Połonina Wetlińska zimą

Połonina Wetlińska – najrozleglejsza połonina w Bieszczadach – jest piękna o każdej porze roku. Jesienią romantyczna, latem przyjazna dla wszystkich, zimą nabiera surowego charakteru. Przy dobrych warunkach pogodowych wycieczka nie będzie trudna, trzeba jednak pamiętać, że to, co latem jest przyjemnym spacerem, w warunkach zimowych wymaga dużo wysiłku i może zmienić się w poważną wyprawę górską. Przy mgle i leżącym śniegu łatwo o pobłądzenia. Wiatr – tak często tu wiejący – w ujemnych temperaturach przeszywa do szpiku kości – mieliśmy dziś całkiem niezłą tego próbkę. Przy pięknej pogodzie zimowe widoki z Wetlińskiej są jednak niezapomniane. Jeśli zawędrujemy na Przełęcz Orłowicza, warto jeszcze wybrać się na nieodległy Smerek – to fantastyczny punkt widokowy.

25 stycznia 2018

Słoneczna zimowa aura, na dole ok zera, na górze ok. -8 stopni i bardzo silny wiatr

Dzień zaczynamy wcześnie. W Bieszczady ruszamy rano z Rzeszowa, gdzie przywieźliśmy dzień wcześniej Sebusia na ostatnie dni ferii u Babci i Dziadka. Udaje nam się wyjechać przed 6:30. O 9:30 stawiamy się już w Brzegach Górnych, skąd rozpoczynamy naszą wycieczkę.

Jeśli zależy Wam na szybkim i wygodnym dostaniu się na Połoninę Wetlińską, lepiej wybrać drogę z Przełęczy Wyżnej – szlak stamtąd jest zdecydowanie bardziej uczęszczany i lepiej przetarty. My tym razem wybieramy czerwono znakowaną ścieżkę z Brzegów Górnych – nigdy nią jeszcze nie szliśmy.

Połonina Wetlińska z Brzegów Górnych

Szlak z Brzegów jest rzadziej wybieranym dojściem na połoninę niż ten z Przełęczy Wyżnej, ale nie znaczy to, że nie jest wykorzystywany w ogóle. Widać wyraźne ślady skitourowców. W ciągu ostatnich dni przed nami szło też tędy kilka osób. Ścieżka jest dość wygodnie i równomiernie nachylona, więc sprawnie zdobywa się wysokość. Przez większość czasu towarzyszą nam piękne widoki na Caryńską.

Ruszamy z Brzegów Górnych.

Za nami wyłania się piękna Połonina Caryńska.

Wyżej las jest już pięknie zaszroniony.

Chwilami podejście przez buczynę jest całkiem strome.

Podczas podejścia raz tylko mamy problemy orientacyjne – nasz dzisiejszy szlak jest, widać, chyba częściej wybierany przez skitourowców niż turystów pieszych – ślady zjazdów są momentami znacznie lepiej widoczne niż wydeptana ścieżka. Jak łatwo się domyślić, staje się w końcu to, co stać się musiało – idziemy esem-floresem narciarzy, a zwykły szlak gdzieś się gubi. Na szczęście dołączamy do znakowanej ścieżki jeszcze przed skałkami podszczytowymi. No, przez chwilę jest może mniej wygodnie, ale przyjemność wędrowania w dziewiczym śniegu przysłania wszystkie niedogodności.

Czujemy się jak w bajce.

Dostojna Caryńska znowu nas śledzi.

I znowu bardziej stromy fragment szlaku.

Grzbiet osiągamy między malowniczo położonymi skałkami.

Jeszcze nie wiemy, jak zaraz będzie wiało.

Wiatr na razie jeszcze nam nie przeszkadza.

Krajobraz przed nami staje się księżycowy.

Nasza wycieczka miała dotąd charakter czysto rekreacyjny. Wszystko zmienia się, gdy tylko wychodzimy poza górną granicę lasu. Dołącza do nas nasz nieodłączny towarzysz dzisiejszej wycieczki. Wiatr. Właściwie powinniśmy powiedzieć „wicher” – porywy są momentami tak silne, że trudno nam utrzymać się w pozycji pionowej. Mimo rękawiczek grabieją ręce, zimno wciska się w każdą szczelinę. Porywy wiatru były zdecydowanie największym utrudnieniem dzisiejszej wycieczki – ale z drugiej strony dzięki nim wędrówka była dla nas takim prawdziwym doświadczeniem surowej przyrody – no a w końcu dla takich prawdziwych przeżyć też idzie się w góry, prawda?

Połonina Wetlińska zimą

Po dojściu do „Chatki Puchatka” przed nami otwierają się nie – jak wiosną – trawiaste przestrzenie, lecz iście księżycowy krajobraz. Wokół śnieg dziwacznie urzeźbiony przez wszechobecny wiatr. Od 2015 r., kiedy Chatkę przejął od PTTK Bieszczadzki Park Narodowy – obiekt zmienił klasyfikację ze schroniska na schron turystyczny. Obecnie nie można już liczyć tu na posiłek, ale można wejść, nieco się ogrzać, przenocować w spartańskich warunkach.

Chatka Puchatka przycupnęła pod samą kulminacją Hasiakowej Skały (1232 m).

Tu nareszcie się rozgrzejemy!

Chatka Puchatka jest dzisiaj polukrowana.

Ostatnie spojrzenie na Schron BdPN i ruszamy dalej.

Jemy kanapki, popijamy herbatą z termosu i ruszamy dalej w kierunku Przełęczy Orłowicza.

Ścieżka biegnąca Połoniną Wetlińską jest długa – ma ok. 8 km długości. Gdyby nie wiatr-siłacz, dzisiejsza wycieczka byłaby samą przyjemnością. Po prawej zostawiamy Roh, bo szlak prowadzi przez kulminację Osadzkiego Wierchu. Za nami pięknie widać Caryńską. W oddali wyłaniają się Rawki. Z boku pyszni się Hnatowe Berdo, przed nami dumnie wyrasta Smerek. A to wszystko w pięknej zimowej scenerii… R. nie może się rozstać z aparatem – wieczorem okazuje się, że zrobiliśmy ponad 300 zdjęć – każdy krok nas zachwycał!

Główne kulminacje Połoniny Wetlińskiej – Osadzki Wierch i Roh – przed nami.

Prawdziwa śnieżna zima kończy się kilka kilometrów na północ od połonin.

Roh (1255 m) zostawiliśmy po prawej, zbliżamy się do Osadzkiego Wierchu.

Osadzki Wierch (1253 m)

Ze zboczy Osadzkiego Wierchu widać, jak już oddaliliśmy się od Hasiakowej Skały i Caryńskiej.

Kulminacja Wetlińskiej – wyżej już tylko słońce!

Ostatnie spojrzenie z Połoniną Caryńską w tle.

Teraz przed nami Hnatowe Berdo (po lewej) i Smerek.

Smerek widać jak z lotu ptaka.

A ku ku!

Grzbiet Hnatowego Berda wygląda bardzo dostojnie.

Smerek powoli się przybliża.

Chmury dzisiaj często ubarwiają nasze widoki.

Kulminacje Wetlińskiej, od lewej – Roh, Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo.

Przez chwilę szlak prowadzi zalesionym garbem.

Smerek znowu zaczyna nas mamić swoim urokiem.

Po ok. półtorej godziny marszu stawiamy się na Przełęczy Orłowicza (1078 m n.p.m.). Oj, odpoczęłoby się chwilę, ale jak to zrobić w takich warunkach? Schodzimy kilkanaście metrów poniżej grzbietu i przysiadamy za oszadzionym karłowatym świerkiem. Do siadania w zimie od lat świetnie sprawdza się nam płachta izolacyjna na szybę samochodową  – znacznie mniejsza niż karimata. Wieje trochę mniej, jednak nie na tyle, by postój sprawiał przyjemność.

Wejście na Smerek

Z przełęczy żółtym szlakiem chcemy wrócić do Wetliny. Jest jednak tak pięknie, że postanowiliśmy nieco przedłużyć wycieczkę i zrobić szybki wypad na Smerek (1222  m n.p.m.). To jeden z najpiękniejszych bieszczadzkich szczytów, a przy tym fantastyczny punkt widokowy. 20 min w jedną stronę, chwila na szczycie, 15 min w drugą – i jesteśmy z powrotem.

Niższy wierzchołek Smereka jest udostępniony turystycznie.

Widoki są bardzo rozległe, chociaż dzisiaj nieco ograniczone przez chmury.

Smerek stanowi piękne wykończenie pasma połonin.

Stalowy krzyż upamiętnia śmierć turysty porażonego prądem w 1978 r.

Obniżające się słońce wyostrza rysy Połoninie Wetlińskiej.

Z Przełęczy Orłowicza do Wetliny

Żółty szlak sprowadzający z Przełęczy Orłowicza do Wetliny jest wygodny i bardzo dobrze przedeptany. Jak tylko opuszczamy rejon grzbietowy, przestaje wiać. Co za miła odmiana! Po 15 minutach od przełęczy znajduje się bardzo porządna wiata – świetne miejsce na odpoczynek. I my zatrzymujemy się tu na chwilę, dopijamy herbatę (jest już, niestety tylko letnia – zapomnieliśmy wziąć nakrętki od naszych najlepszych termosów i musimy zadowalać się takimi, które ciepło zamiast zatrzymywać w sobie, oddają na zewnątrz…). Do Wetliny schodzimy znaczniej szybciej niż przewidują to informacje na mapach. Po godzinie (z odpoczynkiem) jesteśmy na dole. Ale mieliśmy piękny spacer!

W kilkanaście minut schodzimy z powrotem na Przełęcz Orłowicza.

Jeszcze nie wiemy, że zaraz przestanie wiać.

Iść, ciągle iść, w stronę słońca…

Buczyna pokryła się bajkową szadzią.

Żółty szlak sprowadza nas do Wetliny przez rozległe pola.

Dobrze, że udało się wrócić na Połoninę Wetlińską – ostatni raz byliśmy tu pewnego pięknego wrześniowego dnia 2011 r. Chłopcy jeszcze byli bardzo mali – Sebuś miał dopiero niecałe dwa lata. Wtedy doszliśmy tylko do Chatki Puchatka, co i tak uznaliśmy za wielkie rodzinne osiągnięcie😊 Ale pogoda również była prześliczna. Relacja tutaj.

W Wetlinie szybko odnajdujemy naszą kwaterę. Nasz gospodarz zgadza się nas podwieźć do Brzegów Górnych, gdzie rano zostawiliśmy samochód. Z radością witamy tę możliwość – hurra, nie będziemy musieli robić sobie dodatkowego spacerku 10 km asfaltem!

Wieczorem wybieramy się jeszcze na obiad do absolutnie godnej polecenia karczmy „Paweł nie całkiem święty” w miejscowości Smerek. Jak dobrze wreszcie zjeść coś ciepłego!

Nasz czas: 9:30-16:30, ok. 16,5 km, 750 m  górę i 850 m w dół.

Tu mieszkamy: Noclegi u Boguszów, Wetlina 136. Niewielki, ale sympatyczny i czyściutki dwuosobowy pokój z aneksikiem kuchennym i niezależnym wejściem. Bardzo dobry jak na nasze potrzeby.