Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji

Szukacie miejsca na nietuzinkowy spacer z dziećmi? Takiego, by dało się dojechać wózkiem i żeby nie było za daleko dla malutkich nóżek? To wycieczka dla Was! Tu można w ciągu kilku minut być w trzech krajach i samemu przekonać się, jak umowne bywają granice. Trasa z przysiółka Jaworzynki o wdzięcznej nazwie Trzycatek ma zaledwie kilometr długości i prowadzi asfaltową drogą. Na sam trójstyk trzeba jeszcze zejść kilkadziesiąt metrów po schodach. W zimie można zjechać na sankach albo jabłuszku – sprawdzone!

 

Zimowy spacer z dziećmi z Jaworzynki na Trójstyk

31 grudnia 2018, poniedziałek, Sylwester

Pochmurno z przejaśnieniami, ok. 0 st.

Po nocnych opadach z dużym wysiłkiem odkopujemy samochód spod śnieżnej zaspy 😉 i ruszamy do przysiółka sąsiedniej Jaworzynki – Trzycatka. Niewielki parking znajdujemy obok ronda, z którego ruszaliśmy na taki sam spacer prawie 10 lat temu we dwoje, podczas zimowego wyjazdu do Szczyrku (relacja tutaj)

Żółtym szlakiem z Jaworzynki-Trzycatka na Trójstyk

Po kilku minutach szlak opuszcza zabudowania przysiółka i wyprowadza na miłe, widokowe wzniesienie. Panorama beskidzkich zalesionych wzgórz, poprzeplatanych przysiółkami, po nocnych opadach śniegu jest bardzo malownicza. Droga jest bardzo dobrze odśnieżona, problemem bywa tylko odrobina lodu pod nogami, ale to właściwie dodatkowa frajda. Spokojnie można by tę trasę pokonać z wózkiem, my jednak już mamy nieco starsze dzieciaki ;-). Starszaki przekopują jabłuszkami zaśnieżone pobocza drogi, a Grześ tradycyjnie ciągnie swoje puste sanki.

Na trójstyk ruszamy z Trzycatka – przysiółka Jaworzynki.

Po chwili kończą się zabudowania i zaczynają otaczać nas piękne beskidzkie widoki.

Nareszcie widoczność jest lepsza niż w poprzednie dni!

Po prawej stronie mijamy kapliczkę, uroczo położoną na leśnej polanie.

Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji

Jesteśmy dzisiaj drugą grupką turystów, którzy dotarli na Trójstyk, więc schodzimy po schodach pokrytych prawie dziewiczym śniegiem. Na dole oglądamy polskie i czeskie granitowe obeliski, ale – zaraz, zaraz – gdzie jest przejście na Słowację?!!! Nie ma kładki, którą przechodziliśmy 10 lat temu, w zamian wisi tylko informacja w trzech językach o jej planowanej odbudowie 🙁

Przed nami trójstyk – miejsce styku granic Polski, Czech i Słowacji…

…, co oznajmia odpowiednia tabliczka

Tutejszy trójstyk powstał dopiero w 1993 r., po rozpadzie Czechosłowacji.

To jeden z sześciu trójstyków w Polsce.

Przed nami Słowacja.

Do niedawna obie strony granicy łączył drewniany most – niedługo ma powstać nowy.

Jesteśmy niepocieszeni, bo przecież mieliśmy być w trzech krajach, a możemy odwiedzić tylko dwa. Na szczęście doczytujemy, że kładka, rozebrana z powodu złego stanu technicznego, ma wkrótce zostać obudowana. Podobno nowy mostek będzie jeszcze ciekawszy, a dodatkowo na trójstyku powstanie plac zabaw. To na pewno zwiększy atrakcyjność tego niecodziennego miejsca!

Nawet na taki krótki spacer zimą warto zabrać termos z herbatą. W wiacie (położonej po stronie czeskiej) chłopcy wciągnęli jego zawartość błyskawicznie, a największą atrakcją była możliwość chłodzenia herbaty świeżym śniegiem ;-). Całości dopełniła bitwa na śnieżki z tatą. W powrotnej drodze dosyć strome podejście osładzają nam znowu cudne widoki, tym razem jeszcze piękniejsze, bo podkreślone przez promienie słońca wychylającego się zza chmur (po raz pierwszy na naszym wyjeździe)!

Bez problemu można za to zajrzeć na stronę czeską.

Dwa kroki i jesteśmy w innym kraju!

Oczywiście język też staje się inny

Do naszych południowych sąsiadów zaglądamy na herbatkę:)

Po polskiej stronie niestety nie ma wiaty turystycznej

Na pamiątkę zostawiamy Czechom śnieżne serduszko!:)

Na trójstyku…

…dzieją się dziwne rzeczy!

Dzieciaki zjeżdżają po schodach.

Grześ zapada się w śniegu.

A panów nachodzi ochota na bitwę…

…śnieżną, oczywiście!

Grześ odpoczywa na „polskim” śniegu

W drodze powrotnej przez chwilę towarzyszy nam słońce

Popołudniowe narty

Dzisiaj kolejną lekcję umówiliśmy nieco wcześniej niż w poprzednich dniach, bo nasz wyciąg w Istebnej jest czynny tylko od 18:00 (<= sylwester, sylwester!). Grześ już naprawdę SAM zjeżdża całkiem długie odcinki trasy i świadomie hamuje pługiem, czyli „wielką strzałą”:) ! Sebuś przy dzisiejszych świetnych warunkach niesamowicie się rozkręca i śmiga jak stary! Hurra, nareszcie w kolejnych latach będziemy mogli rodzinnie pojeździć na nartach!

Popołudnie sylwestrowe spędzamy na nartach.

Fajnie, że już wszyscy chłopcy jeżdżą!

Sylwestrowy wieczór

Zabawę urządzamy w domku, wszyscy chłopcy bardzo aktywnie zajmują się przygotowaniami, szczególnie ozdabianiem naszego salonu ;-). Chłopaki jeżdżą też na jabłuszkach i sankach (brawo, Grześ nareszcie się odważył!) na naszym świeżo wyratrakowanym stoku. A pod domkiem Grześ nareszcie spotyka się z koleżanką z sąsiedniego domku, z którą flirtował dotychczas tylko przez okno 😉 O północy oczywiście wspólnie odliczamy, a potem oglądamy z okien pokaz fajerwerków urządzony przy naszym ośrodku.

Mamy i serpentyny, i światełka, i transparent – brawo, chłopaki!

Tuż przed północą wymykamy się na sanki!

Nawet Grzesiek po raz pierwszy spróbował swoich sił w tej dyscyplinie:) Niech żyje Nowy Rok!