Energylandia – Rodzinny Park Rozrywki w Zatorze

Energylandia – szaleństwa dla małych i dużych

Lubicie parki rozrywki? Dla rodzin z dziećmi Energylandia to po prostu obowiązkowy punkt programu przy okazji wizyty na południu Polski. Warto tu nawet przyjechać specjalnie, szczególnie poza weekendem i… poza sezonem. Tak właśnie zrobiliśmy i nie żałujemy ani jednej wydanej złotówki – kolejek do atrakcji brak, wszystko (poza wodnymi placami zabaw) czynne: mogliśmy – i mali, i duzi – wyszaleć się do woli! Ale po kolei.

20 kwietnia 2018, piątek

Przepiękny dzień, słoneczko i 24 st., jak w pełni lata

Wizyta w Energylandii była prezentem dla Tyma na jego 12. urodziny. W efekcie zadowoleni byli wszyscy – i jubilat, i my, którzy przy okazji załapaliśmy się na całkiem niezłą zabawę urodzinową!;)

Po wizycie w niemieckim Europa-Parku i duńskim Legolandzie mieliśmy ochotę na poznanie naszej rodzimej propozycji. Nie rozczarowaliśmy się. Poziom rollercoasterów w strefie ekstremalnej nie odbiega od europejskiego, Energylandia ma też sporo do zaoferowania dla młodszych gości. Jedno jest pewne: jeśli jesteście rodzicami maluchów lub nastolatków, to z całą rodziną na pewno nie będziecie się nudzić.

Energylandia reklamuje się jako największy park rozrywki w Polsce. Faktycznie, teren 26 hektarów robi wrażenie, a jednocześnie nie jest tak ogromny, by (jak w Europa-Parku) nie dało się go ogarnąć w jeden dzień. Organizatorzy pomyśleli o rozrywkach dla wszystkich grup wiekowych – od przyprawiających o ból głowy przejazdów w Strefie Ekstremalnej, po rodzinne rollercoastery i karuzele dla najmłodszych w Bajkolandii. Jedyne, do czego można by mieć uwagi, to estetyka całości – zdarzają się małe grzeszki w rodzaju kiczowatych dekoracji, zdecydowanie za mało jest też wyeksponowany motyw przewodni – smok Energuś.

W parku brakuje jeszcze drzew i roślinności, no ale trudno się dziwić – Energylandia w tym roku obchodzi dopiero swoje czwarte urodziny. Wszystko jeszcze przed nimi – park nadal jest udoskonalany i rozbudowywany. Ale nie marudźmy – ogólnie jest super.

Pole, pole, łyse pole… A na nim… Energylandia!

Hyperion będzie największym i najszybszym rollercoasterem w Europie.

Podobnie jak w europejskich parkach rozrywki kupujemy jeden bilet wstępu na wszystkie atrakcje, z których potem możemy korzystać do woli (karuzele, rollercoastery, aquapark, gry interaktywne, wstęp na widowiska cyrkowo-artystyczne i pokazy edukacyjne, kino 7D), a cena – w porównaniu z tą w parkach na zachodzie Europy – jest zdecydowanie niższa.

A jak to było z nami? Ano przyturlaliśmy się tu aż z Warszawy. Niestety pomimo pobudki przed 5:00 (dzieci przed 6:00) wyjechaliśmy dopiero po 7:00, a dojechaliśmy na miejsce na 12:30, czyli ze znaczną obsuwą względem pierwotnych planów. No cóż, uroki pięcioosobowej rodziny i piątkowego ruchu na drogach. Nie będziemy się rozwodzić o porannym marudzeniu Grzesia czy dodatkowych postojach po drodze. Każdy, kto ma chociaż jedno dziecko wie, jak to wygląda… Lepiej pamiętać miłe rzeczy. A było ich naprawdę sporo!

Brama do raju nie tylko dla dzieci.

Ale będzie fajnie!

Szybko ogarniamy mapę i ruszamy!

Park już przy wejściu zaskoczył nas bardzo pozytywnie. Dobrze zorganizowany parking, estetyczne wejście i… mało ludzi! Czy to nie cudowne?! Kupujemy bilety (zniżka na Kartę Dużej Rodziny niewielka, ale jest!) i… niestety się rozdzielamy. Przez większość czasu jedno z nas (zamiennie) okupowało z młodszymi chłopakami atrakcje odpowiednie dla nich, a drugie z Tymem korzystało z najfajniejszych atrakcji w strefie ekstremalnej.

Wieża Tsunami Drop góruje nad kolejkowym widokiem.

Pętle i śruby Mayana robią wrażenie.

I to wszystko z dyndającymi nogami… Mayan jest oceniany jako najbardziej ekstremalna atrakcja Energylandii. 10 w skali 1-10:)

Było super! Energylandia – dziękujemy!

Nasza ulubiona atrakcja – Aztec Swing.

Przejażdżka Anacondą – nie tak mokra, jak by się wydawać mogło.

Przed nami najnowsza atrakcja parku – Speed Water Coaster.

Speed Water Coaster robi wrażenie.

Po naszych wcześniejszych doświadczeniach wiemy już, że w doborze atrakcji dla najmłodszych warto zaczynać od najłagodniejszych i dopiero potem stopniować emocje. W zeszłym roku w Europa-Parku zaliczyliśmy niezłą wtopę, namawiając Sebka na początku na szalony rollercoaster, co zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. W tym roku byliśmy już dużo mądrzejsi. Zaczynając od strefy dla młodszych dzieci, zaliczyliśmy z dwoma młodszymi chłopcami naprawdę sporo karuzel, różnych pojazdów i kolejek, coraz częściej słysząc: „jeszcze raz!!!”. W tym czasie drugi skład naszej rodziny dokonywał intensywnego przeglądu części ekstremalnej parku. I tutaj też pełna satysfakcja! Atrakcje nie odbiegają od swoich odpowiedników z europejskich parków rozrywki (mamy porównanie z Legolandem i Europa-Parkiem)!

Najbardziej spodobał nam się wyjątkowy Aztec Swing, kręcące się wahadło łączące namiastkę lotu z ogromnymi przeciążeniami. Wielką przyjemność z jazdy zapewniły też rollercoastery Dragon i Formuła. Ta druga bardzo przypominała nam ulubioną chyba atrakcję Europa-Parku – Blue Fire’a. Bardzo spodobał się nam też Mayan – kilka pętli i śrub z dyndającymi raz na górze, raz na dole nogami to naprawdę fajne przeżycie. Zabrakło niestety czasu na wszystkie ekstremalne przejażdżki, ale zawsze będzie po co wracać, gdy otworzą już największy megacoaster – Hyperion! Najnowsza tegoroczna atrakcja – Speed Wate Coaster – nie zachwycił nas aż bardzo, jak sądzić by można z opisu (nastawcie się na mokre cztery litery), ale ogólnie atrakcje parku są na absolutnie europejskim poziomie.

Energylandia

I jeszcze raz na Formułę – ale fajnie!

Energylandia

A tu coś dla miłośnika rollercoasterów – Formuła Roller Coaster.

Energylandia

Kolejka Happy Loops – zabawa dla całej rodziny!

Energylandia

Boomerang – rolleacoaster dla całej rodziny.

Energylandia

Młodsi chłopcy z tatą już tam są!

Energylandia

A teraz jedziemy wszyscy

Obiad zjedliśmy w restauracji Scandinavia na terenie Bajkolandii. Jedzenie z nie najlepszym stosunkiem jakości i ilości do ceny, ale to w sumie do przewidzenia w takim miejscu. O satysfakcję podniebienia zadbały jednak wspaniale lody kulkowe, na które skusiliśmy się w kolejnej przerwie. Już dawno nie jedliśmy takiego rarytasu – pycha!

Energylandia

Obiad w restauracji Scandinavia.

Lodowy przerywnik.

Energylandia – podsumowanie

Park opuszczamy w pełni usatysfakcjonowani i wybawieni po kokardki. Uważamy, że – biorąc pod uwagę zaledwie parę lat funkcjonowania parku – właścicielom udało się zorganizować naprawdę dobrze funkcjonującą maszynę. Ogromnym plusem jest bijąca w oczy czystość całego terenu (a zwłaszcza toalet) i uprzejmość personelu – to już naprawdę europejski poziom! Miło, że gospodarze zadbali o oprawę muzyczną – kilka tematycznych (prostych i chwytliwych, ale profesjonalnie nagranych) piosenek to naprawdę miły dodatek do całości (płyty CD bezpłatne).

Jeżeli szukalibyśmy minusów, to może warto byłoby położyć nieco większy nacisk na rozwój zieleni, żeby zmniejszyć uczucie, że jesteśmy na betonowej pustyni. Może jakiś architekt krajobrazu na etacie…? Warto byłoby też bardziej wyeksponować maskotkę Energylandii – smoka Energusia. To jednak w sumie kosmetyczne uwagi, do tego związane z tym, że porównujemy Energylandię z funkcjonującymi od dziesiątek lat legendarnymi europejskimi parkami tematycznymi. Ogólnie bawiliśmy się pierwszorzędnie.

Energylandia

Żegnamy Energylandię.

Energylandia

Żal wychodzić, ale dla wystrzelającego w niebo Hyperiona na pewno jeszcze tu przyjedziemy!

Energylandia

To będzie odlot!

Planując wycieczkę do Energylandii, starajcie się unikać weekendów i szczytu sezonu turystycznego (wakacje, długie weekendy). Kilkudziesięciominutowe kolejki potrafią przecież obrzydzić każdą atrakcję. My, przyjeżdżając tu w połowie kwietnia w piątek, nie czekaliśmy prawie do niczego, a bawiliśmy się zupełnie jak na wakacjach. Pozostaje tylko wstrzelić się w dzień z ładną pogodą i … powodzenia, miłej zabawy!!! Przed wyjazdem warto sprawdzić szczegóły na stronie internetowej parku: https://energylandia.pl/