Zimowy spacer do schroniska Przysłop pod Baranią Górą

Najkrótsze dojście na Przysłop pod Baranią Górą. Bardzo przyjemna trasa z Pietroszonki, przysiółka Istebnej. Szlak nadaje się dla rodzin z dziećmi, chociaż zimą raczej nie da się go pokonać w całości sankami. Wąska ścieżka wydeptana w śniegu nadaje się za to na zjazdy jabłuszkowe! A piękna sceneria polan i zasypanych śniegiem drzew zachwyca nawet przy pochmurnej aurze. Continue reading

Beskid Śląski – ekspedycja Barania Góra:), 2015.06

W wypadzie do Beskidu Śląskiego towarzyszą nam cztery zaprzyjaźnione rodziny z dziećmi. Dziesięć osób dorosłych, pięcioro dziewięciolatków, dwóch pięciolatków i trzy kilkumiesięczne maluszki. To nasz pierwszy wyjazd w tak dużym gronie. Wspólna eskapada okazuje się jednak strzałem w dziesiątkę. Dzieci są zachwycone swoim towarzystwem, a i dorośli bardzo miło spędzają czas. Inicjatywa do powtarzania! Dziękujemy wszystkim naszym Towarzyszom za taki przyjemny odpoczynek! My chętnie wróciliśmy do znanych nam z poprzednich wyjazdów szczytów Beskidu Śląskiego – zagospodarowanie turystyczne tego pasma z dużą liczbą schronisk i gęstą siecią szlaków czyni go idealnym celem na rodzinne wypady.

 

2015.06.03, środa

Upał i słońce:)

Warszawa – Szczyrk

To chyba u nas tradycja, że przed wyjazdem psuje nam się samochód. Tym razem R. odbiera go z warsztatu dopiero w środę tuż przed wyjazdem. Do końca nie wiemy: pojedziemy, czy nie. Nie ma co, nasza bryka dba o nasz poziom adrenaliny.

Po pracy R. i odebraniu samochodu zgarniamy dzieciaki ze szkoły i przedszkola i w drogę.

Wbrew naszym obawom (zaczyna się właśnie czerwcowy „długi weekend”) jedzie się nie najgorzej. Tylko kilka przestojów, poza tym jazda płynna. Jedziemy autostradą do Wiskitek, potem wskakujemy na katowicką.

Mamy dwa postoje – jeden w koszmarnie zatłoczonym McD po wjeździe na „jedynkę” jeszcze przed Częstochową (wycieczki itp.) i jeden w przyjemnym zajeździe 120 km od celu. Wszyscy chłopcy podczas drogi spisują się na medal. Grześ to po prostu wersja demo. Właśnie przebiła mu się druga jedynka – pewnie to tajemnica sukcesu.

Na miejsce docieramy już po ciemku. Wita nas gromada znajomych z dzieciakami. Ale fajnie! Mimo późnej pory starsi chłopcy prawie do 23:00 szaleją na dworze.

Rozpakowujemy się i po pierwszej udaje nam się pójść spać.

Nasza meta to kwatera prywatna na Białym Krzyżu na Przełęczy Salmopolskiej. Jak na nasze potrzeby świetna. Każda rodzina ma swoje niekrępujące lokum, no a dzieciaki bezpieczny trawiasty teren do zabawy.

Nasz czas: 14:50-22:00, ok. 393 km

 

2015.06.04, czwartek

Dziś sporo chłodniej, ok. 20 stopni, umiarkowane zachmurzenie

Szyndzielnia i Klimczok

W związku z najgorszymi prognozami pogody na dzisiejszy dzień planujemy zacząć od najmniej widokowej wycieczki: trasy trzech schronisk (no, my w końcu odwiedzamy dwa:)

Wjeżdżamy kolejką gondolową na Szyndzielnię. Ten punkt programu jest zawsze atrakcyjny dla dzieci. Przypominamy sobie zachwyt niespełna trzyletniego Tymusia, z którym byliśmy tu po raz ostatni w 2009 r. Z Szyndzielni kierujemy się do schroniska PTTK Klimczok, mijając imponujące rozmiarem schronisko PTTK na Szyndzielni. Z racji Bożego Ciała razem z nami podążają tłumy innych turystów, dziś jednak przeszkadza nam to mniej niż zazwyczaj, bo sami jesteśmy sporą grupą! Starsze dzieci są zachwycone swoim towarzystwem. Z kosturami w rękach naprędce formują swoją „drużynę pierścienia” i nic innego do szczęścia im nie potrzeba. Nasze pięciolatki co krok znajdują „kości dinozaurów”, dziwnie podobne do suchych patyków, i wypatrują z namaszczeniem znaków szlaku. Maluchy w nosidłach spisują się po prostu rewelacyjnie. Zachowanie Gisia oceniamy na szóstkę z plusem!

Teraz tylko trzeba kupić bilety.

Teraz tylko trzeba kupić bilety.

... i nakarmić Gisia.

… i nakarmić Gisia.

I można ruszać!.

I można ruszać!.

Schronisko PTTK na Szyndzielni.

Schronisko PTTK na Szyndzielni.

Gisiu, uśmiech.

Gisiu, uśmiech.

Postój w schronisku Klimczok przeznaczamy na zjedzenie obiadu i nakarmienie najmłodszych turystów. Mimo dużej liczby gości obsługa spisuje się nadzwyczaj sprawnie. Przy obiedzie przez pomyłkę oddajemy naszą domową łyżeczkę, ale wymieniamy ją na schroniskową – będzie pamiątka!

Schronisko PTTK Klimczok.

Schronisko PTTK Klimczok.

Po postoju rozdzielamy się – my i dwie inne rodziny z maluszkami wracają z powrotem (po drodze zaliczając widokowy szczyt Klimczoka), dwie pozostałe przedłużają wycieczkę i zahaczają jeszcze o schronisko na Błatniej.

Nasz cel przed nami - Klimczok!.

Nasz cel przed nami – Klimczok!.

Na Klimczok.

Na Klimczok.

Tymo, nie po kałużach.

Tymo, nie po kałużach.

Ale zabawa!.

Ale zabawa!.

Schodzimy na Szyndzielnię.

Schodzimy na Szyndzielnię.

Po południu dzieciaki hasają na miłym terenie dookoła naszej kwatery. A my ich mamy na jakiś czas z głowy – chi chi! Przynajmniej tych starszych:)

Nasz czas: 10:00 wyruszamy samochodami na Szyndzielnię, wjazd kolejką ok. 11:15, o 16:30 wsiadamy z powrotem do samochodu.

 

2015.06.05, piątek

Pięknie, bezchmurnie, prawdziwa patelnia, trochę wietrznie na grzbietach

Na Skrzyczne

Skrzyczne to najwyższe wzniesienie Beskidu Śląskiego, do tej pory brakujące nam do Korony Gór Polski. Byliśmy na tym szczycie zimą ponad 6 lat temu, ale… wyciągiem przy okazji wyjazdu narciarskiego. Nie liczy się. Teraz honorowo wchodzimy pieszo prosto spod naszej kwatery na Przełęczy Salmopolskiej.

Pierwszy odcinek daje mocno w kość, zwłaszcza podejście na Malinów (1117 m n.p.m.), a potem na Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.). No ale plusem jest to, że od razu zdobywamy wysokość i od szczytu Malinowa towarzyszą nam przepiękne widoki na beskidzkie pasma, co bardzo umila wędrówkę. Chyba wszystkim nam idzie się dziś dużo lepiej niż wczoraj, dzieciaków w ogóle nie trzeba poganiać.

Z przełęczy Salmopolskiej na Malinów.

Z przełęczy Salmopolskiej na Malinów.

Nie ma to jak dobry kostur.

Nie ma to jak dobry kostur.

W drodze dobrze się rozmawia.

W drodze dobrze się rozmawia.

Z Malinowa na Malinowską Skałę.

Z Malinowa na Malinowską Skałę.

Oni chyba w coś celują...

Oni chyba w coś celują…

Pomoc starszego kolegi jest nieoceniona!.

Pomoc starszego kolegi jest nieoceniona!.

Obmyślamy strategię, jak pokonać przeszkodę.

Obmyślamy strategię, jak pokonać przeszkodę.

Dłuższy postój urządzamy przy Malinowskiej Skale. Ten szczyt znany jest z malowniczej wychodni skalnej, przez wielu uznawanej za jeden z symboli Beskidu Śląskiego. Dzieciaki chętnie zjadają drugie śniadanie, maluchy wychodzą z nosideł. Nasz Gisiek wpada w niemy zachwyt po posadzeniu na trawie. Po chwili w buzi ląduje wszystko – od liści jagód i patyków po – o zgrozo – drobne kamyczki. Przesadzamy więc obywatela piętro wyżej i na kolanach próbujemy go nakarmić czymś jadalnym. Bez większych skutków. Po co tracić czas na jedzenie, skoro świat jest taki ciekawy?

Postój pod Malinowską Skałą (1152 m n.p.m.).

Postój pod Malinowską Skałą (1152 m n.p.m.).

Gisiek na postoju pod Malinowską Skałą (1152 m n.p.m.).

Gisiek na postoju pod Malinowską Skałą (1152 m n.p.m.).

Pogoda jak drut.

Pogoda jak drut.

Malinowska Skała.

Malinowska Skała.

Odcinek od Malinowskiej Skały na szczyt Skrzycznego (1257 m n.p.m.) wiedzie po mocno wypłaszczonym terenie i jest bardzo widokowy, więc wędrówka nim to sama przyjemność. Do tego piękne słońce. Szkoda tylko, że szlakiem idą takie tłumy turystów, no ale to już uroki długiego czerwcowego weekendu. Szczyt Skrzycznego jest ruchliwy jak centrum kurortu. Na tarasie przed schroniskiem trudno o wolny stolik, na szczęście w środku jest dużo spokojniej i udaje się w spokoju zjeść obiad. To pierwszy szczyt KGP Gisia! I najwyższy Sebusia, a drugi pod względem wysokości w kolekcji Tymka! Fajnie, że nam się udało!

Z Malinowskiej Skały na Skrzyczne.

Z Malinowskiej Skały na Skrzyczne.

Ilu tych paralotniarzy!.

Ilu tych paralotniarzy!.

Schronisko PTTK na Skrzycznem.

Schronisko PTTK na Skrzycznem.

Widok ze Skrzycznego w stronę Beskidu Żywieckiego.

Widok ze Skrzycznego w stronę Beskidu Żywieckiego.

Po obiedzie zjeżdżamy wyciągiem w dół do centrum Szczyrku. Dla dzieciaków to duża frajda, a i dla nas spore ułatwienie i uatrakcyjnienie wycieczki. Nawet maluszkom się podoba – Grześ przez całą drogę głośno gada po swojemu i za wszelką cenę usiłuje zjeść poręcz wyciągu (no i zrzucić czapkę z głowy…). Dziwimy się tylko, że 10-miesięczne niemowlę (przewożone oczywiście na kolanach) jest liczone jako odrębna osoba – na dwuosobowym krzesełku obok M. i Grzesia nie mógł pojechać nikt. Na szczęście Janusz przygarnął naszego „osieroconego” Tymusia (wielkie dzięki!).

O, a tam byliśmy wczoraj!.

O, a tam byliśmy wczoraj!.

Widok na szczyty Beskidu Śląskiego.

Widok na szczyty Beskidu Śląskiego.

Czy ten pan będzie nas łapał.

Czy ten pan będzie nas łapał.

Po dojechaniu na dolną stację wyciągu rozdzielamy się. Panowie wsiadają do zostawionego wcześniej w Szczyrku samochodu i podjeżdżają pod naszą kwaterę po resztę samochodów, po czym wracają po dziewczyny i dzieciarnię do Szczyrku. Skomplikowana logistyka takie wędrowanie z dziećmi. Ale jaka satysfakcja, gdy wycieczka się uda! Dla nas porównywalna z przejściem alpejskiej ferraty!

Nasz czas: Start 9:30, 13:30 na Skrzycznem, 15:30 na dole

Wieczór spędzamy przy kominku z gitarą. Gisiek koniecznie chce skonsumować puszkę z piwem. Chyba schłodzona idealnie działa na ząbkowanie. Ale nie nie, kochany, nie dla ciebie jeszcze takie przyjemności.

Dzień kończymy nieprzyjemnym zgrzytem z naszą gaździną-gospodynią, na szczęście zakończonym happy endem. Przynajmniej będzie co wspominać!

 

2015.06.05, sobota

Upał i pełne słońce

Ekspedycja Barania Góra

Dziś pora na tytułową wycieczkę naszego wyjazdu, czyli na wejście na Baranią Górę.

Już długo przed wyjazdem dzieciaki cieszyły się perspektywą szukania źródeł Wisły. O Baraniej Górze niedawno uczyły się w szkole, a teraz miały wszystko zobaczyć na własne oczy.

Wybieramy trasę wejściową najoptymalniejszą dla dzieci – tj. najkrótszą i ze schroniskiem po drodze. Punktem wyjścia jest przysiółek Pietroszonka, położony niedaleko Istebnej. Dojeżdżamy, klucząc po wąskich beskidzkich drogach. Na miejscu niespodzianka: wąziutka droga się kończy, widzimy kilka samochodów powpychanych na pobocze (no, tzw. pobocze), dla nas miejsca na zaparkowanie brak. Na szczęście udaje się (za opłatą) bezpiecznie zostawić samochody w pobliskim gospodarstwie.

Plecaki z bagażników, inwentaryzacja starszaków, maluchy na plecy i w drogę. Najpierw idziemy leśną drogą, potem widokową łąką na skraju lasu, potem znów pięknym lasem. Otacza nas źródliskowy teren, miejscami bardzo podmokły, więc na kilku odcinkach szlak jest ułożony z bali. To lepsze niż plac zabaw. Nawet Sebusiowi, który miał dziś gorszy poranek i w samochodzie stwierdził, że nigdzie nie idzie, humor wyraźnie się poprawia. Ani się oglądamy i stajemy przed Schroniskiem na Przysłopie pod Baranią Górą. Architektura tego dużego budynku kompletnie nie pasuje do gór, ale w jadalni jest bardzo przyjemnie. Odpoczywamy, karmimy Gisia, starszaki wsuwają po lodzie i dalej w drogę. Nie idzie z nami nasza najmłodsza, ośmiomiesięczna turystka – głośnym płaczem oznajmia wszem i wobec rodzicom, że woli dłużej poodpoczywać w schronisku. Jej prawo!

Ruszamy z przysiółka Pietroszonka.

Ruszamy z przysiółka Pietroszonka.

Wokół teren źródliskowy, idziemy po balach.

Wokół teren źródliskowy, idziemy po balach.

Muzeum Historii Turystyki Górskiej.

Muzeum Historii Turystyki Górskiej.

Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą.

Schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą.

Grześ nie zajmuje się studiowaniem mapy.

Grześ nie zajmuje się studiowaniem mapy.

Odcinek od schroniska na szczyt Baraniej Góry jest bardziej męczący. Stroma miejscami, kamienista droga daje popalić, upał nie ułatwia wędrówki. Młodsze dzieci trzeba trochę pozabawiać – gramy z Sebusiem w skojarzenia, w jaka to melodia, w wymyślanie bajek i kilometry mijają. Na szczycie Baraniej Góry wszyscy chętnie zatrzymujemy się na postój.

Na Baranią Górę!.

Na Baranią Górę!.

Niektórym to dobrze...

Niektórym to dobrze…

Im mniej drzew, tym więcej widać.

Im mniej drzew, tym więcej widać.

Po Baraniej nieźle się chodzi.

Po Baraniej nieźle się chodzi.

Baranie śmiechy-chichy.

Baranie śmiechy-chichy.

Ten drugi pod względem wysokości (1220 m n.p.m.) szczyt Beskidu Śląskiego jest doskonałym punktem widokowym – przy dobrej pogodzie widać nawet Tatry! Podziwianie rozległych widoków umożliwia stalowa wieża widokowa, zbudowana wokół betonowego obelisku jeszcze z czasów Austro-Węgier.

Barania Góra (1250 m n.p.m.) zdobyta!.

Barania Góra (1250 m n.p.m.) zdobyta!.

O, tędy przyszliśmy.

O, tędy przyszliśmy.

Widok w kierunku Skrzycznego.

Widok w kierunku Skrzycznego.

Wracamy tą samą drogą. Nasze pięciolatki zamieniają się w wilki i wilczym wyciem straszą mijających nas turystów. Na brak sił świetnie działa woda kosmetyczna w aerozolu – ma magiczne właściwości dodawania sił. Jeden psik i nogi same niosą! Świetny patent na wyprawy z dziećmi (dzięki, Dorota!).

Wracamy.

Wracamy.

Znajome schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą.

Znajome schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą.

Czarna Wisełka.

Czarna Wisełka.

I ostatnia prosta.

I ostatnia prosta.

Ale tu pięknie!.

Ale tu pięknie!.

Grzesiowi dobrze się spało.

Grzesiowi dobrze się spało.

Oj dobrze...

Oj dobrze…

Podczas zejścia mamy jeden niemiły incydent – jedna z koleżanek pechowo potyka się i skarży na ból kostki. Na szczęście zejścia już niewiele. Potem okazuje się, że przyczyną dolegliwości jest złamanie kości strzałkowej. No nie jest to najlepsza pamiątka z wycieczki…

Nasz czas: 10:20-17:30

Pożegnalny wieczór spędzamy przy grillu na dworze. Dzieciaki bawią się po ciemku w chowanego. Jest przemiło. Szkoda, że już tylko czeka nas perspektywa pakowania i powrotu do domu.

 

*************

Pierwszy wyjazd w takim dużym gronie udał się znakomicie. Dzieciaki były przeszczęśliwe, bo całymi dniami miały swoje towarzystwo, a dorośli mogli choć chwilę odsapnąć. O odpoczynek było trudno tylko rodzicom z niemowlakami – maluszkom towarzystwo rówieśników było jeszcze zupełnie obojętne, a rodzice jak byli, tak byli im co chwilę niezbędni. Z udanych górskich wycieczek zadowoleni byli jednak chyba wszyscy. Niewątpliwie realizację planów bardzo ułatwiła piękna słoneczna pogoda – karmienie i przewijanie w plenerze było dużo łatwiejsze.

 

Beskid Śląski, część II

 7 marca 2009, sobota

Rano załamuje nas deszcz, który potem na szczęście przechodzi w mokry śnieg

Przedpołudniowa wycieczka M. i R.: Jawornik – Soszów

Podjeżdżamy samochodem do Jawornika, rozmawiając cały czas o wczorajszej radosnej nowinie. Ośrodek narciarski Wisła-Soszów wywiera na nas bardzo korzystne wrażenie – nowoczesny, o rodzinnym charakterze (specjalny „wyciąg dla przedszkolaka” itp.). Może nie ma tu zbyt wielu tras i nie są one zbyt długie, ale te, które są, mają przyjemne nachylenie – na pewno można sobie miło pojeździć.

Skuleni pod parasolami wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na górę, po czym podchodzimy na szczyt (20’) brzegiem trasy narciarskiej. Ze szczytu ponoć podziwiać można piękny widok, my dziś widzimy tylko mleko.

Schodzimy na odpoczynek i coś ciepłego do schroniska Soszów – w środku bardzo przyjemna, rodzinna, schroniskowa atmosfera. Zjeżdżamy wyciągiem (ale mokro!) na dół.

Wycieczka do Bielska-Białej (16:00-18:45)

Jesteśmy dzielnymi turystami, więc nie zniechęca nas podający deszcz ze śniegiem. Chcemy coś zjeść w środku zwiedzania, ale jakoś nie spotykamy żadnej zachęcającej knajpy, więc napychamy Tyma chrupami i decydujemy się zaliczyć wszystko za jednym zamachem, po czym w drodze powrotnej zahaczyć o regionalną karczmę, którą widzieliśmy z samochodu. Pada coraz bardziej, więc robimy sprint pod parasolami po największych atrakcjach miasta, Tymo dzielnie nam towarzyszy w nosidle, R. trzyma mapę i pilnuje drogi, M. spod parasola robi zdjęcia. W ten sposób oglądamy w Bielsku: Plac Chrobrego z przyciągającym wzrok witrażem, rynek w Bielsku, zamek Sułkowskich (XIV-XIX), budynek Teatru Polskiego i poczty oraz Katedrę Św. Mikołaja (XV), a w Białej rynek z kamienicą Pod Żabami (Tymusiowi bardzo się podoba, żaby nazywamy Moniką i Minerwą) i kościołem ewangelickim (XVIII) oraz deptak (ul. 11 listopada).

Mimo nieszczególnej aury humory wszystkim dopisują i wspomnienia z wycieczki mamy bardzo dobre.

Ośrodek narciarski Soszów.

Ośrodek narciarski Soszów.

Na Wielki Soszów.

Na Wielki Soszów.

Czy to Tatry?

Czy to Tatry?

Schronisko 'Soszów'.

Schronisko ‚Soszów’.

Na rynku w Bielsku.

Na rynku w Bielsku.

Teatr Polski, XIX w.

Teatr Polski, XIX w.

Monika i Minerwa.

Monika i Minerwa.

Ul. Przechod schodowy ;-), Biała.

Ul. Przechod schodowy ;-), Biała.

8 marca 2009, niedziela

W nocy nasypało ok. 30 cm świeżego świtu, od rana już nie pada, a po południu wychodzi słońce!

Wycieczka do Cieszyna (10:00-13:20)

Cieszyn zachwyca nas bardzo ładną starówką. Na rynku M. robi kilka zdjęć, po czym przenosimy się na Wzgórze Zamkowe. Koniecznie trzeba tu zajrzeć, odwiedzając Beskid Śląski! Można obejrzeć tu XIV-wieczną Wieżę Piastowską (Tymo wchodzi sam po b. stromych 120 schodach) i – uwaga uwaga – rotundę św. Mikołaja z … XI w (znaną m.in. z banknotu 20-złotowego). Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że rotundę zwiedza się samemu, po uprzednim pobraniu (na dowód osobisty) wielkiego klucza w Wieży Piastowskiej. Wrażenia są niezapomniane – to w końcu 1000 lat historii Polski!

Wracamy przez czeski Cieszyn – ale fajnie, że to takie łatwe po Schengen!

Wycieczka na Stożek M. + R. (14:00-18:00)

Droga przez Przełęcz Salmopolską utrudniona z powodu parkujących na drodze samochodów. Zatrzymujemy się na parkingu dla narciarzy i podchodzimy pod dolną stację wyciągu krzesełkowego. Kolej jest dość krótka (240 m różnicy wysokości), ale trasy wyglądają na fajne (jest trasa czarna, czerwona i niebieska) i niezatłoczone; ośrodek sprawia wrażenie nowoczesnego. Z górnej stacji wyciągu podchodzimy kilkaset metrów do ładnego i uroczo położonego schroniska PTTK Stożek. Doczytujemy, że to pierwsze polskie schronisko w Beskidach. Pijemy sobie herbatkę, jesteśmy sami w jadalni. Schodzimy w dół w pięknym słońcu.

W drodze powrotnej zajeżdżamy do kościoła w Łabajowie z dołączoną wieżą drewnianą z XVI w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Widok na Cieszyn z Wieży Piastowskiej.

Widok na Cieszyn z Wieży Piastowskiej.

Rotunda Św. Mikołaja, XI w.

Rotunda Św. Mikołaja, XI w.

Cieszyński rynek

Cieszyński rynek

Z Łabajowa pod Stożek.

Z Łabajowa pod Stożek.

Do dolnej stacji kolejki na Stożek.

Do dolnej stacji kolejki na Stożek.

Ośrodek narciarski Wisła-Stożek.

Ośrodek narciarski Wisła-Stożek.

Grzbietem Stożka.

Grzbietem Stożka.

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

9 marca 2009, poniedziałek

Walka zimy z wiosną. Od wysokości Szczyrku prawie cały dzień pada śnieg, niżej – deszcz

Wycieczka (z przygodami) do Chaty Wuja Toma (9:30-13:15)

Po drodze zatrzymujemy się na zdjęcie przed drewnianym kościółkiem Św. Jakuba (XVIII) w Szczyrku. Chcemy też zajechać do Sanktuarium na Górce, ale – jak się okazuje – wybieramy złą, nieodśnieżaną drogę i musimy się wycofywać (przy okazji zakopując się w zaspie = przygoda I).

Spacer na Przełęcz Karkoszczonka

Idziemy przez bajkowo zasypany śniegiem las, uważając na czapy śniegu spadające z drzew. Wyglądamy na przełęcz, ale niestety nie ma widoku, tylko jedno wielkie mleko.

Chata Wuja Toma to prywatne schronisko w niedużym drewnianym budynku, ale w środku panuje prawdziwie schroniskowa atmosfera. Tymo biega jak szalony – nadrabia kilometry spędzone w nosidle. Wsuwamy z apetytem kiełbasę z chlebem, wracamy tą samą drogą.

Przygoda II spotyka nas w drodze powrotnej. Po ostatnich opadach śniegu całą drogę pokrywa śnieżna breja i nasza Fabia nie może wyjechać z miejsca postojowego. Próbujemy różnych sposobów – wypychania (z pomocą innych kierowców), bujania, wszystko na nic. W końcu udaje się wyjechać za pomocą łańcuchów (które wcześniej – jak na złość – na amen się splątały).

Popołudniowa przejażdżka M. + R.

Najpierw chcemy jechać do Koniakowa, ale po boksowaniu już na samym początku drogi na przełęcz zmieniamy plany. Podjeżdżamy na parking w Bielsku-Białej i ucinamy sobie krótki spacer do schroniska na Dębowcu. Ciągle pada. Niestety, dziś wyjątkowo gospodarze wyjechali i schronisko jest zamknięte, więc nie zaliczamy ani herbatki, ani pieczątki.

Usatysfakcjonowani tylko częściowo postanawiamy kontynuować wycieczkę – podjeżdżamy do Ustronia i wjeżdżamy na Równicę po schroniskową pieczątkę dla Tymusia. Prześladuje nas chyba jakiś pech – i to schronisko z powodu jakiejś awarii okazuje się zamknięte. Ale może i dobrze się stało – w końcu lądujemy w znanej Kolibie pod Czarcim Kopytem. Nawet tylko dla kolacji w tej karczmie warto było tu wjechać. Wita nas stylowe wnętrze w starej chałupie (obok „stodoła” z paleniskiem), zaaranżowane na piekło. A wokół ciemny i mglisty wieczór. Ale atmosfera! Zjadamy po porcji przepysznych pierogów i zarządzamy powrót.

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Na Przełęcz Karkoszczonka.

Na Przełęcz Karkoszczonka.

Na Przełęczy Karkoszczonka.

Na Przełęczy Karkoszczonka.

Chata Wuja Toma (pod przełęczą).

Chata Wuja Toma (pod przełęczą).

Schronisko Na Dębowcu.

Schronisko Na Dębowcu.

Jedziemy na Równicę.

Jedziemy na Równicę.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

10 marca 2009, wtorek

Przed południem bajkowa pogoda: słońce i śnieg, w górach -1, na dole do 3 stopni

Kolejką na Szyndzielnię (bis) i wejście na Klimczok (9:20-13:00)

Wjazd – jak poprzednio – przyjemny, a na górze po prostu bajka: wszystko pokryte świeżym śniegiem i szadzią. Do tego idziemy jako pierwsi po świeżo wyratrakowanym stoku – to bardzo przyjemne.

W schronisku na Szyndzielni jemy obiad. Tymusiowi udaje się kupić drewnianego kotka – pamiątkę, którego wypatrzył sobie ostatnio. Kotek otrzymuje imię Malwa. W drodze powrotnej Tymo mówi do Babci „Nie WEZMUJ tego kotka, bo to mój ulubiony”.

Wycieczka do Koniakowa i Istebnej (M. + R.)

W czasie drzemki Tyma jedziemy we dwoje z planem zwiedzenia Koniakowa i kupna słynnych koronek, ale na miejscu większość lokalików oferujących regionalne produkty okazuje się zamknięta – cóż, jesteśmy w środku tygodnia poza sezonem. W Istebnej z kolei całujemy klamkę w chacie Kawuloka (izbie regionalnej) – zaglądamy tylko do środka przez okno i uciekamy do samochodu przed śnieżycą. Randkę kończymy wizytą w regionalnej karczmie w Koniakowie, jest bardzo miło.

Wracamy przez przełęcz Kubalonkę i Salmopolską.

O, tu wpada do tunelu!.

O, tu wpada do tunelu!.

Na Szyndzielnię.

Na Szyndzielnię.

 Szyndzielni na Klimczok.

Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

11 marca 2009, środa, dzień pożegnalny

Pogoda brzydka: poniżej 700 m deszcz i deszcz ze śniegiem, wyżej śnieg

Wycieczka do Ustronia i na Czantorię (M. + R.), 9:20-14:20

Przez całą drogę mocno pada i zastanawiamy się, czy w ogóle jest sens wjeżdżać na górę. W końcu decydujemy się – i dobrze! Wjeżdżamy na Czantorię nowym, 4-osobowym wyciągiem krzesełkowym – w sezonie na pewno tłumy, dziś jeździli pojedynczy narciarze. Z wyciągu nie mogliśmy obejrzeć całej trasy (jest czerwona i niebieska z niezłym przewyższeniem plus ośla łączka dla dzieci). Wjeżdżamy pod parasolami.

Na górze, zwątpieni, idziemy do baru na herbatkę. Ogrzani decydujemy się jednak przespacerować na szczyt Czantorii. To dobra decyzja: dzięki niej mamy piękny, zimowy spacer w sypiącym śniegu. Ścieżka przetarta przez pojedyncze osoby. Wzdłuż niej mnóstwo uśpionych teraz atrakcji turystycznych (park linowy, sokolarnia, plac zabaw…).

Na szczycie Czantorii punkty gastronomiczne i wieża widokowa. My widzimy mleko i brodzimy w śniegu do kolan. Podchodzimy jeszcze 10-15’ do czeskiego schroniska pod Czantorią – tu szlak lepiej przetarty. Samo schronisko niezbyt urodziwe, ale klimatyczne, jemy wyprażany ser. Powrót tą samą drogą.

Pożegnalna wycieczka do Żywca, 16:00-19:45

Trochę nam się nie chce jechać, bo znowu pada, a czeka nas pakowanie, ale w końcu się mobilizujemy – z czego finalnie jesteśmy bardzo zadowoleni. Po drodze zahaczamy o Sanktuarium Matki Boskiej na Górce – już jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że w warunkach zimowych trzeba jechać tu drogą jak do hotelu Orle Gniazdo. Ciekawe miejsce: kamienny kościół z cudownym źródełkiem obok, piękny widok na Szczyrk.

Potem już prosto do celu. Żywiec bardzo nam się podoba, i to mimo złej pogody. Zwarte, ładnie odnowione centrum z miłymi butikami. Podczas spaceru oglądamy Park Habsburgów z pałacem (XIX) i zamkiem (XVI, piękne krużganki na dziedzińcu), katedrę (XV), kamienną dzwonnicę (XVIII), miły rynek z ratuszem oraz gotycki kościół św. Krzyża kryty gontem (XIV). Cały spacer obfituje we wrażenia turystyczne i sprawia nam wielką przyjemność. Tymcio grzecznie siedzi w nosidle.

Na pożegnalną kolację idziemy wszyscy do Karczmy Żywieckiej. Strzelamy sobie takie porcje, że mało nie pękamy. Tymo długo nie chciał wchodzić do knajp, ale wzięliśmy go na sposób – jajka z niespodzianką, które w tajemniczy sposób znajdują się w pobliżu stolika, przy którym jemy.

Wieczorem, chcąc nie chcąc, pakujemy się o domu. Wiemy, że teraz przez jakiś czas będzie u nas posucha w aktywnych wyjazdach, ale za to następnym razem pojedziemy już w powiększonym gronie!

Na Wielką Czantorię.

Na Wielką Czantorię.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Sanktuarium Maryjne na Górce w Szczyrku.

Sanktuarium Maryjne na Górce w Szczyrku.

Żywiecki Pałac Habsburgów (XIX w).

Żywiecki Pałac Habsburgów (XIX w).

Żywiecki Zamek Habsburgów (XVI w).

Żywiecki Zamek Habsburgów (XVI w).

Katedra (XV w) w Żywcu.

Katedra (XV w) w Żywcu.

Żywiecki rynek z ratuszem.

Żywiecki rynek z ratuszem.

Gotycki Kościół Św. Krzyża, XIV w.

Gotycki Kościół Św. Krzyża, XIV w.