Alpy Sztubajskie, Tyrol, Austria, 2017.07

Alpy Sztubajskie, 2017.07

To nasz pierwszy wyjazd w Alpy Austriackie. Niby byliśmy już w Alpach Bawarskich i Julijskich, odwiedziliśmy też Dolomity, ale wyprawa w sam środek Alp Wschodnich to trochę co innego. Alpy Sztubajskie zadziwiły nas swoją uniwersalnością. Spodziewaliśmy się wielkich dolin i szczytów z lodowcami niedostępnych dla przeciętnego turysty. Zastaliśmy prawdziwe góry dla każdego. Można tu znaleźć trudne ferraty i ambitne podejścia na trzytysięczniki. Jest mnóstwo szlaków dla typowych górołazów (choćby Stubaier Höchenweg od schroniska do schroniska przez kolejne doliny, przełęcze i szczyty). Są trasy odpowiednie dla rodzin z dziećmi i ludzi w każdym wieku i kondycji. Są intensywnie zagospodarowane okolice kilku kolejek gondolowych, gdzie wytyczono nawet ścieżki w pełni dostępne dla dziecięcych wózków (!) i każdy może poczuć się jak w wysokich górach. Ale są też dzikie i niedostępne miejsca, do których docierają nieliczni.

Jako turyści, dla których pierwowzorem gór są Tatry, liczyliśmy na bliższe zapoznanie się z krajobrazem lodowcowym. Nie zawiedliśmy się. Każda podchodząca w okolicę głównej grani alpejskiej dolina oferowała widok z lodowcami w tle. Wiele szlaków wprowadza na granie i szczyty, umożliwiając bezpośrednią konfrontację ze spływającą masą lodu. Nie marzymy o poszukiwaniu drogi przez labirynt szczelin czy wspinaniu się na stromych lodowcowych podejściach, ale możliwość zobaczenia takiego krajobrazu z bliska była dla nas niesamowicie atrakcyjna.

Trochę brakowało nam jedynie takiego prawdziwego, ciemnosmreczyńskiego lasu. W Sztubajach doliny i ich co łagodniejsze zbocza są bardzo intensywnie wypasane. Drzewa i kosodrzewina porastają praktycznie tylko bardziej niedostępne zbocza. Za to można podziwiać stada krów, owiec i kóz. Nie trzeba też czekać na pojawienie się widoków dopiero po przekroczeniu granicy lasu. Coś za coś.

Stałym elementem krajobrazu są też naprawdę imponujące potoki, biorące często początek w topiących się latem lodowcach. Tworzą one niespotykane w Tatrach rozlewiska na płaskich łąkach i potężne kaskady i wodospady na kolejnych progach dolin. Górskie stawy w letnim słońcu mają kolory morskich lagun… Po prostu trzeba samemu to zobaczyć, a jeżeli nie macie takiej możliwości to zapraszamy do naszej relacji!

Z praktycznego punktu widzenia przydatne jest zakupienie Stubai Card (64 euro za dorosłego i 32 euro za dziecko), dającej możliwość korzystania przez 5 z 7 kolejnych dni z kolejek gondolowych w dolinie oraz kilku dodatkowych atrakcji, w tym parku wodnego StuBay. Z innych przywilejów „karcianych” warto wspomnieć o możliwości nieodpłatnego korzystania ze środków komunikacji publicznej. Niektóre (oczywiście odpowiednio droższe) kwatery i pensjonaty oferują Stubai Card w cenie noclegów.

Planując wyjazd w Alpy, warto odpowiednio wcześniej zostać członkiem Alpenverein. W cenie członkostwa otrzymujemy międzynarodowe turystyczne ubezpieczenie, obejmujące nie tylko turystykę górską, ale też po prostu wyjazdy zagraniczne na cały rok. Dodatkowo w schroniskach możemy korzystać ze zniżek na noclegi i specjalnych, w miarę tanich posiłków, tzw. Bergsteigessen za 8 euro/porcja. Przy członkostwie dwóch dorosłych osób dzieci otrzymują członkostwo z wszelkimi uprawnieniami bez dodatkowych opłat.

Ambitni turyści mogą w Alpach Sztubajskich zdobywać poszczególne szczyty z programu Seven Summits Stubai (Zuckerhütl, Wilder Freiger, Habicht, Rinnenspitze, Serles, Hoher Burgstall, Elfer). Zdobycie każdego z nich potwierdzamy perforacją na specjalnej karcie (dostępnej w punktach informacji turystycznej). Uwaga: wejście na szczyty Zuckerhütl i Wilder Freiger wymaga odpowiedniego sprzętu i doświadczenia w turystyce lodowcowej.

Linki do relacji z poszczególnych wycieczek (zapraszamy!):

Dzień 1. Podróż i ruiny starej walcowni w Nietulisku

Dzień  2. Podróży cd. Salzburg – miasto Mozarta

Dzień 3. Wejście na Schaufelspitze (3333 m n.p.m.) i Stubaier Gletscher, czyli wysokie góry dla każdego

Dzień 4. Ferrata Ilmspitze – najpiękniejsza ferrrata Austrii?

Dzień 5. Innsbruck – stolica Tyrolu

Dzień 6. Pętla z Ranalt przez Nürnberger Hütte i Sulzenauhütte – alpejski szlak jak z bajki

Dzień 7. Wycieczka na Hoher Burgstall i przełęcz Seejöchl

Dzień 8. Ferrata Fernau – krótka, ambitna trasa w pobliżu schroniska Dresdner Hütte

Dzień 9. Lodowce Wilder Freigera, czyli o tym, że plany nie zawsze się realizują

Dzień 10. Rinnenspitze i Ferrata Höllenrachen – emocje gwarantowane!

Dzień 11. Podróż powrotna i czeskie Brno w deszczu

Alpy Bawarskie – ferrata Mittenwalder Hohenweg, Monachium

12 sierpnia 2012, niedziela

Przepiękny dzień, do 25oC w dolinach, ok. 12-15oC w górach  

Wyprawa w góry Karwendel

Zachęceni piękną pogodą, ruszamy dziś na kolejną ferratkę – Mittenwalder Hohenweg Klettersteig w masywie gór Karwendel, na granicy niemiecko-austriackiej.

Dojeżdżamy do miejscowości Mittenwald, wjeżdżamy kolejką Karwendelbahn i ok. 10:00 po krótkim podejściu ruszamy już wyekwipowani na ferratę. Nasza dzisiejsza trasa jest bardzo widokowa. Prowadzi prawie cały czas granią, wchodząc na kilka kolejnych szczytów, z których roztaczają się coraz to inne rozległe panoramy (dziś wyjątkowo ostre, jak to w dniu przed załamaniem pogody, niestety…) Trudności – jak to na niemieckiej ferracie – niewielkie, dosłownie kilka miejsc wymaga nieco większej uwagi, asekuracja jednak wskazana (wszyscy turyści wyekwipowani i grzecznie korzystający ze sprzętu przez większość czasu).

Bardzo podobają nam się widoki i charakter tego pasma, nieco bardziej zielony i mniej surowy niż wczorajsze okolice Alpspitze. Panoramy (m.in. na pobliskie pasma Karwendel czy okolice Zugspitze, ale też na Alpy austriackie) wciąż się zmieniają w zależności od tego, z której strony szlak omija trudniejsze miejsca w grani.

Pomimo niedzieli i pięknej pogody ludzi tu wyraźnie mniej niż na wczorajszej trasie, nie tworzą się uciążliwe zatory, spotyka się raczej kilkakrotnie te same kilkuosobowe grupy turystów, którzy przy kolejnych spotkaniach coraz przyjaźniej się uśmiechają. Przejście całej grani zajmuje nam 3,5 godziny z jednym dłuższym postojem w pierwszej części drogi, potem jeszcze odpoczywamy chwilę na pięknej alpejskiej łące na przełęczy pod Brunnensteigspitze, spoglądając na popisy szybowca dosłownie tuż nad naszymi głowami.

W kolejną godzinę, po przejściu kilkunastu długich, ale dość wygodnych zakosów, docieramy z przełęczy do schroniska Brunnensteighütte, gdzie wsuwamy niezły obiad. Kolejne półtorej godziny później (ok. 17:00), po przejściu m.in. przez nowy podwieszany na linach mostek (na trasie nr 284) docieramy na parking w Mittenwaldzie naprawdę nieźle zmęczeni (mamy w końcu w nogach około 1900 metrów przewyższenia).

Wracając drogą do Ga-Pa (korki w niedzielne popołudnie), podziwiamy przepięknie oświetlone słońcem białe szczyty Karwendelek. Widok jest tak malowniczy, że R. nawet cofa się na parking, żeby uwiecznić go na zdjęciu. Będzie o czym marzyć, gdy wrócimy do szarej codzienności!

Widoki z drogi na Alpy Wetterstein.

Widoki z drogi na Alpy Wetterstein.

Alpspitze góruje nad Garmisch-Partenkirchen.

Alpspitze góruje nad Garmisch-Partenkirchen.

Górna stacja Kawendel Bahn.

Górna stacja Kawendel Bahn.

Widok na ferratę Mittenwalder Hohenweg - tu będziemy szli.

Widok na ferratę Mittenwalder Hohenweg – tu będziemy szli.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

R. próbuje policzyć, ile szczytów widać.

R. próbuje policzyć, ile szczytów widać.

Widok na masyw Zugspitze.

Widok na masyw Zugspitze.

Karwendele z ferraty Mittenwalder Hohenweg.

Karwendele z ferraty Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Kolejny szczyt na naszej trasie.

Kolejny szczyt na naszej trasie.

Wokół panoramiczne widoki na Alpy.

Wokół panoramiczne widoki na Alpy.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Ferratą Mittenwalder Hohenweg.

Odpoczynek na przełęczy przed Brunnensteinspitze - koniec ferraty.

Odpoczynek na przełęczy przed Brunnensteinspitze – koniec ferraty.

Zejście do Mittenwaldu.

Zejście do Mittenwaldu.

Zejście do Mittenwaldu - Shrek, ja w dół patrzę!.

Zejście do Mittenwaldu – Shrek, ja w dół patrzę!.

Ostatnie spojrzenie na Karwendele i Mittenwalder Hohenweg.

Ostatnie spojrzenie na Karwendele i Mittenwalder Hohenweg.

3 sierpnia 2012, poniedziałek

Mimo gorszych prognoz piękny dzień, do 26 stopni  

Wczorajsza różnica wysokości sprawiła, że marzymy o dniu odpoczynku przed planowanym wejściem na Zugspitze. Rano wysypiamy się do bólu i przed 10:00 wsiedamy do samochodu gotowi na wyprawę do Monachium.

Monachium (11:00-16:00)

Stolica Bawarii nie wywiera na nas najlepszego pierwszego wrażenia. Winne temu zapewne tłumy, ogromne tłumy turystów przewalające się przez główne ulice miasta, ale też wielkomiejski charakter zabytkowego centrum – my, mieszczuchy na co dzień, wolimy bardziej kameralną atmosferę. Trzeba jednak przyznać, że przy bliższym poznaniu, a zwłaszcza po spokojnym spacerze po zielonym Ogrodzie Angielskim i okolicach Rezydencji, Monachium staje się bardziej sympatyczne.

Po przejściowych trudnościach w znalezieniu miejsca do parkowania tańszego niż 6 € za godzinę (brawa dla jak zwykle niezawodnego R.), ruszamy w kierunku Placu Mariackiego, po drodze spoglądając na słynną monachijską piwiarnię – Hofbräuhaus.

Główny plac miasta jest ruchliwy niczym niemiecka autostrada. Różnojęzyczny tłum turystów oblewa nas z każdej strony. Rzadko słyszymy jednak język polski – u nas do zachodnich sąsiadów chyba rzadko się jeździ w celach turystycznych – a szkoda! Z trudem wstrzelamy się w przerwy w potoku ludzi, by zrobić zdjęcie. Naszą uwagę przyciąga przede wszystkim imponujący neogotycki Nowy Ratusz (XIX w.) ze strzelistą wieżą. Stary Ratusz ze swoimi wieżyczkami wygląda przy nim, co stwierdzamy zgodnie, trochę „gargamelowato”. Na środku placu stoi XVII-wieczna kolumna NMP, patronki Bawarii, ale zasłaniają ją tłumy ludzi i barierki robót drogowych, co ujmuje jej wiele uroku.

Dla lepszego docenienia urody Marienplatz decydujemy więc się wejść na wieżę kościoła św. Piotra (XIII, przeb. barok. XVII-XVIII w.). Tu też witają nas tłumy. Irytujemy się, stojąc na balkoniku na wieży w ludzkim korku, zamiast podziwiać naprawdę piękny widok na centrum Monachium (w tym na ogromny gotycki kościół NMP – wizytówkę miasta). W efekcie po zejściu z wieży już czujemy się zmęczeni i mamy ochotę odsapnąć. Na szczęście nadarza się dobra okazja – wypatrujemy sympatyczną kantynę na dziedzińcu ratusza i zjadamy tam wczesny obiad.

Po chwili przerwy zwiedzania ciąg dalszy. Idziemy na gwarny i – o niespodzianko – zatłoczony Targ Żywności (dobre miejsce na spróbowanie regionalnych precli z pastą serową), zerkamy na Nową Synagogę (2006) , odnajdujemy Pałac Arcybiskupi (XVIII) – dawną siedzibę Josepha Ratzingera, po czym przechodzimy przez Pięć Domów (labirynt butików i biurowców) pod remontowane wieże kościoła NMP (jak dobrze, że wcześniej obejrzeliśmy świątynię z góry). Na koniec oglądamy z zewnątrz budynki rozległej Rezydencji (XVI, potem rozb.) – dawnej siedziby książąt i królów Bawarii (zaglądamy na dziedziniec cesarski, aptekarski i antiquarium).

O tak, gdyby ktoś chciał, mógłby to miasto dokładnie zwiedzać i przez trzy dni. Byliśmy wielkimi optymistami, opłacając parkowanie tylko na dwie godziny – nam właśnie minęły trzy, a połowa trasy wciąż przed nami. Szybkim krokiem wracamy więc do samochodu dopłacić w parkomacie i kończymy pierwsza część przechadzki po mieście.

Druga część naszego spaceru jest zdecydowanie przyjemniejsza. Przez reprezentacyjną Lugwigstraße, obok Portyku Marszałków Polnych i barokowego kościoła Teatynów, wchodzimy do zielonego, rozległego Ogrodu Angielskiego (XVIII). Tu panuje klimat odprężenia. Ludzie rozsiadają się na trawie, opalają się, biegają. Przez rozległe połaci trawy rzucamy okiem na okrągłą świątynię Monopteros, po czym kierujemy się w stronę chińskiej wieży z rozległym ogródkiem piwnym (uff, nareszcie toaleta! Wcześniej szukaliśmy kosza na śmieci, których chyba w całych Niemczech jest jak na lekarstwo). Jeszcze mały odpoczynek na ławce i czas na powrót ulicą Ludwika.

Po drodze zadziwiamy się ogromem 17-metrowej rzeźby Walking Man autorstwa Jonathana Borofsky’ego, odnajdujemy neobarokowy (pocz. XX) Pałac Pacelli, goszczący kiedyś Piusa XII, zatrzymujemy się na chwilę przy Bramie Zwycięstwa i zaglądamy do Ogrodów Pałacowych, położonych przy Rezydencji. Do samochodu wracamy o 16:00, po 5 bitych godzinach zwiedzania, obolali i zmęczeni.

Monachium, Plac Mariacki, gotycka Katedra NMP w tle.

Monachium, Plac Mariacki, gotycka Katedra NMP w tle.

Nowy Ratusz (XIX), Monachium.

Nowy Ratusz (XIX), Monachium.

Stary Ratusz , Monachium.

Stary Ratusz , Monachium.

Kolumna NMP (XVII), partonki Bawarii.

Kolumna NMP (XVII), partonki Bawarii.

Plac Mariacki z Kościołem Św. Piotra (gotycki, przeb. barok).

Plac Mariacki z Kościołem Św. Piotra (gotycki, przeb. barok).

Wnętrze Kościoła Sw. Piotra.

Wnętrze Kościoła Sw. Piotra.

Słynna monachijska piwiarnia Hofbrauhaus (kon. XIX).

Słynna monachijska piwiarnia Hofbrauhaus (kon. XIX).

Słup majowy na Targu Żywności w Monachium.

Słup majowy na Targu Żywności w Monachium.

Uroki Monachium.

Uroki Monachium.

Pałac arcybiskupi (XVIII), b. siedziba J. Ratzingera.

Pałac arcybiskupi (XVIII), b. siedziba J. Ratzingera.

Barokowy (XVII) kościół teatynów, Monachium.

Barokowy (XVII) kościół teatynów, Monachium.

Portyk Marszałów Polnych (XIX).

Portyk Marszałów Polnych (XIX).

Rezydencja królów ii książąt bawarskich od strony ogrodów pałacowych.

Rezydencja królów ii książąt bawarskich od strony ogrodów pałacowych.

Rezydencja (XVI, przeb.), dziedziniec cesarski.

Rezydencja (XVI, przeb.), dziedziniec cesarski.

Rezydencja, Antiquarium.

Rezydencja, Antiquarium.

Teatr Narodowy, Maksymilian I Józef, pierwszy król Bawarii.

Teatr Narodowy, Maksymilian I Józef, pierwszy król Bawarii.

Ogród angielski (XVIII); świątynia Monopteros w tle.

Ogród angielski (XVIII); świątynia Monopteros w tle.

Kanały Ogrodu Angielskiego.

Kanały Ogrodu Angielskiego.

Walking man - rzeźba Jonathana Borofsky'ego.

Walking man – rzeźba Jonathana Borofsky’ego.

Pałac Pacelli - b. siedziba Piusa XII.

Pałac Pacelli – b. siedziba Piusa XII.

Brama zwycięstwa na ulicy Ludwika.

Brama zwycięstwa na ulicy Ludwika.

Wracając, zamierzaliśmy jeszcze zajrzeć do Augsburga. Nie było nam to jednak widocznie pisane. Najpierw pomyliliśmy drogę i wjechaliśmy nie na tą autostradę, na którą trzeba, a potem, po nawróceniu i odstaniu swojego w korku przed Monachium, nie mogliśmy skręcić na właściwą trasę, bo trwały akurat roboty drogowe.

Cóż, Augsburg musi jeszcze na nas poczekać. Ale może i dobrze się stało. Zwiedzaniem miasta byliśmy już dziś naprawdę nasyceni, a tak wróciliśmy o przyzwoitej porze. Wiwat Opatrzność.

Wieczorem robimy szybkie zakupy w sąsiadującym z naszą kwaterą sklepem Aldi i snujemy plany jutrzejszej wyprawy na Zugspitze.