Park Narodowy Ujście Warty – ścieżka przyrodnicza „Mokradła”

W Parku Narodowym Ujście Warty objęto ochroną znaczną część doliny dolnej Warty. Południowa część parku to tereny zalewowe z dużymi wahaniami poziomu wody w zależności od pory roku. Na północnym brzegu Warty, za wałem przeciwpowodziowym znajdują się tereny tzw. Polderu Północnego, gdzie poziom wody jest stabilniejszy.

Obszary podmokłe i tereny zalewowe tworzą prawdziwy raj dla setek gatunków roślin i zwierząt. Ten najmłodszy park narodowy w Polsce utworzono w 2001 r. głównie w celu ochrony ptaków, zwłaszcza wodnych i błotnych. To miejsce lęgów ponad 170 gatunków ptaków, co stanowi prawie trzy czwarte wszystkich gatunków, które odbywają lęgi na terenie naszego kraju!

Przez tereny parku przebiega kilkanaście kilometrów szlaków turystycznych i kilka ścieżek edukacyjnych. Na dzisiejszy spacer wybraliśmy kilometrową ścieżkę przyrodniczą „Mokradła”, poprowadzoną w pobliżu siedziby dyrekcji parku w Chyrzynie. Spacer nie zajmie wiele czasu, a to świetne miejsce, żeby poznać specyfikę podmokłych terenów parku i spotkać co najmniej kilku jego mieszkańców!

Continue reading

Kostrzyn nad Odrą – starówka zmieciona z powierzchni ziemi

Wyobraźcie sobie miasto, które w 1945 r. zostało niemal w 100% zniszczone przez działania wojenne. Fragmenty murów wystają ponad ziemię na wysokość nie wyższą niż półtora metra, pod nogami walają się oderwane szyldy z napisami ulic, dookoła pełno pocisków i niewybuchów. Wyobraźcie sobie teraz, że starówki tego miasta nigdy nie odbudowano. Ruiny porosły roślinnością i tylko gdzieniegdzie wychylają się spod nich fragmenty schodów, krawężników, otwory wiodące do piwnic. To Kostrzyn nad Odrą, uznawany przez najbardziej zniszczone przez wojnę miasto na terenie dzisiejszej Polski. Ten nietypowy pomnik okrucieństw wojny, skłaniający do chwili zatrzymania i zadumy, stanowi obecnie dużą atrakcję turystyczną – co roku jest odwiedzany przez tysiące turystów z obu stron granicy. Spacer po nieistniejącym kostrzyńskim starym mieście to doświadczenie na długo zapadające w pamięć.

Kostrzyn nad Odrą – pozostałości twierdzy Kostrzyn i ruiny dawnego starego miasta

14 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Główne wejście na teren zrujnowanej starówki prowadzi przez Bramę Berlińską – jeden z odrestautrowanych obiektów dawnej twierdzy Kostrzyn. Tam też znajduje się informacja turystyczna – warto tu wstąpić, by zaopatrzyć się w foldery informacyjne. Samo wejście na teren starego miasta jest bezpłatne. Nie ma jednej wyznaczonej trasy zwiedzania – można dowolnie plątać się po dawnych uliczkach Kostrzyna – ich układ jest bardzo czytelny w terenie. Podczas myszkowania po starej dzielnicy miasta nie wchodźcie na ruiny domów – w wielu miejscach – szczególnie na obszarze dawnego zamku – znajdują się niezabezpieczone dziury, przez które można wpaść do piwnic czy niższych kondygnacji budynków.

Warto zajrzeć do bastionu Filip, w którym urządzono ekspozycję poświęconą historii twierdzy – wejście jest płatne, ale miejsce zdecydowanie jest warte odwiedzenia. Można tu obejrzeć m.in. makietę dawnej twierdzy, zdjęcia przedwojennego Kostrzyna oraz eksponaty związane z parosetletnią historią powstawania i upadku twierdzy. Auto najlepiej zostawić na parkingu nieopodal Muzeum Twierdzy Kostrzyn – placówka mieści się w budynku dawnego przejście granicznego.

Gdybyście chcieli poczytać więcej o historii miasta i podejmowanych obecnie staraniach przekształcenia Kostrzyn w miejsce atrakcyjne turystycznie, warto przed wycieczką odwiedzić stronę http://muzeum.kostrzyn.pl/pl/miasto-i-twierdza/dwa-miasta

Kostrzyn nad Odrą – polskie Pompeje

Kostrzyn jest malowniczo położony na prawym brzegu Odry w okolicy ujścia Warty do Odry. Położenie o wybitnych walorach obronnych było jednak – jak zorientowaliśmy się podczas zbierania informacji na temat historii Kostrzyna – bardziej przekleństwem niż kapitałem miasta. Kostrzyn cierpiał w wojennych zawieruchach, czego smutnym ukoronowaniem był 1945 rok – stare miasto zostało wtedy zrównane z ziemią – w staromiejskiej dzielnicy ocalał zaledwie jeden budynek.  Po wojnie podjęto decyzję o nieodbudowywaniu kostrzyńkiej starówki. Ruiny stopniowo zarastały zielenią. Obecnie pozostałości dawnego starego miasta są oczyszczane z roślinności. Dzięki wieloletnim staraniom plan najstarszej dzielnicy dawnego miasta jest znów czytelny. Widać pozostałości bruku, fragmenty kamienic, na skrzyżowaniach wiszą szyldy z nazwami ulic. Największe wrażenie wywiera wizyta na terenie dawnego zamku – z każdej strony otaczają nas fragmenty już nieistniejących schodów, pod nogami migają fragmenty oryginalnych posadzek, w zapadliskach prześwitują dolne piętra budynku. Spacer w takiej scenerii wywiera naprawdę duże wrażenie.

Kostrzyńska starówka znajduje się tuż przy granicznej Odrze.
Muzeum Twierdzy Kostrzyn urządzono w dawnym budynku kontroli granicznej.
Makieta dawnej twierdzy i istniejącego w jej ramach miasta.
Tego miasta już nie ma – wszystko zostało zniszczone.

Spacer po nieistniejącym Kostrzynie

Kostrzyńskie stare miasto było dzielnicą ciasno otoczoną przez pasmo fortyfikacji – dostępu do miasta od wieków broniły obiekty twierdzy Kostrzyn. Miało to oczywiście duże znaczenie z punktu widzenia obronności, jednak od zawsze bardzo ograniczało rozwój miasta. Twierdza została zbudowana w XVI w., potem była przebudowywana. Niektóre obiekty zostały odbudowane – obecnie można zajrzeć m.in. do Bramy Berlińskiej czy bastionu Filip.

Na teren starej dzielnicy Kostrzyna wchodzimy przez Bramę Berlińską. Następnie kierujemy się w lewo, w stronę Bastionu Król. Następnie, idąc wzdłuż Odry, dochodzimy do Bastionu Brandenburgia. Z jego korony pięknie widać płynącą w dole Odrę. Na wysokości bastionu Brandenburgia znajduje się niewielka, ale bardzo sympatyczna przystań na Odrze – nie możemy się oprzeć, by nie zejść na chwilę nad rzekę, choć pogoda dziś nas nie rozpieszcza – co chwilę przelotnie pada.

Na teren kostrzyńskiej starówki wchodzimy przez Bramę Berlińską.
Bastion Król widziany od strony Odry
Bastion nie został odbudowany, obecnie pozostaje w ruinie.
Bastion Brandenburgia widziany od strony wałów rzecznych.
Na wysokości bastionu znajduje się sympatyczna przystań rzeczna.
Pływające pomosty doskonale radzą sobie przy zmianie poziomów wody.
Z promenady Kattego rozciąga się piękny widok na płynącą w dole Odrę.
Obiekty twierdzy zostały zbudowane tuż nad nurtem rzeki.

Od bastionu Brandebnurgia kierujemy się w stronę Bastionu Filip. Została w nim urządzona bardzo ciekawa wystawa opowiadająca o historii twierdzy i miasta – naprawdę warto tu zajrzeć!

Wejście do bastionu Filip – urządzono tu ciekawą ekspozycję historyczną.
Ekspozycja w Bastionie Filip została otwarta w 2014 r.
Detale architektoniczne kostrzyńskiego zamku.
W 1945 r. Kostrzyn został zamieniony w jedną wielką kupę gruzu.
Z tej perspektywy Bastion Filip prezentuje się jeszcze bardziej okazale.
Budynki obronne charakteryzowały się surową prostotą.
Widok na graniczną Odrę z okolic Bastionu Filip.

Po obejrzeniu wystawy, już w drodze powrotnej, idziemy do ruin kościoła mariackiego. Ta XVI-wieczna świątynia dominowała niegdyś w panoramie starego miasta. W 1945 r. kościół nie uległ całkowitemu zniszczeniu, został jednak spalony. Budynek świątyni rozebrano dopiero w latach 60.

Ruiny XIV-wiecznego kościoła mariackiego.
Uliczkami kostrzyńskiej starówki.
Naszą uwagę zwracają ułożone fragmenty bruku.
Układ dawnych ulic jest doskonale czytelny.
Ruiny wystają ponad powierzchnię ziemi na wysokość nie większą niż półtora metra.
Brukowane ulice i prowadzące donikąd schody…
Na skrzyżowaniach ustawiono szyldy informujące o dawnych nazwach ulic.
Zabudowa starego Kostrzyna została zniszczona niemal w stu procentach

Od kościoła, plącząc się uliczkami dawnego starego miasta, udajemy się do ruin dawnego zamku. To najbardziej spektakularny punkt nieistniejącego miasta. Po XVI-wiecznej budowli nie zostało prawie nic, prowadzące donikąd schody, fragmenty posadzki czy resztki murów pozwalają się jednak domyślać, jak okazała budowla stała niegdyś w tym miejscu. Wrażenie jest niesamowite.

Kostrzyński zamek niegdyś prezentował się naprawdę okazale.
Teraz po zamku zostało tylko wspomnienie…
Ciekawe dokąd prowadziły te schody
Spacerujemy po pomieszczeniach dawnego zamku
Teraz to królestwo roślinności
Gdzieniegdzie doskonale widać przejścia do dolnych kondygnacji
Schody donikąd wywierają na nas duże wrażenie.
I jeszcze jedne, tym razem pięknie skręcone
Tędy pewnie niegdyś wchodziło sie na wyższe piętro.
Na zamkowym dziedzińcu stoi cokół pomnika Fryderyka Wilhelma ze śladami po uderzeniach kul.
Ruiny dawnego zamku robią przygnębiające wrażenie.
Tu stał niegdyś pomnik margrabiego Jana z Kostrzyna
Drzewa dawnego parku zamkowego mają się znakomicie.

Od zamku blisko już do Bramy Berlińskiej, skąd zaczynaliśmy nasz spacer.

Nasza wycieczka po starym Kostrzynie rodzinnym tempem, z mnóstwem postojów fotograficznych i zwiedzaniem ekspozycji w Bastionie Filip zajęła około dwóch godzin, ale pewnie można by tu myszkować jeszcze dużo dłużej.  

Gdybyście mieli ochotę na jeszcze jedną wycieczkę w pobliżu Kostrzyna, to gorąco polecamy wizytę na jednej ze ścieżek dydaktycznych Parku Narodowego Ujście Warty. My tego samego dnia wybraliśmy się jeszcze na spacer po niedługiej, ale uroczej ścieżce Mokradła – dojazd tam spod kostrzyńskiej starówki zajął tylko ok. 5 minut! Spacer po ścieżce Mokradła opisujemy tutaj.

Więcej atrakcji turystycznych w okolicy? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Moryń – średniowieczne miasteczko w cieniu romańskiej bazyliki

Opasany średniowiecznymi murami obronnymi Moryń ma wszystko, by stać się topową atrakcją turystyczną – zabytek wielkiej rangi: największą romańską świątynię na Pomorzu, idealnie zachowany średniowieczny układ urbanistyczny, kameralną atmosferę oraz wspaniałe tereny rekreacyjne nad Jeziorem Morzycko – jednym z najgłębszych w Polsce. Widać, ze włodarze miasta od kilku lat dbają o promocję turystyczną Morynia – na rynku wita nas budynek informacji turystycznej, plaża miejska jest doskonale zorganizowana, nad jeziorem ciągnie się przyjemna spacerowa promenada, są tu też ścieżki dydaktyczne i rowerowo-spacerowe. Miasteczko jest czyste i zadbane, a wizyta w nim, zakończona kąpielą w jeziorze Morzycko, to idealny przepis na wakacyjny dzień!

Moryń – romańska bazylika, średniowieczne mury obronne i urokliwe jezioro Morzycko

13 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

W miasteczku nie powinno być problemu z zaparkowaniem samochodu – miejsca parkingowe znajdują się i w okolicy rynku, i w pobliżu murów. Orientacja nie sprawia najmniejszych problemów – opasane murami stare miasto ma tylko 300 m średnicy, a idealnym punktem orientacyjnym jest górująca nad całością wieża kościoła Św. Ducha. Jeśli chcielibyście się wykąpać w jeziorze, warto udać się na plażę miejską znajdującą się na końcu przyjeziornej promenady. Plaża prezentuje europejski standard. Dysponuje budynkami sanitarnymi, ma część piaszczystą (regularnie czyszczoną) i trawiastą, plac zabaw oraz spory pomost. Jeśli wolicie bardziej zaciszne miejsca, wybierzcie się w okolice Diabelskiego Fotela – głazu narzutowego położonego na południowych krańcach jeziora, tuż przy wjeździe do Morynia. Można też podjechać tylko kilkaset metrów dalej, na przeciwną stronę zatoczki z Diabelskim Fotelem – tam właśnie, tuż przy ścieżce rowerowej okrążającej jezioro, urządzono kameralne miejsce odpoczynku.  W obu tych miejscach znajdują się dogodne zejścia do wody, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że są to dzikie niestrzeżone plaże, a jezioro Morzycko jest wyjątkowo głębokie – już po kilkunastu metrach od brzegu tracimy grunt pod nogami.

Bardzo dobrym miejscem do pospacerowania jest ciągnąca się wzdłuż jeziora zacieniona Promenada Raka – dzieciom na pewno spodoba się Aleja Gwiazd Plejstocenu z tropami zwierząt żyjących w epoce lodowcowej. Bardzo ciekawym miejscem jest też  ścieżka geologiczna, na której zaprezentowane są różnego rodzaju głazy narzutowe – każdemu towarzyszy odpowiedni podpis. Miejsce to znajdziecie tuż za obwarowaniami po północno-zachodniej stronie miasta. 

Spacer po Moryniu

Moryń to niewielkie średniowieczne miasteczko, na początku XIV w. otoczone kamiennymi murami obronnymi. Fortyfikacje miejskie zachowały się w niezmienionym kształcie niemal po dziś dzień. Do dziś w niezmienionym kształcie dotrwał dawny układ urbanistyczny miasta. Jeśli lubicie średniowieczne klimaty, Moryń na pewno Wam się spodoba!

Spacer po Moryniu zaczynamy z okolic rynku, niedaleko pomnika legendarnego Raka. Ów Rak to zaklęty młodzieniec, który niegdyś bohatersko przedarł się z oblężonego miasta, by prosić zaprzyjaźnione armie o pomoc.  Niestety, podczas powrotu został schwytany i ukarany śmiercią. Wieść głosi, że ukochanego Morynia nie opuścił jednak po dziś dzień – pod postacią raka zamieszkuje głębiny jeziora Morzycko. Ponoć można go zobaczyć w księżycowe noce – wtedy jego wielkie cielsko wynurza się z jeziora.

Meldujemy się w Moryniu, spacer zaczynamy od rynku.
Figura wielkiego raka związana jest ze znaną tutaj legendą o bohaterskim młodzieńcu zwanym Rakiem.

Najcenniejszym zabytkiem Morynia jest parafialny kościół Św. Ducha (XIII w., drewniana wieża dobudowana ok. 200 lat później) – ta zbudowana z granitowej kostki bazylika jest największą romańską świątynią na Pomorzu. My uwielbiamy romańskie świątynie, więc oglądanie moryńskiej bazyliki było dla nas naprawdę łakomym kąskiem. Zawsze przy okazji staramy się sprzedawać dzieciom jak najwięcej informacji o stylach architektonicznych. Strasznie fajne jest takie wspólne odkrywanie! Czasem dzieciom uda się nawet więcej zapamiętać niż nam. Dziś to właśnie dzięki naszemu Tymkowi udało nam się nie przegapić jednej ciekawostki zw. z moryńską bazyliką. Tymo dobrze zapamiętał, że na dole jednej ze ścian świątynnej wieży znajduje się kamień z wydrapaną szachownicą. Pochodzenie i funkcja symbolu do dziś pozostają niejasne. Ciekawe kto i po co wydrapał tu przed wiekami te ciemniejsze i jaśniejsze pola?

Wieża kościoła Św. Ducha wyróżnia się na tle małomiasteczkowej zabudowy.
W najniższej kondygnacji wieży zaplanowano oryginalne rozwiązanie przejazdu.
Bryła kościoła jest prosta i surowa.
Romańskie blendy w zwieńczeniu transeptu są najstarsze w kraju!
W narożu podstawy wieży warto poszukać kamienia z tajemniczą szachownicą – dotąd nie ustalono znaczenia tego symbolu.

Słonce pali niemiłosiernie, więc zaraz po obejrzeniu świątyni kierujemy się nad jezioro. Z rynku trzeba kierować się na wschód, wyjść za mury i po chwili stajemy na zacienionej przez drzewa Promenadzie Raka. Bardzo tu przyjemnie. Spacer podoba się także młodszym dzieciom, a wszystko dzięki zorganizowanej kilka lat temu Alei Gwiazd Plejstocenu. Wzdłuż promenady stoją naturalnej wielkości modele zwierząt epoki lodowcowej – łatwo tu o spotkanie z mamutem, tygrysem szablozębnym, nosorożcem włochatym czy niedźwiedziem jaskiniowym. Przed każdym modelem na chodniku zostały odciśnięty odpowiednie tropy.

Furtą Jeziorną wychodzimy poza obręb murów obronnych.
Zaraz za murami spotykamy pierwsze „gwiazdy plejstocenu” – mamuty.
Nadjeziorna promenada wiedzie w cieniu takich oto wspaniałych drzew.
Idąc promenadą, podziwiamy kolejne okazy plejstoceńskiej fauny.
Jeleń olbrzymi – rozpiętość jego poroża sięgała 4 metrów!
A tutaj lew jaskiniowy w pełnej okazałości.
Niedźwiedź jaskiniowy budzi prawdziwy przestrach!
Z promenady co chwilę można wyjrzeć na wody jeziora Morzycko.

Promenada doprowadza nas do plaży miejskiej. Kąpielisko jest czyste, z porządnym zapleczem sanitarnym, pomostem, plażą piaskową i trawiastą. My w tym roku w związku z epidemią COVID-19 unikamy tych bardziej popularnych miejsc i szukamy raczej dzikich plaż na uboczu, ale w normalnych warunkach na pewno chętnie byśmy tutaj poplażowali.

Kąpielisko w Moryniu prezentuje się bardzo okazale.

Z kąpieliska wracamy na rynek okrężną drogą, po zewnętrznej stronie kamiennych murów obronnych. Średniowieczne fortyfikacje zachowały się doskonale. Obwarowania bardzo dobrze są widoczne od północnej strony. Spacer po zewnętrznej stronie murów daje świetne wyobrażenie o tym, na jak niewielkiej przestrzeni żyli niegdyś mieszczanie.

Czas teraz z bliska przyjrzeć się fortyfikacjom miejskim.
Zza murów wychyla się wieża kościoła Św. Ducha.
Mury mierzą od 4 do nawet 8 metrów wysokości.
Ten bluszcz rośnie tutaj zupełnie jak winne krzewy na południu Europy.

Po przespacerowaniu się wzdłuż murów ponownie wchodzimy na obszar starego miasta. Tuż za murami, po zachodniej stronie, znajduje się ciekawy Kamienny Ogród, w którym można oglądać różne rodzaje głazów narzutowych – wszystko oczywiście z odpowiednimi podpisami.

Kamienny Ogród pod murami miejskimi.
Wyeksponowano tutaj różnej wielkości głazy narzutowe.
Wracamy w obręb murów miejskich.

Kąpiel w jeziorze Morzycko

Wakacyjny dzień bez kąpieli się nie liczy! Na koniec wycieczki podjeżdżamy więc w okolice Diabelskiego Fotela z nadzieją na pochlapanie się w chłodnej wodzie jeziora Morzycko. Jezioro to należy do 10 najgłębszych jezior w Polsce – jego głębokość miejscami sięga 60 metrów! Nastawiamy się na dziką plażę w okolicach Diabelskiego Fotela – głazu narzutowego, na którym według legendy zwykł siadywać diabeł, by patrzeć nocami na jezioro. To miejsce jest już, niestety, zajęte przez inną rodzinkę, więc podjeżdżamy kilkaset metrów dalej – tuz przy ścieżce pieszo-rowerowej okrążającej jezioro znajduje się kolejne dogodne zejście do wody z miłym miejscem odpoczynku (drewniane ławy i stoły). Tym razem mamy leśną plażę tylko dla siebie. Kąpiel w jeziorze jest wielką przyjemnością. Trzeba tylko uważać, bo dno szybko opada w dół i robi się głęboko – po kilku-kilkunastu metrach już tracimy dno pod nogami.

Mała plaża na południowym krańcu jeziora Morzycko – takie lubimy najbardziej!

Po popluskaniu się i poopalaniu na dzikiej plaży wracamy do naszego domku na obiad. Wycieczka do Morynia była naprawdę bardzo udana. Ciekawa i cudownie relaksująca – gorąco polecamy Moryń jako cel wakacyjnego (i nie tylko!) wypadu!

Spacer wzdłuż zachowanych  średniowiecznych fortyfikacji spodobał nam się tak bardzo, że wieczorem wybraliśmy się do jeszcze jednego miasteczka z idealnie zachowanymi murami miejskimi – Trzcińska-Zdroju. Relację z tej wycieczki możecie zobaczyć tutaj.

Więcej atrakcji po okolicy Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Spływ kajakowy Myślą na odcinku Mostno–Dargomyśl

Czy próbowaliście kiedyś popłynąć z biegiem Myśli albo po prostu spłynąć Myślą? Nie? My też nie – aż do dzisiaj! Gdy tylko zorientowaliśmy się, że w okolicy naszego wakacyjnego lokum na Pojezierzu Myśliborskim płynie rzeka o nazwie Myśla, to po prostu MUSIELIŚMY urządzić sobie spływ choćby krótkim jej fragmentem. Ta nazwa nas urzekła – i perspektywa płynięcia Myślą wydała się tak nieodparcie kusząca, że po prostu musieliśmy to zrobić!😊

Bieg Myśli – co w sumie nie dziwi – nie jest prosty i przewidywany. Myśla zachowała swój naturalny charakter i pięknie meandruje między lasami, torfowiskami i rozlewiskami starorzeczy. Szlak kajakowy należy do umiarkowanie trudnych – w nurcie rzeki znajdziecie mnóstwo przeszkód, głównie powalonych drzew, których pokonywanie przypomina manewrowanie w prawdziwym labiryncie Myśli! Miejscami nie jest łatwo, ale zdecydowanie nie jest też nudno – wrażenia z wycieczki wyniesiecie niezapomniane!

Odcinek Mostno–Dargomyśl to „tylko” niespełna 14 kilometrów – ale nie dajcie się zwieść pozorom. Na wielu rzekach taki fragment szlaku kajakowego można przepłynąć w 3 godziny, a tutaj zajęło nam to prawie dwa razy tyle czasu. Nurt Myśli jest bardzo wolny, a rzeka miejscami jest nieźle zarośnięta bujną wodną roślinnością. Do tego dochodzi pokonywanie wodnych przeszkód – znajdowanie optymalnej drogi między powalonymi pniami to wielka frajda i niezłe wyzwanie nie tylko fizyczne, ale też intelektualne!

Z biegiem Myśli, czyli kajakiem z Mostna do Dargomyśla

12 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Myśla jest jednym z dopływów Odry. Swój obszar źródliskowy ma na Pojezierzu Myśliborskim, po niespełna 100 km uchodzi do Odry nieco na północ od ujścia Warty, w okolicy miejscowości Chlewice.

Spływy kajakowe Myślą są ciekawe nie tylko ze względu na oczywiste skojarzenia językowe. To po prostu bardzo atrakcyjna rzeka dla kajakarzy! Spływy organizuje kilka firm, najlepiej chyba wybrać jedną z tych, które mają swoje siedziby bezpośrednio nad rzeką, co z oczywistych względów obniża koszty (jeżeli spływacie do bazy lub ruszacie z niej, to najczęściej organizatorzy do ceny nie doliczają żadnych kosztów transportu). Firmy organizujące spływy znajdują się m.in. w Mostnie czy Dargomyślu. My skorzystaliśmy z usług firmy max-kajak.pl z Dargomyśla.

Trudno nam wypowiadać się o całym szlaku kajakowym na Myśli, ale odcinek między Mostnem a Dargomyślem był dla nas jednym z najciekawszych, jakimi dotychczas płynęliśmy. Jego trudność określana jest jako umiarkowana – dla nas był całkiem wymagający – ostatnie kilometry płynęliśmy już nieźle zmęczeni pokonywaniem kolejnych trudności. Szczególnie ciekawie płynęło nam się przez odcinek między Mostnem i kamiennym mostem w okolicy Dębna. Później nurt Myśli zrobił się już bardzo leniwy i wysiłek wkładany w pokonywanie kolejnych kilometrów był chyba nawet większy niż na jeziorze, bo spływ utrudniała bujna roślinność i powalone drzewa w korycie rzeki. Znaczna część Myśli, prawdopodobnie ze względu na bardzo leniwy prąd, zarośnięta jest całymi łanami strzałki wodnej. To bardzo urocze, chociaż w istotny sposób spowalnia kajaki. A jeżeli chodzi o przeszkody, to ani razu nie trzeba było przenosić kajaka, ale wielokrotnie musieliśmy kłaść się niemal na płasko, żeby przepłynąć pod wiszącymi nad rzeką konarami. Niezliczoną ilość razy pokonywaliśmy też znajdujące się nieznacznie pod wodą kłody „na przepych” – a także wszelkimi innymi możliwymi technikami. Spływ Myślą dał więc nam nieco w kość – oczywiście tym wiosłującym (nam i płynącemu w jedynce Tymkowi), bo młodsze dzieci po wycieczce były świeżutkie jak szczypiorek i kipiały energią;), ale też zapewnił niezapomniane wrażenia. Jeśli macie ochotę na dzień pełen przygód, Myśla to trasa dla Was!

Zaczynamy spływ Myślą niedaleko miejscowości Mostno.
Punktem początkowym spływu jest kamienny most .
W okolicy mostu wodujemy kajaki
Płyniemy Myślą w kierunku Dargomyśla
Myśla jest prawym dopływem Odry
Rzeka ma długość niemal 100 km
Myśla zachowała swój naturalny charakter
Stałym elementem krajobrazu są zwalone do wody drzewa.
Promowaniem walorów turystycznych rzeki zajmuje się stowarzyszenie o wdzięcznej nazwie ‚Z Biegiem Myśli’
Myśla czasami nazywana jest ‚templariuszową rzeką’ – ze względu na niegdyś liczne na tym terenie siedziby templariuszy.
Na Myśli często spotyka się strzałkę wodną.
W ogólne roślinność wodna jest bardzo bujna!
Uuups, ktoś chyba zgubił skarpetki!:)
Trasa spływu jest bardzo urozmaicona.
Nie nudzą się nawet najmłodsi!
Znaczna część naszej trasy wiedzie przez lasy.
Miejscami Myśla jest płytka, ale miejscami zmienia się w całkiem głęboką rzekę.
Podziwiamy strome zalesione zbocza doliny Myśli.
Płynie się miło, ale postoje są równie przyjemne!
Rzeka nie pozwala się nudzić ani przez chwilę
Tym razem udało się nie stracić głowy;)
W pokonywaniu przeszkód wszystkie chwyty dozwolone
Leśne odcinki trasy pozwalają cieszyć się cieniem w upalny dzień.
Przed nami wyrastają coraz to kolejne przeszkody.
Po 5 km przepływamy pod kamiennym mostem
Most znajduje się niedaleko miejscowości Dębno.
Za mostem wypływamy z lasu – teraz towarzyszy nam piękne słońce.
Myśla gęsto meandruje – ręce mają niezłe wyzwanie!
Kajakowanie pozwala na bardzo bliski kontakt z naturą…
Przez morze roślinności.
Myśla w dużej mierze zachowała swój pierwotny charakter – brzegi często są niedostępne.
Pasażerowie z przodu mają nieco więcej odpoczynku niż ci z tyłu.
Co chwila inny kajak z naszej ekipy wysuwa się na prowadzenie.
Most kolejowy na Myśli
Ups, komuś chyba odpłynął kajak!
Czasem Myśla wymaga od nas przeciskania się przez wąskie przesmyki.
Wolny nurt sprawia, że drzewa pięknie odbijają się w wodzie.
Miłe spotkanie z kaczkami🙂
Dargomyśl – zapora przy małej elektrowni wodnej – tu kończymy nasz spływ.
Niegdyś działał tu duży młyn
Dargomyśl to punkt końcowy naszej dzisiejszej trasy.

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Najdalej na zachód wysunięty kraniec Polski

Cedynia i okolice – wycieczka na zachodni kraniec Polski

Wycieczka na zachodnie krańce Polski. Cudownie odludne tereny, zachwycające widoki na dolinę Odry, średniowieczna zabudowa i dawne grodziska – aż trudno uwierzyć, że mimo swej atrakcyjności te tereny ciągle nie są popularne turystycznie! O Cedyni wszyscy słyszeli, ale mało kto w niej był. A zdecydowanie warto! Sama Cedynia jest malutka, więc najważniejsze miejsca obejrzymy w kilkadziesiąt minut, ale potem warto wybrać się na dwie bardzo ciekawe wycieczki – pierwszą, do malowniczo położonego nad Odrą punktu znaczącego najdalej wysunięty skraj Polski oraz drugą, do rezerwatu Bielinek – bardzo ciekawego pod względem widokowym (wąwozy i wzgórza morenowe nad doliną Odry!) i florystycznym – spotkacie tu roślinność jak na południu Europy.

Cedynia, rezerwat Bielinek i Kostrzynek – najdalej na zachód wysunięty skraj Polski

11 sierpnia 2020

Cedynia

Cedynię – najdalej na zachód wysunięte miasto Polski – znaliśmy głównie z podręczników historii – to tu w 972 r. odbyła się zwycięska bitwa Mieszka I z brandenburskimi wojskami margrabiego Hodona. To wydarzenie jest upamiętnione przez monumentalny pomnik znajdujący się na sporym wzniesieniu (na tzw. Górze Czcibora) nieopodal miejscowości Osinów Dolny. Pomnik świetnie widać z poziomu drogi, ale warto wspiąć się na samą górę – roztacza się stąd ładny widok na dolinę Odry i migającą w oddali strzelistą wieżę cedyńskiego kościoła. Naprzeciw pomnika tuż przy drodze znajduje się spory bezpłatny parking, gdzie wygodnie można zostawić samochód.

Góra Czcibora z pomnikiem upamiętniającym wygraną bitwę pod Cedynią z 972 r.
Odsłonięta w 1972 r. mozaika przedstawia wyobrażenie bitwy.
Na szczyt wzgórza wiedzie ponad 200 schodów.
Największy pomnik orła w Polsce Cedynia
Rzeźba ma 15 m wysokości – to największy pomnik orła w Polsce.
Z Góry Czcibora pięknie widać dolinę Odry.

Cedynia – miasteczko na wzgórzach

Pierwsze, co zadziwia nas po wjeździe do Cedyni, to pochyłość jej uliczek – wąskie pnące się w górę przejazdy przypominają raczej górską miejscowość niż zachodniopomorskie miasteczko – a może nawet Rzym? Nie wiemy, czy Cedynia piętrzy się na siedmiu wzgórzach – na kilku na pewno. Urocze położenie na Wzgórzach Krzymowskich sprawia, że wszędzie tu albo na dół, albo do góry. Zresztą wystarczy spojrzeć na rynek – jego pochyłość sięga 300!

Cedynia Fontanna Trzech Wojów
Fontanna Trzech Wojów upamiętnia bohaterów bitwy pod Cedynią, na zdjęciu pochyłości rynku niestety nie widać 🙁
Wąskie i pochyłe uliczki Cedyni z wieloma przykładami starej zabudowy.
Odnosi się wrażenie, że w Cedyni czas płynie wolniej.

Najbardziej wyróżniającą się budowlą miasteczka jest gotycki kościół Narodzenia NMP –świątynię zbudowano w XIII w., potem w XIX w., dobudowano neogotycką wieżę – punkt odcięcia dwóch brył jest doskonale widoczny – ciemnoczerwona cegła odcina się zdecydowaną linią od starszych granitowych kostek.

Kościół Narodzenia NMP został zbudowany z granitu w XIII w.
Ceglaną wieżę dobudowano w XIX w.
Do 1945 r. była to świątynia luterańska.
We wnętrzu świątyni uwagę zwracają stare płyty nagrobne.
Z tyłu kościoła stoi duża menora. Ciekawe, skąd się tu wzięła?
Spod kościoła doskonale widać Górę Garncarską – wzniesienie, na którym kiedyś znajdowała się wczesnośredniowieczna osada obronna.

Na Cedynię najlepiej jest spojrzeć z góry. Najlepszym do tego miejscem jest ponad stuletnia wieża widokowa, zbudowana w 1895 r. jako pomnik wojenny. Czternastometrowa wieża stoi na najwyższym wzniesieniu miasta – z góry pięknie prezentuje się i Cedynia, i dobrze widoczna na zachodzie dolina Odry. Niegdyś Cedynia leżała nad samą Odrą, teraz od rzeki jest oddzielona pasem tzw. Żuław Cedyńskich (Polderu Cedyńskiego) – na osuszonych terenach od XIX w. uprawiano tytoń.

Aby dojsć na wieżę, należy z okolic kościoła/rynku iść ulicą Kościuszki, z której potem trzeba skręcić w lewo w ulicę cmentarną – ona najpierw do pozostałości kirkutu (zachowało się kilka macew), a następnie do stóp wieży widokowej. A zresztą wieża jest dobrze widoczna z głównej drogi przecinającej miasteczko, więc z trafieniem raczej nie będziecie mieć problemu😊

My, niestety, zastaliśmy wieżę widokową w trakcie remontu, przez co nie można było wejść na górę. Oczywiście szkoda, choć z drugiej strony dobrze, że zabytek jest renowowany. A widok i z samego wzniesienia był zacny.

Cedynia. Wieża widokowa została zbudowana w 1895 r. jako pomnik wojenny.
Wieża widokowa w Cedyni
Wieża ma 14 m wysokości – z góry doskonale widać piękne położenie Cedyni.
Widok na Cedynię ze wzniesienia, na którym znajduje się wieża.
W pobliżu szczytu wzniesienia w XVII-XIX w znajdował się kirkut.
Z dawnego cmentarza zostało tylko siedem macew.

Na otarcie łez po powrocie w okolice rynku kupiliśmy sobie w pobliskim sklepie lody i z wielką przyjemnością uraczyliśmy się nimi w cieniu przykościelnej lipy. Cudne są takie wakacyjne chwile!

Postój na lody w cieniu przykościelnej lipy.

Przed opuszczeniem Cedyni zaglądamy jeszcze na Górę Garncarską – wzniesienie, na którym niegdyś znajdowało się grodzisko. Teren dawnego średniowiecznego grodu obronnego jest kolejnym świetnym punktem widokowym na niewielką Cedynię.

Niemal na szczyt dawnego grodziska można wjechać samochodem.
Pomnik z dwoma mieczami i tarczą z herbem miasta postawiono tu w 1985 r.
Widok na Cedynię ze szczytu dawnego grodziska.

Najdalej na zachód wysunięty punkt Polski.

Cedynia jest najbardziej wysuniętym na zachód polskim miastem, a co z położonym najbardziej na zachód krańcem Polski? Od Cedyni to dosłownie rzut beretem. Punkt znajduje się między wsią Stary Kostrzynek a Osinów Dolny, na terenie Cedyńskiego Parku Krajobrazowego. Samochód można zostawić na wygodnym leśnym parkingu, skąd spacerowa dróżka w 5 minut doprowadza nad brzeg Odry.

W 2016 r. ustawiono tu kamień symbolicznie znaczący zachodni kraniec Polski, zorganizowano też przyjemne miejsce odpoczynku z wiatą i drewnianymi ławami. To bardzo klimatyczne miejsce. Fajnie jest spojrzeć na znajdujące się tuż obok Niemcy i popatrzeć na Odrę leniwie toczącą swoje wody.

Cedyński Park Krajobrazowy obejmuje przełomową dolinę Odry
zachodni kraniec Polski
W 2016 roku ustawiono tu kamień symbolicznie oznaczający zachodni skraj Polski.
Tuż za naszymi plecami płynie Odra.
Aktualnie najdalej na zachód wysunięte są kamienie, na których stoimy 😉
Odra na tym odcinku szeroko się rozlewa.
Wchodzimy na malutki cypelek – dalej na zachód już nie można!

Naszym dzieciakom bardzo się podoba taka wycieczka. Granice państw – tak przecież abstrakcyjne – w takim miejscu jak to mogą się wydać prawie namacalne. Szkoda, że południowy kraniec Polski jest niedostępny dla turystów – znajduje się on na bieszczadzkim szczycie Opołonek, gdzie dostać się można tylko z ukraińskiej strony.  Na szczęście pozostałe dwa krańce są dobrze dostępne dla zwykłych śmiertelników!

Rezerwat Bielinek

Jeśli lubicie atrakcje przyrodnicze, to przy okazji wizyty w Cedyni koniecznie musicie zajrzeć do rezerwatu Bielinek, znajdującego się na terenie Cedyńskiego parku Krajobrazowego. To jeden z najstarszych rezerwatów w kraju – obszar został objęty ochroną już  w 1927 r.

Na terenie rezerwatu spotkacie niezwykle urozmaiconą rzeźbę terenu – wysoczyznę morenową przecina kilkanaście wąwozów. Każdy z nich ma swoją nazwę – i to jaką piękną! Ania z Zielonego Wzgórza na pewno byłaby zachwycona, słysząc o Wąwozie Storczykowym, Parowie Źródlanym czy Wąwozie Świetlistym… W rezerwacie Bielinek bardzo ciekawa jest też roślinność – charakterystyczna raczej dla południa Europy niż polskich lasów. Można tu spotkać m.in. liczne stanowiska dębu omszonego i roślinność typową dla stepów.

Rezerwat najlepiej poznawać, wędrując po znakowanej ścieżce dydaktycznej – doprowadzi nas ona i do pięknych punktów widokowych, i do stanowisk dębu omszonego. Aby się tam dostać, należy przejechać 2 km za Lubiechowem Dolnym w stronę Bielinka. Znajdziecie tam leśny parking, od którego już prowadzić Was będą znaki trasy turystycznej.

My planowaliśmy dłuższy spacer skrajem nadodrzańskiej skarpy, skończyło się tylko dojściem na położony najbliżej parkingu punkt widokowy – a wszystko przez paskudne komary, które nie tylko chciały zjeść nas żywcem – one po prostu bezceremonialnie i zupełnie bezczelnie dopuszczały się tego niecnego czynu! Weźcie więc ze sobą jakiś preparat na owady – na pewno się przyda. 😊

Rezerwat Bielinek to jeden z rezerwatów Cedyńskiego Parku Krajobrazowego.
Przez pas gęstego lasu dochodzimy na szczyt wzniesienia morenowego.
Szlak prowadzi do punktu widokowego na dolinę Odry.
Pięknie stąd widać Odrę i nadodrzańskie poldery.
Znajduje się tu jedyne w Polsce stanowisko dębu omszonego, typowego dla południowej Europy.
Na polanach równie charakterystyczne dla rezerwatu ciepłolubne murawy.
Wzniesienia morenowe zostały kiedyś podmyte przez Odrę – teraz z ich zboczy mamy piękny widok.
W cieniu jednego z takich dębów urządzamy sobie krótki piknik.
Piknik z widokiem na dolinę Odry.
Cudownie!
Przed nami ostatni pas Polski, za Odrą widać już niemieckie landy.

Więcej informacji o rezerwacie znajdziecie na stronie https://pomorzezachodnie.travel/Poznawaj-Przyroda-Rezerwaty_przyrody/a,4821/Rezerwat_przyrody_Bielinek

Dzień kończymy na pięknej dzikiej plaży nad Jeziorem Myśliborskim.
Dziś mamy jezioro tylko dla siebie!

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Zabytki Myśliborza – dawnej stolicy Nowej Marchii

Leżący na skrzyżowaniu szlaków handlowych Myślibórz był niegdyś kwitnącym miastem – stolicą Nowej Marchii oraz centrum gospodarczym regionu. Obecnie to 11-tysięczne miasteczko sprawia wrażenie nieco zaniedbanego i czekającego na swoje pięć minut. Wielką szansą dla miasta może być turystyka – Myślibórz leży nad pięknym Jeziorem Myśliborskim, jest ośrodkiem sportów wodnych – żeglarstwa i kajakarstwa. W mieście znajduje się sympatyczna przystań i piękna plaża miejska, a zadrzewiony nadjeziorny teren zachęca do spacerów. W Myśliborzu znajdą coś dla siebie również miłośnicy architektury – w mieście zachowało się wiele pięknych gotyckich budowli – kościół, baszta, dawne bramy miejskie, trzy kaplice czy pozostałości dawnego klasztoru dominikanów. Kilka dni temu mieliśmy okazję cieszyć się kajakowaniem po malowniczym Jeziorze Myśliborskim (relacja z kajakowej wycieczki tutaj), dziś stawiamy na spacer szlakiem największych zabytków Myśliborza. Czy było warto? Zobaczcie sami!

Myślibórz – miasto z dużym potencjałem turystycznym nad brzegiem Jeziora Myśliborskiego

19 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Przed spacerem po Myśliborzu warto dokładnie przyjrzeć się mapie miasta z zaznaczonymi na niej atrakcjami turystycznymi – zaplanowanie trasy tak, by trafić do głównych zabytków, wcale nie jest łatwe. Zdjęcie takiej mapki było dziś dla nas bardzo pomocne podczas realizowania naszego spaceru. Mapę Myśliborza znajdziecie np. na rynku przed ratuszem miejskim. W tej okolicy można też łatwo zaparkować samochód. Ogólnie rzecz biorąc, atrakcje skupione są wokół rynku i wzdłuż dawnego pierścienia murów obronnych. Spacer po Myśliborzu zajął nam niemal dokładnie godzinę.

Myśliborski rynek

Nie licząc głównej plaży miejskiej, to chyba najprzyjemniejsze miejsce w Myśliborzu. Sporo kwiatów, zieleni, ławeczek okupowanych przez miejscowych. Sam klasycystyczny ratusz nie przyciąga jakoś szczególnie wzroku, który wędruje od razu w stronę kulminującej nad rynkiem wieży gotyckiego kościoła parafialnego.

Zanim tam jednak pójdziemy, warto jeszcze spojrzeć na ceglany budynek Poczty Polskiej oraz przyjemne dla oka kamieniczki na północnej pierzei rynku (na zachodnią pierzeję lepiej nie spoglądać – tamtejsze budynki, niestety, nie tylko nie są wyremontowane, ale też dodatkowo szpecą je chaotycznie poprzyczepiane do nich reklamy).

Dominantą rynku jest XVIII-wieczny budynek ratusza.

Kolegiata św. Jana Chrzciciela

Ta okazała gotycka budowla z XV w. nosi ślady pierwszej, zbudowanej z granitowych bloków świątyni z XIII w. Co ciekawe, w latach 1538-1945 świątynia pełniła funkcję zboru protestanckiego, obecnie to myśliborski katolicki kościół farny.

Nad miastem góruje masywna wieża kościoła św. Jana Chrzciciela.
Kościół został zbudowany w XV w., potem był przebudowywany.
Granitowe fragmenty są wcześniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XIII w.
Do 1945 r. świątynia była zborem protestanckim

Obwarowania miejskie w Myśliborzu

W przeciwieństwie do pobliskiego Trzcińska-Zdroju w Myśliborzu nie zachował się pełen pierścień murów miejskich. Z budowanych od XIII w. obwarowań, których łączna długość sięgała 1900 m, do dzisiaj pozostały jedynie fragmenty, głównie po wschodniej i północnej stronie miasta. Zachowały się też dwie bramy i jedna baszta.

Brama Nowogródzka – tę budowlę kojarzą wszyscy odwiedzający Myślibórz, bo pod jej ostrołukowym przejazdem prowadzi jeden z głównych wjazdów do miasta od strony wschodniej (zwróćcie uwagę, że większe pojazdy muszą tu przejeżdżać „pod prąd” lewym pasem, bo nie zmieściłyby się w prześwicie przejazdu pod bramą).

Brama Nowogródzka była kiedyś jedną z bram strzegących dostępu do miasta.
W Bramie Nowogródzkiej naszą uwagę zwracają eleganckie wysokie blendy.

Brama Pyrzycka – równie atrakcyjna i pochodząca, podobnie jak Brama Nowogródzka, z pierwszej połowy XIV w. Brama Pyrzycka otwierała drogę z miasta na północ, obecnie leży w znacznie spokojniejszym miejscu miasta, kilkaset metrów na południowy zachód od bramy. Idąc wzdłuż pozostałości murów, dotrzeć można na duży teren rekreacyjny z atrakcyjnym placem zabaw. Teren położony jest blisko plaży miejskiej.

Drugą zachowaną bramą miejską jest gotycka Brama Pyrzycka

Baszta Prochowa – nieco młodsza od obu bram, pochodzi z przełomu XIV i XV w. Prosta konstrukcja na planie koła została w XIX w. wykończona krenelażem i stożkowym dachem, niekoniecznie podobnym do pierwotnego założenia.

Ceglana gotycka Baszta Prochowa została zbudowana pod koniec XIV w.
W Myśliborzu zachowały się fragmenty dawnych murów obronnych
Urządzamy sobie więc krótki spacer wzdłuż dawnego pierścienia murów.

Co jeszcze warto zobaczyć w Myśliborzu?

W obrębie miasta znajdziecie jeszcze kilka zabytkowych obiektów, głównie pełniących niegdyś funkcje sakralne. Są to trzy kaplice oraz dawny zespół klasztorny dominikanów.

Kaplica św. Gertrudy (XV w.) jest położna poza murami, nieopodal Bramy Nowogródzkiej. Ceglana budowla z gotyckim ostrołukowym portalem należała kiedyś do szpitala św. Gertrudy. Obecnie mieści Ośrodek Edukacji Plastycznej.

Gotycka kaplica św. Gertrudy.
Obok kaplicy znajduje się pomnik poświęcony pamięci dwóch lotników litewskich, którzy podjęli nieudaną próbę przelotu z Nowego Jorku do Kowna.

Kaplicę św. Ducha z (XIV w.) znajdziecie w południowo-zachodniej części miasta, przy głównej arterii komunikacyjnej, ul. Bohaterów Warszawy. Ceglano-kamienny budynek na planie prostokąta od czasów reformacji nie pełnił funkcji sakralnych, znajdowała się w nim m.in. owczarnia i browar. Od 1979 r. dawną kaplicę zajmuje Muzeum Pojezierza Myśliborskiego.

Kaplica św. Ducha pełniła funkcje sakralne tylko do XVI w.

Kapliczka Jerozolimska, poświęcona na początku XVI w., stanowiła niegdyś część Drogi Krzyżowej, znajdującej się poza murami miasta – prawdopodobnie była jej ostatnią stacją. Pod koniec XX w. odkryto, że znajdujący się wewnątrz krucyfiks to oryginalna gotycka rzeźba z drewna lipowego. Dzisiaj oryginał pozostaje w zasobach Muzeum Pojezierza Myśliborskiego, a wnętrze kapliczki zdobi kopia krucyfiksu. Tę niepozorną kapliczkę znajdziecie w okolicy rozstaju dróg w stronę Chojny i Kostrzyna nad Odrą, naprzeciwko stacji benzynowej.

Kaplica Jerozolimska prawdopodobnie stanowiła kiedyś ostatnią stację drogi krzyżowej.

Dawny kościół i klasztor Dominikanówdo dzisiaj zachowała się część budynku kościoła i jedno skrzydło klasztorne. Oryginalnie pochodzące z XIII w. budynki tworzyły czworobok, którego trzy boki stanowiły skrzydła klasztorne. Od wielu lat budynki nie pełnią funkcji sakralnych. Kościół w XVII w. został obniżony, a obecna szachulcowa wieża na początku XVIII w. zastąpiła starszą konstrukcję, która się zawaliła. Budynek kościoła zajmuje obecnie Myśliborski Ośrodek Kultury, a w pozostałym jedynym skrzydle klasztornym od lat 50. XX w. znajduje się Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna.

Z dawnego zespołu klasztornego dominikanów zachował się kościół i jedno skrzydło klasztorne.
Klasztor został zbudowany w drugiej połowie XIII w.

Zabytki Myśliborza są absolutnie warte odwiedzenia, do czego gorąco zachęcamy. Niestety, w samym mieście odczuwa się niedosyt zarówno jeżeli chodzi o samo wyeksponowanie zabytków, jak i ogólne zadbanie o przestrzeń miejską. Może wynika to z ogólnego niedofinansowania, ale mamy wrażenie, że dałoby się zrobić trochę więcej, żeby Myślibórz odzyskał choćby część z dawnego blasku lokalnego centrum gospodarczego i kulturalnego. Trzymamy kciuki, żeby udało się to w kolejnych latach! Miejsce ma duży potencjał turystyczny!

Zabytkowe domy w Myśliborzu aż proszą się o lepsze wyeksponowanie
Wieczór w Myśliborzu.

Jeśli będziecie kiedyś w Myśliborzu, koniecznie poświęcicie czas na kąpiel na przyjemnej plaży miejskiej. Jezioro Myśliborskie bardzo przyjemnie poznaje się z perspektywy wody – opis naszej wycieczki kajakowej po tym akwenie znajdziecie tutaj.

Plaża miejska w Myśliborzu
Mieści się tu kąpielisko i wypożyczalnia sprzętu wodnego.

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Jezioro Myśliborskie kajakiem

Szukacie całkiem dużego i jednocześnie czystego jeziora, świetnie nadającego się do sportów wodnych i kąpieli? Jezioro Myśliborskie jest świetnym wyborem! Położone poza większymi szlakami kajakowymi czy żeglarskimi nie przyciąga tłumów, więc spokój gwarantowany!

Co prawda dzisiaj w lepszym poznaniu akwenu przeszkodziła nam nadciągająca burza, ale i tak wycieczkę kajakową z Myśliborza zaliczamy do udanych. Ponad 8 kilometrów wiosłowania, piękne widoki, a do tego wyśmienita kąpiel na spokojnej plaży. Czy można chcieć czegoś więcej? A to dopiero początek naszych wakacji na Pojezierzu Myśliborskim!

Jezioro Myśliborskie – okolice Myśliborza i plaża za Kruszwinem

10 sierpnia 2020 r.

Jezioro Myśliborskie ma ponad 600 ha powierzchni i ponad 6 kilometrów długości. W południowej części, na obrzeżach Myśliborza i małej miejscowości Utonie (w której spędzamy nasze tegoroczne wakacje) jego linia brzegowa jest nieco bardziej urozmaicona. Właśnie tę część poznajemy dzisiaj z pokładu kajaka.

Informacje praktyczne

Jedyna przystań oraz wypożyczalnia sprzętu wodnego na brzegach Jeziora Myśliborskiego znajduje się przy głównej plaży miejskiej w Myśliborzu. Jezioro świetnie nadaje się zarówno dla żeglarzy, jak i kajakarzy. Turystów tu niewielu – w wypoczynku nie będzie więc przeszkadzał nam natłok innych jednostek pływających. W wypożyczalni dostępnych jest zaledwie 10 kajaków i podobna ilość rowerków wodnych. Żaglówkę widzieliśmy dziś na jeziorze tylko jedną. Ceny w wypożyczalni są bardzo zachęcające. Nawet w szczycie sezonu wynajęcie dwuosobowego kajaka (tylko takie zresztą tu mają) kosztuje 8 zł za godzinę lub 40 zł za dobę. Kajaki co prawda nie są najnowsze, ale za to z pięknymi drewnianymi wiosłami, którymi bardzo przyjemnie się wiosłuje.

Plaża miejska w Myśliborzu
Znajduje się tu niewielki porcik jachtowy
… i wypożyczalnia sprzętu wodnego.

Kajakiem po Jeziorze Myśliborskim

Celem naszej dzisiejszej wycieczki kajakowej był rekonesans – to pierwszy dzień naszych wakacji na Pomorzu Zachodnim – w tym poszukanie dogodnych miejsc do plażowania i kąpieli z dala od nieco gwarnej, chociaż dużej i dobrze utrzymanej plaży w Myśliborzu. O dzikie zejścia nad Jeziorem Myśliborskim nie jest łatwo, brzegi jeziora są mocno obrośnięte trzciną, a dostępy pozagradzane przez właścicieli działek. Udaje nam się jednak znaleźć to, czego szukaliśmy, kilkaset metrów za miejscowością Kruszwin, położoną nad zachodnim brzegiem Jeziora Myśliborskiego. Już z daleka widoczny długi pomost, a obok niego niewielka dzika plaża i mała zatoczka, gdzie spokojnie można zacumować kilka kajaków.

Na tej plaży (na internetowej mapie nazywanej „Plaża Stary Szkuner”) spędzamy co najmniej godzinę, wesoło pławiąc się w ciepłej wodzie. Nie przeszkadza nam nawet trochę muliste dno. Szczególną frajdą jest podglądanie ryb – przejrzystość wody jest całkiem dobra!

Ruszamy z Myśliborza w kierunku Kruszwina
Długość Jeziora Myśliborskiego to ponad 6 km
Przez jezioro przepływa rzeka Myśla.
Głębokość Jeziora Myśliborskiego sięga nawet 22 metrów.
W oddali doskonale widoczna wieża neogotyckiego kościoła w Kruszwinie.
Sprzed kajaka pierzchają nam mewy
Wpływamy na dziką plażę za miejscowością Kruszwin.
Przybijamy do brzegu – to idealne miejsce na postój kąpielowy!
Wstępne rozeznanie – woda cieplutka – stajemy na kąpiel!
Brzegi Jeziora Myśliborskiego są porośnięte trzcinami, więc nie wszystkie miejsca nadają się do kąpieli.
Przybrzeżna płycizna łatwo się nagrzewa – woda dziś miała ponad 22 stopnie.

Po kąpieli szybko przebieramy się i z powrotem wskakujemy do kajaków. Pierwotnie planowaliśmy popłynąć jeszcze kolejne półtora kilometra dalej na północ, by odwiedzić jeszcze jedną plażę – tę położoną obok niewielkiego pola biwakowego tutejszego nadleśnictwa. Niestety, gromadzące się chmury burzowe nie wróżą niczego dobrego, więc szybko korygujemy plany i ruszamy z powrotem do Myśliborza.

Pogoda się psuje, rezygnujemy więc z planów dopłynięcia na północny kraniec jeziora
W drodze powrotnej do Myśliborza.
Kajaczki i kąpiel – idealny przepis na wakacyjny dzień!

W drodze powrotnej zaglądamy jeszcze do południowo-zachodniej odnogi jeziora, położonej bliżej Utonia, mając nadzieję, że uda nam się znaleźć dziką plażę,  na którą będzie można przyjść pieszo. Niestety, poszukiwania, siłą rzeczy przyspieszone przez pomrukiwania zbliżającej się burzy, tym razem nie kończą się powodzeniem. Wracamy w samą porę – dosłownie w chwilę po oddaniu kajaków na ziemię spadają pierwsze krople deszczu. Burza nadal tworzy się nad jeziorem i niedługo wszystko kończy się ulewą, która na szczęście nas zastaje już w naszym przytulnym domku w Utoniu.

Jezioro Myśliborskie przy bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje, nawet pomimo niewielkiej ilości dzikich plaż i zorganizowanych kąpielisk. Już pierwszego dnia naszych wakacji zaciekawił nas też sam Myślibórz, z którego wyruszyliśmy kajakiem na wycieczkę. W jednym z kolejnych dni udało nam się też zwiedzić to urocze miasto z wieloma pamiątkami średniowiecznej świetności. Naszą relację ze spaceru po Myśliborzu znajdziecie tutaj.

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Pojezierze Zachodniopomorskie – Myślibórz i okolice – wakacyjny raj dla szukających spokoju i wypoczynku

Pojezierze Myśliborskie i okolice – średniowieczne miasteczka i piękne jeziora wśród morenowych wzgórz

2020.08

[Ten wpis jest w trakcie przygotowania – będzie gotowy już wkrótce!:)]

Niezwykle atrakcyjny, choć nieodkryty jeszcze przez masową turystykę region. Piękna polodowcowa rzeźba terenu, liczne jeziora oferujące możliwość aktywnego wypoczynku nad wodą, wspaniała przyroda – w okolicy znajdują się aż cztery parki krajobrazowe i Park Narodowy Ujście Warty, dziesiątki, a może nawet setki kilometrów szlaków pieszych. Kraina wielkich rzek – Warty i Odry, majestatycznie toczących swoje wody. Rozlewiska będące siedliskami niezliczonych gatunków ptaków – z obserwacjami ptaków kojarzył się nam do tej pory głównie Biebrzański i Narwiański Park Narodowy, tymczasem Międzyodrze i PN Ujście Warty stanowią równie łakomy kąsek dla ornitologów. Senne średniowieczne miasteczka – widok stareńkich bram miejskich i wczesnogotyckich kościołów po dwóch tygodniach wakacji niemal powszednieje. Czy trzeba zachwalać więcej? Atrakcji starczy tu co najmniej na dwutygodniowy pobyt – choć my po dwóch tygodniach aktywnego wypoczynku i tak opuściliśmy Pojezierze Myśliborskie z  poczuciem niedosytu.

Zachodnie krańce Polski to bardzo dobra propozycja dla osób poszukujących ciszy i spokoju – widok turysty nawet w środku sezonu jest tu, o dziwo, rzadkością. Region zadowoli zarówno osoby poszukujące wypoczynku na łonie natury, jak i wielbicieli średniowiecznej architektury i tropicieli zagadek przeszłości.

Poniżej przedstawiamy opisy kilkunastu zrealizowanych przez nas wycieczek, do wykorzystania np. w trakcie dwutygodniowego wakacyjnego wyjazdu. Znajdą się tu i propozycje tras kajakowych, i pieszych wędrówek z dala od cywilizacji, i wycieczki tropem najcenniejszych zabytków okolicznych miejscowości – aby przejść do fotorelacji z danej wycieczki, wystarczy tylko kliknąć na odpowiedni link/zdjęcie.:)

Śladami historii

1. Cedynia, rezerwat Bielinek i najdalej na zachód wysunięty skraj Polski

zachodni kraniec Polski

2. Moryń – średniowieczne miasteczko w cieniu romańskiej bazyliki

3. Kostrzyn nad Odrą – starówka zmieciona z powierzchni ziemi

4. Chojna – perły średniowiecznej architektury na zachodnich rubieżach Polski

5. Trzcińsko-Zdrój – dawne uzdrowisko w cieniu średniowiecznych murów obronnych

6. Zabytki Myśliborza – dawnej stolicy Nowej Marchii

Wycieczki kajakowe

1. Jezioro Myśliborskie kajakiem

2. Spływ kajakowy Myślą na odcinku Mostno–Dargomyśl

3. Spływ kajakowy Wartą na odcinku Kłopotowo-Kostrzyn nad Odrą

4. Międzyodrze – wycieczka kajakowa z Siadła Dolnego

Trasy piesze i ciekawostki przyrodnicze

1. Park Narodowy Ujście Warty – ścieżka przyrodnicza Mokradła

Popłynęłoby się tędy kajakiem, gdyby nie te komary.

2. Barlinek – Szlak Przygody nad Jeziorem Barlineckim

3. Arboretum w Glinnej i pozostałości klasztoru cystersów w Kołbaczu

4. Jezioro Szmaragdowe – piękne tereny rekreacyjne na obrzeżach Szczecina

5. Krzywy Las – niewyjaśniona zagadka powyginanych sosen

6. Piękna trasa piesza dookoła jeziora Bierzwnik

7. Zatoń Dolna – Dolina Miłości

8. Największy platan w Polsce – zob. wycieczka do Chojny

9. Rezerwat Bielinek – roślinność jak z południa Europy! – zob. wycieczka do Cedyni

Zakwaterowanie

Baza turystyczna w tej okolicy nie jest jeszcze bardzo rozwinięta, ale na pewno uda się znaleźć zakwaterowanie odpowiadające Waszym potrzebom – więcej ofert znajdziemy na pewno w okolicy tych lepiej zagospodarowanych turystycznie jezior, np. w okolicy Barlinka czy Morynia. My mieszkaliśmy w niewielkiej miejscowości Utonie, położonej nad Jeziorem Myśliborskim tuż obok Myśliborza. Wynajęliśmy sympatyczny domek, będący częścią starego gospodarstwa – tuż pod oknem rosły nam jabłonie, śliwy i grusze, a rano budziły nas odgłosy żurawi:)

Po drodze na Pojezierze Myśliborskie zatrzymaliśmy się w rezerwacie Meteoryt Morasko, położonym tuż obok Poznania. Może i Wam będzie po drodze? Link do tej wycieczki tutaj.

Jezioro Solińskie… kajakiem!

Są takie zakątki w Bieszczadach, w które nie da się dotrzeć piechotą. Jednym z takich miejsc są urokliwe zatoczki Jeziora Solińskiego. Te piękne miejsca można odwiedzić tylko od strony wody. Namawiamy Was na kajak, który umożliwia dotarcie tam, gdzie trudno byłoby dopłynąć nawet żaglówką.

Jezioro Solińskie to jedna z największych atrakcji turystycznych w okolicy Bieszczadów. W sezonie koroną zapory w Solinie spacerują jednak tłumy turystów, a okolice Polańczyka bardziej przypominają zatłoczone kurorty niż zaciszne miejscowości podgórskie.

Wschodnie ramię Jeziora Solińskiego jest znacznie bardziej dzikie. Jest tam dużo mniej ośrodków wypoczynkowych, a im dalej od zapory, tym rzadziej zaglądają tu stateczki wycieczkowe i motorówki. Można znaleźć zatoczkę tylko dla siebie albo pozaglądać w trudno dostępne zakamarki jeziora i naprawdę doświadczyć kontaktu z przyrodą. Taki kajakowy dzień to przepiękne połączenie wody, zalesionych pagórków i skalistych brzegów Jeziora Solińskiego.

Solina – kajakiem po Zatoce Sanu

Jezioro Solińskie to sztuczny akwen, który powstał w latach 60. XX w. Plany budowy zapory na Sanie miały swój początek już w latach 20., jednak II wojna światowa nie pozwoliła na ich realizację. W latach 50. wrócono do tej koncepcji i w 1960 r. zaczęto budowę zapory i elektrowni wodnej, która rozpoczęła pracę 20 lipca 1968 r. Dla kilkuset osób zamieszkujących tereny, które zostały przeznaczone do zalania, był to wielki cios. W wioskach położonych na tym odcinku doliny Sanu i w okolicach dopływów tej pięknej bieszczadzkiej rzeki panował podobno wyjątkowy klimat, było bardzo ciepło, co pozwalało na uprawę wielu gatunków roślin i hodowlę zwierząt.

Po zbudowaniu zapory okolica zmieniła się nieodwracalnie. Trudno to oczywiście jednoznacznie oceniać – powstała atrakcja turystyczna o kluczowym znaczeniu dla całego regionu, a przyroda radzi sobie doskonale w nowych realiach, przynajmniej na terenach wokół wschodniej, mniej zagospodarowanej turystycznie części jeziora, przez którą było nam dane dzisiaj kajakować.

Informacje praktyczne

Wypożyczalnie kajaków są zlokalizowane zwykle w ośrodkach wypoczynkowych, położonych nad brzegami Jeziora Solińskiego. My skorzystaliśmy z usług jednej z wypożyczalni funkcjonujących w miejscowości Olchowiec na malowniczym półwyspie wcinającym się między dwie najbardziej na południe wysunięte odnogi zalewu. Taka lokalizacja pozwalała zrealizować nasze plany odkrywania zakątków wschodniej części Jeziora Solińskiego, zwanej czasami Zatoką Sanu. Cena wypożyczenia dwuosobowego kajaka na cały dzień oscyluje około 100 zł (lato 2020 r.). Wydaje nam się, że warto być na miejscu wcześnie rano, bo kajaków nie jest zbyt dużo, zaraz po nas „wypożyczyły się” kolejne 3 kajaki i w wypożyczalni zostały tylko 2.

Trasę można modyfikować dowolnie, w naszym odczuciu szczególnie warte odwiedzenia są kameralne zatoczki, szczególnie Zatoka Victoriniego i Zatoka Suchego Drzewa oraz Zatoka Teleśnicka jako przykład dłuższej zatoki, która może wręcz przypominać fiord. Koniecznie trzeba opłynąć Wyspę Skalistą z jej zróżnicowaną linią brzegową – od wschodu jej brzegi są strome i skaliste, a od zachodu łagodne, z kameralną żwirową plażą. Zatoka Rajskie również jest mało popularnym miejscem – wody Jeziora Solińskiego tworzą tu coś w rodzaju rozlewisk, sprzyjających gniazdowaniu wodnego ptactwa, widzieliśmy w tej okolicy też bobrowe żeremia.

W piękny lipcowy dzień (w środku tygodnia) na wodach wschodniej części Jeziora Solińskiego błąkały się tylko pojedyncze żaglówki i motorówki, kilka rowerków wodnych, a kajaki można było policzyć na palcach jednej ręki. Pewnie zupełnie inaczej byłoby w okolicach Polańczyka, Jawora, czy Wołkowyi a nawet Chrewtu, ale te okolice z licznymi przystaniami i ośrodkami wypoczynkowymi celowo omijaliśmy.

Spędziliśmy na wodzie i krótkich odpoczynkach na brzegach jeziora łącznie siedem godzin, przepływając około 23 km. Z Olchowca popłynęliśmy na północ wzdłuż wschodnich brzegów tej części Jeziora Solińskiego. Odwiedziliśmy m.in. Zatokę Victoriniego, podpłynęliśmy pod Wyspę Skalistą i wpłynęliśmy do końca Zatoki Teleśnickiej. W drodze powrotnej opłynęliśmy Wyspę Skalistą od zachodu i popłynęliśmy na południe wzdłuż zachodnich brzegów Zatoki Sanu, tym razem zaglądając do Zatoki Suchego Drzewa. Na koniec wpłynęliśmy głęboko w Zatokę Rajską.

Poniżej znajdziecie zdjęcia z naszej wycieczki, a pod nimi odrobinę informacji o wyjątkowych ludziach, którzy związali swoje życie z opuszczonymi terenami na brzegach Jeziora Solińskiego.

Widok na Solinę z plaży w Olchowcu.
Ruszamy – nawet nasz kajak odpowiednio się nazywa:)
Podpływamy do pierwszej skalnej ściany.
Skały są naprawdę imponujące!
Tutaj tak jak w przypadku nadmorskich klifów i tu na skały działa siła fal.
Co roku setki głazów zsuwają się do jeziora.
Zaglądamy do kolejnych zatoczek.
Czasami widoki są jak w nadmorskich lagunach.
Twardsze skały głębiej wcinają się w jezioro.
Woda jak lazur.
Na brzegu kolejnej zatoczki
Kajaki: cudowne połączenie relaksu i sportowego wyzwania!
Na horyzoncie Wyspa Skalista.
Wschodnie brzegi wyspy rzeczywiście są skaliste.
Teraz przyjmujemy kurs na Zatokę Teleśnicką.
Na północnym brzegu Zatoki Teleśnickiej wielkie składowisko łódek.
Wschodni kraniec Zatoki Teleśnickiej.
Wypływając z Zatoki Teleśnickiej…
Najwięcej żaglówek kręci się w okolicy Wyspy Skalistej.
Ach, Solina, Solina, Solina!
Naszą łajbę też trzeba na chwilę wyciągnąć na brzeg.
Mała plaża naprzeciwko wyspy – tylko dla nas!
Prawie jak Chorwacja – w tle Wyspa Skalista:)
A to znany stateczek wycieczkowy Tramp.
Przed dziobem kajaka przemknęło nam stado kaczek.
Na południowo wschodnim horyzoncie majaczy wał Otrytu.
Wracamy wzdłuż wschodniego brzegu Zatoki Sanu.
W jednej z małych zatoczek urządzamy sobie postój na kąpiel.
Woda ma wyraźnie więcej niż 20 st.
Kolor wody potrafi przypominać południowe morza.
Przed nami Olchowiec – stamtąd wypłynęliśmy.
Przed oddaniem kajaka robimy sobie jeszcze małą wycieczkę w kierunku Zatoki Rajskie.
Za pierwszym zakrętem wyłania się Otryt, teraz już znacznie bliżej.
Im głębiej w zatokę, tym bardziej czujemy się jak na Sanie – tylko nurt jest spokojniejszy.
Rozlewiska przyciągają ptactwo wodne.
Bobrowe żeremia z bliska.
Łódki cumujące w pobliżu Olchowca.
Olchowiec – tu zaczęliśmy i tu kończymy naszą przygodę z Soliną.
Kajak oddany – wracamy!

Ludzie Legendy związani z Soliną

Podczas włóczęgi po wodach Jeziora Solińskiego zaciekawiły nas szczególnie historie ludzi związanych z tutejszymi odludnymi zakątkami: skąd się wzięła nazwa Zatoki Victoriniego? Kto mieszka w pustelniczej chatce w Zatoce Suchego Drzewa? Na te pytania koniecznie chcieliśmy znaleźć odpowiedzi. Poniżej informacje, które wydały się nam najbardziej ciakawe:)

Nazwa Zatoki Victoriniego pochodzi od Henryka Victoriniego – legendarnego bieszczadnika, który w latach 50. przyjeżdżał w Bieszczady wraz z kolegą ze studiów weterynaryjnych na sezonowy wypas bydła. Z PGR-u dostawali przydziałowe konie, karabin, stary namiot i surowicę przeciwżmijową, by wypasać w dolinie Sanu stado kilkuset krów. W 1958 r. został zatrudniony na planie film Rancho Texas jako kaskader dublujący Bogusza Bilewskiego w najtrudniejszych scenach jeździeckich. Ekipa filmowa pracowała na terenach dawnej wsi Tworylne, tam też w baraku pozostałym po filmowcach Henryk Victorini prowadził w kolejnych latach stanicę PTTK „Szept” (wycieczkę na dzisiejsze tereny Tworylnego opisujemy tutaj).

W latach 60. Victorini prowadził stanicę turystyczną w Sokolem. Wówczas jej bazę stanowił dawny pałacyk, w którym w okresie międzywojennym ówczesna właścicielka, Aleksandra Brandysowa prowadziła pensjonat i stację turystyczną PTT. I tutaj losy pana Henryka splatają się z Jeziorem Solińskim – wraz z powstaniem zbiornika teren wsi Sokole został zalany. Z materiałów pozostałych po rozbiórce pałacyku Victorini zbudował dom, który do dnia dzisiejszego jest jedyną pamiątką po nieistniejącej wsi.

Przez dziesiątki lat Henryk Victorini mieszkał tutaj i gospodarzył, kontynuując hodowlę bydła i koni, zaczętą jeszcze w czasie, gdy mieszkał w gospodarstwie na terenie Sokolego. Działał też na rzecz ochrony bieszczadzkiej przyrody. Obecnie pan Henryk nie mieszka już nad zalewem – przeniósł się w okolice innej nieistniejącej już wsi – Paniszczowa. Pamiątką po nim pozostaje dom zbudowany z materiałów pozostałych po rozbiórce pałacyku z Sokolego i oczywiście nazwa wyjątkowo uroczej zatoczki Jeziora Solińskiego. Po więcej szczegółów odsyłamy do artykułu „Samotnik znad zatoki”, będącego naszym głównym źródłem informacji o Henryku Victorinim.

Warto dodać, że w okolicy Zatoki Victoriniego malownicze wzgórza zywane Stożkami według niektórych przypominają królewską koronę. Wzgórza są dość dobrze widoczne z okolicy Wyspy Skalistej – my przez chwilę odpoczywaliśmy na brzegu naprzeciwko tej wyspy.

Widok na Zatokę Victoriniego.
W Zatoce Victoriniego kiedyś była plaża nudystów.
Dom Victoriniego jest jedynym pozostałym na miejscu dawnej wsi Sokole.

Kolejnym miejscem, które wyjątkowo nas zaciekawiło była Zatoka Suchego Drzewa. „Tytułowe” drzewo zaskakuje żeglarzy czy kajakarzy, wyłaniając się wprost z toni jeziora. Ten martwy dąb bywa nazywany Drzewem Wisielca, gdyż według miejscowej legendy ktoś tu się kiedyś powiesił. W okolicy przy niskim stanie wody w Jeziorze Solińskim można zobaczyć tzw. martwy las, czyli wystające z wody konary martwych drzew. W Zatoce Suchego Drzewa zauważyliśmy w zaroślach na stromym brzegu chatkę, która wyglądała zupełnie jak chatka pustelnika.

Po zbadaniu tematu okazało się, że to nie zwykła chatka, tylko siedziba królewska! Zamieszkuje ją Juliusz Wasik (Ludomir Karcz), a właściwie Juliusz I Król Włóczęgów. Król Juliusz koronował się zresztą już kilkakrotnie, najpierw był tylko Królem Włóczęgów, a od 2015 r. jest też Królem Bieszczadów. Mieszka pod adresem Horodek 1, czyli na brzegu Zatoki Suchego Drzewa w Bieszczadzkim Naukowym Centrum Futurologii, Prakseologii, Humanistyki. Założył Komitet Nuklearnego Rozbrojenia Świata oraz Światową Uniwersalną Akademię Pokoju. Obie te instytucje organizują sympozja w sprawie… zlikwidowania absurdu, a sam Król Juliusz apeluje o rozbrojenie nuklearne świata. Dąży również do wyzwolenia z potrzeby posiadania.

Podobno zwykle można spotkać pustelnika w okolicy jego chatki. Dzień zwykle zaczyna on od kąpieli w jeziorze, oczywiście nago. Żywi się rybami i potrawami z leśnych roślin i grzybów. Wobec przybyszów bywa nieufny, często jednak udaje się namówić go na wykład, za który zdarza się mu pobierać datki. Ogromnie żałujemy, że nie udało nam się spotkać Króla i namówić go na podzielenie się swoją mądrością. Może uda się następnym razem! Informacje o Królu Juliuszu zbieraliśmy z różnych stron internetowych, trudno polecić konkretne źródło – może Wam uda się takie odnaleźć?

Drzewo Wisielca w Zatoce Suchego Drzewa.
Na korze martwego dębu widać ślady wyższych poziomów wody.

Na pewno na Jezioro Solińskie wrócimy tu jeszcze nie raz. Być może kiedyś uda się odwiedzić Króla Juliusza I w jego siedzibie albo doczytać o innym bieszczadniku – Krzysztofie Brossie, który zamieszkał na terenie dawnej miejscowości Teleśnica Sanna, czyli na dzisiejszym Półwyspie Brossa – naprzeciwko Wyspy Skalistej. Życzymy i Wam podobnych inspiracji i zgłębiania kolejnych tajemnic, jakie poukrywane są w różnych zakątkach Bieszczadów!

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Na Przysłup Caryński i Magurę Stuposiańską

Czterogodzinna wycieczka na urokliwy Przysłup Caryński z najpiękniejszym chyba schroniskiem w Bieszczadach i na Magurę Stuposiańską – jeden z bieszczadzkich „tysięczników”. Mimo oznaczeń na niektórych mapach szczyt nie jest już widokowy, jednak z podszczytowych polan południowej kulminacji odsłaniają się ładne widoki na pobliską Połoninę Caryńską i gniazdo Tarnicy. Szlak – szczególnie od strony Widełek – dość rzadko uczęszczany, pozwalający nawet w sezonie cieszyć się samotnością i szumem bukowego lasu.

2020.07.27

Informacje praktyczne

Samochód najwygodniej jest zostawić na parkingu przy polu namiotowym w Bereżkach (parking w sezonie płatny, opłata w punkcie sprzedaży biletów do BdPN; na miejscu bezpłatne sanitariaty), ew. naprzeciw wyjścia szlaku w Widełkach przy punkcie sprzedaży biletów – ale tam jest dużo mniej miejsca.

Opisaną przez nas trasę można pokonywać w obu kierunkach . Szlak zejściowy do Widełek jest dużo wygodniejszy i mniej błotnisty – my tę drogę wybraliśmy na zejście – ale równie dobrze można schodzić przez Przysłup Caryński – wtedy w drodze powrotnej będziecie mogli odpocząć w sympatycznym schronisku Koliba. Szlak do Bereżek jest jednak dużo częściej uczęszczany i bardziej błotnisty. Opisana przez nas pętla domyka się przejściem ok. 2,5 km asfaltem – na początku lub na końcu wycieczki (w zależności od tego, gdzie zostawicie samochód i z której strony będziecie ruszali). Całość trasy wymaga przejścia ok. 12 km i pokonania niecałych 500 m przewyższenia.

Bereżki – Przysłup Caryński

Wycieczkę zaczynamy późno – aż do wczesnego popołudnia padało, więc pogoda nie pozwoliła nam na zrealizowanie całodniowej górskiej trasy. Czterogodzinna wycieczka na Magurę Stuposiańską idealnie sprawdziła się jako plan na popołudnie w Bieszczadach.

Ruszamy z miejscowości Bereżki. Szlak zaczyna się przy polu namiotowym BdPN – pole jest rozległe, dysponuje dwiema solidnymi wiatami i naprawdę przyzwoitymi sanitariatami – może kiedyś się tu zatrzymamy? Idziemy za znakami żółtego szlaku, które najpierw przeprowadzają przez bujną roślinność, a potem wprowadzają w bukowy las. Szło by się nam naprawdę bardzo wygodnie, gdyby nie wszechobecne błoto – fakt, dziś od rana cały dzień padało, a dla warunków górskich na bieszczadzkich szlakach wiadomo, co to oznacza. Szlak w większości wiedzie wzdłuż potoku, dzięki czemu wycieczkę umila przyjemny szmer wody. Kilka razy ścieżka przekracza potoczek. Na naszej trasie od czasu do czasu mijamy turystów schodzących z Koliby, ale nie są to duże ilości ludzi – w porównaniu z najbardziej popularnymi szlakami Bieszczadów nasza trasa może wydać się zaciszna i kameralna.

Bereżki – tu rozpoczynamy wycieczkę
Szlak przechodzi przez teren pola namiotowego.
Potem wchodzi w wąską ścieżką wśród bujnej roślinności.
A następnie wprowadza w bukowe lasy
Po drodze kilka razy przekraczamy potoczki.
Natura dba o piękne dekoracje!

Po  godzinie wędrówki przez bukowy las stajemy na Przysłupie Caryńskim (785 m n.p.m.). To szeroka przełęcz pomiędzy Magurą Stuposiańską i Połoniną Caryńską. Niegdyś znajdował się tu przysiółek bojkowskiej wsi Caryńskie: Przysłup i stąd wzięła się obecna nazwa. Od węzła szlaków do schroniska musimy jeszcze zejść w dół żółtym szlakiem. Po kilku minutach meldujemy się przed najładniejszym naszym zdaniem schroniskiem w Bieszczadach. Schronisko studentów Politechniki Warszawskiej „Koliba” było kiedyś niewielką chatką, ale w 2010 roku zostało rozbudowane i teraz przedstawia się naprawdę imponująco.

Przed nami Koliba Politechniki Warszawskiej.
Nowa Koliba służy turystom od 2010 r.

Przysłup Caryński – Magura Stuposiańska

Przy Kolibie nie zatrzymujemy się na dłuższy postój, tylko od razu ruszamy w stronę Magury Stuposiańskiej – teraz zielonym szlakiem. Z podejścia otwierają się do tyłu piękne widoki na Połoninę Caryńską – z tej perspektywy prezentuje się ona bardzo okazale. Podejście zielonym szlakiem na Magurę prowadzi przez najbardziej chyba stromy odcinek dzisiejszego szlaku – ale na szczęście nie jest on zbyt długi, cieszy nas też mniejsza ilość błota (nareszcie!) i … towarzystwo wygrzanych słońcem malin.

Widok z Przysłupu Caryńskiego na Połoninę Caryńską
Wokół wszystko pachnie …. i bzyczy!
Z Przysłupu Caryńskiego szlak wspina się w kierunku Magury Stuposiańskiej

Im wyżej, tym podejście łagodniejsze. Wkrótce meldujemy się na rozstaju szlaków na niższym, południowym wierzchołku (983 m n.p.m.) Magury Stuposiańskiej. W jego okolicy z zarastającej polany są najpiękniejsze, choć ograniczone widoki, szczególnie pięknie prezentuje się gniazdo Tarnicy z Bukowym Berdem, Krzemieniem i Szerokim Wierchem.

Na wysokości 983 m osiągamy grzbiet.
Widok na gniazdo Tarnicy z okolica węzła szlaków
Widoki przez drzewa są ograniczone, ale urocze.
Rzut oka w stronę Połoniny Caryńskiej.

Ostatni odcinek na główną kulminację prowadzi już łagodnie nachylonym grzbietem, nie ma tu już więc dużego przewyższenia do pokonania. Wkrótce meldujemy się na Magurze Stuposiańskiej (1016 m n.p.m.). To jedna z wielu „magur” w polskich górach. Słowo „magura” ma pochodzenie wołoskie i niegdyś oznaczało odosobnione wzniesienia. Stuposiańska – to już łatwiej, wiadomo, od Stuposian.

Od węzła szlaków szlak idziemy jeszcze ok 15 min, by osiągnąć właściwy wierzchołek Magury Stuposiańskiej
Magura Stuposiańska to jeden z ‚tysięczników’ bieszczadzkich.
Widoki z Magury Stuposiańskiej niestety zarosły lasem.

Magura Stuposiańska –Widełki

Prawdziwy turysta nigdy tą samą drogą nie wraca😊, więc godząc się na dwuipółkilometrowy powrót asfaltem z Widełek do Bereżek, wybieramy na zejście niebieski szlak. To była dobra decyzja. Ścieżka długo prowadzi grzbietem, jest łagodnie nachylona, stosunkowo mało błotnista i jeszcze mniej popularna niż szlak z Bereżek na Przysłup Caryński – w drodze powrotnej nie spotykamy już nikogo. Niecałe półtorej godziny marszu i stajemy przy drodze Lutowiska-Ustrzyki Dolne. Na koniec w napotkanym strumyczku myjemy z grubsza nasze buty z tłustego błota, żeby móc jako tako wsiąść „na czysto” do samochodu – to już stały element programu lipcowego pobytu w Bieszczadach😊

Schodzimy niebieskim szlakiem na Pszczeliny.
Droga wiedzie przez bukowy las.

Widełki – Bereżki

Ostatni odcinek do półgodzinny spacer asfaltem z Widełek do Bereżek. Na szczęście trasa Lutowiska-Ustrzyki Górne nie jest jakoś specjalnie uczęszczana wieczorową porą, więc samochody nie są specjalnie uciążliwe. Przy naszym aucie stawiamy się po czterech godzinach od rozpoczęcia wycieczki. Udało nam się zrobić zgrabną szlakową pętelkę – idealną na kryzys kondycji lub dzień krótkiego okienka pogodowego. 🙂

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂