Dziekanów Nowy

Park Rozrywki Pepeland

2014.06.08

Upał, powyżej 26 stopni

Dzięki ciąży M. mamy rzadką okazję spędzać gorące weekendy w Warszawie i korzystać z miejskich i podmiejskich atrakcji. Od jakiegoś czasu planujemy wyjście na odkryte baseny na Moczydło, ale T. i R. są nadal na antybiotyku, więc ten wariant odpada. Po sobotniej burzy mózgów decydujemy się w końcu odwiedzić Park Rozrywki Pepeland (obecnie Monpepelandia) w Dziekanowie Nowym.

To atrakcja od co najmniej kilku lat figurująca na naszej liście rzeczy do zrobienia. Czytaliśmy o niej niemal w każdym przewodniku po Mazowszu, i to zazwyczaj w samych superlatywach, przez co spodziewaliśmy się atrakcji co najmniej rzędu paryskiego Disneylandu. Może więc nic dziwnego, że rzeczywistość nieco nas rozczarowała – począwszy od zakurzonego parkingu, a skończywszy na ogólnym wrażeniu zaniedbania, braku dbałości o porządek i unoszącego się wokół ducha minionej epoki. Ale w końcu to nie dorośli, tylko dzieci powinni odgrywać tu rolę jurorów – a one były zadowolone: nasi chłopy spędzili w Pepelandzie ponad trzy bite godziny pełne wrażeń.

Ośrodek powstał 15 lat temu i pierwotnie jego funkcją było utrzymywanie stadniny i nauka jazdy konnej (co jest możliwe w dalszym ciągu, a konie są naprawdę piękne). Potem powoli zaczął zmieniać się w park rozrywki, stopniowo wzbogacany w atrakcje i dla dużych, i dla małych gości. Ci pierwsi mogą zakosztować adrenaliny, przechadzając się po zawieszonym wysoko mostku tybetańskim (niestety, obecnie zamknięty) czy próbując swoich sił w zjeździe „windą desantową” z wysokości 3. piętra (całość sprawiała jednak wrażenie mocno niezabezpieczonej, więc nie pozwoliliśmy Tymowi na zjazd). Dzieciaki mogą poszaleć w naprawdę pomysłowym małpim gaju, na odkrytym i zadaszonym placu zabaw, pokręcić się na karuzeli łańcuchowej, napędzanej siłami tatusia bądź mamusi (kupa śmiechu dla całej rodziny gwarantowana). Naszym chłopcom chyba jednak najbardziej podoba się mini wesołe miasteczko – zwłaszcza pływanie sympatycznymi łódeczkami po basenie i karuzele (które – niestety, lata swojej świetności mają już za sobą – młodsi goście nie zwracają na to jednak specjalnej uwagi). Plusem Pepelandu jest też niewątpliwie możliwość zjedzenia na miejscu domowego posiłku – z czego skwapliwie skorzystaliśmy.

Pepeland - wchodzimy.

Pepeland – wchodzimy.

Można pojeździć na psie.

Można pojeździć na psie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Pepelandzkie konie.

Winda desantowa - dla odważnych.

Winda desantowa – dla odważnych.

Klasycznie, ale fajnie.

Klasycznie, ale fajnie.

O rety, rakiety!.

O rety, rakiety!.

Nasz hit - karuzela napędzana tatą.

Nasz hit – karuzela napędzana tatą.

Dmuchańce są zawsze fajne.

Dmuchańce są zawsze fajne.

Karuzela silnikowa - odjazd o 11.00.

Karuzela silnikowa – odjazd o 11.00.

Coś dla młodszych.

Coś dla młodszych.

Po atrakcjach burczy nam w brzuchach.

Po atrakcjach burczy nam w brzuchach.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Małpi gaj.

Winda desantowa w wersji mini.

Winda desantowa w wersji mini.

Minizoo.

Minizoo.

Namiastka dinoparku...

Namiastka dinoparku…

Nasz hit nr 2 - łódeczki.

Nasz hit nr 2 – łódeczki.

To był prawdziwy hit.

To był prawdziwy hit.

Atrakcja na deser.

Atrakcja na deser.

Podsumowując, mimo pewnych zastrzeżeń (w dobie nowoczesnych placów zabaw ośrodek aż prosi się o doinwestowanie) dnia spędzonego w Pepelandzie absolutnie nie uznajemy za stracony. Mamy możliwość doświadczenia miłej, rodzinnej rozrywki i spędzenia kilku godzin na świeżym powietrzu, w otoczeniu zieleni. Atrakcja do polecenia zwłaszcza dla amatorów jazdy konnej, grup zorganizowanych i rodzin z kilkuletnimi dziećmi.