Węgry część II – Góry Bukowe, puszta i transfer nad Balaton

19 lipca 2012, czwartek

Do 35oC i niemal bezchmurnie!

Wycieczka w Góry Bukowe

Dzisiejszy dzień poświęcamy na wypad w jeden z najbardziej urokliwych zakątków Węgier – w Góry Bukowe. Aż szkoda, że czas mamy ograniczony i nie możemy sobie pozwolić na lepsze zeksplorowanie tych rejonów, a zwłaszcza na jakąś wycieczkę górską. Oglądane z samochodu, Góry Bukowe nie wywierają może jakiegoś piorunującego wrażenia na kimś, kto liczy na wyniosłe, skaliste szczyty i spektakularne widoki; ich spokojny, zielony krajobraz jest jednak bardzo miły dla oka, zwłaszcza przy ogólnej równinności Węgier (nas zaciekawia np. duża różnorodność drzew liściastych porastających stoki gór).

Góry Bukowe w pigułce poznajemy dzięki wycieczce po Dolinie Potoku Szalajka, uznawanej za serce Gór Bukowych.

Jest to miejsce perfekcyjnie zorganizowane pod turystów. Witają nas duże, płatne parkingi, punkty gastronomiczne i kioski z pamiątkami. Bez problemu trafiamy do początkowej stacji kolejki wąskotorowej, wożącej turystów po dolinie. Przejażdżka ciuchcią to duża atrakcja dla chłopców (my wolelibyśmy 4-kilometrowy cichy spacer, ale raczej w składzie dwa plus zero:)).

Po dotarciu do końcowej stacji od razu ruszamy do głównej, jak nam się wydawało, atrakcji doliny: do przypominającego welon wodospadu, utworzonego na wapiennych kaskadach. Sam wodospad okazał się, hmmm, jak by to ująć, niepozorny. Dość powiedzieć, że przeszliśmy obok niego zupełnie nieświadomi, że właśnie mijamy naszą główną atrakcję. Zapewne wodospad okazalej prezentuje się w innych porach roku, przy wyższych stanach wód. Pewnie lepiej, zamiast kierować swe kroki do wodospadu, było udać się na kilometrową przechadzkę w kierunku jaskini, gdzie znaleziono ślady bytowania ludzi sprzed ok. 40 tys. lat (i właśnie w tę stronę, a nie do wodospadu, udała się większość pasażerów kolejki, wniosek „idź za tłumem” wydaje się dziś słuszny).

Wycieczkę do Doliny Szalajki kończymy smacznym obiadem w przesympatycznej pizzerii położonej tuż obok początkowej stacji kolejki. Dobre jedzenie, placyk zabaw dla dzieci, przyjemny wystrój i niedrogo.

Wąskotorówka w Dolinie Potoku Szalajka.

Wąskotorówka w Dolinie Potoku Szalajka.

Przez Dolinę Potoku Szlajka.

Przez Dolinę Potoku Szlajka.

Idziemy do Wodospadu Fatyol - 'welonowego'.

Idziemy do Wodospadu Fatyol – ‚welonowego’.

Ciekawe, kto jest szerszy.

Ciekawe, kto jest szerszy.

Przypominający welon Wodospad Fatyol.

Przypominający welon Wodospad Fatyol.

Co tam wodospad! Przechodzenie potoku - to jet atrakcja!.

Co tam wodospad! Przechodzenie potoku – to jet atrakcja!.

Ciekawy układ skał w Górach Bukowych.

Ciekawy układ skał w Górach Bukowych.

Gotowi do odjazdu!.

Gotowi do odjazdu!.

Ostatni rzut oka na Góry Bukowe. To chyba kamieniołom...

Ostatni rzut oka na Góry Bukowe. To chyba kamieniołom…

W drodze powrotnej Sebuś zasypia, a my zaczepiamy jeszcze o Egerszalók, ciekawi oryginalnych śnieżnobiałych formacji z węglanu wapnia, przypominających nieco miniaturkę tureckiego Pamukkale. Rzeczywiście, jest to niespotykany widok. Gdyby tylko zasłonić jakimś cudem ogromny hotelowy kompleks kąpielisk termalnych, który zupełnie niszczy niepowtarzalny urok tego miejsca, atmosfera byłaby tu iście bajkowa.

Kompleks hotelowo-termalny w Egerszalok.

Kompleks hotelowo-termalny w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Formacje z węglanu wapnia w Egerszalok.

Po powrocie do domku zabieramy się do akcji pranie (na szczęście na kempingu za opłatą mamy do dyspozycji pralkę). Podjęcie niemiłej decyzji o praniu w dużej mierze zawdzięczamy Sebkowi, który doszczętnie przesikując podczas drzemki siebie i cały swój fotelik, niewątpliwie ułatwił nam zabranie się do tej czynności.

Popołudnie spędzamy na naszym kempingowym kąpielisku termalnym. Nie jest to może duży kompleks, ale na potrzeby nasze i dzieciaków w zupełności wystarczający. Nareszcie pogoda pozwala nam na popluskanie się w basenach zewnętrznych. Sebuś chlapie się jak mała rybka, a Tymo doskonali swoją zdobytą niedawno umiejętność pływania pieskiem. Uczy się dziś też czegoś zupełnie nowego: trudnej sztuki wydychania powietrza do wody i zanurzania głowy! Brawo, Tymusiu!

Nasz Thermal Kemping w Tiszafured.

Nasz Thermal Kemping w Tiszafured.

Gdzie on ciągle tak goni...

Gdzie on ciągle tak goni…

20 lipca 2012, piątek  

Ładny dzień, 30oC

Wycieczka do Hortobágy i Debreczyna

Hortobágy to miejscowość będąca sercem dawnej puszty, czyli bezkresnej równiny, na której pasły się wielkie stada bydła. To też miejsce bardzo ważne dla tożsamości Węgrów, utożsamiających się z romantycznym wspomnieniem pasterzy kochających wolność.

Sama przyroda (pomimo, że jest tutaj najstarszy na Węgrzech park narodowy) nie jest może porywająca; to po prostu ogromna równina porosła podsychającą trawą, poprzeplataną podmokłymi fragmentami porosłymi trzciną. Pełne uroku są jednak spotykane co kilka kilometrów gospodarstwa kryte strzechą ze stojącymi obok, nadal czynnymi żurawiami. Tu i ówdzie widać też stada wypasanego bydła.

Bardzo ciekawa okazuje się wizyta w Pusztai Állatpark, gdzie oglądamy tradycyjne gatunki pusztańskich zwierząt: szare bydło, udomowione bawoły, konie, prostorogie (a raczej „świdrorogie”) owce, drób i świnki mangalica o kręconej sierści. Wszystkie zwierzątka można karmić zakupioną w kasie karmą, a do tego jest jeszcze wieża widokowa na którą można wejść! Dla dzieci bomba!

W samym Hortobágy oglądamy słynny kamienny Most o Dziewięciu Przęsłach oraz zaglądamy na stoiska z tradycyjnymi pamiątkami (kupując chłopcom piszczałki z regulowaną wysokością dźwięku).

Widok atrakcyjnego placu zabaw skusił nas jeszcze do wizyty w Magyar Park – czymś w rodzaju szpitala dla ptaków z możliwością ich oglądania na różnych etapach rekonwalescencji, w tym w dużych wolierach (coś jak „hala wolnych lotów” w warszawskim ZOO). Spotykamy m.in.: całe stado bocianów, orły i czaplę.

Plac zabaw okazuje się mniej atrakcyjny niż to się wydawało przed wejściem, ale Tymuś pojeździł na „orczyku – orle”.

Ogólnie, biorąc pod uwagę obie odwiedzone dziś atrakcje, bardziej podobał nam się park ze zwierzątkami: był mniej komercyjny i tańszy, ale miłośnicy ptaków pewnie będą mieli odmienne zdanie.

Na koniec udajemy się na obiad do Hortobágyi Csárda, którą w 1842 r. odwiedził i opisał sam Sándor Petőfi, a pierwsza czarda w tym miejscu stała już w 1699r. Dość słone ceny osładza kapela przygrywająca na ludową nutę oraz naprawdę ładne i fotogeniczne wnętrze (i „zewnętrze”, gdzie siedzimy). Jedzenie jest przepyszne, co zresztą jest na Węgrzech zasadą, a nie wyjątkiem.

Pusztai Allatpark - pusztańskie ZOO.

Pusztai Allatpark – pusztańskie ZOO.

Pusztai Allatpark.

Pusztai Allatpark.

Pusztai Allatpark.

Pusztai Allatpark.

Pusztai Allatpark - widoki z wieży.

Pusztai Allatpark – widoki z wieży.

Bezkresna puszta...

Bezkresna puszta…

Pusztai Allatpark.

Pusztai Allatpark.

Ależ one słodkie - świnki mangalica.

Ależ one słodkie – świnki mangalica.

Karmimy zwierzątka...

Karmimy zwierzątka…

Pusztai Allatpark - ekspozycja.

Pusztai Allatpark – ekspozycja.

A jak się zmęczyliśmy...

A jak się zmęczyliśmy…

Most o Dziewięciu przęsłach (1. poł. XIX w).

Most o Dziewięciu przęsłach (1. poł. XIX w).

Może zostanę pasterzem...

Może zostanę pasterzem…

Magyar Park - szpital ptaków.

Magyar Park – szpital ptaków.

Huśtawka dla 8 osób - czego to Węgrzy nie wymyślą!.

Huśtawka dla 8 osób – czego to Węgrzy nie wymyślą!.

Kogo tu można podejrzeć...

Kogo tu można podejrzeć…

Gorzej jak ten ktoś się wkurzy...

Gorzej jak ten ktoś się wkurzy…

Na szczęście ten orzeł był drewniany.

Na szczęście ten orzeł był drewniany.

Hortobagyi Csarda.

Hortobagyi Csarda.

Hortobagyi Csarda.

Hortobagyi Csarda.

Czardasz w czardzie... ale czad!.

Czardasz w czardzie… ale czad!.

Drugi punkt dzisiejszego programu to Debreczyn. Po raz kolejny „zwiedzamy” centrum miasta podczas drzemki chłopców – M. obiega i fotografuje, co trzeba, a potem w domu spokojnie oglądamy zdjęcia w kompie…Taaak, uroki wakacji z dziećmi…Tym sposobem poznajemy piękną secesyjną zabudowę Piac utca i otoczenie placu Kossuth tér z symbolem miasta, klasycystycznym Wielkim Zborem Kalwińskim z początku XIX w.

Debreczyn - Wielki Zbór Kalwiński.

Debreczyn – Wielki Zbór Kalwiński.

Deri Muzeum i pomnik Kossutha.

Deri Muzeum i pomnik Kossutha.

Hotel Aranybika przy placu Kossutha.

Hotel Aranybika przy placu Kossutha.

Popołudnie już tradycyjnie spędzamy na naszym kąpielisku termalnym, zaliczając wszystkie baseny! Tymo coraz lepiej radzi sobie w wodzie, pływa „pieskiem” i „strzałką” i w ogóle trudno go wyciągnąć z wody; Sebusiowi szybciej się nudzi, bo nie może sam poszaleć, tylko ciągle jest u nas na rękach

Nasze Thermal Furdo.

Nasze Thermal Furdo.

Wieczorem sprawnie zgarniamy się i szykujemy na jutrzejszy transfer nad Balaton.

21 lipca 2012, sobota

Pochmurno i przelotny deszcz, 23 stopnie, w górach Wyszehradzkich nawet tylko 16 stopni

Dziś trudny logistycznie (w takim towarzystwie…) dzień transferu. Rano bez zbędnej zwłoki żegnamy nasz kemping nad Jeziorem Cisa i już o 9:00 ruszamy w stronę Balatonu.

Droga w dużej mierze wiedzie autostradą, więc mija dość sprawnie. Jednak dystans jest dystansem i na końcu chłopcy zaczynają już się nudzić i roznosić samochód. Mówią o mamie i tacie w kałuży z muchami, o tym, że dalej będą jechać już sami, o tym, że mimo naszych zakazów, chcą koniecznie tu i teraz pić Pepsi… Z przymrużeniem oka straszymy ich węgierskimi krokodylami mieszkającymi w kukurydzy i polującymi na niegrzeczne dzieci, ale – niestety – za nic nie dają się nabrać. Na miejsce docieramy ok. 17:30.

Na miejsce postoju wybieramy sobie Wyszehrad – miejsce bliskie naszej wspólnej środkowoeuropejskiej historii.

Sam Wyszehrad jest niewielki, ale tłumnie odwiedzany przez turystów (głównie węgierskich) głównie za sprawą zrekonstruowanego w niecałe sto lat temu pałacu królewskiego – miejsca słynnego XIV-wiecznego monarszego zjazdu oraz przepięknie położonego na wzgórzu nad Dunajem XIII-wiecznego zamku (zrekonstr. XX w.).

Zwiedzanie Wyszehradu zaczynamy od zamku. Wygórowane ceny wstępu rekompensuje nam zachwycająca panorama na wijący się między wzgórzami Dunaj. Z góry wypatrujemy tzw. Wieżę Salomona, również szczycącą się XIII-wiecznym rodowodem. Chłopcy zadowoleni, bo po deszczu jest mnóstwo kałuż do których można wrzucać kamienie.

Po zwiedzeniu zamku burczy nam w brzuchach, więc chłopaki objeżdżają Wyszehrad w poszukiwaniu sympatycznego miejsca na obiad, a M. robi szybkie zdjęcia pałacowi królewskiemu (niestety, nie wchodząc do środka). Obiad w absolutnie godnej polecenia restauracji włoskiej, w sali Cosa Nostra (sic! cóż, chłopcy wolą pizzę i kluchy niż gulasz i leczo…) sympatycznie przypieczętowuje naszą wyszehradzką wycieczkę.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Widoki z zamku na zakole Dunaju.

Widoki z zamku na zakole Dunaju.

Widoki z zamku na zakole Dunaju.

Widoki z zamku na zakole Dunaju.

Widoki z zamku.

Widoki z zamku.

Widoki z zamku.

Widoki z zamku.

Baszta Salomona (wieża mieszkalna z XIII w).

Baszta Salomona (wieża mieszkalna z XIII w).

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Zamek w Wyszehradzie.

Wchodzimy do zamku wewnętrznego.

Wchodzimy do zamku wewnętrznego.

Zamek w Wyszehradzie - zamek wewnętrzny.

Zamek w Wyszehradzie – zamek wewnętrzny.

Zamek w Wyszehradzie - zamek wewnętrzny.

Zamek w Wyszehradzie – zamek wewnętrzny.

Turysta na zamku.

Turysta na zamku.

Pożegnanie z zamkiem.

Pożegnanie z zamkiem.

Pałac Królewski w Wyszehradzie (XIV w) - wejście.

Pałac Królewski w Wyszehradzie (XIV w) – wejście.

Pałac Królewski w Wyszehradzie (XIV w).

Pałac Królewski w Wyszehradzie (XIV w).

Cel naszej podróży – Camping Park (k. Vonyarcvashegy – rety, jak to napisać! – na północno-zachodnim brzegu Balatonu) wita nas – już tradycyjnie – ulewą. To chyba dobra wróżba na dalszą pogodę:) Sebek zdąża się też zsikać w samochodzie. Cóż, fajnie jest. Żeby jeszcze ktoś tak za nas ogarnął dziś wieczorem cały ten bałagan…

Nasz kemping na pierwszy rzut oka sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Całość jest bardzo dobrze zagospodarowana, zadbana, z bogatą infrastrukturą (restauracja, sklep itp. itd.); domek przestronny i czysty. Bardzo dużo gości z Niemiec. Jutro dokładniej sobie wszystko pooglądamy. Dziś już tylko obrobić zdjęcia i spać.