Okolice Gór Kamiennych – część II

2 maja 2012, środa

28 oC, piękne lato, po południu zbierało się na burzę

Wyprawa do Skalnego Miasta Adrszpach w Czechach (4 godziny „spacerku”, ok. 5,5 km)

Mieszkamy tak blisko (kilka km w linii prostej), że grzechem byłoby nie zajrzeć do tego miejsca, zwłaszcza, że mamy świeżo w pamięci zeszłoroczne zwiedzanie wspaniałych Gór Stołowych.

Od wejścia widać profesjonalne turystyczne przygotowanie tego miejsca – duże parkingi, sklepiki, restauracje, dobre oznakowanie itp. Koniecznie trzeba mieć ze sobą czeskie korony, my – nasz błąd – nie mamy i musimy wymienić pieniądze po złodziejskim kursie (no ale to było wliczone w koszty).

Szczególnie zachwyca nas pierwsza część trasy, głównie dlatego, że jesteśmy tu wcześnie rano (ruszamy o 8:40) i dłuższą chwilę idziemy sami, podziwiając piękno ogromnych skał (Sebuś zachwyca się głównie towarzyszącym nam cały czas potokiem, do którego namiętnie wrzuca kamienie i patyki… dla każdego coś miłego). Warto pamiętać o dodatkowym ubraniu dla dzieci, bo między skałami, zwłaszcza rano, bywa naprawdę zimno (widzieliśmy nawet resztki śniegu).

Potem dajemy się naciągnąć na masową atrakcję, czyli przejażdżkę łódkami po jeziorku. Dla dzieci warto, bo to frajda, jednak obiektywnie to nic ciekawego… 50 koron od głowy, na łódce ściśnięte 60 osób, a trasa „rejsu” ma zaledwie ok. 200 m i trwa 5 minut.

Już od dojścia do łódek opuszczamy koryto potoku i zaczynają się schody – dosłownie! Coraz więcej wejść i zejść, ale przygotowanych wygodnie, nawet Sebuś radzi sobie świetnie. Jednak jeżeli ktoś jest z ciężkim wózkiem, albo nie ma siły na podejścia, to można wrócić płaską trasą wejściową.

Cudownie nam się włóczy po tych skałach, niestety już późnej w coraz liczniejszym towarzystwie, głównie Polaków (cóż, urok długiego weekendu).

Podsumowując: wszystko jest tutaj jakby większe, bardziej imponujące i potężne niż nasz Szczeliniec czy Błędne Skały, ale trochę brakuje tego kameralnego klimatu i wąskich przejść. Oczywiście nie można porównywać tych miejsc, po prostu każdy musi zobaczyć je wszystkie, bo według nas to atrakcja na skalę co najmniej europejską!

Chłopcy spisują się dziś świetnie – te 4 godziny na nogach nawet nam dały się we znaki, a oni właściwie nie okazywali zmęczenia… Niesamowite.

Na koniec trafiamy do restauracji Skalne Miasto przy parkingu, gdzie zjadamy mięsko z knedlikami (szczerze mówiąc średnie), a chłopcy rosół i kotlet z kurczaka (niezłe), nie zrażając się kiepskim poziomem obsługi.

Skalne Miasto, Czechy.

Skalne Miasto, Czechy.

Jezioro Piaskownia.

Jezioro Piaskownia.

Dzban.

Dzban.

Głowa cukru.

Głowa cukru.

Zaraz wejdziemy w prawdziwy labirynt skał.

Zaraz wejdziemy w prawdziwy labirynt skał.

Gotycka brama zaprasza do środka.

Gotycka brama zaprasza do środka.

Skalne Miasto.

Skalne Miasto.

Diabelski most.

Diabelski most.

Mały wodospad.

Mały wodospad.

Nasi dzielni turyści.

Nasi dzielni turyści.

Przez skały do przystani łódek.

Przez skały do przystani łódek.

Łódką po Adszpaskim Jeziorku.

Łódką po Adszpaskim Jeziorku.

To chyba krab z bajki.

To chyba krab z bajki.

Skalne Miasto.

Skalne Miasto.

Kochankowie.

Kochankowie.

My z przodu, tuptupiści ciągną tyły.

My z przodu, tuptupiści ciągną tyły.

Noga Tyma jest naprawdę bardzo kontuzjowana...

Noga Tyma jest naprawdę bardzo kontuzjowana…

To chyba jakiś wieloryb.

To chyba jakiś wieloryb.

Panorama Skalnego Miasta urzekła nawet Tyma.

Panorama Skalnego Miasta urzekła nawet Tyma.

Uff, można odpocząć.

Uff, można odpocząć.

21. ... i podziwiać Skalne Miasto.

Starosta.

Starosta.

Mysia nora.

Mysia nora.

Popołudniowy objazd okolicy

Jeździmy, szukając miejscowych perełek, przy okazji pozwalając chłopcom poszaleć w roli cyklistów.

Najpierw jedziemy do Kochanowa, gdzie oglądamy tamtejszy krzyż pokutny (z ok. XIV-XVI w., stawiany zwykle przez mordercę w miejscu popełnionej zbrodni) oraz średniowieczny kamienny stół sędziowski (zachowany praktycznie w całości „zestaw mebli sądowych”), gdzie przeprowadzamy rozprawę naszego sądu rodzinnego (która na szczęście kończy się ugodą!)

Potem jedziemy do Chełmska Śląskiego, które zaskakuje nas nie tylko pięknie zachowanymi oryginalnymi ponad trzystuletnimi domami tkaczy (tzw. Dwunastu Apostołów, chociaż „Judasz” spłonął), lecz także przepięknym rynkiem z cudnymi, choć strasznie zaniedbanymi kamieniczkami z XVII-XVIII w.(niesamowicie trafne jest przewodnikowe określenie, że „miejsce to ma perwersyjny prowincjonalny urok”…)

Średniowieczny krzyż pokutny w Kochanowie.

Średniowieczny krzyż pokutny w Kochanowie.

Średniowieczny krzyż pokutny w Kochanowie.

Średniowieczny krzyż pokutny w Kochanowie.

Do stołu sądowego w Kochanowie.

Do stołu sądowego w Kochanowie.

Średniowieczny stól sądowy, Kochanów.

Średniowieczny stól sądowy, Kochanów.

SĄD RODZINNY.

SĄD RODZINNY.

Ugoda.

Ugoda.

Domy tkaczy (pocz. XVIII) w Chełmsku Śląskim.

Domy tkaczy (pocz. XVIII) w Chełmsku Śląskim.

Domy tkaczy (pocz. XVIII) w Chełmsku Śląskim.

Domy tkaczy (pocz. XVIII) w Chełmsku Śląskim.

Barokowe podcieniowe kamieniczki (XVII-XVIII) w Chełmsku Śląskim.

Barokowe podcieniowe kamieniczki (XVII-XVIII) w Chełmsku Śląskim.

3 maja 2012, czwartek 

24 oC, przyjemnie, ale przelotne deszcze i burze po południu zamieniają się w jedną wielką burzę z ulewami

Wyprawa w Góry Sokole (ok. 4,5 godziny z dojazdem)

Podjeżdżamy pod schronisko Szwajcarka, główną bazę wypadową w tej okolicy, zarówno dla „zwykłych” turystów, jak i dla wspinaczy (droga dość kiepska i trudno ją znaleźć, ale dzięki informacjom ze strony internetowej schroniska udaje nam się bez problemu).

Wybieramy się na chyba najpopularniejszy w tej okolicy czerwony szlak na Sokolik. To również jak dotąd najbardziej zatłoczona trasa naszego wyjazdu, na szczęście nie ma tu raczej zorganizowanych grup, tylko ekipy kilkuosobowe, często z dziećmi (bo szlak dość krótki, a efektowny).

Mijamy Husyckie Skały i ruszamy wygodnymi zakosami na szczyt. R. i T. urządzają po drodze zbójeckie napady na M. i S., którzy oczywiście niczego się nie spodziewają:-)

Na szczycie Sokolika (642 m n.p.m.) cieszy oko kilka sporych skałek, na które wchodzą „skałkowcy”; my zadowalamy się zdobyciem punktu widokowego na szczycie (schody są bezpieczne, ale niektóre osoby mogą mieć problem z lękiem wysokości).

Tymuś nasz dzisiejszy cel wycieczki określa mianem „parówki”, ponieważ firma Sokołów wypuściła na rynek parówki dla dzieci o nazwie Sokoliki:) Sebuś (na szczęście) nie jest zainteresowany zdobywaniem szczytu, wystarczyły mu kamienie i odrobina swobody w okolicy szczytu. Obaj chłopcy b. dzielnie dziś maszerują.

Wycieczkę kończymy posiłkiem ze schroniskowego bufetu: pierogami ruskimi (niestety nie były domowe) i zupą jarzynową.

Zarówno schronisko, jak i najbliższa okolica mają swój klimat, tylko budynek wymaga remontu i może należałoby się zastanowić, czy koniecznie trzeba tu wpuszczać tyle samochodów (ale nie narzekamy na to, bo dzięki temu z dziećmi było nam łatwiej dotrzeć do punktu wyjścia).

W samochodzie tym razem zasypiają obaj chłopcy i po powrocie do domu śpią jeszcze ponad godzinę (bo dzisiaj po raz kolejny wstali kilkanaście minut po 5 rano…

Góry Sokole od strony Karkonoszy.

Góry Sokole od strony Karkonoszy.

Schronisko Szwajcarka (30. XIX), Rudawy Janowickie.

Schronisko Szwajcarka (30. XIX), Rudawy Janowickie.

Na Sokolik.

Na Sokolik.

'Skróty' Tyma.

‚Skróty’ Tyma.

Na Sokolik.

Na Sokolik.

Zbójcy na szlaku.

Zbójcy na szlaku.

Zbójcy porwali Sebusia.

Zbójcy porwali Sebusia.

Sokolik (642 m n.p.m.), Góry Sokole, Rudawy Janowickie.

Sokolik (642 m n.p.m.), Góry Sokole, Rudawy Janowickie.

Widok z Sokolika na Karkonosze.

Widok z Sokolika na Karkonosze.

Widok z Sokolika.

Widok z Sokolika.

Mały Sokolik.

Mały Sokolik.

Wyprawa do sztolni „Włodarz” w kompleksie Riese (Olbrzym):  zwiedzanie 1,5 godziny

To bardzo tajemnicze miejsce pozwala puścić wodze fantazji na temat przeznaczenia skomplikowanych podziemnych konstrukcji i ewentualnych skarbów, jakie jeszcze mogą kryć podziemia w Górach Sowich.

Podczas wędrówki przez podziemne korytarze zaskakuje nas ilość błota, jaka zostaje na naszych butach, spodniach i kurtkach… głównie za sprawą szarpiącego się na rękach Sebusia. Dla małych dzieci nie jest to pewnie najlepsza atrakcja (no, może poza możliwością nieustannego wrzucania kamyczków do kałuż), ale Tymuś jest już bardzo zadowolony i nawet sporo wynosi z seansu filmowego w podziemnej sali kinowej (Sebusiowi natomiast podczas projekcji najbardziej podobają się wybuchy… Krzyczy: „bomba, bomba”!)

Kulminacją wyprawy jest „rejs” łodziami po zalanym odcinku sztolni – to naprawdę oryginalna atrakcja!

Przewodnik opowiada ciekawie i nie przeszkadzają mu dzieciaki. Wynosimy z Olbrzyma dużo refleksji na temat tysięcy ludzi, którzy zakończyli swoje życie w tym miejscu (nawet Tymuś wpada w refleksyjny nastrój, przyswajając różne informacje o okresie wojny). Ciekawie snuje się nam też domysły na temat hipotetycznego przeznaczenia sztolni i ewentualnych ukrytych w nich skarbach i tajemnicach.

Włodarz - kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz – kompleks Riese (Olbrzym).

Który kask będzie pasował...

Który kask będzie pasował…

Włodarz - kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz – kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz - kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz – kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz - kompleks Riese (Olbrzym).

Włodarz – kompleks Riese (Olbrzym).

Na łodziach.

Na łodziach.

Dzielni turysci do wyjścia!.

Dzielni turysci do wyjścia!.

4 maja 2012, piątek

Przed południem przelotny deszcz 16oC, po południu pogodnie, 20 oC

W związku z ciemnymi chmurami na horyzoncie, które widzimy rano z okna, rezygnujemy ze spaceru w góry i przyjmujemy Plan B: zwiedzanie ruin gotyckiego zamku piastowskiego w Bolkowie (XIII w., potem rozb.).

Zwiedzanie ruin zamków z dziećmi lubiliśmy od zawsze, więc – jak się spodziewaliśmy – miło spędzamy czas i tym razem. Dla Tymusia największą atrakcją – jak zawsze – jest wejście na wieżę; Sebuś natomiast standardowo rozgląda się za kamyczkami i kałużami, w które można by je wrzucać. Na szczyt wieży też dzielnie sam wchodzi.

Miejsce jest godne polecenia, przyjazne i dobrze przygotowane na przyjęcie turystów. Już sam widok na pofalowane pola z zamkowej wieży byłby dla nas wystarczającym powodem, by tu przyjechać.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

To prawdziwie męska sprawa.

To prawdziwie męska sprawa.

Muzeum Zamkowe.

Muzeum Zamkowe.

Wchodzimy na wieżę.

Wchodzimy na wieżę.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Ruiny zamku Piastów (XIII) w Bolkowie.

Na wieży bolkowskiego zamku.

Na wieży bolkowskiego zamku.

Rycerskie zdobycze chłopaków.

Rycerskie zdobycze chłopaków.

Sebus przed wycieczką.

Sebus przed wycieczką.

I Sebuś po wycieczce.

I Sebuś po wycieczce.

W drodze powrotnej Sebuś oczywiście – jak zawsze zasypia, ale – o dziwo – budzi się przy przenoszeniu z samochodu. Dzięki temu po krótkim odpoczynku w domu możemy ruszyć na kolejną wyprawę: do Kolorowych Jeziorek (k. Wieściszowic) w Rudawach Janowickich. (Po drodze jemy obiad w przyklasztornej restauracji w Krzeszowie – pyszne domowe jedzenie, niestety, nie najtańsze.)

Rudawy Janowickie mają swój niepowtarzalny urok. Urzekł nas już Sokolik, a dzisiejsza wyprawa utwierdziła nas tylko w tym przekonaniu. A na pewno było by jeszcze milej, gdyby nie towarzyszyły nam ciągle przewijające się grupki ludzi (uroki długiego majowego weekendu…)

Jeziorka powstały w wyrobiskach po dawnych kopalniach, a swój niespotykany kolor wody zawdzięczają obecnym w skałach minerałom. Kolorowe Jeziorka nie są może jakoś nadzwyczaj spektakularne: są niewielkie i kolor wody prezentuje się mniej jaskrawie niż na folderach reklamowych (na pewno najlepiej je odwiedzić w słoneczny dzień). To raczej miejsce kameralne, ale o wyjątkowym, niepowtarzalnym charakterze.

Sebuś jest zachwycony, bo może wrzucać swoje kamyczki do woli. M. może się więc spełniać turystycznie: razem z Tymusiem (sam chętnie wprosił się na dalszy spacer! Takiego mamy kumpla, ha!) zostawia „tuptupistów” nad Błękitnym Jeziorkiem i idą zobaczyć trzeci, najdalej położony, Zielony Stawek (który, nota bene, najbardziej rozczarowuje: jest tak niepozorny, że M. z T. przeoczają go i zapędzają się szlakiem dużo za daleko; T. nazywa stawek „stawkiem przegapkiem”).

Aha, uwaga na drogi prowadzące do kolorowych jeziorek! My, nieświadomi niczego, wybieramy wariant z Kamiennej Góry przez Raszów i Wieściszowice: droga jest tak dziurawa i zakałużowiona, że M. obgryza wszystkie paznokcie na dojeździe (choć, musimy przyznać, jest bardzo malowniczo).

Z Raszowa do Wieściszowic (Rudawy Janowickie).

Z Raszowa do Wieściszowic (Rudawy Janowickie).

Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich.

Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich.

Żółte Jeziorko.

Żółte Jeziorko.

Gdzie by tu wrzucić kamień...

Gdzie by tu wrzucić kamień…

O, tu można!.

O, tu można!.

Czerwone Jeziorko (zabarwione żelazem).

Czerwone Jeziorko (zabarwione żelazem).

Między Żółtym i Czerwonym Jeziorkiem...

Między Żółtym i Czerwonym Jeziorkiem…

Błękitne Jeziorko.

Błękitne Jeziorko.

Błękitne Jeziorko.

Błękitne Jeziorko.

Odopczynek przy ZIelonym Stawku.

Odopczynek przy ZIelonym Stawku.

PRZESZKODA, czyli to, co Tymo lubi najbardziej.

PRZESZKODA, czyli to, co Tymo lubi najbardziej.

Na parkingu czeka tuptupista.

Na parkingu czeka tuptupista.

Po powrocie z wycieczki chłopcy mają siłę poszaleć jeszcze na swoich rowerkach w okolicy domu. Dobrze, dobrze, może wreszcie dłużej pośpią!

5 maja 2012, sobota  

Kolejny piękny dzień, 23 oC, pogoda psuje się na dobre dopiero wieczorem (ale mieliśmy szczęście!)

Piękna pogoda zachęca nas do wycieczki górskiej, więc rezygnujemy z planów zwiedzenia Zamku Grodno i wybieramy się na wycieczkę z Karpacza do Schroniska nad Łomniczką (żółtym szlakiem; 9:00-15:00 z dojazdami).

Miło wrócić w miejsce, w którym byliśmy podczas lutowych mrozów – Karpacz na wiosnę wygląda tak inaczej, że nawet zastanawiamy się, czy nie pokręciliśmy dróg. Karkonosze z ośnieżonymi szczytami na tle łąk pełnych kwitnących mleczy wyglądają po prostu bajkowo.

Szlak jest bardziej nachylony niż alternatywne (czerwone) dojście spod dolnej stacji „Zbyszka”, ale mamy krótszy dystans do pokonania, co jest lepsze dla naszych chłopców.

Tymusiowi wyraźnie podoba się szlak ułożony z dużych kamieni, skacze po nich jak mała kózka. Dla Sebusia natomiast atrakcją numer jeden jest – jak nietrudno zgadnąć – płynąca po lewej stronie szlaku Łomniczka i małe strumyczki przepływające przez nasza drogę. Wiele razy zatrzymujemy się, żeby Sebuś mógł zaspokoić swoją dziką żądzę wrzucania kamyków do wody. Na szczęście większość drogi w górę S. daje się wnieść w nosidle, dzięki czemu wchodzimy całkiem sprawnie (ok. 1,15’).

Schronisko nad Łomniczką jest niewielkie, klimatyczne i z turystyczną atmosferą (brak prądu, dach z patyków itp.) Sebusia po wyjściu z nosidła rozpiera energia – nawet chcemy go sprzedać chatarowi na rok na przyuczenie (niestety, nie daje się namówić:). Zjadamy pyszne naleśniki i żurek i zarządzamy odwrót.

Wracamy tą samą drogą. Dobrą połowę trasy S. pokonuje na własnych nóżkach mimo nierównej, kamienistej nawierzchni!

W samochodzie chłopcy natychmiast odpadają, a my wydłużamy drogę powrotną o urokliwą przejażdżkę na Przełęcz Okraj. Z drogi roztaczają się naprawdę cudne widoki… Na Przełęczy Okraj M. wyskakuje opstrykać schronisko i upolować pieczątkę.

Wiosenne Karkonosze z okolic Kowar.

Wiosenne Karkonosze z okolic Kowar.

Wiosenne Karkonosze z okolic Kowar.

Wiosenne Karkonosze z okolic Kowar.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

,,Zmęczony piesek''.

,,Zmęczony piesek”.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Do schroniska Nad Łomniczką.

Schronisko Nad Łomniczką.

Schronisko Nad Łomniczką.

Zmęczony turysta...

Zmęczony turysta…

Schronisko Nad Łomniczką.

Schronisko Nad Łomniczką.

Schronisko Na Przełęczy Okraj.

Schronisko Na Przełęczy Okraj.

Wracamy dość późno i mamy przed sobą perspektywę pakowania, więc na popołudniową wycieczkę wybieramy krótki cel: Bacówkę pod Trójgarbem w Górach Wałbrzyskich.

Bacówka jest położona w naprawdę urokliwym miejscu, jest przed nią sporo miejsca na rekreację, widać resztki wiat i placu zabaw. Tym bardziej dziwi nas, że wszystko jest zamknięte na głucho i obiekt wyraźnie niszczeje. Szkoda.

Chłopcy chwilę szaleją na rowerkach, po czym, poganiani zbliżającą się burzą, pakujemy towarzystwo do samochodu i wracamy do siebie, by oddać się upojnemu pakowaniu wieczorem.

Bacówka PTTK Pod Trójgarbem.

Bacówka PTTK Pod Trójgarbem.

Bajkowe widoki przed schroniskiem.

Bajkowe widoki przed schroniskiem.

...ale mi wesoło...

…ale mi wesoło…

Poszalejmy z mamą...

Poszalejmy z mamą…

Udał nam się wyjazd...

Udał nam się wyjazd…

Jestem zawadiaka...

Jestem zawadiaka…

Zgodnie stwierdzamy, że wyjazd udał nam się na piątkę z plusem. Tereny ziemi kamiennogórskiej są wprost wymarzone do aktywnej turystyki, idealne na krótsze i dłuższe wakacje z rodziną.