Ciechanowiec – idealna wycieczka na Wielkanoc

28 marca 2016, Poniedziałek Wielkanocny

Do 15 stopni, piękne słońce, drugi dzień prawdziwej wiosny!

Idealna wycieczka na Wielkanoc? Oczywiście Muzeum Pisanki! Jedziemy do Ciechanowca*!

Po wielkanocnej Niedzieli (spędzonej głównie przy stole) z wielką chęcią ruszamy w długą. Zaplanowana wycieczka wymaga wstania przed 7:00; potem musimy jeszcze w miarę sprawnie przetrwać poranek z naszą trójeczką, kilkakrotnie licząc do dziesięciu i starając się nie denerwować. No nic, ważne, że ok. 9:30 udaje nam się wsiąść do samochodu. Jedzie się dobrze i sprawnie – drogi są świątecznie puste, a widoki – zwłaszcza od okolic Broka, gdzie nasza droga zbliża się do Bugu – bardzo malownicze. O 11:20 meldujemy  się na parkingu w Ciechanowcu. Od kilkunastu minut czekają tu na nas Babcia i Dziadek, których tym razem nie musieliśmy długo namawiać na wycieczkę. Świeci ciepłe słońce, jest naprawdę miło… ruszamy!

Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu to wyjątkowa placówka. Właściwie można odnieść wrażenie, że to cały konglomerat muzeów, z których każde mogłoby być zwiedzane osobno i stanowić sporą atrakcję samo w sobie. Wart odwiedzenia jest już choćby sam zespół parkowo-pałacowy – dawna siedziba Starzeńskich.

Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu zajmuje teren zespołu pałacowo-parkowego Starzeńskich.

Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu zajmuje teren zespołu pałacowo-parkowego Starzeńskich.

Na teren parku przeniesiono kilkadziesiąt zabytkowych budynków z pogranicza Podlasia i Mazowsza, składających się na ekspozycję skansenową; klasycystyczny XIX-wieczny pałac mieści ekspozycje stałe;  w dworku myśliwskim Potockich ma swą siedzibę niezwykle ciekawe Muzeum Pisanki. To jeszcze nie wszystko. Całe muzeum składa się z dziewięciu działów, a samych wystaw stałych nie sposób zliczyć i „ogarnąć”.

Ciechanowieckie muzeum ma niezwykły potencjał turystyczny. Gdy planowaliśmy wycieczkę tutaj, wydawało nam się idealnym celem wypraw z dziećmi. Organizacja zwiedzania okazała się jednak mało przyjazna dla rodzin i trochę nas rozczarowała. Planowaliśmy zobaczyć jedyne w Polsce (i jedno z dwóch w Europie) Muzeum Pisanki (zwłaszcza je – w końcu to dla niego jechaliśmy 130 km w jedną stronę w wielkanocny Poniedziałek:)), Muzeum Weterynarii oraz przespacerować się po terenie skansenu, oglądając we własnym tempie (bo Grześ itp.) zabytkowe budynki. Na miejscu okazało się jednak, że nie można zobaczyć poszczególnych ekspozycji w dowolnym momencie albo o konkretnej godzinie. Wszystko jest zamknięte na głucho. Można tylko dołączyć do przewodnika, który podchodzi z grupą do kolejnych obiektów, opowiada o nich i otwiera je na chwilę, umożliwiając obejrzenie wnętrza lub znajdujących się wewnątrz wystaw stałych i czasowych. Całość zwiedzania w grupie z przewodnikiem trwa ponad 2,5 godziny.

Jeden z pracowników muzeum doprowadza nas do grupy zwiedzającej z panią przewodnik.

Jeden z pracowników muzeum doprowadza nas do grupy zwiedzającej z panią przewodnik.

Dla rodziny z dziećmi, zwłaszcza tak małymi jak nasz Grześ (aktualnie rok i osiem miesięcy) to po prostu porażka. Maluchy nie są w stanie grzecznie słuchać niewątpliwie ciekawych, ale jakże długich i szczegółowych opisów pani przewodnik. Jak na złość Grześ wbrew naszym planom nie przespał się w samochodzie i w Ciechanowcu jest wyjątkowo marudny. W związku z tym już od wejścia M. musi się wyłączyć ze zwiedzania i podąża ścieżkami Grzesia.

Na razie jest dobrze. Grześ wypatrzył owieczki wrzosówki.

Na razie jest dobrze. Grześ wypatrzył owieczki wrzosówki.

Im starsze, tym jaśniejsze.

Im starsze, tym jaśniejsze.

A może by tak wejść do nich. Skoro mama nie patrzy...

A może by tak wejść do nich. Skoro mama nie patrzy…

Ogólnie rzecz biorąc, na razie grzecznie zwiedzam...

Ogólnie rzecz biorąc, na razie grzecznie zwiedzam…

Grześ zamiast oglądania wnętrz woli zamykać i otwierać furteczki.

Grześ zamiast oglądania wnętrz woli zamykać i otwierać furteczki.

Od czasu do czasu próbuje narzucić mu własną marszrutę, ale już po kilkunastu minutach kończy się to wrzaskiem i uspokajaniem go przez kolejne kilkadziesiąt minut… Nasza najmłodsza latorośl ma charakter – Grzesiowi nie spodobało się, że przez furtkę, której otwieranie i zamykanie bardzo go zajęło, chcieli przejść ludzie. M. próbuje go uśpić w wózku, bezskutecznie. W końcu Grześ zajmuje się głównie jedzeniem paluszków (zamiast zaplanowanego słoiczka) i wchodzeniem w różne zakamarki, co chwilę włączając syrenę, a M. ogląda Muzeum Rolnictwa… na zdjęciach w domu!

U M. mniej sielankowo. Po wielkiej awanturze Grzesia uspokoiły dopiero koniki.

U M. mniej sielankowo. Po wielkiej awanturze Grzesia uspokoiły dopiero koniki.

Druga część wycieczki, czyli Dziadkowie oraz R. i starsi chłopcy, dużo bardziej korzystają ze zwiedzania. Dzielnie dotrzymują kroku pani przewodnik, R. stara się o dokumentację fotograficzną. Oglądają najpierw kilka chałup oraz zagrodę szlachecką. Wnętrza rzeczywiście urządzono z dbałością o szczegóły, dzięki czemu można przenieść się w wiek XIX i pierwszą połowę XX wieku.

Na ławeczce (jednej z niewielu na terenie Skansenu).

Na ławeczce (jednej z niewielu na terenie Skansenu).

Wnętrze chaty - szkoda, że nasi chłopcy nie mieli takiej kołyski.

Wnętrze chaty – szkoda, że nasi chłopcy nie mieli takiej kołyski.

W takiej chacie moglibyśmy mieszkać...

W takiej chacie moglibyśmy mieszkać…

Grześ zainteresował się czymś przy żurawiu. Można nawet zrobić zdjęcie.

Grześ zainteresował się czymś przy żurawiu. Można nawet zrobić zdjęcie.

Wnętrze chaty bogatszego gospodarza.

Wnętrze chaty bogatszego gospodarza.

Potem oglądają dawną własność hrabiostwa Potockich – przeniesiony z Siemion dwór myśliwski z drugiej połowy XIX w.

Dwór myśliwski z Siemion (2. poł. XIX w.).

Dwór myśliwski z Siemion (2. poł. XIX w.).

Wewnątrz mieszczą się cztery wystawy stałe, w tym ta najciekawsza i najbardziej związana z Wielkanocą :

Muzeum Pisanek ze zbiorów prof. Ireny Stasiewicz-Jasiukowej i Jerzego Jasiuka z Warszawy

W środku mieści się Muzeum Pisanek!

W środku mieści się Muzeum Pisanek!

Państwo Jasiukowie w 2004 r. ofiarowali tutejszej placówce swój zbiór ponad tysiąca pisanek. Od tej pory kolekcja sukcesywnie się rozrasta, swoje dzieła ofiarowują kolejni kolekcjonerzy i pisankarze. Obecnie zbiory liczą już około 2300 egzemplarzy. Różnorodność tworzywa (pisanki – poza tymi „tradycyjnymi” – zrobione są z drewna, metalu, porcelany, szkła i kamieni szlachetnych) i sposobu zdobienia („pisane” woskiem, malowane, oklejane, a nawet „dziurawione” dentystycznym wiertłem) przyprawia o zawrót głowy! Czy może być lepsze miejsce na wielkanocną wycieczkę?

W każdej gablocie inne pisanki.

W każdej gablocie inne pisanki.

Zadziwiają nas kolory...

Zadziwiają nas kolory…

...zdobienia...

…zdobienia…

...czasami także klasyczne formy...

…czasami także klasyczne formy…

 ...i przeróżne materiały wykorzystane do tworzenia pisanek.

…i przeróżne materiały wykorzystane do tworzenia pisanek.

Idealne miejsce na wielkanocną wycieczkę.

Idealne miejsce na wielkanocną wycieczkę.

Tę pisankę zrobił chyba wprawny dentysta!.

Tę pisankę zrobił chyba wprawny dentysta!.

Po obejrzeniu Muzeum Pisanek najchętniej przeszlibyśmy prosto do Muzeum Weterynarii, po czym obejrzeli młyn wodny i obrali kurs na obiad. Niestety, musimy podążać za przewodnikiem i grzecznie wysłuchać szczegółowych opowieści o historii kolejnych obiektów, a czas leci i leci… Następny przystanek to główny budynek Muzeum Rolnictwa – klasycystyczny pałac Starzeńskich.

Pałac Starzeńskich został odbudowany pod koniec lat 60.

Pałac Starzeńskich został odbudowany pod koniec lat 60.

Zwiedzanie go jest szczególnie niekomfortowe. Grupa zostaje wpuszczona do wnętrza pałacu, po czym pani przewodnik … zamyka na klucz drzwi wejściowe. Wyjście lub wejście jest możliwe tylko w przerwach między oglądaniem kolejnych wystaw. Czy to dlatego, by wszyscy dzielnie wysłuchali do końca? Ale chyba nie do końca zgodne z przepisami dot. bezpieczeństwa przeciwpożarowego…

Tematyka wystaw stałych jest bardzo szeroka, jednak nawet starsi chłopcy nie wytrzymują tak wielkiego nawału kultury i w połowie zwiedzania pałacu odmawiają współpracy, opuszczając budynek w jednej z przerw. Na ich miejsce od razu wskakuje R., myśląc, że w budynku mieści się Muzeum Weterynarii. Srogo się jednak rozczarowuje, bo zamiast ekspozycji weterynaryjnych trafia na kolejne opisy wnętrz i ich wyposażenia oraz na wystawę czasową prezentującą mapy Podlasia z różnych okresów historycznych:)

Oglądamy tu m.in. kolekcję dawnych map. Tak kiedyś wyobrażano sobie naszą Ziemię!

Oglądamy tu m.in. kolekcję dawnych map. Tak kiedyś wyobrażano sobie naszą Ziemię!

Starsi chłopcy razem z Babcią i Dziadkiem spędzają chwilę na terenie obok dawnej dworskiej oficyny. M. dalej bezładnie biega za Grzesiem. Grupa zwiedzających pałac, w tym R., zostaje w końcu wypuszczona na zewnątrz i wkrótce już całą rodzinką podziwiamy położony nieopodal „Ogród roślin zdatnych do zażycia lekarskiego”.

Coś dla przyrodników - 'Ogród roślin zdatnych do zażycia lekarskiego'.

Coś dla przyrodników – ‚Ogród roślin zdatnych do zażycia lekarskiego’.

Chyba najbardziej zaciekawia on Tymusia, który szczególnie lubi przyrodę, ale chyba dla wszystkich jest interesujący. Ogród podzielono na kilkaset kwater, obsadzonych roślinami według XVIII-wiecznego rejestru roślin leczniczych autorstwa samego patrona muzeum. Ksiądz Krzysztof Kluk, bo o nim tu mowa, to ciechanowiecki proboszcz, sprawujący swoją posługę kapłańską w drugiej połowie XVIII w. Zasłynął swoją zdolnością do niezwykle wnikliwej obserwacji zjawisk społecznych. Jako społecznik przyczyny zacofania i problemów chłopów widział w feudalnym ucisku. Jako naukowiec odnosił sukcesy na polu botaniki i zoologii, przenosząc m.in. na polski grunt systematykę gatunków Linneusza. Niezwykle ciekawa postać.

Po obejrzeniu ogrodu Kluka kierujemy się do kolejnego asa ciechanowieckiej placówki – młyna wodnego. To jedyny drewniany obiekt-tubylec: młyn nie został – jak inne drewniane budynki – przeniesiony do muzeum z innych terenów, tylko oryginalnie wchodził kiedyś w skład tutejszego zespołu zabudowań dworskich. W okresie letnim koło młyńskie poruszane jest wodą, co niewątpliwie stanowi dodatkową atrakcję dla turystów. Ale nawet bez tego jest bardzo ciekawie – młyn jest malowniczo położony, można dokładnie obejrzeć jego wnętrze. Dawną część „przemysłową” zajmują zrekonstruowane urządzenia młyńskie oraz eskpozycja żaren, kół młyńskich, miar i wag. Pani przewodnik tłumaczy m.in. czym różni się mąka razowa (mielona tylko raz) od pytlowej (mielonej 5 do 7 razy). W dawnym mieszkaniu młynarza obecnie mieści się Muzeum Chleba z pięknym, okazałym piecem chlebowym.

Młyn wodny - od ponad stu lat w tym samym miejscu.

Młyn wodny – od ponad stu lat w tym samym miejscu.

Mechanizm młyna gotowy do pracy.

Mechanizm młyna gotowy do pracy.

Na górze oglądamy koła młyńśkie i różne wagi.

Na górze oglądamy koła młyńśkie i różne wagi.

Pozyskiwanie mąki było kiedyś bardzo czasochłonne...

Pozyskiwanie mąki było kiedyś bardzo czasochłonne…

Muzeum chleba mieści się na dolnej kondygnacji młyna.

Muzeum chleba mieści się na dolnej kondygnacji młyna.

Spod młyna ładnie prezentuje się pałac.

Spod młyna ładnie prezentuje się pałac.

Skansenu ciąg dalszy.

Skansenu ciąg dalszy.

Po ponad dwóch godzinach nareszcie doczekaliśmy się – mamy Muzeum Weterynarii. Placówka mieści się w budynku dawnej stajni, którą przez wiele lat zajmowała lecznica weterynaryjna. Po zakończeniu jej działalności środowisku weterynaryjnemu udało się zgromadzić wyjątkową kolekcję eksponatów związanych ze swoją pracą. Poza narzędziami lekarsko-weterynaryjnymi oglądamy m.in. podkowy, zwierzęce figurki wotywne, sprzęt laboratoryjny. Szczególną atrakcją dla chłopców stanowi … maszyna rentgenowska, wykorzystywana w przeszłości przez US Army (Sebuś bardzo intensywnie ją ogląda, szukając inspiracji do swoich prac nad teleportacją:)). Wszyscy na dłużej zatrzymujemy się przed gablotą z prawdziwymi bezoarami (Harry Potter na pewno zabrałby kilka…) – kamieniami powstałymi z sierści zlizywanej przez krowy w okresie linienia. Dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy – np. tego, że do zdiagnozowania ciała obcego w brzuchu zwierzęcia można używać… wykrywacza metali, a wyciągać je przy pomocy magnesu!

Nareszcie dotarliśmy do Muzeum Weterynarii.

Nareszcie dotarliśmy do Muzeum Weterynarii.

Ekspozycja jest bardzo ciekawa.

Ekspozycja jest bardzo ciekawa.

Figurki wotywne - pomagały wyjść zwierzętom z chorób.

Figurki wotywne – pomagały wyjść zwierzętom z chorób.

Konie też miały opony zimowe...

Konie też miały opony zimowe…

Jak tu by z tego zrobić maszynę do teleportacji...

Jak tu by z tego zrobić maszynę do teleportacji…

Te bezoary są naprawdę ciekawe!

Te bezoary są naprawdę ciekawe!

Jeżeli myślicie, że opisaliśmy wszystkie wystawy udostępniane przez muzeum w Ciechanowcu, to grubo się mylicie. Pozostało jeszcze co najmniej kilkanaście innych! Nie widzieliśmy chociażby maszyn rolniczych czy ekspozycji „Transport wiejski”… Ogrom tutejszych zbiorów po prostu powala, szkoda jednak, że organizacja zwiedzania nie pozwala na choć trochę samodzielności i elastyczności. Przy wejściu nie dostajemy nawet planu terenu z umiejscowieniem poszczególnych wystaw. Nie ma możliwości obejrzenia konkretnej wystawy w z góry dającym się zaplanować czasie. Dla naszej rodziny z dziećmi w różnym wieku jest to dość uciążliwe. Może warto byłoby choćby w popularnych turystycznie terminach zatrudnić kilka dodatkowych osób, żeby umożliwić stałe otwarcie kilku najpopularniejszych wnętrz… Skoro już marudzimy, to jeszcze dodamy, że bardzo przydałby się choćby mały plac zabaw, albo jakikolwiek inny ukłon w stronę dzieci. Byliśmy już w kilkunastu skansenach w Polsce i innych krajach i wiemy, że można… choćby w konwencji rekonstrukcji dawnych huśtawek. Przecież dzieci i ich rodzice są szczególnie często gośćmi tego typu placówek!

Kwestia nieprzyjaznej organizacji zwiedzania to jednak nasz jedyny zarzut wobec ciechanowieckiego muzeum. Sama jego oferta jest niezwykle bogata i atrakcyjna dla gości w różnym wieku. Już samo Muzeum Pisanki to perełka. Zdecydowanie warto więc odwiedzić Ciechanowiec. Na koniec zadowolona jest nawet M., która mimo że nie ma możliwości spokojnego posłuchania pani przewodnik, po prostu cieszy się piękną wiosenną pogodą i możliwością spędzenia czasu na świeżym powietrzu w malowniczym otoczeniu.

Ostatnie spojrzenia na skansen.

Ostatnie spojrzenia na skansen.

Wycieczkę kończymy wspólnym obiadem w pobliskiej hotelowej restauracji, po czym ruszamy w dwugodzinną podróż powrotną (wydłużoną nieco przez poświąteczne powroty). W domu meldujemy się o 17:30. Cała wyprawa zajęła nam osiem godzin, z czego prawie połowę stanowił dojazd (łącznie 270 km), ale czy dla takich wrażeń nie było warto? Warto, jak zwykle warto!

*Ciechanowiec  to urocze podlaskie miasto, położone nad Nurcem, dopływem Bugu, jednak dla porządku (i jako że wycieczka stanowiła wypad z Warszawy) relację zamieszczamy w dziale Mazowsze.

Czersk

Ruiny zamku książąt mazowieckich w Czersku

12 marca, sobota

5 stopni, wilgotno i pochmurno, wiosny ciągle nie widać…

Gdyby nie kapryśna Wisła, która pod koniec XIV w. zmieniła w okolicy Czerska swoje koryto i odsunęła się 2 km na wschód, być może stolicą Polski byłby Czersk, nie Warszawa. Postanawiamy sprawdzić, co straciliśmy, mieszkając w Warszawie, a nie w Czersku – gdy tylko nadchodzi sobota zaraz po śniadaniu pakujemy się wszyscy do samochodu i w drogę! Jedziemy tym chętniej, że przeziębienia chłopaków zmusiły nas do siedzenia w domu cały zeszły weekend. Namawiamy na wspólną wycieczkę Babcię Urszulę i Dziadka Jerzego, więc na miejscu stawiamy się silną siedmioosobową ekipą.

Czersk to jedna z najstarszych miejscowości na Mazowszu. Lata swojej świetności święcił w okresie średniowiecza, kiedy był siedzibą książąt mazowieckich i stolicą Księstwa Czerskiego. Pod koniec XIV w. książę Janusz I Starszy rozkazał nad brzegiem Wisły wznieść zamek na miejscu dawnego grodu obronnego. Warownia szybko straciła jedna swoje znaczenie – zmiana koryta Wisły zadecydowała o znacznym zmniejszeniu walorów obronnych zamku. Czersk odżył nieco w XVI w., kiedy po śmierci Zygmunta Starego objęła go w swoje posiadanie królowa Bona. Ponoć po dziś dzień można spotkać tu jej ducha, snującego się po dawnej warowni w postaci Białej Damy. Po zniszczeniu zamku w okresie Potopu Szwedzkiego Czersk coraz bardziej podupadał. Obecnie jest malutką mazowiecką miejscowością bez praw miejskich, przyciągającą turystów ruinami gotyckiego zamku, zaliczanymi do jednych z najcenniejszych zabytków Mazowsza.

Wyjeżdżamy rano, zaraz po nakarmieniu Grzesia. Plan jest taki, że Grześ zdrzemnie się podczas 50-minutowego dojazdu, a potem prześpi się jeszcze raz w drodze powrotnej. Grześ planu jednak nie zna, więc przez całą drogę nie zasypia i zamyka oczy dopiero w okolicach Czerska. Cóż robić, R. zostaje z nim śpiącym w samochodzie, a M. z chłopcami po spotkaniu Babci i Dziadka kieruje się w stronę zamku. Parkujemy na czerskim rynku. Próbujemy poczuć klimat średniowiecznego miasteczka – Czersk do tej pory zachował średniowieczny układ miejski. M. wyciąga aparat, żeby zrobić zdjęcie i .. natyka się na komunikat „brak karty pamięci”. Buuuu… No tak, ściągaliśmy niedawno jakieś zdjęcia na komputer i zapomnieliśmy włożyć kartę z powrotem. A to pech… Pozostaje nam robienie zdjęć komórką, co zrobić…

Czerski rynek. Czersk słynie z zachowanego średniowiecznego układu urbanistycznego.

Czerski rynek. Czersk słynie z zachowanego średniowiecznego układu urbanistycznego.

Po przejściu rynku wchodzimy na teren neobarokowego kościoła Przemienienia Pańskiego z 1. połowy XIX w. Zamek leży tuż za nim. Po wykupieniu biletów zaczynamy zwiedzanie. Tym razem nie jest to jednak zwyczajne zwiedzanie. Naszymi krokami kierują bowiem wskazówki z Gry Zamkowej, przygotowanej specjalnie z myślą o rodzinach zwiedzających ruiny czerskiej warowni. Karty gry można za darmo otrzymać w kasie lub wydrukować wcześniej z Internetu. Brawo dla pomysłodawców tej koncepcji. Niewiele trzeba, a zmienia się wiele. Zamiast zwykłego oglądania zamkowych ruin dzieci mają przygodę, w której wcielają się w rolę detektywa. Gra polega na znajdowaniu ukrytych w różnych miejscach zamku nazwisk postaci związanych z historią warowni. Przy okazji sporo można się dowiedzieć, dla wszystkich to świetna zabawa! Szukanie odpowiedzi na zagadki zawarte w grze pochłania naszym starszakom cały czas spędzony w Czersku.

Zamek książąt mazowieckich w Czersku, przeł. XIV i XV w.

Zamek książąt mazowieckich w Czersku, przeł. XIV i XV w.

Wchodzimy przez arkadowy most z XVIII w.

Wchodzimy przez arkadowy most z XVIII w.

Baszta więzienna.

Baszta więzienna.

Baszta zachodnia. S. szuka dalszych wskazówek Gry Zamkowej.

Baszta zachodnia. S. szuka dalszych wskazówek Gry Zamkowej.

Tymo chyba znalazł potrzebne informacje.

Tymo chyba znalazł potrzebne informacje.

Po chwili drzemki w samochodzie Grześ się budzi i potem już w komplecie kontunuujemy zwiedzanie. Choć zwiedzaniem to chyba tego nazwać nie można. Jedno z nas biega za Grzesiem, pilnując żeby nie wszedł tam gdzie nie trzeba, ominął choć część kałuż i nie spadł ze schodów na głowę, a drugie biega z komórką zam. aparatu i próbuje zrobić zdjęcia zamku i reszty wycieczki. W takich okolicznościach przyrody udaje nam się jakoś zobaczyć obie wieże udostępnione do zwiedzania. W pierwszej, baszcie bramnej, odtworzono dawne pomieszczenia mieszkalne wartowników. Odwiedzamy ją razem z Grzesiem, wpisujemy się do księgi gości i wspinamy na taras widokowy, oferujący malownicze widoki na dawną dolinę Wisły. W podziemiach drugiej baszty, wschodniej, było niegdyś więzienie. Sama baszta jest w środku pusta, jej główną atrakcją jest jednak taras widokowy na szczycie. Na górę prowadzą jednak bardzo strome spiralne schody, więc wchodzimy tam tylko na zmianę z dwoma starszymi chłopcami, Grześ biega w tym czasie po trawiastym dziedzińcu. Trzecia zachowana baszta, baszta zachodnia, pełniła niegdyś prawdopodobnie funkcje magazynu. Nie jest jednak udostępniona dla zwiedzających.

Baszta bramna mieściła pomieszczenia wartowników.

Baszta bramna mieściła pomieszczenia wartowników.

Wchodzimy na basztę bramną.

Wchodzimy na basztę bramną.

Grześ chciałby się wpisać do księgi gości...

Grześ chciałby się wpisać do księgi gości…

Widok z baszty bramnej na zachodnią.

Widok z baszty bramnej na zachodnią.

Malowniczy widok na dawną dolinę Wisły.

Malowniczy widok na dawną dolinę Wisły.

Widok na neobarokowy kościół Przemienienia Pańskiego z pocz. XIX w.

Widok na neobarokowy kościół Przemienienia Pańskiego z pocz. XIX w.

Grześ wszedł na górę zupełnie sam, teraz sam schodzi.

Grześ wszedł na górę zupełnie sam, teraz sam schodzi.

Schody na basztę więzienną są naprawdę strome.

Schody na basztę więzienną są naprawdę strome.

19. Baszta jest pusta w środku.

Rzut oka do góry. Czujemy się jak w kominie.

Rzut oka do góry. Czujemy się jak w kominie.

Taras widokowy na baszcie więziennej.

Taras widokowy na baszcie więziennej.

Widok z baszty więziennej na dziedziniec zamkowy.

Widok z baszty więziennej na dziedziniec zamkowy.

Fundamenty kościoła Św. Piotra.

Fundamenty kościoła Św. Piotra.

Po zwiedzeniu ruin czerskiego zamku wszyscy głodni i zmarznięci przenosimy się do znajdującej się przy rynku Karczmy Czerskiej. Mieści się ona w ponad 200-letnim budynku. Jest niewielka, nie ma krzesełka do karmienia dziecka, ale oferuje smaczną domową kuchnię. W środku jest ciepło i przytulnie, pali się kominek. Ściany są pokryte wpisami zadowolonych gości. Miło spędzamy czas. Gdyby nie ciągłe bieganie za Grzesiem i pilnowanie S. z jedzeniem, byłaby istna sielanka.

Opuszczamy Czersk z nadzieją, że zawitamy tu jeszcze kiedyś w cieplejszej porze roku. Drzewa owocowe kwitnące w dawnej dolinie Wisły prezentują się wtedy ponoć wyjątkowo malowniczo. W sezonie można też trafić na turnieje rycerskie i inne imprezy organizowane z myślą o turystach.

Ostatni rzut oka na zamek.

Ostatni rzut oka na zamek.

Karta Gry Zamkowej zostanie jako miła pamiątka dzisiejszej wycieczki.

Karta Gry Zamkowej zostanie jako miła pamiątka dzisiejszej wycieczki.

Młochów

Pałac i park w Młochowie i okoliczne rezerwaty

28.11.2015, sobota

Deszcz, 7 stopni

Po długim ciągu listopadowych dni wypełnionych po brzegi obowiązkami zawodowo-rodzinnymi w weekend rysuje się szansa na przełamanie rutyny. Pretekst stanowi bal andrzejkowy. Ponieważ imprezy sylwestrowe są – lekko licząc – trzykrotnie droższe niż wszystkie inne, od jakiegoś czasu praktykujemy wyjście na Andrzejki i spędzanie Sylwestra w kameralnym, rodzinnym gronie. Dziś udaje nam się sprzedać chłopców na jedną noc do niezastąpionych Babci Urszuli (Grześ) i Cioci Hani (starsi). Ale luksus! M. niestety do wczesnego popołudnia musi jeszcze odsiedzieć swoje na konferencji, ale zaraz o 13:00 porywa ją R. po wcześniejszym porozwożeniu dzieci.

Wspólny weekend zaczynamy obiadem w naszej włoskiej Trattorii Boccone. Jedzenie pyszne, ale jeszcze pyszniejsza jest możliwość nieśpiesznego podelektowania się jedzeniem przy spokojnej rozmowie. Żyjąc na co dzień w dużym tempie, tak bardzo docenia się chociaż kilkugodzinny brak pośpiechu!

Plan weekendowego wypadu w naszym wydaniu nie byłby oczywiście kompletny, gdybyśmy nie zaplanowali jakiegoś turystycznego spaceru. Wybór pada na Młochów, położony tylko o rzut beretem od trasy katowickiej, z bardzo szybkim i niekłopotliwym dojazdem z Warszawy. Tak naprawdę dzisiejszy wypad to zasługa M., która niedługo po otwarciu połączenia obwodnicy Warszawy z katowicką i „siódemką”, chciała jechać do Rzeszowa przez Katowice:), orientując się dopiero w okolicy Kajetan. Do trasy na Radom wracaliśmy łącznikiem właśnie przez Młochów, przejeżdżając obok doskonale widocznego z drogi zespołu pałacowo-parkowego.

Klasycystyczny pałac w Młochowie wraz z otaczającym go parkiem stanowi doskonały przykład rezydencji ziemiańskiej na Mazowszu. Cały zespół powstał na początku XIX w. Majątek należał pierwotnie do Sobolewskich, potem do Radziwiłłów. Kres jego świetności przyniosła I wojna światowa i pożar wzniecony przez stacjonujące w nim wojska rosyjskie. Po remoncie w latach 50. w pałacu mieścił się jakże romantyczny Instytut Hodowli Ziemniaka, a potem Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Pałac popadał w ruinę aż do dofinansowanego przez UE odrestaurowania przed kilku laty. W 2009 w rewitalizacji został poddany także park. Obecnie całość stanowi idealne miejsce na romantyczny (i rodzinny) spacer.

Zwiedzanie kompleksu w Młochowie zaczynamy od dawnej oranżerii, mieszczącej obecnie kaplicę pw. św. Michała Archanioła i parafię Księży Michalitów. Potem oglądamy dwie oficyny, usytuowane symetrycznie po obu stronach pałacu, i obchodzimy dokoła bryłę pałacowego budynku. Potem czas na spacer alejkami parku. Jest tu niezwykle malowniczo. Zróżnicowany starodrzew, malownicze stawy z wyspami, trójarkadowy ceglany mostek.

Klasycystyczny pałac w Młochowie (pocz. XIX w.).

Klasycystyczny pałac w Młochowie (pocz. XIX w.).

Klasycystyczny pałac w Młochowie (pocz. XIX w.).

Klasycystyczny pałac w Młochowie (pocz. XIX w.).

Budynek oranżerii obecnie mieści kaplicę.

Budynek oranżerii obecnie mieści kaplicę.

W parku są nastrojowe stawy.

W parku są nastrojowe stawy.

Coś dla amatorów wędkowania.

Coś dla amatorów wędkowania.

Rzut oka przez staw na trójarkadowy mostek.

Rzut oka przez staw na trójarkadowy mostek.

Listopadowe niebo.

Listopadowe niebo.

Spacerując po parku, cały czas wypatrujemy znaków zielonego szlaku, który – jak sprawdziliśmy buszując w Internecie – ma doprowadzić nas do dwóch młochowskich rezerwatów przyrody – Młochowskiego Grądu i Młochowskiego Łęgu. Znakom szlaku przydałoby się zapewne odmalowanie, ale uważny turysta nie będzie miał problemu z odnalezieniem właściwej drogi (łatwo trafić do rezerwatów, zaczynając spacer właśnie od granic pałacowego parku).

Po opuszczeniu parkowych alejek przenosimy się na leśne dukty. Początkowo droga prowadzi malowniczą zabytkową aleją lip, potem wiedzie przez ładny mieszany las. Jedyne, co nam przeszkadza, to pora dnia – robi się coraz ciemniej. O zmroku zarządzamy postój – zdążamy dojść tylko do granic rezerwatu Młochowski Grąd, chroniącego prawie 200-letnie drzewostany dębowo-grabowo-sosnowe. Tablica informacyjna wskazuje drogę do grupy pomnikowych modrzewi – żałujemy, że nie możemy zobaczyć ich jeszcze dziś (ale po ciemku i tak nie miałoby to większego sensu). Wracamy tą samą drogą z mocnym postanowieniem, że wrócimy tu jutro przedpołudniową porą. Przeszliśmy dziś ok. 7 km – dobra rozgrzewka przed andrzejkową imprezą!

Zabytkowa aleja lipowa.

Zabytkowa aleja lipowa.

Po chwili znajdujemy się w lesie.

Po chwili znajdujemy się w lesie.

Urokliwe są nawet wyręby.

Urokliwe są nawet wyręby.

Park w nocnym wydaniu, ładnie oświetlony klimatycznymi latarniami, prezentuje się chyba jeszcze ładniej niż za dnia. Podświetlony pałac idealnie maskuje niedostatki stanu elewacji. Nie możemy pohamować się przed robieniem zdjęć.

Młochowski park nocą

Młochowski park nocą

O tej porze prezentuje się chyba jeszcze ładniej.

O tej porze prezentuje się chyba jeszcze ładniej.

Podświetlenie doskonale eksponuje pałac.

Podświetlenie doskonale eksponuje pałac.

Już zupełnie po ciemku wsiadamy do samochodu i jedziemy do Łazów na naszą andrzejkową zabawę. Co do wystroju hotelu i doboru muzyki, można by mieć różne zastrzeżenia:), ale co tam, my i tak świetnie się bawimy – bo w swoim towarzystwie! Wytrzymujemy do drugiej. Ostatnim akcentem dzisiejszej nocy jest zacięcie się w pokoju. Ale atrakcja! W końcu kelnerowi udaje się jakoś nas otworzyć, ale to już chyba ostatni ruch tego zamka – potem nie rusza się ani w jedną, ani w drugą stronę. Nas przenoszą do innego pokoju. Trochę z tym zachodu, zwłaszcza o tej porze, ale przynajmniej możemy sobie pooglądać inne kolorowe aniołki na suficie!

29.11.2015, niedziela

Słoneczny poranek, ok. 4 stopni

Rano po imprezie jako pierwsi z gości stawiamy się na śniadaniu – w nocy spanie wśród krzyków podchmielonych gości jakoś kiepsko nam wychodziło. A przy tym marzyliśmy o wykrojeniu jeszcze jednego spaceru tylko we dwoje przed odebraniem dzieci. Ok. 10:00 już spakowani stawiamy się w samochodzie. Znów obieramy azymut na młochowskie rezerwaty, tylko tym razem podjeżdżamy z drugiej strony – od miejscowości Krakowiany. Tu zaczyna się drugi rezerwat – Młochowski Łęg. Ochroną rezerwatową został tu objęty las łęgowy jesionowo-olszowy, charakterystyczny niegdyś dla dolin małych rzek. Parkujemy niedaleko stawu powstałego przez spiętrzenie wód Utraty. Niedawno została sprowadzona tu cała rodzina bobrów.

Niedzielny poranek. Staw na Utracie.

Niedzielny poranek. Staw na Utracie.

Ruszamy za znakami zielonego szlaku. Nasz spacer to ok. 6-kilometrowa pętelka w prawo, zakończona powrotem żółtym szlakiem. Na końcowym odcinku, przy żółtych znakach, znajdujemy pomnikową grupę kilkudziesięciu modrzewi, osiągających tu wysokość 40 m!

Rezerwat Młochowski Łęg

Rezerwat Młochowski Łęg

Co kawałek napotykamy tablice informacyjne.

Co kawałek napotykamy tablice informacyjne.

Lasy w okolicy Młochowa.

Lasy w okolicy Młochowa.

Tak blisko Warszawy, a zupełnie inny świat.

Tak blisko Warszawy, a zupełnie inny świat.

Szkoda, że paśnik bez leśnych gości.

Szkoda, że paśnik bez leśnych gości.

Na koniec spaceru znajdujemy grupę pomnikowych modrzewi.

Na koniec spaceru znajdujemy grupę pomnikowych modrzewi.

Leśny spacer jest niezwykle odprężający. Nie spotykamy nikogo, nie licząc trzech sarenek, przecinających nam drogę tuż przed samym nosem. Naprawdę warto wybrać się w okolice Młochowa na weekendowy spacer z Warszawy. Tak niedaleko, a przenosimy się w inny świat. Spacer po obu rezerwatach koniecznie trzeba połączyć z odwiedzeniem młochowskiego zespołu parkowo-pałacowego – wtedy będziemy mieli urozmaiconą wycieczkę, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Kampinoski Park Narodowy: spacery 2015

Nowy Secymin, 2015.06 

30 czerwca, wtorek

Rano słonecznie i ciepło, 24 stopnie, wieczorem deszcz

Na przełomie czerwca i lipca R. robi M. fantastyczną niespodziankę – załatwia nam wypad z noclegiem na północny-zachód Kampinoskiego Parku Narodowego. Starsi chłopcy są nad morzem z Dziadkami, z Grzesiem zostaje niania – niezastąpiona Pani Małgosia, a my zaraz po pracy R. wskakujemy do samochodu i obieramy azymut na Puszczę Kampinoską. Tym razem (możliwość noclegu) wybieramy północno-zachodni fragment puszczy, wymagający najdłuższego dojazdu.

Nocujemy w Nowym Secyminie w Stajni Dorado. To miejsce zostało stworzone przez dwoje warszawskich miłośników koni i puszczańskich krajobrazów. Jest kameralnie i – przede wszystkim – blisko do naszego jutrzejszego szlaku. Pedantom może nieco przeszkadzać pewien artystyczny nieład w pokojach, ale koniarze pewnie już będą się tu czuć jak u siebie.

Wieczorem planujemy jeszcze spacer wałami wiślanymi, niestety plany krzyżuje nam deszcz – na wały dajemy radę tylko zajrzeć.

Idziemy na wały wiślane.

Idziemy na wały wiślane.

Przeczekujemy chwilę pod drzewami, ale gdy zaczyna kapać nam na głowy, poddajemy się i zawracamy. Szkoda, bo tereny tarasu zalewowego Wisły są niezwykle malownicze. Ale może nie ma tego złego. Dzięki takiemu obrotowi rzeczy mamy naprawdę spokojny wieczór. Wysypiamy się 7,5 godziny bez przerw na wstawanie do Grzesia. Ale luksus!

1 lipca, środa

Piękny letni dzień, słońce i 26 stopni

Rano zabijamy w sobie śpiocha i już o 7:30 stawiamy się na śniadaniu. Chwilę gawędzimy miło z panią gospodynią, ale zaraz potem zwijamy bagaże do samochodu i już o 8:40 stajemy zwarci i gotowi na punkcie wyjścia szlaku. Spieszymy się, bo trasa przed nami konkretna – 22-kilometrowe kółko, a musimy na 15:00 wrócić do Warszawy.

Startujemy z okolicy Piasków Królewskich, po czym odbijamy na zachód zielonym szlakiem przez Kurlancką Górę. Najpiejw idziemy drogą wzdłuż zarastających torów kolejki wąskotorowej, potem szlak odbija w lewo i droga zmienia się w niezwykle malowniczą leśną ścieżkę wijącą się przez wydmowy krajobraz Puszczy Kampinoskiej. Po jakimś czasie docieramy do czerwonego szlaku i pod ostrym kątem skręcamy nim na wschód. Przecinamy teren rezerwatów Czapliniec i „Czerwińskie Góry”. Na Krzywej Górze skręcamy w lewo, na północ, żółtym szlakiem i po kolejnych 3 km zamykamy pełną pętelkę, znajdując zaparkowany samochód w Piaskach Królewskich.

Ruszamy z Piasków Królewskich. Rano towarzyszy nam przyjemny cień.

Ruszamy z Piasków Królewskich. Rano towarzyszy nam przyjemny cień.

W stronę Kurlanckiej Góry.

W stronę Kurlanckiej Góry.

Droga zamienia się w ścieżkę.

Droga zamienia się w ścieżkę.

To chyba najbardziej dziki odcinek dzisiejszego szlaku.

To chyba najbardziej dziki odcinek dzisiejszego szlaku.

Jak na pasie startowym.

Jak na pasie startowym.

Przechodzimy przez tereny rezerwatów.

Przechodzimy przez tereny rezerwatów.

Czerwonym szlakiem w kierunku Krzywej Góry.

Czerwonym szlakiem w kierunku Krzywej Góry.

Tu chyba zbierano żywicę.

Tu chyba zbierano żywicę.

Motylkowy postój.

Motylkowy postój.

Znów wchodzimy w obszar ochrony ścisłej.

Znów wchodzimy w obszar ochrony ścisłej.

Nasz czas: 8:40-13:30, 22 km

Wycieczka jest przepiękna. Nasze dzisiejsze szlaki nie wiodły może tak cennymi przyrodniczo terenami jak podczas naszej poprzedniej eskapady do rezerwatu „Sieraków”, dużą część trasy idziemy młodszymi drzewostanami, ale las i tak jest piękny. Żywica pachnie w słońcu. Nie spotykamy żywego ducha (poza jednym „lokalasem” – zbieraczem jagód). I cały czas gadamy i gadamy. To prawdziwy odpoczynek. Mamy przy okazji prawdziwą zaprawę przed planowanym wyjazdem w góry. Z zadowoleniem zauważamy, że nasza kondycja znacznie się poprawiła od czasu naszego ostatniego marcowego spaceru po Puszczy. Jak to dobrze, że tak niedaleko Warszawy mamy te rozległe tereny Kampinoskiego PN. Aż dziw bierze, że na szlakach spotyka się tu tak mało osób. Ale może to i dobrze – dla takich jak my!

Dziekanów Leśny, 2015.03.18

Piękna wiosenna pogoda, 10 stopni i słońce

Gdyby ktoś nas spytał o wymarzony prezent, bez wahania odpowiedzielibyśmy: wyjazd lub spacer we dwoje. Na to pierwsze szans nie ma przy obecnych wiatrach, ale drugie udaje się nam załatwić – wybieramy się na długaśny spacer po Puszczy Kampinoskiej tylko we dwoje! Hura, naprawdę nam się udaję! R. ustawia sobie pracę na popołudnie, rano odstawiamy starszych chłopców do placówek, Giś zostaje z ciocią-nianią, a my ziuuu – prosto na parking do Dziekanowa Leśnego.

Dziekanów Leśny – Uroczysko Mogilny Mostek – Palmiry – Pociecha – Posada Sieraków – Uroczysko Na Miny – Dziekanów Leśny

18 km, nasz czas: 9:30-13:30

Największą frajdę sprawia nam to, że możemy po prostu ruszyć w długą. Zobaczyć przed sobą leśną drogę i nie wzdychać „ech, poszłoby się”, tylko faktycznie pójść, szybkim krokiem, tak żeby poczuć miłe ciepło w nogach, a potem nawet te mięśnie, o istnieniu których się nie wie. I ta perspektywa czterogodzinnego pogadania ze sobą. Nigdzie się tak dobrze nie rozmawia jak podczas marszu. Po wielomiesięcznym dzieciowym uwiązaniu to przedpołudnie to dla nas naprawdę pełnia szczęścia.

Nasza trasa wiedzie przez wyjątkowo cenne przyrodniczo tereny – okrążamy największy kampinoski rezerwat – „Sieraków”. Jako laicy nie potrafimy pewnie w pełni docenić walorów przyrodniczych tych okolic (wypatrzenie rzadkiej brzozy ciemnej ułatwia tablica informacyjna), po prostu cieszymy oko niezwykle malowniczą przyrodą. Nasza ścieżka w wielu miejscach przecina bagniste tereny, wiodąc wąskimi trytwami wśród mokradeł, by za chwilę przecinać pasy wydm, charakterystycznych dla kampinoskiego krajobrazu. Po drodze mijamy też wiele miejsc pamięci, w tym  cmentarz Palmiry.

Zatrzymujemy się dwa razy – raz na uroczysku Mogilny Mostek i ponownie w Pociesze, niedaleko Krzyżu Jerzyków. Postoje skracamy do minimum – czas nas dziś goni.

Ruszamy z Dzienanowa Leśnego.

Ruszamy z Dzienanowa Leśnego.

Znajdujemy brzozę ciemną.

Znajdujemy brzozę ciemną.

Miłość.

Miłość.

Mokradła w okolicy wsi Sadówka.

Mokradła w okolicy wsi Sadówka.

Trytwą przez mokradła.

Trytwą przez mokradła.

Kampinoskie mokradła budzą się do życia.

Kampinoskie mokradła budzą się do życia.

Uroczysko Mogilny Mostek - tu odpoczywamy.

Uroczysko Mogilny Mostek – tu odpoczywamy.

Wilcza Struga.

Wilcza Struga.

Przecinamy wydmowy kompleks Białej Góry.

Przecinamy wydmowy kompleks Białej Góry.

Długie Bagno przed Palmirami.

Długie Bagno przed Palmirami.

Miejsce straceń więźniów Pawiaka.

Miejsce straceń więźniów Pawiaka.

A to co za szpony!

A to co za szpony!

Krzyż Jerzyków, Pociecha.

Krzyż Jerzyków, Pociecha.

Stary Dąb w Posadzie Sieraków.

Stary Dąb w Posadzie Sieraków.

Powrót do Dziekanowa Leśnego.

Powrót do Dziekanowa Leśnego.

Cały spacer jest przepiękny, zaskakuje nas tylko jedno niemiłe odkrycie – kiedyś przemaszerowanie kilkunastu kilometrów było dla nas jak rozbiegówka, bułka z masłem, a dziś… hmmmm… Pierwsza porcja jest cudowna, druga już bardziej się ciągnie, a trzecia – oj, te nogi jakieś takie ciężkie. I ten ból głowy… Skąd to się wzięło u nas? Musimy nieźle wziąć się za siebie, jeśli chcemy w pełni skorzystać z planowanej letniej randki w Tatrach. Wracamy wykończeni. Ale następnego dnia ból nóg jest już tylko miłym wspomnieniem udanej wycieczki i snujemy plany kolejnych wypadów.

Okolice Dziekanowa Leśnego są wymarzonym terenem puszczańskich spacerów. Dojazd szybki i wygodny, zaplecze parkingowo-gastronomiczne i naprawdę piękna, przebogata puszczańska przyroda. R. wypatrzył to miejsce już podczas wizyty na operację przepukliny u T. Musimy tu przyjechać już wkrótce jeszcze raz. I to z dziećmi! No właśnie, to cały paradoks: marzy się o wyrwaniu na chwilę bez dzieci, a gdy już się uda, to rozmawia się i myśli o dzieciach, snując plany pokazania im tego, co się widziało we dwoje!

 

Izabelin, 28.02.2015

Słonecznie, 7 stopni

Dziś, z racji imienin R., urządzamy sobie turystyczny spacer po Puszczy Kampinoskiej (okolice Lasek i Izabelina). Na wycieczkę zapraszamy też Babcię Urszulę i Dziadka Jerzego. Spotykamy się na leśnym parkingu w Laskach, tam gdzie półtora roku wcześniej oglądaliśmy walkę zimy z jesienią w leśnym ogrodzie botanicznym, a następnie ruszamy na ok. trzykilometrową pętelkę trasą zielonej ścieżki dydaktycznej. Las, mimo że szary i uśpiony o tej porze roku, wspaniale nas wszystkich odpręża. Dla chłopców taka wycieczka to też wielka atrakcja sama w sobie – bardzo się z tego cieszymy, że kontakt z przyrodą jest dla nich wartością! I że wolą powłóczyć się po lutowym lesie niż całą sobotę grać na komputerze. Uważamy to za nasz wielki sukces wychowawczy! Chłopcy mają ze sobą breloczki z gry Minecraft, które co chwila dyndają na suchych patykach bądź na gałęziach drzew. Na koniec spaceru Sebuś nawet kręci nosem, że już koniec i że powinniśmy iść jeszcze gdzieś dalej. Grześ znaczną część spaceru przesypia.

Siuuu przed siebie.

Siuuu przed siebie.

Kto dogoni ... chłopaków!

Kto dogoni … chłopaków!

Minecraft w KPN.

Minecraft w KPN.

Szukamy odpowiedniego patyka do celów wszelakich.

Szukamy odpowiedniego patyka do celów wszelakich.

Kto pierwszy wejdzie na pieniek.

Kto pierwszy wejdzie na pieniek.

Wycieczkę kończymy wspólnym obiadem w restauracji Bartek. Grześ spisuje się naprawdę na medal – ideał niemowlaka.

Dziekanów Nowy

Park Rozrywki Pepeland

2014.06.08

Upał, powyżej 26 stopni

Dzięki ciąży M. mamy rzadką okazję spędzać gorące weekendy w Warszawie i korzystać z miejskich i podmiejskich atrakcji. Od jakiegoś czasu planujemy wyjście na odkryte baseny na Moczydło, ale T. i R. są nadal na antybiotyku, więc ten wariant odpada. Po sobotniej burzy mózgów decydujemy się w końcu odwiedzić Park Rozrywki Pepeland (obecnie Monpepelandia) w Dziekanowie Nowym.

To atrakcja od co najmniej kilku lat figurująca na naszej liście rzeczy do zrobienia. Czytaliśmy o niej niemal w każdym przewodniku po Mazowszu, i to zazwyczaj w samych superlatywach, przez co spodziewaliśmy się atrakcji co najmniej rzędu paryskiego Disneylandu. Może więc nic dziwnego, że rzeczywistość nieco nas rozczarowała – począwszy od zakurzonego parkingu, a skończywszy na ogólnym wrażeniu zaniedbania, braku dbałości o porządek i unoszącego się wokół ducha minionej epoki. Ale w końcu to nie dorośli, tylko dzieci powinni odgrywać tu rolę jurorów – a one były zadowolone: nasi chłopy spędzili w Pepelandzie ponad trzy bite godziny pełne wrażeń.

Ośrodek powstał 15 lat temu i pierwotnie jego funkcją było utrzymywanie stadniny i nauka jazdy konnej (co jest możliwe w dalszym ciągu, a konie są naprawdę piękne). Potem powoli zaczął zmieniać się w park rozrywki, stopniowo wzbogacany w atrakcje i dla dużych, i dla małych gości. Ci pierwsi mogą zakosztować adrenaliny, przechadzając się po zawieszonym wysoko mostku tybetańskim (niestety, obecnie zamknięty) czy próbując swoich sił w zjeździe „windą desantową” z wysokości 3. piętra (całość sprawiała jednak wrażenie mocno niezabezpieczonej, więc nie pozwoliliśmy Tymowi na zjazd). Dzieciaki mogą poszaleć w naprawdę pomysłowym małpim gaju, na odkrytym i zadaszonym placu zabaw, pokręcić się na karuzeli łańcuchowej, napędzanej siłami tatusia bądź mamusi (kupa śmiechu dla całej rodziny gwarantowana). Naszym chłopcom chyba jednak najbardziej podoba się mini wesołe miasteczko – zwłaszcza pływanie sympatycznymi łódeczkami po basenie i karuzele (które – niestety, lata swojej świetności mają już za sobą – młodsi goście nie zwracają na to jednak specjalnej uwagi). Plusem Pepelandu jest też niewątpliwie możliwość zjedzenia na miejscu domowego posiłku – z czego skwapliwie skorzystaliśmy.

Pepeland - wchodzimy.

Pepeland – wchodzimy.

Można pojeździć na psie.

Można pojeździć na psie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Winda desantowa - dla odważnych.

Winda desantowa – dla odważnych.

Klasycznie, ale fajnie.

Klasycznie, ale fajnie.

O rety, rakiety!.

O rety, rakiety!.

Nasz hit - karuzela napędzana tatą.

Nasz hit – karuzela napędzana tatą.

Dmuchańce są zawsze fajne.

Dmuchańce są zawsze fajne.

Karuzela silnikowa - odjazd o 11.00.

Karuzela silnikowa – odjazd o 11.00.

Coś dla młodszych.

Coś dla młodszych.

Po atrakcjach burczy nam w brzuchach.

Po atrakcjach burczy nam w brzuchach.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Winda desantowa w wersji mini.

Winda desantowa w wersji mini.

Minizoo.

Minizoo.

Namiastka dinoparku...

Namiastka dinoparku…

Nasz hit nr 2 - łódeczki.

Nasz hit nr 2 – łódeczki.

To był prawdziwy hit.

To był prawdziwy hit.

Atrakcja na deser.

Atrakcja na deser.

Podsumowując, mimo pewnych zastrzeżeń (w dobie nowoczesnych placów zabaw ośrodek aż prosi się o doinwestowanie) dnia spędzonego w Pepelandzie absolutnie nie uznajemy za stracony. Mamy możliwość doświadczenia miłej, rodzinnej rozrywki i spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu, w otoczeniu zieleni. Atrakcja do polecenia zwłaszcza dla amatorów jazdy konnej, grup zorganizowanych i rodzin z kilkuletnimi dziećmi.

Kampinoski Park Narodowy, spacery

Kampinos, 4 października 2013

Pierwszy ładniejszy dzień od dłuższego czasu, rano -1 st., w dzień do 10 st. i piękne słońce

Od kilku miesięcy planowaliśmy, żeby wybrać się na dłuugi spacer do lasu tylko we dwoje , ale ciągle nie było okazji… Dzisiaj nareszcie stwierdziliśmy, że praca poczeka, a taki ładny dzień nie może się zmarnować i zaraz po odprowadzeniu dzieci do „placówek” ruszyliśmy na spacer po Puszczy Kampinoskiej.

Na dzisiaj wybieramy pętelkę szlaków w okolicy Kampinosu. Podjeżdżamy w okolice dawnej miejscowości Narty (obecnie pustoszejącej, jak większość dawnych puszczańskich przysiółków, trwa bowiem wykup gruntów na rzecz KPN) i ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku Zamczyska.

Ruszamy z miejscowości Narty.

Ruszamy z miejscowości Narty.

Idziemy skrajem obszaru ochrony ścisłej (OOS) „Nart”. W tym miejscu można zobaczyć, jak wyglądały puszczańskie lasy przed masowymi wyrębami i zalesianiem monokulturą sosnową. Tutejszy las został z trudem uratowany przed wyrębem w czasie II wojny, polski nadleśniczy nawet przekonał Niemców do założenia tutaj już w 1940 r. rezerwatu! Szczególnie podobają nam się tutaj ogromne okazy sosen (200-letnich) i grabów (nawet 300-letnich!).

Wkraczamy w Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Wkraczamy w Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Obszar Ochrony Ścisłej 'Nart'.

Obszar Ochrony Ścisłej ‚Nart’.

Aż się w głowie kręci.

Aż się w głowie kręci.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Szlakiem w kierunku Zamczyska.

Kampinoska wydma w pełnej krasie.

Kampinoska wydma w pełnej krasie.

Po kilkudziesięciu minutach docieramy do samego Zamczyska, czyli pozostałości po plemiennym grodzisku z ok. XI-XII w. Do dzisiaj przetrwały wyraźnie zaznaczone wały ziemne i fosy otaczające uformowany fragment wydmy. Na grodzisko wchodzimy po trochę podniszczonych schodkach, myśląc sobie, że na pewno bardzo podobałoby się tutaj chłopcom. To chyba zboczenie każdego rodzica. Przy dzieciach marzy się o chwili dla siebie, bez dzieci zaraz tęskni się za nimi…

Miejsce odpoczynku w Zamczysku.

Miejsce odpoczynku w Zamczysku.

Wczesnośredniowieczne grodzisko - pozostałości fos.

Wczesnośredniowieczne grodzisko – pozostałości fos.

Miejsce miało duże walory ochronne.

Miejsce miało duże walory ochronne.

Strażniczka Zamczyska.

Strażniczka Zamczyska.

Brzegi grodziska są bardzo strome.

Brzegi grodziska są bardzo strome.

Po krótkim odpoczynku w wiacie przy rozstaju szlaków (warto było zabrać termos z gorącą herbatką i coś słodkiego!) idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Górek Kampinoskich. Zatrzymujemy się na chwilę refleksji przy pozostałościach sosny, na której w czasach Powstania Styczniowego powieszono schwytanych powstańców.

Z Zamczyska do Górek.

Z Zamczyska do Górek.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Górki, Sosna Powstańców.

Kapliczka w Górkach.

Kapliczka w Górkach.

Miejsce pamięci w Górkach.

Miejsce pamięci w Górkach.

Ostatnią część trasy pokonujemy ok. 5-kilometrowym odcinkiem zielonego szlaku prowadzącego do Granicy. Podobnie jak podczas całego dzisiejszego spaceru, jest tutaj bardzo spokojnie, spotykamy tylko furmankę. W pewnym momencie słyszymy jednak gdzieś z boku trzask łamanej gałęzi, dzięki któremu udaje nam się zobaczyć dwa dorodne łosie przebiegające pomiędzy drzewami! Niestety, biegną zbyt szybko i są za daleko (i za drzewami…), żeby zrobić im zdjęcie. Na koniec, docierając już do samochodu, widzimy wijącego się na środku drogi zaskrońca (nawet syczy na nas).

Takie widoki niedługo odejdą w niepamięć.

Takie widoki niedługo odejdą w niepamięć.

Warto patrzeć pod nogi...

Warto patrzeć pod nogi…

Witaj, zaskrońcu.

Witaj, zaskrońcu.

Udało nam się dziś podejrzeć trochę puszczańskich zwierząt. Z przyjemnością przypomnieliśmy też sobie specyfikę kampinoskiego krajobrazu, w którym przeplatają się pasy zarośniętych lasem wydm oraz bagien. To był zdecydowanie udany spacer!

 

Izabelin, 28 października 2012

Słonecznie, ale niewiele ponad 0 stopni

Nieoczekiwana zmiana pogody na zimową okazała się sporą atrakcją dla chłopców. Wczorajszy śnieg utrzymał się i ranek powitał nas zupełnie zimową aurą. Tymek chciał nawet wyciągać sanki i lepić bałwana… Postanowiliśmy więc zobaczyć, jak taka jesienna zima wygląda w naturalnych warunkach. Wybraliśmy Izabelin, ponieważ mogliśmy zajrzeć na obrzeża Puszczy, a jednocześnie ogrzać się w ośrodku dydaktycznym urządzonym w budynku siedziby KPN.

Pierwszym etapem naszej wycieczki był niedługi spacer leśną drogą do Leśnego Ogródka Botanicznego KPN. Na parkingu w Izabelinie powitała nas zupełna zima. Większość drzew nie zdążyła jeszcze pogubić liści, więc las wyglądał bardzo oryginalnie z jesiennymi barwami pokrytymi świeżym puchem. Właściwie sam ogródek był dla nas tylko pretekstem – najbardziej zależało nam na chwili spaceru po lesie. Tymek rzucał śnieżkami, Rega biegała, Sebuś dreptał z R. Przeszliśmy ścieżką w poprzek ogródka – całość przypomina mini-ogród botaniczny urządzony na naturalnym leśnym terenie. Można pospacerować leśnymi dróżkami i jednocześnie wypatrywać tabliczek z nazwami mijanych drzew i krzewów. Wróciliśmy tą samą drogą.

Parking w Izabelinie. Wita nas zima.

Parking w Izabelinie. Wita nas zima.

Droga do Leśnego Ogródka Botatnicznego KPN.

Droga do Leśnego Ogródka Botatnicznego KPN.

Są jeszcze jesienne liście.

Są jeszcze jesienne liście.

Jesień i zima zarazem.

Jesień i zima zarazem.

Dochodzimy do Leśnego Ogródka Botanicznego.

Dochodzimy do Leśnego Ogródka Botanicznego.

Leśny Ogródek Botaniczny KPN.

Leśny Ogródek Botaniczny KPN.

Niektóre tabliczki wystają spod śniegu.

Niektóre tabliczki wystają spod śniegu.

Bomby bomby.

Bomby bomby.

Po spacerku podjechaliśmy pod siedzibę dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego w Izabelinie. Mieści się ona w obszernym, nowoczesnym budynku, mieszczącym zaplecze administracyjne, sale konferencyjne i ośrodek dydaktyczny. Wokół duży, ładnie utrzymany teren, obok stylowa restauracja. Chłopaków zainteresowały tablice przedstawiające zdjęcia-wizytówki polskich parków narodowych.

Jedziemy do dyrekcji KPN w Izbelinie.

Jedziemy do dyrekcji KPN w Izbelinie.

Siedziba dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, Izabelin.

Siedziba dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, Izabelin.

Rozpoznajemy znane nam parki narodowe.

Rozpoznajemy znane nam parki narodowe.

Ośrodek dydaktyczny KPN w Izabelinie okazał się dla nas zupełnym zaskoczeniem. Nie spodziewaliśmy się niczego spektakularnego, może jakiejś małej salki z tradycyjnymi gablotkami, a tu jaka miła niespodzianka! Dla zwiedzających udostępniona jest niewielka, ale interesująco zaaranżowana, interaktywna wystawa przedstawiająca florę i faunę KPN. Jak mniejsza wersja Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. Nie tylko jest tu co oglądać, ale i dotykać (rękaw „zgadnij co to”), słuchać (specjalne miejsca w ścianie z rozlegającymi się z nich odgłosami Puszczy), można nawet sprawdzić swoją wiedzę przyrodniczą w interaktywnych grach i quizach prezentowanych na ekranach dotykowych. Pobyt tu był bardzo interesujący i dla nas, i dla chłopców. Polecamy!

Ośrodek dydaktyczny KPN - makieta Parku.

Ośrodek dydaktyczny KPN – makieta Parku.

Przepytujemy chłopców z rozmieszczenia parków narodowych.

Przepytujemy chłopców z rozmieszczenia parków narodowych.

Ośrodek dydaktyczny KPN - chłopcy oglądają borsuka.

Ośrodek dydaktyczny KPN – chłopcy oglądają borsuka.

A tu pamiątki z okresu wojny.

A tu pamiątki z okresu wojny.

Mamy i rysia.

Mamy i rysia.

Chłopcy głowią się, co to za dziwne zwierzę.

Chłopcy głowią się, co to za dziwne zwierzę.

Interaktywna zabawa - rozpoznajemy liście.

Interaktywna zabawa – rozpoznajemy liście.

Tam musi być coś ciekawego.

Tam musi być coś ciekawego.

O, warchlak!.

O, warchlak!.

Można nawet posłuchać odgłosów przyrody.

Można nawet posłuchać odgłosów przyrody.

Tymo sprawdza się w quizie dla dzieci.

Tymo sprawdza się w quizie dla dzieci.

 

Wólka Węglowa, 2010.10.24

Jesień zawsze, przynajmniej w pewnym stopniu, usidla nas w domu. Bo i pogoda nie ta, i żeby wyjść, i trzeba poubierać chłopaków, a to nie jest proste…

Mimo wszystko mobilizujemy się i wybieramy się na spacer po Puszczy Kampinoskiej. Tym razem wybór pada na okolice Wólki Węglowej: na mapie wypatrujemy pętelkę odpowiedniej dla nas długości.

Po drodze, wbrew prognozom pogody, zaczyna kropić. Po chwili wahania zapada decyzja: do odważnych świat należy. Idziemy.

Krople deszczu miały być chyba odstraszaczem, bo gdy tylko wysiadamy z samochodu, przestaje padać. Mimo pochmurnej, wilgotnej aury, jesienny las jest po prostu przepiękny.

Sebuś chwila moment zasypia w wózku, a Tymo jest zachwycony, bo idziemy chwilę wzdłuż Absolutnie Fascynującej Linii Energetycznej.

Zataczamy około półtoragodzinne kółeczko. Tymo szura liśćmi pod nogami i nawet nie woła, że chce na barana. Na koniec urządzamy sobie postój na polanie turystycznej Opaleń. Sebuś wsuwa słoiczek, a my mamy herbatę i coś słodkiego, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Spacer z Wólki Węglowej.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Polana Opaleń.

Sebuś w Puszczy Kampinoskiej.

Sebuś w Puszczy Kampinoskiej.

 

Truskaw, 2009.04.05

Korzystając z pierwszych wiosennych dni, jedziemy na przemiłą wycieczkę do Puszczy Kampinoskiej. Chcemy tak naprawdę POCZUĆ wiosnę. Uznajemy, że nie da się tego zrobić przez okna w domu!

Urządzamy sobie ok. 3-kilometrowy spacer czarnym szlakiem z Truskawia. Po podmokłych miejscach trasa wiedzie po drewnianych kładkach, co chyba najbardziej podoba się Tymusiowi. Przez dużą część trasy towarzyszą nam estetycznie wykonane tablice ścieżki edukacyjnej.

T. przez zimę wyrósł na fajnego kompana. Biegnie sam po mostkach, śpiewa piosenki o swoich maskotach, zagaduje do napotkanych ludzi („Pani, jak się nazywa to zwierzątko?”)

Wycieczkę kończymy oczywiście na placu zabaw przy parkingu. Prawdę mówiąc, przydałby mu się remont, ale dobrze, że w ogóle jest!

Po spacerze uznajemy, że możemy pozwolić sobie bez wyrzutów sumienia na niedzielny obiad (…i deser) u Dziadków!

 

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

 

To samo miejsce odwiedzamy rok później, już w pełniejszym składzie – z półrocznym Sebusiem. Trudno się wybrać całą ekipą, ale – jak zwykle – warto!

Widzimy ogromny przeskok w rozwoju Tyma w porównaniu z zeszłym rokiem: przechodzi już sam cały spacer, i to własnymi ścieżkami.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Puszcza Kampinoska, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Kładki to jest to co lubię!

Kładki to jest to co lubię!

Przystojniak w Puszczy

Przystojniak w Puszczy

Sebuś pierwszy raz w Puszczy!

Sebuś pierwszy raz w Puszczy!

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

Poniedziałek Wielkanocny, Truskaw.

 

Wał Wiślany k. Zakroczymia, 2006.10.21

Mimo drugiej połowy października jest piękny, ciepły dzień – trzeba to wykorzystać!

Wybieramy się na spacer wałem wzdłuż Wisły: jesienne widoki na porośnięte, dzikie brzegi rzeki i okoliczne łąki są po prostu przepiękne.

Przemiły, słoneczny szlak, tylko trochę mylnie oznaczony. Uwaga! Jesienią, nawet mimo słonecznej pogody, trawa na wale jest bardzo mokra.

Warto zejść nad sam brzeg Wisły. Jest cudnie. Z mostu roztacza się bardzo ciekawy widok z twierdzą Modlin w tle.

Tymuś, nakarmiony w samochodzie przed spacerem i przewinięty, większość czasu śpi w wózku. Rega natomiast daje upust wszystkim swoim psim instynktom i szaleje, oj szaleje.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wałem wiślanym w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Wisła w okolicy Zakroczymia.

Twierdza Modlin

Modlin

2013.11.23

Pochmurno i mgliście, 8 stopni

Twierdza Modlin działała na naszą wyobraźnię od dawna, ale jakoś wybieraliśmy się do niej jak sójka za morze. W piątek, planując sobotnią wycieczkę, miejsce to jednak od razu przyszło nam na myśl – chęć zobaczenia budynków fortecznych w mglistej jesiennej aurze nadała kształt naszym spacerowym planom.

Budynki ponad dwustuletniej, sięgającej czasów napoleońskich, twierdzy zapewne najlepiej zwiedzać w grupie zorganizowanej z przewodnikiem. Z uwagi na ograniczoną cierpliwość naszego najmłodszego Turysty postanawiamy jednak na pierwszy raz wybrać się tam po prostu na spokojny spacer – całą rodziną, łącznie z psem. Rano pakujemy do plecaka termos z gorącą herbatą, małe co nieco na ząb i wskakujemy do samochodu.

Zaopatrzeni w szczegółową mapę twierdzy (Wyd. Rajd, polecamy – nieoceniona przy samodzielnej włóczędze), bez problemu docieramy do serca twierdzy – parkujemy pod budynkiem koszarów na wysokości Wieży Tatarskiej. Rozmiary budynku już od pierwszego spojrzenia robią ogromne wrażenie – razem ze swoimi  2300 m długości stanowi on ponoć najdłuższy budynek w Europie!

Największą ochotę mamy na obejrzenie imponującej panoramy  z Wieży Tatarskiej – punkt widokowy okazuje się jednak zamknięty (trzeba przyjechać w sezonie, V-IX, sobota i niedziela). Pozostaje nam więc obejść się smakiem – zamiast podziwiania widoku połączenia Wisły i Narwi (to szczególne usytuowanie Modlina o zawsze stanowiło o wyjątkowych walorach obronnych twierdzy) i wypatrywania malowniczych ruin spichlerza u styku rzek, podchodzimy tylko pod Wieżę Tatarską. Po drodze po prawej stronie wypatrujemy malowniczą Bramę Poniatowskiego (XIX w.) z kolumnami toskańskimi.

Twierdza Modlin - imponujący budynek koszarów.

Twierdza Modlin – imponujący budynek koszarów.

Brama Poniatowskiego (XIX).

Brama Poniatowskiego (XIX).

Chłopakom spacer od początku się podoba – jest tajemniczo, błotniście, kałuża goni kałużę, w dodatku mama obiecała lizaka na pokrzepienie sił. Następnie decydujemy się kierować w stronę Korony Utrackiej, zahaczając o drodze o co cenniejsze budynki twierdzy. Po zerknięciu na mapę stwierdzamy, że najszybciej byłoby przejść przez Wał Napoleoński. Od razu wypatrujemy wdrapującą się nań stromo wąską ścieżkę. Pomysł okazuje się jednak kompletnym niewypałem – po błotnistej ścieżce ledwo wchodzimy na górę tylko po to, żeby stwierdzić, że przejść przez wał w tych warunkach atmosferycznych się nie da – musimy zejść z powrotem. Mądrzejsi o to doświadczenie cofamy się do samochodu, a następnie idziemy aż do napotkania znaków niebieskiego szlaku (które to towarzyszyć nam będą przez całą dzisiejszą wycieczkę).

Budynek koszarów z Wieżą Tatarską.

Budynek koszarów z Wieżą Tatarską.

Wieża Tatarska z punktem widokowym.

Wieża Tatarska z punktem widokowym.

Chłopcy wypatrują znaków szlaku i odgadują, które budynki stanowią pozostałości budowli twierdzy, a które to współczesne bloki mieszkalne. Mijamy m.in. efektowną półokrągłą działobitnię Dehna, ceglane bloki podoficerskie (sąsiadujące ze współczesnymi blokami mieszkalnymi), drewniany kościół mieszczący się w dawnym budynku lazaretu.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Działobitnia Dehna.

Bloki podoficerskie.

Bloki podoficerskie.

Celem naszego spaceru jest panorama Wisły z tzw. Korony Utrackiej, gdzie wały są najwyższe i z których widok pozwala docenić ogrom prac włożonych w budowanie twierdzy. Ścieżka pnie się stromo w górę, po czym wypłaszcza się – idziemy już grzbietem wałów. Po chwili docieramy do miejsca, z którego nareszcie odsłania się szerszy widok. Dostrzegamy krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych. Chłopcy regenerują siły ciepłą herbatą z termosu i małym co nieco. Mgła niestety bardzo ogranicza widoczność, ale – co trzeba przyznać – tworzy tajemniczą atmosferę.

Wchodzimy na Korone Utracką.

Wchodzimy na Korone Utracką.

Wysokie wały na Koronie Utrackiej.

Wysokie wały na Koronie Utrackiej.

Wisła z Mostem Obrońców Modlina.

Wisła z Mostem Obrońców Modlina.

Korona Utracka.

Korona Utracka.

Krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych.

Krzyż poświęcony pamięci Powstańców Styczniowych.

Wracamy tą samą drogą. Dużym urozmaiceniem jest spacer udostępnionym tunelem prowadzącym pod wałami aż do Muru Carnota z otworami strzelniczymi. Jest ciemno i tajemniczo, chłopakom bardzo się  podoba. Z pomocą mapy identyfikujemy najcenniejszą budowlę twierdzy – pozostającą w ruinie Redutę Napoleona. Ten najstarszy murowany obiekt twierdzy zaprojektował ponoć sam Napoleon Bonaparte.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Przejście pod wałami pod Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Mur Carnota.

Wracamy z powrotem pod wałami.

Wracamy z powrotem pod wałami.

Pod wałami w kierunku Reduty Napoleona.

Pod wałami w kierunku Reduty Napoleona.

W kierunku Reduty Napoleona.

W kierunku Reduty Napoleona.

Reduta Napoleona (pocz. XIX) - zaprojektowana przez n. Bonapartego.

Reduta Napoleona (pocz. XIX) – zaprojektowana przez n. Bonapartego.

Po powrocie do samochodu podjeżdżamy jeszcze pod Klub Garnizonowy – ten XIX-wieczny klub oficerski jest chyba najbardziej reprezentacyjnym budynkiem twierdzy.

Klub Garnizonowy - klub oficerski z XIX w.

Klub Garnizonowy – klub oficerski z XIX w.

Wracając do domu, obiecujemy sobie, że do Modlina jeszcze wrócimy w ciepłej porze roku. Koniecznie musimy obejrzeć wspaniałą panoramę ze szczytu Wieży Tatarskiej i z tarasu Kojca Meciszewskiego, chętnie też odwiedzimy Muzeum Twierdzy Modlin. To miejsce ma jakąś niepowtarzalną tajemniczą atmosferę, skłaniającą do rozmyślań o zawikłanych losach historii – chce się tu wracać.

Chłopcy po przejściu 4 km i spędzenia ponad 2 godzin na świeżym listopadowym powietrzu od razu odpadają w samochodzie.

Po przejściu ponad 4 km chłopcy padli.

Po przejściu ponad 4 km chłopcy padli.

Trzy lata później kończymy realizację planów – udaje nam się wejść na Wieżę Tatarską, zobaczyć z góry połączenie Wisły i Narwi oraz obejrzeć ruiny pięknego spichlerza J.J.Gaya. Było warto! Link do relacji poniżej:

Twierdza Modlin, wrzesień 2016 r.

Łowicz

Zwiedzamy Łowicz

2013.11.17

Pochmurno, po południu mżawka, 4 stopnie

Listopadowa aura sprawia, że mamy wielką ochotę nieco ubarwić naszą codzienność.

Pierwotnie myślimy, by wybrać się do kolorowego muzeum ludowego rodziny Brzozowskich w Sromowie – pamiętamy, jak bardzo ruchome dzieła artysty ludowego Jana Wewióra w Olsztynie pod Częstochową podobały się kilkuletniemu Tymusiowi. Niestety, obiekt okazuje się zamknięty – wydaje się, ze trzeba się tu wybrać w sezonie. W związku z tym, aby pozostać w ludowym klimacie, decydujemy się odwiedzić Łowicz, słynący z bogatej ludowej spuścizny kulturalnej (na marginesie: gdy powiedzieliśmy chłopcom, że jedziemy do Łowicza, myśleli, że będziemy zajadać dżemy – zresztą pewnie nie mieliby nic naprzeciw:). Wizja sprawnego dojazdu autostradą potwierdza nas w słuszności naszego wyboru. Na wycieczkę dają się namówić Dziadkowie, więc jedziemy w mocnym składzie.

Parkujemy na Starym Rynku, tuż przed barokowym gmachem seminarium misjonarzy, stanowiącym obecnie siedzibę łowickiego muzeum.

Barokowy gmach pomisjonarski (kon. XVII w).

Barokowy gmach pomisjonarski (kon. XVII w).

Wchodzimy do łowickiego muzeum.

Wchodzimy do łowickiego muzeum.

Pierwsze piętro mieści wystawę historyczną – eksponaty związane z dziejami tego regionu. Na drugim piętrze znajduje się to, co w Łowiczu najcenniejsze – ekspozycja prezentująca przebogatą spuściznę kultury ludowej regionu. Od strojów i wycinanek nie możemy oderwać oczu. Gdy dowiadujemy się, że wycinanki tradycyjnie wykonywano siermiężnymi nożycami do strzyżenia owiec, nasze zdziwienie nie zna granic. Na parterze można obejrzeć ciekawą wystawę czasową – współczesne, ale inspirowane tradycją dzieła twórców ludowych.

Wizyta w muzeum bardzo nam się podoba. Szczególnie w pamięci zostaje nam rozbudowany dział etnograficzny – feeria barw łowickich strojów i wycinanek to świetne antidotum na jesienną szarzyznę. Obiekt przeszedł niedawno gruntowny remont, muzealne wnętrza są przestronne i ładnie zaaranżowane. Brakuje tylko choć odrobiny interaktywności – ciągłe komunikaty „nie wolno dotykać” nie ułatwiają zwiedzania z dziećmi. Na szczęście kolorowe haftowane poduszeczki kupione chłopcom na odchodnym sprawiają, że z muzeum zadowoleni wychodzą i duzi, i mali.

Barokowa kaplica św. Karola Boromeusza, freski Michała Anioła Palloniego.

Barokowa kaplica św. Karola Boromeusza, freski Michała Anioła Palloniego.

Zwieńczenia kościelnych dachów.

Zwieńczenia kościelnych dachów.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Wyposażenie łowickiej chaty.

Wyposażenie łowickiej chaty.

Tradycyjny strój łowicki - piękne pasiaki.

Tradycyjny strój łowicki – piękne pasiaki.

Tymo na łowickiej łące....

Tymo na łowickiej łące….

U prząśniczki siedzą (a raczej stoją)...

U prząśniczki siedzą (a raczej stoją)…

Czepce były zachwycające.

Czepce były zachwycające.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Etnograficzna część zbiorów muzeum w Łowiczu.

Stroje są bajecznie kolorowe.

Stroje są bajecznie kolorowe.

Pająki zadziałały na chlopców hipnotyzująco.

Pająki zadziałały na chlopców hipnotyzująco.

Łowickie ręcznie wykonane ozdoby.

Łowickie ręcznie wykonane ozdoby.

Wycinanki robiono nożycami do strzyżenia owiec.

Wycinanki robiono nożycami do strzyżenia owiec.

Przydrożne kapliczki...

Przydrożne kapliczki…

Twórczość współczesnych łowickich artystów.

Twórczość współczesnych łowickich artystów.

Kolędnicy - twórczość współczesnych łowickich artystów.

Kolędnicy – twórczość współczesnych łowickich artystów.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Współczesne łowickie wycinanki.

Po wizycie w muzeum wybieramy się na krótki spacer po centrum Łowicza. Zaczynamy od dokładniejszego rozejrzenia się po starym rynku – oglądamy budynek klasycystycznego (XIX w.) ratusza, po czym podchodzimy pod imponującą bryłę łowickiej bazyliki (przeb. XVII). Wnętrze skrywa mauzoleum kilkunastu prymasów Polski i wiele cennych zabytków. Późnobarokowy kościół pijarów znajdujący się tuż obok jest obecnie w trakcie remontu. Zabytkowe świątynie jednak za grosz nie interesują chłopców, więc ruszamy dalej przed siebie. Po obu stronach Ulicy Zduńskiej stoją niskie domki, przydające okolicy wiele malowniczości. Idąc prosto, dochodzimy aż do oryginalnego – bo trójkątnego –  Nowego Rynku otoczonego ładnymi kamieniczkami. Chłopaki biegają wreszcie przez nikogo nie strofowani i co chwila przeganiają stado gołębi. Musi tu być naprawdę malowniczo na wiosnę – widać, że na środku rynku jest ładnie urządzona kompozycja kwiatowa i fontanna. Na koniec spoglądamy jeszcze na pozostałości tzw. baronii – zespołu romantycznego z XIX w.

Klasycystyczny ratusz (XIX).

Klasycystyczny ratusz (XIX).

Barokowa Bazylika Wniebowzięcia - mauzoleum prymasów Polski.

Barokowa Bazylika Wniebowzięcia – mauzoleum prymasów Polski.

Twórcze nawiązania do łowickich zdobień - aż miło popatrzeć.

Twórcze nawiązania do łowickich zdobień – aż miło popatrzeć.

Widać, że jesteśmy w Łowiczu.

Widać, że jesteśmy w Łowiczu.

Latarnie cieszą oczy.

Latarnie cieszą oczy.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Trójkątny Mały Rynek w Łowiczu.

Łowicki parkometr.

Łowicki parkometr.

Pozostałość romantycznego zespołu Gen. Klickiego.

Baszta – pozostałość romantycznego zespołu Gen. Klickiego.

Listopadowy chłód zniechęca nas od dłuższego spaceru, więc po krótkim spacerze wracamy prosto do samochodu.

Ogólnie miasto zaskakuje nas bardzo pozytywnie – piękne zabytki, odnowione rynki – Nowy i Stary, elementy nawiązujące do łowickiej kultury zgrabnie wkomponowane we współczesną rzeczywistość (kogutki pod latarniami czy pasiaste znaki parkometrów). Do tego możliwość kontaktu z autentyczną ludową sztuką  – czy to w łowickim muzeum, czy podczas uroczystych obchodów święta Bożego Ciała – Łowicz ma wiele do zaoferowania. Na pewno wybierzemy się jeszcze do nieodległych Maurzyc i Sromowa.

Opinogóra

Rezydencja Krasińskich w Opinogórze

2013.07.12

Momentami chłodno, 19-22 st. C, przelotne deszcze i przebłyski słońca

Zespół pałacowo-parkowy w Opinogórze to położona na trzech wzgórzach rezydencja rodu Krasińskich. Dzisiejszy wygląd parku i budynków to głównie efekt przeprowadzonej w XIX w. przebudowy. Matka sławnego poety, Maria Radziwiłłówna, chciała stworzyć tutaj romantyczną rezydencję, wzorując się między innymi na Puławach, wykreowanych przez Izabelę Czartoryską. Do dzisiaj nie przetrwał stary drewniany dwór, główne rodzinna siedziba Krasińskich. W 2008 r. zrealizowano jednak plan budowy innego dworu, którego projekt pochodzi dokładnie przed stu lat i w założeniu ma nawiązywać do tradycyjnych dworów polskich. Dzisiaj budynek jest siedzibą dyrekcji oraz mieści część ekspozycji Muzeum Romantyzmu. Tuż obok nowego budynku można podziwiać jedyny w Polsce pomnik „trzeciego wieszcza”, wykonany również już w czasach współczesnych.

Zespół parkowo-pałacowy w Opinogórze.

Zespół parkowo-pałacowy w Opinogórze.

Kupujemy bilety.

Kupujemy bilety.

Dworek zbudowany w 2008 r. wg projektu sprzed stu lat.

Dworek zbudowany w 2008 r. wg projektu sprzed stu lat.

Dworek i oficyna.

Dworek i oficyna.

Pomnik Krasińskiego - jedyny w Polsce.

Pomnik Krasińskiego – jedyny w Polsce.

Starszym, XIX-wiecznym pochodzeniem, może się wykazać oficyna oraz zameczek. Oba neogotyckie budynki dzisiaj mieszczą pozostałą część ekspozycji muzeum. Sam zameczek (bardziej adekwatna byłaby może nazwa pałacyk, ale „romantyczna” wieżyczka i „średniowieczny” ceglany mur nadały mu „zamkowego” charakteru), niegdyś prezent ślubny dla Zygmunta i Emilii Krasińskich, letnia rezydencja rodziny, do dzisiaj jest wizytówką tego miejsca.

Budynek oficyny.

Budynek oficyny.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Są nawet mury obronne.

Są nawet mury obronne.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Neogotycki zameczek Krasińskich, XIX w.

Ostatni rzut oka.

Ostatni rzut oka.

Wnętrza mieszczą Muzeum Romantyzmu.

Wnętrza mieszczą Muzeum Romantyzmu.

Całe założenie pałacowo-parkowe jest wymarzonym miejscem na romantyczny spacer. Widać, że trwają tu intensywne prace mające na celu upiększenie terenu i przywrócenie mu dawnego blasku. Obecnie budowana jest neogotycka oranżeria, powstają woliery dla ptaków, trwają prace na terenie parku. Sporo pracy wymagają jeszcze dalej położone alejki parkowe i okolice stawów, ale i tak spacer alejkami parku urządzonego niegdyś w stylu angielskim jest przemiły. Podobnie jak w innych założeniach parkowych z tego okresu, także i w Opinogórze można znaleźć wiele kamiennych, stylizowanych na stare rzeźb, mebli ogrodowych itp. Miały one podkreślać romantyczny charakter tego miejsca. Dzisiaj części z nich nie mogliśmy znaleźć (prawdopodobnie są właśnie poddawane renowacji). Na szczęście bez trudu odnaleźliśmy najbardziej romantyczne miejsce w Opinogórze, kamienną ławeczkę z napisem „Niech pamięć moja zawsze Ci będzie miła”. Mebel ten umieściła tutaj Amelia Krasińska, daleka krewna i jednocześnie pierwszy obiekt romantycznych westchnień i uniesień młodego Zygmunta oraz adresatka wielu jego wierszy. Kto usiądzie na tej ławce, ten na pewno się zakocha (lepiej więc uważać!…)

Mozaika parkowa.

Mozaika parkowa.

Kamienny krzyż w parku.

Kamienny krzyż w parku.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Ogród w stylu angielskim.

Jedno z trzech opinogórskich wzgórz.

Jedno z trzech opinogórskich wzgórz.

Ławeczka Krasińskiego i jego muzy, Amelii.

Ławeczka Krasińskiego i jego muzy, Amelii.

Zaliczyliśmy również smaczny obiad w Gościńcu Ogrodnika – restauracji mieszczącej się w dawnym domku ogrodnika. Na koniec obejrzeliśmy ekspozycję muzealną, z której szczególnie zainteresowało nas polskie malarstwo z epoki romantyzmu i pamiątki z okresu napoleońskiego. Można tu znaleźć także liczne pamiątki po poecie. Małych i dużych chłopców zainteresuje z kolei wystawa ołowianych żołnierzyków. Nie zdążyliśmy tylko odwiedzić pobliskiego kościoła, w którego podziemiach zwiedzić można mauzoleum rodziny Krasińskich wraz z grobem Zygmunta i wielu innych członków rodu.

Dawny domek ogrodnika.

Dawny domek ogrodnika.

...z restauracją Gościniec Ogrodnika.

…z restauracją Gościniec Ogrodnika.

Oglądamy malarstwo polskiego romantyzmu.

Oglądamy malarstwo polskiego romantyzmu.

Kolekcja ołowianych żołnierzyków.

Kolekcja ołowianych żołnierzyków.

Wycieczkę do Opinogóry zaliczamy do bardzo udanych, właściwie można by spędzić tutaj cały dzień, my „zmieściliśmy się” w trzech godzinach (dodatkowe trzy zajmuje dojazd z Warszawy – prawie 110 km w jedną stronę). Szczególnie polecamy to miejsce zakochanym, ale też wszystkim poszukującym chwili zatrzymania w codziennym pośpiechu. My odwiedziliśmy to miejsce z okazji okrąglutkiej rocznicy naszego ślubu:)

Nieborów

Poniedziałek Wielkanocny w Nieborowie

2013.04.01

0oC, wokół biało i prószy mokry śnieg – pogoda zrobiła żart primaaprilisowy

Wspominając zeszłoroczne święta i miło spędzony czas na grach i zabawach wielkanocnych w skansenie w Sieprcu, od dłuższego czasu planujemy wspólną wycieczkę i w tym roku w drugi dzień świąt. Od kilku dni przeglądaliśmy strony internetowe różnych atrakcji w okolicy Warszawy, które można by odwiedzić w Poniedziałek Wielkanocny. Większość muzeów i skansenów w okolicy jest jednak zamknięta w ten dzień, a część przesunęła terminy otwarcia ze względu na utrzymującą się zimę (np. skansen w Maurzycach, czy Muzeum Ludowe w Sromowie). Nie poddajemy się jednak i w końcu znajdujemy coś, co jest otwarte – pałac w Nieborowie. Na wycieczką daje się namówić nawet Babcia.

Nieborów wita primaaprilisową aurą.

Nieborów wita primaaprilisową aurą.

Magnacka rezydencja w Nieborowie jest jedną z nielicznych, które w dobrym stanie przetrwały zarówno II wojnę światową, jak i czasy komunizmu. Nie mogliśmy tylko w pełni docenić uroków przykrytego śniegiem parku, otaczającego budynki rezydencji. Zwiedziliśmy jednak barokowy płac z przełomu XVII i XVIII w. Pięknie urządzone wnętrza pałacowe dają pewne wyobrażenie na temat codziennego życia wyższych sfer sprzed paruset lat. Już od wejścia zadziwia nas niezwykle oryginalna klatka schodowa wyłożona holenderskimi kafelkami. Potem chłopcy domyślają się przeznaczenia kolejnych pomieszczeń „pałacu Kopciuszka.” Oglądamy salę białą, żółtą, zieloną, czerwoną, piękną bibliotekę, buduar. Właściwie przy każdym meblu można by się zatrzymać na dłużej. Nas szczególnie zaskakuje harmonika szklana – wyjątkowy instrument złożony jakby z nałożonych na siebie szklanych miseczek, na których grano mokrymi palcami – oraz ogromny globus i druga kula – przedstawiająca niebo – oba eksponaty z końca XVII w. Pałac w Nieborowie, zwłaszcza w połączeniu z romantyczną Arkadią, to wspaniały cel krótkiej wycieczki z Warszawy, tym bardziej, że od czasu wybudowania A2 dojazd jest naprawdę niekłopotliwy.

Brama do pałacu w Nieborowie.

Brama do pałacu w Nieborowie.

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pawilon.

Pawilon.

Dzielnych turystów nie zraża pogoda.

Dzielnych turystów nie zraża pogoda.

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Pałac w Nieborowie (barokowy, kon. XVII w, przeb.).

Tymo szuka odśnieżonych ścieżek.

Tymo szuka odśnieżonych ścieżek.

Taaaaka latarnia.

Taaaaka latarnia.

Sień.

Sień.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Klatka schodowa, holenderskie płytki fajansowe.

Sala Żółta.

Sala Żółta.

A może przejśc pod barierką...

A może przejść pod barierką…

Sypialnia Wojewody.

Sypialnia Wojewody.

Sala zielona.

Sala zielona.

Biblioteka.

Biblioteka.

Globus z XVII w.

Globus z XVII w.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Sala Czerwona.

Tymo w dekoracji sufitowej.

Tymo w dekoracji sufitowej.

Sypialnia Księstwa.

Sypialnia Księstwa.

Buduar.

Buduar.

Gabinet Biblioteczny.

Gabinet Biblioteczny.

Schemat zespołu parkowo-pałacowego w Nieborowie.

Schemat zespołu parkowo-pałacowego w Nieborowie.

Pałac w Nieborowie od strony ogrodu.

Pałac w Nieborowie od strony ogrodu.

Urody ogrodów możemy się tylko domyślać.

Urody ogrodów możemy się tylko domyślać.

Czasem spod śniegu coś się wyłoni.

Czasem spod śniegu coś się wyłoni.

Nasz następny cel - panów na pewno zainteresuje.

Nasz następny cel – panów na pewno zainteresuje.