Ośrodek narciarski Dachstein West

Narty w ośrodku Dachstein West

W skład ośrodka Dachstein West (szczegóły tutaj) wchodzą trzy rejony narciarskie: Gosau, Russbach i Annaberg. Dziś odwiedzamy pierwszy z nich z najdłuższą niebieską trasą – rodzinna nartostrada ma aż 4 km długości i pokonuje na tym dystansie 800 m różnicy wzniesień.

W Dachstein West narciarze mają do dyspozycji łącznie 75 km oznakowanych tras na wysokości od ok. 700 do 1600 m n.p.m. Ośrodek oferuje trasy o różnych stopniach trudności, jednak najwięcej możliwości wyboru będą mieli narciarze średniozaawansowani. Dla nas równie ważne jak warunki narciarskie są jednak walory widokowe, a tego ośrodkowi Dachstein zdecydowanie odmówić nie można. Piękne wysokogórskie otoczenie pasma Tennengebirge, podobnego wysokością do naszych Tatr, i szerokie widoki na masyw Dachstein to zdecydowanie jeden z powodów do odwiedzenia Dachstein West. Szkoda, że trasy nie są wieczorem oświetlane – tryb dzienna wycieczka + wieczorne szusowanie zdecydowanie najbardziej by nam odpowiadał.

30 grudnia 2017, sobota

Ranek ładny i mroźny, z widokami; po południu opady mokrego śniegu

Przyjeżdżamy rano po śniadaniu i od razu kierujemy się do największej gondoli – Panorama Jet Zwieselalm. Trasa zjazdowa jest długa i widokowa, i  – co najważniejsze – stosunkowo łatwa, czyli dostępna dla naszego najmłodszego narciarza – Sebusia.

Ośrodek narciarski Dachstein West

W panoramie wyróżnia się Donnerkogel i inne szczyty Salzburskich Dolomitów.

Jedziemy w górę najdłuższą gondolą Panorama Jet Zwieselalm.

Górna stacja na wysokości 1620 m.

Zakładamy narty i ruszamy – przed nami 4 km zjazdu!

Górny odcinek trasy jest wyjątkowo piękny widokowo.

To idealna trasa na rodzinne szusowanie.

Trzymamy się niebieskiej trasy oznaczonej numerem 9.

Piękna sceneria Salzburskich Dolomitów

Grześ, niestety, jeszcze nie jeździ na nartach, więc – chcąc nie chcąc – musimy  się rozdzielić. R. zostaje z nim na dole, wydeptując śniegowe ścieżki i zajmując się temu podobnymi porywającymi rzeczami, a M. ze starszymi chłopcami wskakują w narty i na górę! Tymo śmiga już sam we własnym tempie, więc macha do nas i zjeżdża na dół, a M. z Sebusiem wolniutko suną na dół. Niebieska trasa niebieską trasą, ale długość zjazdu (4 km!), wysokogórskie otoczenie i przewyższenie do pokonania (800 m) dostarczają naszemu zuchowi sporej dawki adrenaliny. Jesteśmy bardzo dumni z Sebusia, że tak sobie dobrze poradził na prawdziwej alpejskiej trasie! Przez półtorej godziny M. i S. udaje się zjechać z góry raz (potem M. wyskakuje jeszcze raz na samotny szybki przejazd), Tymo w tym czasie zalicza trzy rundki.

W czasie. gdy reszta jeździ na nartach, R. zajmuje się bardziej przyziemnymi rzeczami.

Grześ jest bardzo zadowolony, R. pewnie mniej…

Czasami zdarzają się większe atrakcje – Grześ zaraz pojedzie na wyciągu taśmowym!

Czasem mniejsze… Tym razem Grześ z R. myszkuję w okolicach trasy narciarstwa biegowego.

Chłopakom udało się za to ulepić TAKIEGO WIELKIEGO bałwana!

No dobra, tak naprawdę był taki duży:)

Po szybkim obiedzie w domu (budżetowo pichcimy sobie sami) zmiana zespołów i zadań. Tym razem M. z Sebusiem i śpiącym Grześkiem zostają w domu, a R. z Tymem wybierają się na narty. Pierwotnie chcą jechać gondolą Panorama Jet Zwieselalm, ale pechowo akurat ma awarię zasilania, podjeżdżają więc samochodem na obok położone wyciągi krzesełkowe Hornspitz-Express I oraz II (łącznie niecałe 700 m przewyższenia, ponad 3 km trasy). Trasa przyjemna, czerwona średniozaawansowana, niestety po południu miejscami jest już mocno zmuldzona. Warunki  jazdy utrudnia też padający coraz mocniej mokry śnieg. Mimo to popołudniowy wyjazd na narty chłopaki zaliczają do bardzo udanych – przez cały dzień Tymo przejechał ponad 20 km na nartach!

Popołudniowe narty na trasie Hornspitz-Express

Najprzyjemniejszy jest ostatni zjazd przy zapadającym zmroku.

Trasa zaczyna się z Gosau.

Pod nogami mgły nam płyną jak rzeka.

Na takie chwile warto czekać!

W drodze powrotnej chłopaki zatrzymują się jeszcze na szybkie zakupy uzupełniające w Gosau.

Wieczorem czeka na nas jeszcze jedna atrakcja – psuje nam się światło w łazience. I lampa, i żarówka zdecydowanie mają już swoje lata, więc naprawa idzie opornie. Zawsze to jednak okazja do pointegrowania się z naszą gospodynią (i jej synem😊)

Postalm – największa górska hala w austriackich Alpach

Postalm – piękne miejsce na zimowy górski spacer i wieczorne narty w Gosau

W polskich przewodnikach próżno szukać informacji o Postalm. Jedynie na stronach opisujących ośrodki narciarskie można znaleźć suchą wzmiankę o ilości tutejszych wyciągów. Nic poza tym. A to piękny płaskowyż, na którym wytyczono zimowe szlaki piesze i narciarskie, są tu też trasy zjazdowe i kilka schronisk. Postalm to największa górska hala w austriackich Alpach. Wokół przepiękne górskie krajobrazy. Czego chcieć więcej? Zimowe trasy piesze są łatwe i w sam raz nadają się na rodzinną wycieczkę.

29 grudnia 2017, piątek

Dzisiaj rozpogadza się i mamy piękną mroźną zimę, -8 st.

Piękna pogoda i założone wczoraj łańcuchy na kołach😉 skłaniają nas do wybrania na dzisiejszy cel położonego wysoko w górach Postalm. Sam dojazd do tego miejsca jest wart wysiłku. Dostaniemy się tu płatną (10 Euro) drogą Postalmstrasse, prowadzącą z okolic wioski Voglau w kierunku Strobl i St. Wolfgang. Trasa pokonuje ponad 600 m przewyższenia, po drodze ukazując nam pięknie cały postrzępiony masyw Tennengebirge. Po uiszczeniu opłaty (w automacie, trochę podobnym do parkingowego, z unoszonym szlabanem) wjeżdżamy na spory płaskowyż. Po chwili dojeżdżamy do ogromnego parkingu, na którym zatrzymują się narciarze wybierający trasy zjazdowe (dużo łatwych, rodzinnych wyciągów z dala od cywilizacji). My dziś jedziemy dalej w kierunku Strobl. Na skrzyżowaniu skręcamy w lewo i dojeżdżamy na parking P3 (dalej jechać się nie da). Tutaj jest nieco mniej samochodów, parkują tu głównie narciarze biegowi (w okolicy jest około 20 km tras dla sympatyków tego sportu!).

Przejazd Postalmstrasse dostarcza fantastycznych przeżyć – jest przepięknie.

Droga jest płatna 10 euro za samochód osobowy.

Dotarliśmy do rejonu Postalm. Parkujemy na parkingu P3.

Termometr w samochodzie pokazuje -2 st., ale na zewnątrz pomimo świecącego słońca jest naprawdę chłodno. Sprawnie ruszamy więc trasą spacerową (Wanderweg) w prawo (na północ). Zaskakuje nas spora ilość ludzi (w tym narciarzy biegowych, ich trasy dopiero są przecierane przez ratrak po wczorajszych opadach śniegu). Sama trasa nie jest zbyt wygodna, bo śnieg jeszcze nie został dobrze ujeżdżony przez ratraki i przy każdym kroku „mielimy” biały puch, trochę boksując w miejscu. Ale co to dla nas! Idziemy w górę, podziwiając okoliczne szczyty, raz ukrywające się w cieniu, a raz pięknie oświetlone zimowym słońcem.

Ruszamy przed siebie zimową trasą spacerową.

W okolicy jest też kilka wyciągów oraz trasy dla narciarzy biegowych.

Chłopcy są raczej mało zainteresowani widokami. Bardzo kręci ich natomiast ponadmetrowa pokrywa śnieżna po obu stronach naszej trasy… Ogromne połacie dziewiczego śniegu i troje niewybieganych dzieciaków. Taak, to się musiało tak skończyć. Starsi chłopcy znaczną część drogi brodzą w śniegu po kolana lub po pas, kopiąc zawzięcie jabłuszkami tunele, dziury itp. Są przy tym niebywale zadowoleni. Grześ również najchętniej poszedłby w ich ślady, tylko wtedy nigdzie byśmy nie doszli, więc ograniczamy się do wpuszczania go w zaspy co kilkadziesiąt metrów (przy kolejnych „niebieskich patyczkach”😊). Niesamowicie przydatne okazały się zakupione kilka miesięcy temu stuptuty dla chłopców. Dzięki nim śnieg nie nasypywał im się do butów i mogli bezkarnie hasać do woli w śnieżnych zaspach!

Największą atrakcją dla chłopców jest oczywiście śnieg.

Grzesiowi też bardzo podoba się takie wchodzenie zaspy.

Co może być lepszego niż wspólny zimowy spacer?

Rejon Postalm to płaskowyż otoczony strzelistymi szczytami.

Trasa nie pokonuje dużych przewyższeń, a prowadzi na sporej wysokości.

Cały czas towarzyszą nam wspaniałe widoki – co poniektórzy tylko patrzą się wciąż pod nogi…

Schronisko Wiesler Hütte – droga przechodzi tuż obok niego.

Planowaliśmy zrobić ok. 5-kilometrową pętlę, zaglądając po drodze do schroniska Schafbergblickhütte. Ostatecznie docieramy tylko do Wieslerhütte, bo z takimi rozrywkami tempo mamy beznadziejnie wolne, zaczynamy też trochę marznąć, czekając ciągle na Grzesia i chłopców, kopiących swoje tunele…

Schronisko Wieslerhütte okazuje się sympatyczną bacówką z dwoma niewielkimi izbami. Każda z tych izb mieści po 2-3 stoliki dla gości. Jemy zupę gulaszową z parówkami i coś w rodzaju knedli z pieczonym mięsem, sosem i kapustą. Jedzenie dobre, choć oczywiście niezbyt tanie (prawie 50 euro za dwie sycące zupy i dwa drugie dania oraz 4 herbaty, ale nie mieliśmy alternatywy na obiad…).

Bacówka jest niewielka

…ale przytulna – i można zjeść coś ciepłego!

Schronisko ma nawet własny punkt widokowy.

Zaspy śniegu większe od Grześka.

W powrotnej drodze przyświeca nam jeszcze piękniejsze słoneczko. Z zazdrością patrzymy na śmigających po okolicznych pagórkach narciarzy biegowych i pojedynczych skitourowców zdobywających nieco wyższe wzniesienia. Ale chętnie byśmy się tak intensywniej poruszali! Pomarzyć warto, ale tymczasem brodzimy sobie coraz bardziej rozdeptaną trasą w stronę naszej czerwonej bryki, ćwicząc cierpliwość przy każdej większej zaspie, do której muszą wejść młodsi turyści. W myślach dziękujemy naszej gospodyni, która zachęciła nas do wybrania się właśnie na ten spacer ze względu na piękne, wysokogórskie otoczenie.

Na śniegu żaden ślad nie pozostaje niezauważony.

Okoliczne wzniesienia są idealnym celem dla skitourowców.

Śnieg to, czy piaskowa zaspa?

Wracamy – Wiesler Hütte zostaje za nami

Chłopcy w tym czasie zaliczają własną polarną ekspedycję.

Wszystkie chwyty dozwolone – tym razem próby jabłuszkowe.

Zaspy jak wydmy w Słowińskim Parku Narodowym.

Jak możemy iść szybko, skoro większość wycieczki wybiera alternatywne drogi…?

Gdzie by tu dalej?

Tu! Tu jest pięknie!

Grześkowi pozwalamy wskakiwać w śnieg przy kolejnych niebieskich tyczkach.

Siąść łatwo, ale jak stąd wstać?

Tunele i jabłuszka już były, teraz kolej na sanki.

W dole przycupnęła mała kapliczka Postalm.

Postalm. Cieszymy się, że tutaj zawędrowaliśmy .

Wysokość otaczających szczytów przypomina te znane z Tatr.

Przez cały dzień cieszymy się dziś pięknym zimowym słońcem.

Stąd zaczyna się trasa saneczkowa.

Rejon Postalm – może komuś mapka się przyda.

Wracając do Abtenau, mamy jeszcze chwilowe trudności ze zdjęciem łańcuchów (na drodze coraz częściej prześwituje asfalt), ale po kilkunastu minutach ruszamy już dalej do domku. Drogi są co prawda świetnie utrzymane, pługi jeżdżą regularnie, ale po świeżych opadach śniegu łańcuchy poprawiały nam komfort na najstromszych odcinkach górskich dróg.

Wieczorne narty w ośrodku Gosau

Po podwieczorku decydujemy się jeszcze pojechać na jedyną w okolicy oświetloną trasę narciarską w Gosau w ośrodku Dachstein West.. Mamy niebywałe szczęście, bo na miejscu okazuje się, że wyciąg jest czynny tylko w piątki i został uruchomiony dosłownie kilka minut wcześniej. Dziwimy się, że w Austrii nie ma czegoś takiego jak wieczorna jazda na nartach – oświetlonych tras tu jak na lekarstwo. A dla nas byłyby idealne, bo pozwoliłyby na krajoznawcze wycieczki w ciągu dnia.

No nic, nie narzekamy, ważne, że dziś nam się udało. M z Sebusiem jeżdżą na niebieskiej, ale miejscami całkiem stromej trasie, Tymo zwiedza także drugą, czerwoną. Wyciąg orczykowy ma niespełna 400 m długości, ale pozwala fajnie sobie pośmigać, bo kolejek zupełnie brak. Karnety dla dorosłego są w cenie 7,90, a dla dziecka 5,40 euro za dwugodzinną jazdę (w godzinach 18:30–20:30).

R. w tym czasie namawia Grzesia na pierwszą w jego życiu przejażdżkę na prawdziwych nartach. Nasza najmłodsza pociecha zakłada z radością buty narciarskie, a potem także nartki (spadek po starszakach😊). O świadomej nauce jazdy nie ma oczywiście jeszcze mowy, ale możemy z dumą powiedzieć, że Grześ jako najmłodszy z wszystkich naszych chłopców postawił swoje pierwsze kroki na nartach!

Grześ pierwszy raz na nartach!

Taka okazja nie może obejść się bez zdjęcia!

Zaliczamy nawet pierwszy wspólny przejazd.

Brawo, Grzesiu!

 

 

Abtenau – dobre miejsce na rodzinne ferie

Abtenau – rekonesans turystyczny, narciarski i saneczkowy

Abtenau to miejscowość turystyczna przytulona do stóp dolomitowego masywu Kogel. W lecie to dobra baza wypadowa do górskich wycieczek, w zimie ściągają tu głównie narciarze. Na miejscu ośrodek Karkogel oferuje sporą kolejkę gondolową (ok. 400 m przewyższenia) i kilka mniejszych wyciągów, są też trasy narciarstwa biegowego i zimowe szlaki piesze. W promieniu kilkunastu kilometrów znajdziemy też kilka innych ośrodków narciarskich, w tym największy w rejonie Dachstein West. Największą zimową atrakcją Abtenau jest jednak 3-kilometrowa (oświetlona wieczorami) trasa do jazdy na sankach. Frajda dla całej rodziny!

Pierwszy ranek w Abtenau rozpoczynamy późno i – jak to na początku wyjazdu – jacyś tacy jesteśmy ze wszystkim nieogarnięci. Po późnym śniadaniu decydujemy na wycieczkę-rekonesans do Abtenau.

Miejscowość jest bardzo malowniczo położona wśród wapiennych szczytów Tennengebirge, kameralna, bardzo sympatyczna. Największym zabytkiem jest gotycki dwunawowy kościół parafialny św. Błażeja z pocz. XVI w. Zdecydowanie warto tu zajrzeć ze względu na cenne wnętrze i mistyczną atmosferę, pozostającą w jaskrawej opozycji wobec głośnego przemysłu narciarsko-turystycznego widocznego na ulicach. Zwracamy uwagę na piękne gotyckie sklepienie („oscypkowe”, jak to nazwali chłopcy), dwupiętrowy chór, zachowane fragmenty fresków i XVI-wieczne figury św. św. Jerzego i Floriana.

Abtenau to przyjemna miejscowość wypoczynkowa w masywie Tennengebirge.

Jest pięknie położona u stóp szczytów Tennengebirge.

Największym zabytkiem Abtenau jest kościół św. Błażeja z 1500 r.

Już od wyjścia widać elementy gotyckie.

Podziwiamy sklepienie świątyni.

Figura św. Floriana pochodzi z 1518 r.

Niezwykła atmosfera świątyni konstrastuje z turystycznym gwarem miejscowości.

Dwupoziomowy chór, charakterystyczny dla późnego gotyku.

Pięknie zachowane freski

A chłopcy znaleźli prawdziwy skarb. Domek z piernika!

Rekonesans zobowiązuje, więc po spacerze po Abtenau podjeżdżamy pod stację narciarską Karkogel. Mimo szczytu sezonu turystycznego (okres świąteczno-noworoczny) bez problemu znajdujemy miejsca na (bezpłatnym) parkingu,  a kolejek do wyciągów brak. Tak, tu to można sobie pojeździć.

Zbliża się pora drzemki Grześka, więc kończymy wycieczkę i kierujemy się w stronę domu. Na sczęście dziś mamy gotowy, zabrany jeszcze z domu obiad (dziękujemy Babci)! Gołąbki znikają z talerzy w ekspresowym tempie.

Po obiedzie Grześ śpi, a R. ze starszymi chłopcami wskakują do samochodu i ruszają na kolejny rekonesans – tym razem narciarski do ośrodka Karkogel. Trasa niebieska na schemacie okazała się całkiem solidnie na początku nachylona, więc Sebuś zrezygnował i w końcu jeździł sam Tymo.

Karkogel to najbliższy Abtenau ośrodek narciarski

Środek sezonu, a trasy puste – bajka!

Na główną trasę wwozi kolej gondolowo-krzesełkowa.

Jak rekonesans, to rekonesans – tym razem narciarski

Tor saneczkowy, Karkogel

Wieczorem wspólnie idziemy na trasę saneczkową (szczegóły i aktualny cennik tutaj, obowiązek jazdy w kaskach). Grześ na początku jest niepewny, czy w ogóle chce iść na sanki, czy też może nie, ale w końcu jest bardzo zadowolony. Sanki (naprawdę solidne, jedno-lub dwuosobowe) można wypożyczyć na dole przy kasach, potem wjeżdża się gondolką na gorę i ziuuuu na dół! Ale się pędzi! Zwłaszcza na początku trasy jest spore nachylenie, trzeba uważać i zachować kontrolę nad sankami, bo początkowy odcinek trasy jest dość przepaścisty. Dzisiejszy zmrożony śnieg nie ułatwia manewru hamowania. Na prostych odcinkach można jednak poczuć prędkość. Wielka przygoda dla dużych i małych!

Sankostrada widziana z naszego okna

W tle piękny masyw Karkogel

Świetna sankostrada to jedna z największych zimowych atrakcji Abtenau

Piękny widok z góry nocą

Wjechaliśmy na górę, zaraz ruszamy na dół!

Niżej też jest pięknie!

Gotowi do zjazdu!

Piloci ruchu oporu na stanowiskach…

A mój X-wing nie chce ruszyć…

A mój pojazd spisuje się świetnie.

Wiatr we włosach, pęd w oczach, jedziemy!

Największe brawa dla najmłodszego saneczkarza!

Końcowa rampa umożliwia przejazd nad drogą jezdną

My dziś poprzestajemy na jednym zjeździe, tylko Tymo jedzie jeszcze raz sam. W domu szybka kolacja i dzieci do łóżek – i spacer po Abtenau, i narty, i sanki – ale mieliśmy dziś aktywny dzień!

Biohof  Haus Wieser, Wagner, Abtenau – tu mieszkamy

Podczas pobytu w Alpach Salzburskich zatrzymaliśmy się w przysiółku Wagner k. Abtenau. Przysiółek leży na wysokości ok. 870 m i wyraźnie góruje nad okolicą – widok z okien na otaczające Abtenau góry jest przepiękny. Wokół cisza, spokój. Biohof Haus Wieser to duży, trzykondygnacyjny dom o typowej dla regionu architekturze. Zajmujemy najwyższe piętro – mamy kompaktowy, ale przytulny i czysty apartamencik (chłopcy: łóżko piętrowe plus tapczanik, sypialnia dla nas, kuchnia z posiedzeniem). U gospodyni można kupić świeże mleko od krowy i jajka. W lecie przed domem jest dostępny niewielki basen dla gości. Przyjemne miejsce na rodzinne wakacje.

Tu mieszkamy – Abtenau, Biohof Haus Wieser, przysiółek Wagner

Charakterystyczny skręt do naszego domu

Widok z okna jest przepiękny.

Z okolicy możemy podziwiać masyw Tennengebirge w całej okazałości

Tennengebirge to jeden z masywów Alp Salzburskich.

Widoki z przysiółka Wagner są przepiękne.

Widoki z naszej drogi dojazdowej

Piękne tradycyjne domy w przysiółku Wagner

To świetne miejsce na bliższe i dalsze spacery

Alpy Salzburskie zimą

Alpy Salzburskie –  świetny pomysł na rodzinne ferie

Chcecie wyjechać z dzieciakami  na narty w Alpy, ale nie wiecie, od czego zacząć? Polecamy Alpy Salzburskie. Stosunkowo niedaleko, niedrogo, a  bardzo atrakcyjnie. Głównym ośrodkiem narciarskim w okolicy jest Dachstein West. Nie należy on może do najbardziej znanych kompleksów narciarskich w Alpach, ale jest przyjazny dla rodzin. Jest oczywiście dużo większy niż znane nam polskie ośrodki, ale ma ludzki rozmiar – jego skalę można ogarnąć – w sam raz na pierwszy raz. Dachstein West jest otoczony wianuszkiem mniejszych satelitarnych ośrodków. Karnety w nich są dużo tańsze niż w Daschtein West, a też można sobie przyzwoicie pojeździć.

Nas w Alpy Salzburskie, szczerze mówiąc,  przyciągnęły jednak nie narty, lecz fantastyczne atrakcje turystyczne. Od kopalni soli, których zwiedzanie przypomina wizytę w parku rozrywki, po widokowe jeziora, piękne rodzinne trasy spacerowe i zwiedzanie magicznego Salzburga.

Poniżej znajdziecie propozycje rodzinnych wycieczek na 10-dniowy zimowy wyjazd (wystarczy kliknąć na dany dzień, a pojawi się pełna fotorelacja). Mieszkaliśmy w uroczym przysiółku Wagner obok Abtenau. Nasze wycieczki obejmowały nie tylko pobliskie Tennengebirge, lecz także Alpy Berchtesgadeńskie i Salzkammergut-Berge.

Enns – najstarsze miasto w Austrii (przystanek w podróży)

Dzień 1. Abtenau – rekonesans turystyczny, narciarski i saneczkowy

Dzień 2. Salzburg, twierdza Hohensalzburg

Dzień 3. Postalm – największa hala w austriackich Alpach

Dzień 4. (i 7. ). Ośrodek narciarski Dachstein West

Dzień 5. Jezioro Königsee – najpiękniejsze jezioro Bawarii?

Dzień 6. Skansen Ziemi Salzburskiej (Salzburger Freilichtmuseum) i Hallein – kolebka „Cichej nocy”

Dzień 8. Hallstatt – wizytówka Austrii

Dzień 9. Kopalnia soli Salzbergwerk w Berchtesgaden – znów wyskakujemy do Niemiec

Dzień 10. Dolne Jezioro Gosau – jeden z najbardziej znanych górskich plenerów w Austrii

Dzień 11. Gmunden i Gmundenberg – gdyby komuś pięknych widoków było jeszcze mało 🙂 

Wyjeżdżając zimą w Alpy Salzburskie, trzeba pamiętać, ze cześć atrakcji jest wtedy niedostępna dla zwiedzających. Jeżeli więc spodoba komuś się tutaj w zimnej porze roku, to pewnie tak jak my pomyślicie też o letnim wyjeździe w te strony! Listę wybranych atrakcji turystycznych zamkniętych dla turystów w lecie przedstawiamy poniżej.

Wybrane rodzinne atrakcje Alpach Salzburskich, niedostępne do zwiedzenia zimą:

Wzdłuż Doliny Salzach:

  1. Wąwóz Liechtenstein (położony za Bischofshofen)
  2. Wąwozy Salzachöfen i Lammeröfen
  3. Jaskinia Eisriesenwelt
  4. Wodospady w Golling (przy okazji warto też zobaczyć 500-letni kościół w Golling)
  5. Zjeżdżalnia grawitacyjna na stoku Karkogel
  6. Zamek Hohenwerfen
  7. Kopalnia soli w Hallein, opisywana jako najstarsza na świecie. Na trasie zwiedzania są drewniane zjeżdżalnie, rejs po podziemnym jeziorze, przekraczanie podziemnej granicy z Niemcami (w zimie czynna, ale krótsze godziny otwarcia). Dzieci od 4 lat.

Północ regionu:

  1. Dwa skanseny: Domów na Palach i Wędzarnia w Mondsee
  2. Rejs parowcem z Gschwendt do St. Wolfgang
  3. Kolejka na Schafberg. Zębata, albo – jeszcze lepiej – parowa! Widok na 7 jezior.
  4. „Orle Gniazdo” Hitlera na grzbiecie Kehlstein w Alpach Berchtesgadeńskich

Okolice masywu Dachstein:

  1. Kopalnia soli w Hallstatt z wjazdem kolejką linowo-terenową i punktem widokowym ponad miastem (można też wejść pieszo – zajmuje to ponad godzinę, wejście zaczyna się obok kościoła za cmentarzem i kaplicą).
  2. Jaskinie: Lodowa i Mamucia w masywie Dachstein. Dojeżdża tam kolejka Krippenstein, którą można też dotrzeć na piękny punt widokowy na lodowiec Dachstein i do punktu wyjścia ciekawych górskich szlaków.
  3. Zamek Trautenfels

Radstadter Tauern:

  1. Zamek Mautendorf (audioprzewodnik, interaktywne punkty). Na dziedzińcu plac zabaw – pole gier rycerskich, jest też kolekcja pułapek na myszy.
  2. Pociąg z parową lokomotywą na trasie Mauntendorf–Tamsweg (mauntendorf.at)

 W każdej porze roku można natomiast jeszcze zobaczyć m.in.

  1. St. Gilgen (m.in. Muzeum Instrumentów Muzycznych)
  2. St. Wolfgang (m.in. piękny kościół z cennym wyposażeniem)
  3. Traunkirchen. Kaplica Johannesberg na skale. Kościół z amboną rybaka, piękne widoki i procesja Bożego Ciała po jeziorze.
  4. Attersee z kościołem z XV w. Ze wzgórza kościelnego piękny widok. Niedaleko nad jeziorem o tej samej nazwie przyjemne kąpieliska.
  5. Bad Ischl (kurort, budynki zdrojowe itp.)
  6. Ogród zoologiczny Cumberland (za Gmunden na wschód) w naturalnym otoczeniu (wildparkgruenau.at)
  7. Obok Salzburga wjazd na widokowe wzgórze Gaisberg samochodem i kolejka na Untersberg
  8. Purgg (freski romańskie)