwilę zajmuje uwagę chłopców. Z ciekawością włączają podświetlenia poszczególnych wysp, głębin czy zatok Morza Bałtyckiego. Odnajdujemy znane nam z estońskich wakacji wyspy – Saaremę i Muhu. Z gablotek rozmieszczonych dookoła sali dowiadujemy się, jak nazywają się mieszkańcy najpopularniejszych bałtyckich muszelek.

Za siedmioma morzami, za siedmioma górami, czyli makieta dna Bałtyku.

Za siedmioma morzami, za siedmioma górami, czyli makieta dna Bałtyku.

Zdecydowanie najciekawsza jest jednak część akwarystyczna. Uwagę na długo przykuwają dziesiątki akwariów wypełnionych arcyciekawymi mieszkańcami słodko- i słonowodnych akwenów z całego świata. Nawet Grześ noszony w chuście przez M. ciekawie spogląda na wodne stworzenia.

Chłopcy zauważają oczywiście ulubioną „rybkę Nemo”, czyli błazenka. Ciekawią ich jednak też inne okazy morskiej fauny, w tym szczególnie żółwie wodne i rozgwiazdy. Z ciekawością przyglądamy się karmieniu krokodyla, z podziwem patrzymy na ogromną anakondę.

Oglądamy rafę koralową - bez nurkowania!.

Oglądamy rafę koralową – bez nurkowania!.

Grześ nawet mówił 'bul' 'bul'.

Grześ nawet mówił ‚bul’ ‚bul’.

Trudno się zdecydować, która rybka nam się najbardziej podoba.

Trudno się zdecydować, która rybka nam się najbardziej podoba.

Jeżowiec kontrastuje z tropikalnymi rybkami.

Jeżowiec kontrastuje z tropikalnymi rybkami.

To jedna z naszych ulubionych rybek.

To jedna z naszych ulubionych rybek.

Z tyłu czai się olbrzymia anakonda.

Z tyłu czai się olbrzymia anakonda.

Akwarium to po prostu żelazny punkt programu podczas zwiedzania Gdyni!

Wracając, znowu zamawiamy obiad przez telefon. Tym razem chłopcy namawiają nas na pizzę. Zjadamy trzy duże, poprawiając surówkami, a na kolację zostaje nam jeszcze gracka sałatka z fetą. Wszystko za niespełna 60 zł – niech żyje pizzeria Anker!

Spacer do serca gdyńskiego portu

Zaraz po ogarnięciu wszystkiego ruszamy na dłuższy spacer w kierunku głównej części portu. Tym razem odkrywamy inne oblicze Gdyni. Idziemy najpierw wśród popeerelowskich bloków, na których ścianach podziwiamy wiele naprawdę ciekawych murali. A dalej idąc między innymi ulicą Wendy (założyciela gdyńskiego portu – nie mylić z Wendy „od” Piotrusia Pana, którego właśnie czytamy:) wchodzimy w tajemniczy świat portowych zakamarków.

Bocznice i przejazdy kolejowe, dźwigi portowe, wielkie statki i zapomniane magazyny w świetle zachodzącego słońca tworzą scenerię niczym z dobrego kryminału i pozostawiają niezapomniane wrażenia. Przechodzimy obok Kapitanatu Portu, Pomnika Ludzi Morza i Muzeum Emigracji w budynku dawnego Dworca Morskiego.

Wieczorny spacer - między Basenem Węglowym i Basenem Wendy.

Wieczorny spacer – między Basenem Węglowym i Basenem Wendy.

Najbardziej zapada nam w pamięć widok z Nabrzeża Portowego, które jest doskonałym punktem widokowym na całe wnętrze portu. Wszystko wspaniale prezentuje się przy gasnącym świetle dnia. Dodatkowego smaczku dodaje widok na Port Wojenny Oksywie i groźnie wyglądające okręty wojenne.

Widok na Kanał Portowy.

Widok na Kanał Portowy.

Widok na Port Wojenny Oksywie.

Widok na Port Wojenny Oksywie.

Chłopcy są wspaniałymi piechurami, przechodzą prawie 5 kilometrów w niewiele ponad godzinę. Sebuś jest bardzo zainteresowany znakami drogowymi, chętnie gra też w gry słowne. Z Tymusiem można pogadać jak ze starym. A Grzesio… oczywiście całą drogę śpi.

Wieczorem codzienne ogarnianie zajmuje nam czas prawie do północy, zwłaszcza, że Grześ nie bardzo chce zasypiać i towarzyszy nam do 23:00. Czasami mamy już dość tych wszystkich obowiązków…

 

18.01.2015, niedziela

Piękny dzień, od rana świeci słońce, do 3 st.

Świt z naszego okna.

Świt z naszego okna.

Według pierwotnych planów mieliśmy jechać na spacer do Gdańska – w niedzielę byłby zapewne mniejszy ruch samochodowy w mieście – ale poranne ogarnianie dzieciaków, dawanie leków, karmienia Gisia i ściąganie mleka zajmują niebotycznie dużo czasu – ani się oglądamy, jest już 10:30 i zbliża się pora kolejnego karmienia Grzesia, które zazwyczaj łatwe nie jest. Zmieniamy więc plany na spacer w okolice Klifu Orłowskiego. I dobrze, bo pogoda jest piękna, a przechadzka plażą w pełnym słońcu to po tygodniach zimowej szarugi nie lada frajda!

Podjeżdżamy samochodem do dzielnicy Orłowo, znanej z niewielkiego molo – idealnego punktu widokowego na klif. Na miejscu zaskakują nas tłumy ludzi – trudno znaleźć miejsce do zaparkowania, a samo molo przypomina stopniem zatłoczenia Krupówki w sezonie. Ale gdy stanie się blisko barierek i patrzy na morze, o ścisku można zapomnieć.

Chłopaki pierwszy raz widzą plażę zimową porą. Sebuś zupełnie szczerze pyta, czy będzie mógł na chwilę wejść do wody. Grześ w wózku – jak to zazwyczaj na spacerach – śpi, nieświadomy wszystkich odwiedzanych atrakcji. Tymo, korzystając z aplikacji na swojej komórce, skrupulatnie liczy kilometry pokonywane na kolejnych spacerach.

Urządzamy sobie spacer do końca mola. Strome brzegi Kępy Redłowskiej, szerzej znane jako Klif Orłowski, stanowią piękny plener fotograficzny i zachęcają do dalszego spaceru. Po zejściu z molo postanawiamy więc przejść się do podnóży klifu. Najpierw chodnikiem, po drodze mijając domek Stefana Żeromskiego, w którym pisarz zatrzymywał się podczas wizyt nad morzem, potem wąską, malowniczą plażą docieramy do celu. M. ze starszymi chłopcami decydują się też zahaczyć o punkt widokowy na szczycie klifu, R. z Gisiem spacerują po plaży. Krótki w zamyśle wypad rozrasta się niespodziewanie – ekipa oddelegowana do ataku szczytowego myli drogi i zamiast iść prosto na szczyt klifu, błądzi trasami spacerowymi po Kępie Redłowskiej. Ale nie ma tego złego – spacer w otoczeniu pięknego bukowego lasu, z prześwitującymi zza drzew widokami na morze wynagradza nasz wysiłek. A na punkt widokowy i tak w końcu dochodzimy – i dobrze, bo warto!

Molo w Gdyni-Orłowie.

Molo w Gdyni-Orłowie.

Molo w Gdyni-Orłowie.

Molo w Gdyni-Orłowie.

Klif Orłowski.

Klif Orłowski.

Klif Orłowski.

Klif Orłowski.

Klif Orłowski.

Klif Orłowski.

A teraz obejrzyjmy to z góry...

A teraz obejrzyjmy to z góry…

Piękna buczyna na Kępie Redłowskiej.

Piękna buczyna na Kępie Redłowskiej.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Widoki z Klifu Orłowskiego.

Po powrocie do samochodu wszystkim nam mocno już w brzuchach burczy. Jeszcze z drogi zamawiamy więc sprawdzony w dwóch ostatnich dniach obiad na telefon – to rewelacyjne udogodnienie, zwłaszcza na wakacjach z kilkumiesięcznym towarzyszem.

Po obiedzie i nakarmieniu Grzesia wybieramy się na drugi spacer od plaży Śródmieście do Plaży Redłowo. Wokół dużo spacerowiczów – jak na niedzielne popołudnie przystało. Piękne spokojne morze, widok na gdyński port, malownicza pora zmierzchu, ładna promenada wzdłuż morza – spacer mamy wyjątkowo przyjemny. Doceniamy krzepę chłopaków –z łatwością przechodzimy szybkim tempem 5 km bez usłyszenia najmniejszej skargi z ich strony!

Spojrzenie na południowe wejście do portu w Gdyni.

Spojrzenie na południowe wejście do portu w Gdyni.

Popołudniowy spacer - przed nami Kępa Redłowska.

Popołudniowy spacer – przed nami Kępa Redłowska.

Widok z końca Bulwaru Nadmorskiego na okolice portu.

Widok z końca Bulwaru Nadmorskiego na okolice portu.

Wieczorem dzieciaki wcale nie mają dosyć – zamiast siąść i odpocząć, bawią się w skoki z rozbiegiem na materac na ich łóżku. Z uśmiechem słuchamy ich paplania o cudach w stylu „bongo doładowania”.

Wieczorem ogarniamy chłopaków i Gisia. Młodemu chyba rosną zęby – ślini się na potęgę i znów marudzi przy karmieniu. Szkoda, że zostaje nam tak niewiele czasu dla siebie – ot, uroki wyjazdu z dziećmi. Ale oglądając zdjęcia, widać tylko wersję demo – i taka też zapisuje się w naszej pamięci – na szczęście!

 

19.01.2015, poniedziałek

Pochmurno i chłodno, do 2 st.

Kaktusiarnia w Rumii

Wstępnie planowaliśmy wyjazd do Sopotu, ale widząc gromadzące się chmury, zmieniliśmy plany. Postanowiliśmy zrobić chłopcom frajdę i odwiedzić wystawę kaktusów. Zaintrygowaliśmy ich, zapowiadając, że na wyprawie będzie dużo kolców i będzie można kupić pamiątki… w dodatku żywe! Po namyśle, odpowiednio podpuszczeni stwierdzili, że pewnie chodzi o… jeżowce!!!

Na szczęście po dojeździe do gospodarstwa ogrodniczego w Rumii nie rozczarowali się. W sporej szklarni spędziliśmy blisko godzinę, a chłopcy ani przez chwilę się nie nudzili. Z zachwytem przemierzali chodniczki pomiędzy rzędami kaktusów i innych sukulentów, podziwiając różnorodność form tych roślin.

Bardzo miła gospodyni wprowadzała nas w tajniki hodowli tych tylko z pozoru mało wymagających roślin. Dowiedzieliśmy się między innymi, że aby kaktusy i sukulenty zakwitły, muszą mieć w ciągu roku „porę suchą” z niższą temperaturą i bez podlewania. Nasze odwiedziny przypadły właśnie w tym okresie, dlatego praktycznie nie zobaczyliśmy kwitnących roślin. Pozytywem tej sytuacji był brak konieczności zdejmowania zimowego stroju, co było wygodne, szczególnie w przypadku Grzesia, który po chwili leżenia w wózku obudził się i dołączył do zwiedzających.

Zgodnie z zapowiedziami pozwoliliśmy chłopcom wybrać sobie po jednej żywej pamiątce. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Ostatecznie zakupiliśmy aż siedem roślinek, w tym prezenty dla Babci i Dziadka na ich nadchodzące święta.

Kaktusiarnia w Rumii.

Kaktusiarnia w Rumii.

Tysiące gatunków sukulentów.

Tysiące gatunków sukulentów.

Sebuś zastanawia się, co kupić na pamiątkę.

Sebuś zastanawia się, co kupić na pamiątkę.

Rozmaitość roślin przyprawia o zawrót głowy.

Rozmaitość roślin przyprawia o zawrót głowy.

Kaktusowy zawrót głowy.

Kaktusowy zawrót głowy.

Są i większe okazy.

Są i większe okazy.

Żeby tylko nie kiwnąć się do boku...

Żeby tylko nie kiwnąć się do boku…

To będzie mój kaktusik!.

To będzie mój kaktusik!.

Po lewej stronie część kolekcjonerska.

Po lewej stronie część kolekcjonerska.

Po południu ponownie zamówiliśmy obiad na telefon. Niezmiennie jesteśmy zadowoleni z takiej możliwości!

Spacer na Kamienną Górę

Jeszcze za dnia ruszamy na kolejny spacer po okolicy. M. wypatrzyła w przewodniku, że warto odwiedzić ekskluzywną willową dzielnicę, wznoszącą się na morenowym wzniesieniu nad centrum Gdyni. I rzeczywiście wspinaczka stromymi uliczkami Kamiennej Góry okazuje się bardzo przyjemna.

Kluczymy po ulicach tak, aby uniknąć wchodzenia po schodach. Po drodze oglądamy wiele nowoczesnych i starszych rezydencji bogatych gdynian. Nieco zmęczeni, po pokonaniu ponad 50 metrów różnicy wzniesień, docieramy na szczyt, skąd rozpościera się imponujący widok na port i wody Zatoki Gdańskiej.

Ze wzgórza schodzimy w przeciwnym kierunku, tak aby zejść pod koniec Bulwaru Nadmorskiego. Dzięki temu powrotna droga to miły spacer wzdłuż morza. Dzisiaj promenada jest o wiele mniej zatłoczona, co pozwala delektować się spokojem i szumem fal.

I tak mimochodem w półtorej godziny pokonaliśmy ponad pięć kilometrów. To nasz najdłuższy spacer na wyjeździe – a chłopcy nie okazali ani odrobiny zmęczenia! Bardzo cieszy nas ich zamiłowanie do pieszej włóczęgi.

Popołudniowy spacer - spotkaliśmy nawet Zawiszę Czarnego!.

Popołudniowy spacer – spotkaliśmy nawet Zawiszę Czarnego!.

ORP Błyskawica z drugiej strony.

ORP Błyskawica z drugiej strony.

Muzeum Miasta Gdyni.

Budynek Muzeum Miasta Gdyni.

Panorama Gdyni z dzielnicy Kamienna Góra.

Panorama Gdyni z dzielnicy Kamienna Góra.

 

20.01.2015, wtorek

Cały dzień sypie lub prószy śnieg, ok. 0 st, ale wrażenie zimna potęguje silny wiatr

Nie dość, że dzisiaj w nocy Grześ zupełnie nie dał nam spać, a od wczoraj oboje jesteśmy przeziębieni, to jeszcze pogoda za oknem nie nastraja do długich spacerów. Prawdziwa śnieżyca z silnym wiatrem. W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak wyjazd do atrakcji, która będzie przykryta dachem…

Centrum Nauki EXperyment

Tym razem w wyprawie nie towarzyszą nam M. i Grześ, który jest dzisiaj trochę niewyraźny, więc stwierdzamy, że lepiej, żeby został w domu.

Gdyński EXperyment to dobrze zorganizowane, profesjonalne centrum nauki. Powstało w 2013 r. w kompleksie Pomorskiego Parku Naukowo-Technicznego. Parkujemy na podziemnym, płatnym parkingu i wchodzimy wprost do kas.

Centrum jest bardziej kameralne niż warszawski „Kopernik”, ale dzięki temu łatwiej je ogarnąć. To po prostu jedna ogromna sala, w której wszystkiego można (a nawet trzeba) dotknąć i samemu zbadać. Część zadań jest podobna do tych, które znamy z CNK, ale są też inne.

Wiele eksperymentów jest związanych z wodą (trzeba trochę uważać, żeby dzieciaki nie zmoczyły się dokumentnie), po kilka również związanych z innymi dziedzinami fizyki, m.in. falami i dźwiękami (chłopcom podoba się słuchanie zębami i łokciami). Duża część ekspozycji jest związana z ludzkim ciałem (Sebusia zaciekawia interaktywny model krążenia wody w organizmie). Wiele eksperymentów dotyczy też szeroko pojętej biologii.

Z pozoru niewielka przestrzeń (właściwie jedna sala oraz obok sala wystaw czasowych) mieści bardzo różnorodne eksperymenty i po ponad dwóch godzinach wychodzimy bez chwili nudy! A nawet z pewnym niedosytem, bo nie udało się spróbować wszystkiego… Chłopcy zadziwiająco dużo zapamiętali, co okazało się, gdy na zmianę przy wspólnym obiedzie (znowu na telefon… trochę już kończy nam się wena w wyborze pozycji z menu…) zdawali M. relację ze swoich odkryć.

Centrum Nauki Eksperyment.

Centrum Nauki Eksperyment.

Energia biegnącego Sebusia wyrzuca wodę do góry.

Energia biegnącego Sebusia wyrzuca wodę do góry.

Tymo robi wir wodny.

Tymo robi wir wodny.

Różne ciecze, różne bąbelki.

Różne ciecze, różne bąbelki.

Słuchamy dźwięków ... zębami i łokciami.

Słuchamy dźwięków … zębami i łokciami.

Można zobaczyć głos!.

Można zobaczyć głos!.

Pan Kulka wita nowych gości.

Pan Kulka wita nowych gości.

Jak by się twarze dobrze nałożyły, wyszedłby braciany mix!.

Jak by się twarze dobrze nałożyły, wyszedłby braciany mix!.

Krążenie wody w ... człowieku.

Krążenie wody w … człowieku.

Odkrywamy sekrety kubków smakowych.

Odkrywamy sekrety kubków smakowych.

Jak chomik.

Jak chomik.

Ciekawe, które mięśnie właśnie się ruszają.

Ciekawe, które mięśnie właśnie się ruszają.

 Interaktywne gry zajmowały chłopaków na długo.

Interaktywne gry zajmowały chłopaków na długo.

Jak ten Sebuś urósł, czyli pokój Amesa.

Jak ten Sebuś urósł, czyli pokój Amesa.

Kącik dla maluszków. Tylko Grzesia brakuje.

Kącik dla maluszków. Tylko Grzesia brakuje.

Jeżeli ktoś chce spędzić miło i ciekawie trochę czasu z dziećmi, to EXperyment jest zdecydowanie właściwym adresem. Polecamy!

Zimowy spacer po Gdyni

Dzisiejsza pogoda nie zachęca do długich pieszych wypraw, ale jakoś nie bardzo możemy wysiedzieć w domu… Już po zmroku (chłopcy musieli chwilę odsapnąć po nadmiarze wrażeń) ruszamy więc na spacer.

Kierujemy się wprost na plażę, gdzie kuląc się z zimna, podziwiamy spienione fale wpadające na zaśnieżony piaszczysty brzeg. Potem ruszamy w poszukiwaniu sklepu na uzupełniające zakupy. Z braku dobrego zaopatrzenia w mniejszych sklepach lądujemy w Piotrze i Pawle w centrum handlowym Batory. Robimy szybkie zakupy i ruszamy w powrotną drogę.

Grześ czuje się już wyraźnie lepiej, więc nasze własne nienajlepsze samopoczucie nie martwi nas tak bardzo… Kto ma dzieci, ten ma… wirusy…