Pojezierze Zachodniopomorskie – Myślibórz i okolice – wakacyjny raj dla szukających spokoju i wypoczynku

Pojezierze Myśliborskie i okolice – średniowieczne miasteczka i piękne jeziora wśród morenowych wzgórz

2020.08

[Ten wpis jest w trakcie przygotowania – będzie gotowy już wkrótce!:)]

Niezwykle atrakcyjny, choć nieodkryty jeszcze przez masową turystykę region. Piękna polodowcowa rzeźba terenu, liczne jeziora oferujące możliwość aktywnego wypoczynku nad wodą, wspaniała przyroda – w okolicy znajdują się aż cztery parki krajobrazowe i Park Narodowy Ujście Warty, dziesiątki, a może nawet setki kilometrów szlaków pieszych. Kraina wielkich rzek – Warty i Odry, majestatycznie toczących swoje wody. Rozlewiska będące siedliskami niezliczonych gatunków ptaków – z obserwacjami ptaków kojarzył się nam do tej pory głównie Biebrzański i Narwiański Park Narodowy, tymczasem Międzyodrze i PN Ujście Warty stanowią równie łakomy kąsek dla ornitologów. Senne średniowieczne miasteczka – widok stareńkich bram miejskich i wczesnogotyckich kościołów po dwóch tygodniach wakacji niemal powszednieje. Czy trzeba zachwalać więcej? Atrakcji starczy tu co najmniej na dwutygodniowy pobyt – choć my po dwóch tygodniach aktywnego wypoczynku i tak opuściliśmy Pojezierze Myśliborskie z  poczuciem niedosytu.

Zachodnie krańce Polski to bardzo dobra propozycja dla osób poszukujących ciszy i spokoju – widok turysty nawet w środku sezonu jest tu, o dziwo, rzadkością. Region zadowoli zarówno osoby poszukujące wypoczynku na łonie natury, jak i wielbicieli średniowiecznej architektury i tropicieli zagadek przeszłości.

Poniżej przedstawiamy opisy kilkunastu zrealizowanych przez nas wycieczek, do wykorzystania np. w trakcie dwutygodniowego wakacyjnego wyjazdu. Znajdą się tu i propozycje tras kajakowych, i pieszych wędrówek z dala od cywilizacji, i wycieczki tropem najcenniejszych zabytków okolicznych miejscowości – aby przejść do fotorelacji z danej wycieczki, wystarczy tylko kliknąć na odpowiedni link/zdjęcie.:)

Śladami historii

1. Cedynia, rezerwat Bielinek i najdalej na zachód wysunięty skraj Polski

zachodni kraniec Polski

2. Moryń – średniowieczne miasteczko w cieniu romańskiej bazyliki

3. Kostrzyn nad Odrą – starówka zmieciona z powierzchni ziemi

4. Chojna – perły średniowiecznej architektury na zachodnich rubieżach Polski

5. Trzcińsko-Zdrój – dawne uzdrowisko w cieniu średniowiecznych murów obronnych

6. Zabytki Myśliborza – dawnej stolicy Nowej Marchii

Wycieczki kajakowe

1. Jezioro Myśliborskie kajakiem

2. Spływ kajakowy Myślą na odcinku Mostno–Dargomyśl

3. Spływ kajakowy Wartą na odcinku Kłopotowo-Kostrzyn nad Odrą

4. Międzyodrze – wycieczka kajakowa z Siadła Dolnego

Trasy piesze i ciekawostki przyrodnicze

1. Park Narodowy Ujście Warty – ścieżka przyrodnicza Mokradła

2. Barlinek – Szlak Przygody nad Jeziorem Barlineckim

3. Arboretum w Glinnej i pozostałości klasztoru cystersów w Kołbaczu

4. Jezioro Szmaragdowe – piękne tereny rekreacyjne na obrzeżach Szczecina

5. Krzywy Las – niewyjaśniona zagadka powyginanych sosen

6. Piękna trasa piesza dookoła jeziora Bierzwnik

7. Zatoń Dolna – Dolina Miłości

8. Największy platan w Polsce – zob. wycieczka do Chojny

9. Rezerwat Bielinek – roślinność jak z południa Europy! – zob. wycieczka do Cedyni

Zakwaterowanie

Baza turystyczna w tej okolicy nie jest jeszcze bardzo rozwinięta, ale na pewno uda się znaleźć zakwaterowanie odpowiadające Waszym potrzebom – więcej ofert znajdziemy na pewno w okolicy tych lepiej zagospodarowanych turystycznie jezior, np. w okolicy Barlinka czy Morynia. My mieszkaliśmy w niewielkiej miejscowości Utonie, położonej nad Jeziorem Myśliborskim tuż obok Myśliborza. Wynajęliśmy sympatyczny domek, będący częścią starego gospodarstwa – tuż pod oknem rosły nam jabłonie, śliwy i grusze, a rano budziły nas odgłosy żurawi:)

Po drodze na Pojezierze Myśliborskie zatrzymaliśmy się w rezerwacie Meteoryt Morasko, położonym tuż obok Poznania. Może i Wam będzie po drodze? Link do tej wycieczki tutaj.

Ścieżka dydaktyczna Dobre-Podgórz w okolicy Kazimierza Dolnego

Trasa ścieżki okrąża rezerwat przyrody Skarpa Dobrska. Pozwala na zapoznanie się z okazałą nadwiślańską wapienną skarpą oraz przejście dwoma lessowymi wąwozami. To jedna z dwóch ścieżek dydaktycznych wytyczonych na obszarze Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Pokonanie całej trasy wymaga przejścia ok. 6,5 km i prawie 100 m w pionie!

Ścieżka prowadzi malowniczym grzbietem wysoczyzny lessowej wśród pól chmielu i malin oraz jabłoniowych sadów. Nie docierają tu tłumy kazimierskich turystów, więc możemy cieszyć się spokojem i sielską atmosferą. Bardzo ciekawe jest również przejście przed dwa wąwozy lessowe. Zarówno dzieci, jak i dorośli na pewno chętnie z bliska przekonają się, jak wysokie ściany mogą powstać z tak kruchego i „miałkiego” materiału, jakim jest less. Sześciokilometrowa trasa ścieżki to świetny pomysł na spokojną rodzinną wycieczkę.

Lessowe wąwozy i wapienna skarpa, czyli odrobina gór na nizinach

Co prawda przegapiliśmy najlepszy punkt widokowy na trasie:/, a na koniec skąpaliśmy się w lepkim błocie po niedawnej ulewie…, ale i tak spacer ścieżką dydaktyczną Dobre–Podgórz był świetnym przerywnikiem w podróży z Podkarpacia na Mazowsze! Możemy śmiało polecić to miejsce wszystkim odwiedzającym okolice Kazimierza Dolnego – kontakt z przyrodą i ucieczka od gwaru turystów gwarantowane!

Informacje praktyczne

Trasa ścieżki dydaktycznej jest oznaczona białymi kwadratami ze skośnymi żółtymi znakami. Oznakowanie nie jest najlepsze, więc dobrze przypatrzcie się mapce przy starcie ścieżki lub na stronie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego: http://parki.lubelskie.pl/parki-krajobrazowe/kazimierski-park-krajobrazowy/sciezki-dydaktyczne/dobre. Strona zawiera bardzo szczegółowy opis atrakcji rezerwatu przyrody Skarpa Dobrska, dlatego tam też odsyłamy po szczegóły budowy geologicznej terenu i walorów przyrodniczych rezerwatu.

Wycieczkę można zacząć w miejscowości Dobre, tak jak w opisie na powyższej stronie, ale spacer zacząć można też od północnej strony, z miejscowości Podgórz, z okolicy tamtejszego rozstaju szlaków (do Podgórza właśnie zaprowadziła nas nawigacja G. po wpisaniu w nią  frazy „Skarpa Dobrska Rezerwat Przyrody”). Zaparkowaliśmy po prostu na poboczu drogi, dogodnego parkingu brak.

Zaczynamy od dokładnego przyjrzenia się mapce ścieżki.
Wspinamy się na skarpę. Za nami zostają zabudowania wsi Podgórz.
Na horyzoncie majaczy sylwetka zamku w Janowcu.

Niezależnie od punktu startowego przede wszystkim polecamy przejście północno-wschodnim ramieniem pętli przez lessowe wąwozy i widokową Skarpę Dobrską. Powrót zachodnim ramieniem pętli prowadzi częściowo asfaltową drogą przez wieś Dobre, a częściowo podmokłą, przynajmniej po deszczu, dróżką w pobliżu malowniczej rzeki Chodelka (są nią organizowane bardzo przyjemne spływy kajakowe, wpiszcie w wyszukiwarkę „Chodelka kajaki”, wyskoczą odpowiednie strony:)).

Dno obu wąwozów zostało niedawno wyłożone betonowymi płytami, które zupełnie nie pasują do takiej atrakcji przyrodniczej, ale cóż – wąwozy służą jako drogi dojazdowe do położonych na wysoczyźnie lessowej pól.

Wąwóz lessowy jak zielony tunel.
Nawierzchnia z betonowych płyt nie grzeszy urodą...
Ściany wąwozu są coraz wyższe.
Można podejrzeć, jak wyglądają systemy korzeniowe.
Znak ścieżki dydaktycznej tym razem namalowano na korzeniu.

Trasę można pokonać terenowym wózkiem, wytrwały kilkulatek poradzi już sobie sam.

Wychodzimy na malowniczą wierzchowinę lessową.

O czym warto pamiętać? W wąwozach po deszczach spotkacie latem chmary komarów. Podczas spaceru lessową wierzchowiną w upalny dzień przyda się nakrycie głowy. Weźcie też ze sobą sporo wody i jakąś przekąskę – na pokonanie ponad 6 km trasy potrzeba ponad dwie godziny (zakładając, że idziemy rodzinnym tempem z licznymi minipostojami po drodze:)).

Aha, w żadnym wypadku nie przegapcie punktu widokowego, oznaczonego na planie ścieżki numerem 6 – trzeba do niego zboczyć w pobliżu górnego krańca wąwozu od strony miejscowości Podgórz. My niestety, uciekając przed komarami, zapędziliśmy się i w końcu nie odwidzieliśmy tego miejsca – odbicie z głównej trasy ścieżki nie jest dobrze oznaczone:( – wielka szkoda, bo Skarpa Dobrska słynie jako jeden z najlepszych punktów widokowych na Lubelszczyźnie!

Mijamy niewielki leśny zagajnik.
Widzieliście kiedyś z bliska uprawę chmielu?
Jak stamtąd zebrać chmielowe szyszki?
Żyzna gleba na wysoczyźnie sprzyja wymagającym uprawom.
Idziemy przez jabłoniowe sady.
Czerwone wisienki.
Zboża już prawie gotowe na żniwa.
Kuszą nas słodkie maliny...
Po chwili z wierzchowiny schodzimy w prawo w stronę miejscowości Dobre. Skręt jest dobrze oznaczony.

Nasze wrażenia: Już dawno planowaliśmy rodzinnie odwiedzić któryś z lessowych wąwozów w okolicy Kazimierza Dolnego. Wycieczka bardzo nam się spodobała.  Eksplorowanie wąwozów wydrążonych w miękkim lessie to świetna lekcja tego, czym jest erozja. Nie obyło się też bez spontanicznych wstawek geologicznych – wapienno-kredowe przydrożne kamienie zostały twórczo wykorzystane przez nasze dzieci do pisania po betonowych płytach 😉 Nam bardzo przypadły do gustu rozległe widoki rozciągające się z wejścia na Skarpę Dobrską. Miło wspominamy też spacer wysoczyzną lessową wśród bujnych krzewów malin i drzew owocowych. Po raz pierwszy widzieliśmy z bliska uprawę chmielu pnącego się na imponujące kilkumetrowe konstrukcje. Czerwieniejące na krzewach maliny dopełniły sielskości widoków. Szczerze polecamy ten rodzinny spacer!

Po skręcie czeka na nas kolejny wąwóz lessowy.
Lecimy szybko w dół, bo komary chcą zjeść nas na podwieczorek.
Pod nami już widać zabudowania wsi Dobre.
Tuż obok drogi widać takie piękne odsłonięcia wapiennych skał.
Takim kamieniem można nawet pisać!
Można tu jeszcze spotkać takie piękne chałupy.
Oraz domy w stylu fusion:)
Z oddali możemy jeszcze raz spojrzeć na wapienną skarpę.
Na chwilę zatrzymujemy się w przydrożnym sadzie.
A skąd ta łódź przypłynęła? Z rzeczki Chodelki!
Po prawej na górze widzimy punkt widokowy. Jaka szkoda, że go przegapiliśmy!
Skarpa Dobrska jak na dłoni. Punkt widokowy znajduje się na samej górze.
To już ostatnie metry szlaku.
Ostatni odcinek wiedzie wzdłuż malowniczej rzeki Chodelki.

Imielty Ług – rezerwat przyrody w Parku Krajobrazowym Lasy Janowskie

Rezerwat Imielty Ług to najcenniejszy przyrodniczo obszar Lasów Janowskich – wielkiego kompleksu leśnego rozciągającego się na granicy województw lubelskiego i podkarpackiego. Sercem rezerwatu jest ogromny staw, zbudowany ok. 150 lat temu w miejscu bezodpływowego zagłębienia terenu. Staw został podzielony groblą na dwa mniejsze zbiorniki wodne – stawy Imielty Ług i Radełko. Właśnie tą groblą prowadzi atrakcyjna ścieżka dydaktyczna – przez serce porośniętych nenufarami stawów dochodzimy na dwa piękne punktu widokowe. Pięknie stąd prezentują się i stawy, i bezpośrednio przylegające do nich obszary torfowiskowe. Spacer jest niezwykle malowniczy i przyjemny. Ścieżka doprowadzająca na punkty widokowe ma 3 km długości w jedną stronę.

Groblą wśród stawów i torfowisk – rezerwat przyrody Imielty Ług

2020.07.05

Rezerwat zajmuje powierzchnię ok 800 hektarów. Został utworzony w 1988 r. dla ochrony przyrody obszarów podmokłych i torfowiskowych – zaobserwowano tu ponad 500 gatunków roślin i 100 gatunków ptaków! Podczas spaceru po rezerwacie można spotkać i mięsożerne rosiczki, i bociana czarnego, i charakterystycznie buczącego ptaka – bąka. Krajobraz jest bardzo urozmaicony – serca wszystkich skradną na pewno niezwykle malownicze stawy, porośnięte lilią wodną, ale doskonale prezentują się tez świetnie widoczne z punktów widokowych bory bagienne. Całość otaczają porośnięte sosnami wydmowe wzgórza.

Ścieżka jest dobrze oznaczona. Na całej trasie rozstawiono kilka tablic informacyjnych i czytelnych mapek pokazujących położenie punktów widokowych. Samochód można zostawić na leśnym parkingu w miejscowości Gwizdów. Wydaje nam się, że całą trasę dałoby się przejechać dziecięcym wózkiem terenowym. W lecie na wycieczce na pewno przydadzą się środki odstraszające komary. Spacer po rezerwacie to świetny pomysł na przerywnik w podróży – jeśli będziecie np. na trasie między Lublinem i Rzeszowem  – my zajrzeliśmy tu właśnie podczas takiej okazji – odwożąc naszych chłopców na tygodniowe wakacje do Babci i Dziadka. Nastawialiśmy się na zwykły leśny spacer, tymczasem atrakcyjność tego miejsca bardzo nas zaskoczyła – chętnie wybierzemy się do rezerwatu raz jeszcze w innej porze roku.

Do najciekawszych miejsc rezerwatu Imielty Ług doprowadza ścieżka dydaktyczna.
To, co niemal od razu rzuca się w oczy, to ilość wody dookoła.
Stawy rezerwatu otaczają bory torfowiskowe.
Zbliżamy się do serca rezerwatu.
Ścieżka wprowadza na groblę.
Staw Imielty Ług zajmuje centralną część rezerwatu.
Staw aż po horyzont jest porośnięty grzybieniami białymi.
…czyli nenufarami (lub liliami wodnymi).
Niegdyś staw był jeden, dopiero potem rozdzielono go groblą na dwa zbiorniki wodne.
Staw zbudowano ponad 150 lat temu na miejscu naturalnego bezodpływowego obniżenia terenu.
Jeden z najpiękniejszych punktów widokowych znajduje się na grobli rozdzielającej stawy.
Grzybienie prezentują się naprawdę przepięknie!
Na trasie ścieżki rozstawiono kilka tablic informacyjnych.
Ścieżka doprowadza do dwóch punktów widokowych.
To jeden z nich – dojście umożliwiają drewniane kładki.
Zachwycamy się niezwykle intensywnym kolorem wody na torfowiskach.
Najdalej położony punkt widokowy przypomina niewielką wieżę widokową.
Widok na stawy w punktu widokowego – piękny!
Wracamy tą samą drogą. Nasz ulubiony odcinek wiedzie groblą między stawami.
Mapka rezerwatu – i trasa dzisiejszej wycieczki:)

Kozłówka – piękny pałac Zamoyskich i Galeria Sztuki Socrealizmu

Kozłówka to idealne miejsce, bo porozmawiać z dziećmi o tym, czym jest ideologia i propaganda. W Galerii Sztuki Socrealizmu oglądaniu socrealistycznych plakatów, rzeźb, obrazów i grafik towarzyszą dźwięki proletariackich marszów i groźny wzrok przywódców (słusznie) minionej epoki, spoglądających na nas z monumentalnych pomników. Mimo że nasi chłopcy raz po raz wybuchali śmiechem, czytając hasła typu „Wróg cię kusi Coca-Colą”, wizyta w muzeum była świetnym pretekstem do rozmów o manipulacji, wiarygodności informacji i niebezpieczeństwie totalitaryzmów.

Galeria Sztuki Socrealizmu mieści się w jednym z budynków przepięknego późnobarokowego zespołu pałacowo-parkowego w Kozłówce. To jedna z najlepiej zachowanych rezydencji arystokratycznych w Polsce, chroniona jako Pomnik Historii. Warto zwiedzić pałacowe wnętrza, zajrzeć do powozowni czy choćby przespacerować się po przepięknym ogrodzie otaczającym pałac.

Kozłówka – z arystokratycznej rezydencji do sztuki realizmu socjalistycznego

4 lipca 2020

Informacje praktyczne

Kozłówka leży 160 km na południowy wschód od Warszawy i tylko 30 km od Lublina.

Wnętrza pałacowe zwiedza się w grupach z przewodnikiem, natomiast powozownię, kaplicę i Galerię Sztuki Socrealizmu ogląda się indywidualnie. Bilet obejmujący wszystkie atrakcje kosztował w 2020 r. 38 zł (19 zł ulgowy), dodatkowo obowiązują zniżki na Kartę Dużej Rodziny. Jeśli chcemy obejrzeć samą Galerię Socrealizmu, zapłacimy odpowiednio 10 i 5 zł. Na sam teren parku można wejść bez biletu wstępu. Samochód można zostawić na parkingu położonym tuż przy kompleksie parkowo-pałacowym – płatność przy wyjazdowym szlabanie (automat przyjmuje monety, można też zapłacić kartą – 8 zł w 2020 r.).

Na terenie kompleksu znajduje się restauracja, jest też sklep z pamiątkami i toalety. Dzieciaki na pewno zachwyci wizyta na miejscu piknikowym i placu zabaw – niestety w 2020 r. z powodu epidemii COVID nie mogliśmy skorzystać z tych atrakcji.

Przed wizytą w Kozłówce warto oczywiście sprawdzić aktualności na stronie internetowej muzeum: https://www.muzeumzamoyskich.pl

Na kompleks pałacowy w Kozłówce składa się kilkanaście budynków

Pałac Zamoyskich w Kozłówce

Pałac został zbudowany w pierwszej połowie XVIII w. Najpierw należał do rodziny Bielińskich, potem przeszedł w ręce Zamoyskich, którzy postawili sobie za cel uczynienie z Kozłówki jednej z najbardziej reprezentacyjnych rezydencji magnackich w Polsce. Po 1944 r. kompleks oczywiście przeszedł w ręce państwa. Obecnie jest siedzibą Muzeum Zamoyskich w Kozłówce.

Sam pałac i wnętrza są doskonale zachowane – zwiedzający mogą oglądać autentyczne meble z przełomu XIX i XX w., a także pokaźną galerię sztuki.

Pałacowe wnętrza zwiedza się w grupach z przewodnikiem (wejścia o ustalonych godzinach).

Pałac został zbudowany w pierwszej połowie XVIII w.
Najpierw był w rękach Bielińskich, potem przeszedł w ręce rodu Zamoyskich
Pałac jest jedną z najwspanialszych rezydencji magnackich w Polsce
To mniey boli… niż rany zadane ojczyźnie – dewiza rodu Zamoyskich
Kozłówka – rozpoczynamy nasz spacer.

Ogrody kwiatowe i park krajobrazowy

Za pałacem rozciąga się przepięknie utrzymany kwiatowy ogród – to wdzięczny plener fotograficzny. Szczególnie pięknie prezentują się ogrody różane – rozaria.

Do ogrodu kwiatowego przylega rozległy park krajobrazowy z zabytkowym drzwostanem – spacer po jego zacienionych alejkach to świetny pomysł na upalny dzień! Cały kompleks zajmuje powierzchnię ok. 20 hektarów.

Pałac w Kozłówce od tyłu
Tu wychodzi się na piękne pałacowe ogrody.
Naszą uwagę przykuwają piękne rozaria.
Ogrody kwiatowe są otrzymane w pięknych regularnych kształtach
Żwirowe alejki wyznaczały oś kompozycyjną założenia parkowego.

Galeria Sztuki Socrealizmu

W galerii eksponowane są prace polskich artystów, tworzących w nurcie realizmu socjalistycznego  – oficjalnej sztuki początków PRL. Plakaty, obrazy, grafiki, rzeźby – wszystko było narzędziem ideologii, zaprzęgniętym w służbę propagandy. Dzieła sztuki miały kształtować postawę odbiorców wobec otaczającej rzeczywistości – dlatego tchnęły optymizmem, podkreślały osobę wodza, eksponowały robotników i rolników – „bohaterów” socjalistycznej rzeczywistości.

Mimo że ekspozycja nie zajmuje dużej powierzchni, jest bardzo ciekawa – i to zarówno dla nas, pamiętających PRL jeszcze z okresu własnego dzieciństwa, jak i dla naszych dzieci – czerpiących wiedzę o tej epoce już tylko z książek.

Czemu jednak budynki dawnej rezydencji magnackiej Zamoyskich stały siedzibą tak niezwykłego muzeum? Ścisła doktryna realizmu socjalistycznego zaczęła się wyczerpywać już w latach 50. Stopniowo tracono zainteresowanie socrealistycznymi pracami, które zaczęły być gromadzone na terenie zespołu parkowo-pałacowego w Kozłówce – w kolejnych latach przybywało tu coraz więcej zdejmowanych ze ścian obrazów, demontowanych rzeźb, grafik tchnących jedynie słuszną ideologią. Prace były przechowywane m.in. w pałacowej kaplicy. Udostępniona do zwiedzania ekspozycja stanowi obecnie tylko niewielką część zbioru ponad 2000 eksponatów pozostających w posiadaniu muzeum.

W jednym z budynków kompleksu pałacowego mieści się Galeria Sztuki Socrealizmu
Muzeum jest w posiadaniu ponad 2000 eksponatów

Po wyjściu z pomieszczeń wystawowych warto jeszcze obejrzeć plenerową wystawę rzeźby. To tu obecnie znajduje się słynny  pomnik Lenina z Poronina, a także rzeźby Bieruta czy Marchlewskiego.

Warto zajrzeć na plenerową część wystawy
W Kozłówce znajduje się słynny pomnik Lenina, który niegdyś stał w Poroninie.
Przywódcy (słusznie) minionej epoki groźnym wzrokiem spoglądają na budynek galerii

Dla naszych dzieci propaganda socjalistyczna tu już na szczęście tylko historia. Mimo to bardzo interesujące okazały się dla nich opowieści o propagandzie, promowaniu jedynie słusznej ideologii czy manipulacji. Galeria Sztuki Socrealizmu w Kozłówce to świetne miejsce, by pogadać o tych uniwersalnych przecież zagrożeniach.

Statkiem po trawie, czyli rejs szlakiem pochylni na Kanale Elbląskim

Statkiem po trawie, czyli rejs szlakiem pochylni na Kanale Elbląskim

Jedyny taki zabytek hydrotechniczny na świecie. Urządzenia, napędzane tylko siłą wody, działają w niezmienny sposób od 160 lat. Kanału Elbląskiego chyba nikomu reklamować nie trzeba. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I koniecznie zabrać tam dzieci!

Continue reading

Zimowy Park Rozrywki Snowlandia, Zakopane

Śnieżny Labirynt, Śnieżny Zamek i Pałac Królowej Śniegu – Zimowy Park Rozrywki Snowlandia w Zakopanem

Po powrocie ze szlaku, nacieszeni górskimi panoramami, jesteście w pełni usatysfakcjonowani planem pobytu, ale dzieciaki narzekają na brak atrakcji? Warto zabrać je do Zimowego Parku Rozrywki Snowlandia w Zakopanem. Poszukiwanie wyjścia z największego na świecie labiryntu śnieżnego, zdobywanie śnieżnego zamku i przechadzka po magicznych, rzeźbionych w śniegu i lodzie komnatach Pałacu Królowej Śniegu to zdecydowanie lepszy pomysł dla spragnionych rozrywki niż błąkanie się od kramu do kramu po hałaśliwych Krupówkach. Zajrzeliśmy tam z pewną nieśmiałością, bo zasadniczo nie lubimy atrakcji nastawionych na wyczyszczenie turystom portfeli, ale trzeba przyznać, że wychodzimy usatysfakcjonowani. Szczególnie podobały nam się piękne lodowo-śnieżne rzeźby w najnowszej atrakcji kompleksu – Pałacu Królowej Śniegu.

3 marca 2018, sobota

Snowlandia zadebiutowała w sezonie 2015/2016 r. Pod Wielką Krokwią zbudowano największy na świecie labirynt ze śniegu. Atrakcja zdobyła duże uznanie turystów. Poza poszukiwaniem wyjścia z lodowego labiryntu możemy też zdobyć śnieżny zamek i wspiąć się na jego 16-metrowe baszty, odwiedzić minizoo i poszaleć na torze saneczkowym. W tym roku kompleks wzbogacił się o nową atrakcję – Pałac Królowej Śniegu. O mały włos byśmy tu nie zajrzeli, a byłby to wielki błąd – to wg nas najciekawsza rzecz w całej Snowlandii. W śnieżnych komnatach eksponowane są rzeźby ze śniegu i lodu, wykonane przez artystów z Podhala i Słowacji. Naprawdę warto tam zajrzeć. Szczegóły (ceny biletów, godziny otwarcia itp.) sprawdzicie na stronie http://www.snowlandia.pl/

Chłopakom najbardziej podobał się śnieżny labirynt – znalezienie wyjścia to wcale nie taka łatwa sprawa, a M. – Pałac Królowej Śniegu. Ogólnie świetna rodzinna atrakcja.

Zaczynamy zabawę od zwiedzenia Śnieżnego Zamku.

Śnieżne korytarze prowadzą do śnieżnych komnat.

Znaleźliśmy nawet salę tronową!

Śnieżny zamek jest cały zbudowany… oczywiście ze śniegu!

Kulminacją budowli są 16-metrowe baszty.

Z górnej kondygnacji świetnie widać całość kompleksu wraz ze słynnym labiryntem śnieżnym.

Ściany zamku zdobią śnieżne płaskorzeźby.

Skoro już wdrapaliśmy się na baszty, możemy schodzić na dół.

Przed nami kolejna atrakcja – śnieżny labirynt – największy na świecie!

Śnieżny labirynt pierwszy raz zbudowano w sezonie 2015-2016.

Pierwotnie miał powierzchnię ok. 2500 m kw., obecnie – 3000 m kw.

Jak stąd wyjść? – może na górze znajdzie się jakaś podpowiedź.

Nareszcie znaleźliśmy wyjście, ale zabawa była przednia!

Dwa Minotaury unieszkodliwione.

A na deser – Pałac Królowej Śniegu.

To chyba sala reprezentacyjna. Idealna do przyjmowania gości.

Królowa łaskawie wysłuchała interesantów.

Sebuś szuka wyjścia – drzwi, niestety, zamknięte…

Znaleźliśmy sypialnię królowej.

Co komnata, inna atrakcja.

Te rzeźby podobały nam się chyba najbardziej.

Ze śniegu zbudowano nawet powóz królowej, zaprzężony w konie!

Przed nami magiczne lustro Królowej Śniegu.

Chyba jeden z jego odłamków wpadł do oka Kaja.

Piękne lodowe dekoracje.

Ciekawe, dokąd też prowadzą te drzwi?

Na koniec trafiliśmy do lochów.

Więzione są tam śnieżne potwory.

W czasie gdy my oglądamy śnieżne zamki i labirynty, R. odsiaduje swoje na konferencji.

Wieczorem spotykamy się wszyscy na Krupówkach – pierwotnie mieliśmy zajrzeć do Bąkowej Zohyliny na Piłsudskiego, ale nie było wolnych miejsc, więc poniosło nas do Sabały. Oscypki z żurawiną, borowikowa w chlebku i deser z pysznych naleśników na słodko były naprawdę przepyszne (choć niestety niezbyt tanie:/) – w sam raz na pożegnalną kolację.

Muzeum Bombki Choinkowej, Nowa Dęba

Muzeum Bombki Choinkowej w Nowej Dębie

W Nowej Dębie działa jedyne na świecie Muzeum Bombki Choinkowej. Brzmi świetnie, prawda? Kto chciałby obejrzeć setki dawnych i współczesnych bombek w różnych stylach i zobaczyć na własne oczy, jak powstaje szklana bombka? Jeśli jeszcze Was nie przekonaliśmy, dodamy kolejny argument: w Muzeum Bombki sami będziecie mogli spróbować swoich sił w zdobieniu szklanych cudeniek i efekty swojej pracy zabrać do domu. Jeśli ktoś nie jest pewny swoich talentów artystycznych, zawsze może wyruszyć na łowy między półki sklepu firmowego – ale ostrzegamy, wybór nie będzie łatwy 🙂 Fantastyczne, pozytywne miejsce, świetny przykład na udane łączenie biznesu i turystyki. Obowiązkowa wycieczka w okresie bożonarodzeniowym (i nie tylko).  

10 grudnia 2017, niedziela

Muzeum Bombki Choinkowej zostało założone kilka lat temu przez Janusza Bilińskiego – właściciela Firmy Biliński, produkującej tradycyjnymi metodami bombki świąteczne. Mieści się we współczesnej działającej fabryce, więc nie ma się co nastawiać na piękne wnętrza, można za to popodglądać cały proces powstawania i zdobienia bombki, a to atrakcja nie lada! Zadziwiające jest to, że bombki nadal produkowane są tradycyjnymi, rękodzielniczymi metodami – jak za naszych dziadków. Piękne kolory, bogactwo zdobień eksponatów dawnych  i tych całkiem współczesnych to świetne antidotum na jesienno-zimową szarugę. Muzeum można zwiedzać przez cały rok, ale oczywiście najprzyjemniej zajrzeć tu w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Szczegóły można sprawdzić tutaj, więcej informacji o muzeum znajdziemy na stronie miasta Nowa Dęba. Wstęp bezpłatny, uczestnictwo w warsztatach zdobienia bombek 5 zł/os, możliwość zamówienia bombki z dowolnym napisem/dedykacją (10-20 zł). Na miejscu stoliki i automat z ciepłymi napojami.

Muzeum Bombki Choinkowej w Nowej Dębie

Wszystko zaczęło się od pasji Janusza Bilińskiego, kolekcjonującego stare ozdoby choinkowe.

Ze zwykłych szklanych rurek powstają tu prawdziwe szklane cuda.

W muezum można oglądać setki eksponatów – tych dawnych, i tych zupełnie współczesnych.

Bombki z reflektotrem pamiętamy jeszcze z domów naszych dziadków.

Nasze serca skradły jednak finezyjne kruche figurki.

Bogactwo kształtów przyprawia o zawrót głowy – spróbujcie wybrać tę najpiękniejszą.

Lustereczko, powiedz przecie…!

Ekspozycja zaczyna się od choinek udekorowanych w różnych stylach. Mamy choinkę amerykańską z jaskrawymi akcentami kolorystycznymi, bogato dekorowane drzewko w stylu wiktoriańskim, stonowaną choinkę francuską, skandynawską, no i oczywiście staropolską, przywodzącą na myśl czasy dzieciństwa u dziadków.  Nam najbardziej przypadł nam do gustu styl wiktoriański i staropolski. W kwestii bożonarodzeniowego drzewka jesteśmy tradycjonalistami i nie przeszkadza nam nawet odrobina kiczu 🙂 Ale trzeba przyznać, że wszystkie drzewka były piękne.

Najbliższa naszemu sercu jest oczywiście choinka w stylu staropolskim.

…ale mamy też styl amerykański

…i pełen przepychu styl wiktoriański.

Wiktoriańskie ozdoby są bardzo bogato zdobione

Na choince wypatrzyliśmy nawet angielską budkę telefoniczną

Stonowany styl skandynawski

…i elegancka choinka w stylu francuskim.

Po obejrzeniu choinek ubranych w różnych stylach długą chwilę spędzamy przy gablotach z pięknymi artystycznymi bombkami. Mnogość kształtów i kolorów przyprawia o zawrót głowy. Poza klasycznymi mikołajami, bałwankami i choineczkami oglądamy m.in. samochody, bajecznie kolorowe rybki czy wielokształtne owady.

Piękne kolorowe figurki przenoszą nas do świata baśni.

To chyba Trzmielik Bzyczek – a może Buczek?

Idealne lekarstwo na zimową chandrę, prawda?

Nie jesteśmy tacy pewni, czy ta piękna sowa w nocy nie ożywa, jak wszyscy zwiedzający pójdą już do domu

Coś dla małych fanów motoryzacji

A może wolicie żeglarstwo?

Cuda, cuda, cudeńka!

Krótkie odwiedziny w podwodnym świecie

Czy komuś jest zimno?

Ozdoby zostały zaprezentowane w gablotach z podziałem na kolekcje tematyczne. Mamy kolekcję bombek z reflektorem, kolekcję „Rajskie ogrody” z bajecznymi kwiatowymi wzorami, kolekcję serc i serduszek, kolekcję stylu wiktoriańskiego, zapoczątkowanego przez angielską królową Wiktorię w XIX w, oprócz tego są jeszcze artystyczne bombki ukraińskie w formie bogato zdobionych jajek i bombki z zabytkami architektury. Różnorodność sposobów barwienia i ozdabiania bombek przypomina nam ekspozycję Muzeum Pisanki w Ciechanowcu (byliście? Zajrzyjcie koniecznie, relacja tutaj). Ale najlepsze dopiero przed nami.

Eksponaty prezentowane są z podziałem na działy tematyczne

Piękna kolekcja ‚Rajskie ogrody’ z malowanymi motywami kwiatowymi.

A tu wystawa słodkich bombkowych serduszek – w sam raz dla zakochanych!

Ozdoby w stylu wiktoriańskim przypominają raczej biżuterię niż bombki.

Kolekcja jajeczek ukraińskich

Które najpiękniejsze, no które?

Kolekcja bombek ”Zabytki Podkarpacia”

Szpice na choinkę – nam najbardziej spodobał się ten ostatni.

Próbowaliśmy wybrać najładniejszą ozdobę z każdej gabloty. Nie dało się.

Poza samym oglądaniem kolorowych choinkowych cudeniek najciekawszym punktem pobytu w muzeum jest pokaz dmuchania bombki. Tworzywem do powstawania szklanych ozdób są różnej średnicy rurki szklane, dostarczane z huty szkła. Z jednej takiej rurki można zrobić nawet kilkanaście bombek! Na naszych oczach dmuchacz (bo tak w fabryce określa się rzemieślnika wykonującego tę pracę) podgrzewa szkło, oddzielając przy pomocy palnika odpowiedniej wielkości fragment rurki. Po dalszym podgrzaniu szkło staje się miękkie jak płynny miód (temperatura masy szklanej sięga wówczas nawet 800 stopni). To jest kulminacyjny moment procesu twórczego. Dmuchacz ma zaledwie 2-3 sekundy, by  „nadmuchać” odpowiedni kształt. Po upływie tego czasu szkło nie daje się już formować bez ponownego podgrzania.

Z ciekawością obserwujemy, jak powstaje kształt sopelka, a po dalszej obróbce w płomieniu – świderka. Bardziej skomplikowane kształty wytwarza się przy pomocy odpowiednich form, do których wdmuchuje się zagrzane szkło. Cały proces we wprawnych rękach pracownika fabryki wydaje się igraszką, ale dojście do takiej wprawy zajmuje – bagatela – kilka lat! Praca wymaga niesamowitej cierpliwości i uwagi, aby uzyskać zaplanowany kształt i… nie poparzyć się półpłynnym szkłem lub palnikiem.

Kolejny ciekawy moment to chwila nalania do wnętrza bombki roztworu azotanu srebra. W okamgnieniu z przezroczystej kuli tworzy się srebrna lustrzana bombka, którą dalej można barwić na różne kolory. Niesamowite!

Gwóźdź programu – pokaz dmuchania bombek. Wszystkie powstają ze zwykłych szklanych rurek.

Dwie sekundy i dmuch! – mamy to!

Posrebrzona bombka jest gotowa do zdobienia.

Teraz patrzymy, jak powstaje świderek – to nie taka prosta sprawa!

Teraz możemy przejść do sali, gdzie panie prezentują nam sposoby dekorowania szklanych cudeniek. Nakładanie kolejnych kolorów, różne sposoby zdobienia… Jakie to wszystko ciekawe!

Obejrzeliśmy, zachwyciliśmy się… Teraz kolej na nas! Naprawdę! W Nowej Dębie sami możemy ozdobić swoje bombki. Dostajemy pięć czerwonych bombeczek i z pewną taką nieśmiałością… zabieramy się do pracy! Specjalnym klejem rysujemy wzory lub literki i posypujemy je różnokolorowymi brokatami – zabawa jest świetna, a efekt naprawdę spektakularny! Taka przyjemność kosztuje tylko 5 zł za jedną bombkę, a pamiątkę mamy najlepszą z możliwych.

Wreszcie kolej na nas – ozdabiamy nasze własne bombki!

Wzorki malujemy specjalnym klejem

…który potem posypuje się brokatem

Czary-mary i wyjdzie srebrna śnieżynka!

Różne kolory brokatów do wyboru

Tymo wybrał klasyczny design.

A co było największą frajdą dla najmłodszych artystów.

Smarowanie się brokatem!

I tworzenie chmury srebrnego pyłu – ha ha! – bardzo przepraszamy obsługę muzeum…

Dodatkowo zamawiamy dwie duże bombki z dedykacją dla Dziadków – świetny prezent pod choinkę za przystępną cenę.

Na miejscu można zamówić bombki z dowolnym napisem

No, nasze bombki się suszą, możemy ruszyć na zakupy. Znaczną część muzealnej hali zajmuje ekspozycja różnorodnych świątecznych ozdób, które tym razem możemy nie tylko podziwiać, ale też kupić sobie na naszą własną choinkę! Spuśćmy zasłonę milczenia na kwotę rachunku, jaką przyszło nam zapłacić, ale wybór był taki trudny… 🙂

Nasze pamiątki z wizyty w Muzeum Bombki

Wielkie brawo dla właścicieli za pomysł utworzenia takiego muzeum. To świetny przykład udanego połączenia biznesu z turystyką. Szczerze polecamy Muzeum Bombki Choinkowej jako cel grudniowej wycieczki. Wierzcie, że po wizycie tutaj innym okiem spojrzycie na ozdoby wiszące na Waszych choinkach.

Wesołych Świąt życzy gdziebytudalej!

Kowadło – najwyższy szczyt Gór Złotych

Kowadło – atrakcyjny i łatwo dostępny szczyt Korony Gór Polski

Lokalny koniec świata, leśne ścieżki, wychodnia skalna, a do tego jeszcze prawdziwe ametysty pod nogami! To wszystko znaleźliśmy, wchodząc na jeden z najłatwiejszych do zdobycia szczytów Korony Gór Polski – Kowadło. Góry Złote, podobnie jak inne sudeckie pasma świetnie nadają się na rozpoczęcie (lub kontynuację) zdobywania KGP.

3 listopada 2017, piątek

Chociaż nie wszyscy geografowie i kartografowie zgadzają się z dość arbitralnym podziałem na Góry Złote i Bialskie, Klub Zdobywców Korony Gór Polski uznaje pogląd, że Kowadło jest najwyższym szczytem Gór Złotych. Chłopcy jeszcze nie odwiedzili tego miejsca, a od naszej wycieczki minęło już prawie 7 lat – chętnie przypomnimy sobie ten szlak i pokażemy go dzieciom.

Nasz szlak wychodzi z miejscowości Bielice. Z tego samego miejsca można iść też na Rudawiec – najwyższy szczyt Gór Bialskich. Bez problemu można połączyć obie wycieczki, tę na Kowadło i tę na Rudawiec, w jedną; oczywiście trzeba wtedy dysponować ładnymi kilkoma godzinami czasu. My dziś nie zdążymy już odwiedzić Rudawca, ale wycieczka na Kowadło też nam sprawia wiele frajdy – łatwa i krótka, w sam raz na krótkie listopadowe popołudnie.

Samochód można zostawić na wyznaczonym miejscu parkingowym. My przez pomyłkę zostawiamy auto kilkaset metrów wcześniej, ale nie żałujemy dodatkowego spaceru – po obu stronach drogi stoją stare poniemieckie chałupy – jedne ładnie odnowione, inne prezentują całą gamę Stasiukowskich smaczków. Takie miejsca z klimatem bardzo lubimy. R. szybko wraca po samochód i podjeżdża na właściwy parking i wkrótce razem kontynuujemy wędrówkę zielonym szlakiem.

Wieś Bielice – stąd ruszamy na Kowadło.

Bielice to najdalej na wschód wysunięta miejscowość Kotliny Kłodzkiej.

Stasiukowskie klimaty

Tu rozdzielają się szlaki na Rudawiec i na Kowadło.

Nasz szlak skręca pod kątem prostym w lewo.

Najpierw idziemy szeroką bitą drogą, zostawiając za sobą zabudowania Bielic.

Warto patrzeć pod nogi!

Byliśmy przekonani, że największą atrakcją dla chłopców będzie podejście granicznym grzbietem bogato ozdobionym fantazyjnymi formami skalnymi. Tymczasem okazuje się, że najciekawsze leży u naszych stóp. Czy to gencjana się komuś rozlała? Nie, wśród białawych ubłoconych kamieni pokrywających drogę leżą prawdziwe ametysty! Chłopcy przez kolejne kilkaset metrów z wypiekami na twarzy nie odrywają oczu od drogi i znajdują kolejnych kilka ślicznych kamieni. Nie są to oczywiście „jubilerskie” okazy, ale nawet bez pięknych szlifów są naprawdę piękne!

Bogactwo minerałów tych okolic – wystarczy spojrzeć na kolory kamyków pod nogami.

Ametyst znaleziony dziś na szlaku na Kowadło. Magia Sudetów!

Najpierw idziemy drogą jezdną, potem szlak skręca w prawo, by poprowadzić ścieżką w świerkowym tunelu. Po kolejnych kilkuset metrach osiągamy graniczną przecinkę. Idziemy na szczyt żółtym szlakiem – jest może nieco trudniej, ale dużo ciekawiej. Zielone polskie znaki w pewnym momencie zbaczają w lewo i opuszczają przecinkę, by wrócić do niej dopiero na szczycie. Idzie się tamtędy wygodniej, ale opuszcza się interesujące przejście przez podszczytowe skałki.

Mamy dziś do pokonania niecałe 300 m przewyższenia.

Po dotarciu do grzbietu granicznego skręcamy pod kątem prostym w lewo.

Idziemy razem z żółtymi znakami czeskiego szlaku.

To wycieczka do odbycia – przy odpowiednich warunkach – o każdej porze roku.

Z wychodni skalnych otwierają się rozległe widoki na Góry Bialskie.

Aby podwiać takie widoki, lepiej w partii szczytowej iść czeskim żółtym niż polskim zielonym szlakiem.

Unieść głowę też warto…

My nigdzie nie zbaczamy i po chwili nudna przecinka zmienia się w bajkowe skalne otoczenie. Chłopcy cieszą się, że po skałach wchodzi się pod górę jak po schodach. Atrakcji na dziś jednak jeszcze nie koniec. W pewnym momencie Tymo wypatruje parę ciekawych ptaków. Z daleka przypominają trochę samice bażanta. R. udaje się zbliżyć do jednego z nich na tyle, żeby zrobić dobre zdjęcie. Ptak właśnie korzystał z wodopoju w zagłębieniu skalnej misy. Wieczorem udaje nam się ustalić, że spotkaliśmy prawdziwie rzadki okaz – jarząbka zwyczajnego. Ptaki te zimują w Polsce, ale spotkać je można właściwie tylko w niektórych pasmach górskich.

R. udaje się upolować aparatem rzadkiego jarząbka zwyczajnego.

Jarząbek zimuje w Polsce, można go spotkać na terenach górskich.

Kowadło – samotnie na szczycie

W okolicy wierzchołka najpierw mijamy czeskie oznaczenie szczytu z prawdziwą książką wejść, do której oczywiście się wpisujemy. Postój urządzamy sobie przy „polskim” wierzchołku – więcej tu miejsca na rodzinny popas.  Kanapki, słodycze, kawka, herbatka, zmęczenie w nogach… czegóż chcieć więcej! Niestety, czas szybko płynie i przed 15:30 trzeba zacząć schodzić, żeby zmrok nie zastał nas na szlaku – listopadowy dzień jest krótki.

Kowadło – najwyższy szczyt polskich Gór Złotych (989 m n.p.m.).

Jest i księga wejść, wpisujemy się koniecznie!

Szczyt Kowadła to świetne miejsce na postój.

Szykując się do drogi…

Listopad w górach – jest super, spróbujcie!

Na zejście wybieramy porzucony przedtem zielony szlak. Kilka lat temu ocenialiśmy go jako dość mylny na tym odcinku. Tym razem jednak, pokonując go w odwrotnym kierunku, nie zauważamy takiego problemu. Jak to zwykle bywa w drodze powrotnej, schodzimy sprawnie i tuż po 16:00 meldujemy się przy samochodzie. To był naprawdę udany dzień!

Szlak zielony to łatwiejszy wariant do schodzenia – omija skałki podszczytowe.

Widok na Dolinę Górnej Białej Lądeckiej i Bielice.

Ścieżka wije się przez bukowy las.

Schodzimy z powrotem do Bielic.

Na wysychającym kamieniu utworzyło się serduszko – to zdjęcie to kwintesencja naszej dzisiejszej wycieczki!

Nasz czas (tempo rodzinne): ponad godzinę w górę i niespełna 40 minut w dół.

Nasza dzisiejsza trasa – na fioletowo.

Opis naszego wcześniejszego, zimowego wejścia na Kowadło tutaj.

Wejście na Kowadło to krótka wycieczka, my odbyliśmy ją po południu – rano tego samego dnia oglądaliśmy Jaskinię Niedźwiedzią – jedną z najpiękniejszych jaskiń w Polsce. Opis tutaj – polecamy!

Krzemionki Opatowskie – neolityczna kopalnia krzemienia

Gdy mówicie „podziemny polski zabytek o randze światowej”, co przychodzi Wam do głowy? Wieliczka, a potem długo, długo nic, prawda? A to błąd, bo do pierwszej ligi powinna wejść też neolityczna kopalnia krzemienia w Krzemionkach Opatowskich. Tak rozległych pozostałości kopalń sprzed 5 tysięcy lat nie ma nigdzie indziej na świecie! Czy nie powinniśmy się tym głośno chwalić? Powinniśmy, bez dwóch zdań!

Krzemionki Opatowskie zwiedzamy przy okazji podróży powrotnej z Alp Sztubajskich. To arcyciekawe miejsce i zabytek światowej rangi. Od lipca 2019 r. widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Koniecznie zajrzyjcie tam z dziećmi!

25 lipca 2017, wtorek

Pochmurno z przelotnymi opadami, ok. 18 stopni

Krzemionki Opatowskie – neolityczna kopalnia krzemienia pasiastego

Krzemionki Opatowskie kryją się w cieniu nieodległego Bałtowa, zdominowanego przez przemysł turystyczny. Do Bałtowa ciągną tysiące turystów, Krzemionki pozostają poza głównym szlakiem wakacyjnej rozrywki. Kto jednak tu przyjedzie, wyjedzie oczarowany i zaskoczony ogromną rangą zabytku, z jaką ma do czynienia. Trzeba dołożyć wszelkich starań, by do Krzemionek zaczął płynąć strumień zysków ze światowej turystyki, żeby to wyjątkowe miejsce dalej mogło się rozwijać i zachwycać kolejnych turystów.

Mamy wrażenie, że promocja Krzemionek niego kuleje, warto by też zadbać o sprzedaż na większa skalę gadżetów związanych tematycznie z kopalnią krzemienia i tak zorganizować przestrzeń dookoła muzeum (neolityczny plac zabaw, interaktywna wystawa, gastronomia itp.), żeby zatrzymać turystów i ich pieniądze na dłużej. Tymczasem gdy pytamy o możliwość zakupu pamiątek (Sebuś bardzo chciał kupić sobie prawdziwy krzemień), pan w informacji dziwi się i mówi, że oni są placówką muzealną, a nie prawdziwą kopalnią, i u nich się zwiedza, a nie kupuje.

Potem okazuje się, że w kawiarni położonej na terenie muzeum niedaleko wyjścia z podziemnej trasy znajduje się całkiem nieźle zaopatrzone stanowisko z pamiątkami i minerałami (są też oczywiście krzemienie sauté i jako elementy biżuterii), tylko nikt o tym nie informuje, bo kasa to odrębny ekosystem, informacja też, kawiarnia również gra sama na siebie; nikt tu nie myśli całościowo. Marudzimy, bo gorąco kibicujemy Krzemionkom, chcielibyśmy, żeby były znane i rozpoznawane tak, jak na to zasługują!

A Krzemionki naprawdę oferują produkt turystyczny na najwyższym poziomie. Podziemna trasa turystyczna po sztolniach neolitycznych kopalń to tak łakomy kąsek, że smaczniejszy trudno sobie wyobrazić. Możemy na własne oczy przekonać się, jak wydobywano niegdyś krzemień; dla nas było też bardzo ciekawe zobaczenie, jak krzemień pochowany był w skale wapiennej – zupełnie jak rodzynki w cieście!

Co więcej, na trasie zwiedzania można zobaczyć autentyczne rysunki naścienne z czasów neolitycznych (!) – jeden z nich, postać rodzącej kobiety, jest nawet symbolem rezerwatu archeologicznego w Krzemionkach. Zadaszoną ekspozycję muzealną urządzono w przestronnym i nowoczesnym wnętrzu, warto zajrzeć też do rekonstrukcji osady neolitycznej – to hipotetyczne odtworzenie warunków, w jakich na tych terenach żyli ludzie kilka tysięcy lat temu.

Informacje praktyczne

Trasa zwiedzania ma ok. 2 km (w tym 500 m pod ziemią). Rezerwat zwiedza się w grupach z przewodnikiem. Temperatura pod ziemią wynosi tylko ok. 8 stopni – w ciepłej porze roku trzeba zabrać odpowiednie ubranie. Rekonstrukcję neolitycznej osady zwiedza się samemu po wyjściu z trasy podziemnej. Warto zajrzeć do dobrze zaopatrzonego sklepiku z pamiątkami. Niespieszne zwiedzanie Krzemionek Opatowskich zajęło nam ok. 2 godzin. Więcej informacji tutaj.

Muzeum archeologiczne i rezerwat „Krzemionki”.

Mur z pięknymi wstawkami z krzemienia pasiastego – brawo dla pomysłodawców!

W oczekiwaniu na przewodnika warto obejrzeć ekspozycję w budynku.

Neolityczne narzędzia było tworzone poprzez odłupywanie kawałków krzemienia.

Przewodnik prowadzi grupę do trasy podziemnej.

Na tablicy widać, jaki obszar zajmowały tu pokłady krzemienia – prawd. to pozostałość dawnej zatoki.

Kopalnia niszowa z rekonstrukcją dawnego sposobu pracy.

Idąc kładką do szybu Zenon, po obu stronach widać zagłębienia w ziemi – to pozostałości dawnych kopalń.

Obozowanie górników byo utrudnione ze względu na brak wody, prace prowadzono tylko w okresie zimowym.

Arcyciekawa trasa podziemna – jesteśmy w neolitycznej kopalni! Kiedyś tylko tunele były b. niskie.

Krzemienie siedzą w skale wapiennej jak rodzynki w cieście.

Sebuś szuka w ścianie kolejnych krzemieni.

Oglądamy pozostałości kopalń komorowych.

Tunele miały kiedyś od 55 do 120 cm wysokości.

W niektórych typach kopalń stosowano podpierające filary.

Krzemionki Opatowskie

Możemy poczuć się jak 5 tys. lat temu. Tylko oświetlenie inne…

Na trasie zwiedzania można oglądać prehistoryczny rysunek naskalny, przedstawiający rodzącą kobietę – Boginię Matkę.

Po zwiedzeniu trasy podziemnej na turystów czeka rekonstrukcja osady neolitycznej.

Wyobrażenie chaty kultury pucharów lejkowatych.

Osada żyje!

Nasz wspaniały pan przewodnik właśnie gotuje sobie obiad:)

Z tych terenów pochodzą jedne z pierwszych świadectw rozwoju transportu kołowego!

Krzemionki Opatowskie na liście UNESCO

Na terenie muzeum odkryto pozostałości ponad 4 tysięcy kopalń (część z nich widać gołym okiem jako porośnięte roślinnością dołki w ziemi). Pole eksploatacyjne zajmuje powierzchnię  prawie 80 ha. Neolityczne kopalnie krzemienia w Krzemionkach Opatowskich nie mają sobie równych na całym świecie. Rangę zabytku podkreślało dotychczas zaliczenie go do listy Pomników Historii. W lipcu 2019 r. tutejszy neolityczny zespół kopalni został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Widzieliście kiedyś krajobraz przemysłowy sprzed 5 tys. lat? Możecie zobaczyć u nas, w Polsce, za naprawdę niewielkie pieniądze (18 zł os. dorosła, 12 zł dziecko, do 6 lat gratis)! Koniecznie trzeba tu zajrzeć.

Bardzo dziękujemy naszemu dzisiejszemu panu przewodnikowi za niesamowicie ciekawe opowieści! Z dużym profesjonalizmem, a jednocześnie przystępnie, zwięźle i z humorem potrafił przekazać najważniejsze informacje. O Krzemionkach i dawnych zwyczajach i wierzeniach mógłby opowiadać godzinami. Jest bardzo zaangażowany w działanie na rzecz rezerwatu, odtwarza osady neolityczne, organizuje tematyczne imprezy, inicjuje ciekawe projekty (np. odtworzenie dawnych sposobów pozyskiwania miedzi). Mając takich ludzi, muzeum może się świetnie rozwijać!

Postój w Krzemionkach Opatowskich

Krzemionki Opatowskie odwiedzamy podczas powrotu z naszego wyjazdu w Alpy Sztubajskie. Sebuś, który spędzał ten czas u dziadków myślał, że przyjedziemy dopiero następnego dnia, a tu już dziś rano mogliśmy się wyprzytulać – ale zrobiliśmy mu niespodziankę! Przywieźliśmy mu na pamiątkę tyrolski dzwonek i garść granitowych kamyczków z alpejskich szlaków do jego geologicznej kolekcji, a on narysował nam piękny rysunek. Ale się za nim stęskniliśmy! A jak stęskniliśmy się za Grzesiem i Tymusiem!

Rano pakujemy Sebusia, dziękujemy Babci i Dziadkowi za umożliwienie nam wyjazdu we dwoje i ruszamy w stronę domu. Po drodze chcemy zrobić sobie jeszcze jakąś miłą wycieczkę – to ma być dzień dla Sebusia, Sebuś ma mieć nas całych dla siebie. Najpierw planujemy małą wycieczkę w Górach Świętokrzyskich, ale ze względu na kapryśną pogodę wybieramy się do neolitycznej kopalni krzemienia w Krzemionkach Opatowskich.

Krzemionki kończymy zwiedzać w rzęsistym deszczu. W takich warunkach nie ma nawet co marzyć o szlaku w Górach Świętokrzyskich, więc kierujemy się prosto na obiad do przetestowanej już przez nas restauracji Jaskółka obok Iłży (ale łatwo się podróżuje tylko z jednym dzieckiem!). Potem już pędzimy prosto do naszego Grzesia, który został z nieocenionymi Babcią Urszulą i Dziadkiem Jerzym (dziękujemy!)

Stara walcownia żelaza, Nietulisko Duże

14 lipca 2017, piątek

Dzień słoneczny, choć nie za ciepły (do 21-22 stopni), wieczorem deszcz

Podróż w Alpy Sztubajskie, dzień 1.

Początek wyjazdu bez dzieci nigdy łatwy nie jest. Trzeba każdego naszego chłopaka gdzieś usadowić, wyposażyć we wszystko, co potrzebne, upoważnienia, leki, inne różności; poradzić sobie z ambiwalencją własnych uczuć – od tęsknoty za dziećmi do euforii ruszenia w długą. Uff, jakoś ruszamy. Grześ zostaje z Babcią Urszulą i wspomagającą ją Panią Małgosią („mama i tata jadą na wakacje w góry, a Grześ – na wakacje do Babci”), Tymo prowadzi leśne życie na obozie harcerskim (pozdrawiamy 19 WDH Przygoda!), no a Sebusia odwozimy na wakacje do Babci Stasi. W związku z tym nasz pierwszy kierunek to Rzeszów.

Po porannym kołowrotku organizacyjnym udaje nam się wyjechać kilka minut przed 9:00. Trochę późno, ale najważniejsze, że ruszamy. Jazda idzie dziś jak krew z nosa; przed nami tir za tirem, ruch szalony, każda z kilku napotkanych dziś robót drogowych wiąże się z uciążliwym korkiem. Staramy się nie przejmować drobiazgami i dbać o dobry humor. Gramy z Sebusiem w „XYZ za oknem” – zadanie polega na znalezieniu za oknem jak najwięcej rzeczy na określoną literę. W sumie bardzo nam wesoło. Dodatkowo nastrój poprawia nam fajny turystyczny postój – zatrzymujemy się przy ruinach dawnej walcowni w Nietulisku Dużym.

Stara walcownia, Nietulisko Duże

Czy to ruiny starego cysterskiego opactwa? Ani cysterskiego, ani opactwa, ani bardzo starego – to zabytek przemysłowy! Aż trudno uwierzyć, że budynki, po których pozostały tak malownicze ruiny, należały kiedyś do XIX-wiecznej walcowni blach.

Nietulisko Duże – aby bezpiecznie zwiedzić ruiny, wystarczy trzymać się polnej drogi.

Budynki dawnej walcowni blach zbudowano z kamienia.

W ciepłej porze roku ruiny porasta bujna roślinność.

Pozostałości fabryki przywodzą na myśl raczej ruiny klasztoru niż zabytek przemysłowy.

Bardzo tu pięknie!

Dla dociekliwych – plan przedstawia dawny rozkład zespołu fabrycznego.

Jeżdżąc trasą Warszawa-Rzeszów do rodziców R., przejeżdżaliśmy przez Nietulisko niezliczoną ilość razy. Stara walcownia widziana z drogi wydaje się niepozorna, ale spróbujcie przyjrzeć jej się z bliska! Mamy przed sobą pozostałości całego dużego założenia urbanistycznego. Na samą walcownię składało się kilka budynków, obok mieściła się siedziba dyrekcji i całe osiedle dla robotników. Walcownia powstała niespełna 200 lat temu jako efekt realizacji planów Stanisława Staszica związanych z rozwojem Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego. Urządzenia walcowni napędzała jedna z pierwszych w Królestwie Polskim turbina wodna. Wszystko doskonale działało do początku XX wieku, kiedy to wielka powódź zniszczyła zalew w Brodach i odcięła łączność zakładu z rzeką. Walcownię zamknięto w 1905 r. Obecnie pamiątką po niej są tylko malownicze ruiny. Architektura walcowni w niczym nie przypominała dzisiejszych klocków przemysłowych. Zbudowane z kamienia budynki utrzymane były konsekwentnie w pięknym, klasycystycznym stylu. Przypominają bardziej ruiny jakiegoś dawnego klasztoru niż pozostałości fabryki – to piękny fotograficzny plener!

Walcownia powstała w ramach pomysłu Stanisława Staszica.

Miała stanowić część Staropolskiego Okręgu Przemysłowego.

Zakład w Nietulisku stanowił duże założenie urbanistyczne z zapleczem dla robotników.

Zakład zasilały wody rzeki Kamiennej.

..a urządzenia napędzała jedna z pierwszych w Królestwie Polskim turbina wodna.

Po wielkim zakładzie pozostały tylko malownicze ruiny.

Wielką wartość zabytkową ma zachowany układ wodny z pozostałościami kanałów.

Ruiny nie są zabezpieczone, dociekliwi muszą zachować dużą ostrożność podczas zwiedzania.

Z ruinami dawnej fabryki ciekawie kontrastują współczesne rzeźby.

W Nietulisku Dużym świetnie zachowały się też pozostałości kanałów doprowadzających do zakładu wodę z pobliskiej rzeki Kamiennej i fragmenty kanału spływnego, co stanowi unikatową wartość nietuliskich ruin. To świetne miejsce na postój z dziećmi w ciepłej porze roku; można tu zajrzeć również np. przy okazji odwiedzania Gór Świętokrzyskich. Obecnie w dawnej siedzibie dyrekcji walcowni mieści się szkoła, tuż obok jest przedszkole i kort tenisowy. Samochód można zostawić na parkingu przed szkołą (trzeba wjechać przez bramę). Są ławeczki, kosze na śmieci. Wzdłuż ruin biegnie polna droga. Turystom-zapaleńcom zapewne wielką frajdę sprawi pomyszkowanie po sercu ruin walcowni. Zdecydowanie nie polecamy tego z dziećmi – ruiny nie są przystosowane do bezpiecznego zwiedzania. Pozostałości starych kanałów (nieraz naprawdę głębokich) nie są niczym zabezpieczone i kryją się wśród bujnej roślinności, stanowiąc niebezpieczną pułapkę. Nawet jednak bez zagłębiania się w ruiny spacer będzie bardzo przyjemny i atrakcyjny – z polnej drogi świetnie widać ruiny i ogrom całego założenia.

Ruiny starej walcowni w Nietulisku to kolejne z nieodkrytych magicznych miejsc, jakie mieliśmy okazję odwiedzić. Koniecznie musimy tu zajrzeć jeszcze w innej porze roku.

Nietulisko-Kraczkowa

Po postoju w Nietulisku już nigdzie się nie zatrzymujemy i po niecałych trzech godzinach delektujemy się już pysznym babcinym obiadem. Rozpakowujemy Sebusia, mówimy Babci co i jak, żegnamy się z łezką w oku z naszym Skarbem i ruszamy dalej – przed nami dziś jeszcze długa droga.

Nasz czas: Warszawa-Kraczkowa: 9:00-15:00

Rzeszów- Oberegging (Austria)

Jeszcze nie wierzymy, że jedziemy, jeszcze w głowie myśli, o czym mogliśmy zapomnieć, czego nie zostawiliśmy dzieciom, czy wszystko u wszystkich chłopaków ok., kontrolne telefony, sprawdzanie poczty z pracy. Dobrze, że udajemy się tak daleko – odległość pomaga oderwać się od problemów i uspokoić myśli. Powoli przerzucamy się na inne fale. Kilka rozdziałów kolejnego tomu „Diuny”, w tle nasze kultowe płyty – Lao Che, Tesco Value, Maria Peszek, Karolina Cicha. Kilometry uciekają. Ogólnie jedzie się nieźle, tylko korek na obwodnicy Krakowa nieco nas spowalnia. Jedziemy bez większych przerw. Zatrzymujemy się tylko na stacji benzynowej przed granicą czeską, gdzie kupujemy winiety i (nauczeni zeszłorocznym doświadczeniem z Ołomuńca) wymieniamy trochę złotówek na czeskie korony, potem stajemy na kawę przy stacji w Czechach. Powoli zmęczenie i niewyspanie z poprzednich dni daje o sobie znać. Ostatnie kilometry po ciemku i w padającym deszczu pokonujemy siłą woli. Północ już dawno minęła. Jak dobrze, że zaplanowaliśmy sobie po drodze nocleg.

Nocleg w Oberegging

Zatrzymujemy się w Oberegging – miejscowości mniej więcej w połowie drogi między Wiedniem a Salzburgiem. Nocleg (Top Motel) zamówiony wcześniej przez Internet nie jest może najtańszy (58 euro za 2-osobowy pokój), ale ma jedną wielką zaletę – można przyjechać tu o dowolnej porze, nawet w środku nocy. Generalnie to niezły stosunek cena-jakość i bardzo dobre miejsce na nocleg w podróży. Pokoje są czyste i wygodne. Obsługa przyjezdnych jest zupełnie zautomatyzowana – wita nas maszyna podobna do bankomatu, w której wpisujemy swoje dane, płacimy kartą i maszyna na końcu wypluwa nam magnetyczny klucz do pokoju. Przy wymeldowaniu wrzucamy kartę magnetyczną do przeznaczonej do tego skrzynki. Kładziemy się spać o drugiej w nocy, błogosławiąc fakt, że na kilka godzin możemy zamknąć oczy.

Nasz czas: 16:30-1:00, 727 km