Otrębusy i Pa-Ta-Taj

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach, 2013.03.23

Nie do wiary: rano siarczysty mróz (-14), a potem piękne słońce, ale też śnieg i duży mróz

Chłopcy coraz bardziej domagają się „wyprawy”. Dzisiejsza pogoda nie pozwala na dłuższą wycieczkę w plener. Początkowo chcemy jechać do Smardzewic popodglądać żubry, ale zdecydowanie zimowa aura krzyżuje nasze plany. Decydujemy się więc na wypad do położonego niedaleko Warszawy Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach.

To prywatne muzeum ma już prawie 20-letnia historię i naprawdę bogate zbiory. Dla naszych chłopaków to wielka gratka. Nie doceniają może wagi eksponatów, ale ważne, że wokół prawie wszystko ma koła, lusterka i reflektory. Tymo ze zdziwieniem zauważa, że prawie w żadnym aucie nie ma pasów bezpieczeństwa. Sebuś długo przygląda się malowniczym starym bicyklom z ogromnym przednim kołem. My na dłużej zatrzymujemy się przy kabriolecie Stalina, przepięknej, pomarańczowej sportowej Syrenie (tej sylwetki nie powstydziłaby się nawet dziś!), pięknym różowym Chevrolecie de Luxe i pojeździe, w jakim jeździł Elvis Presley i Marilyn Monroe. Ze wzruszeniem rozpoznajemy znane nam z dzieciństwa eksponaty z okresu PRL-u: lampowe telewizory i radia, pralkę Franię, stare rowery. M. z ciekawością ogląda kolekcję starych wózków dziecięcych – to dopiero był design!

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach - wchodzimy.

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach – wchodzimy.

Zaczyna się ciekawie!.

Zaczyna się ciekawie!.

To się nazywa muzeum!.

To się nazywa muzeum!.

To dopiero sztuka jeździć na czymś takim!.

To dopiero sztuka jeździć na czymś takim!.

Jest na czym oko zaczepić.

Jest na czym oko zaczepić.

Pancerny Cadillac PRL-owskich oficjeli.

Pancerny Cadillac PRL-owskich oficjeli.

Sportowa Syrena - ale cacko!.

Sportowa Syrena – ale cacko!.

A to kabriolet Stalina.

A to kabriolet Stalina.

Sztuka w motoryzacji.

Sztuka w motoryzacji.

Coś dla pań - klimaty Marilyn Monroe.

Coś dla pań – klimaty Marilyn Monroe.

Auto brytyjskiej rodziny królewskiej.

Auto brytyjskiej rodziny królewskiej.

Są tu eksponaty nawet z XIX w!.

Są tu eksponaty nawet z XIX w!.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

To dopiero dziecięcy design.

Wow! Jest i czołg!.

Wow! Jest i czołg!.

Szkolny autobus w pełnej urodzie.

Szkolny autobus w pełnej urodzie.

Który model autobusu wybrać...

Który model autobusu wybrać…

Kolekcja prezentowana w Otrębusach należy ponoć do najbogatszych w Europie. Aż szkoda, że brakuje jej stosownej oprawy. Nie ma wystarczająco dużej powierzchni wystawowej i odpowiednich pomieszczeń, w których można by prezentować co cenniejsze eksponaty – wszystko sprawia wrażenie lekkiej prowizorki. A takie ciekawe… Dobrze przynajmniej, że kasę muzeum wzbogaciliśmy naszymi biletami za wstęp.

Po zwiedzeniu muzeum szukamy miłego miejsca na obiad – szkoda marnować tak pięknej soboty na stanie przy garach! Wybór pada na karczmę w ośrodku Pa-Ta-Taj w Kaniach Helenowskich. To miejsce szczyci się szkołą jeździecką z długimi tradycjami. Chłopcy oglądają konie w stajniach i wspólnie obiecujemy sobie, że w przyszłości całą rodziną przyjedziemy tutaj na lekcje. Karczma, znajdująca się w budynku stajni, to miejsce z niepowtarzalną atmosferą – nam przypominają się klimaty schronisk górskich. Grzejemy się przy ciepłym kominku i pałaszujemy smakowite pierogi i placki z jabłkami. Miło być w miejscu, w którym przebywają ludzie z pasją. Dobrze, że można je znaleźć tak blisko Warszawy!

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Obiad w karczmie Pa-Ta-Taj w Kaniach.

Arkadia

Park w Arkadii, 2012.10.07

Czuć już chłód jesieni, 10 stopni i pochmurno

Nasze pierwotne plany pojechania na jeden dzień na działkę legły w gruzach po obejrzeniu wieczornej prognozy pogody. Wyciągnęliśmy więc nasze „plany wypraw” i zdecydowaliśmy się przyjąć azymut na Arkadię – położony niedaleko Nieborowa piękny park krajobrazowy, założony przez Helenę i Michała Radziwiłłów w XVIII wieku. Przypuszczaliśmy (i słusznie), że to miejsce może wyjątkowo malowniczo prezentować się w jesiennych barwach, a jednocześnie było jeszcze dość ciepło, żeby wybrać się dalej do miejsca bez zaplecza gastronomicznego.

Droga – w przeważającej części autostradą – minęła jak bajka. 80 km (wliczając w to wyjazd z Warszawy) przejechaliśmy w 40 minut. I jaki komfort jazdy…

Cel naszej dzisiejszej wycieczki okazał się trafiony w 100 procentach. Chłopcom wzięliśmy jednoślady, więc mieliśmy przyzwoitą prędkość przelotową i mogliśmy zajrzeć do każdego zakamarku parku. Kręte zadrzewione alejki okazały się dla nich świetnym miejscem do rowerowych wyczynów. Pełni szczęścia dopełniły kasztany, którymi gęsto zasłane były parkowe alejki. Chłopaki wypakowali kasztanami torby przyczepione do rowerów. Na zakończenie spaceru pozwoliliśmy im powrzucać całą tę „amunicję” do parkowego stawu. To dopełniło ich szczęścia.

W Arkadii chłopcy od razu poczuli się jak w raju.

W Arkadii chłopcy od razu poczuli się jak w raju.

Jesienny rowerzysta.

Jesienny rowerzysta.

Kapitel - po prostu kapitalny.

Kapitel – po prostu kapitalny.

Ale fajnie! Można przejechać przez tunel!.

Ale fajnie! Można przejechać przez tunel!.

Jej, znów można pod czymś przejechać!.

Jej, znów można pod czymś przejechać!.

Sebuś zbiera kasztany.

Sebuś zbiera kasztany.

Czas na podładowanie akumulatorów.

Czas na podładowanie akumulatorów.

Rega, nie zjadaj kasztanów!.

Rega, nie zjadaj kasztanów!.

Na łuku grackim chlopcy odkryli ściankę wspinaczkową...

Na łuku grackim chlopcy odkryli ściankę wspinaczkową…

Trudno ich było stąd ściągnąć...

Trudno ich było stąd ściągnąć…

A to zajmuje chłopaków - z górki na pazurki!.

A to zajmuje chłopaków – z górki na pazurki!.

Teraz kilka słów o Arkadii z naszej perspektywy: to niezwykle romantyczne, piękne miejsce, gdzie natura i mała architektura tworzy harmonijną całość i pieści zmysły. Jesienne barwy liści sprawiły, że M. trudno było choć na chwilę schować aparat fotograficzny. Przypominaliśmy sobie Puławy, które odwiedziliśmy w zupełnie innej porze roku z małym Tymusiem, i próbowaliśmy odtworzyć przepis na oświeceniowe założenie parkowe.

Arkadia jest rozległym parkiem krajobrazowym w stylu angielskim, więc cechuje się więc niewymuszoną naturalnością. Mała architektura – gdy zna się ówczesną konwencję: modę na antyk itp.– naprawdę cieszy oczy. Można ją odbierać na serio, ale nie trzeba; tak czy inaczej jest na co popatrzeć. Najbardziej imponująca jest naśladująca budowlę starożytną Świątynia Diany, malowniczo położona nas stawem powstałym w wyniku spiętrzenia wód niewielkiej rzeczki – Skierniewki, ale mniejsze obiekty: Łazienki, Domek Gotycki, Akwedukt czy Dom Murgrabiego – mają może jeszcze więcej uroku. Ich detale można by studiować godzinami.

Staw powstały w wyniku spiętrzenia Skierniewki.

Staw powstały w wyniku spiętrzenia Skierniewki.

Akwedukt (zrekonstruowany 50. XX w).

Akwedukt (zrekonstruowany 50. XX w).

Świątynia Diany (2. poł. XVIII w).

Świątynia Diany (2. poł. XVIII w).

Świątyni strzegą sfinks i lew.

Świątyni strzegą sfinks i lew.

Chłopaków bardziej zafascynował sfinks.

Chłopaków bardziej zafascynował sfinks.

'Jutrzenka wyprowadzająca rumaki Apollina', Norblin.

‚Jutrzenka wyprowadzająca rumaki Apollina’, Norblin.

Wnętrza Świątyni Diany - Gabinet Etruski.

Wnętrza Świątyni Diany – Gabinet Etruski.

Wnętrza Świątynii Diany.

Wnętrza Świątynii Diany.

Chłopaki szaleją na rowerach, my podziwiamy detale.

Chłopaki szaleją na rowerach, my podziwiamy detale.

Łazienki, czyli Przybytek Arcykapłana.

Łazienki, czyli Przybytek Arcykapłana.

'Nadzieja karmiąca Chimerę' - płaskorzeźba na ścianie Łazienek.

‚Nadzieja karmiąca Chimerę’ – płaskorzeźba na ścianie Łazienek.

Mimo braku słońca, kolory są bajkowe.

Mimo braku słońca, kolory są bajkowe.

Dom Murgrabiego.

Dom Murgrabiego.

Studnia kryta późnobarokową kratą.

Studnia kryta późnobarokową kratą.

Jest na czym zaczepić oko.

Jest na czym zaczepić oko.

Łuk grecki - oprawa Świątynii Diany.

Łuk grecki – oprawa Świątynii Diany.

Domek gotycki.

Domek gotycki.

Imponujące głazy narzutowe Groty Sybilli.

Imponujące głazy narzutowe Groty Sybilli.

Na Karuzelu - prawie jak wyścig rydwanów.

Na Karuzelu – prawie jak wyścig rydwanów.

Rzut oka na akwedukt z drugiej strony.

Rzut oka na akwedukt z drugiej strony.

Ruiny dawnej Bramy Klasycystycznej.

Ruiny dawnej Bramy Klasycystycznej.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Arkadia to wspaniałe miejsce na półdniową wycieczkę z dziećmi – maluchy mają się gdzie wyszaleć, a dorośli znajdą wiele interesujących rzeczy dla siebie. Dobrze, że całe założenie parkowe – podobnie jak pałac w Nieborowie (który koniecznie musimy odwiedzić niebawem) – przetrwały niemal nienaruszone do naszych czasów.

Cały spacer zajął nam około 2 godzin (plus po 45 min w każdą stronę komfortowego dojazdu z Warszawy) – akurat, by zgłodnieć na niedzielny obiad.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Żegnamy Arkadię rzutem oka na Świątynię Diany.

Lasy Chojnowskie

Uroczysko „Zimne Doły” w Lasach Chojnowskich, 2012.09.23

 

To nasz pierwszy od kilku tygodni weekend spędzany w Warszawie, bez wyjazdu na działkę. Jak należało się spodziewać, nie wytrzymaliśmy w domu i ruszyliśmy zeksplorować coś nowego (zgodnie z oczekiwaniami Tymka, który wczoraj zakomunikował, że musimy pojechać na jakąś daleką wyprawę, tylko koniecznie tam, gdzie jeszcze nie byliśmy…)

Niespełna 20 lat temu (w 1993 r.) utworzono tutaj Chojnowski Park Krajobrazowy, który obejmuje 7 tys. ha powierzchni i ma dość gęstą sieć szlaków i ścieżek rowerowych.

My przeszliśmy dzisiaj ok. połowę trasy (2 z 4 km) ścieżki przyrodniczej prowadzącej częściowo przez rezerwat „Uroczysko Stephana”.

Zaparkowaliśmy na parkingu obok sporego kompleksu turystycznego (o zastanawiającej nazwie Zimne Doły) z wielką wiatą z miejscem na ognisko (z ławkami na ok. 100 osób!).

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Komu w drogę, temu czas.

Komu w drogę, temu czas.

Trasa naszego spaceru prowadziła brzegiem uroczej rzeki Zielonej wśród rozlewisk, pozostawianych przez rzeczkę po wiosennych roztopach. Przez większą część trasy towarzyszyły nam tablice ścieżki edukacyjnej, informujące o napotykanych gatunkach drzew, tropach zwierząt, życiu lasu. Na pewno muszą być ciekawe dla dzieciaków w wieku szkolnym. Prawdę mówiąc, my mieliśmy nieco inne zajęcia niż czytanie tablic: z uwagi na upodobania Sebka, idąc ścieżką, musieliśmy co chwilę zbaczać, żeby wrzucać kamyczki do wody. Z kolei wracając, kopaliśmy po drodze dzikie jabłka – cóż, uroki spaceru z małymi chłopcami!

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Zimne Doły, Lasy Chojnowskie.

Kolorowi na Zielonej.

Kolorowi na Zielonej.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Rzeka Zielona, Lasy Chojnowskie.

Oto turyści z prawdziwego zdarzenia.

Oto turyści z prawdziwego zdarzenia.

Tymo buszuje w Lasach Chojnowskich.

Tymo buszuje w Lasach Chojnowskich.

Ale fajne drzewo - można się pod nim schować!.

Ale fajne drzewo – można się pod nim schować!.

Już widzimy dobre miejsce na odpoczynek.

Już widzimy dobre miejsce na odpoczynek.

Ciepła herbatka czyni cuda!.

Ciepła herbatka czyni cuda!.

Skoki z kamieni to świetna atrakcja na koniec.

Skoki z kamieni to świetna atrakcja na koniec.

Wracając, konstatujemy, że Lasy Chojnowskie to bardzo przyjemny cel odpoczynku w pobliżu Warszawy (nawet z naszej dość odległej Woli dojechaliśmy tu w ok. 45 minut).

Pomimo niezbyt zachęcającej pogody kilkakrotnie spotykaliśmy turystów spacerujących, biegających i jeżdżących na rowerach; oznaczonych tras jest tutaj naprawdę sporo.

Dodatkową zachętą do odwiedzenia tego miejsca przy bardziej sprzyjającej aurze może być pobliski ośrodek rekreacyjny w Zalesiu Górnym z basenami i stawami powstałymi przez spiętrzenie wód rzeczki Zielonej (można nawet wypożyczyć sprzęt pływający).

Sierpc

Poniedziałek Wielkanocny w Sierpcu, 2012.04.09

Piękne wiosenne słoneczko, 9oC

Po wczorajszym całodziennym świątecznym obżarstwie z radością witamy możliwość aktywnego spędzenia drugiego dnia Świąt.

Już jakiś czas temu M. wypatrzyła, że Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu organizuje w Poniedziałki Wielkanocne specjalne atrakcje dla zwiedzających: tradycyjne gry i zabawy wielkanocne. Uznajemy to za wspaniałą inicjatywę i idealny pomysł na spędzenie świątecznego dnia w wyjątkowej atmosferze, na świeżym powietrzu. Decyzja zapada szybko: jedziemy! Na wyprawę dają namówić się też Dziadkowie, więc jedziemy zadowoleni, że będzie i aktywnie, i świątecznie, i rodzinnie.

Mimo 126 km dzielących Warszawę od Sierpca, dystans nie daje się we znaki. Siódemka i dziesiątka w świąteczny dzień są bardzo przepustowe i – co najważniejsze – wolne od TIR-ów.

Sierpecki skansen z nawiązką spełnia nasze oczekiwania.

Wszędzie widać rękę dobrego gospodarza. Placówka reklamuje się bodajże od samego Płońska. Dyrekcja ma rzeczywiście pomysł na skansen. Regularnie organizowane są w niej różnego rodzaju imprezy – od „niedziel w skansenie” z zespołami ludowymi po większe cykliczne atrakcje, np. na święta czy Dzień Dziecka. Widać dbałość o każdy szczegół ekspozycji. Wnętrza chałup są bardzo starannie zaaranżowane, różnie w zależności od pory roku. Obsługa jest niezwykle miła, przyjazna dzieciom; pracownicy skansenu chętnie opowiadają o obiektach. Zwiedzający czuje się tu naprawdę mile widzianym gościem. Widać, że skansen tętni życiem – na polach przed chałupami odbywają się prace gospodarskie, w zagrodach żyją zwierzęta. Wszystko (nawet toalety) jest bardzo estetyczne i utrzymane w klimacie dawnej wsi. Mimo że skansen nie wyróżnia się może jakąś imponującą liczbą obiektów, jego cały charakter jest naprawdę szczególny, tak że ma się ochotę przyjechać tu raz jeszcze.

Dzisiejsza impreza – „Gry i zabawy wielkanocne” – jest wprost wymarzona dla rodzin z dziećmi. Zwiedzanie skansenu nie było dziś po prostu chodzeniem od zagrody do zagrody, jak można by się było tego spodziewać. Przed niemal każdą zagrodą została bowiem przygotowana specjalna atrakcja – gra czy zabawa, w którą dawniej bawiono się w okresie wielkanocnym.

Nasi chłopcy byli naprawdę zachwyceni. Zaczęli od gry w toczenie drewnianych jaj z górki. Potem przyszła kolej na zabawę ze śmigusową sikawką z strzelanie wodą do celu (no, to był naprawdę hit dla dzieciaków i nie tylko), grę w jajka, w kręga, toczenie obręczy, chodzenie na szczudłach i huśtawkę wielkanocną. Dobrze się bawiły i dzieciaki, i my: wszyscy chętnie próbowaliśmy swoich sił w dawnych zabawach, Dziadek próbował nawet stanąć na szczudłach. Było dużo śmiechu i dobrej zabawy. Brawo dla organizatorów!

Muzeum Wsi Mazosieckiej w Sierpcu.

Muzeum Wsi Mazosieckiej w Sierpcu.

Ustalamy plan gry.

Ustalamy plan gry.

Witamy się z sierpeckimi gospodarzami.

Witamy się z sierpeckimi gospodarzami.

.... i oglądamy dawny młyn.

…. i oglądamy dawny młyn.

Czyje jajo potoczy sie dalej, ten wygrywa.

Czyje jajo potoczy sie dalej, ten wygrywa.

Kościół z Drążdżewa, XVIII w.

Kościół z Drążdżewa, XVIII w.

Tymek i Mirek-Euro 2012 też tu byli.

Tymek i Mirek-Euro 2012 też tu byli.

Chłopcy nie dali się odciągnąć od płotka.

Chłopcy nie dali się odciągnąć od płotka.

...chowamy się za róg chałupy - może pójdą za nami.

…chowamy się za róg chałupy – może pójdą za nami.

Dyngusowe sikawki.

Dyngusowe sikawki.

Nikt nie mógł się im oprzeć.

Nikt nie mógł się im oprzeć.

Ale najlepiej szło Sebusiowi.

Ale najlepiej szło Sebusiowi.

... i Tymusiowi.

… i Tymusiowi.

Ach, ten błękit.

Ach, ten błękit.

Przygotowania do Wielkanocy.

Przygotowania do Wielkanocy.

Tu była gra w jajka - Tymo wygrał.

Tu była gra w jajka – Tymo wygrał.

Piękna wierzbowa aleja.

Piękna wierzbowa aleja.

18. Ta kapliczka też nas urzekła.

To gołębnik - Tymo poznał - i chyba lamus.

To gołębnik – Tymo poznał – i chyba lamus.

Jak to drzewiej bywało.

Jak to drzewiej bywało.

A tak wyglądało śniadanie wielkanocne.

A tak wyglądało śniadanie wielkanocne.

Święcono potrawy w chacie najbogatszego gospodarza.

Święcono potrawy w chacie najbogatszego gospodarza.

Gra w kręga.

Gra w kręga.

U R. widać pełne zaangażowanie.

U R. widać pełne zaangażowanie.

Tymo próbuje swoich sił w toczeniu obręczy.

Tymo próbuje swoich sił w toczeniu obręczy.

Chodzenie na szczudłach naprawdę nie jest łatwe.

Chodzenie na szczudłach naprawdę nie jest łatwe.

Choć tak się każdemu wydaje...

Choć tak się każdemu wydaje…

Tymo po instruktażu dał radę.

Tymo po instruktażu dał radę.

R. nie chciał być gorszy.

R. nie chciał być gorszy.

Kierunek wiatrak.

Kierunek wiatrak.

Widok na dawną wieś mazowiecką.

Widok na dawną wieś mazowiecką.

Jedna z zagród w sierpeckim muzeum.

Jedna z zagród w sierpeckim muzeum.

Huśtawka wielkanocna.

Huśtawka wielkanocna.

Lepsza niż na placu zabaw.

Lepsza niż na placu zabaw.

Można odpocząć w stylowej XVIII-wiecznej karczmie.

Można odpocząć w stylowej XVIII-wiecznej karczmie.

W ogóle wszystko jest stylowe.

W ogóle wszystko jest stylowe.

Chłopców zaczarowała kapela.

Chłopców zaczarowała kapela.

Wizytę w Sierpcu zakończyliśmy szybkim obejrzeniem sierpeckich zabytków (po odpowiednim, hmmm, przygotowaniu chłopców – wybiegani siedzieli w samochodzie i ze stoickim spokojem znosili postoje na zdjęcia:): kościoła benedyktynek (kon. XV w.) z barokowym klasztorem, późnogotyckiego kościoła farnego z masywną, wyróżniającą się wieżą, niewielkiego kościoła Świętego Ducha (pocz. XVI w.), zbudowanego niegdyś jako kaplica szpitalna, i sympatycznego XIX-wiecznego ratusza, mieszczącego część zbiorów Muzeum Wsi Mazowieckiej.

Ratusz (XIX) w Siercpu.

Ratusz (XIX) w Siercpu.

Późnogotycki kościół farny, Sierpc.

Późnogotycki kościół farny, Sierpc.

Kościół benedyktynek (kon. XV).

Kościół benedyktynek (kon. XV).

Po powrocie do domu jednogłośnie uznaliśmy, że mieliśmy w tym roku przemiłe, rodzinne Święta!

Wycieczka kończy się  jak zazwyczaj.

Wycieczka kończy się jak zazwyczaj.

Stawy Raszyńskie

Rezerwat przyrody „Stawy Raszyńskie”, 2011.11.20

 

Rezerwat terenu Stawów Raszyńskich chroni miejsca lęgowe ponad stu gatunków ptaków.

Ile razy, wracając trasą katowicką do Warszawy, patrzyliśmy w korku na zarośla otaczające stawy w Raszynie… Już jakiś czas temu podjęliśmy decyzję, że musimy tam pojechać na spacer.

Czynnikiem sprawczym wycieczki był sylwester, a mówiąc ściślej – konieczność zapłacenia za bilety w jednym z raszyńskich hoteli.

Okazja okazją, niezależnie od wszystkiego sama wycieczka jest super udana i absolutnie godna polecenia.

Początek trasy przed okazałym pałacykiem – dawnym zajazdem (kon. XVIII w.) w Falentach.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Pałac w Falentach, kon. XVIII w.

Pałac w Falentach, kon. XVIII w.

Idziemy urokliwą ścieżką wśród liści przez dawny park pałacowy do początku właściwej ścieżki przyrodniczej.

Trasa (uwaga – nijak nieoznaczona; ratuje nas zdjęcie schematycznej mapki, które przezornie zrobiliśmy na początku) wiedzie szerokimi groblami wśród kilku stawów. Wypatrujemy ptaków, choć pora roku na to nie najodpowiedniejsza.

Obowiązkowo zaliczamy wszystkie trzy wieże obserwacyjne. W stawach chyba pospuszczano wodę. Wyglądają osobliwie, jak pustynia Gobi.

Chłopcy turyści na medal. S. przeszedł chyba ponad 2 km, resztę pojechał w wózku, a Tymuś przebiegł całą prawie pięciokilometrową trasę. T. najbardziej podobały się wieże widokowe, a S. – rzucanie z nich kamieni i patyków.

Kawałek prawdziwej przyrody tuż za rogiem Warszawy… Polecamy!

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Rezerwat przyrody Stawy Raszyńskie.

Wracamy do samochodu.

Wracamy do samochodu.

 

Powsin – ogród botaniczny

Ogród botaniczny w Powsinie, 2011.04.25

 

Do powsińskiego ogrodu botanicznego zaglądaliśmy przez bramę już w październiku przy okazji wizyty w Parku Kultury z mocnym postanowieniem, że konieczne musimy przyjechać tu na wiosnę.

Do realizacji planu dochodzi w piękne popołudnie Wielkanocnego Poniedziałku. Dowiedziawszy się, że w ogrodzie właśnie zakwitły magnolie, po prostu musieliśmy to przyjechać.

Ogród botaniczny, służący pierwotnie celom naukowym, został udostępniony dla zwiedzających w 1990 roku i dziś stanowi arcyciekawe miejsce weekendowych spacerów Warszawiaków (jakiś czas temu otrzymał miano „Magicznego Miejsca Warszawy”).

Naszym chłopakom bardzo się tu podoba. Na początku Tymo szaleje na hulajnodze, ale zaraz potem porzuca ją na rzecz hasania po ogrodowych alejkach. Najbardziej podoba mu się ciekawie zaaranżowana część przedstawiająca rośliny wysokogórskie: wąską ścieżką można „wspiąć” się na szczyty kilku sztucznie usypanych górek, omijając „skały” i czując się jak w prawdziwych górach. Tymusia nie można było stąd wyciągnąć. Sebusia z kolei najbardziej interesują prostsze zajęcia: jest w siódmym niebie, gdy pozwalamy mu bezkarnie pogrzebać rękami w ziemi, poszukać patyków i kamyczków.

Dzieciaki na pewno nie docenią ogromnej różnorodności rosnących w ogrodzie roślin, ale pobiegać naprawdę jest gdzie: teren ogrodu jest bardzo rozległy. A rodzice ze spaceru nie wracają znudzeni. My gorąco polecamy wycieczkę do ogrodu właśnie w okresie kwitnących magnolii: to naprawdę bajkowy, niezapomniany widok.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Dzień Magnolii, ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Dzień Magnolii, ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Dzień Magnolii, ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Dzień Magnolii, ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

Ogród botaniczny PAN w Powsinie.

 

Podkowa Leśna

Podkowa Leśna, 2010.11.14

 

Nazywana miastem-ogrodem Podkowa Leśna rzeczywiście sprawia miłe wrażenie. Mimo listopadowej aury. Z przyjemnością patrzymy na zieleń podkowiańskiego parku z ciekawym budynkiem kasyna, przydomowe ogródki i naturalny charakter rezerwatu „Parów sójek”

Spacer zaczynamy od Absolutnie Zawsze Fascynujących Torów Kolejowych z nastrojowym budynkiem dworca kolejki WKD. Kolejnym hitem dla Tyma okazuje się wieża transformatorowa (T. ostatnio przeżywa fascynację liniami energetycznymi i wszystkim, co się z tym wiąże).

WKD Podkowa Leśna.

WKD Podkowa Leśna.

Z wyjątkowej atmosfery słynie podkowiański kościół pw. Św. Krzysztofa (30. XX w.). Budynek świątyni jest otoczony niezwykle nastrojowym ogrodem, mającym w założeniu stanowić przedłużenie świątyni. Oczka wodne, drewniane ptaszki siedzące na drzewach, miłe alejki… Bardzo podoba nam się to miejsce.

Kościół Św. Krzysztofa.

Kościół Św. Krzysztofa.

Ogród - przedłużenie kościoła.

Ogród – przedłużenie kościoła.

Ogród - przedłużenie kościoła.

Ogród – przedłużenie kościoła.

Przechadzamy się uliczkami Podkowy Leśnej. Oglądamy starsze (niektóre naprawdę piękne) i nowsze domy. Wypatrujemy Aidę – pałacyk myśliwski Stanisława Lilpopa, do którego przyjeżdżał wypocząć Jarosław Iwaszkiewicz.

Willa Aida, 1900r.

Willa Aida, 1900r.

Miło przespacerować się po  mieście harmonijnie zabudowanym, w pomysłem na siebie, bez bloków.

Park miejski w Podkowie Leśnej.

Park miejski w Podkowie Leśnej.

Spacer kończymy, jak zazwyczaj, wizytą na placu zabaw:)

Powsin – Park Kultury, 2010.10.31

Powsin – Park Kultury, 2010.10.31

 

Mimo końca października pogoda jest naprawdę przepiękna: aż żal siedzieć w domu. W niedzielę zgarniamy dzieciaki i wybieramy się na spacer po Parku Kultury w Powsinie.

To dość duży leśny kompleks (bezpośrednio przylegający do Lasu Kabackiego), nastawiony na aktywne spędzanie czasu: jest dużo różnych boisk, basen na wolnym powietrzu, amfiteatr, plac zabaw; można nawet pograć w szachy i brydża. W niedzielne popołudnie trudno tu o odosobnienie.

Budynki, bary, ogólnie cale zaplecze aż prosi się o remont; cały pomysł Parku Kultury jest naprawdę świetny, wymaga tylko doinwestowania.

Nas jednak takie drobiazgi nie zniechęcają: najbardziej podoba nam się to, że zaraz za miastem można naprawdę pooddychać przyrodą. Jest piękny wąwóz, drzewa w jesiennych barwach i mnóstwo szeleszczących liści pod nogami. Tymuś biega jak nakręcony, a Sebuś grzecznie drzemie w spacerówce: po leśnych alejkach bez problemu można pojeździć wózkiem z pompowanymi kołami.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

Wejscie do Ogrodu Botanicznego PAN.

Wejscie do Ogrodu Botanicznego PAN.

Park Kultury w Powsinie.

Park Kultury w Powsinie.

 

Konstancin-Jeziorna, 2010.10.30

Konstancin-Jeziorna – uzdrowisko o krok od Warszawy

 

Sebuś – roczniak – coraz częściej ma swoje zdanie. Trudno się zmobilizować i wybrać gdzieś z naszą trzódką, ale potem – co za satysfakcja!

Zaczynamy od wizyty w centrum handlowym Stara Papiernia, urządzonym w dawnej fabryce papieru. Starą Papiernię zwiedzamy „szlakiem gastronomicznym”, poszukując restauracji, w której można by zjeść obiad i spokojnie nakarmić i przewinąć Sebunia. W centrum handlowym czuć ducha starej wytwórni. Surowa cegła, gdzieniegdzie widać w podłodze wodę i stare maszyny papierni.

Centrum handlowe w starej papierni, Konstancin.

Centrum handlowe w starej papierni, Konstancin.

Najedzeni, ruszamy na spacer wzdłuż Jeziorki do Parku Zdrojowego, po drodze oglądając zaporę na rzece. Sebuś zasypia niemal od razu, Tymuś biegnie jak mały motorek. Park Zdrojowy miły, częściowo wypielęgnowany, częściowo w stylu dzikiego ogrodu.

Wzdłuż Jeziorki.

Wzdłuż Jeziorki.

Zapora na Jeziorce.

Zapora na Jeziorce.

Spędzamy niemal pół godziny w tężni (wg Tymusia – w „dymiącej ścianie”). W wysiedzeniu zalecanego czasu inhalacji bardzo pomaga lizak:)

Tężnia (70. XX) w Konstancinie.

Tężnia (70. XX) w Konstancinie.

Kuracja (...lizakowa) w tężni.

Kuracja (…lizakowa) w tężni.

Kończymy wycieczkę spacerem ulicami Konstancina, oglądając starsze i nowe wille. Te dawne (XIX/XX w.), najcenniejsze, są naprawdę piękne, każda w swoim stylu, ale – ku naszemu zdziwieniu – przeważnie zaniedbane. Nowsze domy niektóre bardzo luksusowe. Ciekawy przegląd architektury z okresu ponad wieku.

Willa Natemi, XIX-XX w.

Willa Natemi, XIX-XX w.

Jedna z odnowionych willi (historycyzm).

Jedna z odnowionych willi (historycyzm).

Liw

Liw nad Liwcem

2011.05.07

 

Liw to doskonałe miejsce na krótki, kilkugodzinny wypad na wschód od Warszawy.

Razem z chłopakami oglądamy pozostałości XV-wiecznego zamku (wieża) i przylegający do nich barokowy dworek, mieszczący Muzeum Zbrojownię.

Całość leży nad płynącym leniwie Liwcem (ale korci nas spływ kajakowy w przyszłości!). Widok na nadrzeczne zielone łąki i wycelowane w nie zamkowe armaty naprawdę zostaje w pamięci. Obok wymalowany na stodole napis głosi: „Bractwo rycerzy Ziemi Liwskiej i ziem ościennych zaprasza”, a na to wszystko patrzy się krowa, przeżuwająca leniwie trawę. Bajka.

W Muzeum Zbrojowni chłopcom najbardziej podoba się prawdziwa zbroja rycerska i miecze; dzieciaki z radością przystają również na pomysł wejścia na zamkową wieżę. W środku wieży wystawa malarstwa lokalnych twórców: obrazy oryginalne i wysmakowane.

W okolicy muzeum spotykamy jeszcze jedną małą grupkę turystów. Poza tym wszystko świeci pustkami. A takie ciekawe! Szkoda.

Wycieczka do Liwu, zamek ks. mazowieckich, XV w.

Wycieczka do Liwu, zamek ks. mazowieckich, XV w.

Sala rycerska

Sala rycerska

Muzeum Zbrojownia w Liwie

Muzeum Zbrojownia w Liwie

Na wieżę liwskiego zamku

Na wieżę liwskiego zamku

Na wieży liwskiego zamku

Na wieży liwskiego zamku

Na wieżę liwskiego zamku

Na wieżę liwskiego zamku

Zamek od strony Liwca

Zamek od strony Liwca

Łąki nad Liwcem

Łąki nad Liwcem

Bractwo zaprasza

Bractwo zaprasza

Chłopcy wracają z wyprawy

Chłopcy wracają z wyprawy

Zapomnieliśmy zahaczyć o kościół w Liwie, wokół którego rozmieszczono tabliczki nawołujące do ochrony przyrody – musimy tu wrócić w przyszłości!

Plan na dzisiejszy dzień przewidywał jeszcze Siedlce, ale wobec deszczu, zimna i wiatru decyzja mogła być tylko jedna: wracamy.