Waligóra, Skalnik, Ślęża i Chełmiec

26 kwietnia 2012, czwartek

Słonecznie i ciepło, ok. 20 stopni

Warszawa – Kraków; 16:30–22:45, 295 km

To wstyd, że te miasta nie mają lepszego połączenia drogowego… Jedzie się tak sobie, spory ruch, zwłaszcza końcówka i wjazd do Krakowa daje nam się we znaki (chociaż nie było korka ze względu na późną porę).

Po drodze postój w fajnym McD za Tarczynem i przy stacji benzynowej z widokiem na podświetlone ruiny zamku w Chęcinach (potem chłopcy zasnęli i przenieśliśmy ich śpiących do łóżek w hotelu).

Nocleg w Domu Turystycznym w Nowej Hucie: rozsądny stosunek ceny do jakości, a przy tym blisko miejsca jutrzejszej konferencji R.

27 kwietnia 2012, piątek

25oC, po prostu upał… Pięknie!

Rano jemy śniadanie w hotelu, a potem M. spędza z chłopcami upojne półtorej godziny w pokoju, a R. szybko załatwia uczestnictwo w konferencji. Wracając, kupuje dla chłopców małe flagi na zbliżający się Dzień Flagi. To atrakcja dnia: chłopcy biegają i wymachują nimi, krzycząc: „Polska gola”.

Kraków – Gorzeszów; 10:30–17:40, 370 km

Znaczna część drogi mija naprawdę szybko dzięki autostradzie. Mimo że płatna i zatłoczona, to jednak wygodna. Zatrzymujemy się na zupę w restauracji przy stacji Shell: znośny żurek, ale drogo i kiepski wybór jedzenia; na plus – przyzwoity plac zabaw.

Potem chłopcy śpią, a my przejeżdżamy w tym czasie aż w okolice masywu Ślęży, żeby zjeść obiad w schronisku – Domu Turysty PTTK „Pod Wieżycą” w Sobótce: poza weekendem można podjechać samochodem pod samo schronisko. Sam budynek nie grzeszy może urodą, ale obiady dają dobre – jemy pomidorówkę, gołąbki i pierogi ruskie; niezapomniane wrażenia z toalety bez drzwi (bo właśnie był remont) 🙂

Bardzo podobają się nam widoki na Ślężański Park Krajobrazowy, stuningowane przez pola kwitnącego rzepaku na „przedpolu”.

Potem jeszcze krótki postój w Świdnicy, żeby opstrykać największy w Europie Kościół Pokoju.

Gorzeszów

Zatrzymujemy się w agroturystyce o wdzięcznej nazwie „EkoKrasnoludki”. Dom ładnie wykończony, mamy „podwójny” pokój – w części z aneksem kuchennym lokujemy chłopców, a my zajmujemy „salon” – będzie naprawdę wygodnie i… bardzo tanio (płacimy tylko 75 zł za dobę). Na zewnątrz brakuje placu zabaw (jest tylko piaskownica), ale chłopcom to nie przeszkadza, bo zaraz dosiadają swoich pojazdów – roweru i „tuptupa” i objeżdżają okolice.

Postój na autostradzie Kraków-Wrocław.

Postój na autostradzie Kraków-Wrocław.

Postój na autostradzie Kraków-Wrocław.

Postój na autostradzie Kraków-Wrocław.

Ślęża z okien samochodu.

Ślęża z okien samochodu.

PTTK pod Wieżycą.

PTTK pod Wieżycą.

Widok sprzed schroniska.

Widok sprzed schroniska.

Ewangelicki Kościół Pokoju (XVII) w Świdnicy.

Ewangelicki Kościół Pokoju (XVII) w Świdnicy.

Ewangelicki Kościół Pokoju (XVII) w Świdnicy.

Ewangelicki Kościół Pokoju (XVII) w Świdnicy.

Ewangelickie nagrobki.

Ewangelickie nagrobki.

Katedra w Świdnicy (XIV-XV).

Katedra w Świdnicy (XIV-XV).

28 kwietnia 2012, sobota   

25oC, pięknie

Aż buzie nam się śmieją, gdy wyglądamy rano za okno, a tam piękne słoneczko i ani jednej chmurki na niebie! Chłopcy tez nie mogą doleżeć w łóżkach i zaraz po 6:00 przychodzą do nas.

Rano rozmawiamy chwilę z gospodarzami, chłopcy oglądają mieszkającego w samochodzie (!) króliczka i malutką owieczkę pijącą z butelki mleko.

Na Waligórę (936 m n.p.m.); ~9.00-13.00

Wycieczką na najwyższy szczyt Gór Kamiennych inaugurujemy nasz pobyt. I to w wielkim stylu!

Chłopcy spisują się na medal. Mimo bardzo stromego podejścia od schroniska Andrzejówka, Tymuś dosłownie wbiega na górę, wybierając tylko „trudne warianty” – jak sam to określa, a Sebuś też dużą część drogi pokonuje na nóżkach (schodzi praktycznie zupełnie samodzielnie). Naprawdę kumple na medal nam rosną.

My cieszymy oczy ciekawymi krajobrazami Gór Kamiennych: wierzchołki rzeczywiście są strome i regularne, jak na wulkaniczny rodowód przystało. Mimo początku majowego weekendu nie ma dzikiego tłumu turystów; spotyka się raczej koneserów.

Chłopaki zwracają uwagę raczej na innego typu atrakcje: huśtanie się na szlabanie i podnoszenie suchych konarów (Tymo) czy szukanie kamieni i kałuż (czynności powiązane) i odpływów na drodze (Sebuś).

Nie chcemy ryzykować zejścia najkrótszym stromym wariantem, więc decydujemy się nadłożyć drogi i naokoło (szlaki: żołty i czarny) zejść do schroniska Andrzejówka. (Decyzja bardzo trafna i – zwłaszcza z dziećmi – godna polecenia). Wszystkim nam wesoło, urządzamy konkurs „kto zna więcej piosenek z kategorii…”

Przemiłym uwieńczeniem wycieczki jest obiad w schronisku Andrzejówka. Schronisko ma niesamowicie klimatyczny wystrój. Każdemu detalowi można się przyglądać: wszystko ślicznie wyrzeźbione w drewnie. Jedzeniu też nie można nic zarzucić. Najadamy się jak bąki żurkiem, zupą gulaszową, pierogami ruskimi i naprawdę pysznymi naleśnikami z serem.

Od schroniska Andrzejówka na Waligórę.

Od schroniska Andrzejówka na Waligórę.

Przed Sebusiem nasz cel - Waligóra.

Przed Sebusiem nasz cel – Waligóra.

Na Waligórę - można się pohuśtać na szlabanie!.

Na Waligórę – można się pohuśtać na szlabanie!.

Stromizna, a Tymo śmiga.

Stromizna, a Tymo śmiga.

Przed atakiem szczytowym przyda się odpoczynek.

Przed atakiem szczytowym przyda się odpoczynek.

Uff, można wyjśc z nosidła.

Uff, można wyjśc z nosidła.

07. Waligóra (936 m n.p.m.), Góry Kamienne.

Waligóra (936 m n.p.m.), Góry Kamienne.

08. Waligóra (936 m n.p.m.), Góry Kamienne.

Waligóra (936 m n.p.m.), Góry Kamienne.

09. A to nasz Wyrwidąb.

A to nasz Wyrwidąb.

10. Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

11. Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

13. Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

Z Waligóry do Rybnicy Leśnej.

'Miało być lato, jest zima'

‚Miało być lato, jest zima’

14. Schronisko Andrzejówka.

Schronisko Andrzejówka.

16. Schronisko Andrzejówka.

Schronisko Andrzejówka.

15. Schronisko Andrzejówka.

Schronisko Andrzejówka.

 

Schronisko Andrzejówka.

Schronisko Andrzejówka.

Wracając, przejeżdżamy przez Sokołowsko. Oglądamy dawne budynki sanatoryjne (szcz. ciekawy jest lekko „gargamelowaty” ogromny ceglany Grunwald) i ceglaną cerkiew z pocz. XX w. Seba pochrapuje z tyłu. Odpadł zaraz po wejściu do samochodu, a i Tymowi niewiele brakowało.

Po powrocie Sebuś śpi, T. biega trochę po podwórku, a R. załatwia najpotrzebniejsze zakupy.

Rezerwat „Głazy Krasnoludków” k. Gorzeszowa

To ostatni bastion Gór Stołowych, a jednocześnie atrakcja położona najbliżej naszej kwatery; dzisiaj posłużyła nam jako wybieganie chłopców przed snem:)

Przy parkingu jest spory teren, który doskonale wykorzystuje miejscowa młodzież i nie tylko (ogniska, grille itp.); w samym rezerwacie – pojedynczy turyści. Chłopcy dosiadają swoich maszyn i, o dziwo, świetnie sobie radzą na lokalnej błotnisto-kamienistej drodze do zwózki drewna! T. i M eksplorują okolice skałek, robią fotoreportaż, a na koniec „zasypiają” na łączce obok parkingu; Sebuś i R. idą dzielnie (choć niespiesznie) wzmiankowaną drogą u podnóża skał (Sebuś nie przepuścił chyba żadnej kałuży, zasypując je wprost kamieniami, patykami i szyszkami). Tymusiowi chyba brakowało towarzystwa młodszego brata, bo kilka razy mówił: „czekamy na tuptupistów”

18. Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

 

20. Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

21. Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

22. Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

23. Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Rezerwat Głazy Krasnoludków.

Czekamy na tuptupistów.

Czekamy na tuptupistów.

Po powrocie chwilę bawimy się na naszym podwórku z nowoprzybyłymi dziećmi.

29 kwietnia 2012, niedziela

26 oC, ładnie, wręcz upalnie, ale bardzo wietrznie, zwłaszcza w górach

Wyprawa na Skalnik (945 m n.p.m.): ok. 4 godz. z dojazdem

Dziś wycieczka na najwyższy szczyt Rudaw Janowickich. Wybieramy dojście od strony Czarnowa, dojeżdżamy wąziuteńką drogą pod dawne schronisko Czartak; po drodze zadziwia nas widok faceta w białej spódnicy (… który okazuje się mieszkańcem tutejszej farmy Hare Kriszny).

Wejście w większości po kamieniach i leśnych drogach przez las, trochę się dłuży. Główny wierzchołek nie jest zbyt spektakularny (zalesiony grzbiet bez wyraźnej kulminacji); robimy tu obowiązkowe zdjęcia i piknik na kocu, korzystając z nieobecności innych turystów.

Druga kulminacja – Ostra Mała nadrabia efektownością za główny wierzchołek (trzy skałki, na jednej z nich punkt widokowy z którego ładnie widać Karkonosze i Rudawy); Tymuś z radością wspina się na środkową skałkę, a najchętniej wlazłby na każdą po kilka razy…

Sebuś wręcz zadziwia nas swoją sprawnością i determinacją – pokonuje na własnych nóżkach ok. połowę dystansu zarówno w górę, jak i w dół; przed samochodem w końcu jednak zasypia w nosidle i śpi jeszcze dwie godziny w domu.

Z Czarnowa na Skalnik.

Z Czarnowa na Skalnik.

Z Czarnowa na Skalnik.

Z Czarnowa na Skalnik.

Z Czarnowa na Skalnik.

Z Czarnowa na Skalnik.

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Skalnik (945 m n.p.m., Rudawy Janowickie).

Chłopcy w siódmym niebie...

Chłopcy w siódmym niebie…

Punkt widokowy w okolicy Skalnika.

Punkt widokowy w okolicy Skalnika.

Punkt widokowy w okolicy Skalnika.

Punkt widokowy w okolicy Skalnika.

Widok na Karkonosze.

Widok na Karkonosze.

Podczas drzemki Sebusia Tymo rozgrywa z R. pierwszy cały mecz w piłkarzyki (który oczywiście nieznacznie wygrywa:)

Zamek w Książu (prawe 4 godziny z obiadem i dojazdem)

Największy zamek na Śląsku, pochodzi z XIII w., przebud. XVIII w., należał niegdyś do Hochbergów.

Nas uderza przede wszystkim tłum ludzi, którzy wylewają się z zamku i okolicznych parkowych alejek (niedzielna kulminacja kilkudniowych targów i towarzyszącego im jarmarku). Tenże tłum bardzo skutecznie uprzykrza nam spacer, praktycznie uniemożliwiając pokonywanie parkowych alejek na rowerze czy tup-tupie.

W końcu jakoś docieramy w okolice zamku, ale, głównie ze względu na późną porę, odpuszczamy sobie zwiedzanie, poprzestając na chwili zabawy z nadmuchiwanym ludzikiem i drewnianymi zwierzątkami.

Na koniec i… na deser podchodzimy kilkadziesiąt metrów na świetnie położony punkt widokowy, który pozwala docenić ogrom i urodę zamku!

Wcześniej po drodze jemy spóźniony obiad w Karczmie Kamiennej w Czarnym Borze (to bardzo niedoreklamowany obiekt, a szkoda, żeby stał pusty, bo ma bardzo ciekawe wnętrza, a do tego gotują tu dobrze i niedrogo); wsuwamy po pierogach i odrobinie schabowego od Tyma.

Karczma w Czarnym Borze z XVIII-w rodowodem.

Karczma w Czarnym Borze z XVIII-w rodowodem.

Karczma w Czarnym Borze z XVIII-w rodowodem.

Karczma w Czarnym Borze z XVIII-w rodowodem.

Późnogotycko-renesansowy zamek w Książu (XII, przeb. XVIII w).

Późnogotycko-renesansowy zamek w Książu (XII, przeb. XVIII w).

Zamek w Książu.

Zamek w Książu.

Zamek w Książu.

Zamek w Książu.

... i na krokodylu.

… i na krokodylu.

Na punkt widokowy Skały Olbrzyma.

Na punkt widokowy Skały Olbrzyma.

Tata-siłacz.

Tata-siłacz.

Tymo zadziwia nas swoją kondycją: przez cały dzień jest ruchu, wydaje się nawet mniej zmęczony niż my! Pada dopiero o 21:00.

30 kwietnia 2012, poniedziałek 

26 oC, upalny letni dzień – cudnie

Wyprawa na Ślężę (717 m n.p.m.): ok. 7 godzin, w tym 2,5 godz. dojazdów

Dojazd upływa nam jak zwykle w miłej atmosferze dzięki płycie Justynki i Tomka.

Zaplanowaliśmy wejście możliwie najkrótszym szlakiem żółtym z Przełęczy Tąpadła, ale mimo to jednak prawie 350 m przewyższenia i ok. 1,5 godziny marszu (w naszym tempie…)

Trasa prowadzi równomiernie nachyloną kamienistą drogą, a trudy marszu dzisiaj bardzo łagodzi wyjątkowo miłe otoczenie – soczysta wiosenna zieleń młodych liści i ciepłe promienie słońca ubarwione śpiewem ptaków… poezja!

Intensywność kontaktu z naturą potęguje spotkanie trzech mieszkańców ślężańskich lasów: popielicy, myszki polnej i niewielkiego ciemnego węża (zaskrońca?). Niestety, żaden nie chciał zapozować nam do zdjęcia.

Na szczycie atmosfera pikniku; robimy obowiązkowe zdjęcia z kaplicą na szczycie i z rzeźbą niedźwiedzicy sprzed ok. 2,5 tys. lat, a potem oddajemy się błogiej przyjemności konsumpcji kiełbasy z grilla (bo, niestety, jedzenie w schronisku albo z proszku, albo z grilla), a na deser dogadzamy sobie szarlotką („domową”).

Chłopcy, niestety, nie czują ani powagi miejsca, ani zmęczenia i zapamiętale biegają, a potem wygłupiają się przy jedzeniu. Sebek bywa nieznośny – rozrzuca jedzenie i bije wszystkich, a zwłaszcza Tyma. A tyle trudu wkładamy w wychowanie…

Obaj chłopcy z każdym dniem mają chyba coraz więcej sił; dzisiaj Seba wszedł połowę a zszedł 80% trasy, zasypiając dopiero w samochodzie (za to spał potem łącznie przez 3 godziny i nie można go było dobudzić…). Tymuś natomiast chodzi już jak wytrawny turysta, utrzymuje równe tempo i w ogóle nie marudzi, a po powrocie zaraz znowu biegnie na podwórko.

Spotykamy dzisiaj mnóstwo rodzin z większymi i mniejszymi dziećmi, nawet kilkutygodniowymi maluchami w chustach. To jakieś takie pozytywne.

Ślęża - nasz cel.

Ślęża – nasz cel.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

W wiacie Sebuś szukał króliczków.

W wiacie Sebuś szukał króliczków.

Nie ma króliczków...

Nie ma króliczków…

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Z Przełęczy Tąpadła na Ślężę.

Przed nami szczyt Ślęży.

Przed nami szczyt Ślęży.

Przed nami szczyt Ślęży.

Przed nami szczyt Ślęży.

Ślęża (718 m n.p.m.) .

Ślęża (718 m n.p.m.) .

Tymo zafascynował się zabawką z Książa...

Tymo zafascynował się zabawką z Książa…

Rzeźba datowana na 400-700 r p.n.e.

Rzeźba datowana na 400-700 r p.n.e.

Ślęża (718 m n.p.m.).

Ślęża (718 m n.p.m.).

Schronisko Na Ślęży.

Schronisko Na Ślęży.

Schronisko Na Ślęży.

Schronisko Na Ślęży.

Szczyt Ślęży (718 m n.p.m.).

Szczyt Ślęży (718 m n.p.m.).

Aniołki (z różkami).

Aniołki (z różkami).

Aniołki (z różkami).

Aniołki (z różkami).

Ze Ślęży na Przełęcz Tąpadła - widać wały kultowe.

Ze Ślęży na Przełęcz Tąpadła – widać wały kultowe.

Popołudniowy spacerek po Gorzeszowie

Jak co dzień próbujemy jeszcze przed wieczorem „wybiegać” chłopców na rowerze i tup-tupie. Tym razem ograniczamy się do najbliższych okolic, bo jest już późno, przy okazji robimy zdjęcia Diabelskiej Maczudze (imponującemu głazowi przy drodze).

Nasi chłopcy bardzo łatwo nawiązują kontakty zarówno z tubylcami, jak i z innymi gośćmi w naszym gospodarstwie; Sebuś robi furorę swoim tuptupem, tutaj nikt „czegoś takiego” nie widział, a Tymuś umawia się na następny dzień na zabawę z koleżanką z pokoju obok.

Wycieczka po Gorzeszowie.

Wycieczka po Gorzeszowie.

Diabelska Maczuga.

Diabelska Maczuga.

Diabelska Maczuga i Tymo.

Diabelska Maczuga i Tymo.

O, woda!!!.

O, woda!!!.

1 maja 2012, wtorek

27 oC, upał, a po południu burze z przelotnym deszczykiem

Wyprawa na Chełmiec (851 m n.p.m.): ok. 4 godziny z dojazdem

Najwyższe wzniesienie Gór Wałbrzyskich to ostatni szczyt KGP w Sudetach, który został nam do zdobycia!

Po drobnych problemach orientacyjnych ze znalezieniem właściwej drogi w Boguszowie podjeżdżamy kilkaset metrów trasą górniczej drogi krzyżowej i ruszamy. Dzisiejsza wędrówka okazuje się w sumie bardzo przyjemna i mało uciążliwa; początek kamienistą drogą, a potem leśnym żółtym szlakiem (skrót na szczyt, miejscami dość stromy, ale też ma miłe fragmenty trawersujące zbocza z pięknym bukowym lasem)

Na samym szczycie… „majówka”: ogniska, grille, msza pod krzyżem itp.

My robimy dokumentację fotograficzną, wchodzimy na wieżę widokową (lada dzień w budynku ma ruszyć punkt gastronomiczny), podbijamy pieczątki w książeczkach KGP i zmywamy się na własny piknik (puszczanie baniek itp.)

Droga w dół mija bardzo sprawnie, choć w tym czasie zdążają się wytworzyć chmurki z których przed samym samochodem zaczyna nieźle padać.

Chłopcy jak zwykle spisali się na medal; Tymuś to prawdziwy, wytrawny turysta, ma krzepę jak stary i nie bał się wejścia na strome schody na wieży (dużo starsze dzieci się bały), a Sebuś też coraz mniejszą część drogi idzie w nosidle, nie chce do niego wsiadać, twierdząc: „dam radę”; obaj tylko czasami są trochę nieznośni… nasze urwisy…!

Chełmiec (851 m n.p.m.) - nasz dzisiejszy cel.

Chełmiec (851 m n.p.m.) – nasz dzisiejszy cel.

Z Boguszowa na Chełmiec górniczą drogą krzyżową.

Z Boguszowa na Chełmiec górniczą drogą krzyżową.

Stacja górniczej drogi krzyżowej.

Stacja górniczej drogi krzyżowej.

Z Boguszowa na Chełmiec.

Z Boguszowa na Chełmiec.

Nabieramy sił.

Nabieramy sił.

Sebuś nadal nabiera...

Sebuś nadal nabiera…

Z Boguszowa na Chełmiec.

Z Boguszowa na Chełmiec.

Z Boguszowa na Chełmiec.

Z Boguszowa na Chełmiec.

Chelmiec (851 m n.p.m.), Góry Wałbrzyskie.

Chelmiec (851 m n.p.m.), Góry Wałbrzyskie.

Chelmiec (851 m n.p.m.), Góry Wałbrzyskie.

Chelmiec (851 m n.p.m.), Góry Wałbrzyskie.

Tymo na wieży widokowej na Chełmcu.

Tymo na wieży widokowej na Chełmcu.

Widok z Chełmca na Wałbrzych, Ślęża w tle.

Widok z Chełmca na Wałbrzych, Ślęża w tle.

Widok z Chełmca na Karkonosze ze Śnieżką i Rudawy Janowickie.

Widok z Chełmca na Karkonosze ze Śnieżką i Rudawy Janowickie.

Z Chełmca do Boguszowa.

Z Chełmca do Boguszowa.

Wizyta w Krzeszowie (ok. 2,5 godziny)

Wygłodniali zaczynamy zwiedzanie od… Restauracji Rustykalnej, gdzie zjadamy pierogi ze szpinakiem i pizzę (jedzenie niezłe, obsługa kiepska), w tym czasie trochę straszy nas deszczyk i grzmoty, ale w końcu nie ma większego deszczu.

Oglądamy pocysterski zespół klasztorny: kościół klasztorny Wniebowzięcia NMP, kościół św. Józefa, klasztor. Budynki pochodzą w większości z XVII-XVIII w., chociaż cystersi żyli w tym miejscu już od XIII stulecia; uderza niesamowite bogactwo zdobień zarówno fasad, jak i wnętrz.

Podjeżdżamy jeszcze pod Górę św. Anny i wchodzimy pod kaplicę św. Anny, po drodze i u celu wyprawy oglądając urzekające widoki na założenie klasztorne na tle Gór Kruczych, Karkonoszy i chylącego się ku zachodowi słońca. Chłopcy oczywiście zaliczają przy okazji obowiązkową przejażdżkę rowerowo-tuptupową.

Na koniec podjeżdżamy jeszcze do krzeszowskiego Betlejem z XVII-wiecznym drewnianym pawilonem letnim pośrodku stawu oraz oglądamy z okien samochodu kilka malowniczo położonych barokowych kaplic kalwaryjskich (z XVIII w.).

Podsumowując, zadziwiamy się, że jest w tych tak ciekawych okolicach naprawdę mało turystów (jak na środek długiego weekendu majowego) , a miejsce jest co najmniej tak samo urocze i piękne jak choćby Kazimierz n. Wisłą. Ale może to i dobrze!

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Barokowy kościół klasztorny cysyersów, XVIII, Krzeszów.

Z Krzeszowa na Górę Św. Anny.

Z Krzeszowa na Górę Św. Anny.

Widoki na zespół pocysterski w Krzeszowie.

Widoki na zespół pocysterski w Krzeszowie.

Renesansowo-barokowa kaplica Św. Anny.

Renesansowo-barokowa kaplica Św. Anny.

Krzeszowskie krajobrazy - można się zakochać.

Krzeszowskie krajobrazy – można się zakochać.

Kaplice kalwarii krzeszowskiej (XVIII).

Kaplice kalwarii krzeszowskiej (XVIII).

Letni pawilon Opatów (XVII).

Letni pawilon Opatów (XVII).