Tatry część I – wschodnia część Orlej Perci, Siwy Wierch, Kopa Kondracka, Przełęcz pod Chłopkiem

2015.07.17, piątek

Upał, 30 stopni

Warszawa – Rzeszów – Zakopane

Rano odstawiamy Grzesia do Babci Urszuli. Trudno nam rozstawać się z nim po raz pierwszy… Na szczęście starsi chłopcy nie pozwalają na długo zagłębiać się w smutnych rozważaniach. Pakujemy ich do samochodu i przyjmujemy azymut na Rzeszów. Jedzie się dość sprawnie (choć droga ta – jak wiadomo – do najszybszych zdecydowanie nie należy), z pierwszym i ostatnim postojem na drugie śniadanie w Ostrowcu Świętokrzyskim. Wyjeżdżamy z domu o 8:00, o Dziadków stawiamy się ok. 13:30.

Zjadamy obiad, chwilę jeszcze rozmawiamy i zostawiamy Tymusia i Sebusia na ich wakacje z Dziadkami. A my naprawdę we dwoje ruszamy dalej! Jedziemy najpierw autostradą na Kraków, potem zjeżdżamy na Zakopiankę. Nie rozdrabniamy się już na żadne postoje po drodze – tak bardzo chcemy szybko dojechać na miejsce. Jeden szybki postój na kawę urządzamy tylko sobie na stacji benzynowej. Słuchamy fantastycznej płyty LaoChe Dzieciom, przypominamy sobie wcześniejsze wypady w Tatry Polskie i Słowackie. Podróż do Zakopanego (razem z postojem) zajmuje nam 4 godziny, od 16:00 do 20:00.

Zakopane jest komercyjne, krzykliwe i zatłoczone, ale my staramy się dostrzec jego inną twarz. Pamiętamy podhalańskie spacery pasmem gubałowskim, mamy sentyment do stylu zakopiańskiego, no i tak wiele miłych wspomnień wiąże nam się z tym miejscem. Z ciekawością więc patrzymy, co się zmieniło, a co zostało po staremu.

Zakwaterowujemy się w przemiłej Cisówce. Powrót w miejsce, z którym wiąże się tyle wspomnień, jest dla nas przyjemnie wzruszający. Nie byliśmy tu już 12 lat… A nie zmieniło się wiele. Nadal jest sympatycznie i przytulnie. Przypominamy sobie, gdzie co stało, kiedy byliśmy w którym pokoju.

Wieczorem dajemy radę tylko się rozpakować i kładziemy się spać – jutro planujemy wczesne wyjście w góry!

 

2015.07.18, sobota

Rano cieplutko (20 stopni) i przepiękne słońce, ok. południa zaczyna się dwugodzinny ciąg burz z ulewami przez wielkie ‚U’

Kasprowy Wierch – Kozia Przełęcz

W planach mieliśmy dziś małą wycieczkę aklimatyzacyjną. A skończyło się … hmm … porządną górską turą na Orlej Perci. Ale co mieliśmy zrobić, jak za oknem od rana przepiękna pogoda i dobre prognozy na cały dzień? Jednak nie ma to jak romantyczna randka we dwoje:)

Rano podjeżdżamy busem do Kuźnic, gdzie – mimo wczesnej pory (jest niewiele po 7:00) – wita nas długaśna kolejka do kas na Kasprowy. A my – hura – bilety mamy w kieszeni! Od niedawna można kupować bilety on line – no nareszcie jakiś dobry pomysł!

Po wjeździe na górę od razu zadziwia nas temperatura na Kasprowym. Jest ponad 20 stopni! Nie do wiary! No to do dzieła, zaczynamy naszą wycieczkę!

Kasprowy Wierch – Świnica (8:25-10:05)

To dla nas wyjątkowa trasa… Jak miło jest pójść tędy znowu! Pogoda jest przepiękna, ludzi coraz więcej, ale sympatycznie można pogadać, trudności techniczne na wejściu na Świnicę niewielkie, widoki rozległe. Powoli odświeżamy naszą niezłą kiedyś znajomość topografii Tatr. Znajdujemy Krywań, Gładką Przełęcz, …. Wszędzie tam kiedyś byliśmy. Ale fajnie!

Na Świnicy (2301 m n.p.m.) dużo odpoczywających osób i trudno znaleźć ustronne miejsce na postój. „Nasza” miejscówa, niestety, zajęta, więc siadamy na pierwszym lepszym miejscu, pałaszujemy kanapki i dalej w drogę.

Kasprowy za nami

Kasprowy za nami

...a Świnica przed nami

…a Świnica przed nami

Kurtkowiec i Dwoisty Staw

Kurtkowiec i Dwoisty Staw

Długi Staw i Zadni Staw Gąsienicowy

Długi Staw i Zadni Staw Gąsienicowy

Na Świnicę

Na Świnicę

Na Świnicę - przed szczytem

Na Świnicę – przed szczytem

W tle Zadni Staw w Piątce

W tle Zadni Staw w Piątce

Świnica – Zawrat (10:30-11:30)

Tu już trudności nieco większe, więc – jak to w szczycie sezonu turystycznego – co jakiś czas robią się korki, a my zatrzymujemy się na konieczne przestoje. Przynajmniej można uspokoić oddech i bliżej postudiować panoramy. Widoki nadal są rozległe, a pogoda słoneczna i gorąca. Zawrat (2159 m n.p.m.) zatłoczony równie mocno jak Świnica, więc nie zatrzymujemy się i ruszamy dalej.

Ze Świnicy kierujemy się na Zawrat

Ze Świnicy kierujemy się na Zawrat

Zadni był dziś fotogeniczny

Zadni był dziś fotogeniczny

Zawrat – Kozia Przełęcz (11:30-13:00, w tym przestoje)

Dalej idziemy w grupce ludzi, ale nie jest uciążliwie – nie licząc dwóch dłuższych wymuszonych przestojów. W sumie sprawnie i bez większych problemów technicznych przechodzimy przez Mały Kozi Wierch (2228 m n.p.m.), słynący z przepięknej panoramy. Sielankę przerywają pierwsze krople deszczu. Rozglądamy się dookoła – faktycznie, nad górami chmury zaczynają się kłębić, ale ich pułap jest wysoki, a wszędzie dookoła świeci słońce. Decydujemy się więc iść dalej. Teren robi się trudniejszy, łańcuchy sprowadzają na Zmarzłą Przełączkę Wyżnią. Słońce już nie świeci, a w stromym, wymagającym Żlebie Honoratka jest nieprzyjemnie ciemno. Przez Zmarzłą Przełęcz przechodzimy jeszcze suchą stopą, ale nie podobają nam się pomruki burzy. Teraz odwrót nie ma już sensu (zresztą szlak jest i tak na tym odcinku jednokierunkowy), szybciej zejdziemy przez Kozią Przełęcz.

Na Mały Kozi Wierch

Na Mały Kozi Wierch

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Widoki z Małego Koziego Wierchu

Schodzimy Żlebem Honoratka

Schodzimy Żlebem Honoratka

Na trawersie Zamarłej Turni zaczyna mocniej padać. Opady wyglądają na lokalne i chwilowe, prognozy pogody jeszcze rano były bardzo dobre, więc wyciągamy peleryny i decydujemy się przycupnąć i przeczekać, przy okazji wrzucając coś na ząb. Zachmurza się jednak coraz bardziej, burza nie przestaje pomrukiwać. Gdy deszcz ustaje, chowamy więc peleryny i zaczynamy sprawnie schodzić w kierunku Koziej Przełęczy. I tu zaczyna się cała zabawa. Ni stąd ni zowąd zaczyna się nawałnica. Zaczyna lać jak z cebra, dodatkowo mocne podmuchy wiatru podrasowują atmsferę. Naprędce wyciągamy kurtki z membraną. Słynną drabinkę sprowadzającą na Kozią Przełęcz pokonujemy w strugach ulewnego deszczu. Nie jest nam do śmiechu. O pamiątkowym zdjęciu nie ma mowy.

Postój, a raczej pokucaj w deszczu

Postój, a raczej pokucaj w deszczu

Kozia Przełęcz – Murowaniec (13:00-15:00)

Z Koziej skręcamy w kierunku Hali Gąsienicowej. Skały robią się niebezpiecznie śliskie, więc zdwajamy ostrożność i marzymy o wejściu w łatwiejszy teren. Początkowy fragment szlaku zejściowego jest trudny technicznie, a nas chłosta wiatr i strumienie deszczu, czujemy jak nawet po majtkach zaczynają płynąć zimne strugi wody. Po chwili zaczyna chlupać także w butach. Aż do samego Murowańca idziemy w ulewie i wietrze, straszeni odgłosami burzy. Chodzimy już po Tatrach tyle lat, wiele razy spotkaliśmy załamanie pogody, ale takich ilości deszczu jak dziś nie widzieliśmy jeszcze chyba nigdy. Cóż, gdy mówimy innym o planowanej randce, myślą, że jedziemy do SPA. A dziś mamy Sante Per Aqua. I to jakie!

Ostatnie spojrzenie w kierunku Koziej Przełęczy

Ostatnie spojrzenie w kierunku Koziej Przełęczy

Schodzimy do Murowańca, w tle Kościelec

Schodzimy do Murowańca, w tle Kościelec

W Murowańcu, przemoczeni do suchej nitki i zziębnięci, z chęcią pałaszujemy obiad. Próbujemy też znaleźć jakieś suche ciuchy do przebrania. Spodnie i bluzkę mamy, ale co z tego, gdy z majtek kapie woda? Ze skarpetek wyciskamy chyba z pół litra wody.

Murowaniec – Kuźnice przez Dol. Jaworzynkę (16:00-17:30)

Po wyjściu z Murowańca wita nas piękne słońce, a burza bierze się za pasmo gubałowskie. Wybieramy wariant przez Jaworzynkę, szybciej pokonujący różnicę wzniesień. Dopiero teraz porządnie czujemy zmęczenie. W Kuźnicach łapiemy busa – nie mamy już ochoty na kilkukilometrowy spacer w okolice dworca.

Ogrzaliśmy się, najedliśmy i Murowaniec zostaje za nami

Ogrzaliśmy się, najedliśmy i Murowaniec zostaje za nami

Szałasy w Dolinie Jaworzynki

Szałasy w Dolinie Jaworzynki

Wieczorem czas na wielkie suszenie. Mokre plecaki, buty, ciuchy. Dajemy już dziś radę wyjść tylko po niezbędne zakupy. Co by tu zrobić jutro?

Nasz czas: 8:30-17:30, 15 km, ok. 500 m w górę i 1500 m w dół

 

2015.07.19, niedziela

Upalnie, na szczytach wietrznie, krótki przelotny deszcz po południu

Na Siwy Wierch

Oj, po wczorajszej wycieczce ‘aklimatyzacyjnej’ dziś nie możemy ruszyć ręką ani nogą Nie decydujemy się więc na wyprawę na Przełęcz pod Chłopkiem, tylko na nieco krótszą wycieczkę. Po burzliwych naradach na co się zdecydować, jedziemy na Siwy Wierch w słowackich Tatrach Zachodnich.

Na Siwym byliśmy już dwukrotnie – raz wchodziliśmy szlakiem przez Babki, raz przez Białą Skałę. Za każdym razem widoczność była zerowa. Dziś wybieramy wariant wejściowy przez Białą Skałę, ale tym razem mamy piękną pogodę i rozległe panoramy – mamy więc wrażenie, że idziemy tędy po raz pierwszy.

Podjeżdżamy samochodem do Zuberca, gdzie 11 lat wcześniej spędziliśmy wyjątkowo udane tatrzańskie wakacje. Miło poprzyglądać się znajomym kątom. Następnie kierujemy się drogą w stronę Liptowskiego Mikulasza, przejeżdżamy obok znajomego kamieniołomu i wypatrujemy z samochodu punkt wyjścia czerwonego szlaku.

O 9:15 ruszamy w górę. Szlak wiedzie początkowo dość stromo lasem. Wokół widać ślady po zrywce drewna. Kolejne zakosy pną się stromo w górę, a my każdy krok przypłacamy bólem nóg, rąk, chyba wszystkiego, co mamy. Bolą nas nawet mięśnie, o istnieniu których wcześniej nie wiedzieliśmy. Oj, będzie się wesoło schodziło… Po półtorej godziny z chęcią zatrzymujemy się na postój w okolicach Białej Skały. Widok przed nami przepiękny, wapienne skały niezwykle malownicze.

Punkt wyjścia szlaku za Zubercem. Ruszamy.

Punkt wyjścia szlaku za Zubercem. Ruszamy.

Najpierw nasza ścieżka wije się przez las.

Najpierw nasza ścieżka wije się przez las.

Potem odsłaniają się widoki. Postój w okolicy Białej Skały.

Potem odsłaniają się widoki. Postój w okolicy Białej Skały.

Po postoju wstać trudno, ale ruszamy dzielnie w dalszą drogę. Docieramy do górnej granicy lasu i wkraczamy w świat niezwykle bujnej roślinności. Kosodrzewina pięknie komponuje się z różnymi gatunkami kwiatów, wokół soczysta zieleń wdzierająca się na ścieżkę. Wypatrujemy nawet goździki lśniące (niezwykle rzadko spotykane w słowackich Tatrach, w Polsce już nieobecne) i lilię złotogłów. Obiecujemy sobie poutrwalać kwiaty na zdjęciach w drodze powrotnej.

Widzimy lilię złotogłów.

Widzimy lilię złotogłów.

Powyżej kosodrzewiny wkraczamy na teren skalny. Skały są tu niezwykle kruche, ścieżka wąska i w wielu miejscach trzeba uważać na pośliźnięcia, ale czego się nie robi dla takich widoków! „Dolomitowy park skalny” – jak to określił Nyka – wywiera ogromne wrażenie. Szlak kluczy między wapiennymi skałami o przedziwnych kształtach, w kilku miejscach musimy domyślać się przebiegu ścieżki. Przed samym szczytem musimy jeszcze pogimnastykować się w dwóch stromych, ale krótkich kominkach ubezpieczonych łańcuchami, i już stajemy na szczycie.

Siwy Wierch w pełnej krasie.

Siwy Wierch w pełnej krasie.

Wkraczamy w dolomitowy park skalny.

Wkraczamy w dolomitowy park skalny.

Na Siwym WIerchu (1805 m n.p.m.).

Na Siwym WIerchu (1805 m n.p.m.).

Siwy Wierch, położony na zachodnim krańcu grani głównej Tatr, jest niezłym punktem widokowym. Przypominamy sobie kolejne szczyty z grani głównej, zgadujemy, co widać na horyzoncie. W okolicy szczytu bardzo mocno jednak wieje, więc na odpoczynek znajdujemy zaciszny grajdołek kilkadziesiąt metrów dalej.

Widok w kierunku grani głównej.

Widok w kierunku grani głównej.

Widok na Przełęcz Palenica.

Widok na Przełęcz Palenica.

Wracamy tą samą drogą. Zejście niby obiektwnie jakieś bardzo długie nie jest, ale dlaczego te kolana i uda tak bolą? R. w desperacji próbuje nawet w pewnym momencie schodzić tyłem;) Tuż przed samochodem łapie nas krótki, ale bardzo intensywny deszczyk.

Schodzimy.

Schodzimy.

I znów wchodzimy w scenerię skalną.

I znów wchodzimy w scenerię skalną.

Dzwonki alpejskie.

Dzwonki alpejskie.

Szukanie szlaku to niezła zabawa.

Szukanie szlaku to niezła zabawa.

Formacje skalne mają tu niezwykłe kształty.

Formacje skalne mają tu niezwykłe kształty.

Omieg górski.

Omieg górski.

I piękny tojad mocny.

I piękny tojad mocny.

Wracając samochodem, robimy sobie jeszcze objazd Zuberca, wypatrując znajomych miejsc. Na obiad zajeżdżamy do restauracji U Śliwy w Chochołowie.

Wieczorem wybieramy się jeszcze na mszę do kościoła na Chramcówkach i idziemy na naszą własną modlitwę drogą Do Samków.

Nasz czas: 9:15-12:45 w górę, 13:10-15:45 w dół plus dojazd.

Dystans: ok. 10 km, przewyższenie ok. 900 m

 

2015.07.20, poniedziałek

Rano pochmurno i deszczowo, potem słonecznie i 25 stopni

Doliną Małej Łąki na Kopę Kondracką

Po wieczornych burzach wita nas pochmurny ranek. Rezygnujemy więc z planowanych wypraw w rejon Morskiego Oka i postanawiamy zrobić jakąś wycieczkę gdzieś w pobliżu.

Pretekst zawsze się znajdzie. Tym razem planujemy odwiedzić raz jeszcze wszystkie schroniska po polskiej stronie Tatr i przywieźć z nich ostemplowaną pieczątkę do naszego nowego „papierowego” albumu „Schroniska gór polskich”. Dawno nie byliśmy na Kondratowej i Kalatówkach – to może wycieczka w tamtą okolicę?

Ruszamy Doliną Małej Łąki. Cały czas wisi nad nami ciężkie, deszczowe niebo – zastanawiamy się: rozpada się, czy wytrzyma? Dość sprawnie przechodzimy pierwszą lesistą część doliny, zostawiamy po prawej odgałęzienie na Przysłop Miętusi. Na Wielkiej Polanie Małołąckiej zachwycamy się pięknymi kobiercami kwiatów tatrzańskich – cieszy nas to, że coraz więcej z nich udaje nam się rozpoznać! Kiedy dochodzimy do końca polany, zaczyna kropić i robi się naprawdę ciemno. Staramy się jednak trzymać fason i idziemy dalej.

Wielka Polana Małołącka.

Wielka Polana Małołącka.

Tak miło się nią idzie.

Tak miło się nią idzie.

Dalej szlak zaczyna piąć się coraz stromiej. Choć Dolina Małej Łąki to najmniejsza walna dolina Tatr Polskich, to ma aż trzy kotły polodowcowe. Szybko dochodzimy do pierwszego Upłazów Wyżnich. Za nim, w lesie robimy pierwszy postój.

Idąc wyżej (i coraz stromiej – czują to nasze ciągle zbolałe nogi…), podziwiamy rowki krasowe wyraźnie widoczne na wapiennych głazach i skałach. Podziwiamy widoki na otoczenie drugiego kotła polodowcowego – Świstówki.

Forsujemy kolejne progi doliny Małej Łąki.

Forsujemy kolejne progi doliny Małej Łąki.

Chwilami widok zasłaniają nadchodzące chmury, przez moment idziemy zupełnie bez widoków. Coraz bardziej żmudnymi zakosami przez kosówkę dochodzimy na Przełęcz Kondracką, zostawiając po prawej stronie trzeci kocioł polodowcowy – Wielką Świstówkę.

Do Przełęczy Kondrackiej coraz bliżej.

Do Przełęczy Kondrackiej coraz bliżej.

Na Przełęczy Kondrackiej zastajemy już sporo turystów kierujących się na Giewont. Na Giewoncie byliśmy już trzykrotnie, różnymi drogami – dziś nie mamy ochoty na marsz w tłumie. Będziemy kierować się w drogą stronę, ale najpierw chowamy się przed wiatrem za skały na stronę Kondratowej i posilamy się przed dalszą drogą. Mamy pełen przegląd turystów idących na Giewont – jest nieźle… Niektórym zdarza się zapędzić zupełnie w niewłaściwym kierunku i potem reszta ich grupy krzyczy, żeby wracali spod Kopy Kondrackiej, bo przecież na Giewont w drugą stronę…

Na Przełęczy Kondrackiej (1725 m n.p.m.). Rzut oka na Giewont.

Na Przełęczy Kondrackiej (1725 m n.p.m.). Rzut oka na Giewont.

Pogoda jest zmienna – to chmury, to słońce, to zimny wiatr, to chwile upału. Mimo pierwotnych planów zejścia od razu do schroniska stwierdzamy, że pójdziemy okrężną drogą i zejdziemy dopiero z Przełęczy pod Kopą Kondracką. Dawno tu nie byliśmy. Zmiany planów nie żałujemy. Widoki, jakie rozpościerają się przed nami podczas podchodzenia na Kopę Kondracką, rekompensują wysiłek. Widać całe Tatry Wysokie, od Krywania przez Gierlach, Wysoką, Świnicę, Granaty aż po Żółtą Turnię. Zapomnieliśmy już, że tak tu pięknie!

Ruszamy w kierunku Kopy Kondrackiej

Ruszamy w kierunku Kopy Kondrackiej

Widok w kierunku Tatr Wysokich. Łatwo zlokalizować Kasprowy.

Widok w kierunku Tatr Wysokich. Łatwo zlokalizować Kasprowy.

Przełęcz Kondracka i Giewont zostały za nami.

Przełęcz Kondracka i Giewont zostały za nami.

Przełęcz pod Kopą Kondracką - nasz cel!

Przełęcz pod Kopą Kondracką – nasz cel!

Podejście na Małołączniak wygląda imponująco.

Podejście na Małołączniak wygląda imponująco.

Z prawej Krywań, z lewej Orla Perć.

Z prawej Krywań, z lewej Orla Perć.

Na szczycie Kopy Kondrackiej robimy tylko zdjęcia, bo zimny wiatr nie pozwala na dłuższe podziwianie widoków. Schodzenie dzisiaj nie należy do łatwych – przy każdym kroku czujemy i kolana, i chyba wszystkie mięśnie nóg. Mimo to w miarę sprawnie schodzimy na Przełęcz pod Kopą Kondracką i ruszamy zakosami w stronę schroniska na Hali Kondratowej. Jak zwykle zejście trochę się dłuży, ale dzisiaj dodatkową atrakcją są wolontariusze wnoszący siatki do regeneracji otoczenia szlaków. Wcześniej widzieliśmy już poprawiony szlak między Kopą Kondracką a Przełęczą Kondracką – naprawdę dobra robota. Nie robimy dłuższego postoju, przystajemy tylko, żeby dać chwilę oddechu kolanom.

Zejście na Halę Kondratową.

Zejście na Halę Kondratową.

W schronisku na Hali Kondratowej wciągamy po talerzu żurku (średniego – jajko w nim było, ale kiełbasy trzeba było szukać – M. znalazła, a R. nie…) i piwo (chmiel dla regeneracji mięśni oczywiście!).

Schronisko na Hali Kondratowej.

Schronisko na Hali Kondratowej.

Prawdziwą ucztę mamy dopiero na Kalatówkach. Wyremontowany hotel i odnowiona restauracja zachęcają do odwiedzin, a turystów – o dziwo – niewielu. Jemy zestaw obiadowy – pyszną zupę jarzynową i średni kotlet z pieczonymi ziemniakami i buraczkami – za 21 zł z kompotem to jednak świetna propozycja dla strudzonych wędrowców.

Hotel Górski Kalatówki.

Hotel Górski Kalatówki.

Myślenickie Turnie i Kasprowy Wierch.

Myślenickie Turnie i Kasprowy Wierch.

Schodzimy do Kuźnic kamienisto-brukowaną drogą, wspominając nasze poprzednie odwiedziny tej okolicy. Podczas zejścia mijamy zadziwiająco niewielu jak na szczyt sezonu turystów – czyżby wszyscy akurat wtedy byli na Giewoncie? Dla nas to dobrze – mieliśmy dzisiaj naprawdę przemiły spacer!

Nasz czas: 8:10 – 11:05 na Przełęcz Kondracką, 11:30 – 16:00 przez Kopę Kondracką do Kuźnic

Dystans: 13,5 km, przewyższenie: 1170 m w górę, 1080 m w dół

 

2015.07.21, wtorek

Niewielkie zachmurzenie, e górach komfort termiczny, na dole 25 stopni

Na Przełęcz pod Chłopkiem

„Już nie zejdę, już nie zejdę, ale sobie chociaż wejdę” – śpiewali bohaterowie sztuki „Na przełęczy” Witkacego. A my i weszliśmy, i zeszliśmy – na Przełęcz pod Chłopkiem oczywiście. Za nami dłuuuga, ale jaka piękna wycieczka!

Obawiając się tłumów walących do Moka i wyżej w środku sezonu, rano zabijamy w sobie śpiocha i już o 6:45 maszerujemy z Palenicy w kierunku Morskiego Oka. Pokonywaliśmy tę samą trasę o tej samej porze w sierpniu 2003 roku i wtedy spotkaliśmy tylko nielicznych turystów. Dziś, mimo wczesnej godziny, szliśmy razem z kilkoma innymi grupkami turystów. Tak czy siak, ta trasa pokonywana bez dzikich tłumów i o poranku jest o niebo piękniejsza niż w zatłoczonych godzinach popołudniowych. Dolina Białki w otoczeniu majestatycznych szczytów naprawdę jest imponująca. Idziemy szybkim krokiem. Dróżnikówka, Wodogrzmoty, Włosienica, Zakręt Ejsmonda – jakoś szybko mija nam trasa. Ani się oglądamy i zajadamy szarlotkę na werandzie schroniska w Morskim Oku. O tej porze jest tu kameralnie i bardzo przyjemnie.

Schronisko PTTK nad Morskim Okiem.

Schronisko PTTK nad Morskim Okiem.

O 9:15 ruszamy dalej. Razem z nami idzie już sporo osób, ale mamy nadzieję, że większość skręci na szlak na Rysy. Mamy wrażenie, że na podejściu pod Czarny Staw pod Rysami zaczynają się wyścigi – kto kogo przegoni. My idziemy swoim tempem, pilnując równego oddechu. Po 45 minutach jesteśmy nad Czarnym Stawem pod Rysami. Ale tu pięknie… 500-metrowa ściana Kazalnicy i inne szczyty są idealną oprawą dla lustra wody. Obserwujemy dwie młode pary, robiące sobie zdjęcia w ramach sesji ślubnej.

Mięgusze i Cubryma przeglądają się w Morskim Oku.

Mięgusze i Cubryma przeglądają się w Morskim Oku.

Brzeg Morskiego Oka - rano tak tu pusto i pięknie...

Brzeg Morskiego Oka – rano tak tu pusto i pięknie…

Kaskady potoku z progu Czarnego Stawu.

Kaskady potoku z progu Czarnego Stawu.

Otoczenie Czarnego Stawu pod Rysami.

Otoczenie Czarnego Stawu pod Rysami.

Teraz nasz szlak skręca w prawo. Początkowo idziemy wygodnie ułożoną ścieżką wśród kosodrzewin. Przyjemnie się przeluźnia. Ani za nami, a nie bezpośrednio przed nami nie idzie nikt. Widoki na Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami zachwycają! Po chwili po raz pierwszy trzeba wyjąć ręce z kieszeni – pokonujemy niewielki żleb, którym spływa strumyk. Docieramy do BandziochaKotła Mięguszowieckiego – i tu siadamy na kolejny postój. Chowamy kijki – za chwilę będą bardziej przeszkadzać niż pomagać.

Wchodzimy w kierunku wylotu Bandziocha.

Wchodzimy w kierunku wylotu Bandziocha.

Morskie Oko coraz niżej.

Morskie Oko coraz niżej.

Toń Morskiego Oka jak piękna laguna.

Toń Morskiego Oka jak piękna laguna.

Idziemy dalej.

Idziemy dalej.

Czarny Staw pod Rysami.

Czarny Staw pod Rysami.

Szlak wspina się wzdłuż potoczku do Bandziocha.

Szlak wspina się wzdłuż potoczku do Bandziocha.

Od tego momentu zaczyna się najciekawsza część wycieczki – po dobrze urzeźbionej skale wspinamy się na Kazalnicę. Trudności są umiarkowane, jednak na pewno nie jest to szlak dla początkujących. I lepiej go pokonywać przy ładnej pogodzie.

Impresja ze szlaku.

Impresja ze szlaku.

...i wyżej - przed nami Kazalnica.

…i wyżej – przed nami Kazalnica.

Widok z Kazalnicy - jak z lotu ptaka.

Widok z Kazalnicy – jak z lotu ptaka.

Na Kazalnicy.

Na Kazalnicy.

Widok z Kazalnicy nas urzeka. Przede wszystkim jest dla nas bardzo… oryginalny. Widać Wysoką, Rysy, część Mięguszy, Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami z bardzo „nieoklepanej” strony. Dalsza część trasy wiedzie wąską i dość eksponowaną grzędą pod ścianę Czarnego Szczytu Mięguszowieckiego. Trudności obiektywnych nie ma, ale jest jakoś tak bardzo „powietrznie”. Cieszymy się, że ścieżka jest sucha. Mała dawka adrenaliny tylko wzbogaca wrażenia z wycieczki. Ostatni fragment to eksponowany trawers wprowadzający na Przełęcz pod Chłopkiem. Trudności nie ma dużych, ale na pewno trzeba uważać. Zwłaszcza końcowy odcinek, po skałach mylonitycznych (powstałych z innych pokruszonych skał) jest usypujący się i zdradliwy. Zastanawiamy się, gdzie dokładnie jest ta słynna „powietrzna galeryjka”. Dla nas cały trawers wyglądał podobnie.

A teraz w kierunku Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego.

A teraz w kierunku Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego.

Widzimy szlak na Szpiglasową.

Widzimy szlak na Szpiglasową.

Tą drogą weszliśmy.

Tą drogą weszliśmy.

Coraz wyżej.

Coraz wyżej.

I coraz bliżej celu.

I coraz bliżej celu.

Na Przełęczy pod Chłopkiem (2307 m n.p.m.) przede wszystkim oglądamy widoki. W dole po słowackiej stronie jak na dłoni widać Stawy Hińczowe i Koprowy Szczyt. Przypominamy sobie, jak pokonywaliśmy tę trasę w lipcu 2005 r., a M. okropnie bolał ząb:) Z odpoczynku rezygnujemy – na południu kłębią się brzydkie ciemne chmury, a przed nami powrót wymagający uwagi.

Udało się - jesteśmy na Przełęczy pod Chłopkiem.

Udało się – jesteśmy na Przełęczy pod Chłopkiem.

Morskie Oko z Przełęczy pod Chłopkiem.

Morskie Oko z Przełęczy pod Chłopkiem.

Stawy Hińczowe z Przełęczy pod Chłopkiem.

Stawy Hińczowe z Przełęczy pod Chłopkiem.

Koprowy Wierch i grań Hrubego

Koprowy Wierch i grań Hrubego

Wracamy tą samą trasą. Im niżej jesteśmy, tym bardziej zostawiamy za sobą świat dzikiej przyrody, a wkraczamy do zatłoczonej i głośnej rzeczywistości otoczenia Morskiego Oka w pełni sezonu turystycznego. Od Czarnego Stawu pod Rysami idziemy w sznureczku ludzi. Wokół Morskiego Oka ledwo można przejść. Do schroniska na obiad się nie wciskamy, więc schodzimy 1,5 km dalej i zjadamy coś w pawilonie gastronomicznym przy Włosienicy.

Ostatnia porcja, czyli zejście asfaltem w dół, do specjalnie przyjemnych nie należy, ale co zrobić. Zagłębiamy się w kolorowy tłum. Idąc, mamy wrażenie, że przypominamy czerwone krwinki z kultowego serialu naszego dzieciństwa „Było sobie życie”:)

Ale ten końcowy odcinek można wymazać. Cała reszta dostarczyła nam fantastycznych wrażeń turystycznych, estetycznych, sportowych… Zgodnie stwierdzamy, że szlak na Przełęcz pod Chłopkiem zaliczamy do kolekcji naszych ulubionych szlaków tatrzańskich.

Wracając samochodem do Zakopanego, zajeżdżamy jeszcze tylko na Jaszczurówkę kupić linę do chodzenia dla naszych chłopaków.

Nasz czas: 6:45-12:45 wejście; 13:00-17:45 zejście (ze wszystkimi odpoczynkami). 26 km, ponad 1300 m przewyższenia

Rysy w pełnej krasie (z Kazalnicy) - będziemy tam już jutro!

Rysy w pełnej krasie (z Kazalnicy) – będziemy tam już jutro!