Moszna – pałac jak z baśni

Niezwykła, wręcz baśniowa architektura w otoczeniu rozległego parku z parosetletnimi dębami i lipami. 99 wież i wieżyczek, 365 pomieszczeń, niezliczona ilość zachwycających detali i odniesień do przeróżnych okresów i stylów architektonicznych. Spacer po parku, wspinaczka na zamkowe wieże, ciekawy plac zabaw, restauracja z pyyyysznym jedzeniem, zwiedzanie wnętrz, a nawet przygoda w prawdziwej Komnacie Tajemnic! Można tu spędzić zachwycający dzień całą rodziną. A to wszystko tylko niespełna 40 kilometrów na południe od Opola!

31.10.2018, środa

Przepiękny słoneczny jesienny dzień, do 18 st.

Zamek w Mosznej, czyli i ty możesz się poczuć jak w Hogwarcie!

To absolutny hit dla wszystkich wielbicieli zamków (chociaż właściwie budowla nie jest zamkiem, tylko rezydencją pałacową – nie pełniła bowiem nigdy funkcji obronnych). Na naszej liście miejsc do zobaczenia Moszna od dawna zajmowała poczesne miejsce i nareszcie udało nam się ją odwiedzić! To tylko dobre pół godziny jazdy z Gór Opawskich, gdzie spędziliśmy w tym roku długi jesienny weekend.

Informacje praktyczne

Przy drodze dojazdowej znajduje się kilka darmowych (przynajmniej poza sezonem) parkingów. My parkujemy nad stawem bardzo blisko zamku. Parking pod samym zamkiem jest dostępny tylko dla gości mieszkających w zamkowym hotelu. Płatne jest samo wejście na teren parku – 7 zł za osobę dorosłą i 5 zł za dziecko, bilet rodzinny (2 + 2) kosztuje 19 zł. Od listopada do marca na teren pałacowo-parkowy wejdziecie jednak za darmo. Niestety, w tym roku zamek w dniach 1-3 listopada był nieczynny, więc nie załapaliśmy się na tę „okazję” 🙁

Zwiedzanie wnętrz pałacu to wydatek 12 zł za dorosłego i 8 zł za dziecko (bilet rodzinny: 32 zł), a wstęp na zamkowe wieże kosztuje odpowiednio 10 i 7 zł (nie ma wersji rodzinnej). Zwiedzanie możliwe jest codziennie w godzinach 10:00–16:00. Grupy na zwiedzanie zamku ruszają z przewodnikiem o pełnych godzinach, a wejścia na wieże odbywają się co 45 minut niezależnie od ilości chętnych (my dziś byliśmy jedynymi turystami prowadzonymi przez bardzo miłego pana przewodnika).

Dodatkową atrakcją  jest ekstremalne zwiedzanie zamku, które organizowane jest w piątki, soboty, niedziele i święta po 17:00. Za taką dwugodzinną przyjemność zapłacić trzeba 35 lub 30 zł za dorosłego/dziecko. Niestety, w tym tygodniu w pierwszych dnach listopada zamek był nieczynny i ekstremalne zwiedzanie uciekło nam sprzed nosa 🙁 , podobnie zresztą jak wizyta w zamkowej Komnacie Tajemnic, czyli miejscowym escape roomie. Szkoda… Ale i tak to, co zobaczyliśmy, wystarczyło, żebyśmy wrócili Moszną w pełni urzeczeni 😉

Moszna – zamek jak z baśni. Choć to właściwie pałac, nie zamek.

Moszna – zamek z historią

Zamek w Mosznej powstał na bazie dawnego pałacu barokowego. Rezydencję strawił pożar, po którym magnat Franz von Tiele-Winckler nakazał nie tylko odbudowę, ale i znaczną rozbudowę pałacu. Prace trwały między 1896 a 1913 r., a efekt przerósł chyba oczekiwania wszystkich. Pałac miał stanowić świadectwo świetności rodu, który doszedł przecież do władzy głównie dzięki zarobionej w stosunkowo krótkim czasie fortunie – dopiero pod koniec XIX w. Franz otrzymał od cesarza Niemiec tytuł hrabiowski. Być może to właśnie dzięki temu kompleksowi głowy rodu możemy cieszyć się moszeńskim pałacem w takim niezwykłym kształcie.

Łączenie ze sobą wielu stylów architektonicznych – przez wielu uważane za kiczowate – miało sprawiać wrażenie, że siedziba rodu jest wiekowa, stara, powstała w wyniku licznych przebudów od okresu co najmniej średniowiecza. Temu samemu służyło zapewne celowe wizualne postarzanie budulca – pałac nie mógł kłuć w oczy nowością. Dziś dawna barokowa część pałacowa ginie w cieniu znacznie okazalszych bocznych skrzydeł. Szczególnie skrzydło wschodnie, wyróżniające się wieżami jako żywo przypominającymi warowny zamek, przyćmiewa swoim kształtem wszystko inne.

Najbardziej spektakularnie wygląda skrzydło wschodnie.

Dawny barokowy pałac chowa się w cieniu dobudowanych części.

Skrzydło środkowe. Schody wprowadzają na zamkowy taras.

Skrzydło zachodnie

Do 2013 r. znaczną część zamku zajmowało Centrum Terapii Nerwic. Dzisiaj mieści się ono na obrzeżach pałacowego parku, a sam obiekt pełni funkcje hotelowe i turystyczne.

Zwiedzanie – wejście na pałacowe wieże

Postanowiliśmy dzisiaj nie stawiać sobie zbyt wysokich wymagań turystycznych i przede wszystkim przyjemnie spędzić czas w rodzinnym gronie. Należy nam się w końcu chwila oddechu po dwóch miesiącach codziennej zawodowo-szkolnej gonitwy!

Ze względu na, delikatnie mówiąc, ograniczoną cierpliwość naszego czteroletniego Grzesia decydujemy się zrezygnować z pełnego zwiedzania wnętrz i ograniczyć się do wejścia z przewodnikiem na zamkowe wieże. A przewodnika dziś mieliśmy do własnej dyspozycji, bo o 10:45 poza sezonem w środku tygodnia jeszcze nie było innych chętnych do zwiedzania!

Miły pan przewodnik, prowadząc nas po kolejnych kondygnacjach zamku, w interesujący sposób wprowadza nas w historię rezydencji i jej mieszkańców. Najpierw wchodzimy na Wieżę Niedźwiedzią, która znajduje się pomiędzy środkowym a wschodnim skrzydłem budowli. Wyjątkowo wąskie i kręte schodki prowadzą do znajdującej się na szczycie niewielkiej sali, która jeszcze niedawno była salą terapeutyczną mieszczącego się w murach zamku Centrum Terapii Nerwic. Z niewielkiego balkonu spoglądamy na stronę południowo-wschodnią. Śmiałkowie chcący podziwiać widoki z Wieży Dzika powinni tylko przygotować się na spotkanie z… prawdziwym kościotrupem! Z wnęki okiennej jednej z wieżyczek widocznej stąd Wieży Dzika nadal wygląda szkielet zamkowej guwernantki.

A to nasz pierwszy cel – baszta niedźwiedzia.

Widok z wieży. Na południu majaczą Góry Opawskie.

Parkowy staw jest nadal źródłem wody dla zamku.

Stęskniona guwernantka nadal czeka na hrabiego…

U stóp zamku rośnie ponaddwustuletnia sosna wejmutka.

Metaloplastyka z czasów, gdy działało tu Centrum Terapii Nerwic.

Teraz pora na największą zamkową wieżę – Wieżę Dzika. Prowadzą na nią nieco szersze i wygodniejsze schody. Dużą ciekawostką jest ogromny zbiornik na wodę, znajdujący się pod szczytem wieży. To właśnie stąd woda jest rozprowadzona na cały zamek! Ze szczytu Wieży Dzika przy dzisiejszej pięknej pogodzie można podziwiać wspaniałą panoramę. Na południu majaczą szczyty nie tylko Gór Opawskich, lecz także całego pasma czeskich Jesioników z mierzącym 1491 m n.p.m. Pradziadem. Miłośnicy Harry’ego Pottera znajdą w Mosznej jeszcze jedną atrakcję – z wysokości wieży doskonale widać wyrysowany przed zamkiem kształt boiska do Quiddicha!

Teraz pora na Wieżę Dzika – najwyższą na zamku.

Nawet cień rzucany przez wieże jest piękny!

Rzut oka w stronę skrzydła zachodniego.

Z Wieży Dzika widok jest jeszcze rozleglejszy – widać cały masyw czeskich Jesioników.

…i park ze wspomnianą sosną wejmutką.

Piękne jesienne kolory…

Tajemnica windy hrabiego

Wędrując kilkoma klatkami schodowymi, dowiadujemy się wielu ciekawostek z historii rezydencji i jej arystokratycznych mieszkańców. Szczególnie zaciekawiła nas opowieść przemiłego pana przewodnika o przeklętej hrabiowskiej windzie. Franz von Tiele-Winckler – właściciel zamku – w 1922 r. zmarł w szwajcarskiej Lucernie. Podobno przed swoją śmiercią powiedział, że po jego zgonie zamkowa winda nigdy już nikogo nie przewiezie. I tak też się stało! Z niewiadomych przyczyn winda dokładnie w dniu śmierci hrabiego przestała działać! Co ciekawe, mimo licznych prób jej naprawy nikomu nie udało się ponownie uruchomić jej elektrycznego mechanizmu.

Okoliczni mieszkańcy tłumaczą to wydarzenie działalnością samego diabła, z którym to sam magnat miał podpisać cyrograf. Czarciej  pomocy dopatrywano się już w niebywale szybkiej rozbudowie zamku do obecnego kształtu. Podobnie tłumaczono sobie awarię windy. Na przestrzeni lat znalazło się wielu mechaników, którzy próbowali naprawić mechanizm. Ostatnią próbę naprawy windy podjęto już w XXI w., ale – czy uwierzycie? – ostatni fachowiec, który podjął się tego zadania, zrezygnował po tym, gdy nagle w jego rodzinie zaczęło wydarzać się wiele nieszczęśliwych i wypadków. Cóż, tutaj chyba naprawdę diabeł tkwi w szczegółach! (o mrożącej krew w żyłach historii jednego z ostatnich konserwatorów wind, który podjął się naprawy dźwigu w Mosznej, przeczytacie np. tutaj: http://ewit.pl/dzwig:news-29.htm – strach się bać!)

Przeklęta winda

Winda nie działa już od prawie stu lat.

Zamkowa klatka schodowa z przejściem między sypialnią a pracownią hrabiego.

Spacer wokół zamku

Kilkadziesiąt minut spotkania z zamkowymi korytarzami, schodami i widokami, a przede wszystkim z arcyciekawą historią zamku mija bardzo szybko. Teraz pora na chwilę spokojnego spaceru. Zamek w jesiennej scenerii jest zachwycający niezależnie od tego, z której strony na niego spojrzymy. Może i niektórzy mówią, że jest kiczowaty, że jest realizacją powiedzenia Izraela Poznańskiego „Buduj pan we wszystkich stylach, stać mnie na to!”, ale jedno jest pewne – wygląda jak wyjęty prosto z baśni! Można się bawić w wyszukiwanie w bryle rezydencji elementów charakterystycznych dla poszczególnych stylów architektonicznych. Dzieciaki chyba jednak bardziej ciekawią współczesne rzeźby bielejące wśród parkowych drzew i… rzucanie żołędziami! Cóż, uroki jesieni 😉

Z okien zamku widać też piękną oś kompozycyjną całego założenia parkowo-pałacowego.

Wychodzimy ze środkowego skrzydła zamku i ruszamy na spacer po parku.

Spoglądamy raz jeszcze na obie wieże, które odwiedziliśmy przed chwilą.

W dzisiejszym jesiennym słońcu pałac prezentuje się zabójczo!

Przed nami aleja lipowa.

Od strony północnej można docenić całą bryłę zamku.

Zaglądamy też nad brzeg jednego z przecinających park kanałów. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tymi kanałami wokół zamku i po parkowych zakamarkach przemykały (wzorowane na włoskich) gondole! Może przy okazji postępującej stopniowo renowacji parku także kanały powrócą kiedyś do dawnej świetności? Na powietrzu chłopcy szybko nabierają apetytu. Kanapki na ławce przy lipowej alei smakują wyśmienicie.

Parkowe kanały lata swojej świetności mają dawno za sobą.

W takim otoczeniu nawet kanapki smakują lepiej!

Moszna w pięknych jesiennych barwach.

O tej porze roku parkowe drzewa wyglądają przepięknie!

Co może być lepszym podsumowaniem spaceru po parku niż wizyta na placu zabaw? Chyba nic! Nareszcie chwila oddechu dla rodziców 😉 Dzieciaki są zachwycone bardzo pomysłowym nowiutkim „zamkowym” placem zabaw. Słoneczko grzeje, wokół pozłacane, jesienne drzewa… Chwilo, trwaj!

Kolejne spojrzenie na zamek, tym razem spod placu zabaw.

Plac zabaw jest rzeczywiście zamkowy.

Dla każdego coś miłego – Grześ uwielbia huśtawki.

Mało nie odleci ze szczęścia!

Tymo też znowu jest dzieckiem.

Chwila zapomnienia.

Obiad w pałacowej restauracji – przepyszny!

Na ławeczkach przy placu zabaw przeglądamy w necie menu zamkowej restauracji. Ale pyszności, a ceny nawet nie są zaporowe – idziemy! Najpierw R. ze starszakami rusza zająć najlepszą miejscówę w restauracji i zamówić wybrane wspólnie dania. M. z Grzesiem jeszcze przez chwilę przedłużają zabawę i przychodzą już na gotowe, tym samym unikając nudnego oczekiwania na posiłek w zacnych jasnych wnętrzach zamkowej jadalni z bogatą ornamentyką stiukową.

Siedzimy tuż obok przeszklonej oranżerii. W takim pięknym miejscu obiad smakuje wyśmienicie! A kuchnia zamkowa trzyma poziom i zachowuje umiarkowane ceny. Wychodząc, zachwycamy się jeszcze pięknym wnętrzem zamkowej kawiarni, ozdobionym drewnianymi kolumnami i oryginalnymi schodami.

Obiad w zamkowej restauracji. Gotują tu przepysznie.

Kuchnia zamkowa daje radę!

Za szybą piękna zamkowa oranżeria.

Wychodząc, doceniamy piękne wnętrza kawiarni.

Kawiarnia zajmuje pomieszczenie dawnej sieni.

Moszna – podsumowanie naszych wrażeń

Nie skorzystaliśmy ze wszystkich dostępnych możliwości, ale mimo to spędziliśmy w Mosznej prawie cztery godziny. Gdyby udało się załapać jeszcze na komnatę tajemnic i ekstremalne zwiedzanie zamku, to spędzilibyśmy tutaj chyba cały dzień.

Rezydencja Tiele-Vincklerów to chyba największa atrakcja turystyczna Opolszczyzny. Nie dziwi nas, że każdego roku odwiedza to miejsce ponad sto tysięcy osób. Rodzinny spacer, spotkanie z historią, randka we dwoje – każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Łączenie stylów architektonicznych i rozmach budowli przywodzą nam na myśl wiele odwiedzanych przez nas miejsc. Vajdahunyad z Budapesztu, ale też rodzinną rezydencję Hohenzollernów z Jury Szwabskiej, czy wreszcie słynny zamek Neuschwanstein z Bawarii.

Jednych zachwyca, inni twierdzą, że to esencja nowobogackiego kiczu. Niewątpliwie jednak zamek w Mosznej nie pozwala pozostać obojętnym i na pewno na długo zagości w naszych wspomnieniach! Dusza się raduje, że piękna rezydencja nie popada w ruinę, tylko jest remontowana i odzyskuje pierwotny blask! Trzymamy kciuki za rozwój tego miejsca!

 

Rynek w Prudniku

Wracając z Mosznej, zatrzymujemy się jeszcze na chwilkę na rynku w kameralnym Prudniku.

W krajobrazie prudnickiego rynku dominuje bryła XVIII-wiecznego barokowo-klasycystycznego ratusza. Starsza niż ratusz jest stojąca do dzisiaj kolumna maryjna z 1696 r. Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na bijącą na rynku fontannę, równolatkę kolumny. Na jej szczycie znajdziecie godło Habsburgów – dwugłowego orła z koroną! To pamiątka okresu austriackiego panowania w mieście. Również z tego okresu pochodzi barokowa figura św. Jana Nepomucena z 1733 r. Prusacy zdobyli miasto dopiero w 1742 r. w czasie wojen śląskich.

Rynek w Prudniku z ratuszem i kolumną maryjną.

Ratusz i fontanna miejska.

Prudnicka fontanna z końca XVII w. nosi jeszcze symbolikę austriacką.

XVIII-wieczna figura św. Jana Nepomucena.

Tuż obok rynku znajduje się imponująca średniowieczna wieża Woka, pochodząca z XIII  w. To pozostałość średniowiecznego zamku, który stał w tym miejscu do czasu pożaru na początku XIX w. Od 2009 r., po gruntownym remoncie wieży, na dobudowanej hurdycji udostępniono punkt widokowy (niestety czynny tylko od 1 maja do 30 września, więc dzisiaj mogliśmy tylko obejść się smakiem 🙁 .

Wieża Woka pochodzi z dawnego zamku – aż z przełomu XIII i XIV wieku.

Zabytków godnych obejrzenia jest w Prudniku znacznie więcej. Na pewno tu jeszcze zajrzymy!

Ileż w tym Prudniku zabytków! Może następnym razem zobaczymy więcej.