Tre Cime i ferrata na Monte Paterno

Wycieczka z pocztówkowymi widokami Dolomitów – słynne turnie Tre Cime widnieją chyba na wszystkich folderach turystycznych poświęconych tym górom. Nic dziwnego, że w letnie pogodne dni wędrują tędy prawdziwe tłumy. Wierzcie jednak, że to aż tak bardzo nie przeszkadza, bo widoki są tak piękne, że nie zwraca się uwagi na ludzi. Jeśli czujecie się na siłach, gorąco polecamy uzupełnić wycieczkę o wejście niezbyt trudną ferratą na szczyt Monte Paterno – już sam szlak wejściowy, prowadzący po części wykutymi w skale tunelami z okresu I wojny światowej, jest atrakcją samą w sobie, o widokach ze szczytu nie wspominając.

Tre Cime i wejście na Monte Paterno ferrtą Innerkofler–De Luca

2023.07.17

Informacje praktyczne

Gdyby w Dolomitach spróbować wskazać szlak popularnością porównywalny z trasą do naszego Morskiego Oka czy Doliny Kościeliskiej, byłoby to właśnie wejście od schroniska Auronzo do Rifugio Tre Cime. Droga prowadzi u podnóża słynnych olbrzymów – wysokość najwyższego szczytu grupy, Cima Grande, przekracza 3000 metrów. Na odcinku Rifugio Auronzo – Rifugio Tre Cime to wycieczka dla każdego – śmiało można tu zabrać osoby niewprawione w chodzeniu po górach i dzieci w każdym wieku.

Trudność szlaku. Wejście na Monte Paterno łatwe nie jest, jednak turysta sprawnie poruszający się po Orlej Perci w Tatrach na tym szlaku nie powinien mieć problemów. Na szczyt wprowadza niedługa ferrata  Innerkofler–De Luca. Jej trudność wyceniana jest na B, jeden krótki fragment na B/C.

Po zejściu z Monte Paterno nie musimy wracać tą samą drogą – można z przełęczy Camosci wędrować „górą” w stronę przełęczy Lavaredo. Ten odcinek trudny nie jest, tylko początkowy piarżysty odcinek zejścia z przełęczy jest trochę mylny i nieprzyjemny. Później idzie się uroczą półką skalną (brak trudności, ale osoby z dużym lękiem wysokości miałyby się tu czego przestraszyć), a ubezpieczenia (stalowa lina) występują jedynie na dwóch czy trzech krótkich odcinkach.

Dojazd. Punktem wyjścia szlaku jest parking przy Rifugio Auronzo (2320 m n.p.m.) – to miejsce jest oddalone ok. 20 km od Cortiny d’Ampezzo. Na parking dostaniemy się płatną drogą La Strada Panoramica delle Tre Cime  di Lavaredo, która otwarta jest tylko od wiosny do jesieni (najczęściej od maja do listopada, dokładny termin otwarcia i zamknięcia uzależniony jest od warunków atmosferycznych). Za wjazd samochodu osobowego w 2023 roku trzeba było zapłacić 30 euro. Trasa jest bezpłatna dla rowerzystów.

Gdybyśmy mieli dać Wam tylko jedną radę, zasugerowalibyśmy, byście zaczęli wycieczkę naprawdę wcześnie. My z Sottogudy mieliśmy tu niemal dwugodzinny dojazd i gdy dotarliśmy do wylotu płatnej drogi ok. godziny 9:00, musieliśmy stać w kilkudziesięciominutowej kolejce przed szlabanami, by kupić bilet wjazdu. Gdy płaciliśmy za przejazd, elektroniczny licznik pokazywał już tylko 100 wolnych miejsc parkingowych, a one zapełniły się błyskawicznie.

Tak naprawdę w sezonie najszybszą i najtańszą opcją byłby dojazd autobusem z pobliskiej Misuriny (linia Misurina-Tre Cime). Autobusy nie muszą stać w żadnych korkach i raz dwa dowożą turystów na samo miejsce. I przy tym bilet na pewno nie kosztuje 30 euro:)

Od schroniska Auronzo do schroniska Tre Cime

Wg Dariusza Tkaczyka, autora znanego przewodnika „Dolomity”, ten szlak to “najbardziej oblegana trasa Dolomitów”. Rzeczywiście, mogliśmy się tu dziś trochę poczuć jak w Tatrach Polskich w środku sezonu. Przecudne widoki wokół z nawiązką rekompensowały jednak te niedogodności.

Idziemy wygodną szutrową drogą pod południowymi ścianami słynnych Tre Cime (szlak ma numer 101). Po drodze mijamy niewielką kapliczkę z grobami włoskich żołnierzy z okresu I wojny światowej.

Droga podchodzi łagodnie na przełęcz Forcella Lavaredo (2454 m n.p.m.), a potem doprowadza do schroniska Tre Cime. Do tego punktu wycieczka jest łatwa i dostępna dla każdego turysty niezależnie od wieku i kondycji. Przejście dystansu od parkingu do Rifugio Tre Cime zajmuje ok. półtorej godziny.

Rifugio Auronzo jest usytuowane na imponującym skalnym progu.


Na południu las iglic masywu Cadini di Misurina.


Kapliczka przy szlaku w stronę Przełęczy Lavaredo.


Rifugio Lavaredo z okolicy przełęczy Lavaredo, w tle imponujący masy Cadini di Misurina.


Trzy kolosy zanurzają głowy w chmurach.


Przełęcz Lavaredo, zbliżamy się do podnóża słynnych wież.


Z przełęczy otwiera się widok w kierunku Rifugio Tre Cime.


Rifugio Tre Cime usytuowane jest pod niewielkim skaliskym szczytem Sasso di Sesto.


Piękny widok z okolicy przełęczy Lavaredo.


Lagi dei Piani.

Wejście na Monte Paterno ferratą Innerkofler–De Luca

Ferrata na Monte Paterno  pokonuje ok. 340 m przewyższenia, na jej przejście potrzeba ok. półtorej godziny.  Na szlaku przyda się czołówka, bo przechodzi się przez ciąg tuneli wydrążonych przez Włochów podczas I wojny światowej. Pierwszy tunel ma okna skalne i dodatkowe światło nie jest potrzebne, w dodatku w środku jest niemal zupełnie płasko. Spokojnie można zabrać tu dzieci – tunel będzie dodatkowym uatrakcyjnieniem wycieczki.

Przejście drugiego tunelu jest dużo bardziej wymagające, bo ścieżka prowadzi wykutymi w skale schodami stromo w górę, w dodatku ciemno tu choć oko wykol.  Przejście jest ubezpieczone stalowymi linami. Uwaga na głowy – momentami strop jest naprawdę nisko  – najlepszym wyborem będzie założenie na głowę kasku.

Jak dotrzeć do punktu wyjścia ferraty? Przy schronisku Tre Cime (2405 m n.p.m.) skręcamy bardzo ostro w prawo. Ścieżka wprowadza na pobliską grańkę, której charakterystycznym akcentem jest pionowa dolomitowa turniczka nazywana „kiełbaską frankfurterką” (choć skojarzenia można by mieć nie tylko gastronomiczne, dziś R. nazwał ją w myślach „ch…ową skałą”;)

Tuż za skalną frankfurterką zaczyna się pierwsza część tunelu. Tu idzie się wygodnie, a wnętrze jest oświetlane światłem wpadającym przez okna skalne. Po przejściu pierwszego, łatwiejszego odcinka przed nami większe wyzwanie – strome schody prowadzą w górę niemal w zupełnej ciemności. Bardzo przydaje się czołówka. Trudności realnych tu nie ma, ot, po prostu stromo w górę trzymając się stalowej liny. Najbardziej zagrożone są chyba głowy – w pewnym miejscu oboje mocno przydzwoniliśmy głową o skałę, błogosławiąc fakt, że przed tunelem założyliśmy kaski.

Po opuszczeniu tunelu zaczyna się właściwa ferrata. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie uzbrójcie się w uprzęże i lonże. Nazwa drogi  (ferrata Innerkofler) pochodzi od nazwiska austriackiego wspinacza, gospodarza schroniska Tre Cime (dawnego Drei Zinnen), który prowadził do ataku wojska austriackie walczące z Włochami podczas I wojny światowej.

Strzelisty szczyt Monte Paterno – główny cel naszej dzisiejszej wycieczki.


Skała Frankfurter Wurstel – za nią szukajcie wejścia do tunelu.


Tre Cime z okolicy początku ferraty Interkofler.


Skałki przed wejściem do tunelu.


Pierwsze odcinki tunelu są krótkie i nieźle oświetlone naturalnym światłem.


Okna skalne są jednoczesnie źródłem światła i świetnym punktem widokowym.


Za tunelem mamy pierwsze odcinki ferraty Interkofler – De Luca.


Sprawnie podchodzimy w stronę Forcella del Camoscio.


Widok na północ spod Forcella del Camoscio.


Forcella del Camoscio.

Pierwsze ubezpieczenia wprowadzają nas bez większych trudności na surową przełęcz Camosci. Aby wejść na szczyt Monte Paterno, należy tu skręcić w prawo. Stalowe liny prowadzą stromo w górę po skałach. Ze względu na nasilony ruch turystyczny mamy do dyspozycji dwa warianty – wariant prawy – dla wchodzących i lewy – dla schodzących To tu właśnie czeka na nas najtrudniejszy fragment ferraty, wyceniany na B/C. Trudności szybko jednak się kończą i szlak wprowadza na usłaną piarżyskiem kopułę szczytową Monte Paterno. (2744 m n.p.m.) To odcinek nieco mylny, bo wszędzie pod nogami kruszyzna i słabo widać ścieżkę. Generalnie musimy pamiętać, by za bardzo nie trawersować, tylko iść w górę. Ten odcinek nie jest trudny, choć trzeba ostrożnie stawiać kroki, bo pod nogami mamy sporo materiału skalnego niezwiązanego z podłożem.

Szczyt Monte Paterno wita nas widokiem charakterystycznego krzyża z twarzą Chrystusa, ufundowanego przez rodzinę Innerkoflerów. Widok jest naprawdę nieziemski. Właściwie to nie ferrata, tylko widok z wierzchołka jest główną atrakcją wycieczki!

Zaraz za przełęczą zaczyna się kolejny odcinek ubezpieczeń ferraty.


Widoki z ferraty cały czas się zmieniają.


Za nami zostaje ferrata delle Forcelle – może innym razem zdążymy zahaczyć też o nią.


Na szczycie Monte Paterno.


Krzyż z rzeźbą Chrystusa ufundowaną przez rodzinę Innerkoflerów.


Szczyt Monte paterno oferuje wspaniałą panoramę.


Kluczowym elementem widoku są oczywiście Tre Cime.


Okolica Crode dei Piani – po jej ścianach poprowadzono ferratę delle Forcelle.

Zejście z Monte Paterno na przełecz Lavaredo

Wracamy ze szczytu na znaną już nam przełączkę Camosci i tym razem kierujemy się w dół żlebu, w przeciwną stronę niż ta z tunelami, z której tu dotarliśmy. Gdybyśmy mieli więcej czasu, chętnie przedłużyliyśmy wyieczkę o dwugodzinna nietrudną, a bardzo ciekawą ferratkę Percorso delle Forcelle, która łączy przełęcz Camosci z przełęczą Pian di Cengia. Niestety, dziś ze względu na zapowiadane na popołudnie burze czas nas gonił, wybraliśmy więc wariant najszybszy, czyli zejście prosto na przełęcz Lavaredo.

Początek szlaku jest dość niewygodny – musimy zejść serią piarżysto-skalnych zakosików dość ostro w dół, szybko jednak nachylenie szlaku łagodnieje, a ścieżka wprowadza na przeuroczą skalną półkę. Właściwie nie licząc króciutkich ubezpieczonych liną bardziej eksponowanych przejść, nie ma tu trudności, a idzie się przemiło. Po drodze mijamy wykute w skale stanowiska artyleryjskie, przypominające włosko-austriackie starcia z okresu I wojny światowej. Na koniec, tuż przed przełęczą, czeka nas jeszcze na deser jeden tunel. W jego początkowym odcinku jest tak nisko, że musimy iść w kucki. Zabawa przednia! Wyjście z tunelu doprowadza nas prosto na przełęcz Lavaredo, skąd znanym już szlakiem 101 wracamy na parking, gdzie rano zostawiliśmy samochód.

Pora schodzić, bo pogoda dzisiaj nie jest w pełni stabilna.


Widok spod Forcella dei Camosci na południe.


Dalszy przebieg naszej ferraty – po imponujących eksponowanych półkach.


W tle Cime Passaporto.


Przed nami Forcella Passaporto.


Tre Cime z Forcella Passaporto.


Za nami ostatni już dzisiaj tunel.


U jego wylotu przy przełęczy Lavaredo znajdowało się prawdopodobnie całe gniazdo artyleryjskie.


Za nami zostają Cime Passaporto i Monte Paterno.


Wracając ponownie zachwycami się Cadini di Misurina.


Udział wzięli… W rolach drugoplanowych Tre Cime

Więcej propozycji wycieczek po Dolomitach? Zajrzyjcie tutaj 🙂