Korbania – piękny punkt widokowy niedaleko Jeziora Solińskiego

Kto nie chciałby spojrzeć na Jezioro Solińskie z góry! Wieża widokowa na Korbani oferuje właśnie taką możliwość. Spacer jest niedługi, ale niezwykle atrakcyjny – Korbania to jeden z najlepszych łatwo dostępnych punktów widokowych w Bieszczadach! Poza połyskującą w oddali taflą Soliny można stąd podziwiać całe morze bieszczadzkich szczytów – od Kiczory po Otryt i Połoninę Caryńską. Wycieczka jest niedługa – całość zamyka się w trzygodzinnym spacerze.

Wieża widokowa na Korbani – wejście z Bukowca

2020.07.20

lnformacje praktyczne

Korbania (894 m n.p.m.) to widokowy bieszczadzki szczyt położony bardzo blisko Polańczyka i Jeziora Solińskiego. Na Korbanię można wejść zarówno od strony położonego tuż przy Solinie Bukowca, jak i od strony Polanek – w tym drugim wypadku będziemy przechodzili obok pięknej XVIII-wiecznej cerkwi w nieistniejącej wsi Łopience (opis wycieczki do Łopienki tutaj). Wejście od Bukowca jest jednak krótsze.

Wycieczka na Korbanię to bardzo dobra propozycja dla rodzin z dziećmi – jest krótko, łatwo, a na szczycie czeka ciekawy cel (wieża widokowa, stoły i ławy, schron turystyczny). Na szczyt w żadnym wypadku nie da się jednak wjechać wózkiem – z maluszkami trzeba mieć ze sobą nosidło, starsze dzieci dobrze wyposażyć w solidne górskie buty.

Samochód można zostawić na sporym (i bezpłatnym – przynajmniej tak było w 2020 r.) parkingu. Mamy do wyboru trzy drogi na szczyt. Najkrótszym wejściem jest droga prowadząca na wprost od parkingu (znakowana białymi kwadratami z zielonym przekreśleniem). Czas wg drogowskazu 90 min, my weszliśmy w godzinę.

Dwie inne propozycje to szlaki znakowane biało-czerwonymi kwadratami – jeden prowadzi łukiem po lewej, drugi po prawej stronie drogi wiodącej z parkingu. Oba szlaki zaczynają się w centrum Bukowca, można jednak do nich dotrzeć również z placu parkingowego – wystarczy skręcić w lewo (jeśli decydujemy się na lewy wariant) lub w prawo w drogę rowerową. To nieco dłuższe trasy, ale dużo spokojniejsze – nawet w sezonie pewnie spotkacie na nich tylko pojedynczych turystów albo w ogóle będziecie wędrować w samotności.

Wieża widokowa na Korbani.

Najkrótsze wejście na Korbanię

Ruszamy z parkingu położonego za miejscowością Bukowiec (w miejscu, gdzie znaki zielonej ścieżki krzyżują się z trasą rowerową). Prognozy pogody są niekorzystne – od południa zgodnie zapowiadają burze, dlatego też stawiamy dziś na krótką przedpołudniową wycieczkę. Na parkingu meldujemy się jako jedni z pierwszych – dobrze, że ruszyliśmy tak wcześnie, bo im później, tym spacerowiczów  przybywa.

Przy parkingu pod Korbanią stoi solidna wiata turystyczna – idealna na odpoczynek po wycieczce:)

Z powodu bliskości Jeziora Solińskiego i przepięknej szczytowej panoramy Korbania jest dość popularnym celem wycieczek urlopowiczów spędzających wakacje nad Soliną. Jeśli szukacie spokoju, warto pojawić się na Korbani rano lub późnym popołudniem – lub też zamiast najkrótszej ścieżki spacerowej wybrać nieco dłuższe dojścia okrężnymi szlakami – dużo drogi nie nadłożymy, a tam nawet w sezonie będzie tam cisza i spokój.

Przyparkingowa mapka pozwala zorientować się w przebiegu okolicznych szlaków – łatwo można zorientować się, że na szczyt Korbani prowadzą aż trzy drogi.

Ruszamy pod górę w towarzystwie tylko jednej trzyosobowej rodziny. Stopień błotnistości szlaku w żadnym stopniu nie przypomina błota, z którym dzień wcześniej walczyliśmy pod Łopiennikiem, szlak bieszczadzki szlakiem bieszczadzkim jednak pozostaje i nawet tu miejsca błotniste się zdarzają. Z uśmiechem spoglądamy na idealnie białe buty sportowe naszych towarzyszy. Po chwili słyszymy pytanie: „Czy w TAKĄ pogodę da się tu w ogóle wejść”? Baraniejemy trochę, bo od rana towarzyszy nam lampa i idealnie błękitne niebo, po chwili jednak załapujemy, o co chodzi. O błoto:) Jak widać może być ono ważnym elementem pogody – zwłaszcza w Bieszczadach😊

Ścieżka jest dość mocno, ale równomiernie i wygodnie nachylona, więc szybko zdobywa się wysokość. Cały czas idziemy prosto w górę przez bukowo-jodłowe lasy. 200 m przed wierzchołkiem do naszej drogi z obu stron dochodzą znaki ścieżek spacerowych – to alternatywne drogi na szczyt. Jedną z nich potem zejdziemy z Korbani.

Po kilkuset metrach szlak przekracza Bukowczański Potok.
Trasa na Korbanię wiedzie kamienistą dróżką.
Po drodze mijamy kilka wygodnych miejsc odpoczynku.
W skalnym podłożu pojawiają się łupki.
Ścieżka jest oznaczona zielonymi znakami.

Korbania

Niewysoka Korbania (894 m n.p.m.) jest fantastycznym punktem widokowym – jednym z najlepszych w Bieszczadach. Podziwianie panoram znacznie ułatwiła postawiona w 2014 r. dziewięciometrowa drewniana wieża widokowa. Z lewej strony majaczą Góry Słonne i Jezioro Solińskie, z prawej – najwyższe bieszczadzkie połoniny. Panorama jest zachwycająca!

Szczytowa polana Korbani zachęca do odpoczynku. Nieopodal wieży ustawiono dwie wiaty piknikowe, są tu też ławy i schron turystyczny.

Po godzinie osiągamy nasz cel – szczyt Korbani.
Na wieży widokowej jest nawet ściąga, jak znaleźć poszczególne bieszczadzkie szczyty:)
Na północnym wschodzie można dostrzec Jezioro Solińskie.
A na południowym wschodzie najwyższe bieszczadzkie szczyty.
Mamy szczęście, rano jesteśmy na wieży zupełnie sami.
Można pobawić się w rozpoznawanie poszczególnych szczytów.
U stóp wieży widokowej znajduje się sympatyczna polanka turystyczna.
Na szczycie jest też niewielki schron.
A to jego wnętrze – podpisał się chyba każdy odwiedzający…

Z każdą minuta przybywa turystów na szczycie, więc my uciekamy w poszukiwaniu bardziej zacisznego miejsca. Schodzimy ze szczytu kilkaset metrów na zachód i przysiadamy na soczystej podszczytowej polanie. Jest bosko. Nic nie przeszkadza nam spokojnie leżeć na słońcu i (…) patrzeć na chmury typu cumuls w  kolorze białym. Natomiast niebo jest przy tym niebieskie;)

Idziemy odpocząć po zachodniej stronie szczytu.
Tutaj, z dala od gwarnego wierzchołka, można naprawdę się zregenerować.

Zejście z Korbani lewym (północno-zachodnim) wariantem szlaku

Najkrótsze dojście do parkingu pełne jest innych turystów, więc ok. 200 m za szczytem odbijamy w lewo w szlak spacerowy, który tylko nieco dłuższą drogą sprowadza do Bukowca (uwaga, zmiana oznaczenia szlaku na czerwono-białe kwadraty). Równie dobrze moglibyśmy wybrać prawy wariant – oba są podobnej długości, ale zniechęca nas od niego zalegające w jego początkowej części błoto.

Ścieżka prowadzi przez przyjemny las. Odcinkami jest błotnista, ale właściwie wszystkie bardziej podmokłe miejsca da się wygodnie obejść. Co najważniejsze – nie ma na niej jednak w ogóle ludzi, tylko cisza, spokój i piękny bieszczadzki las. Wszyscy widać wracają prostą i najkrótszą drogą do parkingu.

Schodzimy z Korbani ścieżką oznaczoną biało-czerwonymi kwadratami.
Bieszczadzkie błoto i dzisiaj przypomina o sobie.
Na szlaku zejściowym jest zupełnie pusto – to dobra alternatywa dla najkrótszej drogi od parkingu.

Gdybyśmy cały czas trzymali się znaków szlaku spacerowego, doszlibyśmy do centrum Bukowca. My jednak chcemy wrócić na parking, gdzie rano zostawiliśmy samochód, w związku z tym skręcamy w prawo w szeroką stokówkę – prowadzą tędy znaki szlaku rowerowego. Kilkanaście minut bardzo wygodnego spaceru i stajemy na placu parkingowym – punkcie wyjścia naszej wycieczki.

Na parking sprowadza nas szeroka droga ze znakami szlaku rowerowego.
Taka piękna, nadal zamieszkała chyża – w Bukowcu przy drodze.
Druga nie mniej piękna, tylko czemu ten eternit na dachu…

Werlas – piękne widoki na Jezioro Solińskie

W drodze powrotnej zajeżdżamy jeszcze do miejscowości Werlas – na końcu wsi znajdują się ładne punkty widokowe na Jezioro Solińskie – to przyjemne zakończenie dzisiejszej wycieczki:)

Widoki na Jezioro Solińskie z okolic miejscowości Werlas.
Z daleka widać dobrze, jak duża jest zapora w Solinie.

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Szlak na Łopiennik z Jabłonek i pętla przez Durną

Wycieczka z gatunku niesztampowych i mniej znanych propozycji bieszczadzkich. Łopiennik mierzy niecałe 1100 m n.p.m., a widok z jego szczytu nie jest zbyt rozległy, mimo to szlak prowadzący przez niego na pewno spodoba się włóczykijom spragnionym bliskiego kontaktu z przyrodą. Na trasie spotkacie tylko pojedynczych turystów, dzięki czemu nawet w szczycie sezonu atmosfera pozostanie kameralna. Widoki z polany podszczytowej Łopiennika, sięgające pasma granicznego, będą miłą nagrodą za wysiłek włożony w pokonanie ponad 500 m różnicy wysokości.

Szlak jest poprowadzony ciekawie i pozwala poznać bieszczadzką przyrodę w niezliczonych odsłonach. Droga prowadzi przez gęste zarośla i świetliste starodrzewia oraz zachęcające do dłuższego odpoczynku śródleśne polany. Ciekawym urozmaiceniem szlaku są wychodnie skalne w okolicy grzbietu pomiędzy Łopiennikiem a Durną.

Pętla z Jabłonek przez Łopiennik i Durną – dzika przyroda i… bieszczadzkie błoto!

19 lipca 2020

Do wyboru trasy przez Łopiennik skłaniają nas prognozy pogody, które ostrzegają przed popołudniowymi burzami. Niezbyt długa, kameralna wycieczka będzie w sam raz – krótki dojazd z Hoczewia, w którym mieszkamy, i niewielkie odległości do pokonania pewnie pozwolą przejść trasę  przed zapowiadanymi opadami.

Pamiętacie pomnik generała Świerczewskiego „Waltera” w Jabłonkach? Ile razy mijaliśmy go, pędząc w stronę Cisnej ku najwyższym bieszczadzkim szczytom. Pomnik jako relikt słusznie minionej epoki został usunięty w 2017 r. Po przeciwnej stronie drogi pozostał jednak duży parking, z którego ruszamy na dzisiejszą wycieczkę.

Informacje praktyczne

Dla tych, którzy nie pamiętają, gdzie stał pomnik gen. Świerczewskiego, śpieszymy donieść, że spory parking znajdziecie po prawej stronie drogi, jadąc do Jabłonek od strony Baligrodu – ok. 300  m przed miejscem, gdzie zielone znaki opuszczają asfaltową drogę.

Jabłonki – tu do 2017 r. stał pomnik Karola „Waltera” Świerczewskiego. W tle szczyt Walter.

Na Łopiennik wchodzimy z Jabłonek czarnym szlakiem, a wracamy, trzymając się niebieskich i zielonych znaków (z nieco zmodyfikowaną końcówką – zamiast stumetrowego podejścia na szczyt Waltera wybieramy wygodną leśną drogę). Cała wycieczka wymaga pokonania 700 m przewyższenia oraz przejścia ok. 17 kilometrów. Szlak jest całkiem wymagający, pomimo braku istotnych trudności technicznych, no, może poza… ale o tym za chwilę!

Bieszczadzkie błoto w roli głównej

Z czym kojarzy się letnie wędrowanie po lipcowych Bieszczadach? A jakże, z wszechobecnym błotem! Tak było i tym razem. Przez znaczną część trasy walczyliśmy nie tylko z przewyższeniem, ale przede wszystkim z tym klejącym elementem bieszczadzkich ścieżek. Cały dzień próbowaliśmy omijać niezliczone błotne pułapki… Niestety, nie zawsze się udawało. Raz M. wskoczyła na z pozoru suchą wysepkę, która okazała się błotem głębokim na tyle, że wlało się do buta od góry. R z kolei, schodząc ze szczytu, z wielką gracją zlądował czterema literami na błotnistej ścieżce 😉 Oj, dzieło się, działo!

Z początku nic nie zapowiadało błotnych problemów. Pierwsze kilometry czarny szlak prowadził całkiem wygodną kamienisto-szutrową drogą. Dopiero po tym, jak skręcił w prawo, na zajętej przez ścięte pnie drzew polance zaczęły się problemy. Przeszkoda nr 1 to spory potok Żukra, którego nie sposób było ani przeskoczyć, ani przejść po kamieniach. Pewnie przy niższych stanach wody przejście nie sprawia problemów, a może normalnie jest tu mostek, który zmyła woda po ostatnich intensywnych opadach? Nie wiemy. W każdym razie nam pozostało tylko zdjąć buty i przejść na bosaka! Nawet nie wiecie, jak przyjemnie tak schłodzić nogi w upalny letni dzień!

Po kilkuset metrach czarne znaki skręcają w prawo i wprowadzają w boczną drogę.
Przydrożne dzwonki piłkowane po wczorajszych deszczach pełne są jeszcze kropelek wody.
Szlak odbija w prawo i przekracza potok Żukra – tylko jak tu przejść?
Nie ma rady, trzeba na bosaka!

Uff, pierwsza przeszkoda za nami. Zaczynamy całkiem wygodne, chociaż już nieco bardziej błotniste podejście. Czarny szlak na Łopiennik jest mało uczęszczany (na podejściu nie spotkaliśmy dzisiaj nikogo!), więc doświadczamy autentycznej bliskości przyrody: wokół majestatyczne jodły i buki, gęste paprociowe zarośla, a do tego przezierające spomiędzy drzew coraz rozleglejsze widoki. Odcinek podejściowy w ogóle nam się nie dłuży. Cieszymy się z pierwszego dnia w górach po bardzo długiej przerwie – ostatni raz na szlaku byliśmy ponad pół roku temu, gdy spędzaliśmy sylwestra na Przysłopie pod Baranią Górą (było cudnie! schronisko i jego gospodarze wspaniali, relacja tutaj). Późniejsze plany skutecznie pokrzyżowała nam epidemia Covid-19…

Równomiernie nachyloną ścieżką łatwo zdobywamy wysokość.
Pod nogami mrugają do nas piękne niezapominajki.
Po strawersowaniu Kiczery ścieżka wprowadza na grzbiecik.
Z prawej strony z prześwitów otwierają się ciekawe widoki.
Odpoczynek na szlaku, czyli to, co lubimy najbardziej!
Szlak zmierza w kierunku Łopieninki (953 n.p.m.)
Ścieżka wiedzie przez piękną puszczę bukową.
Cały czas trzymamy się czarnych znaków szlaku.
Przed Łopiennikiem szlak robi się nieco bardziej stromy.

Łopiennik

Na szczycie Łopiennika meldujemy się po trzech godzinach od startu (wliczając w to miły odpoczynek za połową drogi). Polana podszczytowa jest śliczna, ale niestety widoki z roku na rok coraz mniej rozległe, co dobrze widać po porównaniu zdjęć z relacji sprzed paru lat.

Szczytowy rozstaj szlaków znajduje nieco poniżej zarośniętego wierzchołka. Czarny szlak biegnie do Dołżycy i dalej przez bacówkę Jaworzec aż na przełęcz Orłowicza. Z kolei z Baligrodu docierają tu niebieskie znaki, za którymi teraz będziemy przez kawałek schodzić.

Z Łopiennika można również leśnymi ścieżkami dotrzeć do Studenckiej Bazy Namiotowej w Łopience (kierunkowskaz znajdziecie w okolicy szczytowej wychodni skalnej). W tym opuszczonym dawnym przysiółku można też obejrzeć śliczną starą cerkiew – wiosenny spacer z dziećmi do Łopienki opisujemy tutaj.

Łopiennik – polana podszczytowa
Na szczycie Łopiennika (1069 m n.p.m.) znajduje się rozstaj szlaków
Widok z Łopiennika w stronę Smereka.
Tablica, upamiętniająca wejście na szczyt Wincentego Pola.
Drogowskaz wskazuje ścieżkę do studenckiej bazy namiotowej Łopienka.

Droga powrotna przez Durną – zejście pod znakiem grzmotów

Na Łopienniku nie zabawiamy długo, bo coraz bardziej straszą nas grzmoty, a błękitne niebo ustępuje miejsca coraz ciemniejszym chmurom. Ruszamy przekonani, że w drodze zejściowej na bank złapie nas burza. W związku z tym staramy się sprawnie pokonywać kolejne odcinki zejść i podejść, śmigamy tylko przez polany i zalesione grzbiety z omszałymi wychodniami skalnymi. Cały czas znacznym utrudnieniem (i spowolnieniem) wędrówki jest wszechobecne tłuste błoto, na tym odcinku jeszcze bardziej uciążliwe, bo rozdeptane (niebieski szlak jest wyraźnie bardziej uczęszczany niż ten czarny, podejściowy, ale i tak w ciągu całego dnia w szczycie sezonu turystycznego na drodze spotykamy tylko ok. 10 osób).

Minąwszy kulminację Durnej (978 m n.p.m.), zatrzymujemy się na słonecznej polance, która aż kusi, żeby urządzić na niej dłuższy odpoczynek. Ale byśmy mieli na to ochotę! Niestety, kolejne grzmoty przeganiają nas dalej. Na szczęście burze dzisiaj wędrowały bardziej na zachód i w końcu żadnej z nich nie udało się nas zmoczyć – skutecznie za to przeszkadzały nam w odpoczynkach:)

Na rozstaju szlaków kierujemy się ku Jabłonkom, kolor szlaku zmienia się więc z niebieskiego na zielony. Czeka nas tutaj całkiem strome zejście, które znowu komplikuje „zjazdowe” błotko. Oj, jazda figurowa dziś miejscami była, tylko nie na lodzie, nie na lodzie:)

Na Łopienniku zmieniamy kolor szlaku na niebieski.
Tuż przy szlaku spotykamy kilka niewielkich grzęd skalnych.
Za Łopiennikiem ścieżka opada dość mocno w dół. Po drodze czekać nas jednak będzie jeszcze kilka podejść.
Jedna z kulminacji w drodze na Durną.
To jedna z najpiękniejszych wychodni skalnych spotkanych dziś na szlaku.
Szlak prowadzi głównie lasami bukowo-jodłowymi, od czasu do czasu wchodzimy jednak na urokliwe zarastające polanki.
Szczyt Durnej (979 m n.p.m.) jest w całości porośnięty lasem.
Za Durną ścieżka ostro zbiega w dół.
Błoto było stalym towarzyszem dzisiejszej wycieczki.
Ścieżka często gęsto wyglądała mniej więcej tak🙂
Bieszczadzko nam!

Widząc ciemniejące na horyzoncie chmury, spoglądamy na mapę, by sprawdzić, jak duże podejście czeka nas przed ostatnim wzniesieniem – Walterem (Woronikówką). Wspinanie się na lokalną kulminację terenu przy groźbie burzy nie bardzo nam się uśmiecha, więc decydujemy się na szybszą ewakuację. Skręcamy w lewo w wygodną leśną drogę, którą według niektórych map prowadzi szlak rowerowy (nie widzieliśmy jednak jego znaków w terenie). W ten sposób unikamy ostatniego sporego podejścia i wygodnie tracimy ostatnie dwieście metrów wysokości.

Szlak wprowadza na Waltera (widoczny na wprost), my wybraliśmy wariant leśną drogą, na niektórych mapach oznaczoną jako szlak rowerowy.
Prowadząca doliną leśna droga doprowadza już prosto do głównej szosy Cisna-Lesko.

Po sześciu godzinach od wyjścia stawiamy się przy samochodzie. Jak fajnie, że udało nam się przejść taką piękną dziką i zieloną trasę!

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Bieszczady mniej znane

Połoniny, Rawki i Tarnica to niewątpliwie najbardziej znane i najpiękniejsze miejsca widokowe w Bieszczadach. Jeśli jednak mielibyście ochotę na coś bardziej kameralnego, gdzie zamiast tłumu turystów przez cały dzień będą towarzyszyły Wam tylko piękna dzika przyroda i cienie historii nieistniejących wsi, proponujemy wycieczki w Bieszczady mniej znane.

Poniżej zamieszczamy opisy nieco mniej popularnych wycieczek bieszczadzkich, w tym propozycję dwóch dni kajakowych: jeden na Sanie, drugi na wschodnim, bardziej dzikim ramieniu Jeziora Solińskiego (pełny opis wycieczki wyświetli się po kliknięciu linku). Mamy nadzieję, że opisane przez nas trasy skradną również Wasze serca. Jeśli jednak macie ochotę na best of the best, czyli żelazny repertuar bieszczadzkiego turysty – linki do wycieczek znajdziecie na dole wpisu. Udanych wycieczek i… wszystkiego bieszczadzkiego!

1. Szlak na Łopiennik z Jabłonek i pętla przez Durną

2. Korbania – piękny punkt widokowy niedaleko Jeziora Solińskiego

3. Do Grobu Hrabiny i źródeł Sanu: Bukowiec-Beniowa-Sianki

4. Na Bukowe Berdo- najdzikszą połoninę w Bieszczadach

5. Pętla z Wetliny przez Dział, Rawki i Kremenaros

6. Spływ kajakowy Sanem (Lesko-Sanok)

7. Hulskie, Krywe i Tworylne – zapomniane wsie Bieszczadów

8. Widokowa przełęcz pod Tołstą – pętla z Rajskiego

9. Hyrlata – matecznik bieszczadzkich niedźwiedzi

10. Na Przysłup Caryński i Magurę Stuposiańską

11. Na Fereczatą, Okrąglik, Płaszę i Paportną

12. Na widokowe Jasło i graniczny Stryb

13. Dwernik Kamień – idealna wycieczka dla rodzin

14. Jezioro Solińskie… kajakiem!

Bieszczadzkie best of the best

Tak się składa, że wszystkie te wycieczki odbyliśmy zimą, która w Bieszczadach jest wyjątkowo piękna – zresztą zobaczcie sami!

1. Tarnica – Halicz – Rozsypaniec

2. Połonina Wetlińska

3. Połonina Caryńska

4. Rawki z Przełęczy Wyżniańskiej

Dolina Prądnika, Jura Krakowsko-Częstochowska

Ruiny Zamku Kazimierzowskiego, kameralny Ojców z uzdrowiskową zabudową z XIX w., a nade wszystko przepiękna Dolina Prądnika z zachwycającymi skałami i spektakularnymi punktami widokowymi. A to wszystko w pięknych jesiennych barwach podczas zaledwie siedmiokilometrowego spaceru! Continue reading

Karkonosze – piękniejsze zimą czy latem?

Karkonosze – piękniejsze zimą czy latem?

Najlepiej przekonać się samemu! Nie jesteśmy tacy pewni, czy nie zagłosowalibyśmy za pierwszą opcją! 🙂

Poniżej opis najpiękniejszych karkonoskich wycieczek w zimowej aurze. Trasy piesze powyżej granicy lasu są dobrze oznaczone tyczkami, zazwyczaj będą też przetarte. Przed wyruszeniem na szlak koniecznie sprawdzajcie komunikaty lawinowe (w Karkonoszach lawiny zimą się zdarzają!) i respektujcie zamknięte odcinki szlaków. Udanej wycieczki!

Continue reading

Bieszczady – wejście na Rawki zimą

Rawki to jeden z najlepszych punktów widokowych w Bieszczadach. Czy można na nie wejść zimą? Tak, jeśli nie zlekceważymy wycieczki i zadbamy o podstawowe wyposażenie turystyczne. Wycieczkę na Rawki w zimie można zaproponować wszystkim górołazom, którzy choć trochę chodzili już po zimowych szlakach. Jeśli planujecie wejście od Przełęczy Wyżniańskiej, przygotujcie się na strome podejście, weźcie kijki i raczki turystyczne, a przy dobrej pogodzie gwarantujemy świetną przygodę i przepiękne rozległe widoki, jedne z najpiękniejszych w całych Bieszczadach! Continue reading

Połonina Caryńska zimą

Zimowa wycieczka na Połoninę Caryńską z najkrótszym dojściem z Przełęczy Wyżniańskiej to świetny plan na połowę ładnego zimowego dnia. Jeśli wyruszycie odpowiednio wcześnie, zdążycie jeszcze wyskoczyć na położone po drugiej stronie przełęczy Małą i Wielką Rawkę. Jeśli chodzi o samą połoninę, to można oczywiście ograniczyć się do samego wejścia zielonym szlakiem na grzbiet połoniny, a następnie zejścia tą samą drogą. My jednak zdecydowanie polecamy przejście całym grzbietem Połoniny Caryńskiej na oba jej skrajne wierzchołki.

Jeśli planujecie wycieczkę z dziećmi, przygotujcie się na nieco mozolne i mocno wyślizgane podejście i silny wiatr na grzbiecie – na połoninach chyba zawsze naprawdę mocno wieje! Z tego względu wycieczkę polecamy raczej rodzinom z nieco starszymi, co najmniej szkolnymi dziećmi, a najlepiej nastolatkami. Continue reading

Sylwester w schronisku PTTK Przysłop pod Baranią Górą

Sylwester w nawiedzonej twierdzy – niesamowite zakończenie 2019 r.!

Sylwester w schronisku – chyba każdy górołaz o tym marzy. Nam też od wielu lat taki pomysł chodził po głowie. W tym roku nareszcie udało się zrealizować ten plan. Kilkudniowy pobyt w schronisku PTTK Przysłop pod Baranią Górą zdecydowanie przerósł nasze oczekiwania.

Czterodniowy pobyt zaczął się od wieczoru filmowego. Następny dzień upłynął pod znakiem fabularnej gry terenowej, którą najbardziej zachwyceni byli… dorośli 😉 Kolejny dzień to wielogodzinne warsztaty z konkursami dla całych rodzin. Sama impreza sylwestrowa ostatniego dnia stanowiła doskonałe zwieńczenie cudownego pobytu.

Wszystkie atrakcje łączyła wspólna tematyka – w tym roku była to nawiedzona twierdza. Każdy dzień został zaplanowany w tak atrakcyjny sposób, że zajęcia pochłaniały zarówno dużych, jak i małych uczestników imprezy (jako rodzina z trójką dzieci w różnym wieku szczególnie to doceniamy!).

Ogromny szacun i podziękowania dla gospodarzy schroniska, którzy z niesamowitą kreatywnością przygotowali czterodniowy plan w najdrobniejszych szczegółach. Najlepszą pochwałą będzie to, że rozważamy powtórzenie sylwestrowego pobytu na Przysłopie w którymś kolejnym roku (a zazwyczaj nie wracamy w to samo miejsce!).

Continue reading

Barania Góra zimą

Szlak na Baranią Górę z parkingu Czarna Wisełka

Łatwa, rodzinna trasa na widokowy szczyt Beskidu Śląskiego. Zimą również dostępna dla przeciętnego turysty, oczywiście z uwzględnieniem aktualnych warunków śniegowych i pogodowych. W pięknej zimowej aurze nawet nieco monotonny szlak dojściowy do schroniska potrafi dostarczyć wielu miłych wrażeń, podobnie zresztą jak „atak szczytowy”, przeprowadzony w pięknym zimowym słońcu. Zaśnieżone drzewa, przysypane śniegiem kamienie na potoku i pocztówkowe widoki ze szczytowych partii Baraniej, uzupełnione o możliwość zjazdu na sankach w drodze powrotnej, dały frajdę dużym i małym.

My na Baranią wchodziliśmy z dziećmi i trasę podzieliliśmy właściwie na trzy częsci, nocując po drodze w schronisku PTTK Przysłop pod Baranią Górą w ramach sylwestrowego pobytu na przełomie 2019 i 2020 r. Jednego dnia dałoby się przejść zimą całą trasę z Czarnej Wisełki na szczyt Baraniej Góry, ale z zaprawionymi nastolatkami i wychodząc skoro świt, żeby mieć rezerwę czasową na powrót.

Continue reading

Spacer z Arłamowa do Paportna – nieistniejącej wsi

Niebieskim szlakiem z Arłamowa w stronę Kalwarii Pacławskiej

Ogromne tereny dawnego rządowego ośrodka wypoczynkowego w Arłamowie są obecnie bardzo atrakcyjne dla turystyki pieszej, rowerowej czy konnej. Malownicze wyżyny i wijące się w dole strumienie, wokół mozaika buczyny karpackiej i trawiastych terenów dawnych wsi i pól uprawnych. Próżno jednak szukać śladów po licznych niegdyś wsiach. Patrząc na stojące tu i ówdzie zdziczałe drzewa owocowe, można się jedynie domyślać, że puste obecnie przestrzenie niegdyś tętniły życiem.

Nasz dzisiejszy spacer to wycieczka w czasie i przestrzeni między dwoma skrajnie innymi światami – od luksusowego hotelu Arłamów, dawnego ośrodka wypoczynkowego Urzędu Rady Ministrów, do serca zapomnianej wsi Paportno, z nagrobkami dawnego cmentarza rozsianymi na trawiastym zboczu. Wycieczkę kończymy na górze Żytne, oferującej piękny widok na ukraińskie Bieszczady i zabudowania nieodległej Kalwarii Pacławskiej.

Continue reading