Międzyodrze – wycieczka kajakowa z Siadła Dolnego

Międzyodrze to unikatowy na skalę europejską obszar poprzecinanych kanałami mokradeł, starorzeczy, trzcinowisk i torfowisk, znajdujący się między dwoma ramionami Odry – Odrą Zachodnią i Odrą Wschodnią. Cały obszar jest niezwykle cenny przyrodniczo, głównie ze względu na niezliczone gatunki zamieszkujących go ptaków, choć oczywiście na terenie Międzodrza można też spotkać wiele gatunków ryb, płazów i ssaków. Teren Międzyodrza jest chroniony w ramach Parku Krajobrazowego Dolina Dolnej Odry i niemal cały jest pokryty siecią obszarów chronionych Natura 2000. To z całą pewnością jeden z najciekawszych parków krajobrazowych w Polsce. Widoki rozlewisk i przecinających je przesmyków wodnych, zatopionych w zieleni, z ptakami migającymi gdzieś w kadrze to jedne z najbardziej oryginalnych krajobrazów w naszym kraju. Pytanie tylko, jak tego doświadczyć osobiście, skoro przez teren parku, gdzie dominują mokradła i woda, z oczywistych względów nie prowadzą żadne szlaki piesze? Pozostaje odbyć wycieczkę prywatnym samolotem lub – jeśli nie dysponujecie takowym;) – postawić na kajak, którym można dotrzeć nawet do najbardziej niedostępnych zakątków parku.

Park Krajobrazowy Dolnej Ory – kajakiem przez kanał Żeglica i Odrę Zachodnią

20 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Na Międzyodrzu, poprzecinanym gęstą siecią kanałów, łatwo się zgubić. Warto więc mieć przy sobie dokładną mapę lub odpowiednią aplikację w telefonie – nam jak zazwyczaj świetnie sprawdziła się aplikacja mapy.cz. Odra na tym odcinku płynie bardzo leniwie, bez problemu można więc planować fragmenty płynięcia pod prąd. Pomysłów na trasy kajakowe na Miedzyodrzu jest bez liku – każdy może znaleźć coś dla siebie, w zależności od własnej kondycji i czasu, jakim dysponuje. Niektóre kanały są silnie zarośnięte roślinnością – przepływanie przez takie miejsca jest dość uciążliwe. Propozycjami tras służą zazwyczaj firmy wypożyczające kajaki. My skorzystaliśmy z usług bardzo dobrej wypożyczalni Wodnik w miejscowości Siadło Dolne (cena wypożyczenia kajaka w 2020 r.: 15 zł za godzinę, 50 zł za dobę). Na miejscu były dostępne mapki z propozycjami tras różnej długości, pan z wypożyczalni powiedział nam też, które kanały są zarośnięte i trudne do przepłynięcia. Pewną uciążliwością pływania po Międzyodrzu jest problem z miejscami do odpoczynku – brzegi są zazwyczaj niedostępne i silnie porośnięte trzcinami. My dziś znaleźliśmy odpowiednie miejsce dobicia do brzegu w okolicy śluzy . Po kanałach płynęliśmy ze średnią prędkością ok. 3 km/h, nasze pływanie jest jednak typowo amatorsko-rekreacyjne, no i po drodze robiliśmy niezliczoną ilość zdjęć, co na pewno wpłynęło na nasz czas. Pokonaliśmy niespełna 10-kilometrową trasę Siadło Dolne – Odra Zachodnia –  kanał Żeglica – Jezioro Kurowskie (połowa długości kanału) – ok. 500 m kanału Przecznica – Odra Zachodnia – Siadło Dolne. Cała wycieczka zajęła nam ok. trzech godzin. Po wycieczce kajakowej warto podjechać na wieżę widokową „Lecący Żuraw” położoną tuż za Odrą, już na terenie Niemiec, przy moście granicznym między Mescherin a Gryfinem.

Przed nami Zachodnia i Wschodnia Odra, a pod nami – Siadło Dolne. Stąd zaczynamy nasz spływ,

Kajakiem po Międzyodrzu – krótka trasa z miejscowości Siadło Dolne

Park Krajobrazowy Dolnej Odry został utworzony w 1993 r. i wchodzi w skład Międzynarodowego Parku Dolina Dolnej Odry, razem z niemieckim Nationalpark Unteres Odertal.  Obejmuje obszar między dwiema odnogami Odry – Odry Zachodniej i Wschodniej. Mokradła, torfowiska, trzcinowiska, starorzecza i kanały tworzą obszar unikatowy w skali europejskiej. Gospodarzami tego terenu bezsprzecznie są ptaki. Można tu obserwować wiele gatunków zagrożonych wyginięciem, jak sowa błotna, bielik, rybołów, kania czarna i ruda. Charakterystyczną cechą Międzyodrza sa licznie występujące na tym obszarze kanały. Są one pozostałością prac melioracyjnych, których celem było pozyskanie nowych obszarów pod pastwiska i uprawy rolnicze. Wysiłki osuszenia terenu, prowadzone sto lat temu, nie przyniosły jednak spodziewanych rezultatów – po II wojnie światowej zaniechano więc prób osuszenia Międzyodrza. Pamiątkami dawnych prac melioracyjnych są zabytkowe urządzenia hydrotechniczne, ukryte w różnych zakątkach Międzyodrza – ich zadaniem było przede wszystkim regulowanie poziomu wody. Nasza uwagę dziś zwróciły przede wszystkim śluzy, przez które dwa razy prowadziła nasza trasa. Najlepiej oczywiście byłoby spojrzeć na Międzyodrze z góry, przelecieć się nad nim jak ptak (Międzyodrze widziane z góry było prezentowane m.in. w serialu dokumetalnym „Polska z góry” przygotowanym przez Planete+), ale równie wspaniałym sposobem kontaktu z przyrodą tego obszaru jest wycieczka kajakowa. Podczas wycieczki na pewno spotkacie mnóstwo ptaków – my dziś widzieliśmy czaple, kaczki, kormorany, łabędzie, a dodatkowo wiele ptaków z gatunków, których nie znamy.

Ruszamy z miejscowości Siadło Dolne. Pan z wypożyczalni pokazuje nam mapki i opowiada o trasach, które możemy pokonać, ostrzegając o zarośniętych odcinkach kanałów. Kajaki są czyściutkie i wygodne. Wodujemy się na wygodnym drewnianym pomoście prosto na wody Odry Zachodniej i zaczynamy nasz spływ z biegiem rzeki na północ. Odra płynie tu spokojnie, nie ma tu silnego nurtu, więc pokonanie tego odcinka nie sprawia żadnego kłopotu.

Kajaczki już czekają na nas!
Ruszamy. Siadło Dolne zostaje za nami.
Wpływamy do Śluzy Dolnosiadelskiej.

Po niespełna pół kilometra skręcamy w prawo i wpływamy w Śluzę Dolnosiadelską, zapewniającą połączenie Odry z  Żeglickim Przekopem. Śluza niegdyś służyła do regulacji poziomu wody, wygląda zresztą podobnie jak śluzy na kanale Ostródzko-Elbląskim (relacja ze śluzowania na kajaku tutaj), ale ta oczywiście już nie działa i wyraźnie znać na niej ząb czasu. Zaraz za śluzą nikną ślady cywilizacji, a z nami zostaje wspaniała przyroda. To niesamowite, jak wiele wrażeń może dostarczyć taka wycieczka! Przed nami co chwile zrywają się do lotu czaple, nad głowami przelatują kaczki, na drzewach siedzą czarne jak smoła kormorany. Pięknie tutaj!

Na wrotach śluzy krótkie przypomnienie, jakie zasady obowiązują nas na terenie parku
Przez Śluzę Dolnosiadelską.
Pierwsze bliskie spotkania z przedstawicielami awifauny.
Żeglicki Przekop nie na darmo bywa nazywany Kanałem Kwiatowym!
Czujemy się tu bardzo blisko natury.
Udało się przyłapać całkiem z bliska płochliwą czaplę siwą.
Są też łabędzie.
Kormorany po raz pierwszy.

Z Żeglickiego Przekopu skręcamy w prawo w kanał Żeglica, którym spokojnie płyniemy kolejne kilkadziesiąt minut. Robimy sobie krótką wycieczkę w bok w odnogę, zwaną Jeziorem Kurowskim – zwabia nas tu głownie bliskość rezerwatu „Kurowskie Błota”. Kanał jest ślepy, ale do końca nie dopływamy – odwodzi nas od tego pomysłu para innych kajakarzy, którzy mówią, że przy końcu kanału roślinność wodna jest tak gęsta, że właściwie uniemożliwia płynięcie. Zawracamy więc z ok. połowy długości kanału i z powrotem dopływamy do Żeglicy.

Na chwilę wpłynęliśmy też do ślepo zakończonego Kanału Kurowskiego
Niedaleko stąd kończy się Żeglica.
Rzut oka w kierunku ślepej zatoczki.
Kormorany po raz drugi.
Trzy kormorany na drzewie siedziały, jeden odleciał i dwa już zostały🙂
Ostatnie dwa opuszczają samotne drzewo, pora ruszać dalej.

Nasze pierwotne plany zakładały, że  kanałem Przecznica, stanowiącym kontynuacę Żelglicy, dopłyniemy aż do Skośnicy, a nią – do Odry Zachodniej. Niestety, po kilkuset metrach zatrzymała nas gęsta jak zupa rzęsa i inne rośliny wodne – uznaliśmy, że w składzie rodzinnym nie ma sensu przez najbliższe kilkadziesiąt minut walczyć o każdy metr trasy. Zawróciliśmy więc i przez kolejną śluzę przepłynęliśmy z Przecznicy do Odry Zachodniej.

Wpływamy na Kanał Przecznica.
Po lewej mijamy budynek towarzyszący dawnej śluzie.
Płynie się coraz trudniej.
Dla Grzesia gęsta wodna roślinność to nawet fajna zabawa!
Dla innych niekoniecznie:) Co to za zielsko…
I jak my mamy dalej płynąć?
Chyba się nie da. Wracamy w stronę śluzy, którą minęliśmy przed chwilą.
W śluzie spotykamy niewielką grupę kajakarzy.
Druga śluza jest jeszcze bardziej klimatyczna.
Szkielet wrót śluzy z góry.
Przy śluzie wypatrzyliśmy dogodne miejsce do zatrzymania się.
Ostatnie spojrzenie na śluzę.

Ostatni odcinek naszej wycieczki to płynięcie pod prąd Odrą Zachodnią do Siadła Dolnego, gdzie rano rozpoczynaliśmy przygodę z Międzyodrzem. Trochę obawialiśmy się płynięcia pod prąd, mimo zapewnień pana z wypożyczalni, który przekonywał nas, że na tym odcinku nie jest to żadnym problemem. Na szczęście obawy okazały się niesłuszne. Odra płynie tu tak leniwie, że prąd jest niemal niewyczuwalny – oczywiście po przebytym kilometrażu widać, że kilometry nie uciekają tak szybko jak na fragmentach biegnących z nurtem rzeki, ale rzeczywiście pokonanie tego odcinka pod prąd nie jest problematyczne. Najlepiej tylko płynąć blisko brzegów, a nie trzymać się środka rzeki – tam i nurt jest silniejszy i wiatr bardziej dokuczliwy.

Mijamy 28. kilometr Zachodniej Odry.
Trzymamy się wschodniego, bardziej dzikiego brzegu Zachodniej Odry.
Kaczuchy w locie.
Na widocznym w oddali zachodnim brzegu ciągną się zabudowania Kurowa i Siadła Dolnego.
Z północy nadpływa wielgaśny ,,wycieczkowiec”
Ustawiamy się dziobami do niego – fale nieźle nas za chwilę pobujają!
Chwila moment i woda się uspokaja. Nurt Zachodniej Odry jest bardzo spokojny.

W Siadle Dolnym meldujemy się po trzech godzinach od rozpoczęcia spływu. Wycieczkę kończymy z wielką satysfakcją, że udało nam się zobaczyć „od środka” tak piękne i cenne przyrodniczo miejsca, ale też z poczuciem niedosytu – jak chętnie pokornikowałoby się dłużej po różnych kanałach i zakamarkach Międzyodrza! Może kiedyś tu jeszcze wrócimy ze starszymi dziećmi? Wtedy nawet porośnięte roślinnością kanały nie będą dla nas problemem!

Ostatnie spojrzenie na obie odnogi Odry ze wzgórza nad Siadłem Dolnym.

Wieża obserwacyjna „Lecący Żuraw”

Kto nie chciałby spojrzeć na Międzyodrze z lotu ptaka? Panorama wprawdzie nie jest zbyt szeroka, ale ładnie stąd prezentuje się Odra , widać też sąsiadujące z nią obszary podmokłe i rozlewiska. To świetne uzupełnienie wycieczki kajakowej!

Wieża znajduje się już na terenie Niemiec, przy moście granicznym między Mescherin a Gryfinem. Dojazd z Siadła Dolnego (fragment trasy przecina terytorium Niemiec) zajmuje tylko ok. 10 minut. Wstęp na wieżę jest bezpłatny. Tego samego dnia podjechaliśmy jeszcze do pomnika przyrody „Krzywy las”, w którym zobaczyć można niesamowite zdeformowane sosny zwyczajne. Dojazd do Krzywego Lasu spod wieży „Lecący Żuraw” zajmuje tam ok. 20 minut. Relację z tej wycieczki znajdziecie tutaj.

Teraz naszym celem jest wieża widokowa „Lecący Żuraw”. Wracamy do PK Doliny Dolnej Odry tylko kilka kilometrów bardziej na południe.
Wieża widokowa Lecący Żuraw znajduje się po niemieckiej stronie Odry
Konstrukcja wieży jest imponująca.
A widok z niej całkiem zacny!
Zachodnia Odra i rozlewiska po stronie niemieckiej.
Po niemieckiej stronie granicy teren jest objęty ochroną jako park narodowy.
Nawet na most, którym przyszliśmy, możemy spojrzeć z góry.
Po kilku minutach opuszczamy Niemcy. Samochód zostawiliśmy zaraz za rzeką po polskiej stronie.

Więcej wycieczek w tej okolicy? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Spływ kajakowy Wartą na odcinku Kłopotowo-Kostrzyn nad Odrą

Spływ ujściowym odcinkiem trzeciej pod względem długości rzeki w Polsce. Trasa wiedzie przez odludne tereny Parku Narodowego Ujście Warty – cisza i spokój gwarantowane! Spływ nie sprawia realnych trudności – nie ma żadnych przeszkód wodnych, nurt Warty nad tym odcinku jest spokojny, choć dość szybki. Główną frajdą z wycieczki jest doświadczenie spłynięcia naprawdę dużą rzeką – w dodatku z dala od cywilizacji.

Kajakiem przez Park Narodowy Ujście Warty

16 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Długość odcinka Kłopotowo-Kostrzyn wynosi 20 km. Płynęliśmy z trójką dzieci – od przedszkolaka do nastolatka – i odcinek ten pokonaliśmy w 5 godzin (z dwoma dłuższymi postojami). Nasza prędkość na rzece wynosiła (przy w miarę spokojnym wiosłowaniu) ok. 6 kilometrów na godzinę. Dużym sprzymierzeńcem w naszej wycieczce był wschodni wiatr, który przez cały dzień pchał nas do przodu – chwilami mieliśmy nawet ochotę rozłożyć żagle;) Przy wietrze z przeciwnej strony czas pokonywania odcinka zapewne jest nieco dłuższy.

Oferta wypożyczalni kajaków w okolicy ujścia Warty nie jest bogata – my korzystaliśmy z usług Biura Turystyki Przyrodniczej Słońsk.

Mimo że opisywany odcinek przy spokojnych warunkach pogodowych nie sprawił nam żadnych trudności, Warta jest rzeką głęboką i zdradliwą – na spływie kapoki dla wszystkich obowiązkowe!

Do ujścia Warty kajakiem

Warta – główny prawy dopływ Odry, trzecia pod względem długości rzeka Polski (lub nawet druga – jeśli weźmiemy pod uwagę rzeki płynące w całości w granicach kraju) w swoim końcowym odcinku majestatycznie i dostojnie toczy swoje wody. Średnia prędkość nurtu Warty wynosi ok. 5-6 km na godzinę – oczywiście zależy to od poziomu wody w rzece. Głębokość rzeki wynosi – w zależności od miejsca – od kilkudziesięciu centymetrów do kilku metrów.

Spływ zaczynamy w Kłopotowie – miejscu przeprawy promowej przez Wartę. Promem „Lubusz” mogą tu przepłynąć przez rzekę i piesi, i zmotoryzowani.  Kłopotowo to niewielka osada licząca obecnie tylko niewiele ponad 200 mieszkańców. Ranga miejscowości jeszcze 100 lat temu była znacznie większa – założono tu min. okazały zespół parkowo-pałacowy von Wedelów. Modernistyczny pałac można dziś wynająć np. na seminaria czy warsztaty.

Warta w okolicach Kłopotowa
Czekając na kajaki…
Spływ zaczynamy przy przeprawie promowej w Kłopotowie
To 22. kilometr rzeki

Przez cały dzień płyniemy dziś z dala od jakichkolwiek oznak cywilizacji. Nasza trasa wiedzie przez odludne tereny Parku Narodowego Ujście Warty.  Ten najmłodszy polski park narodowy został utworzony w 2001 r. Mozaika obszarów podmokłych, łąk i trzcinowisk stwarza idealne bytowania dla wielu gatunków ptaków – występuje tu ok. 270 gatunków skrzydlatych mieszkańców – aż 75% wszystkich gatunków odbywających lęgi w Polsce. Symbolem parku narodowego jest od 2020 r. gęś tundrowa – i nic dziwnego: jesienią na nadwarciańskich łąkach można zaobserwować nawet kilkadziesiąt tysięcy tych ptaków. Ogromne bogactwo i zróżnicowanie gatunków ptaków występujących nad Wartą jest wyróżnikiem tego parku narodowego. Na terenie PN Ujście Warty wyznaczono wiele ścieżek dydaktycznych. Mimo że spacer tymi ścieżkami to chyba najlepszy sposób na kontakt z przyrodą parku (relacja ze spaceru po krótkiej i atrakcyjnej ścieżce Mokradła tutaj), poznawanie przyrody Warty z perspektywy rzeki jest jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem.

Między Kłopotowem a Kostrzynam nad Odrą
Niech no tylko ktoś nam powie, że przedszkolaki nie lubią kajaków!

Podczas spływu robimy sobie dwa bardzo przyjemne odpoczynki – jeden naprzeciwko wiaty turystycznej na 14. kilometrze rzeki i drugi – na piaszczystym brzegu ok. 6 km przed Kostrzynem. Przez cały dzień nie spotykamy nikogo – nie licząc płynącej dwoma kajakami niemieckiej rodziny, która razem z nami ruszała rano na spływ. To wszystko w piękny sierpniowy dzień w samym środku wakacji!

Pora na odpoczynek nr 1.
Co jest hitem postoju? Wrzucanie kamieni do wody!
…i kopanie błotnych studni!
Starsza część wycieczki ma nieco inne upodobania
To się nazywa dobra miejscówa na postój!
W takim to oto uroczym miejscu urządziliśmy sobie pierwszy odpoczynek.
Wszystko co dobre, szybko się kończy – płyniemy dalej!:)
Pora na odpoczynek nr 2. Miejsce jest równie przyjemne!
Wyruszamy na ostatnią prostą – przed nami Kostrzyn nad Odrą.

Spływ kończymy w Kostrzynie nad Odrą. Dogodne miejsce na dobicie do brzegu znajduje się ok. 20 m przed mostem. Potem za mostem po prawej stronie znajduje się przystań pasażerska, ale nabrzeże tam jest wybetonowane i wysokie – znacznie wygodniej jest dobić do brzegu wcześniej. Jeśli będziecie jeszcze dysponowali czasem, po spływie koniecznie warto zwiedzić teren starego Kostrzyna. Kostrzyn nad Odrą jest uznawany za najbardziej zniszczone przez II wojnę światową miasto na terenie dzisiejszej Polski. Kostrzyńska starówka nie została odbudowana po zniszczeniach wojennych – wrażenia ze spaceru po takim nietypowym pomniku okrucieństw wojny niesamowite (opis wycieczki po Kostrzynie tutaj).

Mijamy pierwsze zabudowania Kostrzyna.
Przed nami widać już most drogowy – tuż przed nim kończymy spływ.
Most drogowy w Kostrzynie, a za nim most kolejowy.
W okolicy mostu drogowego do Warty wpada piękna Postomia.
Przystań Pasażerska w Kostrzynie – punkt końcowy naszego spływu.

Więcej propozycji wycieczek po okolicy? Zajrzyjcie tutaj🙂

Spływ kajakowy Myślą na odcinku Mostno–Dargomyśl

Czy próbowaliście kiedyś popłynąć z biegiem Myśli albo po prostu spłynąć Myślą? Nie? My też nie – aż do dzisiaj! Gdy tylko zorientowaliśmy się, że w okolicy naszego wakacyjnego lokum na Pojezierzu Myśliborskim płynie rzeka o nazwie Myśla, to po prostu MUSIELIŚMY urządzić sobie spływ choćby krótkim jej fragmentem. Ta nazwa nas urzekła – i perspektywa płynięcia Myślą wydała się tak nieodparcie kusząca, że po prostu musieliśmy to zrobić!😊

Bieg Myśli – co w sumie nie dziwi – nie jest prosty i przewidywany. Myśla zachowała swój naturalny charakter i pięknie meandruje między lasami, torfowiskami i rozlewiskami starorzeczy. Szlak kajakowy należy do umiarkowanie trudnych – w nurcie rzeki znajdziecie mnóstwo przeszkód, głównie powalonych drzew, których pokonywanie przypomina manewrowanie w prawdziwym labiryncie Myśli! Miejscami nie jest łatwo, ale zdecydowanie nie jest też nudno – wrażenia z wycieczki wyniesiecie niezapomniane!

Odcinek Mostno–Dargomyśl to „tylko” niespełna 14 kilometrów – ale nie dajcie się zwieść pozorom. Na wielu rzekach taki fragment szlaku kajakowego można przepłynąć w 3 godziny, a tutaj zajęło nam to prawie dwa razy tyle czasu. Nurt Myśli jest bardzo wolny, a rzeka miejscami jest nieźle zarośnięta bujną wodną roślinnością. Do tego dochodzi pokonywanie wodnych przeszkód – znajdowanie optymalnej drogi między powalonymi pniami to wielka frajda i niezłe wyzwanie nie tylko fizyczne, ale też intelektualne!

Z biegiem Myśli, czyli kajakiem z Mostna do Dargomyśla

12 sierpnia 2020 r.

Informacje praktyczne

Myśla jest jednym z dopływów Odry. Swój obszar źródliskowy ma na Pojezierzu Myśliborskim, po niespełna 100 km uchodzi do Odry nieco na północ od ujścia Warty, w okolicy miejscowości Chlewice.

Spływy kajakowe Myślą są ciekawe nie tylko ze względu na oczywiste skojarzenia językowe. To po prostu bardzo atrakcyjna rzeka dla kajakarzy! Spływy organizuje kilka firm, najlepiej chyba wybrać jedną z tych, które mają swoje siedziby bezpośrednio nad rzeką, co z oczywistych względów obniża koszty (jeżeli spływacie do bazy lub ruszacie z niej, to najczęściej organizatorzy do ceny nie doliczają żadnych kosztów transportu). Firmy organizujące spływy znajdują się m.in. w Mostnie czy Dargomyślu. My skorzystaliśmy z usług firmy max-kajak.pl z Dargomyśla.

Trudno nam wypowiadać się o całym szlaku kajakowym na Myśli, ale odcinek między Mostnem a Dargomyślem był dla nas jednym z najciekawszych, jakimi dotychczas płynęliśmy. Jego trudność określana jest jako umiarkowana – dla nas był całkiem wymagający – ostatnie kilometry płynęliśmy już nieźle zmęczeni pokonywaniem kolejnych trudności. Szczególnie ciekawie płynęło nam się przez odcinek między Mostnem i kamiennym mostem w okolicy Dębna. Później nurt Myśli zrobił się już bardzo leniwy i wysiłek wkładany w pokonywanie kolejnych kilometrów był chyba nawet większy niż na jeziorze, bo spływ utrudniała bujna roślinność i powalone drzewa w korycie rzeki. Znaczna część Myśli, prawdopodobnie ze względu na bardzo leniwy prąd, zarośnięta jest całymi łanami strzałki wodnej. To bardzo urocze, chociaż w istotny sposób spowalnia kajaki. A jeżeli chodzi o przeszkody, to ani razu nie trzeba było przenosić kajaka, ale wielokrotnie musieliśmy kłaść się niemal na płasko, żeby przepłynąć pod wiszącymi nad rzeką konarami. Niezliczoną ilość razy pokonywaliśmy też znajdujące się nieznacznie pod wodą kłody „na przepych” – a także wszelkimi innymi możliwymi technikami. Spływ Myślą dał więc nam nieco w kość – oczywiście tym wiosłującym (nam i płynącemu w jedynce Tymkowi), bo młodsze dzieci po wycieczce były świeżutkie jak szczypiorek i kipiały energią;), ale też zapewnił niezapomniane wrażenia. Jeśli macie ochotę na dzień pełen przygód, Myśla to trasa dla Was!

Zaczynamy spływ Myślą niedaleko miejscowości Mostno.
Punktem początkowym spływu jest kamienny most .
W okolicy mostu wodujemy kajaki
Płyniemy Myślą w kierunku Dargomyśla
Myśla jest prawym dopływem Odry
Rzeka ma długość niemal 100 km
Myśla zachowała swój naturalny charakter
Stałym elementem krajobrazu są zwalone do wody drzewa.
Promowaniem walorów turystycznych rzeki zajmuje się stowarzyszenie o wdzięcznej nazwie ‚Z Biegiem Myśli’
Myśla czasami nazywana jest ‚templariuszową rzeką’ – ze względu na niegdyś liczne na tym terenie siedziby templariuszy.
Na Myśli często spotyka się strzałkę wodną.
W ogólne roślinność wodna jest bardzo bujna!
Uuups, ktoś chyba zgubił skarpetki!:)
Trasa spływu jest bardzo urozmaicona.
Nie nudzą się nawet najmłodsi!
Znaczna część naszej trasy wiedzie przez lasy.
Miejscami Myśla jest płytka, ale miejscami zmienia się w całkiem głęboką rzekę.
Podziwiamy strome zalesione zbocza doliny Myśli.
Płynie się miło, ale postoje są równie przyjemne!
Rzeka nie pozwala się nudzić ani przez chwilę
Tym razem udało się nie stracić głowy;)
W pokonywaniu przeszkód wszystkie chwyty dozwolone
Leśne odcinki trasy pozwalają cieszyć się cieniem w upalny dzień.
Przed nami wyrastają coraz to kolejne przeszkody.
Po 5 km przepływamy pod kamiennym mostem
Most znajduje się niedaleko miejscowości Dębno.
Za mostem wypływamy z lasu – teraz towarzyszy nam piękne słońce.
Myśla gęsto meandruje – ręce mają niezłe wyzwanie!
Kajakowanie pozwala na bardzo bliski kontakt z naturą…
Przez morze roślinności.
Myśla w dużej mierze zachowała swój pierwotny charakter – brzegi często są niedostępne.
Pasażerowie z przodu mają nieco więcej odpoczynku niż ci z tyłu.
Co chwila inny kajak z naszej ekipy wysuwa się na prowadzenie.
Most kolejowy na Myśli
Ups, komuś chyba odpłynął kajak!
Czasem Myśla wymaga od nas przeciskania się przez wąskie przesmyki.
Wolny nurt sprawia, że drzewa pięknie odbijają się w wodzie.
Miłe spotkanie z kaczkami🙂
Dargomyśl – zapora przy małej elektrowni wodnej – tu kończymy nasz spływ.
Niegdyś działał tu duży młyn
Dargomyśl to punkt końcowy naszej dzisiejszej trasy.

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Jezioro Myśliborskie kajakiem

Szukacie całkiem dużego i jednocześnie czystego jeziora, świetnie nadającego się do sportów wodnych i kąpieli? Jezioro Myśliborskie jest świetnym wyborem! Położone poza większymi szlakami kajakowymi czy żeglarskimi nie przyciąga tłumów, więc spokój gwarantowany!

Co prawda dzisiaj w lepszym poznaniu akwenu przeszkodziła nam nadciągająca burza, ale i tak wycieczkę kajakową z Myśliborza zaliczamy do udanych. Ponad 8 kilometrów wiosłowania, piękne widoki, a do tego wyśmienita kąpiel na spokojnej plaży. Czy można chcieć czegoś więcej? A to dopiero początek naszych wakacji na Pojezierzu Myśliborskim!

Jezioro Myśliborskie – okolice Myśliborza i plaża za Kruszwinem

10 sierpnia 2020 r.

Jezioro Myśliborskie ma ponad 600 ha powierzchni i ponad 6 kilometrów długości. W południowej części, na obrzeżach Myśliborza i małej miejscowości Utonie (w której spędzamy nasze tegoroczne wakacje) jego linia brzegowa jest nieco bardziej urozmaicona. Właśnie tę część poznajemy dzisiaj z pokładu kajaka.

Informacje praktyczne

Jedyna przystań oraz wypożyczalnia sprzętu wodnego na brzegach Jeziora Myśliborskiego znajduje się przy głównej plaży miejskiej w Myśliborzu. Jezioro świetnie nadaje się zarówno dla żeglarzy, jak i kajakarzy. Turystów tu niewielu – w wypoczynku nie będzie więc przeszkadzał nam natłok innych jednostek pływających. W wypożyczalni dostępnych jest zaledwie 10 kajaków i podobna ilość rowerków wodnych. Żaglówkę widzieliśmy dziś na jeziorze tylko jedną. Ceny w wypożyczalni są bardzo zachęcające. Nawet w szczycie sezonu wynajęcie dwuosobowego kajaka (tylko takie zresztą tu mają) kosztuje 8 zł za godzinę lub 40 zł za dobę. Kajaki co prawda nie są najnowsze, ale za to z pięknymi drewnianymi wiosłami, którymi bardzo przyjemnie się wiosłuje.

Plaża miejska w Myśliborzu
Znajduje się tu niewielki porcik jachtowy
… i wypożyczalnia sprzętu wodnego.

Kajakiem po Jeziorze Myśliborskim

Celem naszej dzisiejszej wycieczki kajakowej był rekonesans – to pierwszy dzień naszych wakacji na Pomorzu Zachodnim – w tym poszukanie dogodnych miejsc do plażowania i kąpieli z dala od nieco gwarnej, chociaż dużej i dobrze utrzymanej plaży w Myśliborzu. O dzikie zejścia nad Jeziorem Myśliborskim nie jest łatwo, brzegi jeziora są mocno obrośnięte trzciną, a dostępy pozagradzane przez właścicieli działek. Udaje nam się jednak znaleźć to, czego szukaliśmy, kilkaset metrów za miejscowością Kruszwin, położoną nad zachodnim brzegiem Jeziora Myśliborskiego. Już z daleka widoczny długi pomost, a obok niego niewielka dzika plaża i mała zatoczka, gdzie spokojnie można zacumować kilka kajaków.

Na tej plaży (na internetowej mapie nazywanej „Plaża Stary Szkuner”) spędzamy co najmniej godzinę, wesoło pławiąc się w ciepłej wodzie. Nie przeszkadza nam nawet trochę muliste dno. Szczególną frajdą jest podglądanie ryb – przejrzystość wody jest całkiem dobra!

Ruszamy z Myśliborza w kierunku Kruszwina
Długość Jeziora Myśliborskiego to ponad 6 km
Przez jezioro przepływa rzeka Myśla.
Głębokość Jeziora Myśliborskiego sięga nawet 22 metrów.
W oddali doskonale widoczna wieża neogotyckiego kościoła w Kruszwinie.
Sprzed kajaka pierzchają nam mewy
Wpływamy na dziką plażę za miejscowością Kruszwin.
Przybijamy do brzegu – to idealne miejsce na postój kąpielowy!
Wstępne rozeznanie – woda cieplutka – stajemy na kąpiel!
Brzegi Jeziora Myśliborskiego są porośnięte trzcinami, więc nie wszystkie miejsca nadają się do kąpieli.
Przybrzeżna płycizna łatwo się nagrzewa – woda dziś miała ponad 22 stopnie.

Po kąpieli szybko przebieramy się i z powrotem wskakujemy do kajaków. Pierwotnie planowaliśmy popłynąć jeszcze kolejne półtora kilometra dalej na północ, by odwiedzić jeszcze jedną plażę – tę położoną obok niewielkiego pola biwakowego tutejszego nadleśnictwa. Niestety, gromadzące się chmury burzowe nie wróżą niczego dobrego, więc szybko korygujemy plany i ruszamy z powrotem do Myśliborza.

Pogoda się psuje, rezygnujemy więc z planów dopłynięcia na północny kraniec jeziora
W drodze powrotnej do Myśliborza.
Kajaczki i kąpiel – idealny przepis na wakacyjny dzień!

W drodze powrotnej zaglądamy jeszcze do południowo-zachodniej odnogi jeziora, położonej bliżej Utonia, mając nadzieję, że uda nam się znaleźć dziką plażę,  na którą będzie można przyjść pieszo. Niestety, poszukiwania, siłą rzeczy przyspieszone przez pomrukiwania zbliżającej się burzy, tym razem nie kończą się powodzeniem. Wracamy w samą porę – dosłownie w chwilę po oddaniu kajaków na ziemię spadają pierwsze krople deszczu. Burza nadal tworzy się nad jeziorem i niedługo wszystko kończy się ulewą, która na szczęście nas zastaje już w naszym przytulnym domku w Utoniu.

Jezioro Myśliborskie przy bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje, nawet pomimo niewielkiej ilości dzikich plaż i zorganizowanych kąpielisk. Już pierwszego dnia naszych wakacji zaciekawił nas też sam Myślibórz, z którego wyruszyliśmy kajakiem na wycieczkę. W jednym z kolejnych dni udało nam się też zwiedzić to urocze miasto z wieloma pamiątkami średniowiecznej świetności. Naszą relację ze spaceru po Myśliborzu znajdziecie tutaj.

Więcej propozycji wycieczek po okolicach Pojezierza Myśliborskiego? Zajrzyjcie tutaj 🙂

Jezioro Solińskie… kajakiem!

Są takie zakątki w Bieszczadach, w które nie da się dotrzeć piechotą. Jednym z takich miejsc są urokliwe zatoczki Jeziora Solińskiego. Te piękne miejsca można odwiedzić tylko od strony wody. Namawiamy Was na kajak, który umożliwia dotarcie tam, gdzie trudno byłoby dopłynąć nawet żaglówką.

Jezioro Solińskie to jedna z największych atrakcji turystycznych w okolicy Bieszczadów. W sezonie koroną zapory w Solinie spacerują jednak tłumy turystów, a okolice Polańczyka bardziej przypominają zatłoczone kurorty niż zaciszne miejscowości podgórskie.

Wschodnie ramię Jeziora Solińskiego jest znacznie bardziej dzikie. Jest tam dużo mniej ośrodków wypoczynkowych, a im dalej od zapory, tym rzadziej zaglądają tu stateczki wycieczkowe i motorówki. Można znaleźć zatoczkę tylko dla siebie albo pozaglądać w trudno dostępne zakamarki jeziora i naprawdę doświadczyć kontaktu z przyrodą. Taki kajakowy dzień to przepiękne połączenie wody, zalesionych pagórków i skalistych brzegów Jeziora Solińskiego.

Solina – kajakiem po Zatoce Sanu

Jezioro Solińskie to sztuczny akwen, który powstał w latach 60. XX w. Plany budowy zapory na Sanie miały swój początek już w latach 20., jednak II wojna światowa nie pozwoliła na ich realizację. W latach 50. wrócono do tej koncepcji i w 1960 r. zaczęto budowę zapory i elektrowni wodnej, która rozpoczęła pracę 20 lipca 1968 r. Dla kilkuset osób zamieszkujących tereny, które zostały przeznaczone do zalania, był to wielki cios. W wioskach położonych na tym odcinku doliny Sanu i w okolicach dopływów tej pięknej bieszczadzkiej rzeki panował podobno wyjątkowy klimat, było bardzo ciepło, co pozwalało na uprawę wielu gatunków roślin i hodowlę zwierząt.

Po zbudowaniu zapory okolica zmieniła się nieodwracalnie. Trudno to oczywiście jednoznacznie oceniać – powstała atrakcja turystyczna o kluczowym znaczeniu dla całego regionu, a przyroda radzi sobie doskonale w nowych realiach, przynajmniej na terenach wokół wschodniej, mniej zagospodarowanej turystycznie części jeziora, przez którą było nam dane dzisiaj kajakować.

Informacje praktyczne

Wypożyczalnie kajaków są zlokalizowane zwykle w ośrodkach wypoczynkowych, położonych nad brzegami Jeziora Solińskiego. My skorzystaliśmy z usług jednej z wypożyczalni funkcjonujących w miejscowości Olchowiec na malowniczym półwyspie wcinającym się między dwie najbardziej na południe wysunięte odnogi zalewu. Taka lokalizacja pozwalała zrealizować nasze plany odkrywania zakątków wschodniej części Jeziora Solińskiego, zwanej czasami Zatoką Sanu. Cena wypożyczenia dwuosobowego kajaka na cały dzień oscyluje około 100 zł (lato 2020 r.). Wydaje nam się, że warto być na miejscu wcześnie rano, bo kajaków nie jest zbyt dużo, zaraz po nas „wypożyczyły się” kolejne 3 kajaki i w wypożyczalni zostały tylko 2.

Trasę można modyfikować dowolnie, w naszym odczuciu szczególnie warte odwiedzenia są kameralne zatoczki, szczególnie Zatoka Victoriniego i Zatoka Suchego Drzewa oraz Zatoka Teleśnicka jako przykład dłuższej zatoki, która może wręcz przypominać fiord. Koniecznie trzeba opłynąć Wyspę Skalistą z jej zróżnicowaną linią brzegową – od wschodu jej brzegi są strome i skaliste, a od zachodu łagodne, z kameralną żwirową plażą. Zatoka Rajskie również jest mało popularnym miejscem – wody Jeziora Solińskiego tworzą tu coś w rodzaju rozlewisk, sprzyjających gniazdowaniu wodnego ptactwa, widzieliśmy w tej okolicy też bobrowe żeremia.

W piękny lipcowy dzień (w środku tygodnia) na wodach wschodniej części Jeziora Solińskiego błąkały się tylko pojedyncze żaglówki i motorówki, kilka rowerków wodnych, a kajaki można było policzyć na palcach jednej ręki. Pewnie zupełnie inaczej byłoby w okolicach Polańczyka, Jawora, czy Wołkowyi a nawet Chrewtu, ale te okolice z licznymi przystaniami i ośrodkami wypoczynkowymi celowo omijaliśmy.

Spędziliśmy na wodzie i krótkich odpoczynkach na brzegach jeziora łącznie siedem godzin, przepływając około 23 km. Z Olchowca popłynęliśmy na północ wzdłuż wschodnich brzegów tej części Jeziora Solińskiego. Odwiedziliśmy m.in. Zatokę Victoriniego, podpłynęliśmy pod Wyspę Skalistą i wpłynęliśmy do końca Zatoki Teleśnickiej. W drodze powrotnej opłynęliśmy Wyspę Skalistą od zachodu i popłynęliśmy na południe wzdłuż zachodnich brzegów Zatoki Sanu, tym razem zaglądając do Zatoki Suchego Drzewa. Na koniec wpłynęliśmy głęboko w Zatokę Rajską.

Poniżej znajdziecie zdjęcia z naszej wycieczki, a pod nimi odrobinę informacji o wyjątkowych ludziach, którzy związali swoje życie z opuszczonymi terenami na brzegach Jeziora Solińskiego.

Widok na Solinę z plaży w Olchowcu.
Ruszamy – nawet nasz kajak odpowiednio się nazywa:)
Podpływamy do pierwszej skalnej ściany.
Skały są naprawdę imponujące!
Tutaj tak jak w przypadku nadmorskich klifów i tu na skały działa siła fal.
Co roku setki głazów zsuwają się do jeziora.
Zaglądamy do kolejnych zatoczek.
Czasami widoki są jak w nadmorskich lagunach.
Twardsze skały głębiej wcinają się w jezioro.
Woda jak lazur.
Na brzegu kolejnej zatoczki
Kajaki: cudowne połączenie relaksu i sportowego wyzwania!
Na horyzoncie Wyspa Skalista.
Wschodnie brzegi wyspy rzeczywiście są skaliste.
Teraz przyjmujemy kurs na Zatokę Teleśnicką.
Na północnym brzegu Zatoki Teleśnickiej wielkie składowisko łódek.
Wschodni kraniec Zatoki Teleśnickiej.
Wypływając z Zatoki Teleśnickiej…
Najwięcej żaglówek kręci się w okolicy Wyspy Skalistej.
Ach, Solina, Solina, Solina!
Naszą łajbę też trzeba na chwilę wyciągnąć na brzeg.
Mała plaża naprzeciwko wyspy – tylko dla nas!
Prawie jak Chorwacja – w tle Wyspa Skalista:)
A to znany stateczek wycieczkowy Tramp.
Przed dziobem kajaka przemknęło nam stado kaczek.
Na południowo wschodnim horyzoncie majaczy wał Otrytu.
Wracamy wzdłuż wschodniego brzegu Zatoki Sanu.
W jednej z małych zatoczek urządzamy sobie postój na kąpiel.
Woda ma wyraźnie więcej niż 20 st.
Kolor wody potrafi przypominać południowe morza.
Przed nami Olchowiec – stamtąd wypłynęliśmy.
Przed oddaniem kajaka robimy sobie jeszcze małą wycieczkę w kierunku Zatoki Rajskie.
Za pierwszym zakrętem wyłania się Otryt, teraz już znacznie bliżej.
Im głębiej w zatokę, tym bardziej czujemy się jak na Sanie – tylko nurt jest spokojniejszy.
Rozlewiska przyciągają ptactwo wodne.
Bobrowe żeremia z bliska.
Łódki cumujące w pobliżu Olchowca.
Olchowiec – tu zaczęliśmy i tu kończymy naszą przygodę z Soliną.
Kajak oddany – wracamy!

Ludzie Legendy związani z Soliną

Podczas włóczęgi po wodach Jeziora Solińskiego zaciekawiły nas szczególnie historie ludzi związanych z tutejszymi odludnymi zakątkami: skąd się wzięła nazwa Zatoki Victoriniego? Kto mieszka w pustelniczej chatce w Zatoce Suchego Drzewa? Na te pytania koniecznie chcieliśmy znaleźć odpowiedzi. Poniżej informacje, które wydały się nam najbardziej ciakawe:)

Nazwa Zatoki Victoriniego pochodzi od Henryka Victoriniego – legendarnego bieszczadnika, który w latach 50. przyjeżdżał w Bieszczady wraz z kolegą ze studiów weterynaryjnych na sezonowy wypas bydła. Z PGR-u dostawali przydziałowe konie, karabin, stary namiot i surowicę przeciwżmijową, by wypasać w dolinie Sanu stado kilkuset krów. W 1958 r. został zatrudniony na planie film Rancho Texas jako kaskader dublujący Bogusza Bilewskiego w najtrudniejszych scenach jeździeckich. Ekipa filmowa pracowała na terenach dawnej wsi Tworylne, tam też w baraku pozostałym po filmowcach Henryk Victorini prowadził w kolejnych latach stanicę PTTK „Szept” (wycieczkę na dzisiejsze tereny Tworylnego opisujemy tutaj).

W latach 60. Victorini prowadził stanicę turystyczną w Sokolem. Wówczas jej bazę stanowił dawny pałacyk, w którym w okresie międzywojennym ówczesna właścicielka, Aleksandra Brandysowa prowadziła pensjonat i stację turystyczną PTT. I tutaj losy pana Henryka splatają się z Jeziorem Solińskim – wraz z powstaniem zbiornika teren wsi Sokole został zalany. Z materiałów pozostałych po rozbiórce pałacyku Victorini zbudował dom, który do dnia dzisiejszego jest jedyną pamiątką po nieistniejącej wsi.

Przez dziesiątki lat Henryk Victorini mieszkał tutaj i gospodarzył, kontynuując hodowlę bydła i koni, zaczętą jeszcze w czasie, gdy mieszkał w gospodarstwie na terenie Sokolego. Działał też na rzecz ochrony bieszczadzkiej przyrody. Obecnie pan Henryk nie mieszka już nad zalewem – przeniósł się w okolice innej nieistniejącej już wsi – Paniszczowa. Pamiątką po nim pozostaje dom zbudowany z materiałów pozostałych po rozbiórce pałacyku z Sokolego i oczywiście nazwa wyjątkowo uroczej zatoczki Jeziora Solińskiego. Po więcej szczegółów odsyłamy do artykułu „Samotnik znad zatoki”, będącego naszym głównym źródłem informacji o Henryku Victorinim.

Warto dodać, że w okolicy Zatoki Victoriniego malownicze wzgórza zywane Stożkami według niektórych przypominają królewską koronę. Wzgórza są dość dobrze widoczne z okolicy Wyspy Skalistej – my przez chwilę odpoczywaliśmy na brzegu naprzeciwko tej wyspy.

Widok na Zatokę Victoriniego.
W Zatoce Victoriniego kiedyś była plaża nudystów.
Dom Victoriniego jest jedynym pozostałym na miejscu dawnej wsi Sokole.

Kolejnym miejscem, które wyjątkowo nas zaciekawiło była Zatoka Suchego Drzewa. „Tytułowe” drzewo zaskakuje żeglarzy czy kajakarzy, wyłaniając się wprost z toni jeziora. Ten martwy dąb bywa nazywany Drzewem Wisielca, gdyż według miejscowej legendy ktoś tu się kiedyś powiesił. W okolicy przy niskim stanie wody w Jeziorze Solińskim można zobaczyć tzw. martwy las, czyli wystające z wody konary martwych drzew. W Zatoce Suchego Drzewa zauważyliśmy w zaroślach na stromym brzegu chatkę, która wyglądała zupełnie jak chatka pustelnika.

Po zbadaniu tematu okazało się, że to nie zwykła chatka, tylko siedziba królewska! Zamieszkuje ją Juliusz Wasik (Ludomir Karcz), a właściwie Juliusz I Król Włóczęgów. Król Juliusz koronował się zresztą już kilkakrotnie, najpierw był tylko Królem Włóczęgów, a od 2015 r. jest też Królem Bieszczadów. Mieszka pod adresem Horodek 1, czyli na brzegu Zatoki Suchego Drzewa w Bieszczadzkim Naukowym Centrum Futurologii, Prakseologii, Humanistyki. Założył Komitet Nuklearnego Rozbrojenia Świata oraz Światową Uniwersalną Akademię Pokoju. Obie te instytucje organizują sympozja w sprawie… zlikwidowania absurdu, a sam Król Juliusz apeluje o rozbrojenie nuklearne świata. Dąży również do wyzwolenia z potrzeby posiadania.

Podobno zwykle można spotkać pustelnika w okolicy jego chatki. Dzień zwykle zaczyna on od kąpieli w jeziorze, oczywiście nago. Żywi się rybami i potrawami z leśnych roślin i grzybów. Wobec przybyszów bywa nieufny, często jednak udaje się namówić go na wykład, za który zdarza się mu pobierać datki. Ogromnie żałujemy, że nie udało nam się spotkać Króla i namówić go na podzielenie się swoją mądrością. Może uda się następnym razem! Informacje o Królu Juliuszu zbieraliśmy z różnych stron internetowych, trudno polecić konkretne źródło – może Wam uda się takie odnaleźć?

Drzewo Wisielca w Zatoce Suchego Drzewa.
Na korze martwego dębu widać ślady wyższych poziomów wody.

Na pewno na Jezioro Solińskie wrócimy tu jeszcze nie raz. Być może kiedyś uda się odwiedzić Króla Juliusza I w jego siedzibie albo doczytać o innym bieszczadniku – Krzysztofie Brossie, który zamieszkał na terenie dawnej miejscowości Teleśnica Sanna, czyli na dzisiejszym Półwyspie Brossa – naprzeciwko Wyspy Skalistej. Życzymy i Wam podobnych inspiracji i zgłębiania kolejnych tajemnic, jakie poukrywane są w różnych zakątkach Bieszczadów!

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Spływ kajakowy Sanem Lesko–Sanok

Myślisz kajak, mówisz Bieszczady? Nie? My też zupełnie nie kojarzyliśmy spływów kajakowych z okolicą Bieszczadów. Tymczasem 24-kilometrowy spływ malowniczym odcinkiem Sanu między Leskiem a Sanokiem dostarczył nam niezapomnianych przeżyć!

Spływ kajakowy Sanem to świetny pomysł na „kondycyjny” dzień w przerwie pomiędzy zdobywaniem kolejnych bieszczadzkich szczytów lub po prostu sposób na spędzenie przyjemnego dnia na łonie natury, z grupą znajomych albo tylko we dwoje 😉 W szczycie sezonu turystycznego na Sanie spotkać można co najwyżej pojedynczych kajakarzy i wędkarzy, zwykle jednak przez wiele kilometrów będziecie płynąć w zupełnej samotności.

Jako typowo nizinni kajakarze trochę obawialiśmy się spotkania z górskim w naszym mniemaniu Sanem. Zupełnie niesłusznie – poniżej Jeziora Solińskiego San nie ma już typowo górskiego charakteru. Zobaczcie, jak cudownie poznawać Bieszczady z perspektywy kajaka!

Kajakiem z Leska do Sanoka – szlakiem wodnym środkowego Sanu

24.07.2020

Wertując mapy w poszukiwaniu szlaków na tegoroczne wycieczki w nieco mniej znane zakątki Bieszczadów, M. zwróciła uwagę na szlak wodny Błękitny San, zaczynający się od ujścia potoku Negrylów, dosłownie kilkanaście kilometrów poniżej źródeł Sanu. Górny odcinek szlaku jest jednak spławny tylko w miesiącach wiosennych, gdy trwają wiosenne roztopy. Gdzie nam zresztą do górskich kajakarzy – fragment Procisne–Rajskie to obowiązkowy odcinek Górskiej Odznaki Kajakowej PTTK!

Co innego środkowy odcinek Sanu, zaczynający się w Zwierzyniu, poniżej Jeziora Solińskiego i Myczkowskiego, a kończący w Przemyślu. To już miejsce odpowiednie dla takich amatorów kajakarstwa jak my. San meandruje tutaj pomiędzy zalesionymi wzgórzami, momentami tworząc malownicze przełomy. Poniżej Przemyśla San jest już typowo nizinną rzeką i po przepłynięciu kolejnych 300 km wpada do Wisły obok Sandomierza.

Informacje praktyczne

Spływ środkowym odcinkiem Sanu jest możliwy tylko przy odpowiednim poziomie wody, najczęściej w okresie od kwietnia do czerwca. Latem po większych deszczach poziom wody w Sanie znacznie się podnosi i wtedy okresowo rzeka jest spławna. Planując wycieczkę kajakową po Sanie, koniecznie skontaktujcie się z jedną z firm organizujących spływy – tam dowiecie się, czy poziom wody jest w danym momencie odpowiedni, czyli umiarkowany. Przy zbyt dużej ilości wody nurt Sanu staje się zbyt burzliwy, a przy niskich poziomach wody szorowalibyśmy dnem kajaka po skałach i kamieniach.

My skorzystaliśmy z usług sanockiej firmy kajaki-sanok.pl, która ma bazę na parkingu przy moście naprzeciwko sanockiego skansenu. Kolejna firma zlokalizowana była poniżej mostu i po przeciwnej stronie Sanu. Podobno fajną opcją jest organizacja wielodniowego spływu od Zwierzynia do Przemyśla lub jeszcze dalej. Baza noclegowa pozwala nawet nie zabierać ze sobą namiotów – może kiedyś skorzystamy z takiej opcji – kto wie?

Sanok – punkt zbiórki. Tu zakończymy nasz spływ Sanem.

Koszt wynajęcia dwuosobowego kajaka na odcinek Lesko–Sanok wynosił w 2020 r. 120 zł (oczywiście z transportem na miejsce startu spływu). Na pokonanie 24 kilometrów trasy potrzeba między 4 a 6 godzin. Faktycznie cały spływ razem z dojazdem busikiem na miejsce startu zajął nam 4 godziny – San bardzo wartko płynie.

W słoneczny dzień koniecznie zabierzcie ze sobą krem z mocnym filtrem – słońce pali na wodzie niemiłosiernie! Mała przekąska i coś do picia też umilą wiosłowanie. I zdecydowanie płyńcie w kapokach – San to rzeka z charakterem i chwila nieuwagi wystarczy, żeby skąpać się w jego miejscami całkiem głębokim i szybkim nurcie.

Nie polecamy tego odcinka Samu jako rodzinnego szlaku kajakowego, przynajmniej dla osób z doświadczeniem pływania tylko po nizinnych rzekach. Niełatwo tutaj o spokojne miejsce na jakiś przymusowy postój, a na niektórych odcinkach nurt jest naprawdę szybki i burzliwy, woda potrafi mocno zachlapać osobę płynącą z przodu, a przecież tam zwykle sadzamy nasze pociechy. Rodzinną kajakową przygodę lepiej zacząć na nizinach.

Spływ Sanem z Leska do Sanoka

Dopiero co wędrowaliśmy do źródeł Sanu wzdłuż polsko-ukraińskiej granicy (link do relacji z tej wycieczki tutaj), tymczasem dzisiaj przez kilka godzin płyniemy szeroko rozlaną rzeką zupełnie nieprzypominającą wąskiego granicznego potoku z pierwszych kilometrów swojego biegu!

Spływ Sanem jest zdecydowanie inny niż nizinne szlaki kajakowe. Rzeka płynie szybciej i mniej meandruje. Wiosłowanie ogranicza się głównie do sterowania kajakiem. Natomiast widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie – za kolejnymi zakrętami wyłaniają się piękne zalesione wzgórza, a brzegi porośnięte zielenią ustępują miejsca skalnemu korytu. Przepływając pod mostami, trzymamy się środka nurtu, zachowując jednocześnie bezpieczną odległość od podpór, przy których często gromadzą się naniesione przez grunt konary lub inne potencjalne przeszkody. Najfajniej płynie się przez miejsca, gdzie nurt przyspiesza – czujemy się prawie jak na raftingu!

Ruszamy. Przed nami most w Lesku.
San to piękna trasa kajakowa!
San płynie wartko – nasza prędkość to nawet 10 km na godzinę.

Dzika przyroda na wyciągnięcie ręki

San na odcinku między Leskiem a Sanokiem jest południowo-zachodnim ograniczeniem Gór Słonnych, należących do pasma Gór Sanocko-Turczańkich. W związku z tym na prawym brzegu pojawiają się takie atrakcje jak Skała Wolańska czy rezerwat Góry Sobień wraz z ruinami zamku Kmitów na szczycie. Świetnych wrażeń dostarcza przepłynięcie obok długiej na ponad kilometr wyspy – nurt tutaj się zwęża, co potęguje wrażenie dzikości tego miejsca.

Dolina Sanu jest domem wielu dzikich zwierząt. Dzisiaj udało nam się zaobserwować chyba kilkanaście czapli wypatrujących ryb na nadbrzeżnych konarach. Poza tym spotykaliśmy stadka kaczek, pięknych łabędzi i innych wodnych ptaków. Kilkanaście metrów przed kajakiem przepłynęła nam nawet wydra! Pierwszy raz widzieliśmy to śliczne stworzenie na żywo!

Za chwilę przepłyniemy obok Skały Wolańskiej.
Z kajaka idealnie można podziwiać imponujące odsłonięcia wapiennych skał.
Po chwili Skała Wolańska zostaje za nami.
Po prawej stronie rozciągają się malownicze Góry Słonne
Kto jest spostrzegawczy i znajdzie czaplę na tym zdjęciu? Gdy tylko podpływaliśmy bliżej, czaple natychmiast odlatywały.
Spływ Sanem, czyli góry i kajaki w jednym!
Po minięciu Leska okolica staje się bardziej dzika.
Przed nami most drogi Sanok-Ustrzyki Dolne w Postołowie.
Na większych kamieniach woda kapryśnie się burzy.
Momentami San płynie jednak bardzo spokojnie.
Na spokojnych odcinkach można sobie pozwolić na prawdziwy relaks!
To idealny pomysł na dzień ‚kondycyjny’ – pracują tylko ręce, a nogi odpoczywają!
Widok kajakarzy na Sanie nawet w sezonie jest rzadkością.
Co chwilę czaple się zrywają przed nami do lotu.
Na Sanie widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Brzegi Sanu są dzikie i zarośnięte.
Od czasu do czasu zdarzają się krótkie odcinki wzburzonej wody – uwaga na chlapanie!
Przed nami góra Sobień z ruinami zamku Kmitów.
Okolice Góry Sobień są objęte ochroną rezerwatową.
Przed nami jedna z największych wysp na Sanie – ma ponad kilometr długości!
My płyniemy lewą odnoga, ale przy niskich stanach wód lepiej się trzymać prawej, szerszej.

Stopień wodny poniżej mostu kolejowego w Zagórzu

Kilkaset metrów za mostem w Zagórzu znajduje się jedyna na naszym odcinku przenioska. Trzeba tu przybić do prawego brzegu i przeciągnąć lub przenieść kajak poniżej rozciągającego się na całej szerokości Sanu stopnia wodnego w okolicy (nie najlepiej widocznej) tablicy ostrzegającej o przeszkodzie. Narastający szum wody powinien ostrzec Was w porę. Nam manewr nie udał się najlepiej…

W ostatnich latach pływaliśmy sporo, ale tylko z dziećmi, więc każde z nas samodzielnie sterowało kajakiem. Dzisiaj w kluczowym momencie nasze wizje manewrowania okazały się zupełnie sprzeczne, z czego zupełnie nie zdawaliśmy sobie sprawy 😉 M. chciała z rozpędem wsunąć się dziobem na płyciznę, a R. chciał wyhamować i pozwolić prądowi dobić nas do brzegu. Jak się domyślacie, to nie mogło się dobrze skończyć 😉 prąd zaczął nas obracać i M., chcąc ratować sytuację, wyskoczyła z kajaka, żeby dociągnąć go do brzegu, mocząc się przy tym zupełnie i zanurzając przy okazji w wodzie nasz aparat. Błotniste w tym miejscu dno dodało jeszcze dramaturgii sytuacji. :)))

Most kolejowy w Zagórzu.
Piękna rodzina łabędzi na razie płynie spokojnie
… ale zaraz podrywa się do lotu.
Kilkaset metrów za mostem kolejowym znajduje się próg wodny – trzeba przenieść kajak.

Już po wyciągnięciu kajaka na brzeg i wstępnym oszacowaniu strat (na szczęście mieliśmy jakieś zapasowe ubrania) okazało się, że właściwe miejsce do wyciągnięcia kajaków było kilka metrów dalej 😉 Na swoje usprawiedliwienie mamy nie najlepsze oznakowanie miejsca przenioski oraz to, że w głowie mieliśmy wizję spadania tyłem albo bokiem z metrowego stopnia wodnego razem z huczącymi wodami Sanu – to dopiero byłaby przygoda, chi, chi!

Próg wodny – my już po przeniosce z przygodami
Zaraz za progiem wodnym z powrotem wodujemy kajak
Teraz już bez przeszkód będziemy płynąć aż do Sanoka.

Sanem przez Sanok

Dalszy odcinek spływu mija równie szybko jak wcześniejsze – taką rzeką jak San płynie się znacznie szybciej niż na przykład mazowieckim Liwcem. Nurt jest tutaj już spokojniejszy niż wcześniej, a większą atrakcją jest tylko wpadająca z lewej strony Osława. Na ostatnich kilometrach przepływamy obok sanockich zakładów przemysłowych, mamy wrażenie, że rzeka nie jest tu już taka czysta jak wcześniej. Potem po lewej stronie mijamy tereny sportowo-rekreacyjne, by w końcu dopłynąć w okolice mostu prowadzącego z miasta do skansenu. Po lewej stronie przy parkingu obsługa pomaga nam bezproblemowo przybić do brzegu i w ten sposób kończy się nasza pierwsza kajakowa przygoda z Sanem – na pewno nie ostatnia!

Spływ środkowym Sanem to atrakcja dla tych, którzy nie mogą się zdecydować, czy góry, czy woda. W naszym odczuciu to też dobre miejsce na pierwszy kontakt z bardziej górską rzeką dla „nizinnych” kajakarzy. A na pewno prawdziwa gratka dla miłośników aktywnej turystyki i kontaktu z dziką przyrodą. Dla nas pozostanie cudownym wspomnieniem wspólnego dnia z niezapomnianymi przygodami 😉

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Spływ Liwcem – Zaliwie Szpinki–Wyszków wieś

Na odcinku Zaliwie-Szpinki – Wyszków wieś Liwiec pięknie meandruje, a po drodze można znaleźć wiele świetnych miejsc do kąpania. Ten fragment Liwca jest nieznacznie trudniejszy niż pokonany przez nas kilka dni wcześniej odcinek Kisielany – Zaliwie Szpinki (opis tutaj). Dziesiątki zakrętów potrafią dać się we znaki mniej wprawnym kajakarzom, ale realnych trudności brak – w kilku miejscach po prostu trzeba nieco mocniej powiosłować. Trasa jest też sporo dłuższa – to ponad 15 km wiosłowania. Dlatego nie polecamy jej całkowitym nowicjuszom. Ale jeżeli już macie za sobą pierwsze kajakowe szlaki, to trasa w sam raz dla Was – malownicze meandry Liwca skradną serce każdego!

Liwiec kajakiem – piękny odcinek Zaliwie Szpinki–Wyszków wieś

13.06.2020

Informacje praktyczne

Podobnie jak w przypadku trasy Kisielany-Zaliwie Szpinki, także i tym razem skorzystaliśmy z usług wypożyczalni Liwiec.com ( www.liwiec.com). Koszt wypożyczenia dwóch kajaków dwuosobowych i jednej „jedynki” to 210 zł (2020 r.). W cenie mamy przewóz kajaków i nas samych z mety odcinka z powrotem do stanicy – organizacja bez zarzutu. Nieco krótszy odcinek, również kończący się w Wyszkowie wsi, można przepłynąć z firmą www.kajaki.liwiec.pl. Jej stanicę w Wólce Proszewskiej mijaliśmy dzisiaj po drodze; ruszając stamtąd, mielibyśmy do przepłynięcia krótszy, około 10-kilometrowy odcinek.

Stanica kajakowa w Zaliwiu- Szpinkach. Do wodowania gotowi – start!

Na odcinku od Zaliwia do Wyszkowa Liwiec wsi cały czas malowniczo meandruje przez piękne łąki. W słoneczny dzień nie można więc zapomnieć o nakryciu głowy, kremie z mocnym filtrem i dużej ilości wody. Warto też ze sobą zabrać jakieś przekąski, szczególnie gdy mamy na pokładzie dzieciaki (wskazówki dot. organizacji wycieczki kajakowej z dziećmi tutaj).

Opisywaną trasę polecamy dla dzieci 5-letnich i starszych, ale przede wszystkim dla takich, które już kiedyś siedziały kilka godzin w kajaku. Ostre zakręty (występują na fragmentach trasy, nie cały czas) wymagają pewnej wprawy w wiosłowaniu, więc trudno by nam było w tym czasie zajmować uwagę rozmarudzonego maluszka, ale oczywiście to Wy sami najlepiej znacie swoje pociechy ;-).

Trudno o lepszą przerwę dla dzieci niż kąpiel w czystej wodzie! Na trasie między Zaliwiem i Wyszkowem najbardziej dogodne zejścia zauważyliśmy po obu stronach rzeki  przy stanicy kajakowej w Wólce Proszewskiej, zresztą sami tam się zatrzymaliśmy. Potem niewielkie dzikie zajścia można znaleźć na zakrętach meandrującego Liwca. My na dłuższą kąpiel zatrzymaliśmy się niespełna kilometr przed miejscem, gdzie do Liwca wpada Kostrzyń. Polecamy to miejsce dla osób umiejących pływać – przybrzeżna płycizna szybko zamienia się tam w wartki nurt z głębokością ponad dwa metry. Dla dobrego pływaka to spora frajda, ale na niepływających na pewno trzeba uważać.

Liwiec. Mini-plaża tylko dla nas!

Zaliwie Szpinki – Wyszków wieś

Trasę zaczynamy w miejscu, gdzie skończyliśmy spływ 6 dni temu – w stanicy kajakowej w Zaliwiu-Szpinkach. Świetną organizację tutejszej ekipy już znamy, więc sprawnie załatwiamy formalności i ruszamy w drogę!

Pierwsze kilka kilometrów spływu przypomina nam bardzo trasę z Kisielan do Zaliwia – jest łatwo i stusunkowo szeroko. Dogodnym miejscem na pierwszy postój jest bród w okolicy stanicy w Wólce Proszewskiej, kilkanaście metrów przed metalową kładką dla pieszych.

Bród w Wólce Proszewskiej to świetne miejsce na postój.
Na drugi brzeg Liwca można przejść po metalowej kładce dla pieszych.
My jednak zostajemy-na niewielkiej plaży po prawej stronie rzeki.
Okolica Liwca jest całkiem nieźle zagospodarowana turystycznie.
Stanica kajakowa w Wólce Proszewskiej.

Stąd zaczyna się najprzyjemniejszy, chociaż też nieco bardziej wymagający odcinek trasy. Nie ma tu co prawda realnych trudności, ale koryto rzeki jest dosyć wąskie i kręte, a nurt bardziej wartki. Ale przecież to cała radość z kajakowania! Na deser udaje nam się wypatrzyć dziką plażę w zakolu Liwca. Kąpiemy się, bawiąc się z ostrym nurtem rzeki. Nie macie pojęcia, jaka to frajda!

Meandry zaraz się zaczną, na razie Liwiec daje nam trochę odpocząć.
Piękne mazowieckie pejzaże.
Las na trasie zdarza się rzadko.
Ale się zdarza!
Takie wspólne kajakowanie to świetny pomysł na rodzinne spędzanie czasu!
Cudownie jest być tak blisko przyrody!
Malownicza drewniana kładka aż prosi się o zdjęcie.
Zdjęcia zdjęciami, ale kiedy wreszcie będziemy się kąpać?!
Kiedy? Zaraz! Jest bosko!
Na zakręcie spotkaliśmy głębinę sięgającą 2 m!
Mini-plaża tylko dla nas!

Po dosłownie kilku minutach od ostatniego postoju dopływamy do miejsca połączenia się Liwca z Kostrzyniem. Teraz obraz rzeki zmienia się diametralnie – Liwiec staje się szeroką autostradą, dostojnie toczącą swoje wody. Zakręty nie są już tak ostre, znowu płynie się łatwiej, a na horyzoncie zaczynają majaczyć zabudowania Wyszkowa wsi. Miejsce wodowania kajaków, a dla nas koniec dzisiejszego odcinka, znajduje się po lewej stronie tuż przed mostem drogowym na Liwcu.

Kąpiel była boska! Ruszamy dalej – na tym odcinku Liwiec jest tu bardzo malowniczy.
Mijamy miejsce, gdzie Kostrzyń wpływa do Liwca
Wszystkie odcienie zieleni
Rzeka robi się teraz znacznie szersza.
Krów zabraknąć nie może!
Na ostatnim odcinku kolejne kilometry szybko uciekają.
Przed nami kościół w Wyszkowie wsi.

Zanim jednak wyciągniemy kajaki na brzeg, mamy jeszcze jedną miłą przygodę. R z daleka wypatruje kaczkę wpływającą w przybrzeżne zarośla. Zaczynamy więc wypatrywać kaczki, spodziewając się całej rodzinki ze stadkiem małych kaczuszek. A tu nagle tuż obok nas wyłania się… piękna rodzina łabędzi – tak, ta niby-kaczka to było „brzydkie kaczątko”, czyli młody łabądek! Oczywiście nie możemy się spokojnie przyjrzeć, bo łabędzi rodzice przepędzają nas groźnym syczeniem. Z wysokości kajaka te piękne ptaki budzą należny respekt!

Meta już przed nami, ale czeka na nas jeszcze jedno miłe spotkanie.
Droga łabędzia rodzinko, nie będziemy przeszkadzać!
Pływajcie sobie spokojnie, nie będziemy Was niepokoić.
Ostatnich kilka chwil i dzielni kajakarze wpływają na metę odcinka!

Liwiec i okolice jako obszary Natura 2000

Poznając Liwiec z pokładu kajaka, warto pamiętać, że płyniemy przez tereny niezmiernie cenne przyrodniczo. Tutejsze obszary Natura 2000 są jednymi z najcenniejszych we wschodniej części Mazowsza. Ostoja Nadliwiecka obejmuje ochroną cenne siedliska z charakterystycznymi lasami łęgowymi. Natomiast Dolina Liwca i Dolina Kostrzynia to dwa obszary specjalnej ochrony ptaków Natura 2000. Spotkać tu można ponad 20 cennych gatunków ptasich mieszkańców!

Wyszków wieś – koniec trasy. Na punkcie wodowania jest całkiem tłoczno.
Miejsce wodowania jest bardzo dobrze oznaczone.
Ekipa do zdjęcia!
Liwiec z mostu w Wyszkowie wsi. Piękny, prawda?

Spływ Liwcem – Kisielany-Zaliwie Szpinki

Liwiec to urocza rzeka, leniwie meandrująca przez zielone łąki Mazowsza. Na długim odcinku rzeka jest wykorzystywana jako atrakcyjny szlak kajakowy – Liwiec nie jest głęboki, płynie spokojnie, do odpoczynku zachęcają dzikie plaże, a przyjemne piaszczyste dno sprawia, że trudno wyciągnąć dzieciaki z wody. Kilkugodzinny spływ kajakowy Liwcem to świetny pomysł na rodzinny weekend. Odcinek Kisielany-Zaliwie Szpinki to niedługa, bardzo łatwa trasa, z którą bez problemu poradzą sobie nawet najmłodsi kajakarze. Pamiętajcie tylko o postojach na popluskanie się w wodzie – dzieciaki będą zachwycone!

Liwiec kajakiem – łatwy odcinek dla początkujących (Kisielany-Zaliwie Szpinki)

8 czerwca 2020 r.

Informacje praktyczne

Nad Liwcem działa kilka wypożyczalni kajaków. My korzystaliśmy z usług stanicy https://www.liwiec.com/, ale w okolicy można znaleźć też inne oferty. Zazwyczaj organizatorzy spływów oferują transport kajaków na punkt startu spływu lub odbiór i dowóz do stanicy z miejsca docelowego. Trasę i długość spływu bez problemu można dopasować do swoich możliwości.

Jeśli wybieracie się na spływ Liwcem, pamiętajcie, że trasa będzie w znacznej części wiodła przez łąki – w lecie konieczne są nakrycia głowy i odpowiedni zapas wody. Po drodze może być też ciężko kupić coś do jedzenia – przekąski najlepiej więc mieć ze sobą.

Liwiec nie jest głęboki, a w upalny dzień trudno liczyć na to, że dzieciaki nie zechcą się pokąpać – dla najmłodszych przyda się zatem jakieś ubranie na zmianę. O innych wskazówkach dot. organizacji spływu z dzieciakami piszemy tutaj: https://gdziebytudalej.pl/kajaki-ostroda/

Stanica kajakowa w Zaliwiu-Szpinkach.

Punkt startu: Kisielany

Początek naszego spływu wypada w Kisielanach, ale miejscem zbiórki jest stanica kajakowa w Zaliwiu- Szpinkach. Nieopodal znajduje się wieś Zaliwie-Piegawki. Skąd takie śmieszna nazwy? Od przydomków dwóch szlachciców, Jana Wspinki i Jana Piegawki, na których w XV w. został podzielony majątek Zaliwie!

Samochód zostawiamy na wygodnym leśnym parkingu. Sam teren stanicy robi na nas bardzo dobre wrażenie – jest czyściutko, estetycznie i blisko natury. Przyjemne toalety, plac zabaw, nawet mały park linowy – trudno się dziwić, że położone na terenie stanicy niewielkie pole namiotowe łatwo znajduje chętnych.

Chwila na załatwienie formalności i po chwili już jesteśmy podwożeni na punkt startu spływu w Kisielanach:)

Punkt startu – Kisielany.

Spływ Liwcem na odcinku Kisielany – Zaliwie-Szpinki

Kanapki w brzuchach, krem przeciwsłoneczny na nosach – no, możemy ruszać! Kto pierwszy wpłynie w trzciny? Kto pierwszy zamoczy stopy w wodzie? Kto naliczy więcej krów po drodze? Z dzieciakami na kajakach fajnie jest!

Szybkie wodowanie
…i po chwili zaczynamy nasz spływ Liwcem!

Wybrany przez nas odcinek jest bardzo łatwy – Liwiec płynie tu leniwie, na trasie w zasadzie nie występują przeszkody, pełny chillout. Dookoła jedna wielka zieleń – no, może nie licząc wyłaniających się czasem zza zakrętu krów, kilku kaczych rodzin i pięknych niebieskich ważek – one towarzyszyły nam dziś przez całą długość trasy.

Liwiec pięknie meandruje.
Na szczęście jego koryto zostało nieuregulowane, a brzegi są pięknie urozmaicone.
Nurt jest leniwy, a trasa łatwa – wrzucamy na luz🙂
Możemy zając się zabawą w wyprzedzanie i wpychanie w trzciny:)
Niektórzy już prawie dali się wepchnąć!

Przez większość czasu płyniemy przez zielone mazowieckie łąki – dopiero pod koniec trasy brzegi Liwca porasta las.

Szlak kajakowy przez Liwiec od kilku lat jest pięknie oznakowany – po drodze spotykamy tablice z kilometrażem trasy oraz znaki kajakowe.

Liwiec jest jednym z największych dopływów Bugu.
Dolina Liwca jest bardzo cenna przyrodniczo.
Na jej obszarze wyznaczono aż dwa obszary Natura 2000 – Ostoja Nadliwiecka i Dolina Liwca.
Nogi same ciągną do wody – oj, chyba bez postoju się nie obejdzie!

Czas samego płynięcia tego odcinka to ok. 2 godziny 15 minut – oczywiście nie musimy Wam mówić, że jeśli płyniecie z dziećmi, z całą wycieczką zejdzie Wam się znacznie dłużej. No, chyba że dacie radę odmówić dzieciakom przyjemności pluskania się w wodzie. My nie daliśmy. Wiązało się to z dwoma czy trzema dodatkowymi postojami na przyjemnych piaszczystych płyciznach. Dzieciaki brodziły sobie po wodzie, pod nogami śmigały im od czasu do czasu malutkie rybki, a my od czasu do czasu krzyczeliśmy, żeby młodzież nie wchodziła za głęboko – ale bardziej pro forma, bo, przyznajmy, Liwiec na tym odcinku zabójczą głębokością nie grzeszy😉

Mówisz i masz Postój nr 1. Dzikie plaże zachęcają do odpoczynku.
Starzy też nie mogli odmówić sobie przyjemności pobrodzenia po wodzie.
Trudno było wygonić dzieci z wody, ale w końcu się udało – płyniemy dalej!
Czasem z wiosłowaniem, a czasem zupełnie na luzie.
Nadbrzeżne skarpy są bardzo malownicze.
Cały szlak kajakowy Liwcem jest świetnie oznakowany.
Pora na kolejny postój. Ale jest fajnie!
Płycizny i piaszczyste dno – czy może być coś lepszego dla małych kajakarzy?
Przed nami ostatni odcinek trasy.

W Zaliwiu-Szpinkach stawiamy się po trzech godzinach od startu: wypluskani, wygrzani słońcem i porządnie głodni – w sam raz na niedzielny obiad😊

A on mija bardzo szybko i po chwili jesteśmy w stanicy w Zaliwiu Szpinkach!

Spływ Liwcem był tegorocznym prezentem dla naszych chłopców na Dzień Dziecka. Prezent zdecydowanie trafiony! Następnym razem koniecznie musimy przetestować kolejny, dłuższy odcinek spływu (Zaliwie-Szpinki – Wyszków wieś)!

Było bosko! Następnym razem płyniemy na dłuższą trasę aż do Wyszkowa wsi!

Serdecznie pozdrawiamy Asię, Alexa i małą Anusię, którzy towarzyszyli nam w dzisiejszym spływie – Kochani, z Wami było super!

Rodzinne trasy kajakowe w okolicy Ostródy

Stare Jabłonki – kajakowy początek wakacji

Jeden z wiosennych długich weekendów jak od lat spędzamy z naszymi przyjaciółmi. Dzieciaki są zachwycone towarzystwem swoich rówieśników. W tym roku szczęście jest podwójne, bo wyjazd zbiega się z terminem zakończenia roku szkolnego. Nasz wypad jest więc wspaniałym początkiem wakacji!

Od dawna planowaliśmy rejs Kanałem Elbląskim. I nareszcie udało się! Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy na wyjeździe poprzestali na jednej atrakcji. W tym roku postawiliśmy na kajaki. Poniżej znajdziecie opisy trzech pięknych, krótkich tras kajakowych, odpowiednich dla początkujących kajakarzy w każdym wieku. Pod linkami do wycieczek znajdziecie garść wskazówek, o czym pamiętać, gdy planujecie spływ z dziećmi w różnym wieku.

Continue reading

Statkiem po trawie, czyli rejs szlakiem pochylni na Kanale Elbląskim

Statkiem po trawie, czyli rejs szlakiem pochylni na Kanale Elbląskim

Jedyny taki zabytek hydrotechniczny na świecie. Urządzenia, napędzane tylko siłą wody, działają w niezmienny sposób od 160 lat. Kanału Elbląskiego chyba nikomu reklamować nie trzeba. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I koniecznie zabrać tam dzieci!

Continue reading