Beskid Śląski, część II

 7 marca 2009, sobota

Rano załamuje nas deszcz, który potem na szczęście przechodzi w mokry śnieg

Przedpołudniowa wycieczka M. i R.: Jawornik – Soszów

Podjeżdżamy samochodem do Jawornika, rozmawiając cały czas o wczorajszej radosnej nowinie. Ośrodek narciarski Wisła-Soszów wywiera na nas bardzo korzystne wrażenie – nowoczesny, o rodzinnym charakterze (specjalny „wyciąg dla przedszkolaka” itp.). Może nie ma tu zbyt wielu tras i nie są one zbyt długie, ale te, które są, mają przyjemne nachylenie – na pewno można sobie miło pojeździć.

Skuleni pod parasolami wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na górę, po czym podchodzimy na szczyt (20’) brzegiem trasy narciarskiej. Ze szczytu ponoć podziwiać można piękny widok, my dziś widzimy tylko mleko.

Schodzimy na odpoczynek i coś ciepłego do schroniska Soszów – w środku bardzo przyjemna, rodzinna, schroniskowa atmosfera. Zjeżdżamy wyciągiem (ale mokro!) na dół.

Wycieczka do Bielska-Białej (16:00-18:45)

Jesteśmy dzielnymi turystami, więc nie zniechęca nas podający deszcz ze śniegiem. Chcemy coś zjeść w środku zwiedzania, ale jakoś nie spotykamy żadnej zachęcającej knajpy, więc napychamy Tyma chrupami i decydujemy się zaliczyć wszystko za jednym zamachem, po czym w drodze powrotnej zahaczyć o regionalną karczmę, którą widzieliśmy z samochodu. Pada coraz bardziej, więc robimy sprint pod parasolami po największych atrakcjach miasta, Tymo dzielnie nam towarzyszy w nosidle, R. trzyma mapę i pilnuje drogi, M. spod parasola robi zdjęcia. W ten sposób oglądamy w Bielsku: Plac Chrobrego z przyciągającym wzrok witrażem, rynek w Bielsku, zamek Sułkowskich (XIV-XIX), budynek Teatru Polskiego i poczty oraz Katedrę Św. Mikołaja (XV), a w Białej rynek z kamienicą Pod Żabami (Tymusiowi bardzo się podoba, żaby nazywamy Moniką i Minerwą) i kościołem ewangelickim (XVIII) oraz deptak (ul. 11 listopada).

Mimo nieszczególnej aury humory wszystkim dopisują i wspomnienia z wycieczki mamy bardzo dobre.

Ośrodek narciarski Soszów.

Ośrodek narciarski Soszów.

Na Wielki Soszów.

Na Wielki Soszów.

Czy to Tatry?

Czy to Tatry?

Schronisko 'Soszów'.

Schronisko ‚Soszów’.

Na rynku w Bielsku.

Na rynku w Bielsku.

Teatr Polski, XIX w.

Teatr Polski, XIX w.

Monika i Minerwa.

Monika i Minerwa.

Ul. Przechod schodowy ;-), Biała.

Ul. Przechod schodowy ;-), Biała.

8 marca 2009, niedziela

W nocy nasypało ok. 30 cm świeżego świtu, od rana już nie pada, a po południu wychodzi słońce!

Wycieczka do Cieszyna (10:00-13:20)

Cieszyn zachwyca nas bardzo ładną starówką. Na rynku M. robi kilka zdjęć, po czym przenosimy się na Wzgórze Zamkowe. Koniecznie trzeba tu zajrzeć, odwiedzając Beskid Śląski! Można obejrzeć tu XIV-wieczną Wieżę Piastowską (Tymo wchodzi sam po b. stromych 120 schodach) i – uwaga uwaga – rotundę św. Mikołaja z … XI w (znaną m.in. z banknotu 20-złotowego). Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że rotundę zwiedza się samemu, po uprzednim pobraniu (na dowód osobisty) wielkiego klucza w Wieży Piastowskiej. Wrażenia są niezapomniane – to w końcu 1000 lat historii Polski!

Wracamy przez czeski Cieszyn – ale fajnie, że to takie łatwe po Schengen!

Wycieczka na Stożek M. + R. (14:00-18:00)

Droga przez Przełęcz Salmopolską utrudniona z powodu parkujących na drodze samochodów. Zatrzymujemy się na parkingu dla narciarzy i podchodzimy pod dolną stację wyciągu krzesełkowego. Kolej jest dość krótka (240 m różnicy wysokości), ale trasy wyglądają na fajne (jest trasa czarna, czerwona i niebieska) i niezatłoczone; ośrodek sprawia wrażenie nowoczesnego. Z górnej stacji wyciągu podchodzimy kilkaset metrów do ładnego i uroczo położonego schroniska PTTK Stożek. Doczytujemy, że to pierwsze polskie schronisko w Beskidach. Pijemy sobie herbatkę, jesteśmy sami w jadalni. Schodzimy w dół w pięknym słońcu.

W drodze powrotnej zajeżdżamy do kościoła w Łabajowie z dołączoną wieżą drewnianą z XVI w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Wieża Piastowska, XIV w.

Widok na Cieszyn z Wieży Piastowskiej.

Widok na Cieszyn z Wieży Piastowskiej.

Rotunda Św. Mikołaja, XI w.

Rotunda Św. Mikołaja, XI w.

Cieszyński rynek

Cieszyński rynek

Z Łabajowa pod Stożek.

Z Łabajowa pod Stożek.

Do dolnej stacji kolejki na Stożek.

Do dolnej stacji kolejki na Stożek.

Ośrodek narciarski Wisła-Stożek.

Ośrodek narciarski Wisła-Stożek.

Grzbietem Stożka.

Grzbietem Stożka.

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

9 marca 2009, poniedziałek

Walka zimy z wiosną. Od wysokości Szczyrku prawie cały dzień pada śnieg, niżej – deszcz

Wycieczka (z przygodami) do Chaty Wuja Toma (9:30-13:15)

Po drodze zatrzymujemy się na zdjęcie przed drewnianym kościółkiem Św. Jakuba (XVIII) w Szczyrku. Chcemy też zajechać do Sanktuarium na Górce, ale – jak się okazuje – wybieramy złą, nieodśnieżaną drogę i musimy się wycofywać (przy okazji zakopując się w zaspie = przygoda I).

Spacer na Przełęcz Karkoszczonka

Idziemy przez bajkowo zasypany śniegiem las, uważając na czapy śniegu spadające z drzew. Wyglądamy na przełęcz, ale niestety nie ma widoku, tylko jedno wielkie mleko.

Chata Wuja Toma to prywatne schronisko w niedużym drewnianym budynku, ale w środku panuje prawdziwie schroniskowa atmosfera. Tymo biega jak szalony – nadrabia kilometry spędzone w nosidle. Wsuwamy z apetytem kiełbasę z chlebem, wracamy tą samą drogą.

Przygoda II spotyka nas w drodze powrotnej. Po ostatnich opadach śniegu całą drogę pokrywa śnieżna breja i nasza Fabia nie może wyjechać z miejsca postojowego. Próbujemy różnych sposobów – wypychania (z pomocą innych kierowców), bujania, wszystko na nic. W końcu udaje się wyjechać za pomocą łańcuchów (które wcześniej – jak na złość – na amen się splątały).

Popołudniowa przejażdżka M. + R.

Najpierw chcemy jechać do Koniakowa, ale po boksowaniu już na samym początku drogi na przełęcz zmieniamy plany. Podjeżdżamy na parking w Bielsku-Białej i ucinamy sobie krótki spacer do schroniska na Dębowcu. Ciągle pada. Niestety, dziś wyjątkowo gospodarze wyjechali i schronisko jest zamknięte, więc nie zaliczamy ani herbatki, ani pieczątki.

Usatysfakcjonowani tylko częściowo postanawiamy kontynuować wycieczkę – podjeżdżamy do Ustronia i wjeżdżamy na Równicę po schroniskową pieczątkę dla Tymusia. Prześladuje nas chyba jakiś pech – i to schronisko z powodu jakiejś awarii okazuje się zamknięte. Ale może i dobrze się stało – w końcu lądujemy w znanej Kolibie pod Czarcim Kopytem. Nawet tylko dla kolacji w tej karczmie warto było tu wjechać. Wita nas stylowe wnętrze w starej chałupie (obok „stodoła” z paleniskiem), zaaranżowane na piekło. A wokół ciemny i mglisty wieczór. Ale atmosfera! Zjadamy po porcji przepysznych pierogów i zarządzamy powrót.

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Schronisko na Stożku (957 m n.p.m.).

Na Przełęcz Karkoszczonka.

Na Przełęcz Karkoszczonka.

Na Przełęczy Karkoszczonka.

Na Przełęczy Karkoszczonka.

Chata Wuja Toma (pod przełęczą).

Chata Wuja Toma (pod przełęczą).

Schronisko Na Dębowcu.

Schronisko Na Dębowcu.

Jedziemy na Równicę.

Jedziemy na Równicę.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

Koliba pod Czarcim Kopytem.

10 marca 2009, wtorek

Przed południem bajkowa pogoda: słońce i śnieg, w górach -1, na dole do 3 stopni

Kolejką na Szyndzielnię (bis) i wejście na Klimczok (9:20-13:00)

Wjazd – jak poprzednio – przyjemny, a na górze po prostu bajka: wszystko pokryte świeżym śniegiem i szadzią. Do tego idziemy jako pierwsi po świeżo wyratrakowanym stoku – to bardzo przyjemne.

W schronisku na Szyndzielni jemy obiad. Tymusiowi udaje się kupić drewnianego kotka – pamiątkę, którego wypatrzył sobie ostatnio. Kotek otrzymuje imię Malwa. W drodze powrotnej Tymo mówi do Babci „Nie WEZMUJ tego kotka, bo to mój ulubiony”.

Wycieczka do Koniakowa i Istebnej (M. + R.)

W czasie drzemki Tyma jedziemy we dwoje z planem zwiedzenia Koniakowa i kupna słynnych koronek, ale na miejscu większość lokalików oferujących regionalne produkty okazuje się zamknięta – cóż, jesteśmy w środku tygodnia poza sezonem. W Istebnej z kolei całujemy klamkę w chacie Kawuloka (izbie regionalnej) – zaglądamy tylko do środka przez okno i uciekamy do samochodu przed śnieżycą. Randkę kończymy wizytą w regionalnej karczmie w Koniakowie, jest bardzo miło.

Wracamy przez przełęcz Kubalonkę i Salmopolską.

O, tu wpada do tunelu!.

O, tu wpada do tunelu!.

Na Szyndzielnię.

Na Szyndzielnię.

 Szyndzielni na Klimczok.

Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Szyndzielni na Klimczok.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

Z Klimczoka na Szyndzielnię.

11 marca 2009, środa, dzień pożegnalny

Pogoda brzydka: poniżej 700 m deszcz i deszcz ze śniegiem, wyżej śnieg

Wycieczka do Ustronia i na Czantorię (M. + R.), 9:20-14:20

Przez całą drogę mocno pada i zastanawiamy się, czy w ogóle jest sens wjeżdżać na górę. W końcu decydujemy się – i dobrze! Wjeżdżamy na Czantorię nowym, 4-osobowym wyciągiem krzesełkowym – w sezonie na pewno tłumy, dziś jeździli pojedynczy narciarze. Z wyciągu nie mogliśmy obejrzeć całej trasy (jest czerwona i niebieska z niezłym przewyższeniem plus ośla łączka dla dzieci). Wjeżdżamy pod parasolami.

Na górze, zwątpieni, idziemy do baru na herbatkę. Ogrzani decydujemy się jednak przespacerować na szczyt Czantorii. To dobra decyzja: dzięki niej mamy piękny, zimowy spacer w sypiącym śniegu. Ścieżka przetarta przez pojedyncze osoby. Wzdłuż niej mnóstwo uśpionych teraz atrakcji turystycznych (park linowy, sokolarnia, plac zabaw…).

Na szczycie Czantorii punkty gastronomiczne i wieża widokowa. My widzimy mleko i brodzimy w śniegu do kolan. Podchodzimy jeszcze 10-15’ do czeskiego schroniska pod Czantorią – tu szlak lepiej przetarty. Samo schronisko niezbyt urodziwe, ale klimatyczne, jemy wyprażany ser. Powrót tą samą drogą.

Pożegnalna wycieczka do Żywca, 16:00-19:45

Trochę nam się nie chce jechać, bo znowu pada, a czeka nas pakowanie, ale w końcu się mobilizujemy – z czego finalnie jesteśmy bardzo zadowoleni. Po drodze zahaczamy o Sanktuarium Matki Boskiej na Górce – już jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że w warunkach zimowych trzeba jechać tu drogą jak do hotelu Orle Gniazdo. Ciekawe miejsce: kamienny kościół z cudownym źródełkiem obok, piękny widok na Szczyrk.

Potem już prosto do celu. Żywiec bardzo nam się podoba, i to mimo złej pogody. Zwarte, ładnie odnowione centrum z miłymi butikami. Podczas spaceru oglądamy Park Habsburgów z pałacem (XIX) i zamkiem (XVI, piękne krużganki na dziedzińcu), katedrę (XV), kamienną dzwonnicę (XVIII), miły rynek z ratuszem oraz gotycki kościół św. Krzyża kryty gontem (XIV). Cały spacer obfituje we wrażenia turystyczne i sprawia nam wielką przyjemność. Tymcio grzecznie siedzi w nosidle.

Na pożegnalną kolację idziemy wszyscy do Karczmy Żywieckiej. Strzelamy sobie takie porcje, że mało nie pękamy. Tymo długo nie chciał wchodzić do knajp, ale wzięliśmy go na sposób – jajka z niespodzianką, które w tajemniczy sposób znajdują się w pobliżu stolika, przy którym jemy.

Wieczorem, chcąc nie chcąc, pakujemy się o domu. Wiemy, że teraz przez jakiś czas będzie u nas posucha w aktywnych wyjazdach, ale za to następnym razem pojedziemy już w powiększonym gronie!

Na Wielką Czantorię.

Na Wielką Czantorię.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Wielka Czantoria.

Sanktuarium Maryjne na Górce w Szczyrku.

Sanktuarium Maryjne na Górce w Szczyrku.

Żywiecki Pałac Habsburgów (XIX w).

Żywiecki Pałac Habsburgów (XIX w).

Żywiecki Zamek Habsburgów (XVI w).

Żywiecki Zamek Habsburgów (XVI w).

Katedra (XV w) w Żywcu.

Katedra (XV w) w Żywcu.

Żywiecki rynek z ratuszem.

Żywiecki rynek z ratuszem.

Gotycki Kościół Św. Krzyża, XIV w.

Gotycki Kościół Św. Krzyża, XIV w.