Na Fereczatą, Okrąglik, Płaszę i Paportną

Przepiękna widokowa wycieczka na wspaniałe połoniny Płaszy i Dziurkowca. Okrężna trasa prowadzi przez wiele punktów widokowych – i to zarówno w wejściowej (Fereczata, Okrąglik), jak i w zejściowej drodze (Paportna). Mimo swej atrakcyjności to rzadko odwiedzane szlaki – zapewne ze względu na długość wycieczki – niezależnie od wybranej drogi dojściowej na Płaszę musimy iść kilkanaście kilometrów. W zamian dostaniemy jednak ciszę i spokój na szlaku – nawet w szczycie sezonu turystycznego. Piękne rozległe widoki, trawiaste połoniny, urocze podszczytowe polany – naszym zdaniem to jedna z najpiękniejszych wycieczek w Bieszczadach!

Fereczata – Okrąglik – Płasza – Rabia Skała – Paportna: wycieczka okrężna ze Smereka

2020.07.28

Informacje praktyczne

Samochód można zaparkować w okolicy przystanku autobusowego w Smereku – tam właśnie czerwony szlak opuszcza główną szosę i skręca na Fereczatą. Parkingu brak, ale w pobliżu znajdzie się miejsce do zaparkowania kilkunastu samochodów.

To wycieczka długa i dość męcząca (26 km, ok. 1200 m przewyższenia) – wymaga kilkakrotnego podchodzenia na szczyty i schodzenia na przełęcze. Zdecydowanie nie nadaje się na dzień aklimatyzacyjny. Przejście całości zajęło nam (z kilkoma spokojnymi odpoczynkami) ok. 11 godzin.

Trasa może stworzyć zamkniętą pętlę – my szliśmy od strony Fereczatej, ale chyba równie wygodnie byłoby ją pokonać w odwrotnym kierunku. Na mapce wygląda to tak:

Smerek – Fereczata

Czerwone znaki szlaku odchodzą w okolicy przystanku autobusowego w Smereku. Idziemy za znakami polną drogą – po obu stronach drogi widać działki rekreacyjne – niektóre są naprawdę bardzo malowniczo położone, z pięknymi widokami na Smerek i Połoninę Wetlińską. Czerwony szlak opuszcza po chwili polną drogę i wchodzi do lasu. Zaczynamy powoli zdobywać wysokość  – szlak robi się dość mocno nachylony, ale wchodzenie nie jest zbytnio męczące. Po ok. godzinie i 45 minutach stajemy na szczycie Fereczatej.

Ruszamy ze Smereka. Szlak prowadzi początkowo taką pięknie oświetloną przez poranne słońce drogą.
Niektóre działki w okolicy mają naprawdę piękne położenie.
Smerek. Krzyż w miejscu dawnego cmentarza upamiętnia wysiedlonych mieszkańców.
Po lewej widok na Jawornik, przez który będziemy szli w drodze powrotnej.
Z tyłu zostają połoniny, których szczyty giną na razie w chmurach.
Słońce maluje piękne widoki.
Przez bukowy las na Fereczatą.

Fereczata – Okrąglik

Fereczata (1102 m n.p.m.)  to idealne miejsce na postój. Podszczytowe polany są bardzo widokowe – nad okolicą wyniośle góruje Paportna. Niestety, nie możemy w pełni cieszyć się widokami, bo szczyty chowają się w chmurach. To nic, i tak jest bardzo przyjemnie. Polanki podszczytowe Fereczatej  są gęsto porośnięte borówkami – może w takim razie Fereczata powinna się nazywać Jagodna:) – nazwa „Fereczata” pochodzi przecież od rumuńskiego słowa ferece, oznaczającego paproć.

Na szczycie Fereczatej.
Tutaj urządzamy sobie pierwszy postój.
Widoki niestety przysłaniają chmury – za nimi byłoby widać Płaszę i Paportną.

Za Fereczatą szlak zbiega w dół. Schodzimy na trawiastą przełęcz, a zaraz za nią zaczynamy wspinać się ścieżką przez bukowy las. W pewnej chwili na drodze widzimy małe… słoniątko? dinozaura? kangurka? Wygląda pięknie i cały jest z …buka! Widać pieniek nie tylko nam przypominał jakieś stworzonko, bo ktoś z poczuciem humoru zdążył już dorysować mu oczy:)

Idzie się bardzo przyjemnie i po niecałej godzinie marszu  dochodzimy do grzbietu granicznego tuż przed szczytem Okrąglika.

Pora schodzić – teraz kierujemy się w stronę Okrąglika.
Kolejna kulminacja grzbietu zwieńczona jest takim pięknym kopczykiem.
Tuż za kulminacją spotykamy takie oto urocze bukowe dziwadełko. 🙂
Bieszczadzkie błoto także i dzisiaj gra jedną z głównych ról.
Kląsk, kląsk, kląsk!
Taki szlak przed nami. Co za perspektywa! 🙂
Przed nami kulminacja Okrąglika
Polana na przełęczy przed Okrąglikiem.
To ta sama polana, ale już od strony Okrąglika.

Okrąglik – Płasza

Okrąglik (1101 m n.p.m.) jest miejscem trójstyku, ale nie granicznego😊, tylko górskiego. Na szczycie Okrąglika zbiegają się trzy grzbiety: Fereczatej, pasma granicznego i Jasła. Nasza trasa skręca w lewo, warto jednak wcześniej zrobić małą wycieczkę na szczyt Okrąglika – trzeba skręcić w prawo i podejść na szczyt – wszystko zajmie dosłownie parę minut. Z wierzchołka Okrąglika otwierają się ograniczone, ale ładne widoki na stronę słowacką.

Pod wierzchołkiem spotykamy ubłoconego od stóp do głów sympatycznego rowerzystę. Szczerze podziwiamy śmiałków, którzy na jednośladach pokonują bieszczadzkie błoto. Błoto towarzyszy nam na każdej wycieczce, także dziś – oczywiście nie cały czas, ale po drodze jest sporo miejsc, których przejście jest utrudnione. Omija się je a to z lewej, a to z prawej strony, a to przechodzi po gałęziach, a czasem w ogóle się nie omija, tylko idzie się na wprost, zanurzając buty w błocie i słysząc charakterystyczne tłuste kląskanie. 🙂

Teraz zmieniamy kierunek marszu na południowy i ruszamy dalej grzbietem granicznym.

Tuż przed szczytem Okrąglika skręcamy w lewo w niebieski szlak wiodący pasmem granicznym. Szlak a to prowadzi przez las, a to przecina zarastające polanki, trochę w górę, trochę w dół – na tym odcinku nie jest monotonny. Po słowackiej stronie ciągnie się rezerwat przyrody „Plasa”

Jak zwykle znaczne fragmenty trasy prowadzą przez piękny bukowy las.

Po ok godzinie i 45 minutach od Fereczatej wchodzimy na przyjemną widokową polankę nieco za szczytem Kurników Beskidu (1037 m n.p.m. – jaka oryginalna nazwa, prawda? My od razu ochrzciliśmy ten szczyt Kurnikiem Beskidzkim)😊 Rozsiadamy się tu na kolejny postój. Przed nami ładne widoki na stronę słowacką, słoneczko grzeje – chwile spokojnych odpoczynków w górach są takie przyjemne!

Postój na widokowej polance za szczytem Kurników Beskidu
Widoki otwierają się głównie na słowacką stronę.

Schodzimy teraz w zagłębienie kolejnej głęboko wciętej przełęczy. Za nią ok. 200-metrowe podejście na Płaszę – to zdecydowanie najbardziej męczące podejście na tym odcinku szlaku.

Czyżby to niedźwiedź buszujący w borówkach? 😉
Podejście na Płaszę.
To najdłuższe podejście na tym odcinku szlaku, nie jest jednak specjalnie uciążliwe.

Płasza – Rabia Skała

Jest jednak na co czekać, bo Płasza (1162 m n.p.m.) to jedno z najpiękniejszych miejsc na dzisiejszej trasie – ba, jedno z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach! Nazwa szczytu prawdopodobnie pochodzi z języka rumuńskiego i oznacza łyse miejsce. To bardzo trafne, bo szczyt Płaszy jest pokryty wspaniałą połoniną.

Wierzchołek jest niezwykle widokowy. Możemy cieszyć oczy widokami od Smereka przez Połoninę Wetlińską i Caryńską oraz Jasło aż po słowackie pasma. To jedno z takich miejsc, w których zapomina się o całym górskim zmęczeniu, przestają boleć nogi, a człowieka ogarnia przypływ euforii – wiecie na pewno, o co nam chodzi:)

Widoki z Płaszy są jednak najlepszą nagrodą za wysiłek podejścia.
Widok z Płaszy w stronę zachodnią.
Widok na Jasło i Łopiennik
Schodzimy z Płaszy – przed nami Dziurkowiec i Rabia Skała.

Za Płaszą szlak zbiega w dół trawiastą ścieżką. Pokonujemy jeszcze jeden niewyraźny szczycik, po nim 2o minut podejścia i już stajemy na wierzchołku Dziurkowca (1188 m n.p.m.). To kolejny widokowy wierzchołek na dzisiejszej trasie, kolejne piękne miejsce.  

Wrażenie przestrzeni, oddechu,  niezwykła różnorodność panoramy, wokół trawiaste zbocza – to kwintesencja tego, co kochamy w Bieszczadach. Na Dziurkowcu z niekłamaną przyjemnością zatrzymujemy się na „przerwę obiadową”, ciesząc oczy pięknymi widokami.

Przez przełęcz pod Dziurkowcem wchodzimy na sam Dziurkowiec.
Widok na Słowację z Przełęczy Pod Dziurkowcem.
Przed szczytem Dziurkowca.
Po lewej już widzimy nasz kolejny cel – Paportną.
Spojrzenie spod Dziurkowca w kierunku Płaszy.
Dziurkowiec – ktoś chyba zbyt dosłownie potraktował nazwę szczytu. 😉
Fereczata została już daleeeko z tyłu. Zza niej wychyla się Łopiennik.

Rabia Skała – Paportna – Jawornik

Z Dziurkowca już niedaleko do Rabiej Skały (1199 m n.p.m.). Nazwa szczytu („pstra skała”) nawiązuje do koloru piaskowcowych skał. Przed skrętem na Wetlinę warto podejść jeszcze kilkaset metrów na wschód niebieskim szlakiem granicznym. Już po chwili po prawej stronie zobaczymy taras widokowy. Otwierają się stąd rozległe widoki na słowackie Bieszczady.

Przy okazji możemy podziwiać najbardziej chyba spektakularne urwisko w Bieszczadach – południowe stoki Rabiej Skały są ostro podcięte i spadają niemal pionowo w dół. Kawałek za punktem widokowym w kierunku wschodnim od szlaku odbija w prawo wydeptana ścieżka podprowadzająca do krawędzi urwiska – trzeba jednak bardzo uważać, bo nie jest to oficjalny punkt widokowy, w związku z czym na skraju urwiska nie ma żadnych zabezpieczeń.

Zaraz skręcimy w lewo – Paportna jest coraz bliżej.
Węzeł szlaków na Rabiej Skale.
Taras widokowy na Rabiej Skale.
Dzika ścieżka doprowadza nad skraj urwiska.

Gdy już nacieszymy oczy widokami, wracamy do rozstaju szlaków na Rabiej i opuszczamy pasmo graniczne (dalszą część niebieskiego szlaku granicznego przeszliśmy przy okazji przepięknej wycieczki z Wetliny przez Kremenaros i Rabią Skałę – relacja tutaj). Skręcamy w lewo w żółty szlak prowadzący przez Paportną i Jawornik do Weliny..

Schodzimy na przełęcz za Rabią Skałą, po czym potem podchodzimy na Paportną – jest niemal równie wysoka jak Rabia Skała – ma 1198 m wysokości. Szlak trawersuje Paportną nieco poniżej szczytu. Z polan podszczytowych rozległe widoki – można podziwiać panoramę  od Smereka po Jasło. Nie możemy sobie odmówić przyjemności zatrzymania się tu na jeszcze jeden postój. Ogólnie dziś na wycieczce się nie spieszymy – i to jest cudowne!

Piękne jawory przy szlaku podejściowym na Paportną.
Widok z Paportnej na Jasło.
Polany szczytowe Paportnej zachęcają do odpoczynku.
To się nazywa postój z widokiem!
Rzut oka w stronę Smereka.

Za Paportną żółty szlak zbiega bardzo stromo w dół – odcinek dałby się pewnie we znaki przy podejściu. W półtorej godziny od Rabiej Skały stajemy przy rozstaju szlaków na Jaworniku

Z Paportnej na Jawornik – jawory kradną nasze serca.

Jawornik – Wetlina

Jawornik  (1021 m n.p.m.) to ostatni szczyt na naszej trasie. Odbija stąd zielony szlak do centrum Wetliny, my jednak tym razem trzymamy się żółtego szlaku. Ścieżka przecina polanę szczytową Jawornika (ograniczone widoki), a następnie schodzi w las. Na początku nachylenie jest niewielkie, potem nieco się zwiększa.

Widoki z Jawornika są już ograniczone drzewami.

Żółty szlak zaprowadzi nas aż do Wetliny – połączy się z szosą na wysokości przystanku autobusowego Stare Sioło. Aby dotrzeć do Smereka, skąd rano zaczynaliśmy wycieczkę, będzie trzeba przejść ok. 2,5 km na północny wschód asfaltem.

Nam niespecjalnie uśmiecha się ta perspektywa, więc na wysokości Kiczerki odbijamy w lewo w leśną nieznakowaną drogę prowadzącą do Smereka. Nasza leśna droga po dłuższej chwili połączyła się z solidniejszą asfaltową drogą – a stamtąd krótkim łącznikiem przedostaliśmy się do znaków czerwonego szlaku, którym wędrowaliśmy na początku naszej wycieczki.

Plusem skrócenia drogi było to, że nie musieliśmy przez ostatnie pół godziny dreptać ruchliwym asfaltem: wyszliśmy w Smereku akurat na zostawiony rano samochód. Nie polecamy jednak tej opcji – droga leśna wyglądała na nieużywaną od dłuższego czasu, była zarośnięta, miejscami podmokła, z powalonymi na nią drzewami. Trasa była też dość skomplikowana orientacyjnie – mocno przyglądaliśmy się mapie. Jeśli chodzi o czas, pewnie tak samo szybko byśmy zjawili się w Smereku, wędrując żółtym szlakiem, a następnie główną szosą.

Opuszczamy żółty szlak i skręcamy w nieoznakowaną drogę sprowadzającą do Smereka.
Spotkanie z padalcem.
Idziemy przez wyżłobiony przez wodę wąwóz.

Tak czy siak, zjawiliśmy się przy samochodzie zmęczeni, ale bardzo usatysfakcjonowani wycieczką. Jej atrakcyjność przerosła nasze oczekiwania – zarówno pod względem widokowym, jak i urozmaicenia trasy. Na pewno będziemy tu wracać!

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂

Na widokowe Jasło i graniczny Stryb

Szczyt Jasła to jeden z najlepszych punktów widokowych w Bieszczadach. Różnorodność i rozległość panoramy dorównuje chyba tylko tej z Rawek  – a może nawet ją przewyższa. Panoramiczne widoki 360O pozwalają podziwiać różne masywy górskie Bieszczadów. Jasło jest nieco odsunięte od grzbietu głównego, a przy tym pod względem wysokości przewyższa okoliczne szczyty – nic dziwnego, że widok z wierzchołka zachwyca. Dojście z Przełęczy nad Roztokami Górnymi to trasa pozwalająca szybko wejść na szczyt Jasła, nie pokonując przy tym dużego przewyższenia. Gdy wrócimy na przełęcz i będziemy mieli ochotę na jeszcze jedną wycieczkę, można pokusić się o wypad na położony w paśmie granicznym Stryb – po drodze polany z pięknymi widokami na słowacką stronę oraz Jasło i masyw Hyrlatej.

Na Jasło i Stryb z Przełęczy nad Roztokami Górnymi

29 lipca 2020

Informacje praktyczne

Samochód można zostawić na Przełęczy Nad Roztokami Górnymi, niedaleko wiaty widokowej. Aby tam dotrzeć, trzeba w okolicy Cisnej skręcić na Roztoki Górne, po czym jechać stopniowo zwężającą się drogą aż do przełęczy granicznej – na niektórych mapach jest tam zakaz wjazdu, obecnie (2020 r.) nie obowiązuje.

Każda z wycieczek i na Jasło, i na Stryb, zajmuje (z odpoczynkami) po ok. 3-4 godziny w obie strony, każda też wymaga przejścia po ok. 10 km. To dobry pomysł na dzień z niepewną pogodą  – w żadnym momencie wycieczki nie będziemy dalej niż 1,5 godz. drogi od samochodu, a między dwiema trasami znów znajdziemy się na przełęczy i będziemy mogli zdecydować, czy wybierać się na drugą wycieczkę (i wziąć np. dodatkowe zapasy z bagażnika😊), czy nie – my właśnie z powodu niepewnej, burzowej pogody w taki właśnie sposób zaplanowaliśmy dzień.

Łączne wejście i na Jasło, i na Stryb to trasa ok. 20-kilometrowa, wymagająca pokonania ok. 800-900 m przewyższenia. Na mapce wygląda to tak:

Przełęcz nad Roztokami Górnymi–Jasło

Zaczynamy wycieczkę na Przełęczy nad Roztokami Górnymi (801 m n.p.m.) – głęboko wciętym siodle oddzielającym dwa szczyty pasma granicznego Rypi Wierch i Okrąglik – przez oba wierzchołki dziś będziemy wędrować! Na przełęczy znajduje się granica polsko-słowacka. Niedawno zbudowano tu solidną wieżę widokową, z której ładnie prezentują się słowacka strona Bieszczadów, chroniona w ramach Narodnego Parku Poloniny  – niektórzy turyści przyjeżdzają tu samochodami tylko po to, by wejść na wieżę, inni wędrują na okoliczne szlaki. Tak czy siak, ruch turystyczny jest w tym rejonie stosunkowo niewielki.

Przełęcz nad Roztokami Górnymi – punkt startu obu wycieczek.
Na przełęczy zbudowano solidną wieżę widokową.
Przełęcz Nad Roztokami to węzeł polskich i słowackich szlaków.

Z przełęczy kierujemy się na wschód, za niebieskimi znakami szlaku granicznego (słowackie oznaczenia są czerwone). Przez pierwsze kilkaset metrów idziemy wzdłuż ścieżki historycznej „Szaniec konfederatów barskich”. To bardzo ciekawa historia. Szaniec nad Roztokami Górnymi został zidentyfikowany i opisany zupełnie niedawno, bo dopiero w 2015 r. Stanowił część systemu fortyfikacyjnego, wykorzystywanego przez konfederatów barskich w rejonie przełęczy karpackich. To najwyżej położony szaniec w Polsce! Tych wszystkich ciekawych rzeczy dowiadujemy się z tablic ścieżki historycznej, wzdłuż których prowadzi szlak. Ścieżka została przygotowania w ramach obchodów 100 lat odzyskania przez Polskę niepodległości. Na tablicach znajdują się informacje m.in. o tym, jak wyglądały fortyfikacje nowożytne, jakim ekwipunkiem i uzbrojeniem dysponowali konfederaci barscy i wreszcie – dla tych, którzy już dawno uczyli się historii – czym była konfederacja barska i jaka miała znaczenie w polskich wysiłkach o utrzymanie niezależności od Rosji.

W terenie doskonale widoczny jest dawny szaniec konfederatów barskich
O historii walk konfederacji barskiej i wykorzystywanych przez konfederatów fortyfikacjach informują tablice dydaktyczne.
Szlak na Okrąglik prowadzi przez bukowo-jaworowy las.

Po kilkuset metrach ścieżka historyczna się kończy, ale atrakcje wcale nie. Tuż pod naszymi nogami nagle widzimy ciągnący się na odległości ok. 1 metra pełznący… sznur larw. Przykucamy, zadziwieni tym niezwykłym widokiem. To pleń – niezwykle rzadkie zjawisko, polegające na grupowym przemieszczaniu się larw muchówki z gatunku ziemiórki pleniówki. Kiedyś pleń uważano za zapowiedź złych wydarzeń, dziś budzi przede wszystkim ciekawość – i wiele pytań bez odpowiedzi – czemu powstaje? W jakim celu się przemieszcza? Nadal nie wiadomo. Na zdjęciach, niestety, pleń nie wygląda zbyt spektakularnie – jaka szkoda, że nie nakręciliśmy filmiku!

Przed nami niezwykle rzadkie zjawisko – pleń!

Po ok. 75 minutach marszu stajemy na wierzchołku Okrąglika (1101 m n.p.m.). To ważny punkt węzłowy szlaków – nic dziwnego, tu spotykają się grzbiety pasma granicznego, Jasła i Fereczatej. Wędrowaliśmy nieopodal ledwo dzień wcześniej, podczas wycieczki przez Fereczatą, Płaszę i Paportną do Smereka (cudowna długa widokowa trasa, zobaczcie, opis tutaj) – jak miło jest odwiedzać znajome miejsca!

Widoki na słowacką stronę z jednej z polan, które przecina szlak na Okrąglik.
Rzut oka do tyłu – tak właśnie malowniczo biegnie graniczna ścieżka.
Na szczycie Okrąglika (1101 m n.p.m.)

My tym razem nie idziemy na południe, na Płaszę, tylko skręcamy w lewo w czerwone znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego, które prowadzą na Jasło. Podejście z Okrąglika na Jasło jest szybkie i niemęczące – na tym odcinku przewyższenia są minimalne. Pół godziny i stajemy w jednym z najpiękniejszych miejsc w polskich Bieszczadach.

Z Okrąglika kierujemy się na północ.
Widok na grzbiet graniczny – widać m.in. Rypi Wierch i Stryb, na które wejdziemy w drugiej części dnia.
Podejście po malowniczych polanach podszczytowcyh Jasła.
Od punktu przecięcia szlaków pod Jasłem podchodzimy jeszcze kawałeczek na sam szczyt.

Naprawdę nie przesadzimy, gdy powiemy, że ze szczytu Jasła (1153 m n.p.m.) otwiera się widok na całe polskie Bieszczady. Odnajdujemy grzbiet graniczny, Rawki, gniazdo Tarnicy, Połoninę Wetlińską i Caryńską, Łopiennik, Hyrlatą. Jak tu pięknie!

Widok z Jasła. Na lewo Połonina Wetlińska, a za nią Caryńska.
Końcowy odcinek szlaku Przysłup-Jasło
Widok z Jasła. Na pierwszym planie Okrąglik, za nim Płasza.
Na pierwszym planie grzbiet Fereczatej, na dalszym Płasza, Rabia Skała i Paportna.
Małe Jasło z Łopiennikiem w tle.

O ile do tej pory wędrowaliśmy niemal zupełnie w samotności, o tyle na Jaśle spotykamy już kilka grupek innych turystów. Inni w większości dotarli tu żółtym szlakiem (niedawno wyznakowanym, na naszej mapie z 2013 r. jeszcze nie był zaznaczony)  wprowadzającym na Jasło od strony miejscowości Przysłup, gdzie znajduje się stacja kolejki wąskotorowej (relacja z wycieczki bieszczadzką wąskotorówką tutaj). Ostatni odcinek tego szlaku prowadzi przez piękne podszczytowe polany widokowe – warto wyjrzeć na tę stronę Jasła, widok jest naprawdę wspaniały.

Kto ma ochotę, może przedłużyć wycieczkę o wypad na Małe Jasło (1102 m n.p.m.) – wędrówka w obie strony na oko zajmie ok. godziny. My pierwotnie też mieliśmy taki plan, chcąc wytropić m.in. ciemiernik purpurowy – piękny i niezwykle rzadki kwiat, występujący w Polsce niemal wyłącznie w rejonie Małego Jasła właśnie. Plany pokrzyżowała nam jednak pogoda – niebo zaciągnęło się mocniej, zaczęło wiać i kropić, więc w obawie przed zapowiadanymi na dziś burzami zdecydowaliśmy się na odwrót na przełęcz.

Wracamy tą samą drogą. Jest pięknie!

Zejście w stronę Okrąglika przez polanę podszczytową Jasła.
Wracamy tą samą drogą na Okrąglik i Przełęcz nad Roztokami Górnymi.
Przed nami Rypi Wierch – nasz kolejny cel.
Rzut oka na słowacką stronę.
Widoki na słowacką stronę towarzyszą nam często podczas dzisiejszej wędrówki.
Znów schodzimy szańcem konfederatów barskich.
Odpoczynek na Przełęczy Nad Roztokami Górnymi – nabieramy sił przed drugą częścią wycieczki:)

Cała wycieczka na Jasło zajęła nam (z odpoczynkami, czytaniem tablic ścieżki historycznej i robieniem niezliczonej ilości zdjęć…) 3 godziny i 45 minut.

Przełęcz nad Roztokami Górnymi–Stryb

Deszcz na razie tylko postraszył i w drodze powrotnej pogoda znacznie się poprawiła, więc postanowiliśmy zrobić z przełęczy jeszcze jeden wypad, tym razem w drugą stronę – na szczyty leżące w zachodniej części szlaku granicznegoRypi Wierch, Sinkową i Stryb.

Po krótkim odpoczynku po raz drugi dzisiejszego dnia ruszamy więc z Przełęczy nad Roztokmi Górnymi (801 m n.p.m.). Przed nami dwustumetrowe podejście na Rypi Wierch (1003 m n.p.m.) – szlak jest jednak wygonie nachylony i podejście nie jest uciążliwe. Trudy zdobywania wysokości dodatkowo osładzają naprawdę piękne widoki rozciągające się z górnej części polan północno-wschodniego stoku Rypiego Wierchu. Ładnie stąd widać grzbiet Jasła i dziką Hyrlatą – znany bieszczadzki matecznik niedźwiedzi (relacja z wycieczki na Hyrlatą tutaj).

Wejście na Rypi Wierch z Jasłem w tle.

Zachodnia i środkowa część szlaku granicznego są chyba nawet bardziej atrakcyjne niż część wschodnia, ciągnąca się od Kremenarosa po Rabią Skałę (opis wycieczki tą częścią, razem z widokowym wejściem przez Rawki na Dział tutaj) – a już na pewno rzadziej uczęszczane. Zamiast wyraźnej błotnistej drogi wędrujemy wąską, zarastającą ścieżką. Szczególnie przyjemnie wspominamy odcinek przed wierzchołkiem Sinkowej (995 m n.p.m.) – ścieżka przyjemnie prowadzi nad skarpą czy może urwiskiem znajdującym  się tuż obok szlaku po lewej stronie.

Szlak cały czas trzyma się granicy polsko-słowackiej.
Przy szlaku spotykamy pozostałości działań wojennych.
Prześwit ze szlaku za Rypim Wierchem.
Na tym odcinku towarzyszą nam głównie widoki na stronę słowacką.
Bukowi strażnicy graniczni:)
Szlak przechodzi przez zalesiony szczyt Sinkowej.

Za Sinkową ścieżka wyprowadza na  trawiastą przełęcz z ładnymi widokami na słowacką część Bieszczadów, a następnie wspina się Stryb (1011 m n.p.m.) – drugi z naszych dzisiejszych celów. Widok ze Strybu nie jest specjalnie rozległy – szczytowe polany obecnie zarastają, z prześwitów wyłaniają się jednak widoki na Jasło, Hyrlatą i Matragonę. Z chęcią rozsiadamy się tu na kolejny już dziś górski odpoczynek.

Szczyt Strybu jest zarośnięty lasem.
Widok spod Strybu na masyw Hyrlatej.
Odpoczynek pod szczytem Strybu.
Na tym szlaku możemy cieszyć się ciszą i spokojem.

Wracamy tą samą drogą.

Na zejściu z Rypiego Wierchu znów możemy podziwiać imponujący grzbiet Jasła.
Ostatnie spojrzenie na Hyrlatą.
Zejście na Przełącz Nad Roztokami Górnymi.

Przez cały dzisiejszy dzień cieszymy się ciszą i spokojem. Szlaki w okolicy Przełęczy nad Roztokami Górnym nie są często wybierane. Jeśli więc szukacie wyciszenia i odpoczynku od tłumów, warto wybrać Przełęcz nad Roztokami Górnymi jako punkt startowy bieszczadzkiej wycieczki. Trasa na Jasło jest niewątpliwie bardziej atrakcyjna – pod względem widokowym Jasło niemal nie ma sobie równych – ale wycieczka na zachodnią część szlaku granicznego też może znaleźć swoich amatorów – to idealny wybór na samotną włóczęgę w ciągle jeszcze dzikich górach.

Więcej propozycji wycieczek po Bieszczadach? Zajrzyjcie tutaj. 🙂