Do Grobu Hrabiny, Bukowiec-Beniowa-Sianki

Doliną Górnego Sanu do Grobu Hrabiny

To jedyny szlak doprowadzający na południowy kraniec Polski (na pobliski szczyt Opołonek można wejść tylko z terytorium Ukrainy). W lecie jest to zapewne po prostu łatwy, nieco długaśny spacer z cieniami historii w tle. Jednak zimą, gdy ścieżkę zasypuje śnieg, a dzień jest krótki, robi się w tej trasy całkiem spora wyprawa. Bliskość pilnie strzeżonej granicy z Ukrainą sprawia, że cały czas mamy wrażenie, że podąża za nami czyjś wzrok. Miłośnicy serialu Wataha będą zapewne czuli szybsze bicie serca. Przez cały dzień spotykamy tylko dwie osoby, i to na samym początku wycieczki. Poza tym ani żywego ducha. Wyjątkowym przeżyciem jest powrót po zmroku przez wyludnioną wieś Beniowa, tuż obok cmentarza. Gdy oglądamy się za siebie po paru minutach, widzimy tam tajemnicze światło. Czyżby patrol straży granicznej? Patrzymy na siebie i przyspieszamy kroku. Wycieczka do Sianek nie oferuje rozległych widoków szczytowych, ale daje dużo więcej w zamian – bogactwa wrażeń nie da się opisać, najlepiej jest przejść tę trasę samemu, poczytawszy wcześniej o zawiłej historii tutejszych terenów.

28 stycznia 2018, niedziela

Ranek słoneczny, potem chmurzy się i zaczyna padać śnieg, ok zera stopni

Oj, trudno wstać rano po wczorajszej zimowej wyprawie na Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec… Po wykrzesaniu z siebie całego hartu ducha o 9:30 (o, zgrozo…) wreszcie ruszamy. Po drodze przymusowy przestój spowodowany przez autobus, który utknął na pokrytej lodem drodze na wysokości Połoniny Wetlińskiej. Na szczęście ominęliśmy (nie bez emocji na śliskiej nawierzchni 😉) tę uciążliwą przeszkodę i ostrożnie potoczyliśmy się dalej. Dojazd z Wetliny do Bukowca to ponad 50 km. Trzeba przejechać przez Muczne i Tarnawę Niżną, by dotrzeć w końcu do parkingu na terenie dawnej wsi Bukowiec.

Bukowiec

Wieś ta była wzmiankowana już w XV w. Na przełomie XIX i XX w. funkcjonowała tu m.in. potasznia (gdzie poprzez płukanie wodą popiołu drzewnego uzyskiwano węglan potasu) oraz zakład produkcji beczek. Stała tu drewniana cerkiew pw. Objawienia Pańskiego z 1824 r. Po wojnie w latach 40. miejscowa ludność została wysiedlona na radziecką stronę granicy, a wieś – spalona.

Ruszamy za niebieskimi znakami ścieżki przyrodniczo-historycznej BdPN „W dolinie górnego Sanu”. Szlak prowadzi przez las, a potem przez rozległe łąki. Po lewej za Sanem widać linię kolejową prowadzącą do Użhorodu, którą po chwili toczy się pierwszy pociąg towarowy. Słyszeliśmy ich dzisiaj kilka i był to jedyny dźwięk cywilizacji, jaki nam towarzyszył podczas całej wycieczki.

Naszą wycieczkę zaczynamy na terenie dawnej wsi Bukowiec.

Dalej droga oznaczona jest zakazem wjazdu – samochód można zostawić na parkingu.

Tu stał niegdyś przydrożny krzyż.

Beniowa

Po półgodzinnym marszu dostrzegamy w oddali charakterystyczną wielką lipę na wzgórzu. Od ponad dwustu lat znaczyła ona środek wsi Beniowa. Dzisiaj zdobi rozległą łąkę – po wiosce pozostał tylko cmentarz położony w pobliżu Sanu. Cmentarz zajmuje on dość dużą powierzchnię, ale pozostało tam zaledwie kilkanaście zniszczonych nagrobków.

Poza grobami na terenie cmentarza znajduje się też cerkwisko z widocznymi nędznymi pozostałościami cerkwi z 1909 r. Malowniczą świątynię przykrywało kiedyś pięć baniastych dachów. Cerkiew została spalona wraz z innymi zabudowaniami wsi w 1946 r. Dostrzegamy fragmenty jej podmurówki. Na cmentarzu wzrok przyciąga piaskowcowa bryła z wyrytym kształtem ryby – prawdopodobnie stara podstawa pod chrzcielnicę.

Podobnie jak w przypadku Bukowca, ludność Beniowej została wysiedlona po II wojnie światowej. Wspaniałym świadkiem dawnych dni są również krzyże przydrożne. Wieś kiedyś tętniła życiem: były tu m.in. tartaki, młyn wodny, browar i huta szkła. Na początku XX w. powstała kolejka wąskotorowa. Aż serce boli, gdy czytamy, że po wojnie i wysiedleniu mieszkańców dzieła zniszczenia dokończono przez rekultywację terenu za pomocą trotylu…

Po ok. 40 minutach docierami do kolejnej nieostniejącej wsi – Beniowej

Mieszkańcy wsi po wojnie zostali przesiedleni, a zabudowania – spalone.

Jedynym znakiem cywilizacji jest teraz ukraińska linia kolejowa.

Mijamy krzyż przydrożny z 1888 r.

Na cokole zachowały się wyraźne inskrypcje

Wkraczamy na teren Beniowej – wyludnionej wsi.

W krajobrazie wyróżnia się kilkusetletnia lipa.

Lipa znaczyła niegdyś środek wsi.

Można sobie wyobrazić, jak kiedyś umiejscowione były domy i pola.

Przy dawnym cmentarzu urządzono punkt odpoczynku, są też tablice informacyjne BdPN.

Wchodzimy na teren cmentarza w Beniowej.

Brama wejściowa sprawia wrażenie, jakby lada moment miała się zawalić.

Na cerkwisku – charakterystyczna piaskowcowa bryła z wyrytą rybą.

To prawdopodobnie podstawa pod dawną chrzcielnicę.

Na cmentarzu w Beniowej zachowało się kilkanaście nagrobków.

Niemal wszystkie są w złym stanie.

Gdzieniegdzie da się jeszcze odczytać stare napisy.

Beniowa-Sianki

Po minięciu Beniowej nasz szlak leśną ścieżką skraca łuk drogi. Gdy wracamy na utwardzoną nawierzchnię, po lewej widzimy opuszczony budynek, w którym jeszcze parę lat temu można było coś zjeść i się napić. Obok stał kiedyś schron turystyczny BdPN „Nad Negrylowem” (zamknięty i rozebrany ok. 10 lat temu).

Teraz parę kilometrów idziemy dość sprawnie leśną drogą, by po kolejnych 40 minutach skręcić znowu w leśną ścieżkę tuż za wygodną wiatą. Drogowskaz informuje, że do grobu Hrabiny jeszcze tylko 40 minut. Tymczasem dopiero zaczynają się schody… Ścieżka jest bardzo słabo przedeptana, po ostatnich opadach śniegu szło nią może kilka osób. Do tego szlak sporo kluczy, to opuszczając się nad same brzegi niepozornego tu Sanu, to wznosząc kilkadziesiąt metrów wyżej. Kopny śnieg i zmęczenie nie ułatwiają zadania.

W ostatnich latach zmieniono przebieg ścieżki turystycznej tak, by szlak prowadził turystów tuż obok ruin dworu Stroińskich, co jednak znacząco wydłużyło trasę. Ruiny dzisiaj są przykryte śniegiem, ale nawet w zimowej aurze widzimy, że miejsce musiało być kiedyś urocze. Obok stała dawniej kaplica dworska, ale została zdewastowana, a potem wysadzona w latach 70…

Nasza ścieżka biegnie tarasem nad Sanem.

W tym miejscu stał kiedyś schron BdPN pod Negrylowem, rozebrany już prawie 10 lat temu.

Ścieżka ponownie doprowadza do utwardzonej drogi

Tu nasz szlak opuszcza utwardzoną drogę i skręca w lewo.

Po skręcie ścieżka jest zdecydowanie słabiej przedeptana.

Schodzimy w dół w kierunku Potoku Niedźwiedziego.

Dochodzimy do ruin majątku Stroińskich.

Z dawnego dworu zachowała się tylko piwnica

Cały czas idziemy w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej.

Worek bieszczadzki. Czujemy w powietrzu oddech dawnych czasów.

Przecinamy kolejne zaśnieżone polanki.

Ścieżka prowadzi to wyżej, to niżej nad Sanem.

Cmentarz w Siankach – grób Hrabiny

Ok. 14:30 docieramy wreszcie do cmentarza i cerkwiska w Siankach. Wzrok przyciąga niedawno odnowiona kaplica cmentarna, przed którą znajdują się grobowce Stroińskich – Franciszka i Klary (oba teraz przykryte śniegiem, ten drugi znany jest właśnie jako „Grób Hrabiny”). Dookoła las i polana, trudno uwierzyć że to tereny dawnej wsi, która w okresie międzywojennym była znanym bieszczadzkim kurortem. Były  tu pensjonaty, restauracje, domy letniskowe, wyciąg narciarski, skocznia, korty tenisowe, amatorski teatr wystawiał swe przedstawienia. Obecnie dawna wieś jest przedzielona granicą państwową. Po stronie ukraińskiej żyje kilkadziesiąt rodzin, zachował się dawny budynek dworca. To tereny strategiczne, położone w pobliżu Przełęczy Użockiej, która oddziela Bieszczady Zachodnie od Wschodnich. Podczas ostatnich wojen trwały tu trudne walki.

Cel naszego spaceru. Dawny cmentarz w Siankach.

Zachowała się kaplica cmentarna. Nagrobki Andrzeja i Klary Stroińskich zostały przysypane przez śnieg.

Do punktu widokowego na ukraińskie Sianki już nie zdążymy dotrzeć.

Powrót do Bukowca

Z bólem serca – bo planowaliśmy dojść do punktu widokowego na Sianki – decydujemy się na odwrót. Jak się potem okazuje, decyzja była słuszna – i tak ostatnie kilometry drogi powrotnej pokonaliśmy już w ciemności. Na szczęście za cmentarzem w Beniowej trasa nie sprawia już trudności orientacyjnych.

Wracamy – i tak na szlaku zastanie nas zmrok.

To jeden z najbardziej malowniczych odcinków dzisiejszej wycieczki.

I z powrotem w Beniowej. Tym razem przy zapadającym zmroku.

Na etapie planowania wycieczkę łatwo jest zbagatelizować, bo i z mapy, i z opisów trudno  jest odczytać dokładny przebieg ścieżki. Po spojrzeniu na ślad na mapce nawigacji widać, że szlak dużo bardziej „kręci”, niż można by wywnioskować na podstawie mapy. Nie należy też zapominać, że wbrew pozorom pokonujemy też spore przewyższenie. Tylko do Grobu Hrabiny i z powrotem musimy przejść łącznie ok. 650 m w górę i w dół (mimo że początkowy i końcowy punkt trasy dzieli zaledwie 40 m w pionie). A gdybyśmy doszli do końca ścieżki, to przewyższenie byłoby jeszcze większe.

Niestety, nie zdążyliśmy dziś podejść na punkt widokowy, z którego można zobaczyć Przełęcz Użocką i znajdującą się za nią ukraińską część Sianek. Będzie po co wrócić w cieplejszej porze roku. Wtedy też lepiej zaprezentuje się sam główny bohater – San, który dzisiaj głównie drzemał pod śnieżno-lodową kołderką.

Nasz czas: 11:00 – 17:30, ok. 20 km i 650 m przewyższenia