Zalipie – wieś malowanych domów

„Tam, gdzie domy zakwitają” – tak mówią o swojej wsi sami mieszkańcy Zalipia. Ta niewielka wioska Powiśla Dąbrowskiego słynie z ręcznie malowanych domostw. Spacer po Zalipiu nie przypomina spaceru po skansenie – malowane chaty poukrywane są między bardziej współczesną (i bynajmniej nie malowaną ręcznie) zabudową. Jeśli jednak zdecydujecie się na spacer w poszukiwaniu ręcznie zdobionych domów, znajdziecie prawdziwe perełki. Malowane ściany starych chat pięknie komponują się z różnobarwnymi malwami – trudno o bardziej sielskie widoki. Jeśli nie dysponujecie dużą ilością czasu na spacer po Zalipiu, koniecznie zajrzyjcie choćby do Zagrody Felicji Curyłowej. Zobaczycie tu kilka pięknych malowanych budynków i niewielką ekspozycję zapoznającą z tradycją wsi.

Malowane domy w Zalipiu

2020.07.18

Informacje praktyczne

W odszukaniu najpiękniejszych zagród Zalipia pomagają mapki – jedna znajduje się przy Domu Malarek, a druga – naprzeciw kościoła. Na mapce zaproponowana jest okrężna trasa spacerowa – przejście całości zajmuje ok. półtorej godziny. Spacer najlepiej zacząć przy Domu Malarek – tam też znajduje się wygodne miejsce do zostawienia samochodu (drugi dogodny parking znajdziecie naprzeciw kościoła). Najciekawsze domy oznaczone są kolejnymi numerkami. Po drodze koniecznie trzeba zajrzeć do Zagrody Felicji Curyłowej – w dawnym domostwie znanej zalipiańskiej artystki ludowej urządzono miniskansen – to jedno z najpiękniejszych miejsc w Zalipiu! Po drodze warto też odwiedzić kościół parafialny – jego wnętrza również są zdobione motywami kwiatowymi. Na koniec (lub na początku) wycieczki dobrze jest zwiedzić ekspozycję w Domu Malarek. Dowiemy się więcej o tradycji malowania domów, przy odrobinie szczęścia może też uda się nam popodglądać zalipiańskie artystki przy pracy. Spacer po Zalipiu można zaplanować przy pomocy mapki zamieszczonej w okolicy Domu Malarek. Przejście proponowanej trasy zajmuje ok. 90 min; spacer można oczywiście dowolnie skracać lub wydłużać.

Od kolorowych plam po piękne kwiatowe wzory

Ludowej sztuce w Zalipiu pomógł rozwinąć się – uwaga, uwaga – postęp techniczny. Po upowszechnieniu się kominów pobielone ściany domostw nie pokrywały się już sadzą. Podobno jedna z mieszkanek Zalipia namalowała kiedyś kolorowe „packi” na okopconej ścianie izby. Gdy ściany – dzięki kominom – na dłużej zostawały białe, barwne plamy zamieniły się w dwukolorowe kwiaty, a te – w coraz wspanialsze kwiatowe wzory. Zwyczaj ozdabiania domów ręcznie malowanym kwiatowymi wzorami był od końca XIX w. przekazywany z pokolenia na pokolenie. Nie obowiązywał jeden wzór – przeciwnie, każda zalipianka  mogła puścić wodze swojej fantazji. Obecnie w Zalipiu zachowało się kilkadziesiąt malowanych zagród. Mieszkańcy nie zapominają o tradycji – rokrocznie w czerwcu w Zalipiu rozgrywa się konkurs „Malowana Chata”, w którym wybierane są najpiękniejsze malunki ścienne.

Spacer po Zalipiu

Spacer zaczynamy przed Domem Malarek im. Felicji Curyłowej. To budynek z lat 70., pięknie pomalowane ściany sprawiają jednak, że zgrabnie wpisuje się w charakter wsi.  Obecnie mieści się tu Gminny Ośrodek Kultury, a w nim ekspozycja opowiadająca o tradycji malowania domów w Zalipiu. Wystawę można oglądać do godziny 16:00.

Zalipie to niewielka wieś położona w województwie małopolskim.
Zalipie słynie z pięknych malowanych domów.
Dom Malarek. Tu zaczynamy wycieczkę.
Żuraw i malowana studnia przed domem malarek.
W Zalipiu maluje się nie tylko domy. Spotykamy też piękne malowane ule.
Ruszamy trasą zaproponowaną na tablicy informacyjnej.

Od Domu Malarek podążamy za okrężną trasą zaproponowaną na tablicy informacyjnej. Udaje nam się odnaleźć kilka malowanych domów. Największe wrażenie wywiera na  nas Zagroda Felicji Curyłowej (wstęp 5 zł). Zagroda jest filią Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Dwie chaty mieszkalne, obora, stodoła, studnia – wszystko ozdobione jest pięknymi motywami kwiatowymi. Warto zajrzeć do środka chat, by obejrzeć tradycyjny wystrój wnętrz. Felicja Curyłowa była znaną zalipiańską malarką, której prace przyczyniły się do podtrzymania i spopularyzowania tradycji regionu. Pomalowane przez nią budynki jeszcze za jej życia zaczęły przyciągać do Zaplia turystów zainteresowanych atrakcjami etnograficznymi.

Zagroda Felicji Curyłowej – koniecznie trzeba tu zajrzeć!
Motywy kwiatowe na domu Felicji Curyłowej.
Felicja Curyłowa była znaną zalipiańską artystką ludową.
Tuż obok stoi dom Stefanii Łączyńskiej – zalipiańskiej malarki.
Malowane chaty pięknie komponują się z kolorowymi malwami.
Warto zajrzeć do środka chałup.
Tradycyjny wystrój wnętrz chat dawnego Zalipia.
Naszą uwagę zwraca pięknie malowany piec.
Kwiatowe malunki widać w każdym kącie.
W zagrodzie Felicji Curyłowej.
Niebieskie okna pięknie kontrastują z bielą ścian.
Nawet studnia cała zakwitła!
Takie proste, a takie piękne🙂
Jedna z chat w zagrodzie wyróżnia się kolorystyką.
Niezmiennie zachwycają nas malwy.
Motywy kwiatowe niby są podobne, ale jednak każdy jest inny.
To chyba jedna z piękniejszych oryginalnie zachowanych chałup w Zalipiu.
Bez zdjęć się nie obejdzie!
Mimo upływu czasu cały czas piękne.

Domykając kółko spaceru, zaglądamy jeszcze do kościoła parafialnego w Zalipiu. Budynek świątyni nie jest zabytkowy – jego budowa została dokończona już po wojnie – warto jednak zajrzeć do wnętrza – jest pięknie ozdobione motywami kwiatowymi.

Kościół w Zalipiu nie jest może zabytkowy.
Ale za to w jego wnętrzu znajdziemy przepiękne dekoracje z motywów kwiatowych.
To tylko jedna z malowanych ozdób kościoła.
W Zalipiu nawet remiza ma swoją stylówę;)
Ach, te malwy!
Zagroda Józefa Curyło
Malowane są ściany domów, studnie, budy dla psów…
Barwnymi zdobieniami pokrywane są także zupełnie niezabytkowe budynki
W Zapiliu nie obowiązuwał jeden wzór.
Zasada była jedna – zdobienia miały wykorzystywać motyw kwiatowy.

Wycieczkę do Zalipia polecamy wszystkim lubiącym pokornikowanie w poszukiwaniu dawnych tradycji i lokalnych „smaczków”. To nie jest tak, że w Zalipiu wszystko mamy podane jak na dłoni (no, chyba że ograniczymy się tylko do Zagrody Cecylii Curyłowej lub Domu Malarek) – nie jest to przecież skansen, wieś nie tworzy też zwartej starej zabudowy – stare drewniane chałupy sąsiadują ze współczesnymi domami i najciekawszych budynków trzeba trochę poszukać. W zamian dostajemy jednak możliwość spotkania z piękną ludową tradycją – takiego miejsca jak Zalipie nie ma chyba w całej Polsce. To ciekawy pomysł na na półdniową wycieczkę lub przerwę w podróży.

Niedziela Palmowa w Lipnicy Murowanej

Lipnica Murowana – najwyższe palmy wielkanocne i gotycki drewniany kościół św. Leonarda z listy UNESCO

Kto słyszał o Lipnicy Murowanej i najwyższych palmach wielkanocnych? Prawie każdy! Niedziela Palmowa w tym magicznym miejscu to marzenie większości włóczykijów. Mieszanka tradycji, folkloru i odrobiny festynowego szaleństwa naprawdę „murowana”! A na deser zwiedzanie XV-wiecznego drewnianego gotyckiego kościoła z listy UNESCO. Nie mogło nas tu zabraknąć!

Continue reading

Olsztyn – w cieniu anielskich skrzydeł

Betlejemowo pod strzechą – ruchoma szopka Jana Wewióra w Olsztynie k. Częstochowy

W Olsztynie – niewielkiej miejscowości pod Częstochową od lat rodzą się anioły. „Betlejemowo pod strzechą” – ruchoma szopka składająca się z kilkuset drewnianych figurek – ożywia sceny biblijne oraz plastycznie łączy je z wydarzeniami z historii miasta oraz codziennym życiem mieszkańców regionu. Dobrym duchem tej okolicy i sprawcą całego zamieszania jest Jan Wewiór – rzeźbiarz, artysta ludowy. Dzięki jego wielkiej pasji powstało miejsce niezwykłe, autentyczne, łączące sztukę z ludowością, podszyte szczyptą metafizyki. Koniecznie zajrzyjcie do pracowni pana Jana, posłuchajcie jego gawędy, nacieszcie oko drewnianymi cudeńkami, a na pamiątkę zabierzcie ze sobą jednego z olsztyńskich aniołów – jak zapewnia pan Jan, będzie on Was strzegł, każdy ma bowiem swojego Anioła Stróża.

Continue reading

Istebna, Wisła i okolice – zimowe wycieczki z dziećmi

Istebna nie jest zatłoczonym kurortem, raczej skupiskiem przysiółków malowniczo porozrzucanych po wzniesieniach Beskidu Śląskiego. Znaleźć tu można wiele zacisznych kwater i domków do wynajęcia. W okolicy czeka mnóstwo atrakcji turystycznych, piękne beskidzkie szlaki i zupełnie przyzwoite ośrodki narciarskie. Proponujemy 10 rodzinnych wycieczek zapoznających z okolicznymi atrakcjami turystycznymi i pięknymi szlakami Beskidu Śląskiego.

Continue reading

Wisła – co zobaczyć w jeden dzień?

Wisła jako kurort znana jest już od XIX w., Miasto ma duże walory uzdrowiskowe, można w nim też znaleźć wiele miejsc atrakcyjnych turystycznie. Miłośnicy beskidzkich wędrówek wyruszą na pewno na pobliskie szlaki. My dziś proponujemy wycieczkę po dostępnych dla każdego atrakcjach turystycznych Wisły i jej najbliższych okolic. Zapraszamy z nami! Continue reading

Nikiszowiec – dawne osiedle górnicze Katowic

O tym, jak układ urbanistyczny może zaczarować przestrzeń, czyli spacerkiem po Nikiszowcu

20 lipca 2018, piątek

Nikiszowiec jest miejscem, które pokazuje, że układ architektoniczny może zaczarować rzeczywistość. Niesamowicie spójne, przemyślane, a przy tym jakże funkcjonalne! Cieszące oko konsekwentną stylistyką dawne osiedle górnicze mogłoby inspirować wielu współczesnych deweloperów. Aż trudno uwierzyć, że te stylowe budynki z czerwonej cegły z jaskrawoczerwonymi obramowaniami okien zostały niegdyś zbudowane jako mieszkania robotnicze. Cały układ urbanistyczny Nikiszowca figuruje w rejestrze zabytków i od 2011 r. jest chroniony jako Pomnik Historii.

Nikiszowiec – dawny Nikischschacht – został zaprojektowany przez Emila i Georga Zillmanów jako osiedle mieszkaniowe dla pracowników tutejszej kopalni. Nikiszowiec został zbudowany ponad sto lat temu przez koncern górniczy Giesche.

Na osiedle składa się dziewięć trzykondygnacyjnych bloków po ok. 165 mieszkań w każdym z nich. Bloki tworzyły wieloboki z wewnętrznymi dziedzińcami. Nazywane „familiokami” budynki z czerwonej cegły z jednolicie czerwonymi obramowaniami okien układały się w harmonijne kwartały.

Układ osiedla był starannie zaplanowany. Mieszkańcom miało zostać dostarczone wszystko, co niezbędne do życia. W podwórzach budynków urządzano chlewiki, stawiano nawet piece chlebowe. Poza blokami w osiedlu zbudowano dodatkowo szkołę (budynek pełni swoje funkcje do dziś) i szpital. Całość stworzyła niespotykany, bardzo spójny układ architektoniczny. Jego niespotykana wartość została potwierdzona wpisem do rejestru zabytków. Od 2011 r. Nikiszowiec jest też chroniony jako Pomnik Historii.

Spacer warto zacząć od odwiedzin w punkcie informacji turystycznej, usytuowanym w budynku filii Muzeum Historii Katowic przy ulicy Rymarskiej. Można bezpłatnie wypożyczyć audioprzewodnik po Nikiszowcu, obowiązkowo trzeba poprosić o plan osiedla Nikiszowiec wraz z miniprzewodnikiem i planem ścieżki edukacyjno-spacerowej.

My też tak robimy, ale głód kieruje nas najpierw na obiad do restauracji Śląska Prohibicja. Tanio nie jest, ale jedzenie jest pyszne, wystrój też wysmakowany, niegryzący się z klimatem dawnego Nikiszowca. Zraz wołowy z kluskami śląskimi i modrą kapustą – byłoby grzechem zjeść coś innego, będąc w takim miejscu! Najedzeni z dziką radością oddajemy się przyjemności spaceru po Nikiszowcu.

Nikiszowiec. Przed oddaniem się przyjemności spaceru postanawiamy najpierw coś zjeść.

Rolada wołowa z kluskami śląskimi i modrą kapustą – w takim miejscu grzechem byłoby zjedzenie czegoś innego.

Sercem Nikiszowca jest Plac Wyzwolenia. Pełni funkcję nieformalnego nikiszowieckiego rynku. Dominantą placu jest ceglany kościół św. Anny z 1927 r. Budulec jest taki sam jak otaczających budynków, co pogłębia wrażenie niesamowitej spójności. Przed dalszym spacerem warto podejść do wagonika górniczego znajdującego się tuż kościołem. Najciekawszy jest jednak nie sam wagonik, ale to, co stoi na nim – maleńka makieta Nikiszowca. Dopiero patrząc na osiedle z lotu ptaka, widzimy, w jak niezwykle harmonijny i przemyślany sposób zostało zbudowane. Widziane z góry, przypomina amfiteatr ze „sceną” w miejscu kościoła św. Anny. Dzięki takiemu rozplanowaniu z każdego zakątka osiedla można było szybko dostać się na centralny plac.

Nikiszowiec

Sercem Nikiszowca jest przestronny Plac Wyzwolenia.

Kościół św. Anny – duchowe serce Nikiszowca – został zbudowany w 1927 r.

Kościół św. Anny podobnie jak otaczające go familoki zbudowany został z czerwonej cegły.

Warto podejść do wagonika stojącego przed kościołem.

Nikiszowiec

Na makiecie widać niezwykły „amfiteatralny” układ osiedla

Plac Wyzwolenia był niegdyś centrum handlowym – odbywały się tu jarmarki, w arkadowych podcieniach mieściły się sklepy – zresztą są tu także dziś i nawet mają dopasowane do całości witryny – szacun! Ciąg sklepów pod arkadami nazywany był potocznie „komzonami”.

Sklepy w arkadowych podcieniach placu nazywane są „komzonami”.

Będąc na Placu Wyzwolenia, koniecznie trzeba zwrócić uwagę na budynek poczty. Odnajdziecie go na pewno, by wyróżnia go jeden z najbardziej charakterystycznych motywów Nikiszowca. O czym mowa? Oczywiście o słynnej mozaice z secesyjnymi różami, obecnej na chyba wszystkich materiałach informacyjnych o Nikiszowcu.

Poczta mieści się w budynku dawnej karczmy

Nikiszowiec

Mozaikowe secesyjne róże to jeden z najczęściej fotografowanych detali w Nikiszowcu.

Z Placu Wyzwolenia warto skierować się na południowy zachód, w ulicę św. Anny. To chyba najbardziej znana ulica Nikiszowca – ma już na swoim koncie nawet kilka ról filmowych. Jej perspektywę zamyka sylweta nikiszowicekiego kościoła Św. Anny. Idąc w drugą stronę, ulica wyprowadzi nas poza osiedle, na ulicę Szopienicką. Warto tak właśnie pójść.

Kościół św. Anny tak jak całe osiedle został zaprojektowany przez Emila i Jerzego Zillmannów.

Ulicą św. Anny można dojść poza obręb osiedla, na ul. Szopienicką.

Bloki były połaczone ze sobą zadaszonymi nadwieszkami, przerzuconymi nad ulicami.

W Nikiszowcu wybudowano dla górników i ich rodzin dziewięć trzykondygnacyjnych bloków – ‚wielobloków’

Przy ulicy Szopienickiej mieści się bowiem kolejny zabytkowy zespół obiektów – szyb „Pułaski”, obejmujący m.in. nadszybie z wieżą wyciągową i inne budynki, m.in. warsztat, sortownię i łaźnię. Szyb jest wykorzystywany do dziś jako główny szyb kopalni Wieczorek. To jeden z szybów, z których powodu wybudowano osiedle górnicze. Górników z Nikiszowca i pobliskiego Giszowca do pracy nieodpłatnie dowoziła wąskotorowa kolejka Balkan. Ulgowe przejazdy przysługiwały również rodzinom pracowników – na niespełna czterokilometrowej trasie kolejka przewoziła kiedyś dziennie nawet ponad 8 tys. pasażerów! Balkan kursował aż do 1977 r. Przed szybem „Pułaski” stoją dziś dwa zachowane wagoniki kolejki.

Zabytkowy zespół obiektów szybu Pułaski.

Dwa zachowane wagoniki dawnej kolejki Balkan, wożącej niegdyś robotników do pracy.

Nie zdążyliśmy zobaczyć budynku modernistycznego dawnego ratusza z 1931 r., dawnej siedziby urzędu gminy Janów, do której należał Nikiszowiec. Kilkaset metrów dalej, przy ul. Oswobodzenia mieści się Galeria Szyb Wilson – największa prywatna galeria sztuki współczesnej w Polsce. W budynku byłego szybu kopalni „Wieczorek” odbywa się wiele koncertów, przedstaiwń, targów i oczywiście wystaw. Właśnie teraz odbywa się tam Art Naif Festiwal, na którym prezentowane są prace malarzy nieprofesjonalnych z całego świata!

Odnosimy wrażenie, że właśnie w takich miejscach jak Nikiszowiec bije serce Śląska. Jeśli przejeżdżacie koło Katowic, warto zaplanować tu przerwę w podróży. Nikiszowiec jest też dobrym miejscem na spacer dla rodzin z maluchami – po osiedlowych uliczkach prawie nie jeżdżą samochody, w zacienionych dziedzińcach można znaleźć place zabaw. Cudowna jest spójna stylistyka – wszystkie obramowania okien są odmalowane na świeży czerwony kolor. Informacja turystyczna jest dobrze zorganizowana i działa sprawnie. Opracowano ścieżkę spacerową, do której można dostać mapkę. Jest też przyzwoite zaplecze gastronomiczne, Widać, że Nikiszowiec zaczyna być rozpoznawalny i przyciągać turystów – spotykaliśmy dziś grupę turystów anglojęzycznych. Pojawiają się też inicjatywy kulturalne – miejsce naprawdę żyje!

Nadwieszka, czyli zadaszony mostek łączący sąsiadujące ze sobą bloki.

W osiedlu panuje niesamowity ład i harmonia architektoniczna

Wyróżnikiem osiedla są pomalowane na czerwono obramowania okien.

Zamykamy oczy i przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz…

Kwiaty pięknie ubarwiają surowość czerwonej cegły.

Jeden z zaułków Nikiszowca.

A przy okazji kolejnego przejazdu przez Śląsk planujemy wizytę w Giszowcu – pobliskim osiedlu mieszkalnym zaprojektowanym w nawiązaniu do idei miasta – ogrodu!

Busko-Zdrój – miejsce na rodzinny spacer

Kameralne uzdrowisko, malowniczo położone wśród zielonych pofalowań Ponidzia. Rozległy park zdrojowy to idealne miejsce na spacer w upalny dzień. Busko-Zdrój ma też swoją perłę. To klasycystyczny budynek łazienek – obecnego sanatorium Marconi, zaprojektowany przez Henryka Marconiego. Koniecznie zajrzyjcie do środka – wnętrza robią jeszcze większe wrażenie – i spróbujcie leczniczych wód siarczkowych i jodowo-bromkowych. Dla dzieci plac zabaw w parku zdrojowym i fontanna na rynku, dla każdego kawiarnie i spokój uzdrowiska. Zapraszamy!

10 lipca 2018, wtorek

Słonecznie, ale burzowo, do 28 stopni

Busko-Zdrój. Spacer po deptaku i parku zdrojowym

Jak przystało na sędziwe małżeństwo przygotowania do 15. rocznicy ślubu rozpoczynamy w … uzdrowisku Busko-Zdrój! Najwyższy czas się ustatkować, żadnych tam górskich wspinaczek i szalonych włóczęg! Stateczny spacer po alejkach parku zdrojowego, łyczek leczniczej wody w sanatorium Marconi i kawka na kawiarnianym tarasiku. Chi, chi, naprawdę tak zrobiliśmy!

No dobra, powiemy, jak było naprawdę – do Buska zajechaliśmy przy okazji przejazdu na trasie Warszawa – Rzeszów – Tatrzańskie Zręby. Spacerek był bardzo miłą przerwą w podróży.  To już drugi raz, kiedy odwiedzamy Busko w niedługim czasie. Ostatnio zajrzeliśmy tu, wracając z chłopcami w czerwcowego wyjazdu w Beskid Sądecki i Niski, ale wtedy udał nam się tylko spacer po parku zdrojowym – z Buska wygoniła nas burza. Teraz nadrabiamy zaległości.

Polskie uzdrowiska mają swój klimat i urok. Nie warto czekać z odwiedzinami aż zostaniemy tam skierowani jako kuracjusze sanatoryjni! 🙂 Rodziny z dziećmi znajdą zwykle miejsce na spacer, są deptaki, parki zdrojowe, a i lody przy deptaku też się znajdą! Zapraszamy na relacje z naszych spacerów po innych polskich miejscowościach uzdrowiskowych:

Ciechocinek – postój w drodze nad morze

Inowrocław – jedna z atrakcji naszego wyjazdu na Pałuki

Spacer po Konstancinie

Duszniki-Zdrój, Polanicę i Kudowę-Zdrój odwiedziliśmy podczas naszego wypadu w Góry Stołowe

Busko Zdrój jest uzdrowiskiem o niemal dwustuletniej tradycji. Było niegdyś jednym z największych uzdrowisk w Królestwie Polskim. Tutejsze wody siarczkowe i bromkowo-jodkowe może nie mają wybitnych walorów smakowych, ale lecznicze – zdecydowanie tak.

Busko Zdrój – uzdrowisko o niemal dwustuletniej tradycji

Historia miejscowości sięga jednak znacznie dalej w przeszłość. Pierwsze wzmianki o Busku pochodzą z XII w., a prawa miejskie nadane zostały w 1287 r. przez księcia Leszka Czarnego. Kroniki zakonne wspominają też o tym, że w 1393 r. królowa Jadwiga zażywała kąpieli w tutejszej solance. Ta informacja znacznie podnosi rangę uzdrowiska, prawda?

Dodatkowo pod koniec XVIII w. wydobywano w Busku na skalę przemysłową solankę i do czasu zajęcia miasta przez Austriaków warzono tutaj sól.

Malowniczo położone między zielonymi pagórkami Ponidzia Busko-Zdrój pozostaje dzisiaj nieco zapomniane na turystycznej mapie Polski, a tymczasem zdecydowanie warto zajrzeć tutaj nie tylko w celu odbycia kuracji sanatoryjnej! Spacer po miejskim deptaku i parku zdrojowym to świetna atrakcja dla każdego, a na pewno warto ją polecić rodzinom z dziećmi, na przykład w drodze do Krynicy-Zdroju.

Parkujemy na parkingu w pobliżu skrzyżowania ulicy 1 Maja i Kopernika. Kolejny parking jest nieco dalej na zachód. Stąd dosłownie 100 m dzieli nas od willi „Bristol”, pochodzącej z pocz. XX w. Obecnie to chyba najlepszy ośrodek SPA w mieście. Tutaj też skręcamy w lewo (na północ), w Aleję Adama Mickiewicza, czyli bardzo sympatyczny buski deptak.

Willa ‚Bristol’ została zbudowana na początku XX w.

Spacer Aleją Adama Mickiewicza

Deptak prowadzi lekko pod górę aż do rynku. Po lewej mijamy budynek centrum kultury, przed którym stoi ławeczka Wojtka Belona – lidera Wolnej Grupy Bukowina. Artysta był bardzo związany z Buskiem – tu chodził do szkoły i mieszkał przez wiele lat, tu też jest pochowany, a wspomniane centrum kultury nosi jego imię. Nieco dalej po prawej widzimy pomnik księcia Leszka Czarnego, któremu Busko zawdzięcza nadanie praw miejskich przed ponad 700 laty.

Aleja Adama Mickiewicza łączy centrum Buska z parkiem zdrojowym.

Ławeczka Wojtka Belona – centrum kultury również nosi jego imię.

Wojtek Belon chodził do szkoły w Busku, tu mieszkał też przez wiele lat.

Mijamy pomnik Leszka Czarnego, który w XIII w. nadał Busku prawa miejskie.

Po kilkuset metrach mijamy po prawej piękną drewnianą willę, mieszczącą dzisiaj Muzeum Ziemi Buskiej i galerię sztuki BWA „Zielona”. Stąd już dosłownie parę kroków i meldujemy się na buskim rynku, którego niewątpliwym centrum jest bardzo sympatyczna fontanna – ale szkoda, że nie ma z nami chłopaków! Tak, tak, już za nimi tęsknimy!

Rynek zdobi sympatyczna fontanna.

Teraz czas na park zdrojowy, zawracamy więc i teraz kierujemy się Aleją Adama Mickiewicza na południe. Aleja jest nieźle zacieniona przez liczne drzewa, a do tego miejscami obsadzona pięknymi kwiatami. W kilku miejscach zdobią ją nowoczesne rzeźby. To naprawdę miły spacer! Teraz dobrze widać, że deptak jest osią architektoniczną miasta, mającą swoje przedłużenie w głównej alei parku zdrojowego.

Aleją Adama Mickiewicza wracamy w kierunku parku zdrojowego. Deptak tworzy piękną oś kompozycyjną.

Park zdrojowy w Busku-Zdroju.

Po przekroczeniu ul. 1 Maja wchodzimy na teren parku. Ten piękny, rozległy na kilkanaście hektarów teren porasta kilka tysięcy drzew – dostojne lipy, klony, jesiony, graby. Wzdłuż alejek spacerowych są piękne rabaty kwiatowe.

Park zajmuje teren kilkunastu hektarów.

Park ozdabiają piękne rabaty kwiatowe.

Busko-Zdrój

Głowna aleja doprowadza do budynku sanatorium Marconi.

Po chwili Busko-Zdrój ukazuje nam swoją perłę. Przed nami wyłania się przepiękny budynek sanatorium Marconi – dawne uzdrowiskowe łazienki. Ten klasycystyczny budynek został zbudowany w 1836 r. wg projektu Henryka Marconiego. Sanatorium pięknie prezentuje się także wewnątrz. Z jednej strony część lecznicza, z drugiej – hotelowa. Idąc na wprost, wchodzimy do przestronnej sali koncertowej – dawnej sali balowej. Jest też niewielka pijalnia wód, z której postanawiamy ochoczo skorzystać. Latka lecą, więc zdrowiu trzeba pomóc! W recepcji kupujemy plastikowe kubeczki i lecimy!

Busko-Zdrój

Budynek został zaprojektowany w 1836 r. przez Henryka Marconiego.

Szukamy naszego nazwiska na parkowej Alei Gwiazd:)

Budynek sanatorium pełnił niegdyś funkcję uzdrowiskowych łazienek.

Busko-Zdrój

Klasycystyczna bryła budynku jest prawdziwą ozdobą parku.

Podchodzimy pod główne wejście.

…i podziwiamy wnętrza sanatorium Marconi – one naprawdę zachwycają!

W okazałym holu znajduje się pijalnia wód.

Piękne kolumny w głównym holu sanatorium

Z holu wchodzi się do przestronnej sali koncertowej – dawnej sali balowej.

Z napełnionymi kubeczkami zasiadamy pod kolumnadą w sanatoryjnej kawiarni. Czekając na kawkę, rozpoczynamy degustację zdrowotnych buskich wód leczniczych… Ten smak powala! Dosłownie! Nie daliśmy rady wypić więcej niż po jednym łyku obu rodzajów wód: siarczkowych oraz bromkowo-jodkowych. Obie wody śmierdzą strasznie, a do tego ta druga wygląda jak woda wytopiona z brudnego śniegu. No cóż, może ogrodowym kwiatkom nie zaszkodzi 😉 Może lepiej, żeby Busko-Zdrój nie kojarzyło nam się z wodą mineralną… Kawa i serniczek smakują za to wybornie i nastrajają nas optymistycznie przed dalszą częścią naszej podróży w Tatry!

Między kolumnami przysiadła sanatoryjna kawiarenka.

Nie mogliśmy nie przysiąść w takim malowniczym miejscu!

Woda jodkowa z ujęcia w pijalni – zwróćcie uwagę na kolor. O smaku nie wspomnimy – najlepiej spróbujcie sami!

W parku zdrojowym oglądamy jeszcze neogotycką kaplicę św. Anny z końca XIX w., a także położoną nieopodal Willę Oblęgorek z 1903 r.

Neogotycka kaplica św. Anny w parku zdrojowym

Willa Oblęgorek z 1903 r.

Pora wracać, chociaż senna atmosfera kameralnego uzdrowiska zachęca, żeby posiedzieć dłużej na jednej z ławeczek. Szczególnie podoba nam się doskonale widoczna oś architektoniczna prowadząca od budynku łazienek poprzez cały park zdrojowy i deptak aż na rynek Buska.

Do wizyty w Busku zachęcamy szczególnie rodziny z dziećmi. To świetne miejsce na przystanek w podróży. W parku po zachodniej stronie jest niewielki plac zabaw. Dzieciaki mogą też pochlapać się w fontannie – słupy wody wystrzelające z powierzchni rynku to świetna zabawa w upalny dzień. My zajrzeliśmy tutaj wracając z wyjazdu w Beskid Niski i Sądecki, z okolic Krynicy-Zdroju.

Miesiąc wcześniej byliśmy tu na spacerze całą rodziną!

Też spacerowaliśmy po parku zdrojowym, dodatkowo zwiedzając plac zabaw.

Do sanatorium Marconi z chłopakami tylko zaglądaliśmy.

Pelplin – katedra

Katedra w Pelplinie – Pomnik Historii

 

Katedra w Pelplinie to jedna z największych ceglanych gotyckich świątyń w Polsce. Elementy wystroju – ołtarze, stalle, obrazy – każdego konesera przyprawią o zawrót głowy. Barokowe organy wyróżniają się w skali Europy. Cały zespół pocystersko-katedralny w Pelplinie od 2014 jest chroniony jako Pomnik Historii. Czy trzeba więcej powodów, by odwiedzić to miejsce?

Continue reading

Frombork – miasto Kopernika

Frombork – rejs  z Krynicy Morskiej

Cudowne miejsce na jednodniową wycieczkę. Miasto jednego z najsławniejszych Polaków – Mikołaja Kopernika. Oryginalny zespół katedralny o charakterze obronnym. Do tego seans w planetarium i możliwość wejścia na dwie wieże widokowe. Zachwycone będą nie tylko dzieci! To wszystko można połączyć z atrakcyjnym rejsem z Krynicy Morskiej przez Zalew Wiślany (jak zrobiliśmy my 🙂 ).

Continue reading